piątek, 24 lipca 2015

Oceny wykładowców działają, ale wadliwie

Bardzo ciekawy tekst:

Oceny wykładowców działają, ale wadliwie


fragment:
Jeżeli nauczyciel pracuje na uczelni 40 lat, to oznacza, że może być oceniany nawet 20 razy. Niepotrzebnie. To stresowanie pracowników, które niczemu nie służy – uważa Janusz Rak prezes Rady Szkolnictwa Wyższego i Nauki Związku Nauczycielstwa Polskiego.


michał żmihorski

39 komentarzy:

  1. Michał, wiem że całkowicie nie na temat, ale znalazłam dzisiaj ten komentarz na jednym z portali internetowych:

    Jak planować założenie rodziny w Polsce, gdzie płaca 3 razy niższa niż w UE, a ceny podobne ? Nie powinnam narzekać, doktorat, podyplomowe i wegetacja tak już od 10 lat. Zero środków na badania, zero na rozwój naukowy, nie ma nawet na toner do drukarki. Najlepszy czas na założenie rodziny już minął, nie było mnie stać na nic na początku pracy z pensją 1200 złotych. Teraz przynajmniej płacę rachunki i mogę kupić nowe buty na zimę. Odpowiadam za siebie. Obecnie pierwszy raz po 10 latach mamy jakieś podwyżki. Podziwiam i zazdroszczę rodzinom z dziećmi, zawsze o tym marzyłam. System skutecznie zniweczył podstawy przeżycia, dając tylko tyle, aby nie umrzeć z głodu, a jako młody naukowiec, mieszkający w wynajmowanej norze bez lodówki i pralki nie miałam szansy na nic. Tak, wykrzyczę Wam prosto w oczy - jestem ofiarą systemu polskiej nauki i tych, którzy skazali nas, naukowców-idealistów na wegetację w czasie gdy mogłam założyć szczęśliwą rodzinę. System skutecznie zniszczył radość życia i szansę na szczęście. Pozdrawiam tych, którym się udało. Ja byłam za słaba na ciągłą walkę o kolejny dzień. Jestem pokoleniem, któremu nie dano szansy na normalne życie, jestem pokoleniem, które skazano na niebyt. Oskarżam was decydenci o niszczenie całych pokoleń uczciwych i ambitnych ludzi, oskarżam was decydenci o zmasowaną emigrację setek tysięcy, oskarżam was decydenci niszczenie systemu szkolnictwa wyższego, o katastrofę emerytalną i brak perspektyw na lepsze jutro

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak było tak kijowo, to może trzeba było innej fuchy poszukać? :)

      Usuń
    2. Ano niby tak. Szczerze to trochę zazdroszczę komuś kto jednak poszedł jednak w naukę, że może się rozwijać. Wiem, że jest ciężko na doktoracie ze stypendium lub bez. Skończyłam na mgr inż. i co niby jestem fachowcem, ale jak coś napiszę to ktoś wyższy nie boi się plagiatować. Pracuje za takie wynagrodzenie przy jakim nasza władza najwyższa poleca zmienić prace. Jestem w tych kilku % z rocznika na studiach, która robi to do czego została wyuczona. To pokazuje porażkę zarówno systemu edukacji jak i Państwa.
      Co do tematu wpisu... Mam nadzieje, że nikogo nie urażę, ale czasem mam wrażenie, że ten system z punktami jest jakiś głupi. Prawie jakby ktoś zbierał kupony w markecie na zestaw garnków. Więcej w tym miotania się i kombinowania niż jakiegokolwiek sensu. Taki system oceny pracy nie wydaje się być zbyt miarodajny. Do tego oceny wystawiane przez studentów... odzwierciedlają w większym stopniu efektowność niż efektywność nauczyciela.

