sobota, 30 września 2017

Eksodus lekarzy z Europy wschodniej

Ciekawy tekst i jeszcze ciekawszy wykres z Politico:

na temat migracji lekarzy i pielęgniarek w obrębie UE. W przypadku naukowców innych dziedzin jest pewnie podobnie (pozdrowienia z Uppsali, gdzie pracuje wielu Polaków...). Wielu osobom podoba się pomysł, by całe szkolnictwo wyższe było "za darmo". Rozumiem obawy związane ze zmianą tego stanu rzeczy - szczególnie w Polsce każda zmiana ma duży potencjał bycia zmianą na gorsze. Ale pomyślcie proszę chwilę nad tym wykresem. Przecież jasno z niego wynika, że polski (ale też rumuński, grecki, węgierski, bułgarski, itd) podatnik funduje zachodnim krajom wykształcenie pracowników sektora ochrony zdrowia. Czy ktoś z narzekających na moje sugestie odnośnie pomysłów alternatywnych (bony edukacyjne, opłaty za studia, itd) potrafi wyjaśnić, dlaczego obywatelom RP opłaca się taki system? Ja uważam, że nam się nie opłaca. Szczególnie nie opłaca się ludziom niestudiującym, którzy nie mają dosłownie nic z tego, że zmuszono ich by zafundowali studia brytyjskiemu lekarzowi (Polakowi, który po studiach wyjechał do UK). Nie krytykuję też samych wyjeżdżających (przecież sam wyjechałem) tylko staram się spojrzeć na całość.

Nie podaję gotowego rozwiązania, nie twierdzę, że istnieje dobre i proste rozwiązanie, jedynie proszę o refleksję - ciągłe powtarzanie, że wszystko musi być za darmo, bo to jedyny słuszny model, ewidentnie wymaga przemyślenia:
Michał Żmihorski

39 komentarzy:

  1. Po akcesji Polski do Unii Europejskiej 1.05.2004 r. nastąpił swoisty drenaż mózgów, gdyż wyjechali naukowcy, inżynierowie, rzemieślnicy, lekarze, pielęgniarki itd., itp.Ponoć żaden kraj z Europy Środkowo-Wschodniej nie został tak dokładnie wyczyszczony z wysoko wykwalifikowanych kadr jak Polska.Bodajże samych naukowców wyjechało aż 35 tys.Najwięcej wysoko wykwalifikowanych kadr z różnych sektorów gospodarki z Portugalii, Hiszpanii, Włoch, Grecji, Polski, Słowacji itd. migruje do Republiki Federalnej Niemiec, bo Niemcy stworzyli doskonałe warunki do pracy i życia.Pompa pracuje pełną parą i zasysa wykwalifikowane kadry z innych europejskich państw.Współczesnym światem rządzi przede wszystkim pieniądz.Tak było, jest i będzie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie przesadzałbym z tym drenażem mózgów. Proszę zobaczyć ile osób wyjeżdża przykładowo z Niemiec. W niektórych zawodach wyjazd zagraniczny jest wręcz obowiązkowy. Zresztą w UE jest (teoretycznie) wolność przepływu usług i handlu, nie powinno zatem nikogo dziwić, że ludzie przenoszą się w korzystniejsze dla nich rejony Europy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ anonim z g.21:20.,

      Owszem ok. 100 tys. Niemców rocznie wyjeżdża z RFN, ale drugie tyle przyjeżdża.Mam na myśli wykwalifikowane osoby, kadry, a to że mamy swobodny przepływ usług, towarów i osób w ramach UE to fakt bezsporny.Ludzie emigrują tam, gdzie mają godne warunki do pracy i życia rzecz jasna.Akurat RFN jest drugim państwem po USA w skali globu, które stworzyło takowe warunki także dla naukowców.

      Usuń
    2. jasne, Niemcy też wyjeżdżają, ale ogólny bilans mają dodatni - proszę spojrzeć na mapę na samej górze, gdzie kolorami zaznaczony jest bilans danego kraju.

