wtorek, 19 września 2017

Ustawa 2.0

Ryc.1. Ustawa 2.0. Wizualizacja oczekiwań (lewy panel) i rzeczywistości (prawy panel)

Ustawa 2.0. Skrót najważniejszych rozwiązań tutaj:

Po wstępnym zapoznaniu się z głównymi założeniami mam następujące wrażenia (kolejność losowa):
1. Duża ingerencja w organizowanie życia uczelni. Ta ustawa reguluje niemal płeć gronostajów, których futerka tworzą kołnierz rektorskiej peleryny... Doświadczenie uczy że takie wymyślane przy biurku ministerialnym regulacje w realu się nie sprawdzają lub, jeśli faktycznie miałyby coś zmienić, są łatwo obchodzone. Ale tu liczę na komentarze, bo nie znam się za bardzo na organizacji uczelni.

2. Dużo rzeczy kompletnie lub częściowo niepotrzebnych, tylko utrudniających ludziom życie, które będą łatwo obchodzone. Np. wydłużenie studiów niestacjonarnych... Studia są różne, niektóre warto wydłużyć, inne pewnie skrócić, o tym powinna decydować uczelnia, a nie ustawa - taki odgórnie narzucony przepis prawie zawsze okazuje się bez sensu. Po prostu zrobią ostatni semestr pt "praca z własnym materiałem" i ludzie dostaną dyplomy pół roku później. Albo: "Studia niestacjonarne trwać mają dłużej niż studia stacjonarne". Wybitnie potrzebna regulacja, Polska na to czekała... I takich zapisów jest tam chyba sporo.

3. Habilitacja zostaje, choć nie będzie konieczna, i znika wymóg 8 lat. Czyli, na moje oko, kombinacja najgorszych rozwiązań spośród wszystkich możliwych. Utrzymujemy spadek po komunie w postaci kastowości, ale tym wyjątkowo leniwym zostawiamy furtkę przeciągania procedury w nieskończoność. Więc już nie będzie filtrowania "zdolnych inaczej" w wyniku niezrobienia habilitacji. Może się mylę (oby!), ale dla mnie tak brzmią te zapisy. 

4. Dobre jest odbieranie praw nadawania stopni tym słabszym uczelniom, ale tu poprzeczka może być postawiona zbyt nisko. Chociaż ustawienie poprzeczki na kat A dla uczelni techniczno-łowiecko-rolniczych to byłoby zabójstwo...

5. Dużo dość daleko posuniętych zmian - na przykład, zmieniają się dziedziny. Nie wiem jak to wpłynie na rozwiązania praktyczne, ale to może mieć duże konsekwencje. Pewnie nikt tego nie wie, dopiero się o tym przekonamy. 

6. Dużą władzę zyskują politycy - to jest ważny i negatywny efekt tej ustawy. Na przykład, podział środków na uczelnie akademickie i zawodowe będzie ustalany przez ministra. To daje ministerstwu ogromny wpływ na organizowanie szkolnictwa wyższego. Albo: jednostki z kat B+ nowe kierunki studiów będą mogły otworzyć po uzyskaniu zgody ministra. "minister nauki będzie mógł odmówić pozwolenia na utworzenie kierunku studiów, jeśli uzna, że kształcenie na danym kierunku nie odpowiada tamtejszym potrzebom społeczno-gospodarczym" - to już jest kompletnie ręczne sterowanie. Skąd minister ma wiedzieć jakie są potrzeby regionalne w zakresie edukacji? Absurd! 

7. "Znikną przepisy dotyczące minimum kadrowego." - nie mam zdania, nie znam się, ale "
Ma to ukrócić wieloetatowość oraz prowadzenie zajęć w ramach tzw. umów śmieciowych" brzmi głupio - pisałem o tym wielokrotnie, że wieloetatowość sama w sobie nie jest problemem, a jedynie objawem innych patologii. 

8. Przywrócenie egzaminów - ok, jestem zdania, że każda uczelnia powinna rekrutować jak chce, więc to dobry krok.

9. Rektor będzie decydował o podziale finansów, nie będą przyznawane poszczególnym wydziałom. Z jednej strony wyższa autonomia uczelni, ale z drugiej okazja do rozgrywek między wydziałami. Uważam, że to zły ruch - finanse powinny być rozdzielane maksymalnie szczegółowo, najlepiej na każdego zatrudnionego, by wydziały, instytutu, zakłady słabe możliwie szybko "powyzdychały" z braku środków. Niestety taki ruch (centralna kasa) to dla nich szansa na przeżycie mimo braku jakichkolwiek efektów pracy. 

10. Ocena co 4 lata przez KEJN. Czyli rzadko, ale za to wg całkowicie niejasnych kryteriów. Za to ten zapis "Przy ewaluacji osiągnięcie naukowe będzie można wykazać tylko raz - przy ocenie tylko jednej dyscypliny. I to za upoważnieniem autora tego osiągnięcia." jest dobry.