      Usuń
    3. Piszecie przykre rzeczy, dość wyraźnie kontrastujące z narracją dotyczącą "złotego wieku", budowaną w okół obecnej sytuacji w Polsce. Ja to widzę tak, że w systemie po prostu nie ma pieniędzy. Liczyłem to ostatnio i Polska zadłuża się w tempie 5000zł/sekundę, a sama obsługa długu kosztuje nas więcej niż wszystkie dotacje unijne razem wzięte. Po prostu powoli bankrutujemy i to się przejawia wszędzie - nie ma pieniędzy na naukę, na szkolnictwo podstawowe, na ochronę zdrowia. Nie miejcie pretensji do konkretnego ministra, oni niewiele mogą zrobić, mogą jedynie przełożyć pieniądze z jednego strumienia na inny, np z NCBIRu na NCN, albo odwrotnie, ale suma kwot jest ta sama i stale maleje. Z tego, być może błędnego (nie wiem, sami oceńcie), obrazu płyną dwa wnioski:
      1. nie będzie lepiej - nie ma żadnej możliwości poprawy tej sytuacji, bo herbata nie staje się słodsza od zmiany techniki mieszania, ani od zmiany mieszającego, tylko od dosypania cukru, a cukru jest i będzie coraz mniej.
      2. trzeba uciekać poza ten system - jeśli chcecie żyć godnie i na poziomie. Wiem, że to okropne co napiszę, ale jeśli naprawdę ktoś myśli o poświęceniu się nauce, to niech ucieka jak najszybciej z Polski. W PL można lokalnie znaleźć lepsze warunki, ale generalnie jest bardzo trudno. Można jakoś przewegetować życie na niskim poziomie materialnym (tak jak w komentarzu powyżej, czyli fajnie jak mam na buty) ale praktycznie nierealne jest pracowanie na jednym etacie naukowym i utrzymanie normalnej rodziny (szczególnie jeśli ktoś nie dostanie/odziedziczy domu/mieszkania), co np w Szwecji jest najbardziej oczywistą normą. Zachęcam do odważnych decyzji...

      Usuń
    4. a co do systemu punktów - zgoda, jest oczywiście śmieszny, ale każdy system jest lepszy niż równomierny (każdemu po równo). Zwróć uwagę, że to służy tylko rozdawaniu forsy, a nie ocenie naukowców jako takich - nie przypisuj zatem temu zbyt dużego znaczenia.

      Usuń
    5. Coś widzę Panie Michale, że chyba Pan nie dostał grantu w ostatnim konkursie i to wywarło na Panu pesymistyczny nastrój. Ja to mam każdego dnia jak widzę, jak pracuję się na uczelniach,i kto jest na tych uczelniach doceniany, kto dostaje granty i jak te granty później są rozliczane. Ja już podjąłem decyzję, składam na Marii Skłodowska-Curie fellowship i wyjeżdżam, jeżeli nie dostanę tego stypendium wyjeżdżam na post-doc'a, co prawda mam tutaj już ugruntowaną pozycję (dr hab/prof. nadzw.) ale wolę zacząć wszystko od nowa i pracować w cywilizowanym kraju, niż dalej użerać się z debilami z administracji i pseudonaukowcami udającymi, że coś robią, itd. itd.

      Usuń
    6. Zastanowilicie się, dlaczego nikt nie ponosi w tym kraju żadnych konsekwencji w zakresie decyzji ? Sytem anonimowych ocen wniosków o granty, który jest całkowicie niekontrolowany przez nikogo. Ludzie wybierani w dziwny sposób na ekspertów i recenzentów. Pamiętacie dyskryminującą decyzję NCN o karencji dla 20% najniżej ocenionych wniosków na rok ? To był super-ewenment na skalę świata ! Kto podjął taką decyzję ? Kto głosował za jej wprowadzeniem do regulaminów. Dlaczego nie podaje się nazwisk tych osób ? Oczywiście, ostatnio zniesiono ten patologiczny zapis. Dlaczego nikt nie poniósł konsekwencji jego wprowadzenia ?

      Usuń
    7. Michał pisze "Po prostu powoli bankrutujemy i to się przejawia wszędzie - nie ma pieniędzy na naukę, na szkolnictwo podstawowe, na ochronę zdrowia", a właśnie opublikowano nową listę polskich milionerów i jest ona znacznie dłuższa od poprzedniej. A więc jednak pieniędzy przybywa. Ostatnio dostaliśmy przecież aż 350 zł podwyżki, więc proszę nie siać czarnej propagandy, nigdy nie było tak dobrze.

      A tak na serio, zajrzyj Michale na wpisy na swoim blogu sprzed lat. Na swoje też. Jak pięknie miało być, jak NCN miał rozwiązać problemy najlepszych naukowców, jak nowe ustawy miały dać impuls rozwoju, jak były premier grzmiał o "bezprecedensowym wzroście nakładów na naukę", jak młodzi uczeni i doktoranci uzyskać mieli szybkie ścieżki rozwoju itp. itd. i ble ble ble.