      Usuń
  3. Tylko, że z perspektywy przydatności dla podatnika to nie tylko osoby wyjeżdżające marnują pieniądze. Są osoby, które po uzyskaniu wykształcenia:

    a) stwierdzają, że jednak będą się zajmować zupełnie czym innym, co wymaga innych kwalifikacji,
    b) decydują się na pracę przy wychowaniu swoich dzieci,
    c) nie znajdują pracy w zawodzie,
    d) decydują się na studia w okolicach wieku emerytalnego (rzadko, ale się zdarza),
    e) przerywają studia w trakcie z przyczyn rozmaitych.

    W przypadku płatnych studiów to właśnie te grupy dostaną po kieszeni najbardziej, a osoby wyjeżdżające zarabiając lepiej za granicą szybko spłacą swoje kredyty na edukację, zresztą kwestia spłacenia kredytu za edukację może być motywacją do wyjazdu do lepiej płatnej pracy. Można oczywiście zabierać paszporty lub obciążać karami za wyjazd bliższą/dalszą rodzinę pozostającą w kraju, ale te rozwiązania mogą nie spotkać się z powszechną sympatią.
    FL

    OdpowiedzUsuń
  4. Myślę, że w przypadku Polski nie może być mowy o drenażu mózgów. Jakichże to specjalistów mamy? Wydaje mi się, że bardzo kiepskich. Weźmy naukowców. Większość postdoków jadących za granicę jest jedynie wyrobnikami. Rzadko który ma możliwość założenia własnego labu. Przydatni są o tyle, że nadają się do pracy odtwórczej, technicznej. Podobnie z lekarzami. Na takie wyjazdy należy patrzeć nie z punktu widzenia lokalnego patrioty, ale szerzej. Mając na uwadze niską jakość edukacji i nauki w Polsce, to osoby wyjeżdżające zdobywają nowe kompetencje, które mogą z nich uczynić prawdziwych ekspertów w danej dziedzinie. Nawet jeśli niewielka część z nich wraca, to i tak wnoszą nową jakość na krajowy rynek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie wiem anonimie czy wiesz co to jest postdok, z Twojego wpisu wynika, że niekoniecznie - to nie jest miejsce gdzie jedziesz, żeby objąć własną katedrę, albo zostać dziekanem wydziału, tylko pracować w danej grupie nad konkretnym projektem. Więc w pewnym sensie jest to praca dość skonkretyzowana. Ale w PL jest tak samo: przecież postdoki w grantach Sonata też dotyczą konkretnego projektu i taka osoba ma zazwyczaj konkretne zadania do wykonania. Po prostu mylisz postdoka z jakimiś innymi etatami/stanowiskami - pojedź, zobacz na czym to polega, a zrozumiesz różnicę ;-)

      Usuń
  5. @ anonim z g. 15:19.,

    W każdej dziedzinie życia, wiedzy mamy i wybitnych polskich naukowców, jak i przyzwoitych rzemieślników.Zarówno ci polscy naukowcy, którzy odebrali wykształcenie w okresie istnienia Polski Ludowej, jak i ci, którzy reprezentują generację 89+ mają znakomitą wiedzę ogólną poza specjalistyczną, a także na tle innych nacji wyróżniają się inteligencją, kreatywnością, umiejętnością definiowania problemów i ich rozwiązywania.Minusem po naszej stronie jest fakt, iż lubimy odkładać pracę na jutro lub pojutrze, albo najlepiej za tydzień.Tak poza tym, to jestem dumny z moich rodaków - naukowców, którzy pracują m.in. poza granicami Polski.Natomiast poziom polskiej edukacji i nauki nie odbiega znacząco od innych.Zaliczani jesteśmy do tzw. europejskich, globalnych średniaków.Ponadto byłbym ostrożny z lansowaniem wiedzy, wykształcenia eksperckiego na wzór anglosaski.Niemcy mają takie określenie "fachidioten", które odnosi się m.in. do tzw.wąskiej świadomości.To gwoli wąskich ekspertów.

    OdpowiedzUsuń
  6. Trochę mam problem interpretacyjny: to dużo wyjeżdża z Polski, czy mało? Wielkości emigracji/imigracji powinna być skorygowana względem ogólnej liczbę ludności. Jeśli z Polski (38 mln) wyjeżdża o mniej niż z Grecji (10 mln) czy niewiele więcej niż z o wiele mniejszych Węgier (9,8 mln) albo Słowacji (5,4 mln) to chyba nie ma tragedii? Chyba nie ma co się przyjmować "exodusem", ale brakiem imigracji z krajów UE, która kompensowała by emigrację.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Biorąc pod uwagę, że rządzący Polską biorą garściami z Orbana to exodus dopiero się zacznie...

