sobota, 29 grudnia 2012

Podwójna moralność uczonych?


Na prośbę czytelników przerzucam do osobnego posta. Pytanie jak w tytule, a poniżej rozwinięcie autorstwa Przemka Chylareckiego:

"co powiecie o temacie mocno pokrewnym do fałszowania wyników, czyli radosnych występach uczonych kolegów w raportach oceny oddziaływania na środowisko (OOŚ)? To jest dopiero kraina bezkarności... nagle uczeni nie umieją ocenić, czy inwestycja stanowi zagrożenie dla trwałości populacji zwierząt czy nie. zapominają o całym warsztacie badawczym, o całym warsztacie analitycznym. zaprawdę, powiadam wam - TO jest pole hańby naszych uczonych.... i tego nie da się oddzielić od uczciwości na niwie "czysto" naukowej. 
[...] stawiam pytanie: czy można być dobrym uczonym, publikując piękne teksty dotyczące nauki nie-stosowanej w dobrych czasopismach i jednocześnie pisząc raporty OOŚ, w których dla kasy udajemy dziecko we mgle?
PCH"


16 komentarzy:

  1. Inwestorzy selekcjonują "ekspertów" jak dobór naturalny, przychylna ekspertyza = kolejne zlecenie, nieprzychylna = szukamy nowego eksperta. W systemie takim jak mamy jest tylko kwestią czasu aż zdecydowana większość ekspertyz będzie przychylna dla inwestorów i coraz gorszej jakości.

    Niestety, ale tylko narzucanie ekspertów z rozdzielnika rozwiąże ten problem, inwestorzy nie powinni móc wybierać ekspertów.

    OdpowiedzUsuń
  2. Boję się pomysłu centralizacji zarządzania ekspertyzami - zgoda, że obecny system jest zły, ale wszystko co przechodzi przez ręce urzędników trwa wieki i jest robione źle. Może jednak jest jakieś rozwiązanie wolnorynkowe, które pozwalałoby na utrzymanie merytorycznego poziomu ekspertyz? Może ekspertyzy powinny być w jakiś sposób publikowane i recenzowane? Coś na zasadach peerage of science?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panie Michale, zgadzam się w całej rozciągłości z tezą, że żadna lista nic nie zmieni. W moim przekonaniu pogorszy sytuację. Jako działacz organizacji pozarządowej miałem okazję widzieć takie "cuda" w raportach OOŚ, firmowane przez osoby posiadające tytuły naukowe, że do tej pory trudno jest mi w to uwierzyć.

      Usuń
    2. ale jaka lista? Chodzi o uniezależnienie ekspertów od 'ręcznego sterowania' przez inwestora, a tak jest obecnie (przynajmniej w większości przypadków, zgodnie z zasadą klient nasz pan). Lista może powstać, owszem, ale czarna, na którą powędrowaliby wykonawcy nierzetelnych czy wręcz kłamliwych opracowań
      JZG

      Usuń
  3. Odpowiadając na postawione pytanie przez PCH, należy stwierdzić, że wszystko można. To jest kwestia moralności. Tego jak się czuje ów "uczony" sam ze sobą po napisaniu "naciąganego" raportu. Ponadto, czy rzeczony "dobry" uczony "publikując piękne teksty dotyczące nauki nie-stosowanej w dobrych czasopismach" prowadzi swoje badania w sposób rzetelny? Czy uzyskane wyniki są zgodne z rzeczywistością, a może też są naciągane?


