piątek, 18 września 2015

Dlaczego nie może być lepiej

Spróbuję ująć rzecz przenośnią: znacie program Google Earth? Można tam śledzić szczegóły budowy morfologicznej i sposoby użytkowania gruntów, widać rzeki, domy, drzewa. Ale śledząc te detale nigdy nie zrozumiemy procesów zachodzących w skali makro. Musimy więc użyć opcji "Zoom out", dzięki której możliwe jest spojrzenie całościowe, z dużej wysokości, a tym samym dostrzeżenie procesów, wzorców i zjawisk, których nie widać z poziomu ziemi, a które jednak determinują wszystko co zachodzi lokalnie. 

To samo dotyczy nauki w Polsce. Na wielu forach, blogach, w komentarzach do prasowych artykułów, na konferencjach, w grupach takich jak Obywatele Nauki, Rada Młodych Naukowców, Akademia Młodych Uczonych PAN, czy Komitet Kryzysowy Humanistyki Polskiej - tysiące ludzi diagnozuje problemy i wynajduje możliwe rozwiązania. Ale wszystko to wyłącznie w skali mikro (czy obcięcie o 10% punktacji za artykuł to dobry pomysł) lub tylko nieco większej (Rada NCN postuluje by pomóc doktorantom). Tymczasem nikt nie wspomina o generalnych procesach i zjawiskach, które mają największy wpływ na naukę w Polsce. Stąd moja prośba o "Zoom Out" i spojrzenie możliwie szerokie. A obraz z wysokości wygląda następująco:

Całe szkolnictwo wyższe i nauka nie są zawieszone w próżni, tylko w ekonomiczno-prawnych strukturach zwanych państwem. W Polsce dominuje nauka państwowa, więc uniwersytety, PAN, instytuty badawcze są podłączone do kroplówki o nazwie "budżet państwa". Tym samym kondycja budżetu jest najważniejszym czynnikiem determinującym kondycję nauki. Natomiast jeśli gospodarka jest w złym stanie, to choćbyśmy mieli samych noblistów na uczelniach i Papieża Franciszka w MNISW, ten system nie pociągnie dłużej niż miesiąc (do najbliższej wypłaty). Dodatni bilans budżetu jest warunkiem sine qua non funkcjonowania nauki, jakiegokolwiek rozwoju naukowego i dobrobytu naukowców. Bez pieniędzy nawet najznakomitszy profesor po sześciu godzinach robi się głodny i zatrudnia się przy odśnieżaniu parkingu, nie trzeba tego chyba dalej udowadniać.

Tymczasem kondycja budżetu jest zła. Budżet na 2016 zakłada, że 56 miliardów zł (=dwukrotność całego budżetu na naukę) pokrywamy z wysoko oprocentowanej pożyczki. By zrozumieć ile to jest: Polska przez cały rok 2016 bierze "chwilówkę" w tempie 1700zł/sekundę (albo: równowartość gruntów ornych w kwadracie o boku 165km). I to tylko w roku 2016, a przez ostatnie lata sytuacja była identyczna. A co robimy jak trzeba spłacić część pożyczki (obligacje kończące się akurat w danym roku)? Rolujemy dług, czyli spłacamy dług długiem, bo przecież nie ma żadnej nadwyżki budżetowej od wielu lat. Dotacje UE, z których się cieszymy, nie rozwiązują problemu, bo po pierwsze są dość małe (na mieszkańca ok. 90 zł/miesiąc), po drugie wymagają sporego wkładu własnego (uczestnictwo w kosztach + składka członkowska), więc de facto powiększają zadłużenie, bo tego wkładu nie mamy (więc znowu pożyczamy). W efekcie mamy gigantyczny dług, a jego obsługa (spłata części długu + odsetki w danym roku: ok. 40mld/rok=280mld zł/7 lat) pochłania wszystkie dotacje Unijne razem wzięte (430mld-130mld składka-20mld koszty obsługi=280mld zł/7 lat). Nie wspominam już o samym długu, który stale rośnie i wynosi (w zależności od tego, czy uwzględnia zobowiązania emerytalne) 1-3 biliony zł. Przypomnę, że obligacje skarbu państwa są opatrzone adnotacją: "Rzeczpospolita Polska gwarantuje wykup obligacji wraz z odsetkami całym swoim majątkiem". Chyba żaden inny kraj w Europie (poza Grecją kilka lat temu i Słowacją od wprowadzenia Euro) nie ma takiej struktury budżetu - wykresy dla porównania, można to sprawdzić szczegółowo tu:
(z prawej strony trzeba wybrać Rząd --> Bilans budżetu)