Podsumowując - nie widzę tu rewolucji, widzę natomiast potencjał na niezły bajzel i szansę dla kreatywnej uczelnianej administracji. Przewiduję taki scenariusz: w toku dalszych prac z tej Ustawy wylecą resztki zapisów, które mogłyby tym "pracowitym inaczej" zaburzyć spokojny sen, po czym przepisy te wejdą w życie. W kolejnych latach będziemy słyszeli o różnych sposobach w jaki teoretycznie słuszne zapisy są obchodzone i wypaczane. A jak już wszystko się w miarę ustabilizuje, to przyjdzie nowy minister i zrobi nową reformę, która - jak każda poprzednia - również będzie nazywała się "Reforma inna niż wszystkie".

Bardzo proszę o komentarze - będzie lepiej czy niekoniecznie? 

Michał Żmihorski

69 komentarzy:

  1. To jeszcze link do źródła, jest tam m.in. do pobrania projekt ustawy:

    http://konstytucjadlanauki.gov.pl/

    OdpowiedzUsuń
  2. po przeczytaniu głównych założeń mam wrażenie, że mocno zamieszano w kotle z nauką, co będzie wymagało teraz ogromnej pracy biurokracyjno-administracyjnej, by te wszystkie nowe reguły i przepisy spełnić, a niekoniecznie przełoży się na jakość nauki w PL.

    Z głównych rzeczy, to zostaje habilitacja bez terminu 8-letniego, a więc całe grupy leni odetchnęły z ulgą. Jakoś nie bardzo widzę mocne pozytywne zmiany w tych zapisach. Na pewno będzie niezły bajzel, to jedyne czego jestem pewien.

    OdpowiedzUsuń
  3. i to prawda, że marszałek Terlecki powiedział, że nie sądzi by koalicja ministrowi Gowinowi przegłosowała tę ustawę, ale z kolei minister Gowin powiedział, że prezesowi Kaczyńskiemu projekt się podobał... Gra polityczna, nie dowiemy się gdzie jest prawda.

    OdpowiedzUsuń
  4. Myślę, że środowisko odetchnęło z ulgą. Będzie jak było.

    OdpowiedzUsuń
  5. Z punktu widzenia doktoranta i naukowca po doktoracie, rozpoczynającego karierę, jest trochę lepiej. Warto poruszyć również te aspekty w dyskusji, bo starzy już przespali swój czas, a młodzi, jeśli będą mieli lepsze warunki do pracy, niż mają teraz, mogą poprawić jakość polskiej nauki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jasne, że warto - ale które konkretnie zapisy są optymistyczne dla doktorantów lub ludzi zaraz po doktoracie?

      Usuń
    2. W przypadku doktorantów rzeczywiście można mówić o optymizmie. Cały rozdział dotyczący kształcenia doktorantów jest optymistyczny. Np. wreszcie doktorant ma ustawowe prawo do 8 tygodni urlopu. To jest bardzo ważne. Przymus zakończenia badań w ciągu 4 lat i złożenia rozprawy doktorskiej w okresie max 6 lat od rozpoczęcia szkoły doktorskiej. W mojej jednostce doktoraty robi się po 8 lat, bo doktoranci muszą pracować jako techniczni i nauczyciele dla swoich grup badawczych i dla całej jednostki, a swoje badania robią "w czasie wolnym". No i stypendium. Tylko te 3 rzeczy poprawiają warunki pracy.

      Tylko co potem?

      Usuń
    3. ok, ale czy ta ustawa znosi obowiązek pracy doktorantów "jako techniczni i nauczyciele dla swoich grup badawczych i dla całej jednostki"?
      Stypendium mam nadzieję będzie skutkowało mniejszą liczbą doktorantów, co jest dobre - będzie większa konkurencja, może naprawdę słabe osoby się nie dostaną.

      Usuń
    4. Hmm... Czy to znaczy, że w tej chwili promotorzy przyjmują do swoich grup te naprawdę słabe osoby? W jakim celu?

      Usuń
    5. myślę, że częściowo tak. Znam osobiście przypadki doktorantów, którzy robią doktorat od kiedy ja zacząłem studiować, czyli od 2001 roku. Czyli już 16 lat. Nie wiem w jakim celu, proszę pytać promotorów.

      Usuń
  6. Im bardziej się wczytuję, tym więcej absurdów. Np.:
    "Kluczowym rozwiązaniem zgłoszonym w projekcie ustawy jest powołanie do życia rad uczelni, które będą odgrywać istotną rolę w powoływaniu rektora, rozliczaniu z jego działalności oraz uczestniczyć w tworzeniu strategicznej wizji rozwoju danej uczelni. Tym, co stanowi o istocie tego novum, jest nieduża wielkość rady oraz ustawowy obowiązek, by większość jej członków stanowiły osoby spoza uczelni"
    Źródło; http://cakj.pl/2017/09/19/polskie-uczelnie-potrzebuja-pozytywnego-wstrzasu/

    - przecież tu są co najmniej dwa absurdy. Po pierwsze, rada uczelni nie jest żadnym rycerzem na białym koniu ratującym polskie uczelnie, tylko kolejnym pół-fikcyjnym ciałem doradczo-ględzącym, na którym obok picia kawy i jedzenia paluszków będą powstawały różne pomysły, mniej lub bardziej mądre. Naprawdę ktoś wierzy, że to cokolwiek poprawi? Mnie przeraża ta łatwowierność. Po drugie, jakim cudem ciało złożone z konkurentów tej uczelni ma jej efektywnie doradzać? Czy w radzie doradczej Hondy zasiadają pracownicy Toyoty i Hyundaia? Jeśli Uj i UW konkurują o grubą forsę i kategorie A+, to w interesie UJ jest by rektorem UW był jakiś nieskuteczny gamoń (i vice versa) - czy nikt tego nie widzi??

