poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Poziom debaty o Puszczy

W normalnym kraju, na pojawiające się pytanie o zarządzania zasobami przyrodniczymi typu: jak rozwiązać problem powodzi, co zrobić z gradacją kornika, lub ile saren mogą zastrzelić myśliwi, pytające spojrzenia opinii publicznej kierują się w stronę osób kompetentnych w danej dziedzinie. Osobami tymi są - przypomnę: mówimy o normalnym kraju - naukowcy, którzy korzystając ze swojej wiedzy potrafią wskazać optymalne rozwiązania (w końcu za to im płaci podatnik),  a w każdym razie znacznie lepsze niż wskazałby przeciętny obywatel. Obywatele i administracja ma do nich zaufanie, oni sami, świadomi odpowiedzialności, starają się doradzać zgodnie ze swoją najlepszą wiedzą. 

W Polsce jest inaczej z dwóch powodów:
1. W Polsce stopnie i tytuły naukowe nosi ogromna rzesza kompletnych nieuków i ignorantów, którzy uniwersytetu nie powinni oglądać nawet na zdjęciach. Mają szczątkowy dorobek, nie czytają, nie wiedzą prawie nic, ale mają tytuły profesorów, doktorów, robią habilitacje, pracują na uczelniach i w PAN. Na taki stan rzeczy składa się historyczny (nie matura lecz chęć szczera...) i obecny (dziurawe sito CK) system awansu naukowego. Środowisko naukowe toleruje osoby niekompetentne w swoich szeregach, przepycha je przez ocenę na radach naukowych, pomaga awansować, "bo pani Basia, tyle lat pracowała" itd. Dodatkowo różne "wyższe szkoły psychologii i łowiectwa" stale dorzuca kolejnych "doktorów". W efekcie, wiele osób formalnie posiadających wszystkie atrybuty (stopnie, zatrudnienie) uprawniające do zabierania głosu w sprawach wymagających opinii eksperta, ekspertami nie jest. 
2. Dziennikarze i administracja państwowa nie potrafią ocenić kompetencji potencjalnych kandydatów do zajęcia stanowiska w danej sprawie, nie potrafią odróżnić profesora prawdziwego od "profesora na niby". Więc często proszą o opinię tego drugiego. Sytuację pogarsza fakt, że chęć zabrania głosu w dyskusji i pewność siebie z jaką dyskutant orzeka w danej sprawie, są odwrotnie proporcjonalne do dorobku naukowego i faktycznej jego wiedzy. Praca naukowa jest czasochłonna i uczy pokory, więc pseudonaukowcy od tych obciążeń uwolnieni i szukający okazji do podbudowania swojej pozycji (słabej z powodu znikomego dorobku) chętnie korzystają z zaproszeń do zasiadania w różnych komisjach, radach doradczych, komitetach opiniotwórczych, a także przed kamerami/mikrofonami telewizji i radia, w których nie boją się dużo i stanowczo wypowiadać. 

W efekcie mamy bazar zamiast merytorycznej debaty i kto głośniej wrzeszczy, odnosi sukces. Puszcza Białowieska jest tu dobrym przykładem - media przedstawiają prof. Jana Szyszko jako "cenionego na świecie naukowca", podczas gdy jego dorobek naukowy widoczny w Scopus (14 prac, 116 cytowań) jest kilkunastokrotnie niższy niż osób, które się z nim nie zgadzają (np. prof. Wesołowski). Ale obaj są profesorami, co laika prowadzi do błędnego wniosku o równej wadze ich opinii. Tak samo jest w innych przypadkach. Zarządzanie ryzykiem powodziowym, lokalizacja farm wiatrowych, leśnictwo, łowiectwo, rozdzielanie funduszy na ochronę przyrody - w tych dziedzinach królują pseudoeksperci, a ich opinie prowadzą do szkodliwych (pod względem kosztów, efektywności wykorzystania zasobów, szkodliwości przyrodniczej) rozwiązań.

Obserwując to dochodzę do następującego wniosku i proszę czytelników o krytyczną jego weryfikację: środowisko naukowe, któremu zależy na bazującym na wiedzy zarządzaniu zasobami przyrodniczymi musi oczyścić merytoryczną debatę z pseudonaukowców i jest na to tylko jedna metoda: kryterium dorobku naukowego mierzonego twardymi wskaźnikami. 