      Usuń
  7. @ pan Andrzej Oleksa,

    Według mnie problem tkwi w ograniczonych zasobach wysoko wykwalifikowanych kadr i braku ich zastępowalności w określonym czasie.Od zawsze mieliśmy tutaj deficyt.Ponadto drenażowi podlegają już wyróżniający się młodzi polscy licealiści, których wyławiają międzynarodowe korporacje.Do tego dochodzi brak imigracji z innych państw UE do Polski, która kompensowała by krajową emigrację, co pan poruszył powyżej.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie ma dobrego rozwiązania: jeśli będziemy dostawcami tylko taniej siły roboczej - źle. Jeśli rząd zamknie granice na wyjeżdżających - źle. Jeśli obcokrajowcy będą się u nas masowo osiedlać zastępując miejscową ludność w wykonywaniu dobrze płatnych zawodów - też źle.

    OdpowiedzUsuń
  9. @ pan Tomasz Włodarczyk,

    Rezerwuarem taniej siły roboczej dla wysoko rozwiniętych państw już jesteśmy, gdyż centra cywilizowanego, rozwiniętego świata są poza Polską.Dziś przysłowiowa wojna toczy się o pieniądz, gospodarkę i wysoko wykwalifikowane kadry, a czego Polacy nie rozumieją.Ewentualne zamknięcie granic może mieć miejsce wtedy, a kiedy znajdziemy się poza Unią Europejską vide swobodny przepływ osób, usług, towarów i kapitału.Taki scenariusz jest możliwy, jak zostaną wdrożone w kraju rządy państwa stanu wyjątkowego.Wówczas osoby, które wyjechały już do Polski nie wrócą, a raczej wystąpią o azyl polityczny w państwach pobytu.Żadni obcokrajowcy nie będą zasiedlać Polski, gdyż nie stworzyliśmy przez minione 28 lat od upadku realnego socjalizmu godnych warunków do pracy i życia własnym obywatelom, a co dopiero przyjezdnym.Każdy wybiera kraj, gdzie zarobki za wykonaną pracę są odpowiednie i standard życia jest wysoki, a współczesna Polska nie ma w tym przedmiocie nikomu nic do zaproponowania.

    OdpowiedzUsuń
  10. Jestem wielkim fanem kredytów studenckich ale wyłącznie takich, które nie ruinują absolwentom życia, czyli na przykład system australijski, gdzie kredyt jest spłacany proporcjonalnie do zarobków. Jeśli kobieta (lub mężczyzna) po studiach zajmie się wychowywaniem dzieci i pracą na pół etatu, to kredyt w zasadzie nigdy nie zostanie spłacony, podobnie jeśli dana osoba po licencjacie lub magisterce nie znajdzie dobrze płatnej pracy w zawodzie tylko będzie pracować za minimalną krajową. To sprawiedliwe, bo skoro jakość edukacji nie gwarantuje zatrudnienia to nie należy mu się zapłata za usługę edukacyjną. W granicach rozsądku oczwyście, bo państwo nie może prowadzić każdego za rączkę, ale jednak powinno odpowiadać za przydatność umiejętności zdobytych w trakcie studiów na rynku pracy.
    Niestety tutaj pojawia się problem, bo z jednej strony badania dowodzą, że wprowadzenie bezwględnej odpłatności za studia (nawet w formie kredytu) ogranicza możliwości awansu społecznego dużej grupy ludzi - coś, co było jednym z osiągnięć PRL, czyli wydźwignięcie dużej części narodu z biedy i braku edukacji. Z drugiej jednak strony jeśli uzależnimy spłatę kredytu od zarobków, to ludzie pracujący w innym kraju tam będą mieli rezydencję podatkową, zatem w Polsce nie wykażą dochodu i kredytu nie będą musieli spłacać. Z tym problemem mierzy sie Australia, bo tysiące osób mieszka i zarabia za granicą nie płacąc w Australii podatków a zatem nie spłaca również kredytu studenckiego. Niedawno udało się podpisać umowę z UK, gdzie jest największa grupa expatów - brytyjski fiskus ujawni ich dochody i zmusi do spłaty kredytu.
    Problem w tym, że Australii w miarę łatwo jest dogadać się z UK, bo oba kraje należą do Commonwealth, ale tak naprawdę to należy takie umowy podpisać z każdym pańśtwem na świecie, inaczej jest to niesprawiedliwe i nieefektywne.
    Podsumowując chcę powiedzieć, że próbując rozwiązać prolem drenażu absolwentów, zwłaszcza absolwentów kierunków, gdzie kształcenie kosztuje bardzo dużo (wykształcenie jednego lekarza to setki tysięcy złotych z budżetu państwa), łatwo można wylać dziecko z kąpielą albo też stworzyć system, który będzie działał wyłącznie teoretycznie. Czyli w sumie jak całe nasze państwo.