    OdpowiedzUsuń
  7. A czy tam jest napisane, że te osoby spoza uczelni to mają być z innych uniwersytetów, czy też np. może to być polityk, osoba z ministerstwa, etc.? Osoby te ma wybierać senat, ale w senacie wystarczy trochę polobbować i przepchnąć różne osoby. To jakieś kuriozum. Chyba, że są tam jakieś szczegółowe zapisy, których nie doczytałem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tego nie wiem, ale to nawet drugorzędny problem: upatrywanie w tym jakiegoś kopernikańskiego przewrotu to już nawet nie jest naiwność... Nagle ci genialni doradcy postawią szkolnictwo na nogi? Absurd.

      Usuń
    2. Tu jest podany przykład Politechniki w Lozannie, która w taki właśnie sposób weszła do światowej czołówki. Zdaje się, że polska nauka dużo traci właśnie przez nieumiejętne zarządzanie...

      https://wszystkoconajwazniejsze.pl/prof-leszek-pacholski-najwyzszy-czas-zakonczyc-dryf-polskich-uczelni/

      Usuń
    3. a ja przypuszczam, że ważniejsze było niezatrudnianie ludzi, którzy publikują jeden słaby papier raz na 3 lata, za to uczą studentów, mają swoich doktorantów i potrafią skutecznie trzymać swoje stołki wypychając pracowitych i zdolnych ludzi poza system. Naprawdę, rozdzielmy doraźne techniczne rozwiązania, które mogą być pomocne, nie przeczę, od systemowych niezbędnych zmian, bez których nawet noblista na polskim uniwerku popadnie w depresję. Apeluję o nieco więcej wyobraźni i krytycyzmy wobec entuzjastycznej retoryki wokół Ustawy 2.0

      Usuń
    4. Pytanie, kto pozwala na "zatrudnianie ludzi, którzy publikują jeden słaby papier raz na 3 lata, za to uczą studentów, mają swoich doktorantów i potrafią skutecznie trzymać swoje stołki wypychając pracowitych i zdolnych ludzi poza system", a dla kogo celem może być podnoszenie jakości jednostki.

      Usuń
    5. Ależ oczywiście, że w skład rady uczelni mogą (i mają) wejść politycy. Te rady będą kolejną konfiturą po wygranych wyborach: będzie gdzie upychać Misiewiczów.

      Usuń
  8. Ustawa w obecnej postaci osłabia pozycję wydziałów w sprawowaniu władzy na uczelni i wzmacnia pozycję rektora. Wprowadza też pewien element kontroli zewnętrznej, która ma równoważyć interesy pracownicze. Trudno powiedzieć jak się to sprawdzi, ale ważne jest to, że uczelnie zyskują swobodę w kształtowaniu swojego ustroju. Jeśli choć część z nich wykorzysta tę swobodę do tego, by promować skuteczne zarządzenie i zmiany projakościowe to wówczas konkurencja może wymusić zmiany na innych uczelniach (jak choćby uczciwe konkursy). Wiele zależy od ostatecznego algorytmu przydziału dotacji i ewaluacji jakości dydaktyki.
    Brak obowiązku habilitacji powinno wpłynąć na podniesienie jej poziomu. Dzisiaj nie wiadomo, za co jest przyznawana. Jest to rodzaj rytualnego namaszczenia przez starszyznę plemienną, który nie ma zbyt wiele wspólnego z doskonałością akademicką. Podobnie z profesurą.
    Likwidacja minimów kadrowych to strzał w sedno patologii. Dziś setki etatów profesorskich utrzymywanych jest wyłącznie po to, by spełnić wymogi formalne do utrzymania uprawień. Część z owych profesorów ma poważne braki w wiedzy i nie umie załatwić najprostszych spraw na uczelni. Zrzucenie tego balastu to faktyczna likwidacja nadzwyczajnej kasy i tu pewnie będzie duży opór, bo każdy chciałby mieć dożywotnią gwarancję korzystnego zatrudnienia za niekoniecznie wysoce wartościową pracę wykonaną w zamierzchłych czasach. Uwolnienie z tego ograniczenia pozwoli uczelniom stosować wymagania i wynagrodzenia adekwatne do wykonywanej pracy, bo nie będzie opłacało się utrzymywać etatów profesorskich dla samych tylko dostojnie wyglądających tabliczek na drzwiach "prof. zw. dr hab. n. wszelakich mgr inż czł. PAN Jan Mak". Pod warunkiem jednak, że zachowawcza część kasty profesorskiej nie będzie miała zbyt dużego wypływu na wybór rektora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ok, dzięki za konkretny komentarz, szczególnie optymistycznie brzmi ta zmiana dot minimów kadrowych - ja tu zupełnie nie mam zdania i doświadczenia.
      Zgoda co do tego, że wiele zależy od sposobu wdrożenia tego w życie. Obawiam się, że tu będzie spora kreatywność i obchodzenie. To już moja któraś reforma i zmiana w życiu, więc jestem bardzo sceptyczny.

