wtorek, 12 września 2017

Nie będzie oceny czasopism w 2017

Ministerstwo Nauki informuje:
"w roku 2017 nie będzie przeprowadzona ocena czasopism naukowych"

Cały komunikat:

Mój komentarz: istnieje ranking prowadzony przez ISI, ocenia on na bieżąco wszystkie czasopisma naukowe, nie tylko grupując je w kwartyle (Q1-4) ale też rangując wszystkie wg. różnych miar (IF2, IF5, itp), osobno w każdej dziedzinie. Jest to system uznawany na całym świecie, cała nauka z niego korzysta. Jest gotowy, za dostęp do niego płacimy grubą forsę, a w kategorii "science" (co innego w humanistyce) jest do wykorzystania od razu bez żadnych poprawek, już dziś po południu.

Ale Polska nie idzie na łatwiznę, o nie! Ma ambicje poprawy tego systemu i tworzenia lepszego, własnego, polskiego! Więc urzędnicy ministerstwa w pocie czoła przeliczają impakty ISI w obrębie dziedzin na nasze polskie punkty (spłaszczając przy okazji rozkład: ze zmienności 0,2-45 mamy ostatecznie zmienność 15-50), zajmuje to zawsze miesiące, na ministerialnych listach jest potem masa błędów, polskie redakcje piszą sprostowania, a efekt końcowy i tak nie jest doskonały (np. niektórych czasopism nadal tam nie ma, więc chyba nie przysługują za nie żadne punkty...) i krótko po publikacji staje się nieaktualny. Cały ten proces zwabia również wielu rodzimych "magików" od punktacji, którzy próbują trochę przy tym pogmerać, jakoś na to przeliczanie wpłynąć, wdrożyć swoje genialne pomysły, by ostateczna punktacja była jeszcze "lepsza" i bardziej "sprawiedliwa" (a być może też nieco korzystniejsza dla nich i ich jednostek?).

Niestety, wygląda na to, że pod naporem ogromnej, ciężkiej i nikomu niepotrzebnej roboty Ministerstwo w tym roku nie da rady ulepszyć ISI, więc jesteśmy skazani na starszą wersję punktacji. 

Michał Żmihorski

51 komentarzy:

  1. Może i dobrze, bo okazałoby się, że "Z krzyżem przez różnorodność biologiczną" ma ze 45 punktów.

    OdpowiedzUsuń
  2. lista MNiSW może i nie jest doskonała i daleko jej do doskonałości ale jakoś należałoby odróżniać pracę np. entomologa, który publikuje w "top of the top" swojej dyscypliny i dzięki temu ma publikację z IF rzędu 2-3 a biologiem molekularnym, który swój tygodniowy eksperyment publikuje w "kiepskim" czasopiśmie z IF w okolicach 2. Bazując tyko na czystym IF w obu przypadkach pracownicy by mieli taki sam "przychód", ale to ten pierwszy powinien zasłużyć na więcej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. racja, ale przecież w ISI jest kilkadziesiąt dyscyplin, m.in. entomology i molecular biology...

      Usuń
  3. Anonimowy 12 września 2017 16:17 - no i w czym problem? Praca tego entomologa będzie w 1 kwartylu w dziedzinie, a biologa molek. pewnie w 4-tym. Więc Twoje porównanie jest bez sensu bo nikt nie porównuje IF z różnych dyscyplin bo to by było bez sensu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Według mnie właśnie się porównuje pomiędzy dyscyplinami. Weźmy przykład jakiegokolwiek Wydziału biologicznego na uniwersytetach. Mamy w nich przekrój, z reguły dość szeroki, od antropologów poprzez entomologów, mikrobiologów, fizjologów, botaników czy zoologów. W każdej z tych grup są różne czasopisma i tak dla zoologa taksonoma IF = 2 to szczyt dla genetyka IF 20 i więcej. Punkty ministerialne pozwalają na wrzucenie dorobku tych wszystkich ludzi do jednego worka i dzięki temu można jakoś podzielić statut, w miarę obiektywnie. Przy liczeniu IF wprost większość kasy wędrowałaby do ludzi publikujących w czasopismach o wyższym IF.

      Usuń
    2. ale nie chodzi o branie IF - tylko np o branie IF w obrębie każdej dziedziny tematycznej OSOBNO. ISI nie wrzuca wszystkiego do jednego worka, tylko również każde czasopismo przyporządkowuje do jednej grupy: ekologia, zoologia, entomologia, itd. Punkty MniSW nie dają nic więcej i mają 3 wady: spłaszczają zakres, wprowadzają kategorie zamiast zmiennej ciągłej (np rangi) i wychodzą kilka miesięcy później, więc praktycznie są stale nieaktualne.