      Usuń
    8. Widzę Michał, że radykalizujesz się w swoich poglądach. Nie przejmuj się, nie ty jeden, też mnie ostatnio dotyka ta przypadłość. Najgorsze jest to, że masz rację. Zobaczyłeś, jak wygląda zwykłe życie naukowca w jednym z krajów skandynawskich i masz teraz porównanie do naszego lokalnego g...na. Efekt tej oceny jest chyba jednoznaczny:-) Cóż zaklinanie rzeczywistości przez osoby siedzące przy korycie NCN i geniuszy, pielęgnujących swoją lokalną wielkość na 20 m kwadratowych gabinetu chyba nie przyniosło zamierzonego efektu. Ostatnio przejrzałem sobie co ważniejsze wpisy na tym blogu z ostatnich kilku lat i każdego do tego zachęcam - poziom zawiedzionych nadziei i frustracji normalnych ludzi z branży mnie osobiście poraził. Skoro miało być tak pięknie, to kto nam podłożył tą świnię? Wszystkich ich znamy: Dyrektorów, Szefów Rad, Paneli etc...Mam nadzieję, że kiedyś za to bekniecie. W dawnych czasach za mniejsze przewinienia szło się pod mur.
      No i jeszcze jedno: czyżby instytucja Karencji w NCN została wysadzona w powietrze? Wiecie coś na ten temat?

      Usuń
    9. Nowa ścieżka habilitacyjna niewile się różni od starej, poza brakiem kolokwium. Stara kadra decydentów już to omija i wymaga, aby kandydat dał pokaz na radzie wydziału swoich osiągnięć. Poza tym, te same naciski, komisje habilitacyjne z wpływami z zewnątrz, ustawienia i wszech władza. Stara kadra nie odda łatwo przywilejów, zrobi wszystko, aby mieć wpływa na życie innych.

      Usuń
    10. Co za bzdura. Kolokwium było jakąś barierą zatrzymującą totalnych głąbów. Teraz wszyscy robią habilitację, kiepski dorobek (3 prace z IF) i jest habilitacja. Bo ustawieni recenzenci od kolesia z CK wszystko załatwią. Taką gwiazdą jest Andrzej M. który wszystkich ustawi habilitację, chyba ze podpadł jego kochanicy (JOla) lub jego kolesiom. Facet przed wyborami do CK objeżdża rady, obiecuje że będzie dbał o kolesi, a poźniej znowu objeżdza i dziękuje za wybór, a głąby dostąją habilitację! Dlaczego nie zrobicie punktacji 100 IF dostajesz habilitację, 300 profesurę i nikt nic do tego nie ma. Nie lepiej brać takich andrzejów m. którzy okresla czy zasugujesz czy nie. Koleś nic nie opublikował w czasopismach z IF, sam decyzuje ze ktos ma za malo!

      Usuń
    11. Najnowszy artykuł Profesora L. Pacholskiego - szokujące informacje:

      http://wszystkoconajwazniejsze.pl/prof-leszek-pacholski-prokurator-nas-nie-wyreczy-o-patologiach-na-polskich-uczelniach/

      Usuń
    12. Nie nazwałbym tego radykalizacją, tylko schodzeniem na ziemię. Tak jak wspomniałeś, trochę zobaczyłem jak jest gdzie indziej, trochę poczytałem i stąd bardziej pesymistyczna ocena rzeczywistości, niż ta sprzed kilku lat. Ale myślę, że (niestety) bardziej prawdziwa...
      Co do habilitacji - pełna zgoda, teraz osoba z lekką niepełnosprawnością i kilkoma publikacjami napisanymi w jakichś zespołach (współautorstwo za mycie probówek) robi haba bez problemu. Progi 100 i 300 są o wiele bardziej wiarygodne, ale wtedy CK nie miałaby takiej władzy...

      Usuń
  2. Mamy nowego Rzecznika Praw Obywatelskich.
    http://wiadomosci.onet.pl/kraj/adam-bodnar-wybrany-przez-sejm-nowym-rzecznikiem-praw-obywatelskich/4237g5

    Pamiętacie dyskusję na tym forum z 2014 roku dotyczącą skarg do RPO w związku z aninomową oceną wniosków przez recenzentów NCN i NCBiR ?

    OdpowiedzUsuń
  3. To chyba bardzo zabawne, nie? Ocena całe 20 razy w ciągu zaledwie 40 lat pracy. Jaki stres to musi wywołać! :)

    pozdrawiam,
    Michał

    OdpowiedzUsuń
  4. Konsultacje MNISZW w sprawie skandalicznych (tak uważają setki naukowców w Polsce) zmian w systemie oceny parametrycznej na kilka tygodni przed zakończeniem terminu tych konsultacji (31 lipiec) !

