środa, 22 lipca 2015

Symfonia, wskaźnik sukcesu 9.68%

Ukazały się wyniki konkursu NCN Symfonia 3:
 https://www.ncn.gov.pl/konkursy/wyniki/2014-07-22-symfonia3

Przeglądając te wyniki zacząłem się jednak zastanawiać od jakiego wskaźnika sukcesu rozpisywanie konkursu w ogóle przestaje mieć sens. Czy jest sens ogłaszać konkurs gdy możemy zapewnić finansowanie np. 2% wniosków? A 1%? Zgodzimy się chyba co do tego, że czas na napisanie 56 wniosków, które nie otrzymały finansowania, jest czasem w dużej mierze straconym. Osoby o specyficznym poczuciu humoru mogą twierdzić, że przecież pisanie wniosku też rozwija, wymaga twórczej dyskusji i przemyślenia projektu itp., a i listonosz ma dzięki temu pracę... Takie głosy pojawiały się tutaj, ale bądźmy poważni. Nie po to piszemy wniosek i wypełniamy (absurdalne nieraz) pola formularza, tłumacząc ten sam tekst na dwa języki i biegając do księgowości, by się wprawiać w pisaniu (i bieganiu). Myśląc o tych 56 zespołach ambitnych i aktywnych naukowców pracujących nad przygotowywaniem wniosków mam poczucie, że coś jest nie tak. Jeśli NCN ma mało środków na dany konkurs, to niech uprości procedurę konkursową, by te 90% naukowców, którzy i tak nie mają szansy na otrzymanie projektu, nie traciło bezproduktywnie tyle czasu. Alternatywa - jakieś jasne kryteria filtrowania już na wejściu (dorobek?).

Drugi punkt - w myśl zasady, którą kieruje się NCN, że lepiej biegaczom medale przyznawać nie za czas uzyskany na mecie, lecz za deklarację tempa biegu artykułowaną na starcie, wnioski są bardzo szczegółowe. Należy podać, w którym roku zatrudnię pracownika technicznego na ile osobogodzin, czy pipety będą kosztowały 500 czy 800 zł itp. - wszystko musi być rozplanowane. Tymczasem potem siada do tej misternego planu rada ekspertów i jednemu zabierze pół miliona, drugiemu 800 000 zł... Jeśli dopuszczalna jest "drobna korekta" o wartości 800 000 zł, to czy nie jest absurdem wymagać tak szczegółowych wyliczeń na początku?

Trzecia myśl - celowo przekoloryzowana, by zilustrować problem. Otóż pożyteczniej byłoby gdyby NCN zdecydował, że w danym konkursie mogą startować np. tylko blondyni (i blondynki). Wtedy wszyscy pozostali, wiedząc że nie mogą startować, zajęli by się czymś pożytecznym i wniosków odrzuconych byłoby o połowę mniej (28 zespołów brunetów robiłoby naukę, a nie biurokrację). A i tak NCN nie będzie mógł sfinansować wszystkich wniosków ocenionych jako "świetne"...

michał żmihorski

3 komentarze:

  1. mamy ciepłe kluchy a nie ministra to czego się spodziewać. NCN nie dostanie więcej pieniędzy bo MNiSW ich nie dostanie. W ministerstwie potrzebny jest polityk to potrafi się wykłócać o swoje z takimi Piechocińskimi, ale nie słodko-pierdząca Pani Minister.

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślę, że Michał mylisz się w swoich osądach. Widać, że w tych konkursach walczy się o bardzo duże pieniądze, więc każdy startuje z myślą, że może się nie udać, ale również z myślą, że będzie startował w następnej edycji. Załóżmy przez chwile, że konkurs jest w 100 % uczciwy oraz że liczba osób bardzo dobrych, z każdym konkursem maleje (bo dostają granty). Zatem, można śmiało zaryzykować twierdzenie, że łączna szansa otrzymania grantu w czasie dwóch konkursów wynosi ok. 20 %. Trzeba pamiętać, że w wielu konkursach ludzie startują po kilka razy z projektem. Takie rzeczy trzeba wliczyć w czas swojej pracy i uznać po prostu za ryzyko zawodowe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bardzo możliwe, że się mylę, myślę po prostu nad optymalizacją tego co mamy. Co do Twoich założeń, to nie zgodzę się, że z każdym konkursem jest mniej wniosków, bo po kilku latach ci co swój grant właśnie skończyli wchodzą do puli od nowa.

      Usuń