      Usuń
    3. Kolego Michale, dobrze wiesz albo udajesz, że nie wiesz, że te tzw. rzekome tabele grupowe nie dzielą po rzeczywistej specjalności (właściwie nikt nie wie jaka jest logika tworzenia tych tabel). Wejdź sobie na jakąkolwiek tabelę z tych węższych dziedzin i jakie tytuły są w topie tych tabel. W tabeli entomologia będą tam w topie np. Physiological Entomology lub jakieś inne tytuły z biologii molekularnej czy laboratoryjnej. Podobnie w tabeli Zoology itd. Wszędzie w topie są czasopisma tak naprawdę biochemiczne, fizjologiczne, medyczne. Totalna naddominacja tych działów biologii, które zawyżają średni IF w tabelach i powodują, że prawdziwe czasopisma zoologiczne, entomologiczne itd. lądują daleko w tyle. A np. biologia systematyczna i taksonomia nie mają w ogóle odrębnej tabeli, tylko ich tytuły zwykle lądują w makabrycznie wielkich tabelach typu Zoologia i przy swoim z natury niskim IF nie mają szans na konkurencję z bardziej węższymi dziedzinami. W USA dzieli się czasopisma tylko na indeksowane przez ISI i te poza indeksacją. Dodatkowe gratyfikacje otrzymuje się za publikowanie w absolutnie topowych tytułach typu Nature, Science itd., ale już nie w topowych przeglądówkach. W parametrycznym systemie duńskim czasopisma indeksowane dzielone są tylko na dwie kategorie, co ładnie oddziela podstawowe tytuły będące "massa tabulettae" każdego działu nauki od tych rzeczywiście topowych (o dużym wpływie na rozwój nauki). Takie podejście jest dużo sprawiedliwsze i bardziej motywujące od tych rozbudowanych tabel polskiego systemu, w którym punktoza przesłoniła merytoryczne cele nauki.

      Usuń
    4. przepraszam, ale realia polskie są takie, że gdyby dzielono jedynie na "Z listy" i "poza", to wszyscy "zdolni inaczej" narąbaliby szybko publikacji w Sylwanach itp, wygrywając potem konkursy na stanowiska kierowników i dyrektorów. Minister Szyszko już mówi, że ma 100 publikacji (jednak na Scopusie tylko 15...). Krok dalej jest w ogóle rezygnacja z rankingów i dwustopniowa skala: opublikował coś (gdziekolwiek, może być w Żołnierzu Wolności) lub nie. Musimy iść dokładnie w drugą stronę!

      Być może w USA tak jest, w Szwecji też nie słyszałem o żadnych punktach, ale tu każdy publikuje max wysoko, wysyłają pracę do dobrych i prestiżowych czasopism, nikt nie publikuje nawet na średniej liście. Ale tu mentalność naukowców jest inna.

      Co do systematyki - to prawda, że pisma te, przynajmniej niektóre, nie stoją najwyżej (inna sprawa - dlaczego). Ale jest też tak, że w systematyce możecie produkować tych prac dość dużo i szybko. Przeglądając dorobek naukowy polskich systematyków często widać, że te prace ukazują się w szybkim tempie. Nie krytykuję tego, to po prostu inna specyfika tej dziedziny.

      Usuń
    5. Nie zrozumiałeś mnie, ja nie podważam różnicy w jakości czasopism indeksowanych przez ISI w stosunku do pozostałych tytułów tylko wskazuję, że dobór tabel w ISI nie dzieli dziedzin na jednorodne działy, tylko preferuje pewne działy we wszystkich tabelach, które są "jednorodne" tylko w nazwie. Zauważ, że jeden z zespołów doradzających przy nowej ustawie też to zauważył (a w tym zespole jest kilku czołowych biologów molekularnych). Dwustopniowa skala nie jest zła, wszystko zależy od punktów w tej skali. Jeżeli czasopismom z ISI damy np. 100 punktów, z tym pozostałym 1-2, to nikt by nie miał szans, aby na samych tytułach spoza ISI cokolwiek zdziałać. Już tu pisali na forum, że na czołowych wydziałach uniwersyteckich (w biologii, innych statystyk nie znam) do 3n i tak wchodziły wyłącznie tytuły z ISI (na moim wydziale od 25 punktów), więc twoja uwaga takich nie dotyczy.