Więc sama obsługa długu kosztuje nas co roku znacznie więcej niż te wszystkie śmieszne pieniądze na naukę - budżety NCNu czy PANu wyglądają w zestawieniu ze spłacanymi co roku odsetkami tak (powierzchnia kwadratu odpowiada kwotom):

Nie jestem ekonomistą - jeśli robię gdzieś błąd w tych wyliczeniach lub ich interpretacji, to wskażcie proszę gdzie. Moim zdaniem jesteśmy (PL) w złym stanie finansowym i przez to sytuacja nauki z definicji nie może się poprawić.

I teraz z tej makro-perspektywy oceńmy postulaty różnych grup i organizacji, o konieczności dofinansowania nauki: stypendiów doktoranckich, grantów, upadającej humanistyki, wydawnictw, muzeów, podniesienie wydatków na naukę do 2% PKB i wielu innych. Możemy głośno krzycząc wyrwać chwilowo część forsy przeznaczonej na pielęgniarki albo emerytury, ale pomyślcie, czy ten zabieg długoterminowo generuje jakikolwiek dobrobyt? Przypomnijcie sobie Pakt dla Nauki wręczany marszałek Kidawie-Błońskiej, w nadziei, że sypną forsą i humaniści zaczną dobrze zarabiać. Przypomnijmy sobie wszystkie nasze, artykułowane lub nie, oczekiwania i nadzieje, że może w przyszłym roku będzie lepiej.  Ludzie, zrozumcie wreszcie: żadnej dodatkowej forsy nie ma i nie będzie, a w kolejnych latach zabiorą jeszcze to, co mamy obecnie!  
Mam nadzieję, że się głęboko mylę...

michał żmihorski

I Nagroda im. Marcina Antczaka przyznana!

Po raz pierwszy przyznano nagrodę imienia Marcina Antczaka. Tegorocznym laureatem jest dr Piotr Minias z Uniwersytetu Łódzkiego. Z uroczystością wręczenia Nagrody połączona będzie ciekawa sesja ornitologiczna 3 października w Poznaniu. Więcej szczegółów na załączonych plakatach i pod tym adresem






michał żmihorski

sobota, 12 września 2015

Parametryzacja w modelach liniowych - alternatywa dla B i Bety?

Update:
przykład pokazujący, że przeliczenie parametru B dla całego range nie zmniejsza wiarygodności tego parametru, a jedynie ułatwia jego interpretację (pomińmy bezsensowny intercept...):
Wykres 1: las w ha i standardowy parametr B (wzrostu wielkości lasu o 1ha daje o 0.0933 jarząbka więcej)

Wykres 2: to samo, ale parametr B przemnożony przez range (wzrostu wielkości lasu od najmniejszego do największego na danym terenie daje o 9.33 jarząbków więcej)
Wykres 3: las w kilometrach kwadratowych, standardowy parametr B (dla wzrostu wielkości lasu o 1km2 mamy o 9.33 jarząbków więcej)

Na czym polega wada parametru z modelu 2? Nie widzę tu wad innych niż dla "zwykłych" parametrów, a ma trochę zalet - patrz lista poniżej, ale przypomnę: B*range jest zawsze ten sam dla różnych jednostek predyktora (ha,km2,akr,mila morska) i jest wyrażony w jednostkach zmiennej zależnej, więc ułatwia interpretację (tu: w jarząbkach). Beta (policzona funkcją "lm.beta" z pakietu "QuantPsyc") wynosi: 0.9505 (niezależnie czy używamy ha czy km2) ale przyznam, że nie jest łatwa w interpretacji (poza tym wymaga normalności predyktora). A dziewięć jarząbków, to jest jakiś konkret :-)

I jeszcze cytat ze StackExchange, akurat znalazłem:
...the idea that standardizing independent variables makes it easier to compare the effects of one variable to another. This advantage is, in my opinion, somewhat illusory, since it depends on the range of data in your sample. Although it's a matter of some contention, I am generally against standardizing variables. Variables themselves are, in my view, easier to interpret than standard deviations of variables - we often have an intuitive sense about variables themselves.
 