    OdpowiedzUsuń
  11. A lekarze rezydenci nadal strajkują.Niedługo będą Nas leczyć ludowi znachorzy, szamani.Zmierzamy w bardzo dziwnym kierunku, a którego celu nikt nie zna.A mieliśmy być już drugą Japonią, Koreą Południową, Irlandią, Izraelem.Dziwny jest ten świat, oj dziwny moi ludkowie.

    OdpowiedzUsuń
  12. OECD przebadało 362 regiony z 34 państw pod względem jakości, dobrobytu życia.Uwzględniono 9 klasycznych miar m.in.: rynek pracy, dochody, edukacja, służba zdrowia, bezpieczeństwo publiczne, środowisko naturalne itd.Nasza ukochana współczesna Polska zajęła jedno z ostatnich miejsc, a za nami jedynie Meksyk, Turcja, Rumunia i Węgry.Dziwny ten kraj nad Wisłą, gdzie cytryna dojrzewa.A mieliśmy już być na przestrzeni 28 lat polskiej wolności drugą Japonią, Koreą Południową, Irlandią itd.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja zawsze przy takich okazjach przywołuję Dziennik Tyrmanda z roku 1954, w którym opisywał dokładnie te same problemy z służbą zdrowia, które mamy dziś, 63 lata później. Niestety, jeśli system jest wciąż ten sam, to nie powinniśmy spodziewać się, że coś się zmieni na lepsze. Tak samo w nauce.

      Usuń
  13. Obecna sytuacja ekonomiczna jest trudna do oceny. Gdy PiS przejmowal wladze, po poprzednikach odziedziczyl bardzo fundamentalne klopoty z budzetem (Platforma probowala ratowac budzet mandatami dla kierowcow). Z tego powodu wydawalo sie, ze dni PiS-u tez sa z gory policzone. Tak sie nie stalo. Podobno to program 500 Plus rozkrecil gospodarke (zamiast ja pograzyc). W tej chwili pensje dla absolwentow uczelni technicznych wygladaja niezle. A mlody informatyk bierze bez trudu 5 tys. PLN miesiecznie do reki. To podgrzewa atmosfere u medykow. A mysle, ze niebawem takze pracownicy wyzszych uczelniach zaczna upominac sie o podwyzki. Obecnie dyskutowane sa tylko obietnice luksusowych emerytur dla profesorow belwederskich.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy obecna sytuacja ekonomiczna w Polsce jest trudna do oceny? Sądzę, iż polska gospodarka rozwija się siłą rozpędu gospodarek Unii Europejskiej i globu.Trwa bardzo dobra koniunktura gospodarcza, a krajowe firmy eksportują swoje produkty, towary np. do Niemiec, gdzie trafia 28% polskiego eksportu, gdzie Niemcy rokrocznie kupują coraz więcej naszych produktów, co generuje prawie 1 mln miejsc pracy nad Wisłą itd.Jednak coś się zacina i jest nie tak, bo wskaźnik inwestycji publicznych, prywatnych, zagranicznych brutto w relacji do PKB jest najniższy od 1996 r.Kilka spektakularnych inwestycji zagranicznych nad Wisłą już odwołano vide centrum logistyczno - serwisowe firmy Mercedes itp.Dochodzą astronomiczne długi Polski wewnętrzne jawne i niejawne na ponad 3 bln zł. plus długi zewnętrzne na ponad 1 bln zł.W kraju postępuje inflacja, a której oddech ludzie czują w portfelach, gdyż ceny usług, towarów, opłat galopują w górę, a zarobki stoją w miejscu lub wzrastają o wskaźnik inflacji.Na koniec, to program 500 Plus pobudził krajową konsumpcję, ale na ile mi wiadomo, to także jest program na kredyt, który będzie spłacał naród w nieodległej przyszłości.Więc.....?