Wobec inflacji stopni i tytułów jedynym w miarę obiektywnym kryterium, które powinniśmy rozpowszechniać w debacie publicznej, reklamować, uświadamiać jego wagę i ciągle o nim przypominać, jest zatem dorobek naukowy. Przede wszystkim publikacje w dobrych czasopismach, cytowania, kumulowany IF. Scopus, Research Gate i GoogleScholar - powszechnie dostępne, łatwo można każdego sprawdzić i wszystkim, którzy nie mieli chęci lub okazji do robienia nauki, stanowczo podziękować. Nie masz publikacji w For Ecol manage lub Biol Conserv? To nie jesteś ekspertem i nie zabieraj głosu w sprawie Puszczy! W grupie "odfiltrowanych" mogą się zdarzać osoby wybitne (=bez dorobku ale z dużą wiedzą) ale trzeba je poświęcić jeśli mamy wyjść z poziomu bazaru! Nie możemy dopuszczać do sytuacji, w której jakiś człowiek, który w podejrzany sposób zdobył tytuł i diabli wiedzą jakim cudem przez tyle lat utrzymał się na stołku w PAN/uczelni, opiniował oddziaływanie wielkoskalowych inwestycji lub tworzył zalecenia odnośnie strategii zarządzania zasobami przyrodniczymi. Kryterium dorobku odsiewa 95% tych leśnych dziadków i zwykłych manipulatorów, porównujących Puszczę Białowieską do pola ziemniaków, czy uzasadniających swoim autorytetem, że "ptaki złapiemy i przeniesiemy w inne miejsce, więc spokojnie można budować" itd. Oczywiście nadal będą spory, ale ta najgorsza frakcja kierująca się zasadą "nie znam się, więc się wypowiem" zostanie zmarginalizowana.

Kryterium głupie i niedoskonałe, ale mamy coś innego
Michał Żmihorski 

28 komentarzy:

  1. Wybacz, ale to jest... kompletnie naiwne. Popełniasz dokładnie ten błąd, który sprawia, że naukowców nikt w debacie publicznej tak naprawdę słuchać nie chce - mówisz o rzeczach, z punktu widzenia przeciętnego obywatela, całkowicie nieistotnych i niezrozumiałych. Co kogo obchodzi kumulowany IF? Kto w ogóle chce wiedzieć, co to jest? Kto jest w stanie (i ma ochotę) weryfikować, które pisma są dobre, a które słabe? Otóż odpowiedź na to pytanie brzmi: niestety, prawie nikt. Nikogo to nie interesuje, nikt nie będzie się tym zajmował, żadne media nie podchwycą tego tematu. Głośniejszy zawsze wygra tam, gdzie większość nie rozumie, o czym mowa. Tak było, jest i będzie.

    Łukasz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że nie chodzi tu o namawianie Kowalskiego, żeby sprawdził IF Szyszki i na tej podstawie ocenił, czy zna się na puszczy. Raczej idzie o zrobienie w pierwszej kolejności porządku w samym środowisku przez to właśnie środowisko. Jeśli przestaniemy produkować ludzi, którzy mają tytuły, a zerową wiedzę - to siłą rzeczy zacznie się coś zmieniać. Co do dziennikarzy i publicystów to myślę, że potrafią przyswoić sporo faktów, dotrzeć do wybranych osób i obsłużyć google_scholar ;-)

      Usuń
    2. Postulat szczytny, ale patrząc na obecną sytuację w środowisku - głównie mam na myśli zasady i tryb przyznawania habilitacji - nie ma na to raczej szans. Skoro cały system specjalnie nie sprzyja robieniu porządków, to tych porządków nie będzie. Dziennikarze pewnie by sobie poradzili, ale cóż z tego. To nie są nośne tematy, media mogą przez chwilę ekscytować się Puszczą Białowieską, ale nie oszukujmy się, to długo nie potrwa.

