sobota, 30 kwietnia 2016

Ochrona słoni - inne podejście

Słonie, nosorożce i kłusownictwo - jedna z najbardziej spektakularnych porażek współczesnej ochrony przyrody. Zwierzęta są masowo zabijane przez wyspecjalizowane grupy przestępcze handlujące kością słoniową, przez partyzantów, terrorystów, paramilitarne bojówki i wiele innych. Grupy te nie tylko strzelają do słoni (potrafią zastrzelić blisko 100 jednej nocy) ale też trują słonie cyjankiem, używają najnowszego i drogiego sprzętu, w tym broni snajperskiej i helikopterów. Do Afryki przypływają aż z Chin łodzie z przemytnikami zainteresowanymi zakupem kości. Nielegalny handel kwitnie w wielu regionach Afryki.
 www.newscientist.com

Rocznie zabijanych jest 50.000 słoni, czyli 10% populacji! Celnicy przejmują co roku dziesiątki ton kości słoniowej. O kość słoniową toczy się praktycznie wojna, bo słoni bronią grupy uzbrojonych po zęby strażników i wojsko. Nie raz dochodzi do wymiany ognia między obrońcami i kłusownikami, często giną ludzie po obu stronach. Dochodziło nawet do porwań dzieci strażników, by wymusić na nich nieprzeszkadzanie w kłusowaniu. W efekcie szacuje się, że w ciągu kilkunastu lat dziko żyjące słonie mogą całkowicie wyginąć i zostaną tylko te w ogrodach zoologicznych*

Jaka jest główna linia działania obrońców słoni? Wypada powiedzieć: do bólu głupia. Poza inwestowaniem w nowe technologie, takie jak analizy DNA, drony z kamerami i coraz większe nakłady na ochronę, tego środowiska chyba nie stać na żadną głębszą refleksję i reformę swojego (nieskutecznego) podejścia. Ciągle apelują do władz chińskich, o bardziej stanowcze podejście do walki z przemytem (głównie Chińczycy kupują kość). W te apele włączyła się nawet Hilary Clinton, oczywiście bardzo to poprawiło sytuację... A równolegle jest utrzymywany ścisły zakaz handlu kością, CITES i inne takie wirtualne byty. Co więcej organizowane jest publiczne palenie kości słoniowej przechwyconej przez celników.

Kilka faktów:
1. Jeśli przemytnik z Somalii dostaje 100-150 USD za kilogram kości, czyli zabijając jednego słonia ma 1000 USD do ręki, to nic go nie zatrzyma. Należy przyjąć, że wobec biedy w Afryce, gigantycznych obszarów na których odbywa się ten spektakl i wysokich cen kości, kłusownicy będą stale próbować ją zdobyć i to jest nie do upilnowania. Jeśli są gotowi sami zginąć lub zabić strażnika, to trzeba natychmiast założyć, że dronami i konwencjami nic się nie zdziała. Zejdźmy na ziemię, ochrona tych słoni jest niewykonalna, nie ogrodzimy przecież połowy globusa, czego chyba nie muszę dalej uzasadniać wobec 50.000 słoni zabijanych rocznie. Przypomnę jak wygląda ostatni biały nosorożec:
http://www.grindtv.com/wildlife/armed-rangers-guard-last-northern-white-rhino-male/#QoyJWLTo352RQRA9.97

2. Delegalizacja handlu kością mocno podbija cenę tego produktu, bo kłusownicy i przemytnicy muszą się narażać, ryzykować zastrzelenie przez strażnika, złapanie przez celnika itd. Więc cena idzie mocno w górę i przemycenie kości do Chin jest nagradzane 3000% wzrostem jej wartości (3000USD/kg). Tak kosmiczna marża sprawia, że chętnych do włączenia się w przemyt jest coraz więcej (wiadomo: bieda, bezrobocie, a tu można zarobić takie pieniądze w prosty sposób!). Delegalizując nagradza się zatem przemytników wyższymi zyskami. Każdorazowo gdy somalijski kłusownik macha na pożegnanie swoim chińskim kontrahentom, gdy ich kuter wyładowany ciosami słoni odbija z od brzegów wschodniej Afryki, modli się by nikt nie zalegalizował handlu kością, bo jego marża spadłaby drastycznie.

3. Palenie kości jest już szczytem głupoty, bo poza niszczeniem dowodów przestępstwa (o  tym pisał np. NewScientist), bardzo obniża się dostępność surowca na rynku, a tym samym jego cena szybuje bardzo wysoko. Więc po każdej takiej akcji palenia kości, wobec niesłabnącego popytu (akurat jakiś bogaty Chińczyk by się tym przejmował) kłusownicy i przemytnicy dostają jeszcze lepszą ofertę: jeśli ci się uda, dostaniesz nie 3000USD jak dotychczas, lecz 5000USD - postaraj się kolego, weź lepszych ludzi, kupcie lepszy sprzęt, mapy, helikopter. W interesie każdego przemytnika jest, by złapali jego konkurencję i spalili znalezione ciosy - wtedy cena tego, co ma pod pokładem swojego przemytniczego kutra, rośnie z automatu kilkukrotnie! 