      Na koniec, rozpowszechniasz często podawaną bajkę, że w systematyce można publikować dużo i szybko. Na moim wydziale jest nadreprezentacja systematyków (tak się historycznie zdarzyło) i tylko paru z nich publikuje dużo (czy szybko trudno powiedzieć, oni są tak regularni w publikowaniu, że może to tak wyglądać ale cykl publikowania w czasopismach ISI w systematyce nie różni się od innych działów). Tylko tych parę osób to czołówka światowa w swojej dziedzinie, w rankingu wydziałowym nigdy nie spadli poniżej 5 miejsca (a konkurują i z molekularnymi i eksperymentalnymi). Ich aktywność w publikowaniu to raczej efekt ponadprzeciętności w swojej dziedzinie, a nie jakaś łatwość wypływająca ze specyfiki działu. Pozostali systematycy z wydziału ani liczbie prac, ani w rankingu, ani w parametrach nie przeważają nad innymi.

      Usuń
    6. Ależ szanowny kolego, ja dawałem przykład czasopisma z listy właśnie! Sylwan wydawany przez IBL jest na liście ISI z impaktem 0.48, więc gdybyśmy wdrożyli proponowany przez Ciebie podział (ISI vs inne) to IBL i wydziały leśne byłyby najlepszymi jednostkami naukowymi w Polsce, bo oni sami to wydają po czym sami w tym publikują! Przemyśl proszę jeszcze raz swój pomysł. Ja uważam, że powinniśmy iść dokładnie w drugą stronę, by punktacja w obrębie ISI była max rozciągnięta.

      Co do jednorodnych działów: zawsze będą wątpliwości, i każdy chciałby żeby jego badania pt "zgrupowania chrząszczy kotliny Sandomierskiej" (przykład od czapy, mam nadzieję, że nikt takich nie prowadzi) były najlepiej osobną dziedziną. Jednak wolę jak adoptujemy coś co jest niezależne od polskich polityków i uczonych i co jest stosowane na całym świecie.

      Usuń
    7. Dobrze przemyślałem ten problem i jestem raczej za tymi, którzy odrzucają IF jako parametr oceniający dorobek personalny jak i jednostek. Zbyt wiele osób z naukowego topu na świecie i w Polsce (patrz uwagi tego zespołu doradzającego ministerstwu) wskazuje na absurdalność używania IF do takich ocen. To szermowanie rzekomą odrębnością polskiej nauki to też demagogiczny chwyt. Mocne zespoły w Polsce łatwo dostosowały się do międzynarodowych wymogów jakościowych i pewnie żaden system im nie zaszkodzi. Ten problem z listą czasopism to najmniejszy kłopot, kumoterstwo i brak poważnego podejścia do ocen eksperckich jest dużo istotniejszy, a najważniejszy jest brak możliwości rotacji kadrą. No i grupy lobbingowe rwące się do zarządzania kasą, które podrzucają tematy zastępcze do dyskusji, aby nie utracić swoich wpływów.

      A te "zgrupowania chrząszczy kotliny Sandomierskiej" to taki chwyt pod publikę. Też ostatnio słyszałem, że finansowanie takich badań taksonomicznych jest bez sensu, tylko co taki temat ma wspólnego z systematyką i taksonomią. Większość osób wypowiadających się pogardliwie o systematyce rzuca takie przykłady dając świadectwo własnej ignorancji na temat czym się ten dział biologii zajmuje. A może najpierw zacząć od edukacji. Dziwię się kol. Żmihorski, że jako były pracownik Muzeum i Instytutu Zoologii PAN stosujesz takie chwyty poniżej pasa. Owszem, w tym instytucie pracowało wielu faunistów i faunologów, ale wydał on też całkiem sporo systematyków i taksonomów o najwyższej klasie np. byłego dyrektora i znakomitego koleopterologa ze ścisłej światowej czołówki (choć obecnie pracującego na obczyźnie).

      Usuń
    8. Jedną z trudniejszych rzeczy w prowadzeniu tego bloga jest umiejętność takiego polemizowania z taksonomami, by się nie obrażali za jakąkolwiek próbę krytyki i nie brali wszystkiego jako kwestionowanie pożyteczności ich pracy. Serio, cokolwiek bym nie napisał, to i tak na końcu dostanę "świadectwo własnej ignorancji" albo coś w tym stylu... Proponuję nie sprowadzajmy każdej dyskusji do tego.

      Co do meritum: lista punktów "A" MNiSW opiera się wyłącznie na impaktach czasopism w danej dziedzinie nauki (jednej z 224) więc zarówno oryginalne IFy jak i lista MNISW nie niosą żadnej innej informacji. Natomiast lista MNISW jest dodatkowo "zepsuta" poprzez kategoryzację zmiennej ciągłej, spłaszczenie rozkładu, potencjalne błędy i opóźnienie publikacji.