      Usuń
    3. Anonimowy 15:19, tu nie chodzi o to, żeby to stał się nagle nośny temat. Chodzi mi o prostą rzecz: profesor X mówi, że należy wycinać/pogłębić/przekopać/wystrzelać, a my (=nasze środowisko naukowe) mówimy: pan X się nie zna, bo nie ma dobrych publikacji w tym temacie, więc nie powinien się wypowiadać w tej sprawie. Tak samo z administracją: ministerstwo rolnictwa/środowiska powołuje się na opinię profesora X, że należy coś albo trzeba coś innego. To samo - ten pan nie ma o tym pojęcia, więc jego opinia jest nic nie warta.
      Tylko tyle, to cała filozofia mojego postulatu.
      Tak jak pisze marija powyżej: Google Scholar nie jest trudny w obsłudze

      Usuń
  2. Popieram ten postulat, ale środowisko naukowe chyba raczej długo (jeśli w ogóle kiedyś) nie będzie zainteresowane aktywnym zwalczaniem "pseudo-ekspertów". Powód jest prosty, zresztą wspomniany przez Pana Panie Michale, publikacje. Szkoda czasu lub najzwyczajniej w świecie go brak na to aby prowadzić badania, publikować w dobrych czasopismach i jeszcze przyjmować stronę w tym dość ciężkim układzie sił (naukowcy jak wspomniany prof vs. prof. Wesołowski). Znam osobiście tego pierwszego z racji zajmowania się kiedyś, teraz mniej, tą samą grupą chrząszczy, biegaczowatych. Nigdy się z nim nie zgadzałem a cytowane badania przeze mnie nigdy nie miały żadnej wartości merytorycznej w dyskusji, co świetnie koresponduje z wspomnianym koronnym argumentem autora bloga. Natomiast gdybyśmy wzięli pod uwagę tylko i wyłącznie argument osób z bardzo dobrym dorobkiem to jak sam, Pan Panie Michale wie, wiele z tych osób jest oderwanych od problemów, nawet tych w Puszczy Białowieskiej, niczego im nie ujmując w materii świetnych badaniach ekologicznych. W związku z czym bym równoważył dorobek naukowy kontra uznanie w danej dyscyplinie przez środowisko, co by mogło pogodzić dwie różne sfery postrzegania ochrony przyrody w Polsce (konserwatyzm vs logika). Pozdrawiam serdecznie, Marcin

    OdpowiedzUsuń
  3. Zgadzam się, że to kryterium nie jest rozpoznawalne w społeczeństwie i wzbudzi wiele obiekcji również w samym środowisku. Ale wcale nie musi być rozpoznawalne, nie chodzi mi przecież o to, by przeciętny obywatel znał się na tych sprawach. Chodzi mi raczej o to, by w debacie używać częściej tego argumentu. By dyskutując o melioracjach, regulacji rzek itp. występujący w mediach powiedzieli wprost: prof Szyszko się nie zna, bo nie jest ekspertem w tych sprawach! Żeby wywierać presję na wszystkie agendy rządowe zajmujące się taką problematyką, by brały pod uwagę zdanie ekspertów, a nie gawędziarzy-myśliwych lub leśnych dziadków od melioracji itp.
    Z resztą powiedzcie, jaka jest alternatywa? Zapewniam, że myśliwi/leśnicy krzyczeć potrafią znacznie głośniej od nas, sam przerabiałem temat wielokrotnie

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak, należy prosto z mostu i bez wnikania w szczegóły mówić, że ten i ten się na tym po prostu nie zna. Czasami nawet chamsko, jeśli trzeba. Obecny rząd, niestety, jest jeszcze bardziej od poprzedników zaimpregnowany na wszelką merytoryczną argumentację, jeśli jest niezgodna z ich pomysłem/linią. Stąd będzie regulacja rzek, wycinka kawałków Puszczy Białowieskiej, przekop Mierzei Wiślanej i nie wiadomo, co jeszcze. Bo Szyszko wie najlepiej i koniec. Od lat uważałem metody działania np. Greenpeace i innych organizacji, typu blokowanie, spektakularne protesty, przykuwanie się do drzew, itp. za niewłaściwe. Z perspektywy czasu stwierdzam z przykrością, że chyba nic innego już nie pozostało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dokładnie - zaraz zaczną leśne dziadki i zwykli oszuści z tytułami uzasadniać konieczność przekopania Wisły i Odry, by tankowce mogły swobodnie wpływać do Wrocławia i Krakowa... Usłyszymy przy tym wiele mądrości o tym, jak to pogłębianie i regulacje rzek będą wykonane bez szkody dla środowiska.