Problem roboczy, niezbyt dobrze przemyślany:
parametry modeli liniowych są najczęściej prezentowane jako zmiana wartości zmiennej zależnej w reakcji na wzrost wartości danego predyktora o jedną jednostkę (standardowy output z Ra, SPSSa itp). Problem z interpretacją takiej tabeli polega na tym, że różne predyktory są wyrażane w różnych jednostkach (np. powierzchnia lasu i temperatura), co nie jest zbyt odkrywcze, oraz na tym, że różne predyktory mają różną "rozpiętość". 

Przykład: sprawdzamy wpływ powierzchni lasu i liczby strumieni na obecność jarząbka. Powierzchnię lasu mamy w hektarach, a liczba strumieni opisuje po prostu ile ich jest w danym lesie (wbrew pozorom te zmienne nie są mocno skorelowane). Z tym, że powierzchnia waha się od 5 do 150, a liczba strumieni od 0 do 5 (wartości zmyślone). Z modelu otrzymamy info jak rośnie szansa stwierdzenia gatunku wraz ze wzrostem pow lasu o 1 hektar i wzrostem liczby strumieni o 1 strumień. I tu moja wątpliwość: czy nie jest bardziej informatywne przedstawienie wzrostu szansy stwierdzenia gatunku wraz ze wzrostem powierzchni lasu o 145ha, zamiast o 1ha (a liczby strumieni o 5, zamiast 1)? Czyli dla pełnego zakresu zmienności danego predyktora, a nie o jedną jego jednostkę. A nawet jeśli takie przedstawienie parametrów nie jest substytutem tradycyjnego, to może warto je prezentować równolegle do niego?

Jakie są zalety takiej metody:
* możemy bezpośrednio porównać znaczenie predyktorów wyrażonych w różnych jednostkach i w tych samych jednostkach (być może nawet mówić o istotności różnic, na podstawie 95%CI - muszę o tym pomyśleć),
* mamy lepszą informację jak ważny jest faktycznie dany predyktor w rzeczywistości, bo pokazujemy jego potencjalny sumaryczny wpływ dla całej rozpiętości wielkości lasów, która faktycznie ma miejsce w danym krajobrazie.

Zrobiłem takie przeliczenie kiedyś w pracy o jarząbku właśnie, w publikacji z Łukaszem Kajtochem, bo wydawało mi się to rozsądne. Wygląda to tak (ostatnia kolumna, czyli B*range):
Nadal wydaje mi się to rozsądne ale bardzo możliwe, że popełniam błąd w rozumowaniu? Beta nadaje się do porównywania predyktorów ale same jej wartości są chyba mniej informatywne niż wartości B (ile nam mówi SD średniej powierzchni lasu?). A może istnieje jakaś oczywista alternatywa, której nie znam, lub nie kojarzę z tym problemem?
Będę wdzięczny za komentarz,

michał żmihorski


piątek, 11 września 2015

Podział punktów za publikacje

Update:
tak wygląda publikacja w Science, powstała w wyniku pracy międzynarodowego zespołu fizyków/astronomów... I jak dzielimy tu punkty?


Na blogu Emanuela Kulczyckiego ciekawe informacje odnośnie najnowszego projektu algorytmu dzielącego punkty:

http://ekulczycki.pl/warsztat_badacza/podzial-punktow-za-publikacje-ostateczny-projekt/


mż

piątek, 4 września 2015

Adiunkt i asystent - Uniwersytet Przyrodniczy w Poznaniu

Otwarte konkursy na dwa stanowiska - adiunkta i asystenta - na Uniwersytecie Przyrodniczym w Poznaniu, w Zakładzie Zoologii kierowanym przez prof. Tryjanowskiego

deadline na składanie dokumentów 14 września, praca od października!
A tutaj jeszcze link do strony zakładu:

