Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ministerstwo nauki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ministerstwo nauki. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 25 września 2014

Iuventus Plus 4.0

 
Ponieważ w innych wątkach szereg osób pyta o wyniki zakładam nowy temat - gdyby ktoś coś wiedział o terminach lub chciał zapytać, proszę zamieszczać pytania pod tym postem

michał żmihorski


wtorek, 27 sierpnia 2013

Czy studia w Polsce powinny być "darmowe"?

[[Reaktywacja po wakacyjnej przerwie]]


Czytam książkę amerykańskiego makroekonomisty, noblisty z 1976, Miltona Friedmana, a także drugą - o Miltonie Friedmanie. Lektura ta zmotywowała mnie do rzucenia tematu opłat za studia w Polsce. Temat chyba nigdy nie pojawiał się tu u nas, a przecież jest ważny i bezpośrednio dotyczy wielu problemów, które były na blogu poruszane dotychczas. 

Coraz wyraźniej dostrzegam szereg wad tego systemu, który mamy obecnie. Trzy punkty: 
1. Darmowe szkolnictwo wcale nie jest darmowe! Tak jak nie ma darmowych minut - po prostu płacimy za nie w abonamencie (więcej szczegółów TU), tak edukacja też nie jest darmowa, bo pracownicy uniwersytetu nie są wolontariuszami, budynki zimą nie ogrzewają się same itp. Po prostu płacimy za to wszystko wspólnie, na przykład pijąc piwo (akcyza). Jednak czy może sprawnie działać system, w którym klient (student) płaci sprzedającemu (profesorowi) za towar (wiedzę) za pośrednictwem plantatora chmielu na Lubelszczyźnie??? Oczywiście nie może - dlatego poziom uczelni wyższych w PL jest bardzo słaby (odsyłam do ostatniego rankingu światowego). 
2. Myślę również, że darmowa edukacja paradoksalnie jest... bardzo droga! Dowód: ilu pośredników po drodze wykarmi ta akcyza z piwa zanim pieniądze trafią do kieszeni sprzedającego (profesora)? Wielu - urzędy skarbowe, ministerstwa, kwestury, księgowości itp., a na każdym "poziomie troficznym" następuje utrata energii, to chyba oczywiste, że w ministerstwach nie pracują wolontariusze. Skrócenie tej drogi (w przenośni: ominięcie plantatora chmielu) w oczywisty sposób pozwoli zaoszczędzić kupę forsy.
3. Po trzecie i najważniejsze - system bezpośredniego zakupu towaru jest wg. Friedmana systemem, w którym sprzedający jest najbardziej zmotywowany by dostarczyć towar najwyższej jakości - inaczej nic nie sprzeda. Kupujący natomiast kupuje to, czego potrzebuje - to przecież kupujący wie jak najkorzystniej wydawać swoje pieniądze, nie pani w ministerstwie. Ja nie "kupiłbym" wykładu, na którym pani prowadząca od 15 już lat myli mewę z rybitwą (wydział biologii UW). Niestety, byłem zmuszony go "kupić", bo pieniądze płacę pijąc piwo, a z prowadzącą rozlicza się w moim imieniu ministerstwo...

michał żmihorski

czwartek, 10 stycznia 2013

Skład Komitetu Ewaluacji Jednostek Naukowych


Pojawił się nowy skład KEJN na stronach MNiSW - prosimy o jakieś komentarze odnośnie nazwisk na liście:
http://www.nauka.gov.pl/ministerstwo/aktualnosci/aktualnosci/artykul/kejn-w-nowym-skladzie/