      Usuń
  5. Zdzislaw M. Szulc19 kwietnia 2016 18:37

    Poszukujemy ekspertow....Kopia mojego starego..wpisu na portalu ON: "Ciekawostka. We wspomnianym wyzej Raporcie wystepuje nazwisko "Roman Michalak"!? Kto to jest? Na tej e-stronie http://www.unece.org/forests/secretariats.html jest On na pierwszym miejscu!? Sadze, ze jest to WLASCIWA OSOBA/ADRES, ABY ZGLOSIC w/w problemy i zapropownowane tu rozwiaznie do wiadomosci!?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie bardzo rozumiem - nie chodziło mi o to, by zgłaszać gdziekolwiek zaproponowane rozwiązanie. Chodzi raczej o dążenie (długoterminowe, nienastawione na szybki efekt) do przebudowy obecnej debaty w kierunku bardziej merytorycznej. Ja staram się zawsze komentować w necie wiadomości, w których występuje min. Szyszko w roli "cenionego na świecie naukowca".

      Usuń
  6. W Polsce jest sporo biologów i leśników "starego typu", o bardzo sensownej wiedzy w swojej dziedzinie, zgodnej z aktualną wiedzą w "nauce światowej", ale publikujących dużo i obficie niemal wyłącznie w czasopismach o zasięgu krajowym (lista B). Przykładem jest taki Lech Buchholz, najlepszy polski specjalista od sprężykowatych, zwłaszcza saproksylicznych i w ogóle nie najgorszy specjalista od entomofauny leśnej. Publikacji ma tonę, ale wszystko lista B. A jakby patrzeć przez pryzmat IF choćby na Scopusie, to ma 1 publikację, to już Szyszko od niego ma więcej publikacji z Listy Filadelfijskiej. I co? LB ma sie nie wypowiadać w sprawie Puszczy Białowieskiej? Wszak nie ma publikacji w For Ecol manage lub Biol Conserv;-) Mateusz C.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Matuesz, liberalizacja tej zasady spowoduje, że zaraz znajdzie się świetny ekspert od lasu i kopytnych, pan gajowy Marucha, który powie przed kamerami jak powinien wyglądać las... No niestety, jeśli ktoś jest faunistą i publikuje wyłącznie w czasopismach kat. B to - moim zdaniem - nie powinien być wysuwany na pierwszy ogień jako naukowiec-ekspert od lasów. Las to coś więcej niż spis gatunków, choć szczerze doceniam ogromną wiedzę takich osób i ich wkład w poznawanie rodzimej fauny itp.

      Usuń
    2. Bardzo cenny głos Mateusza na przykładzie p. L. Buchholza. Ocenianie "fachowości" naukowców wyłącznie na podstawie IF to uproszczenie i nieporozumienie. Z tego co wiem to p. Lech Buchholz jest również członkiem PROP. Do Rady tej pretendują nie tylko naukowcy z wysokim IF ale przede wszystkim osoby o szerokiej wiedzy przyrodniczej i których opinia dotycząca ochrony przyrody jest bardzo istotna. Z drugiej strony osoby wykazujące się wysokim IF często są bardzo wyspecjalizowanymi fachowcami w wąskiej dziedzinie którym brakuje szerokiej wiedzy przyrodniczej i spojrzenia holistycznego na nią. Jestem w stanie zrozumieć Michała który chciałby znaleźć kryterium wyłaniania wiarygodnych opiniodawców ale takich kryterium na pewno nie są bazy czasopism (z ich często wątpliwą wiarygodnością oceny dorobku badacza - ale to już dyskusja na inny temat). Mogą być jednym z punktów oceny ale na pewno nie jedynym.

      Usuń
    3. Problem polega na tym, że bez takowych wskaźników (choćby i uproszczonych) dochodzimy do sytuacji, w której wybieramy 'fachowca' na podstawie opinii środowiska naukowego. Czyli mamy do czynienia z 'oceną ekspercką' - środowisko (czyli tak właściwie to kto konkretnie?) stwierdza (na podstawie jakich przesłanek?), że ktoś jest fachowcem, a ktoś inny nie. Paradoks tej sytuacji polega na tym, że 'po drugiej stronie barykady' z pewnością znajdzie się wiele osób (ze stopniami, tytułami), które dadzą sobie rękę odciąć za 'fachowość' min. Szyszki... I tak dochodzimy do tego, co mamy obecnie - każde środowisko kreuje własnych fachowców.

      Usuń
    4. Strix, nie masz racji - w normalnym kraju nie istnieje coś takiego jak "ekspert bez dorobku". Przepraszam, ale proponujesz by specjalna bezstronna komisja oceniała historię życiową każdego kandydata i wydawała obiektywny werdykt - taką metodykę właśnie wdrażamy od lat i minister Szyszko wychodzi z niej jako "ceniony na świecie naukowiec". Sorry, ale to jest absurd, tym sposobem nigdy nie wyjdziemy z obecnej sytuacji.