      Usuń
    9. Choćbyś Pan nie wiem jak im tłumaczył, i dał nawet z tysiąc przykładów, taksonomowie i tak nie uwierzą, tacy inteligenci. Wszędzie wietrzą spiski, podstępny atak na ich dziedzinę oraz złe intencje całego świata.

      Usuń
    10. Uwaga: jestem innym anonimowym niż ten z 10:35 i 14:01

      Nie dziwię się kol. taksonomom, że twój blog Michale ich przewrażliwia, bo właśnie na nim padły najbardziej pogardliwe i uwłaczające taksonomii opinie. Przypomnę polemikę przy otwartej przyłbicy między prof. prof. Koteją i Borowcem, ale i późniejsze wątki, gdy odmawiano im nawet prawa do bycia nauką, chociaż polska taksonomia dała więcej znanych w świecie autorytetów niż np. ekologia i do dziś ma dużą renomę (vide obecność naszych taksonomów w tak renomowanych światowych podręcznikach jak Handbook of Zoology).

      Otóż lista A, wbrew temu co piszesz, niesie dużo więcej informacji niż sugerujesz. Służy do kategoryzowania jednostek i osób, czy tego chcemy czy nie i to z błogosławieństwem Ministerstwa. Niestety, jak wskazują wpisy na tym blogu i praktyka na wydziałach, służy też do kastowej segregacji działów nauki (i co za tym idzie osób). Dlatego tak dużo emocji w dyskusjach na ten temat. Dlaczego Michale tak łatwo posługujesz się przykładami z Sylwana czy tą niby wymyśloną pracą o "zgrupowaniach chrząszczy..." (dobrze wiesz, że takie prace się ukazują, a w pewnym momencie w historii twojego byłego instytutu były one chlebem powszednim tej placówki), a nie używasz w polemice przykładów ze znacznie wyżej impaktowanych (i o wyższej punktacji Ministerstwa) z biologii molekularnej. Można tam znaleźć setki prac typu "lokalizacja enzymu xxxx w ....". Prace te są skrajnie algorytmiczne, opierają się na standardowych procedurach, są wypłukane z jakiejkolwiek otoczki intelektualnej, gro pracy wykonuje pracownik techniczny i maszyna co robi plim - jedna sztanca i tłuczemy punkty ile wlezie. Czyżby nie posługujesz się tymi przykładami bo byś musiał jednak trochę spuścić z tonu, że ten IF to jednak trochę fałszuje merytoryczną wartość nauki (a że fałszuje to nie takie szaraki jak ja pisały w Nature i Science).

      Usuń
    11. Anonimie, pozostawiam chwilowo z boku potyczki między taksonomami i resztą. Chcę uściślić: na serio ten przykład nie miał być złośliwy ani kogokolwiek atakować, myślałem nad nim pół sekundy. Równie dobrze może to być "zgrupowanie ptaków" np w wiatrołomie w Puszczy Piskiej. To miał być jedynie przykład, że każdy zajmujący się jakąś dziedziną/tematem będzie uznawał że ten właśnie temat jest wyjątkowy i wymaga specjalnego traktowania.
      Oczywiście że masz rację - mechaniczne tłuczenie prac o lokalizacji enzymu czy czegoś tam, generowane automatycznie przez sprzęt, też jest na skraju nauki, tak jak stwierdzenie, że w danym miejscu jest 27 bocianów, biegaczy skórzastych albo czegokolwiek innego jest na skraju nauki. Nie wiem co do tego ma IF? Przecież właśnie podział na kategorie sprawia, że bezwzględne wartości nie są ważne, lecz ranking czasopism w obrębie kategorii.

      Usuń
    12. Michale, pracujesz sobie z dala od polskiego grajdoła i nie zdajesz sobie sprawy, że na co dzień większość na wydziałach traktuje IF bezwzględnie. Prace o lokalizacji enzymów chodzą w publikacjach o IF 4-6, zwykle to daje od 30 punktów wzwyż. Taksonom publikuje w dobrych czasopismach z jego dziedziny z IF 1-2, to daje 20-25 pkt. Dla biologa molekularnego jego publikacje są 2-3 razy lepsze od publikacji taksonoma. Mediana IF w taksonomii oscyluje koło 0,5 więc dobre czasopisma z tej dziedziny są 2-4 razy wyżej od mediany. Mediana w biologii molekularnej, biomedycynie czy niektórych kierunkach eksperymentalnych to 3-6, więc mógł bym uogólnić, że dobrzy taksonomowie piszą w lepszych czasopismach niż ci molekularni. Ale dla mnie absurd tkwi w samym założeniu, że IF czasopisma ma świadczyć o jakości uczonego, więc nie będę wyciągał dalej idących wniosków. Mam nadzieję, że powołana przez ministerstwo komisja doradcza poradzi jakoś temu absurdowi wbrew oporom beneficjentów poprzednich rozwiązań. Ale jak powstanie coś jeszcze głupszego to też się nie zdziwię, w końcu żyjemy w Polsce.