      Usuń
    2. Na pewno będą próby obchodzenia, ale być może uda się je unieszkodliwić. Zdrowy sceptycyzm pozwala unikać niektórych błędów, a z kolei nadmierny pesymizm odbiera chęć do działania. Proponuję więc to pierwsze.

      Usuń
    3. Zniesienie minimów kadrowych to dobry krok, ale efekty nie przyjdą szybko. W obecnym stanie prawnym profesorowie tytularni i wielu profesorów stanowiskowych są w większości mianowani. To taki odpowiednik tenure i oznacza, że mają oni zapewnione zatrudnienie do 70-ki. Nie da się im zmienić formy zatrudnienia bo już Sąd Najwyższy wydał precedensowy wyrok w tej sprawie. Obecny projekt pozwala szybko uzyskać młodą falę profesorską na stanowiskach skoro już doktorzy będą mogli być zatrudniani na stanowisku profesora nadzwyczajnego. Jeżeli to będzie merytoryczne, to dobry krok, ale żeby się nie skończyło jak z docentami marcowymi. Zwłaszcza, że na zatrudnienie mają wpływać również grona zewnętrzne.

      Usuń
    4. @ anonim z g.21:31.,

      Dotychczasowi adiunkci, a którzy nie mają habilitacji, ale są świetnymi dydaktykami otrzymają stanowisko profesora dydaktycznego (dawna docentura). Natomiast tylko dobrze rokujący doktorzy mogą niejako z automatu uzyskać stanowisko służbowe profesora nadzwyczajnego stąd daleko tu do przysłowiowej młodej fali profesorskiej.

      Usuń
    5. Likwidacja minimów kadrowych nijak nie musi przekładać się na odejście profesorów, którzy nic nie robią. W drodze jakiej procedury mieliby zostać zwolnieni? Przecież przy aktualnych przepisach można takich zwolnić przynajmniej na większych uczelniach bez naruszania minimów kadrowych, a jakoś się tego nie robi. Nie wiem czy na wszystkich uczelniach, ale na pewno na wielu, do oceny kadry profesorskiej są oddzielne komisje poza wydziałami. Adiunkci i habilitowani mają ocenę według jasnych kryteriów punktowych przez komisje wydziałowe, a profesorowie belwederscy są oceniani według ogólnego zapisu, że mają mieć osiągnięcia naukowe, dydaktyczne i organizacyjne" (zresztą na poziomie ogólnouczelnianym nie da się sensownie takich kryteriów ustalić, bo w humanistyce publikacja za 15 pkt. górna półka, a w genetyce nikt do tak nisko punktowanego czasopisma niczego nie wysyła). Pomijam tutaj same wątpliwości sprowadzania pracy do oceny punktowej, bo to trochę inny temat. Mówię tu o uniwersytetach, na uczelniach rolno-technicznie-psychosocjologicznych nie ma żadnych kryteriów w ocenie niezależnie od stopnia naukowego. Czy reforma zlikwiduje fenomen uczelni w XXX, w której na wydziale zatrudniającym setki osób powstaje jedna praca naukowa na trzech pracowników raz na trzy lata, przy zarobkach prawie 2 razy wyższych niż na uniwersytecie? Tego niestety nie wiem.

      Za jedną z pozytywnych zmian w ustawie Gowina uważam zniesienie wymogu obowiązkowej habilitacji. Habilitacja to anachronizm, który utrudnia tylko prowadzenie badań (m.in. przez absurdalny wymóg "cyklu prac na jeden temat")i w żaden sposób nie podnoszący poziomu nauki. W naukach humanistycznych (i nie tylko) habilitacja to często przywilej rozdawany zaprzyjaźnionym profesora. Fikcję lepiej zlikwidować niż udawać, że to ma coś wspólnego z nauką. Jeśli już utrzymać, to dla chętnych i to uważam za dobry krok w propozycji Gowina. Zmianę filozofii z kija na marchewkę w kwestii habilitacji w ogóle uważam za dobre.

      Usuń
    6. @ anonim z g.23:19.

      Jak powstawała obecna ustawa i wprowadzano stanowisko profesora nadzwyczajnego też mówiono, że nie będzie to automat (w starej ustawie tylko osoba z tytułem profesora mogła zostać prof. nadzw.). A teraz praktycznie zaraz po otrzymaniu habilitacji z automatu otrzymuje się profesurę nadzwyczajną i to im słabsza uczelnia tym szybciej (na mojej musi upłynąć okres 2 lat od habilitacji żeby go otrzymać, ale mój uniwersytet to polska czołówka).