michał żmihorski

niedziela, 9 sierpnia 2015

Eksperymentalna uczelnia flagowa

W środowisku akademickim jest wiele pomysłów na to, jak poprawić jakość polskiego szkolnictwa wyższego i poziom nauki. Reformy w tej branży to na pewno setki problemów i pułapek: konserwatywna kadra profesorska, układy koleżeństwie i grupy wzajemnego wsparcia, zbędne etaty, tytułomania, brak motywacji do podnoszenia jakości pracy dydaktycznej, roszczenia płacowe, nieprzejrzystość postępowań awansowych, ustawiane konkursy itd. To praca dla dużego zespołu, wysoko zmotywowanych, kompetentnych i pracowitych ludzi. Na razie nie zanosi się, by takowy miał się cudownie wyłonić z chaosu. Zamiast więc reformować szkolnictwo wyższe razem z całym jego balastem, warto skoncentrować się na wybranych jego obszarach. Dobrym pomysłem są uczelnie flagowe. Panowie profesorowie z dużych uczelni przekonali władze państwowe, że to ich ośrodki powinny być flagowe. Zapomnieli tylko powiedzieć reszcie społeczeństwa, co zaoferują w zamian za większe finansowanie. Uważam, że z dowolnej średniej wielkości uczelni w kraju można w ciągu kilku lat stworzyć liczącą się w skali międzynarodowej jednostkę. Wystarczy tylko lokalne wdrożenie kilku pomysłów, które w skali kraju, głównie ze względu na opór środowiska, niechybnie zakończyłyby się porażką.

1. Jawność postępowania w konkursach na stanowiska, standaryzacja wymagań wobec kandydatów, udział z głosem doradczym w komisjach konkursowych ekspertów spoza uczelni (w tym zza granicy), możliwość zaskarżenia wyniku konkursu.
2. Obiektywna ocena okresowa pracowników z udziałem ekspertów spoza uczelni.
3. Ustalanie wysokości wynagrodzenia wg wykonywanych funkcji i zadań, a nie ze względu na stopień/tytuł naukowy.
4. Zwolnienie “uczelni flagowej” z obowiązku posiadania minimum kadrowego. Dawałoby to większą elastyczność w polityce kadrowej.
5. Profesjonalne zarządzanie - ograniczenie znaczenia wybieralnych ciał kolegialnych do roli doradczej, powoływanie rektora w drodze konkursu.
6. Wprowadzenie przyzwoitych progów punktowych dla kandydatów na studia.
7. Odpowiednia liczba etatów dydaktycznych (bez obowiązków naukowych).
8. Ocena wykładowców nie tylko na bieżąco przez studentów, ale również przez absolwentów.
9. Ocena doświadczonych pracowników wg sukcesów ich wychowanków (motywacja do ich promowania i umożliwiania samodzielnej pracy naukowej, jak również do zabiegania o najlepszych kandydatów).
10. Szkolenia, wykłady i warsztaty dla pracowników w celu podnoszenia ich kwalifikacji dydaktycznych.
11. Nieskrępowana tytułami i stopniami naukowymi możliwość zatrudniania praktyków na stanowiskach dydaktycznych.
12. Brak sztywnej struktury organizacyjnej z podziałem na zakłady i katedry, a przez to możliwość łatwego tworzenia nowych zespołów badawczych i specjalności naukowych oraz wygaszania innych.
 
Taką uczelnię mogliby szybko zasiedlić wybitni naukowcy i dydaktycy z całego kraju. Jednak byłby to spory problem dla pozostałych uczelni, gdyby okazało się, że bez wielkich pieniędzy da się jednak coś zrobić.

Może coś jeszcze warto dorzucić do listy pomysłów?


Tomasz Włodarczyk

wtorek, 4 sierpnia 2015

Impakt oczekiwany vs zrealizowany

Przy okazji o dyskusji nad habilitacją i CK zastanawiam się sporo nad kwestią oceny dorobku, bo mam wrażenie, że coraz bardziej odchodzimy od sedna sprawy. Całkiem często pojawiają się prace w dobrych czasopismach, które są słabo cytowane, a równocześnie trafiają się prace w czasopismach z niższej półki, które pod względem cytowań radzą sobie zaskakująco dobrze (oczywiście uwzględniając rok publikacji). Które z nich mają większą wartość naukową i jak powinniśmy je oceniać? Zastanówcie się nad pytaniem, na które mi trudno odpowiedzieć: jaką pracę wolałbym mieć w swoim dorobku: z dobrego czasopisma ale niecytowaną, czy ze słabszego, ale z wieloma cytacjami? Czteroletnia praca w Auk z 0 cytacjami, czy publikacja w Ornis Fennica cytowana 25 razy? Powiecie, że jednak Auk? No dobrze, a OF cytowana 70 razy??