      Usuń
  4. Wydaje mi się, że koniecznosć robienia listy wynika z "konieczności" istnienia listy B która dla wielu 'naukowców' jest szczytem możliwości, a gdyby nie istniała ich dorobek oficjalnie wynosiłby 0 (choć w praktyce i tak tyle wynosi) i nie mieliby już możliwości awansów, nagród itp.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. być może, ale ja nie widzę ścisłego związku - róbmy listę B po swojemu (proponuję by max punktów tam to 1), a listę A weźmy żywcem z ISI

      Usuń
    2. Ma Pan całkowitą rację: lista A z ISI, lista B po swojemu (max=1). To jest oczywiste. Tak jak jest teraz jest bez sensu. I dlatego tak zostanie.

      Usuń
  5. Brak oceny czasopism być może podyktowany jest przyszłymi zmianami w ewaluacji jednostek naukowych (w świetle przygotowywanej ustawy o nauce i szkolnictwie wyższym). Poniżej link do propozycji zespołu ds doskonałości naukowej i proponowanych zmian w ocenie jednostek naukowych i samych naukowców.

    https://nkn.gov.pl/rekomendacje-grupy-doskonalosc-naukowa-nkn-dotyczace-metod-promowania-doskonalosci-w-nauce/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki, możliwe że tak właśnie jest - ale to oznacza, że znowu nie wiemy jaka punktacja obowiązuje obecnie i jak to się potem przełoży na ocenę jednostek (a za tym idą konkretne fundusze) - będą dopiero coś wstecznie kombinować nie wiadomo kiedy.
      Pracuj, publikuj, a potem powiemy ci za co nagradzamy, a za co karzemy...

      Usuń
    2. Likwidacja listy B lub zejście do poziomu 1 pkt. to byłby bardzo dobry sposób na poprawę jakości nauki w Polsce. Jak ktoś nie jest w stanie robić nauki, którą da się publikować w czasopismach z listy JCR to do wiedzenia i na jego miejsce przyjmujemy kogoś lepszego. Dodatkowo powstają oszczędności bo przecież te czasopisma są opłacane z pieniędzy, które można by wykorzystać w lepszy sposób.
      Fakt, że takie posunięcie oznaczałoby czystki na uczelniach ale inaczej jeszcze 100 lat będziemy debatować nad tym dlaczego polskie uczelnie są w rankingach milion lat świetlnych od Harvardu.

      Usuń
  6. Co do komentarza Michała z godziny 20:01, to publikowanie przez MNiSW punktacji za czasopisma pod koniec roku za dany rok to absurd najwyższych lotów. Wysyłałam artykuł do czasopisma za 35 pkt, żeby dowiedzieć się w grudniu, że to już nie będzie 35 pkt....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no właśnie, tak to działa... Czasem nawet mikroskopijna zmiana IF może spowodować, że czasopismo przeskoczy z jednej kategorii do drugiej. A już w obrębie tej kategorii rozpiętość IF może być znaczna i wszystkie mają tyle samo punktów. Nie wiem po co to robimy (my = polskie ministerstwo)

      Usuń
  7. Czy to oznacza, że nie będzie w tym roku uaktualnienia punktacji listy czasopism z JCR (czyli listy A) w oparciu o nowe IF (za rok 2016) które zostały opublikowane bodajże w lipcu? Są tam, np. czasopisma które zwiększyły IF lub które uzyskały po raz pierwszy IF. W tym drugim przypadku nie ma ich na liście czasopism punktowanych opublikowanej pod koniec zeszłego roku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. właśnie to chyba oznacza komunikat ministerstwa i to jeden z moich głównych zarzutów do całej tej zabawy z polską punktacją

      Usuń
    2. Jeśli nie ma kryteriów oceny, to i nie powinno być samej oceny ministerialnej(za rok 2016). Oby tak w kolejnych latach. Nareszcie system biurokratyczno-kontrolny się zatyka. Czy mamy się cieszyć? Do oceny zostaną same "gołe" IF-y (z podziałem na dziedziny)? Ale, niestety inna myśl zaczyna się błąkać po głowie. Może to jest wstęp do budowy jakiejś nowej "narodowej" punktacji?

      Usuń
    3. właśnie tego najbardziej się obawiam - jeśli ktoś będzie miał przecieki o próbie tworzenia "polskiego impakt faktora" proszę o info, trzeba będzie protestować ze wszystkich sił!