    OdpowiedzUsuń
  5. Przeraża mnie to wszystko. Jestem starym, sfrustrowanym doktorem. Przez naukę straciłem młodość, zapał i wiarę w świat, a zwłaszcza innych ludzi. Jeśli ten blog czytają młodzi ludzie, mam dobrą radę: uciekajcie z nauki czym prędzej. Oszczędzicie sobie życiowego rozczarowania. Znajdźcie sobie normalną pracę, będziecie 100x bardziej szczęśliwi. Mam teraz robić habilitację - zastanawiam się tylko po co? Żeby mieć doktorantów? I co ja im powiem? Mam kłamać (tak jak robił to ze mną mój promotor), że będą uprawiać wielką naukę, że będą uczestniczyć w czymś wyjątkowym? Przecież nigdy tak nie będzie. Z tej całej (bio)masy młodych doktorantów, może 1% zrobi karierę naukową i będzie godnie żyć. Reszta będzie tonąć w szarej rzeczywistości i beznadziejności. Porzućcie naukę, póki jeszcze jesteście młodzi!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest w tym dużo prawdy. Niestety. Hipokryzja i mówienie nieprawdy, oszukiwanie młodych i mamienie ich świetlaną wizją. Też dałem się nabrać. A decydenci śmieją się z takich jak my, że mają niewolników tworzących dla nich publikacje, a oni rozdają karty, każą dopisywać się do publikacji, piszą recenzje, opinie, etc.

      Usuń
  6. Oj jaki nieszczęśliwy i skrzywdzony. Do nauki przychodzi 99% głąbów i leniuchów, którzy myślą, że się prześlizną, zrobią doktoraty i później wielką karierę nic z siebie nie dając. Pracują po 8h dziennie jak urzędnicy i myślą, że to wystarczy. Później wypisują te brednie, które trzeba czytać i poprawiać, tak że w zasadzie pisze się nową publikację bo ani aktualnej literatury nie umieją znaleźć ani napisać coś sensownego. Ilu z was młodzi pracowało od 6 do 23 przez 7 dni w tygodniu, nie biorąc urlopu przez dwa lata. Teraz moi doktoranci przychodzą do mnie i nie wyobrażają sobie nie brania urlopu, bo przecież muszą odpocząć od nauki na chwilę! Dlatego 1% zostaje na uczelni bo ten 1% jest wartościowy, pozostałe to plewy, którzy nigdy tam nie powinni trafić. Trafiają tam bo nie mają innej alternatywy, a później mają pretensję do świata, ale nikt ich nie zmuszał. W wakacje u mnie na Wydziale jest może 10 osób pracujących, reszta odpoczywa przez 3 miesiące. To sobie dalej odpoczywajcie i miejcie pretensje do świata.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteś przykładem tego typowego sku....a, który posiada zero kultury pracy i tylko chce zagnać wszystkich do pługa. A przecież praca nie na tym polega. Chcesz sobie zamieszkać w pracy, to ok, ale nie zmuszaj nikogo do orki, bo sam jesteś poj....em. W takiej Skandynawii, Niemczech czy Anglii, nie ma czegoś takiego, że siedzi się po 15 godzin w robocie (przynajmniej tam bywałem). Instytut pustoszeje po 17tej. A jak stoją naukowo każdy wie. Praca nie powinna polegać na tym, żeby się żyłować za miskę ryżu. Założę się, że jesteś typowym przykładem polskiego pac...a, który wykorzystuje swoich doktorantów za 500 zł miesięcznie (studentów za nic) opowiadając jak to fantastycznie jest żyć o kranówce i sucharach.

      Usuń
    2. dobra, ale proszę bez tych wykropkowanych rzeczowników!

      Co do Skandynawii - prawda, tu w lipcu jest 10% stanu docelowego, po 17-18 w pracy nie ma nikogo, w weekendy tak samo. Myślę, że anonim powyżej przesadza. Z doktorantów których znam z PAN niewiele jest osób odpowiadających Twojemu opisowi - większość to ludzie, którzy chcą coś robić, mają w sobie jakieś zainteresowanie i ciekawość, decydują się nawet na pracę za marne grosze lub za darmo (pierwszy rok nie ma stypendium). Ale to rolą promotora/opiekuna/dyrekcji jest podsycać te zainteresowania, uczyć tych ludzi, pomagać im, zachęcać, mobilizować. Tymczasem jest najczęściej dokładnie odwrotnie - ci młodzi są w najlepszym razie ignorowani, a często też wykorzystywani do czarnej roboty, nawet do prac fizycznych (nie raz nosiłem jakieś meble, bo dyrekcja oszczędza). Mi to przypomina trochę falę w wojsku niestety - takie mam skojarzenia jak cofam się pamięcią do studiów doktoranckich na przykład, kiedy słyszałem z ust profesora że "jestem nikim". Jakoś dałem sobie z tym radę, ale nie było to przyjemne. Anonim, który pisał powyżej o nieszczęśliwych i skrzywdzonych jest zapewne profesorem z nie najgorszą pensją i stabilną pozycją. Ale pomyśl Anonimie o kimś, kto uzyskawszy słabe wykształcenie na publicznej uczelni idzie na doktorat, nie jest pewien swojego wyboru, dostaje 0zł brutto i ma nieustanny problem na styku swoich ambicji, marzeń i rzeczywistości.