Skupiając się na jakości czasopisma (a więc de facto jego IF w danej kategorii tematycznej, bo na tym bazuje ranking ISI i MNiSW) przy równoczesnym ignorowaniu cytowań danej pracy, dochodzimy do paradoksalnej sytuacji, w której wskaźnik wpływu (IF) staje się ważniejszy niż sam wpływ (I). Ujmując rzecz przenośnią: stosujemy odpowiedzialność zbiorową i karzemy wybitnego uczonego, za to że pracuje w słabej jednostce (albo dobrego ucznia, za to że chodził do słabej szkoły). Przecież ta hipotetyczna praca z Ornis Fennica ma znacznie większy "impact" od tej z Auka, a IF tych czasopism jedynie obrazuje oczekiwania względem impaktu, które w odniesieniu do tych dwóch prac okazują się całkowicie mylące. Praca w Auk, której nikt nigdzie nie zacytuje praktycznie nie istnieje (i jest dowodem, że nawet najlepsi redaktorzy się mylą), a autor zamiast robić badania, mógłby spędzić ten czas przed telewizorem i nic by się nie zmieniło. Możemy oczywiście zarzucać wspomnianemu uczonemu, że powinien był się przenieść do lepszej jednostki, ale nie umniejsza to jego dokonań. Odwrotnie - gdyby pracował w jednostce dobrej, miałby jeszcze lepsze rezultaty, tak jak cytowany maszynopis - gdyby był opublikowany w Auk, byłby prawdopodobnie cytowany jeszcze częściej. 

Przykład ekstremalny: praca o ROC z czasopisma Radiology (IF=6.8) cytowana jest 8658 razy. Rozsądnie jest ją oceniać po impakcie czasopisma?

To rozumowanie prowadzi do wniosku, że w ocenie pracy naukowca tylko cytowania są ważne i nic innego się nie liczy. Jedynie one odzwierciedlają prawdziwy (=zrealizowany) wpływ naszej pracy na naukę, a wszystko pozostałe (jakość czasopism, częstotliwość publikowania itp.) to wyłącznie narzędzia, na których nie warto się skupiać. Jest to logiczny wniosek z zaakceptowania, że nie ma wartościowej publikacji bez cytowań i odwrotnie. 
Dostrzegacie gdzieś błąd w moim rozumowaniu??

michał żmihorski

PS pisząc o cytowaniach, raczej nie mam na myśli tych w stylu: "jak mylnie twierdzi Żmihorski (2010)..." ;-)

wtorek, 28 lipca 2015

Światowy ranking uniwersytetów

Polskie najlepsze jednostki są w piątej setce. Najlepsza polska jednostka spadła z 419 miejsca w roku 2014 na 451 obecnie. W zeszłym roku najlepszy był Uniwersytet Warszawski (poszedł w dół o 43 miejsca), w tym roku Jagielloński (poszedł do góry o 28). Średnio każda polska uczelnia spadła o 16 miejsc w dół.

Tutaj ranking:

Pierwsza trójka to oczywiście trzy prywatne uniwersytety z USA:

W Europie Polskę wyprzedzają: UK, Szwajcaria, Francja, Rosja, Szwecja, Dania, Niemcy, Belgia, Holandia, Austria, Norwegia, Finlandia, Włochy, Hiszpania, Irlandia, Portugalia, Czechy, Grecja, ale jesteśmy lepsi niż np. Estonia, Litwa, Bułgaria i Rumunia.

Co to znaczy, że Harvard jest najlepszy? Na przykład to, że w roku 2015 ma już 65 publikacji w Nature, przy 2400 pracownikach naukowych, a cała Polska ma 10, przy sumarycznej liczbie pracowników naukowych dziesiątki razy większej (sam UJ ma 3800, a UW 3200 naukowych).

michał żmihorski

piątek, 24 lipca 2015

Oceny wykładowców działają, ale wadliwie

Bardzo ciekawy tekst:

Oceny wykładowców działają, ale wadliwie


fragment:
Jeżeli nauczyciel pracuje na uczelni 40 lat, to oznacza, że może być oceniany nawet 20 razy. Niepotrzebnie. To stresowanie pracowników, które niczemu nie służy – uważa Janusz Rak prezes Rady Szkolnictwa Wyższego i Nauki Związku Nauczycielstwa Polskiego.


michał żmihorski

środa, 22 lipca 2015

Symfonia, wskaźnik sukcesu 9.68%

Ukazały się wyniki konkursu NCN Symfonia 3:
 https://www.ncn.gov.pl/konkursy/wyniki/2014-07-22-symfonia3