      Usuń
    4. Na razie z tego co można wyczytać z dokumentów kierowanych do ministerstwa od grup doradczych wynika, że proponuje się zmiany następujące (te najistotniejsze):

      - w naukach ścisłych odejście od IF lub jakieś formy zneutralizowania IF jako głównego czynnika parametrycznego na rzecz cytowań; w naukach humanistycznych pozostawienie raczej oceny eksperckiej z racji trudno mierzalnych systemów porównawczych;

      - liczenie publikacji jednostek nie jako 3n najlepszych dzielone na liczbę pracowników lecz wskazanie przez każdego pracownika 3-5 najlepszych prac i dopiero sumę z takich prac dzielić przez liczbę pracowników; ma to zmusić jednostki do pozbywania się najgorszych pracowników, a nie żeby duży dorobek najlepszych podnosił średnią na jednostce;

      - do liczby pracowników (N) mają być wliczani wszyscy etatowi pracownicy i doktoranci; ma to uniemożliwić praktyki (znane z instytucji PAN-owskich ale i uczelnianych) przerzucania słabych pracowników na etaty rzekomo nienaukowe, aby nie wchodzili do 3n. Ma to też wymusić na promotorach partnerskie traktowanie doktorantów, aby nie byli oni tylko tanią siłą roboczą, ale istotnie wpływali na dorobek naukowy jednostki;

      - odrzucenie w naukach ścisłych listy B lub takie spolaryzowanie obu list żeby nawet najsłabsze czasopisma indeksowane były wielokrotnie wyżej punktowane niż z listy B; w naukach humanistycznych jest kilka innych propozycji, ale się w nie nie wgłębiałem;

      - uwzględnienie w większym stopniu różnic między dziedzinami i specjalizacjami w nauce np. zmniejszenie liczby dziedzin (tak jak w propozycji ERC), ale utworzenie wewnątrz dziedzin bardziej koherentnych grup specjalizacyjnych (dostrzeżono absurdy w podziale na dziedziny w tabelach ISI);

      - usunięcie z osiągnięcia naukowego samego faktu uzyskania grantu krajowego; komisje doradcze uważają, że to jest dublowanie osiągnięcia. Grant się otrzymuje za dobre publikacje i powinien być rozliczany z dobrych publikacji, natomiast samo uzyskanie grantu krajowego (zwłaszcza budżetowego) n ie powinno dawać dodatkowych profitów;

      - natomiast zdobycie grantów zewnętrznych (zagranicznych i poza budżetowych) powinno być dodatkowo gratyfikowane;

      - ponownie pada propozycja likwidacji habilitacji lub uznania jej za nieobowiązkową; ale osoby bez habilitacji nie mogą być promotorami doktoratów ani recenzentami stopni i tytułów naukowych;

      - przy doborze recenzentów do wniosków awansowych powinna być zasada, że dorobek recenzenta nie może drastycznie odbiegać (in minus) od dorobku kandydata do awansu.

      To kilka najważniejszych propozycji jakie złożyły powołane zespoły doradcze (ale niejednomyślnie). Nie wygląda to głupio, w każdym razie żadna propozycja polskiego IF nie padła. Tylko co z tym zrobią urzędnicy ministerialni przy tworzeniu projektu i później posłowie w komisji to Bóg jeden wie.

      Koledzy, zamiast tworzyć teorie spiskowe zajrzyjcie do internetu. Wszystkie projekty powołanych zespołów doradczych są już dostępne. Niektóre są oczywiście sprzeczne, bo lobbyści określonych działów nauki nie zawsze byli zgodni. W szczegółach też nie zawsze się zgadzano (ale opinie odrębne też można przeczytać).

      Usuń
    5. Akurat wliczanie wszystkich etatowych pracowników to dla wydziałów ścisłych/przyrodniczych taki sobie pomysł, który spowoduje dalszą presję na ograniczanie liczby etatów technicznych. A te być może w PAN są niepotrzebne, ale na uczelniach jak najbardziej.

      Usuń
    6. Na moim wydziale techniczni służą praktycznie tylko do obsługi dydaktyki i opieki nad substancją budynków. Moja katedra ma na spółkę z drugą jednostką jednego technicznego (łącznie na 12 naukowo-badawczych i taka samą liczbę doktorantów). Od ładnych kilku lat funkcję technicznych naukowych pełnią doktoranci. Podobnie jest w wielu jednostkach uniwersyteckich jakie znam. Pewnie świadomość takiej sytuacji skłoniła zespół doradczy do wniosku o wliczanie do 3n wszystkich pracowników i doktorantów, bo większość prac technicznych wykonują i tak naukowi lub doktoranci, a nie zawsze ma to potem odbicie we współautorstwie przy publikacjach. No i chroni to przed tworzeniem fikcyjnych stanowisk technicznych dla ukrycia nierobów (jako były członek rady naukowej jednego z instytutów PAN wiem, że była to powszechna praktyka zmniejszania mianownika w algorytmie i to uniwersytety były w trudniejszej sytuacji bo na nich takie łatwe manipulowanie etatami nie było możliwe).