      Usuń
  7. Anonimowy z 22:11 tylko potwierdził, jak samodzielni chcą wykorzystywać w Polsce doktorantów i chcą z nich zrobić swoich niewiolników. Taka jest mentalność tych ludzi.

    OdpowiedzUsuń
  8. I dlatego gl...by bedziecie siedzieć w tym polskim burdel..ku bez szans na jakakolwiek kariere naukową. W tym czasie wasi koledzy z chin/indii/brazylii i ameryki wyprzedza was. Ale wy bedziecie ciagle zadowoleni i bedziecie udawac, ze robicie nauke. A obrazać mnie mozecie jak chcecie wisi mi to, bo wy przy takim podejciu do pracy i nauki nie wybijecie sie ponad ten wymeczony doktorat.
    Ps. A moi doktoranci maja po 2 tys. na reke i jeszcze ekstra kase co jakis czas.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba nie umiesz czytać. W powyższych wypowiedziach nie ma nikogo zadowolonego. Natomiast co się tyczy twoich doktorantów, to co z tego, że mają po 2 tys. na rękę, skoro muszą zap..... po 16 godzin/dobę. Rzucasz tym młodym ludziom tak na prawdę jakieś ochłapy. Więcej przecież zarobiliby pracując w Biedronce i mieliby jeszcze czas na tzw. życie prywatne. Zwyczajnie masz mentalność typowego polskiego nowobogackiego kartofla, który czuje się bogiem. Tak jak niektórzy "Polacy" za granicą tworzą obozy pracy, w których zmuszają innych do katorżniczej pracy, tak samo Ty robisz karierę na grzbiecie ambicji i nadziei młodych ludzi. Oczywiście Twój zapatrzony w karierę móżdżek nie będzie w stanie tego ogarnąć.

      Usuń
    2. Jest trochę racji w tym co piszesz, choć styl nie do końca mi odpowiada. Mam bardzo dużo kontaktów z doktorantami, prowadziłem ostatnie lata seminaria na studiach doktoranckich i uważam, że większość z nich w ogóle nie nadaje się do pracy naukowej. Poziom ich samooceny i aspiracji jest natomiast wprost proporcjonalny do bezmiaru niewiedzy, braku intelektu i beztalencia. Większość z nich nie potrafiła w ogóle określić czym się zajmuje, jaki jest cel ich badań i czemu te badania mają służyć. Wiem, że zaraz padną tu zarzuty, że to przecież promotorzy powinni im to uświadomić, ale ja uważam inaczej. Dla mnie studia to aktywne poszukiwanie i jeżeli promotor jest leniwy to należy mu chodzić po głowie i wydrzeć z gardła cele i idee pracy, albo samemu spróbować to zrozumieć (ale to dla większości mission impossible). Za to poziom roszczeniowości kosmiczny, a gada się tylko o punktach i jak wyłudzić wyższe stypendium (np. wysyłając ten sam poster na 5 wirtualnych konferencji).

      Owszem, czasem wykorzystujemy doktorantów do prac fizycznych (wybacz Michale, ale ten twój wpis o noszeniu mebli jest żenujący), bo nie ma wyjścia. Jak jest jeden pracownik techniczny na dwie katedry (łącznie 12 naukowych i tyluż doktorantów) to musimy sami wykonywać również takie rzeczy. Robią to też naukowi, ale czasem profesura jest poza możliwością takiej pracy nie dlatego, że jest na świeczniku, tylko z powodu zdrowia. Ale u nas doktoranci robią to bez narzekania, bo inwestują w swoje miejsca pracy.

      Na pewno w wielu przypadkach winę ponoszą też promotorzy (na moim studium przynajmniej 1/3 promotorów nigdy nie powinna prowadzić doktoranta), ale opinie o takich osobach są dobrze znane przed podjęciem decyzji o pójściu na studium doktoranckie, więc jak ktoś wybiera sobie takiego promotora to też nie świadczy o jego inteligencji. Od swoich doktorantów wiem, że byli świetnie zorientowani już na studiach na kogo można liczyć. Ale część szła do tych niedojdów byleby tylko się załapać na studia i jakoś przepasożytować przez kilka la. U nas stypendia mają wszyscy od pierwszego roku i jest to więcej niż na kasie w supermarkecie i pracując na drugim etacie można spokojnie przez 2-3 lata się przeczołgać nic nie robiąc.