      Jestem zwolennikiem odejścia od habilitacji, ale i od profesury tytularnej (popieram byłego naszego rektora prof. Pacholskiego w tej sprawie). Najchętniej zlikwidował bym też stanowiska profesorskie, bo niektórzy podwórkowi profesorowie działający politycznie skompromitowali je nie gorzej niż docenci marcowi (wystarczyły by kategorie zaszeregowania w stanowiskach). Ale my przecież lubimy tytuły.
      Poszedł bym jeszcze dalej i zlikwidował bym instytuty i wszelkie hierarchiczne struktury naukowe (wydziały mogły by zostać w formie struktur administracyjnych). System bym zatomizował, centrum jednostki byłby zespół badawczy skupiony wokół łebskiego uczonego, który dbałby o rozwój naukowy swojej grupy. Mógłby starać się o grant grupowy (tak jak to jest np. w USA) na cały zespół, a oprócz tego poszczególni pracownicy występowali by o granty indywidualne. Dydaktyka byłaby oddzielona od nauki i planowana na grupy zespołów przez wąską grupę zarządzających dydaktyką (oczywiście zniknęło by pensum itp.).

      Trochę się rozmarzyłem. Wczoraj wieczorem słuchałem wypowiedzi różnych polityków PiS na temat projektu Gowina i myślę, że dyskusja na tym forum o nowym projekcie okaże się wkrótce takim samym political fiction jak te moje marzenia. Posłowie PiS marzą, żeby już się dorwać do projektu i go "poprawić".

      Usuń
    7. @ anonim z g.09:11.,

      Nie ulega najmniejszej wątpliwości, iż przez najbliższe 10-11 lat habilitacja, jak i tytuł naukowy profesora zostaną utrzymane w sektorze polskiego szkolnictwa wyższego i nauki także.Gwarantuje to spokojnie projekt ustawy 2.0 wicepremiera Jarosława Gowina, ale i program polityczny formacji PiS.Zagadnienie rozbudowanej, hierarchicznej struktury akademickich stanowisk służbowych, to nie tylko domena Polski.Zapewne wiesz, jak wygląda owa sytuacja na przysłowiowym Zachodzie.Najlepiej znam przypadek GB, gdzie przy podziale na stare i nowe uniwersytety Zjednoczonego Królestwa występują pewne subtelne różnice w hierarchii stanowisk akademickich, ale z grubsza wygląda to następująco: lecturer, senior lecturer, reader, professor.Hierarchia stanowisk akademickich i tytułów obowiązuje i w GB i w USA.To, iż niektórzy polscy profesorowie skalali ów tytuł przez działalność polityczną, to nic nowego w krajowej przestrzeni publicznej vide docenci marcowi.Można powiedzieć, że zawsze znajdą się dyspozycyjni politycznie uczeni.
      W kwestii organizacji badań.Sądzę, że instytuty naukowe czy centra badawcze pozostaną bazą ogniskującą badania naukowe i prace rozwojowe, w ramach poszczególnych, prężnych zespołów naukowych.Tutaj nie przewiduje zbyt poważnych zmian w Europie, choć kwestia organizacji badań naukowych jest różnorodna w świecie.Na koniec, to projekt Gowina zostanie dokładnie "poprawiony" przez działaczy PiS, aby nie był zbyt liberalny.Dlatego dyskusje o planach reformy tego sektora dziś nie mają poważniejszego sensu.

      Usuń
  9. Ustawa 2.0 już ekscytuje nierobów. Wczoraj przylazł do mnie kolega "pracujący inaczej" (codzienny behawior - łażenie po instytucie i rozmowy o pogodzie) i pierwsze co zagadnął, że habilitacji nie będzie i zastanawiał się czy to odnosi się do niego (bo ma "nóż na gardle"). Więc zmiany jakościowej nie będzie żadnej. Zamieszano w kotle, ale bigos gotuje się wciąż ten sam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to jest właśnie jedna z moich głównych obaw...

      Usuń
    2. oj tam, oj tam... a reszta to geniusze SIFowcy kolekcjonerzy z koziej wolki w ogonach wszelkich rankingow.

      Oto dowod:
      https://www.natureindex.com/country-outputs/Poland

      Any questions?
      Dodam, ze to sa wyniki z AFILIACJA w Polsce - niekoniecznie Polakow

      Usuń
    3. Ciekawe, że w tym tłustym i niesmacznym rosole PAN wyprzedza potentatów z UJ I UW.

      Usuń
    4. Tabelki jak tabelki. Ale tresc komentarzy An. 18:05 i 18:14 jest, jak dla zbyt wyrafinowana, nie wiem czego autorzy chca dowiesc.

      Usuń
    5. @ anonim z g.18:14.,

      Jeżeli chodzi o uznane i międzynarodowo zaindeksowane publikacje naukowe np. w bazie Web of Science to w sensie ilościowym i jakościowym Polska Akademia Nauk wyprzedza wszystkie instytucje naukowe w Polsce.Policzyłem, że trzeba byłoby uwzględnić dotychczasowy dorobek badawczy w całości, w bazie Web of Science takich polskich uczelni, jak Uniwersytet Warszawski, Uniwersytet Jagielloński, Uniwersytet im. Adama Mickiewicza, Uniwersytet Wrocławski, Politechnika Warszawska - 35-40% dorobku, aby w sensie ilościowym dorównać dorobkowi badawczemu PAN, a przecież sam UJ zatrudnia ponad 100 pracowników badawczych więcej niż PAN.Najliczniejsza kadra badawcza kraju pracuje właśnie w szkolnictwie wyższym, i to tam realizowana jest większość krajowych grantów.