Od siebie dodam, że widziałem przez chwilę te zasady i myślę, że trudno byłoby to jeszcze bardziej skomplikować... Niestety moim zdaniem dużo tam uznaniowości i całość jest mocno zagmatwana (ok, może jestem mało bystry ale na pierwszy rzut oka to nie jest przejrzyste). Może Komitet da radę to jakoś uprościć? Przyznaję się oficjalnie, że obecnie jako pracownik naukowy PAN nie wiem (i ciekaw jestem ilu z czytelników to wie!?) jak moja praca naukowa przekłada się na ocenę jednostki w której pracuję. Czy opłaca mi się publikować artykuł w np. Folia Zoologica, czy też nie ma on żadnego znaczenia dla późniejszej oceny? Lepiej żebym opublikował jeden w Oecologii czy 5 w Pol.J.Ecol (pytanie wcale nie jest głupie - nie pytam co jest lepsze dla mnie, tylko dla jednostki!). Czy wartość grantów które otrzymuję ma jakieś znaczenie, czy bardziej ich ilość? Opłaca się robić granty "wielojednostkowe"? Wiele osób ma ten sam problem, a jeszcze więcej w ogóle się nad tym nie zastanawia.

Moim zdaniem to jest porażka zarządzania nauką w Polsce, że pracownicy tak naprawdę nie wiedzą jaka praca jest od nich wymagana, mało tego, same jednostki nie wiedzą czego wymagać od swoich pracowników...

michał żmihorski

piątek, 26 października 2012

Index Plus raz jeszcze

Otrzymałem od prof. Grzegorza Rackiego z Katedry Paleontologii i Stratygrafii Uniwersytetu Śląskiego dwa ciekawe teksty dotyczące programu MNiSW "Index Plus". 
Profesor pisze m.in.:
"tylko 5 polskich tytułów ma co najwyżej 30 pkt. (patrz ramka), a dalszych 10 uzyskało 25 pkt. [...] I do tego ekskluzywnego klubu pupili z <<diamentowej listy polskich czasopism>>, z okresowo weryfikowanym certyfikatem jakości, należałoby w pierwszej kolejności systematycznie kierować strumień finansowania na pokrywanie CAŁOŚCI kosztów wydawania"


oba teksty do pobrania w pdf: pierwszy i drugi

Z mojej strony pełna zgoda co do kierowania strumienia do najlepszych. Jednak dorzucę od siebie jedną wątpliwość: czy punkty MNiSW powinny być jedynym wyznacznikiem do kierowania strumienia finansowania? Dla przykładu: Studia Mathematica z ramki powyżej IF=0.6, a przecież jest kilka polskich czasopism nieuwzględnionych w ramce, które mają dwukrotnie wyższy IF. Podawałem jakiś czas temu przykład pokazujący, że czasopisma z IF3.8 oraz IF=0.8 mają takie same punkty wg. MNiSW...

michał żmihorski

środa, 24 sierpnia 2011

koniec wieloetatowości pracowników naukowych?

Od 1 października wchodzą ograniczenia w wieloetatowości nauczycieli akademickich. Artykuł w wyborczej tutaj.

a tytułem komentarza dodam 3 punkty:
1. Okres 3 lat na "zastanowienie się" który etat wybrać jest dość śmieszny... Wystarczyłby pewnie miesiąc, dwa, ale aż 3 lata? Może 5, albo 10?
2. Wprowadzanie ograniczenia wieloetatowości jako metody polepszania jakości kształcenia i poziomu naukowego pracowników jest adresowaniem problemu totalnie na około i tu nie spodziewałbym się przełomu. Uproszczając: chyba lepiej wymagać wyników pracy niż ograniczać możliwość niepracowania?
3. Ograniczenie może faktycznie mocno odświeżyć rynek i generować ruch pracowników między jednostkami - jeżeli prawdą jest że 4-krotnemu wzrostowi liczby studentów towarzyszył jedynie 30-procentowy wzrost liczby wykładowców to faktycznie mamy problem i ograniczenie wieloetatowości może być krokiem w dobrym kierunku.