      Usuń
    2. No wiec wlasnie dlatego profesorom belwederskim naleza sie luksusowe emerytury, zeby komus bylo lepiej.

      Usuń
    3. Profesorowie tytularni starszej generacji to elektorat wyborczy formacji politycznej PiS.Ich pozycja społeczna jest wysoka, znacząca, a kwalifikacje zawodowe przeważnie wysokie stąd należą im się przyzwoite emerytury, jak sędziom, prokuratorom, wojskowym w stanie spoczynku.O co chodzi? Zazdrościsz?

      Usuń
    4. Nie, po prostu przywoluje aktualne fakty/analizy.

      Usuń
    5. OK.Rozumiem.Na razie w przypadku przyszłości ustawy 2.0 niewiele wiadomo, a raczej ów projekt trafi spokojnie do szuflady.Funduszy publicznych w kraju brakuje na wszystko np. służba zdrowia chętnie przytuliłaby na dziś dzień 10 mld zł., ale polskie państwo nie ma pieniędzy, a gdzie inne sektory życia społeczno-gospodarczego? Wszędzie brakuje kasy.Niektórzy liczą na mityczne reparacje wojenne, choć w sensie prawnym owe zagadnienie jest zamknięte.Polacy lubią fantazjować, marzyć i śnić o potędze....

      Usuń
    6. Jestem przekonany, że większość piszących tutaj komentarze, nie ma zielonego pojęcia ile zarabia taki profesor tytularny starszej generacji. Otóż jako rodzinnie powiązany z taką osobą podaję gołe fakty: profesor zwyczajny z 40-letnim stażem, na uczelni z pierwszej czwórki polskiego rankingu, nie pełniący już żadnych funkcji kierowniczych, dostaje na rękę 4750 zł. Po przejściu na emeryturę w wieku 65 lat taka osoba może liczyć na 3000-3200 (w zależności od tego, kiedy osiągnęła najwyższe stanowisko czyli prof. zwycz.). Jak dopracuje do 70-ki, to emerytura wyraźnie wzrasta, nawet do wysokości ostatniej pensji cz. tych 4750 zł, a nawet 100-150 zł więcej. Lekarze rezydenci, w wieku ok 30 lat, chcą podwyżek do wysokości na rękę przekraczającej teraz pensję prof. zwycz. z 40-letnim stażem. Nie oceniam sytuacji obu tych grup zawodowych, podaję tylko fakty. Oczywiście, jedna i druga grupa może osiągać dodatkowe zarobki. Profesura dodatki za kierownictwo jednostek (do 250 zł miesięcznie), recenzje przy awansach (1200-1500 zł jednorazowo), udział w komisjach awansowych (900 zł jednorazowo) - są to zarobki nieregularne (poza dodatkiem kierowniczym), mój krewny np. w zeszłym roku nie miał ani jednej takiej okazji. Rezydenci mogą dorabiać przede wszystkim na dyżurach weekendowych (nawet do 2500 zł za jeden weekend), dyżurach bieżących (do 1500 zł miesięcznie) co w końcowym efekcie może dać zarobek miesięczny wyższy niż profesora zwyczajnego na kierowniczym stanowisku (ale za cenę morderczej pracy po godzinach). Ale po zrobieniu specjalizacji pensje lekarzy będą rosły znacznie szybciej niż pracownika naukowego (co będzie widać po tym przysłowiowym garażu) i dobry lekarz, z dobrym stanowiskiem lub prywatną praktyką będzie zarabiał wielokrotnie więcej niż profesor zwyczajny.