      Usuń
    7. Nie wiem, jak jest w PAN, wiem z własnego uniwersyteckiego doświadczenia, że "tylko" obsługa dydaktyki to - przynajmniej w skali mojej katedry - mordęga, a całość (przy kilkunastu różnych obsługiwanych przez nas, dość specjalistycznych kursach) nie zawaliła się jeszcze tylko dlatego, że jest jedna osoba (techniczna), która to wszystko, nieelegancko mówiąc, trzyma za pysk. I nie chcę sobie wyobrażać, jak niewyobrażalny burdel by zapanował, gdyby każdy naukowy ogarniał własne zajęcia, ale nikt by nie panował nad całością. Podobnie, obsługa niektórych co bardziej obciążonych i skomplikowanych sprzętów jest w całości zrzucona na barki technicznych operatorów, bez tego sprzęt by się do niczego nie nadawał po miesiącu. Pomijam już, że gdyby zrzucono to na jakiegoś naukowego w ramach obowiązków, to w niektórych przypadkach mógłby się od razu zwalniać, bo na nic innego by nie miał czasu.

      Usuń
    8. Z tego co do mnie doszło od kolegów uczestniczących w zespołach doradczych etaty czysto techniczne lub administracyjno-techniczne nie mają wchodzić do algorytmu. Chodzi o różnego typu etaty naukowo-techniczne, kuratorskie itd., w których ukrywano słabych pracowników (ale wliczano ich publikacje do licznika). Chodzi o to, żeby wszystkie osoby wchodzące w proces badawczy i jego efekty końcowe były wykazywane w mianowniku, aby poznać rzeczywistą efektywność badań w jednostce.

      Usuń
    9. problem jest taki, że chyba nikt nie potrafi zdefiniować etatu naukowego i technicznego. Czy biolog albo specjalista realizujący swój grant nie jest pracownikiem naukowym?

      Usuń
    10. Stanowiska typu "samodzielny biolog" lub specjalista realizujący grant na umowę wchodzą do puli pracowników naukowych i powinni być, zgodnie z proponowanymi zaleceniami, wliczani do mianownika.

      Usuń
    11. dzięki! a specjalista nierealizujący grantu?

      Usuń
    12. Nie znam takiego stanowiska na uniwersytetach. Mamy stanowiska specjalistów zatrudnionych na czas zamknięty i płaconych z grantów oraz samodzielnych biologów tzn. technicznych ze stopniem magistra lub doktora (niezatrudnionych na stanowiskach naukowo-dydaktycznych z braku pensum, ale publikujących).

      Usuń
    13. Co uczelnia to obyczaj, u nas samodzielny biolog to eufymistyczne określenie technika, który zajmuje się przygotowaniem ćwiczeń, obsługą administracyjna grantów (zamawianie, opisywanie faktur, użeranie z administracją). Aby robić prace naukową i publikować musiałyby się oduczyć spać i jeszcze posiadać maszynę czasu.O zatrudnieniu osób publikujących - nieobsługujących innych, nieobarczonych dydaktyką inaczej niż z grantów to można sobie pomarzyć.

      Usuń
  8. W tym roku "nowej, narodowej" punktacji nie będzie

    OdpowiedzUsuń
  9. Podobno zasada "publish or perish" obowiązująca w zgniłym Zachodzie ma być w Polsce zmieniona na zasadę obowiązującą w pewnej uczelni toruńskiej, czyli "pray or perish"...alleluja i do przodu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie masz racji. "alleluja" itp. traktowane jest instrumentalnie. Natomiast nigdy nie zginie uniwersalna, jak prawa termodynamiki, zasada i paradygmat TKM. A więc "polish or perish"! To ta zasada wyciągnie polska naukę na wyżyny.