      A moi doktoranci (nie tylko personalni, ale w całej katedrze) pracują i popołudniami i w wakacje, nigdy nie słyszałem aby się skarżyli, lubią to co robią, publikują razem z nami w czasopismach indeksowanych, a w sumie na rękę ze wszystkich stypendiów mają więcej niż nasi adiunkci (raczej bliżej pensji prof. nadzw.). To i tak są w sumie małe pieniądze, bo w tym jednym się zgadzam z biadolącymi powyżej. W naszym systemie płace w nauce są skandalicznie niskie i jest to poważny problem. Ja sam przeznaczam 1/3 swojej pensji (prof. zwycz.) na wydatki związane z realizacja pracy naukowej, ale nie płaczę i nie biadolę. Lubię swoja pracę, były w życiu okresy lepszej i gorszej prosperity i moim doktorantom przekazuję tą nieco idealistyczną wizję nauki, która nie jest tylko "job". I oni to rozumieją i nawet im się to podoba. I zdają sobie sprawę, że będzie bardzo trudno znaleźć pracę po studiach doktoranckich, ale solidnie pracują żeby mieć na przyszłość argumenty. A co do tego biadolenia na tym forum mają raczej poglądy jak Anonimowy z 22:11 i 6:30.

      Usuń
    3. Mój wpis z 8:08 odnosi się do Anonimowego z 6:30, w międzyczasie kolejny biadol wciął się między wpisy.

      Usuń
    4. Uwaga techniczna:
      dlatego proszę nie pierwszy raz - jeśli wolicie pozostać anonimowi to używajcie jakichś pseudonimów, inicjałów, prawdziwych lub zmyślonych, ale będzie nam się łatwiej dyskutowało, bo nie trzeba cytować godziny i łatwiej śledzić dyskusję. Z góry dzięki

      Usuń
    5. co do mebli - ok, niejasno napisałem: sam nie raz nosiłem meble, skręcałem szafy itp i nie widzę w tym nic niezwykłego. Ale akurat miało to miejsce w firmie gdzie jest ok 70 pracowników technicznych, a wykorzystywano doktorantów dlatego, że bali się sprzeciwić, bo dyrektor studiów doktoranckich pisał im że "są zobowiązani do świadczenia usług na rzecz jednostki" (to jest cytat!). Na serio nikt się nie uchyla od drobnych prac technicznych, ale rozumiesz tę drobną różnicę między prośbą o pomoc, a wymuszeniem takiej pomocy przez przełożonego? To jest inna mentalność człowieka z P(R)L niestety...
      Co do doktorantów: być może są różni w PAN i na Uniwerkach. Ale widzę, że rzadko się trafia doktorant, który zrobi wszystko sam. Tu w Szwecji doktoranci nie pracują zbyt wiele ale mają bardzo mocne wsparcie ze strony kadry, zazwyczaj mają 3-4 promotorów, mają dużo zajęć dedykowanych doktorantom wyłącznie, mają możliwość korzystania ileś tam godzin w miesiącu z pomocy profesjonalnego statystyka, no i mają pewnie 3-5 razy większe pieniądze miesięcznie niż w PL (przy cenach w Szwecji wyższych o ~20-30% niż w PL).
      Po drugie: odróżnij biadolenie, które faktycznie się tu pojawia (sam czasem biadolę) od nic-nierobienia (wydaje mi się, że będąc na doktoracie coś jednak robiłem, bo by mnie nie wzięli tutaj...). Biadolenie może być twórcze (bo diagnozuje problemy) dopóki nie towarzyszy mu rezygnacja z pracy. Bądź więc obiektywny i sprawiedliwy.

      Usuń
    6. Michale, znam twoja firmę bardzo dobrze i wiedz, że nie jest ona dobrym punktem odniesienia do tego co się dzieje na studiach doktoranckich i w zakresie organizacji i zatrudnienia w jednostkach naukowych. To, że ona w tej formie jeszcze istnieje dla mnie jest skandalem (mimo sentymentu, bo stanowiła ona ważną część mojego naukowego życia w przeszłości, w różnej formie).
      Natomiast co do biadolenia to znaczna część tych wpisów niczego nie diagnozuje. Od pewnego czasu funkcjonuje tu taki schemat: wredna profesura trzymająca się kurczowo przywilejów i biedni doktoranci i młodzi naukowcy gnębieni przez tę wredotę. To my jesteśmy wszystkiemu winni, a ci młodzi geniusze nie mogą rozwinąć skrzydeł. Nie dziwię się więc, że i tej drugiej stronie trochę puszczają nerwy i zaczynają agresywnie się bronić. To, że istnieją przykłady różnych idiotyzmów czy nienormalnych stosunków międzyludzkich nie uprawnia do takiej uproszczonej diagnozy. To nie my stworzyliśmy ten system, który tak patologicznie skłócił środowisko, nie my daliśmy szansę masowego studiowania wszystkim nieudacznikom i nie my płacimy pensje dla idiotów (6 tysięcy nie wartych schylenia się, a wspomnianych przez byłą minister to dla mnie, na najwyższym na uniwersytecie stanowisku, niespełnione marzenie ściętej głowy).
      Ostatnio brałem udział w kilku przewodach habilitacyjnych z nowego rzutu. Jeżeli ci kandydaci mają stanowić przyszłość polskiej nauki, to chyba lepiej rzeczywiście zwiewać. Suma punktów z publikacji nie zawsze przekłada się na intelekt. Współczuję tym, których oni będą szefami.