Przeglądając te wyniki zacząłem się jednak zastanawiać od jakiego wskaźnika sukcesu rozpisywanie konkursu w ogóle przestaje mieć sens. Czy jest sens ogłaszać konkurs gdy możemy zapewnić finansowanie np. 2% wniosków? A 1%? Zgodzimy się chyba co do tego, że czas na napisanie 56 wniosków, które nie otrzymały finansowania, jest czasem w dużej mierze straconym. Osoby o specyficznym poczuciu humoru mogą twierdzić, że przecież pisanie wniosku też rozwija, wymaga twórczej dyskusji i przemyślenia projektu itp., a i listonosz ma dzięki temu pracę... Takie głosy pojawiały się tutaj, ale bądźmy poważni. Nie po to piszemy wniosek i wypełniamy (absurdalne nieraz) pola formularza, tłumacząc ten sam tekst na dwa języki i biegając do księgowości, by się wprawiać w pisaniu (i bieganiu). Myśląc o tych 56 zespołach ambitnych i aktywnych naukowców pracujących nad przygotowywaniem wniosków mam poczucie, że coś jest nie tak. Jeśli NCN ma mało środków na dany konkurs, to niech uprości procedurę konkursową, by te 90% naukowców, którzy i tak nie mają szansy na otrzymanie projektu, nie traciło bezproduktywnie tyle czasu. Alternatywa - jakieś jasne kryteria filtrowania już na wejściu (dorobek?).

Drugi punkt - w myśl zasady, którą kieruje się NCN, że lepiej biegaczom medale przyznawać nie za czas uzyskany na mecie, lecz za deklarację tempa biegu artykułowaną na starcie, wnioski są bardzo szczegółowe. Należy podać, w którym roku zatrudnię pracownika technicznego na ile osobogodzin, czy pipety będą kosztowały 500 czy 800 zł itp. - wszystko musi być rozplanowane. Tymczasem potem siada do tej misternego planu rada ekspertów i jednemu zabierze pół miliona, drugiemu 800 000 zł... Jeśli dopuszczalna jest "drobna korekta" o wartości 800 000 zł, to czy nie jest absurdem wymagać tak szczegółowych wyliczeń na początku?

Trzecia myśl - celowo przekoloryzowana, by zilustrować problem. Otóż pożyteczniej byłoby gdyby NCN zdecydował, że w danym konkursie mogą startować np. tylko blondyni (i blondynki). Wtedy wszyscy pozostali, wiedząc że nie mogą startować, zajęli by się czymś pożytecznym i wniosków odrzuconych byłoby o połowę mniej (28 zespołów brunetów robiłoby naukę, a nie biurokrację). A i tak NCN nie będzie mógł sfinansować wszystkich wniosków ocenionych jako "świetne"...

michał żmihorski

sobota, 4 lipca 2015

KEJN i nowa punktacja

Jak podaje Emanuel Kulczycki na swoim blogu, szykuje się konkretna zmiana w krajowej punktomanii:


wydaje się tym samym, że pogłębiają się nonsensy w tym algorytmie, skutkujące zbliżona punktacją za samodzielną pracę w Zeszytach Naukowych Wyższej Szkoły Łowiectwa w Krużewnikach oraz wieloautorską pracę w Nature czy PNAS... Każdy algorytm będzie budził protesty, jednak chyba większość jest zgodna, że należy skalę rozciągać, a nie ją spłaszczać. Gdy myślę o tych punktach przychodzą mi do głowy dwa pomysły: skala logarytmiczna (zamiast 10,15,20,25 raczej 1,10,100,1000) albo wykluczenie listy niefiladelfijskiej w ogóle - po co to raportować? Niech sobie ludzie publikują, ale ranking opierajmy na tych najlepszych czasopismach, przynajmniej w naukach biologicznych.

Niezależnie jednak od absurdów związanych z samą punktacją, mnie bardziej przeraża inna sprawa. Mianowicie, wymyślanie algorytmu oceniającego jednostki wstecznie! Przecież obecnie naukowcy w Polsce pracują nie wiedząc jakiej pracy wymaga od nich pracodawca (bo nie wiedzą, która publikacja będzie bardziej wartościowa). Rozumiem potrzebę dyskusji nad wieloautorskimi pracami i problem "rozmnażania" publikacji poprzez dopisywanie autorów. Jednak sam fakt, że KEJN aktualnie pracuje nad sposobem oceny publikacji za lata 2013-2015 jest czymś zupełnie nieprawdopodobnym. Jeśli faktycznie KEJN zaaplikuje nam działający wstecz regulamin, tak drastycznie różniący się od dotychczasowego (jak pokazuje E.Kulczycki - różnice są znaczne!), oznaczać to będzie, że cofnęliśmy się w standardach tworzenia prawa do czasów przed-rzymskich. Powstanie też nieodparte wrażenie (w mojej głowie już powstało), że ktoś po prostu dopasowuje algorytm do pożądanej kolejności jednostek w rankingu...