      Czy profesor emerytowany zasługuje na przyzwoitą emeryturę w stanie spoczynku tak jak prawnicy czy mundurowi? Ja uważam, że tak. Może to być zachęta do opuszczania stanowisk i zwalniania ich dla młodszych pokoleń naukowców (ale zabronił bym łączenia etatu z emeryturą jak to jest obecnie praktykowane). Czy państwo na to stać: czynnych profesorów tytularnych jest w Polsce mniej niż 8000 (chyba razem z emerytowanymi), profesorów stanowiskowych łącznie ok. 24000 (ale ja bym dał emerytury stanu spoczynku tylko tytularnym). Dla budżetu to w sumie małe obciążenie (ZUS by w tym momencie zwolnił te emerytury). Czy tacy profesorowie to elektorat PiS? Na moim wydziale oceniam 30:70, tzn. tylko 30% to rzeczywiście elektorat PiS (ale być może w mniejszych szkołach lub wydziałach humanistycznych jest ich więcej).

      Usuń
    7. Mysle, ze ten powyzszy "zatroskany" wpis, Administrator tego bloga i inni "mlodzi gniewni" powinnni sobie starannie przeanalizowac. Na czym polega osobliwosc tego wpisu. Otoz podobno w ramach Ustawy 2.0 mamy zmierzac w strone systemu anglosaskiego, gdzie licza sie glownie wartosciowe wyniki i publikacje zamiast stopni i tytulow. Ale juz widac, ze "wyjdzie jak zwykle". Jedna grupa (profesorowie belwederscy) zostanie szczegolnie uprzywilejowana, czyli jej znaczenie bedzie jeszcze wieksze niz teraz. No, ale my Polacy tak mamy, ze kochamy tworzyc rozwiazania patologiczne, a wlasciwie to glownie organizowac skoki na kase.

      Usuń
    8. Anonimowy z 12:23

      Na czym polega "uprzywilejowanie" profesorów belwederskich polegające na wysłaniu ich na spokojne emerytury za godziwą (nie nadmiernie wysoką) kasę? Propozycje zmierzała w tym kierunku, aby oni wcześniej odspawali się od stołków niż to jest obecnie i żeby nie brali emerytur i jednocześnie pracowali dalej na swoim stanowisku. Ani matematycznie ani merytorycznie nie widzę tu uprzywilejowania (nie jestem anonimem z 10:21). Nie widzę też patologii, emerytury państwowe dla profesorów wymyślono wcześniej w kilku krajach Europy Zachodniej (np. Francji, Portugalii). To marginalny problem polskiej nauki.

      Usuń
    9. An. 12:23 <> --- Przykro mi, ale nie bede odpowiadal na to pytanie, gdyz zakladam, ze osoby ze srodowiska akademickiego powinny posiadac podstawowe umiejetnosci analityczne (troche mniej elegancko moge napisac, ze stosuje zasade: nigdy nie kloc sie z glupcem, gdyz osoby postronne moga nie dostrzec roznicy).

      An. 12:23

      Usuń
    10. P.S. Chodzilo oczywiscie o pytanie: "Na czym polega "uprzywilejowanie" profesorów belwederskich polegające na wysłaniu ich na spokojne emerytury za godziwą (nie nadmiernie wysoką) kasę?".

      Usuń
    11. An. z 14:55

      Klasyka odpowiedzi trolla na tym blogu. Nie masz argumentów, żeby skomentować wpis anonima z 13:51 to obrażasz go żałosnym wpisem. To ja poproszę o analityczną ocenę tej propozycji (pomóż głupiemu zrozumieć), która z tego co wiem to i tak się nie znalazła w projekcie Ustawy 2.0.

      Usuń
    12. Szanowni Panstwo, ja traktuje to forum jako miejsce do wyrazania opinii. A wyrazanie opinii to nie to samo co wchodzenie w szczegolowe dyskusje z osobami o innych pogladch (i niech bedzie, ze jestem trollem, ale nie zamierzam doksztalcac osob inteligentych inaczej).

      An. 14.55

      Usuń
    13. Anonimie z 15:22

      Obnosisz się ze swoją wyższością intelektualną, a nie wiesz co to jest komentarz, opinia czy pozbawiona merytorycznych racji krytyka. Chodzi o to, że na tym blogu za dużo jest takich pozbawionych sensu opinii, a za mało racjonalnej dyskusji opartych o konkretne dane. Daj se spokój z tymi opiniami nic nie wnoszącymi do meritum dyskusji i trolluj na WP czy Onecie (tam takich jak ty jest wielu).