      Usuń
    6. Te powyzsze wpisy sa tak absurdalne, ze nie zasluguja na krytyke. Porownuja instytucje naukowa, ktora nie wiadomo po co jest, z uczelniami, ktore sluza przede wszystkim ksztalceniu studentow. I z mojej strony to tyle w temacie. Zgodnie z regula "nigdy nie kloc sie z glupkiem, osoby postronne moga nie dostrzec roznicy".

      Usuń
    7. @ anonim z g.19:50.,

      Szkoły wyższe są po to, aby kształcić studentów i prowadzić badania naukowe, co też czynią.Natomiast bazy Web of Science czy Scopus informują zainteresowanych o ich twórczym dorobku.To chyba logiczne? Prawda anonimie?

      Usuń
    8. Okropna pogoda dzisiaj. Deszczowo i chlodno. Ale podobno ma byc jeszcze cieplo. An. 19:50

      Usuń
  10. PiS przejal dwie nowe poslanki. Do tej pory w klubie PiS-u bylo 234 osoby, a bedzie 236. Caly Sejm to 460 osob, a partia Gowina ma 8 poslow. Nie sadze, aby w tej sytuacji projekt Gowina byl traktowany na powaznie, zwlaszcza, ze on sam tez jest takim graczem na dwie strony. Trzeba poczekac. Ale wg mnie jest duze prawdopodobienstwo, ze "lesne dziadki" wezma wszystko, gdyz to one najbardziej wsparly PiS (za obietnice specjalnych emerytur). Inna sprawa, ze projekt Gowina w sumie tez nic istotnego nie wnosi, ot takie zmiany dla samych zmian.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic istotnego? Projekt wywraca do góry nogami funkcjonowanie doktorantów, a bez doktorantów nie ma żadnych badań.

      Usuń
    2. ale jak konkretnie wywraca? bardzo proszę o jakieś przewidywania dotyczące konkretnych rozwiązań: co nowego się wydarzy w życiu doktorantów?

      Usuń
    3. Niektore proponowane zmiany faktycznie pewne rzeczy wywrocilyby do gory nogami, co nie znaczy, ze byloby lepiej. To chcialem powiedziec.

      Anonimowy 12:27.

      Usuń
    4. Rozumiem. Właśnie też trochę się obawiam że dużo rzeczy się zmienia, ale niekoniecznie na lepiej (niekoniecznie też na gorzej - po prostu będzie inaczej). Ale każda taka zmiana jest kosztowna administracyjnie.

      Usuń
    5. Co się wydarzy w życiu doktorantów jest nieistotne. Istotne, co te zmiany znaczą dla funkcjonowania grup badawczych. Po pierwsze doktorantów będzie dużo mniej, bo trzeba im będzie płacić. Pewnie więc tylko najlepsze grupy badawcze, z promotorami o najlepszych opiniach, będą miały doktorantów do pomocy. Po drugie doktoranci będą mogli skupić się na pracy w swoich grupach badawczych, bo nie będą musieli uganiać się za pracą zarobkową. To znaczy, że jakość ich pracy powinna się podwyższyć (oczywiście pod warunkiem odpowiedniego przeszkolenia na początku, bo trudno oczekiwać od człowieka bezpośrednio po studiach, żeby orientował się w meandrach pracy badawczej i żeby już na wstępie posiadał potrzebny warsztat).

      Usuń
    6. michał żmihorski20 września 2017 13:11 napisal:

      "...dużo rzeczy się zmienia, ale niekoniecznie na lepiej (niekoniecznie też na gorzej - po prostu będzie inaczej)..."

      Dokladnie taka jest tez moja opinia. Projekt jest nijaki, prawie 200 stron. Byloby lepiej gdyby mial 10 stron i konkrety, ktore mozna byloby ostro skrytykowac lub sie z nimi w pelni zgodzic. Ale to nie byloby w stylu obecnego ministra. Czyli "nie o to chodzi by zlapac kroliczka, ale by gonic go".

      Usuń
  11. Tu jest opinia eksperta, działacza Obywateli Nauki, organizacji znanej z krytyki obecnego rządu. Ekspert wytyka negatywy, ale mówi, że całość jest "bardzo potrzebna i wprowadza wiele koniecznych, pożądanych zmian"...

    http://cakj.pl/2017/09/19/polskie-uczelnie-potrzebuja-pozytywnego-wstrzasu/?utm_content=buffera8976&utm_medium=social&utm_source=facebook.com&utm_campaign=buffer

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. do An 16:19 Prosze nie uprawiac taniej propagandy. Wpis jest zblizony do Centrum Analiz Klubu Jagielonskiego, ktory zdaje sie, ze jest mocno zaprzyjazniony z min. Gowniem. Obywatele Nauki to zasadniczo inny twor (chociaz teretycznie otwarty dla kazdego). Ten wpis na stronach CAKJ to rodzaj zwyklej auto-laurki.