Ale ktoś z uczelni mógłby dorzucić pewnie bardziej wiarygodny komentarz.

michał żmihorski

środa, 5 stycznia 2011

Granty przyznane (plus moje przemyślenia)

Ministerstwo Nauki (w końcu) opublikowało wynik konkursu grantowego, dostępne są tu:

https://osf.opi.org.pl/
 
Po analizie listy 'winners & losers' mam takie przemyślenia, że to wszystko chyba idzie w nienajlepszym kierunku... Poświęciłem pół godziny i wygrzebałem kilka przykładów osób (niestety, będzie bez nazwisk), które otrzymały granty w ostatnim konkursie, a mają, delikatnie rzecz ujmując, średni dorobek naukowy:
* pani dr hab X która ma jedną (!) publikację na ISI w ciągu ostatnich 4 lat w
    czasopismie polskim z IF=0,4 
* pan dr X, którego życiowy dorobek to 2 papiery na ISI w polskich czasopismach 
* pan dr X dostaje grant, mimo, że ostatnią publikację na "listę filadelfijską" wrzucił w roku 2001 (do polskiego czasopisma z resztą)
* dwaj inni panowie doktorzy dostają dwa granty, mimo, że żaden z nich nigdy na ISI nic nie napisał...
Jak interpretować powyższe sukcesy w świetle "negatywa" dla profesora X, którego dorobek to 127 artykułów na "liście", czy pewnego dr hab X o dorobku 40 art na "liście"??? Tego typu nieoczekiwanych negatywów jest trochę więcej
Oczywiście nie można wykluczyć sytuacji, w której dobrze publikujący profesor pisał grant po sześciu piwach (akurat znam go i faktycznie wykluczyć tego nie można :o)), więc przygotował projekt niskiej jakości (w to już raczej nie wierzę). To raczej mało prawdopodobne, ale nie wykluczone... Natomiast co musiało się stać, że panel przyznał pieniądze przytaczanej pani dr hab o dorobku naukowym równym 1 papier w kiepskim czasopiśmie??? Czy panel naprawdę wierzy, że dobrze inwestuje pieniądze podatnika, dając granty wieloletnim pracownikom naukowym, którzy nigdy nic nie opublikowali??? 
 
pozdro
żmihor

wtorek, 2 listopada 2010

Open Access...

Właśnie skorzystałem z możliwości opublikowania artykułu w Springer'ze (konkretnie Eur.J.Forest Res.) na zasadzie "Open Access". Nasze Ministerstwo Nauki podpisało z tym wydawnictwem umowę do roku 2012, zgodnie z którą każdy z polską afiliacją może liczyć na pokrycie kosztów usługi Open Access przez MNiSW. Więcej info na temat tego programu TU. Wg informacji podanej na stronie Springer'a koszt publikacji na tych zasadach to 2000Euro, szczegóły TUTAJ, chociaż w ramach tak dużej umowy (obejmującej praktycznie wszystkich polskich naukowców) można przypuszczać, że koszt jednostkowy jest (dużo?) mniejszy.
A żeby było wesoło, na koniec podsyłam namiary na papier, który dostałem od Przemka Chylareckiego. Artykuł ten pokazuje, że po uwzględnieniu wszystkich współzmiennych efekt Open Access nie ma istotnego wpływu na liczbę cytacji danego artykułu: 

Patterns of Citations of Open Access and Non-Open Access Conservation Biology Journal Papers and Book Chapters

Niestety nie jest dostępny na zasadzie Open Access, ale abstrakt nie pozostawia wątpliwości:
After controlling for type of paper (e.g., review or research paper), length of paper, authors’ citation profiles, number of authors per paper, and whether the author or the publisher released the paper in OA, OA had no statistically significant influence on the overall number of citations per journal paper.


No i pytanie: czy to dobry sposób inwestowania pieniędzy podatnika przeznaczonych na naukę??? Co uważacie? 

Michał Żmihorski

P.S. Może rozsądniej byłoby wykupić wszystkim dostęp do WILEY'a, bo aktualnie np. ja nie mam żadnego dostępu do szeregu topowych journali...