      Usuń
    14. Ewentualne uwagi dyscyplinujace moge przyjac tylko od Administratora Michala Żmihorskiego.

      Ad. 15:22

      Usuń
  14. @ anonim z g.10:21.,

    Na ile mi wiadomo to społeczność profesorów tytularnych w Rzeczypospolitej Polskiej liczy sobie 12 849 osób według baz danych OPI, co potwierdza MNiSW.Liczba owa stopniowo, sukcesywnie wzrasta.To taka drobna uwaga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie z baz danych OPI nie jest łatwo to ustalić, bo trudno oddzielić profesorów czynnych od emerytowanych.
      A co do tendencji to kancelaria prezydenta podaje następujące liczby z ostatnich lat (kadencja obecnego prezydenta):
      2015 - 62 nadania
      2016 - 397 nadań
      2017 - 295 nadań (ale można się spodziewać jeszcze jednego posiedzenia)

      Czy to pokazuje trend wzrastający to bym nie powiedział (średnio na posiedzeniu było 80 nadań, więc raczej constans). Nie wiadomo ilu w tym czasie przeszło na emeryturę.

      Usuń
    2. Na moim wydziale kat.A (biologicznym) dziekan przedstawił 5-letnią prognozę ewentualnych awansów i definitywnych odejść na emeryturę w grupie profesorów tytularnych i wynika z niej, że odejdzie na emerytury 3 razy więcej profesorów niż zostanie złożonych wniosków o tytuły. Od kolegi z innego dużego wydziału kat. A (z innego miasta) dowiedziałem się, że mają podobną prognozę.

      Usuń
    3. Nie ma zadnego sensownego uzadnienia dla tych "extra" emerytur. Profesorowie tytularni sa obecnie grupa trzymajaca wladze i po prostu postanowili zadbac o swoje finanse. Zgodnie z zasada, ze wladza sie wyzywi. Na swoj sposob to jest typowe zachowanie ludzkie. Tylko nie nalezy dorabiac szlachetnych teorii do zwyklego skoku na kase lub udowadniac, ze to cos poprawi w nauce polskiej.

      Usuń
    4. @ anonim z g.17:01.,

      Napisałem wyraźnie, iż społeczność profesorów tytularnych w Polsce stanowi 12 849 osób, bez podziału na aktywnych zawodowo i emerytów, gdyż tytuł naukowy profesora jest przyznawany dożywotnio.Faktycznie gro emerytów nadal pracuje zawodowo np. na pół etatu lub na umowę zlecenie stąd może i trudno ich oddzielić, ale to nie ma znaczenia(nie o tym pisałem). Natomiast ogólna liczba profesorów tytularnych wzrasta stopniowo, jak napisałem powyżej, a nie dynamicznie.Różnica zasadnicza.

      Usuń
    5. "Natomiast ogólna liczba profesorów tytularnych wzrasta stopniowo, jak napisałem powyżej, a nie dynamicznie.Różnica zasadnicza."

      Jak to wyliczyłeś, skoro statystyki tego nie pokazują. Znasz liczby ile osób z tej puli zmarło w ostatnie 3 lata? (żeby porównać z liczbą nominacji). Fakt, że wydłuża się życie Polaków więc pewnie to może mieć wpływ na stały lekki wzrost i w tej grupie, ale dla nauki liczą się tylko profesorowie pracujący aktywnie na różnych formach zatrudnienia.

      Usuń
    6. @ anonim z g.21:57.,

      Staram się śledzić wskaźnik zgonów wśród akademików, choć jest on niedoskonały, bo opiera się o dane z encyklopedii elektronicznych, czy nekrologów z głównych gazet.Generalnie akademicy to bardzo żywotna grupa zawodowa, warstwa społeczna na tle innych.Co do profesorów tytularnych emerytów, którzy niejednokrotnie zatrudnieni są np. na pół etatu lub na umowę zlecenie, to gro z nich nadal tworzy i publikuje twórczo.W przypadku nauk humanistycznych i społecznych to standard, a czasami i po 70 roku życia powstają wybitne dzieła, publikacje istotne w nauce.

      Usuń