      Usuń
    2. PS Mialo byc Gowinem. Blad z pospiechu. An 17:21.

      Usuń
    3. Proszę sprawdzić źródło. Autor jest dział aczem ON, a sami ON linkują ten wpis na swoim facebooku.

      Usuń
    4. To sa wszystko jakies zupelnie egzotyczne powiazania. Ten projekt powinien ostatecznie poprzec PiS, a nie dyzurni przeciwnicy PiS-u. KRASP tez poparl... A Gowin dogaduje sie z Prezydentem i glosno o tym mowi. Chyba w ogole na razie nie warto tych doniesien komentowac. To sa na razie tylko jakies gry dyplomatyczne.

      Usuń
    5. Moge tylko dodac, ze widzac co sie dzieje wokol, nie wykluczam, ze min. Gowin bedzie wkrotce budowal partie prezydencka, a to co widzimy teraz to efektowny wstep. W polityce jest bardzo wazne kto sie z kim pokazuje, i kto kogo chwali lub gani publicznie. Ale ta moja wypowiedz to wylacznie tylko takie wrozenie z fusow lub kart.

      Usuń
  12. czy ktoś mógłby mi wyjaśnić dlaczego centralizacja (zwiększenie kompetencji rektora kosztem wydziałów) jest dobra?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo zamiast przepychanek między wydziałami i koteriami ma być sprawne zarządzenie przez osobę osoby, która dba o dobro całej uczelni. Tyle jeśli chodzi o założenia, ale biorąc pod uwagę fakt, że rektora będzie wybierał senat, to może zostać po staremu. Problem z tą reformą jest taki, że otwiera ona dużo możliwości, a minister liczy, że środowisko z nich skorzysta. Ale bez mechanizmów, które wymuszałyby lub przynajmniej promowały zmiany można mieć wątpliwości co do skuteczności niektórych rozwiązań.

      Usuń
    2. Już tacy byli co odgórnie dbali o dobro wszystkich i sprawnie zarządzali...Stalin, Hitler...

      Usuń
    3. Takie rozwiązanie miałoby sens, gdyby wreszcie ktoś zrozumiał, że rektor to nie jest kolejny etap w naukowej karierze na linii doktorat-habilitacja-profesor-rektor. Dopóki polskimi uczelniami nie zaczną zarządzać ludzie umiejący zarządzać (zamiast fundować uczelni cokilkuletnią huśtawkę, kiedy to trzyma ją w szachu za każdym razem kto inny, o innej specjalności, doświadczeniu, orientacji politycznej i zasobach pracowitości) - nie zmieni się nic. Rektor nie powinien być w ogóle naukowce, ba! nie musi nawet pochodzić z danej uczelni. Czemu tak trudno zrozumieć, że możnowładca-rektor-wszechdawca-zasad to instytucja anachroniczna, a przyszłość jest w rektorze-managerze, który wraz z pomocą rekrutowanej na Uczelni Rady/Komisji ekspertów (mogliby to być w sumie Dziekani bo czemu by nie) *zarządza* (niech jeszcze obowiązkowo ma wykształcenie ekonomiczne, managerskie, elementy PR i marketingu).

      Usuń
  13. Chwedoruk pisze, że ta ustawa nie jest korzystna dla elektoratu PIS, więc jeszcze sporo może się zmienić:
    http://www.se.pl/wiadomosci/opinie/to-cios-w-elektorat-pis_1018701.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla elektoratu PIS pewnie cała nauka jest zbędna, no może poza nauką płynącą z ośrodka toruńskiego. Gdyby Gowin wprowadził ustawowy nakaz odwoływania się do nauki kościoła w badaniach naukowych, obowiązkowe zasiadanie przedstawicieli kościoła we władzach uczelni, to ustawa zostałaby przyklepana na najbliższym posiedzeniu sejmu.

      Usuń
    2. sam dostrzegam problem w postaci ignorowania nauki i staram się o nim pisać, ale takie ekstremalne twierdzenia i uogólnienia jednak nie są uprawnione. Myślę, że nasza (naukowców) siła tkwi w stawianiu wyważonych i prawdziwych diagnoz, ale bez "podnoszenia głosu".

      Usuń
  14. Wyglada na to, ze min. Gowin na razie zostaje w koalicji rzadzacej, tzn. on tak twierdzi, druga strona tego nie potwierdza. Czyli pewnie w ciagu miesiaca-dwoch wyjasni sie, czy ten obecny projekt stanie projektem rzadowym, czy byc moze przeksztalci sie w cos w rodzaju projektu prezydenckiego lub obywatelskiego.
    Wg mnie szanse rozkladaja sie nastepujaco: projekt rzadowy 25%, projekt prezydencki 45%, projekt obywatelski 30%.

    OdpowiedzUsuń
  15. bez posłów min. Gowina koalicja chyba traci większość, więc ma teoretycznie mocna pozycję negocjacyjną, ale wątpię by chciał stawiać sprawę na ostrzu noża - raczej spodziewam się, że ta ustawa w tej czy innej formie przejdzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie PIS zwerbowało dwie posłanki Kukiz'15, więc wątpię czy Gowin ma taką mocną pozycję...