michał żmihorski

czwartek, 2 lipca 2015

Ciekawe postępowanie CK d/s Stopni i Tytułów

Natknąłem się dzisiaj na zapis dość symptomatycznego postępowania w sprawie nadania tytułu doktora habilitowanego - całość opublikowana została na łamach Forum Akademickiego, i chyba dość dobrze pokazuje jak wygląda "kondycja" nauki polskiej w wielu instytucjach badawczych. Chapeau bas dla wszystkich zaangażowanych po stronie CK za bardzo dogłębne przeanalizowanie sprawy.


Pozdrowienia,
Szymek Drobniak

sobota, 27 czerwca 2015

Staż podoktorski w ramach projektu NCN Sonata Bis

Poszukujemy osoby, która będzie zatrudniona w realizacji projektu NCN Sonata Bis 4  pt. „Wpływ interakcji między informacją socjalną oraz strukturą krajobrazu na zachowania i rozmieszczenie zwierząt”.

Opis problemu badawczego i cele:

Wzorce rozmieszczenia i liczebności wielu organizmów zwierzęcych są najczęściej tłumaczone jako wynik selektywnego wyboru siedliska w oparciu o jego fizyczne i strukturalne atrybuty. Jednakże występowanie gatunku w danym siedlisku może być zależnie nie tylko od jego cech strukturalnych, ale również od interakcji z osobnikami tego samego lub innego gatunku. Ponieważ samo środowisko jest często bardzo zmienne, zwierzęta mogą podwyższać swoje dostosowanie kierując się przy wyborze siedliska różnoraką informację socjalną i publiczną, niesioną przez inne osobniki lub inne gatunki. Informację taką stanowić może sama obecność osobników, ich zachowania lub nawet ślady ich obecności. Niemniej, bardzo niewiele wiadomo, jak informacja socjalna kształtuje różne procesy ekologiczne. Informacja socjalna może pochodzić z różnych źródeł, które mogą osłabiać albo wzmacniać jej wartość. Ponadto, wartość informacji może zależeć od stopnia heterogeniczności siedlisk, która jest jedną z podstawowych cech środowiska.
             Celem projektu jest poznanie relatywnych efektów zróżnicowanej informacji socjalnej i publicznej, heterogeniczności środowiska i interakcji między tymi dwoma zjawiskami w kształtowaniu rozmieszczenia organizmów (ptaków) oraz ich liczebności.


Wymagania:

1. Tytuł doktora biologii lub ekologii,
2. Znajomość zaawansowanych metod statystycznych w środowisku R,
3. Doskonała zdolność identyfikacji europejskich ptaków w terenie, wiedza o ich biologii oraz doświadczenie w pracy terenowej,
4. Znajomość zaawansowanych technik GIS, głównie analiz danych rastrowych,
5. Zdolność do tworzenia nowych rozwiązań analitycznych i metod badawczych,
6. Udokumentowany i bardzo dobry dorobek naukowy (wykaz publikacji z tzw. listy filadelfijskiej),
7. Bardzo silna motywacja do pracy i rozwoju naukowego,
8. Bardzo dobra znajomość języka angielskiego,
9. Prawo jazdy (ew. deklaracja jego uzyskania w krótkim czasie),

Opis zadań:

- prowadzenie eksperymentalnych badań wielkoskalowych na temat wpływu informacji socjalnej oraz publicznej na rozmieszenie europejskich ptaków w środowisku,
- prowadzenie eksperymentalnych badań na temat wpływu heterogeniczności środowiska na wykorzystanie informacji socjalnej oraz publicznej przez organizmy,
- analiza wzorców przestrzennych rozmieszczenia organizmów z wykorzystaniem zaawansowanych metod statystycznych i narzędzi GIS,
- planowanie niezależnych badań z pokrewnych tematów oraz zdobywanie funduszy na ich realizację,
- uczestniczenie w nadzorowaniu pracy doktorantów.