      Usuń
    7. Chciałbym usłyszeń od biadolących czego by oczekiwali ? Zwłaszcza ciekawi mi zdanie tego prymitywa z godz. 26 lipca 2015 22:43. Fajnie byłoby jakby Pan przedstawił swój dorobek, żebym wiedział czego osoba o danym dorobku oczekuje od Państwa.
      Patryk Oleszczuk

      Usuń
    8. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
  9. jeszcze raz proszę o umiar w okazywaniu swojego niezadowolenia z tej czy innej wypowiedzi. Będę usuwał komentarze przeginające.

    OdpowiedzUsuń
  10. Panie Michale szkoda, że Pan wykasował tego posta zanim go przeczytałem, poczytałbym jakim to jestem skur..., jak wykorzystuję moich współpracowników i jak im ciężko karzę pracować. Pokazałoby również poziom tego skrzywdzonego i przedstawiciela uciskanych. PO

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. błąd powinno oczywiście być każę pracować

      Usuń
    2. nic tam nie było ciekawego - krótki i złośliwy komentarz

      Usuń
  11. I jeszcze jeden komentarz, niestety dla niektórych, świat ten jest tak zbudowany, że "najpierw trzeba włożyć, żeby można było coś wyjąć". Nie ma tak, że dostajemy coś za darmo /no chyba, że jest się Paris Hilton/. Dlatego musimy pokazać swoją wartość i ciężko pracować, żeby coś osiągnąć. Jeżeli jesteśmy dobrzy i ciężko pracujemy to osiągamy kolejne etapy kariery (teraz jest to dużo łatwiejsze niż za moich czasów i dużo, dużo łatwiejsze niż za czasów moich promotorów). Jeżeli jesteśmy dobrzy i mamy wyniki to w pewnym momencie gdy znudzi nam się pracowanie dla promotora, bez trudu znajdziemy pracę albo na samodzielnym stanowisku albo w grupie, która nam będzie odpowiadała. Publikowanie wymaga jednak ciężkiej pracy. Jednym z punktów /chyba najważniejszym/ przy ocenie publikacji jest tzw. novelty. Jeżeli praca nie spełnia tych założeń nawet jakby była doskonale napisana, prezentowałaby wyczerpujące dane, itd. nie zostanie przyjęta do druku (oczywiście zdarzają się wyjątki) gdy już wcześniej podobne wyniki zostały opublikowane. I tutaj mamy dwa rozwiązania, albo pracujemy ciężko, żeby wyprzedzić innych, albo pomagają nam w tym pieniądze (przykład Szwecji, Norwegii i innych bogatych krajów, gdzie po prostu zleca się analizy firmom zewnętrznym i w tym czasie można kończyć pracę o 17 i nie przychodzić w weekendy). My niestety jesteśmy biednym państwem przez głupotę rządzących i musimy te analizy wykonywać sami. Jeżeli będziemy je wykonywać od 9 do 17 a jak już ktoś tu wcześniej wspomniał nasi koledzy z Chin, Indii i innych rozwijających się krajów oraz USA będą pracowali od 7 do 21 to mają nad nami przewagę. Opublikują artykuł wcześniej, my natomiast przy "reject" dostaniemy lack of novelty! Obraża mnie ten kto mówi, że moim współpracownicy /doktoranci i inni pracownicy naukowi w moim zespole/ pracują na mnie, my współpracujemy. Poświęcam tyle samo czasu co oni, może nie pracuję już w laboratorium, ale analizuje z nimi wyniki, czytam i poprawiam prace, przygotowuję granty, i to nie tylko wtedy kiedy jestem w pracy ale również w domu. Kto mądry wyciągnie lekcje z tego co napisałem a kto głupi to głupim zostanie. Nikt Wam niczego nie da jak sami na to nie zapracujecie, tak jest zbudowany ten świat i Wam ani następnym pokoleniom nie uda się tego zmienić. PO