      Usuń
    2. Partia Razem ma zdaje sie osmiu poslow w Sejmie. Gdyby wszyscy oni odeszli, do absolutnej wiekszosci (50%+1) brakowaloby trzech. ale zdaje sie, ze w odwodzie sa jeszcze ojciec Morawieckiego i poslanka, ktora glosowala za niego ("na cztery rece"}. Wyglada na to, ze PiS bez Gowina bylby w stanie miec wiekszosc przy glosowaniu kazdej ustawy (ledwo, ledwo, ale jednak).

      Usuń
    3. no ale to jest ostatnia rzecz jakiej chciałby obóz rządzący - szczegółowej kalkulacji przed każdym głosowaniem, kiedy jest na łasce każdego posła. Minister Gowin też woli być ministrem niż posłem bez żadnej władzy. Dogadają się moim zdaniem.

      Usuń
    4. Problem z min. Gowinem polega na tym, ze zaczal sie bardzo obnosic z poparciem dla podwojnego weta Prezydenta, chociaz sam glosowal za ustawami. I stal sie dla PiS-u takim niepewnym koalicjantem, takim wlasnie do uglaskiwania przed kazda decyzja. PS1. Tak w ogole to, ze Prezydent zawetowal ustawy bylo jak dla mnie bardzo OK, ale gierki typu "palilem, ale sie nie zaciagalem" sa zawsze wkurzajace dla otoczenia. PS2. Moim zdaniem sie nie dogadaja, ale glowny konflikt bedzie wlasnie o te zawetowane ustawy. Ale oczywiscie, trudno to wszystko przewidziec.

      Usuń
  16. Liczyłem na tą ustawę, ale niemal wszystko to bełkot. Namieszanie, namieszanie, ktoś na tym pewnie zarobi, a pozostanie po staremu. Adiunkci "zdolni inaczej" teraz będą mogli wykazywać się do emerytury. To jest straszne posunięcie. Słaby kierownik Zakładu czy Katedry, będzie ich trzymał do końca, bo to przecież od niego zależy czy zwolni takiego pracownika czy nie. Byłem wielokrotnie w komisji oceny pracowników na mojej uczelni, i osiągnięcie 1 pracy na 2 lata, to jest wystarczający wymóg. Tacy ludzie nie zbudują nauki w Polsce, a tylko zablokowane zostaną etaty dla młodych i zdolnych.
    Jedynm pozytywum jaki widzę to to, że do oceny wydziału każdy z naukowców będzie przedstawiał 3 najważniejsze publikacje. To wreszcie spowoduje, że zobaczymy prawdziwą siłe polskich uczelni i na jaw wyjdzie, że tak na prawde na różnych wydziałach są po 3-4 grupy, które coś robią. Cała reszta to barachło. To działanie ma niby zmobilizować do zwalniania słabych i przyjmowania na ich miejsce tych co publikują dobrze. Chyba zaraz pęknę ze śmiechu. Już widzę jak słaby dziekan zwalnia słabego procowania, który publikuje tak samo jak on (dziekan).
    Bardzo mnie zwiodła ta reforma, miałem złą opinię o Gowinie, i tylko się to potwierdziło. Wydawało mi się, że jednak zrobi coś wartościowego, bo otaczał się niegłupimi ludzmi, którzy pragną reform, ale okazuje się, że albo oni nie pragną tak bardzo tych reform, albo ... /nie wiem co/.

    OdpowiedzUsuń
  17. Polecam moją opinię nt. tego jak powinny wyglądać główne zapisy ustawy:
    http://pressto.amu.edu.pl/index.php/nsw/article/download/9414/9112
    Próbowałem je zresztą przeforsować w procesie jej przygotowywania, ale zdanie mocniejszych przeważyło.
    AJ

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panie profesorze, dziękujemy! Spróbuję wrzucić Pana opinię jako osobny post

      Usuń
    2. Dziękuję. AJ

      Usuń
  18. Ostro. Obywatele Nauki chyba beda zaskoczeni, i Michal Zmihorski tez.

    Polecam Wszystkim zapoznac sie z poczatkiem wystapienia S.Karpinskiego podczas Kongresu (od okolo 12-13 minuty): https://www.youtube.com/watch?v=NQEjyP4nTUw

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. prof. Karpiński gra ewidentnie w jakąś grę polityczną. Wcześniej był z Korwinem, potem z Gowinem, potem nie lubił Gowina, a teraz znowu go uwielbia... Warto rzucić okiem co mówił o Gowinie jeszcze rok temu:
      https://www.facebook.com/S.M.Karpinski/posts/1178250988910763

      O Puszczy nie ma pojęcia, z perspektywy komórki słabo widać procesy na poziomie ekosystemu. Ale ma rację mówiąc o reformach w Szwecji - u nas wciąż są reformy, każdy nowy minister je przeprowadza, i to jest bardzo szkodliwe, tu się zgadzam.

      Usuń
  19. Może prof. Karpiński po prostu ogłupiał. U płci męskiej jest tak, że mózg w zaawansowanym wieku bardzo szybko degeneruje, zwłaszcza u profesorów.

    OdpowiedzUsuń