      Usuń
    5. Ja nic nie zaproponowałem. Dałem do zrozumienia, że opieranie się wyłącznie na wysokoimpaktowym dorobku badacza jest błędne i nie daje optymalnego rozwiązania.

      Usuń
    6. A propos "optymalnych rozwiązań" i całej dyskusji o ochronie przyrody i Puszczy Białowieskiej. To dobra okazja do podkreślenia, że w Polsce nie istnieje ochrona przyrody jako nauka. Mało tego, wielu biologów traktuje ochronę przyrody i związane z nią badania aplikacyjne jako nie-naukę (życzę powodzenia jeśli, ktoś chciałby dostać grant na takie badania). Jest to zupełnej sprzeczności z tym co dzieje się w zachodniej Europie, USA, Australii czy całej Azji. Ostatnie debaty w Polsce zresztą świetnie to pokazują, gdzie różne osoby przekrzykują się argumentami, nie szukając rozwiązań optymalnych, które stanowią o całej istocie ochrony przyrody. Nie widziałem przykładowo żadnej pracy z Polski, która używałaby wypracowanych już metod czy algorytmów optymalizacyjnych (np. progrmau Marxran), analiz ekonomicznych, czy nawet horyzont scanningu, dzięki którym można znajdywać jakiś konsensus, czy nowe rozwiązania problemu. I tak w przypadku takiej P. Białowieskiej wszystkie argumenty sprowadzają się w zasadzie do tego, że wymienia się listy gatunków jakie żyją w puszczy i że chronimy jakieś tam naturalne procesy ekologiczne. Nikt z biologów natomiast nie zadał sobie nawet minimalnego wysiłku, żeby inaczej spojrzeć na ochronę przyrody, np. poprzez pryzmat ekonomi, czy socjologi. A traki trud zadał sobie np. Szyszko, który jakoś tam wyliczył "straty" poniesione ponoć poprzez brak "działań ochronnych"... Może to wydawać się absurdalne, ale wydźwięk społeczny jest taki, że biolodzy i ekolodzy potrafią się tylko przywiązywać do drzew, a leśnicy przedstawiają liczby.

      Usuń
    7. Pryzmat ekonomii jest bardzo ważny w ochronie przyrody, a szczególnie istotny w kraju tak biednym i zadłużonym jak Polska. Ale jakakolwiek refleksja dotycząca finansów w polskim uczonym wzbudza odrazę lub w najlepszym razie lekceważenie. Próbowałem tu kilka razy wrzucać tematy zahaczające o opłacalność, czy zwracające uwagę na koszty ale w inny sposób niż robi to 99% naukowców (=chcemy więcej forsy). Ale to nie są tematy, które cieszą się popularnością.

      Usuń
    8. agnieszka olszańska28 kwietnia 2016 18:40

      To nie jest tak, że nikt z "dobrej strony mocy" nie zadał sobie trudu wykonania analiz np. ekonomicznych (choć rzeczywiście nie był to "czystej krwi" biolog ;-) - spójrzcie na prace Marka Giergicznego z Wydz. Nauk Ekomonicznych UW (tu linki do artykułów w Wyborczej, tu http://wyborcza.pl/1,75400,19952173,tracimy-niemal-miliard-zlotych-rocznie-spor-o-puszcze.html i tu http://wyborcza.pl/1,75400,15491510,Jakich_lasow_chca_Polacy__I_dlaczego_warto_zmienic.html). a tu http://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S0264837713002639 i tu http://www.ecologyandsociety.org/vol17/iss1/art2/ też ciekawe artykuły Krzysztofa Niedziałkowskiego, który badał społeczne aspekty konfliktu wokół Puszczy.
      I mam wrażenie, że wielu biologów i ekologów ma w głębokim nie-poważaniu tych, którzy zajmują się ochroną przyrody jako nauką (w tym socjologów... o tych to już wogóle mówi się, że "takie to miałkie i oczywiste"...). Mam też wrażenie, że biolodzy i ekolodzy mają też często dość złe zdanie (by nie powiedzieć, że mają w pogardzie) NGOsy, które są często doskonale przygotowane do dyskusji popartej argumentami prawnymi i merytorycznymi, a dodatkowo są skuteczne w swoich działaniach (czego przykładem niech będzie sprawa Rospudy...).