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panie Patryku, pełna zgoda - nie ma nic za darmo i zgoda co do tego, że najpierw trzeba zainwestować, by potem coś uzyskać. Piszę o tym od dawna, że należy oceniać to, co ludzie zrobili i nic nie dawać nierobom. Ale różnica między Szwecją a Polską, nie wynika z tego, że Szwedzi mają pieniądze i zlecają innym pracę, więc mogą pracować krócej. Nic z tych rzeczy! Szwedzi przede wszystkim szanują początkujących, pomagają, uczą doktorantów, troszczą się by mieli dobre warunki, mówią swoim pracownikom, by odpoczęli, by nie pracowali za dużo. Mój szef mówi mi wprost, że mam zakaz pracy w dni wolne, że mam pojechać na wycieczkę, iść na basen albo na imprezę! A administracja pyta mnie, czy stoły są wygodnie ułożone w kuchni.
      Tymczasem w Polsce jest inne podejście - doktorant to jest kot, którego trzeba ustawić w szeregu, który ma pracować na szefa i ma być wdzięczny, że został przyjęty na studia. Ci kierownicy (nie wszyscy rzecz jasna, ale bardzo wielu) tkwią mentalnie jeszcze w PGRach, wydaje im się, że jednostka którą kierują, jest ich własnością i że przyjęcie doktoranta jest aktem łaski z ich strony, a nie psim obowiązkiem. To, że doktoranci są roszczeniowi i leniwi to inna sprawa (sam nie znam zbyt wielu takich, ale nie mam doświadczenia), natomiast przykład i poprawa musi iść z góry, to profesor ma wyznaczać standardy, a tak niestety nie jest. To musi być współpraca doktorant-profesor, z poszanowaniem praw i ambicji obu stron, a nie, za przeproszeniem, sojusz dupy z batem...

      Usuń
    2. Właśnie dlatego mogą sobie pozwolić na niepracowanie w weekendy bo mają pieniądze. Pracowałem trochę w Nowergii i mój szef, również zachęcał mnie do zwiedzania, odpoczywania, po prostu wykorzystywania czasu w inny sposób niż praca. A takie podejście jak Pan wymienia, to w krajach cywilizowanych, nie jest tylko do doktorantów ale do wszystkich. Administracja jest uprzejma, pani z dziekanatu nie gania człowieka z byle czym, ze np. jest zła data. Po prostu przekreśla się parafuje i robota idzie. To u nas jest chora sytuacja, że ludzie z administracji są ważniejsi od naukowców. My tylko im przeszkadzamy. Zgadza się, że najbardziej dostają po d... młodzi, bo na nich się najłatwiej wyżywać, ale też gania się adiunktów i profesorów. Są też profesorowie i profesorowie to chyba bardziej zależy od człowieka a nie od tytułu czy stopnia naukowego. Długo by o tym dyskutować. Proszę mi wierzyć codziennie myślę o tym, żeby to wszystko rzucić i wyjechać, tylko po to żeby przestać wciąż użerać się z tą uczelnianą biurokracją, bo o dziwo przedstawiciele/opiekunowie grantów z NCN są sympatyczni, elastyczni i pomocni. To nasza uczelniana administracja robi nam z życia/nauki piekło.PO

      Usuń
  12. Chciałam dorzucić swoje trzy grosze odnośnie oceny pracy prowadzących zajęcia dydaktyczne. W czasie moich studiów po każdym semestrze była przeprowadzana ewaluacja wykładowców i ćwiczeniowców. Dostawaliśmy piloty i gdy pojawiło się odpowiednie nazwisko (teoretycznie osoby która faktycznie nas uczyła) wciskaliśmy guzik na pilocie od 1 do 5. Jednak sam wynik oceny był nierzetelny. Po pierwsze - mimo że ewaluacja była przeprowadzana na obowiązkowych zajęciach, to zazwyczaj stawiało się ok 40% studentów. Po drugie, jako że ankieta była w 100% anonimowa można było głosować na osoby które nas w ogóle nie uczyły. Często było słychać głosy pt. "A kto to? A fajny on jest? A, niefajny - to wcisnę że jest okropny". Zdarzały się osoby które głosowały na kilka pilotów. Już nawet pomijając wszystko co wcześniej napisałam, studenci w większości oceniali dobrze tylko tych prowadzących u których łatwo było zdać. Jeśli prowadzący był wymagający, a jego przedmiot trudny, to nie mógł liczyć na dobre oceny jak by się nie starał. Chcę przez to przekazać jak bardzo niesprawiedliwe są oceny studentów.

    Mam nadzieję, że nie opublikuje mi tego komentarza dwukrotnie (bo wszystko mi zniknęło po kliknięciu opublikuj). Jeśli tak to proszę o usunięcie.

    OdpowiedzUsuń