Świetne są komentarze czytelników New Scientist pod artykułem dotyczącym palenia kości słoniowej - ich trzeźwa ocena napawa mnie optymizmem, że jednak uda się coś zmienić, bo inaczej (przepraszam za mocne słowa) ignoranci z organizacji ekologicznych, będą utrzymywać stan obecny aż do ostatniego słonia na wolności:

"So we create a 120 ton shortage of ivory to discourage others from hunting for it. You need to flood the market with it to drop the price not the other way around. Now they'll skyrocket the value of ivory and actually contribute to the high demand"

"economically ignorant conservation can cause more destruction than doing nothing at all."

"If you put all that ivory on the market at the same time that could lower the price of ivory making it not worth the risk of getting shot as a poacher. With that money they would have more resources to protect the elephants & other hunted species. Cann't see their logic that this would stop poaching when the price of ivory will increase."

Zastanawia mnie, że ludzie teoretycznie mający wiedzę o ekologii, a więc naturalnych procesach, cyklach drapieżnik-ofiara albo procesach demograficznych zależnych od zagęszczenia, nie widzą absurdu tego co robią... Tekst o problemie na stronie WWFu zaczyna się od słów "Despite a ban on the international trade in ivory...". Nie "pomimo" tylko "dzięki"!

To co wydaje się obecnie najrozsądniejsze, to legalizacja handlu kością słoniową (co oznacza, mówiąc wprost, niestety konieczność zabijania części słoni), przez co zwiększy się kontrola nad jej pozyskaniem (w pewnych rejonach słoni jest podobno za dużo), spadną marże przemytników, a pieniądze od bogatych kupców z Chin będą zasilały budżet WWFu, a nie Boko-Haram, jak obecnie. Najlepiej gdyby słonie zabijali ludzie, którzy z niezrozumiałych dla mnie przyczyn lubią to robić (safari itp) płacąc za to grubą forsę. Poza tym, każdą kość skonfiskowaną przez przemytników należy sprzedawać po normalnych cenach na rynku, by obniżyć cenę surowca i zaspokoić przynajmniej część popytu, obniżając tym samym motywację ekonomiczną do dalszego kłusowania. Będzie można w ten sposób dotrzeć do odbiorców edukując ich przy okazji. Nie jest to strategia przyjemna, ale wydaje się, że jako jedyna może realnie zapobiec katastrofie. Pytanie tylko czy organizacje ekologiczne stać na taki zwrot intelektualny i emocjonalny w tej sprawie, czy też będą trwać przy swojej etycznie wygodnej postawie "ani kroku w tył" kosztem tych zwierząt.

Michał Żmihorski

PS żeby nie było wątpliwości - nie jestem i nigdy nie byłem myśliwym, nie umiałem zabić nawet świerszcza realizując swój grant, więc czekałem aż same zdechną...

* być może jest to założenie błędne, bo jeśli wyginą wszystkie słonie na wolności, to cena kości będzie tak wysoka, że zabite zostaną również te w ogrodach - jaki to problem wejść w nocy przez płot z kałasznikowem i piłą?

10 komentarzy:

  1. Bardzo dojrzale uwagi p.Michala i nawet jestem troche zaskoczony, ze pojawily sie na tym blogu, po tym gdy wczesniej widzialem tutaj ogromna fascynacje teoria Darwina (jako ta jedyna sluszna). Otoz niestety ekolodzy czesto splycaja problemy, widzac w dzikiej przyrodzie znacznie wieksza wartosc niz w tubylcach, ktorzy mieszkaja w poblizu (ktorzy zazwyczaj sa biedni i jest ich zazwyczaj bardzo duzo w przeciwienstwie do "chronionych okazow", wiec z zalozenia nikt sie nimi nie zamierza przejmowac, jako gatunkiem licznym). Mysle, ze kazdy z tych sloni afrykanskich ma wieksza szanse z jakichs powodow dostac sie do Anglii (zywy), niz ci tybulcy. W takim swiecie zyjemy i warto zdawac sobie sprawe z realiow. Dlatego ze strony tych tubylcow to nie jest polowanie na slonie, tylko na cos co jest cenne dla ludzi z zwenatrz i m.in. dlatego ci klusownicy nie maja zadnych skrupolow, jak rowniez wiedza, ze w sprawie sloni poruszone zostana wszelkie mozliwy tryby, aby je chronic. Dlatego przy okazji chca na tym cos zarobic. Troche zreszta podobnie jest z ta nasza puszcza. Ludzie z Warszawy mieszkaja w wielkim miescie, glownie aby korzystac na codzien ze wszystkich dobrodziejstw cywilizacji. Ale od czasu do czasu chcieliby pojechac do takiego prawdziwego lasu i poodychac prawdziwym powietrzem. I kto ich denerwuje? Ano ci tubylcy z okolic tego lasu, co chcieliby zabierac z niego drewno. I jak tu sie nie wkurzyc na takich tubylcow? PS. Koncze stwierdzeniem, ze nie wierze w teorie Darwina, jest zbyt prosta. To tak, zeby sie przypomniec, ze tutaj juz pisywalem.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak widać - kreacjoniści nie śpią ;-).
    W sumie to ciekawe - ktoś odrzuca ewolucjonizm z powodu prostoty, a następnie wyznaje kreacjonizm (tak wnioskuję z kontekstu), przyjmując jeszcze bardziej proste i trywialne wyjaśnienie - jakiegoś wyimaginowanego stwórcę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie do końca rozumiem co ten temat ma wspólnego z Darwinem i kreacjonizmem? Konieczność uwzględnienia pewnych oczywistych procesów ekonomicznych w ochronie przyrody wydaje mi się po prostu zdrowym rozsądkiem.