      Usuń
    9. Agnieszka, to jest super-ważny temat. To prawda, że NGOsy są często dobrze przygotowane i odwalają kawał dobrej roboty, niestety często przy zupełnym olewaniu problemów ochrony przyrody przez naukowców. Puszcza angażuje wyjątkowo tylu ludzi nauki, ale inne sprawy znacznie mniej. Więc czapki z głów przed NGOsami za ich robotę. Ale, jest też druga strona: NGOsy często nie czują potrzeby konsultowania swoich działań z naukowcami. Mają bardzo emocjonalne podejście do swojej działalności (to dobrze!) co czasem przysłania im sens takich działań (to już gorzej). Niewątpliwie jednak masz rację, że brak dobrej komunikacji na linii NGOsy-nauka jest problemem.

      Usuń
  7. Sporym problemem jest też wypowiadanie się naukowców z kompletnie nieadekwatnej dyscypliny - np. specjalisty od ergonomii pilarek na temat dynamiki ekosystemu leśnego (casus prof. Sowy). Mateusz C.

    OdpowiedzUsuń
  8. Mysle ze podstawowym problemem jest ogólny brak zaufania do naukowców. Dla wielu ludzi jesteśmy tylko kolejna kliką która cos tam sobie robi ale jak tu ufać ludziom którzy sobie nawzajem wszystko oceniają, przyznają nagrody i badają rzeczy bezsensowne (taka jest niestety percepcja). Mysle, że zamiast reklamować impakty - lepiej tłumaczyć dlaczego to wlasnie nauka ma mieć ten kredyt zaufania, dlaczego badania nawet podstawowe nie sa bezsensowne - i że to, jak działa samorecenzja środowiska naukowego daje jej wlasnie ten kredyt zaufania. Wtedy idioci odfiktruja się sami ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Myślę, że brak zaufania do naukowców nie bierze się znikąd i nie jest cechą wrodzoną społeczeństwa. Ten brak zaufania wynika z tego, co napisał Michał - ogólnej degrengolady w obrębie tej grupy. Ciężko budować zaufanie do naukowców, jeśli wielu spośród profesorów prezentuje poziom intelektualny ropuchy. Co gorsza te osoby właśnie najchętniej wypowiadają się publicznie karmiąc społeczeństwo głupotami, a przy okazji nasycając swoje wybujałe ego. Wystarczy przypomnieć sobie jakiekolwiek wypowiedzi "prof." Niesiołowskiego, czy Pawłowicz. W normalnym kraju takie osoby nigdy nie osiągnęłyby nawet poziomu doktora, nie mówiąc o profesurze. Dlatego wydaje mi się, że problem braku zaufania do naukowców leży właśnie po ich stronie, nie społeczeństwa. Wszakże to uniwersytety wypuszczają szare masy "kształcone" przez niskiej klasy dydaktyków i naukowców.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Wystarczy uwzględnić w selekcji specjalistów do dyskusji znienawidzony wszędzie impakt faktor oraz listę publikacji, i tym łopatologicznym sposobem można pozbyć się pewnie 90% niemerytorycznych głosów i podnieść poziom dyskusji.

      Usuń
    3. Pozwolę sobie na niemerytoryczny komentarz: bardzo proszę nie obrażać ropuch!

      Usuń
    4. Piotrek, dokładnie o to mi chodzi.
      Szymek, oczywiście potrzebne jest uświadamianie społeczeństwa, dlatego bardzo doceniam Twoją aktywność w tej dziedzinie. Ale patrząc na nasze środowisko z drugiej strony, wcale nie dziwi mnie taka negatywna ocena. Jest tak, jak napisał Anonimowy z 9:21 - sami tolerujemy masę niekompetentnych osób i zmuszamy podatnika, żeby łożył grubą forsę na etaty ludzi całkowicie niekompetentnych. Myślę, że to może wzbudzać również niechęć do środowiska naukowego. Przecież nas zatrudnia społeczeństwo, ubodzy ludzie płacą w podatkach składki na nasze pensje, a my siedzimy w wierzy z kości słoniowej, przy czym 50% w ciągu ostatniego roku nie opublikowało żadnej pracy...

      Usuń
  10. Taki reportaż z Puszczy http://tvp3.tvp.pl/24936616/16042016

    OdpowiedzUsuń