      Usuń
  10. Można prosić o link do rankingu? Jak on się nazywa?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli pytanie kierowane jest do mnie, to odpowiadam: Journal Citation Report, link tu:
      https://jcr.incites.thomsonreuters.com/JCRJournalHomeAction.action?SID=A1-rNVRxxPNDABNx2B4O41LEBx2FMex2BcEcDy8PQe-18x2dvr2yWorRbs0PrQKQ8eH2vwx3Dx3DH44b1EUcSx2B2W9jPxx7Ix2FqOQx3Dx3D-iyiHxxh55B2RtQWBj2LEuawx3Dx3D-1iOubBm4x2FSwJjjKtx2F7lAaQx3Dx3D&SrcApp=IC2LS&Init=Yes

      Usuń
  11. Jest juz oficjalne omowienie Ustawy 2.0. Jak dla mnie to bedzie inaczej, ale raczej nie lepiej. Kazda rzecz ma rozwiazanie "na dwoje babka wrozyla. A juz prawdziwa wisienka na torcie jest prawdopodobny stan spoczynku dla profesorow. Wg autora omowienia Ustawy 2.0: "Resort nauki nie zamierza wprowadzić - rozważanego wcześniej - stanu spoczynku dla profesorów na emeryturze. Choć ze źródeł zbliżonych do ministerstwa nauki dochodzą informacje, że z taką inicjatywą ma wyjść prezydent RP." - Czyli, jedyna rzecz istotna pojawi sie prawdopodobnie na samym koncu, tak zeby nie dalo sie jej oprotestowac. A poza tym czeka nas sporo zamieszania, gdyz inaczej byloby po prostu nudno.

    http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,459711,nowa-ustawa-o-uczelniach--najwazniejsze-rozwiazania.html?utm_content=buffer193f3&utm_medium=social&utm_source=facebook.com&utm_campaign=buffer

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ anonim z g.23:54.,

      Ponoć każdy nauczyciel akademicki czy naukowiec, a który ukończył 70 rok życia ma przejść w stan spoczynku, otrzymując odpowiednie uposażenie emerytalne.Natomiast Ustawa 2.0 tak naprawdę niczego zasadniczego nie zmienia, ani w szkolnictwie wyższym, ani w nauce, gdyż chcąc przeprowadzić rewolucyjne reformy sektora wiedzy w Polsce, to trzeba wyłożyć na stół ciężkie pieniądze, a których nie mieliśmy i nie mamy.Reformujemy szkolnictwo wyższe i naukę regularnie przez minione 28 lat od upadku realnego socjalizmu w kraju, ale funduszy publicznych i prywatnych wciąż brakuje na rozwój trudnych, złożonych badań.Przysłowiowe klepanie biedy łopatką od piasku, czy bzik Kowalski.

      Usuń
    2. Ale oczywiscie, ciezkie pieniadze zostana wylozone na te emerytury profesorskie. A wykombinowac taki numer, aby tego nie bylo w Ustawie 2.0, ale dopiero w prezydenckiej poprawce to juz mistrzostwo swiata. Niech mlodziez patrzy i sie uczy.

      Usuń
    3. @ anonim z g.00:38.,

      Posłuchaj, jak 70 latkowie nie odejdą to źle, jak chcą dobrowolnie odejść za odpowiednie uposażenie emerytalne też źle.Emerytury profesorskie nie pochłoną istotnych funduszy na naukę, bo ich zawsze niewiele było tzw. krótka kołdra, a typowa dla państw cywilizacyjnie zacofanych.Inaczej bzik Kowalski.

      Usuń
    4. Zdecydowanie prosze juz dzisiaj nie pic wiecej.

      Usuń
    5. @ anonim z g.01:22.,

      Zbieraj punkty młody człowieku, abyś mógł być konkurencyjny na europejskim, międzynarodowym rynku naukowym.Na pewno zrobisz karierę w świecie.Walka i determinacja to podstawa w nauce nawet jak kieszenie są puste.

      Usuń
    6. Profesorów tytularnych nie ma tak wielu i odesłanie ich w stan spoczynku przy jakiejś godziwej kwocie emerytury byłoby minimalnym obciążeniem dla budżetu, w porównaniu z różnymi +500 czy kosztami emerytur z obniżonego wieku. Myślę, że to był raczej pomysł na spokojne lądowanie na godziwej emeryturze dla licznych wypalonych naukowo profesorów tytularnych, którzy od lat bawią się w politykę i w przypadku podwinięcia się nogi w kolejnych wyborach nie mieli by gdzie wracać. W obecnym stanie prawnym taki profesor i tak ma prawo do miejsca do pracy w swoim instytucie (choć przy własnej emeryturze wypracowanej se składek) i znam kilku z mojego wydziału, którzy nadal dość intensywnie publikują, choć większość młodych ich już nie zna i pewnie nawet nie rozpoznaje jak oni się pojawiają w swoich jednostkach.

      Usuń
    7. Nie ma się co tak ekscytować. Dziś rano w radiowej Trójce marszałek Terlecki mówił, że nie ma zgody na taki projekt ustawy. Najpierw powiedział, że nie zna jeszcze projektu, a potem od razu zgłosił veto to niektórych jej punktów (jasnowidz?).

      Usuń