wtorek, 9 lipca 2013

Optymizm Pani Minister

Pani Minister tryska optymizmem:
http://www.nauka.gov.pl/ministerstwo/zdaniem-ministra/zdaniem-ministra/artykul/wolne-rece-naukowcow/

Rzeczywiście, jeśli te przepisy dotyczące zmiany progu zamówień publicznych przejdą, to życie stanie się prostsze.  Ale we mnie od razu budzi się narzekający sceptyk: toć urzędnicy na uczelniach i tak zrobią swoje.  Przepisy wewnętrzne i tak zostaną tak ustawione aby mieli oni co do roboty...

A może się mylę?  Oby.

michał wojciechowski

12 komentarzy:

  1. nadal liczy się suma zamówień z całej uczelni/ instytutu. W przypadku komputerów licząc po 5 tys za komputer daje to w sumie 160 kompów. Czyli żadnych zmian, bo tyle moja uczelnia spokojnie kupuje rocznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te 160 chyba trzeba pomnożyć x 4 bo przy zamówieniach operuje się euro a nie złotówkami. Wynikało by z powyższego, że komputer (dobry) zaczyna się od około 20 tysięcy złotych - chyba rzadko się takie na uczelniach kupuje?

      Usuń
    2. Sorry! Ciśnienie spada :-) - wszystko powyższe się zgadza

      Usuń
  2. Masz rację. To znaczy, że nawet urzędnicy na niższym szczeblu nie będą się musieli zbytnio starać aby utrzymać status quo. Ale jest to zawsze jakiś krok do przodu.

    m.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale instytuty PAN-owskie i inne samodzielne jednostki w ramach instytutu skorzystają wyraźnie, bo w takich małych jednostkach trudno będzie przekroczyć proponowany próg. I to pokazuje nierówność w traktowaniu uczelni i samodzielnych instytutów chyba, że na uczelniach jednostką zamawiającą stanie się np. wydział. Ale wtedy duże wydziały będą w gorszej sytuacji niż małe. No i wszystko się rozbije, tak jak piszecie, o przepisy wykonawcze. Uczelnie potrafią dodatkowo zepsuć każde prawo.

    OdpowiedzUsuń
  4. Szanowni czytelnicy, wytłumaczcie mi to, jestem młody i mało kumaty - dlaczego ja kupując sprzęt za 1500zł, np. nagrywarkę głosu, też muszę ją kupić z przetargu. W moim uniwersytecie kupują tyle nagrywarek :-) że przekraczamy dotychczasowy limit?
    Czy cały sprzęt do wszystkiego liczy się do "kupy"? To by było bez sensu.
    Jak to jest??

    OdpowiedzUsuń
  5. Nagrywarka pewnie wchodzi w jakąś ogólną kategorię sprzętu elektronicznego, a tego Twój uniwersytet kupuje pewnie na tony. Ale, jeśli uzasadnisz, że jest to specjalistyczny sprzęt, powinno Ci się to udać kupić z wolnej stopy. Wszystko zależy od tego, czy przekonasz Twojego specjalistę od zakupów, a następnie, czy on będzie w stanie przekonać kontrolera z kontroli skarbowej lub NIKu.

    m.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, wszystko zależy od tego "specjalisty" od utrudniania życia. Ostatnio kupowaliśmy osprzętowanie do mikroskopów Nikon. Bardzo specjalistyczne, produkowane tylko przez Nikona, a i tak musiało przejść przez przetarg, na który oczywiście zgłosił się tylko przedstawiciel Nikona na Polskę. Straciliśmy pół roku, sprzęt podobno już do nas jedzie.

      Usuń
  6. Mówcie co chcecie - może jeszcze z tego nic nie wyjdzie ale sam fakt, że coś drgnęło, i to mocno, to ogromny sukces. Moim zdaniem ekipie, która o to walczyła (i walczy nadal) należą się ogromne podziękowania od nas wszystkich i gratulacje!!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Michał, zgoda! Ale czy zauważyłeś gdzieś w liście odniesienie do tego ponad 1000 podpisów po petycją? Albo do czterech osób, które stały za tą akcją? Jak powiedziałem, krok dobry i super, ale jeszcez zostaje pytanie, jak to będzie na uczelniach. U Ciebie szefowi nie zależy na tworzeniu prawa lepszego niż jest wymyślone. Na uczelniach bywa różnie.

    michał

    OdpowiedzUsuń
  8. Rozumiem przetargi na duży sprzęt typu mikroskop (niech się Nikon z Zeissem targuje, kto sprzeda taniej) albo usługę (z wiadomych względów), ale na długopisy i końcówki do pipet to już gruba przesada! Nie wiem, kto genialny wpadł na ten pomysł i czemu ma on służyć: czy można jakąś przewałkę zrobić na tipsach???? Ceny są takie same u kazdego sprzedawcy, no chyba że instytut/wydział dba, abym kupiła te najtańsze, ale wiemy, że to wszystko można obejść...więc nadal nie rozumiem ustawy...
    Tak jak pisał Michał: w instytutach PAN-owskich jest nieco łatwiej, ale na uczelniach to tylko utrapienie. Ludzie i tak kombinują, żeby to jakoś obejść np. pisząc odpowiednią specyfikację produktu. Dzięki temu nabywamy nowych umiejętności... haha!
    Lidka

    OdpowiedzUsuń
  9. Czy w PANie jest tak latwiej to nie jestem przekonany. Nie wiem jak w jednostkach uniwersyteckich ale w PANie poza progiem przetargowym (dotyczas 14 000 euro ale na caly instytut na dana kategorie materialu, aparatury czy uslugi, wiec wydatki sie kumuluja) jest takze prog ofertowy, powyzej ktorego trzeba przed zlozeniem zamowienia zebrac cn 2-3 oferty i wybrac (oczywiscie ta tansza chyba ze sa dodatkowe kryteria). I wlasnie gro zamowien wpada w te widelki ofertowe, a przynajmniej tam gdzie ja pracuje sprawia to ze takimi zamowieniami nie zajmuja sie osoby odpowiedzialne za hurtowe zakupy, tylko kazdy sobie rzepke skrobie tj. kazdy kierownik projektu, a szczegolnie grantu, musi bawic sie w ta cala papierologie ofertowa. Moze w innych instytutach jest inaczej. Mnie ta procedura meczy bo nie wystarczy zebrac te oferty, trzeba jeszcze wypelnic tone formularzy wyboru oferty, a dopiero pozniej zlozyc samo zamowienie. W przyszlym roku mam zamiar zliczac czas jaki poswiece na ta cala biurokracje zamowieniowo-ofertowa, a wiec ile czasu mi odpadnie z wykonywania badan i pisania publikacji :) Szacuje ze w czasie zmarnowanym na produkcje biurowej makulatury mozna by wygenerowac cn 1 publikacje rocznie.
    LKajtoch

    OdpowiedzUsuń