    OdpowiedzUsuń
  4. Uzupelnienie: Temat nie ma nic wspolnego z Darwinem. Natomiast komentarz nr 1 napisala osoba, ktora kiedys tutaj juz pisala komentarze i chciala o tym przypomniec.

    OdpowiedzUsuń
  5. ale czy czasem za obniżka ceny nie pójdzie wzrost popytu? teraz przez zaporową cenę stać na nią nielicznych a to ogromny popyt już

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i to jest dobre pytanie. Pewnie można cenę trzymać wysoko, by eliminować kłusowników ale równocześnie zaspokajać część popytu. Niezależnie jednak od tego, sam zastrzyk 100 milionów USD do budżetu organizacji chroniących słonie dałby ogromny zwrot w postaci lepszej ochrony, a tak to tylko przyczynili się do globalnego ocieplenia...

      Usuń
  6. Sytuacja Białowieży i mieszkańców np. z Hajnówki - nie do końca jest tożsama z sytuacją np. Sudańczyków i słoni. W Polsce drewno można pozyskać legalnie, za rozsądne pieniądze z 30% obszaru kraju. Nie wiem czy ogrzanie kilkudziesięciu domów w Białowieży musi się odbywać koniecznie kosztem jednego z najcenniejszych lasów w Europie... To tak jakby rozebrać Wawel na cegły i wykorzystać je do budowy domów biednym Małopolanom ;-).
    Co do słoni i Afryki sytuacja jest zgoła inna. Tam faktycznie ludzie walczą o byt. A słoni póki co jeszcze trochę zostało. Poza tym słonie to nie cały ekosystem, jak w przypadku Białowieży, a pojedynczy gatunek. Zarządzanie nim może być łatwiejsze. Jeśli zapewnić dzikim słoniom dobre warunki życia, to dynamika populacji może być przyzwoita przez lata. Wówczas legalny odstrzał np. 5 000 sztuk rocznie – może nie wpłynąć na zmniejszanie populacji (przykładowo podaję, nic nie wyliczałam). Może dałoby się wyregulować rynek, a zarobione pieniądze przeznaczyć na słonie i pomoc lokalnej ludności, aby ta nie widziała jedynie w ciosach szansy na poprawę bytu.
    Cały problem wynika chyba z nie-biologicznego i nie-ekologicznego (w sensie ekologii jako nauki) podejścia do zwierząt. Śmierć dużego/ładnego/puchatego/ najczęściej ssaka ściska wrażliwców za serce (bo już los np. gryzoni na wielkoobszarowych uprawach pszenicy wegetarian chyba mniej obchodzi ;-)). Zaczynają personifikować i gloryfikować życie każdego osobnika. Nie do pomyślenia staje się odebranie życia zwierzęciu. Skutkiem są akcje z pilnowaniem ostatniego białego nosorożca. „Ekolodzy” czują się świetnie bo ratują życie, tymczasem tak naprawdę odsuwają w czasie tylko to co nieuniknione = wyginięcie gatunku. A przy okazji uprzykrzają końcówkę życia biednemu zwierzęciu. Myślę, że obawy Michała są słuszne. Całkowite zakazy mogą nie wystarczyć. Chyba, że nagle poprawi się sytuacja materialna Afrykańczyków, a Chińczycy zmądrzeją.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też nie bardzo widzę analogię do Białowieży - dwa zupełnie różne problemy.
      Natomiast co do nienaukowego podejścia to pełna zgoda - właśnie na to chciałem zwrócić uwagę, że zbyt emocjonalne podejście do ochrony przyrody jest również zagrożeniem dla słoni. Na pewno nie równym kłusownictwu, ale jest to istotny czynnik zagrażający populacji - ujmując rzecz przenośnią można powiedzieć, że słoniom zagraża zagłaskanie na śmierć przez ich obrońców...

      Usuń
    2. Alez jest analogia, i zarowno Marija, jak tez Michal Żmihorski na nia wskazuja. Jest to wg p. Michala "zbyt emocjonalne podejście do ochrony przyrody" oraz "ujmując rzecz przenośnią można powiedzieć, że słoniom zagraża zagłaskanie na śmierć przez ich obrońców". Tak samo jest z puszcza. Dlatego nikt nie traktuje na serio grupy krzykaczy-ekologow. Natomiast niewatpliwie ta grupa ma zawsze istotny wplyw na koncowe decyzje.

      Usuń