Warunki zatrudnienia:

Wynagrodzenie w formie etatu finansowanego z projektu  NCN (5000 zł/miesiąc brutto). Zatrudnienie początkowo na okres próbny (6 miesięcy), z możliwością przedłużenia na okres dwóch lat i pół roku oraz kolejnych dwóch lat (po pomyślnej ewaluacji prac projektu po trzech latach – łącznie 60 miesięcy). Początek zatrudnienia: 01 październik 2015.


Dodatkowe informacje:

Informacji udziela kierownik projektu: dr Piotr Skórka (http://skorasp.republika.pl/page1.html)
Instytut Ochrony Przyrody PAN w Krakowie, e-mail: pskorka@iop.krakow.pl

Konkurs na charakter otwarty. Procedura rekrutacji zostanie przeprowadzona zgodnie z regulaminem NCN http://www.ncn.gov.pl/sites/default/files/pliki/uchwaly-rady/2013/uchwala50_2013.pdf.

Wymagane dokumenty:

- list motywacyjny
- opis dotychczasowych osiągnięć naukowych (łącznie z listą publikacji) oraz zainteresowań
- życiorys
- kopia dyplomu doktorskiego
- list polecający (opcjonalnie).


Termin składania ofert: 15.08.2015

wtorek, 23 czerwca 2015

Te drobne cechy czyniące nasze jednostki prawdziwie polskimi...

dyrektor sklepu Społem zbiera informację zwrotną od klienta
Na studiach działałem trochę w kierunku wprowadzenia systemu oceny wykładowców, bo okropnie mnie denerwowało, że na Wydziale Biologii UW wykładowcy myliła się ciągle mewa z rybitwą i uczył studentów jak to mewa popielata lata z antarktydy do arktyki. Uczyli nas również, że bobry robią straszne szkody wyjadając wszystkie ryby w stawach itp. Nie wiem jak jest teraz i na ile jest efektywne (chociaż 15 lat później specjalista od mew nadal edukuje kolejne pokolenia), ale wtedy idea feedbacku była pomysłem z kosmosu, przyjmowanym w najlepszym razie z chłodną rezerwą i zdziwieniem. I wtedy nic z tego nie wyszło. Wiem, że w jednostkach PAN próby zainicjowania ankiety/sondażu, umożliwiającego wskazanie słabych punktów celem usprawnienia funkcjonowania jednostki, również nie odnosiły sukcesu. Generalnie wydaje się, że w odpowiedzi na pomysł zbierania informacji zwrotnej od ludzi, dla mnie najzupełniej naturalny i oczywisty, kierownictwo przeciera oczy ze zdumienia i pyta: ale po co? Przecież nie po to jestem profesorem/kierownikiem/dziekanem, żeby mi student/podwładny zwracał uwagę, że coś nie działa tak, jak powinno! (w domyśle: nie podoba się, to do widzenia). Czy nie mielibyśmy żadnych uwag do działania MNiSW? OSF? NCN? PAN??

Wczoraj na Uniwersytecie, tu w Uppsali, byłem świadkiem takiej sceny: podchodzi profesor (ma kilka artykułów w Ecology Letters i TREE) do studenta i pyta, czy uzupełnił już formularz oceny zajęć. Student odpowiada, że jeszcze nie, na co profesor prosi go żeby to koniecznie uzupełnił, bo dla niego to bardzo ważne, żeby dostać feedback i ocenę od studentów. Od razu wiem, że nie jestem w Polsce... Co dwa miesiące mamy tu zebrania departamentu, na których omawia się strategię, informuje pracowników jakie są pomysły, zmiany merytoryczne i techniczne. Pytali nas ostatnio czy ustawienie stołów w lunch-roomie nam odpowiada (!) - osoby z PL w pierwszej kolejności czują podstęp, że może szukają jelenia do noszenia tych stołów, czy coś w tym stylu, bo już nie raz uczestniczyłem w podobnej imprezie... Ale nie! Po każdym większym spotkaniu (np. warsztatach, konferencji) jest rozsyłana ankieta z prośbą by ocenić jak było (dosłownie: it would be great if you could answer some questions to help us with the planning of the next symposium), co było złe, co warto poprawić itp.

To jest jedna z tych wielu prostych i szybkich zmian podnoszących jakość nauki w Polsce, które polskie jednostki mogłyby wprowadzić bez żadnej dodatkowej legislacji, pozwolenia z ministerstwa i dodatkowego finansowania, po prostu z poniedziałku na wtorek - gdyby tylko chciały. Niestety nie chcą.

michał żmihorski 
A tu fragment tej ankiety po ostatnim sympozjum