    OdpowiedzUsuń
  4. Obecnie proces wydawania decyzji środowiskowych jest teoretycznie rzecz biorąc całkiem dobry, bo umożliwia uwzględnienie różnorodnych opinii na temat danej inwestycji poprzez dopuszczenie do głosu wielu zainteresowanych stron. Pamiętajmy, że w procesie tym może brać kilka rodzajów podmiotów:
    -Sam inwestor
    -„Eksperci” tworzący na zlecenie inwestora raport
    -Obywatele, czyli wszyscy ci którym zależy na środowisku/przyrodzie jako dobru wspólnym i którzy mogą na prawach strony brać udział w postępowaniu (to dotyczy zwłaszcza organizacji pozarządowych).
    -Urzędnicy wydający decyzje, tj. pracownicy dyrekcji ochrony środowiska
    Teoretycznie rzecz biorąc system taki pozwala na podjęcie optymalnych decyzji, uwzględniających na ile to tylko możliwe racje inwestora i przyrody. To naturalne, że każda ze stron ma swoje cele – zanim zaczniecie czytać dalej, zastanówcie się chwilę, jakie.
    Jest jak najbardziej racjonalne, że inwestorowi zależy na kasie. Na kasie zależy też „ekspertom”. I to jest, nie wstydźmy się tego powiedzieć, ok - każdy pracuje przecież dla pieniędzy (ok., też dla innych rzeczy, np. satysfakcji, ale nikt zdrowo myślący nie zaprzeczy, że pieniądze mają znaczenie fundamentalne). Nieracjonalna jest natomiast chęć maksymalizacji krótkoterminowego zysku kosztem utraty zaufania w przyszłości, na jaką narażają się „eksperci” tworząc nierzetelne opracowania. Pod warunkiem oczywiście, że inni uczestnicy tej gry (organizacje pozarządowe i RDOŚ) będą czuwać nad rzetelnością ich pracy, czyli pełnić rolę czegoś w rodzaju recenzentów. Tymczasem często RDOSie to tylko urzędnicy od przepychania dokumentacji i to na dodatek w wyniku różnorodnych presji politycznych działający raczej w interesie inwestycji a nie ochrony przyrody. Na pewno wielu z Was zna przykłady, że można podsunąć im cokolwiek, byle miało to odpowiednią objętość. Ostatni element tego systemu - organizacje pozarządowe - zmieniły się w firmy które muszą na siebie zarabiać, więc na swoim terenie nie mogą nadmiernie kąsać ręki, która je karmi.
    Podsumowując, żeby badacze przyrody przestali się prostytuować najbardziej potrzebujemy zaangażowanych urzędników i organizacji pozarządowych.

    Andrzej Oleksa

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam akurat dobre doświadczenia z urzędnikami z RDOŚ (Kraków), natomiast organizacje pozarządowe zapewne wolałyby realizować swoje ambitniejsze projekty aniżeli czytać gniotowate raporty. Zgodzę się, że obecna ustawa OOŚ nie jest zła ale jest kilka punktów, które wymagają zmiany:
    1. Wspominane już bezpośrednie finansowanie raportu przez inwestora,
    2. Brak jakichkolwiek konsekwencji dla autora, w przypadku popełnienia raportu 'poniżej krytyki' (czytałam takie, gdzie chciałoby się napisać - panie jesteś pan debilem - a urzędnik RDOŚ może jedynie grzecznie wezwać do uzupełnienia....),
    3. Niezależny (pozaurzędniczy), merytoryczny system weryfikacji raportów

    Osobną kwestią jest brak norm dla obszarów chronionych (np. dopuszczalnego poziomu hałasu czy zapylenia) czy interpretacja "istotnego, negatywnego wpływu inwestycji na obszar N2000" - w przypadku opracowań botanicznych spotykam się często z brakiem wystarczających danych. Tyle jest funkcjonujących kamieniołomów, kruszarni, konia z rzędem temu, kto znajdzie prace pokazujące wpływ pyłów na otaczającą roślinność. Terra incognita.
    JZG

    OdpowiedzUsuń
  6. Zgadzam się w pełnej rozciągłości z JZG - jeżeli "urzędnik RDOŚ może jedynie grzecznie wezwać do uzupełnienia", a "organizacje pozarządowe zapewne wolałyby realizować swoje ambitniejsze projekty aniżeli czytać gniotowate raporty", to kto ma pilnować żeby raporty były na wysokim poziomie? Przecież nie inwestor.

    OdpowiedzUsuń
  7. Wydanie decyzji środowiskowej jest postępowaniem administracyjnym, w związku z tym obowiązuje KPA.
    Art. 75. § 1. KPA brzmi następująco: "Jako dowód należy dopuścić wszystko, co może przyczynić się do wyjaśnienia sprawy, a nie jest sprzeczne z prawem. W szczególności dowodem mogą być dokumenty, zeznania świadków, opinie biegłych oraz oględziny."
    Moim zdaniem sfałszowany raport OOŚ należy zaliczyć jako dowód sprzeczny z prawem i dlatego organ prowadzący postępowanie powinien złożyć zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa celowego wprowadzenia organu państwowego w błąd. Nie słyszałem, żeby ktokolwiek został pociągnięty do odpowiedzialności karnej z tego tytułu.
    Smutna rzeczywistość.

    OdpowiedzUsuń
  8. RDOS ma prawne możliwości żeby weryfikować takich eksperckich uczonych. Problem w tym, że zbyt rzadko z tego korzysta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O jakich prawnych możliwościach rdos-iów piszesz? I co w przypadku, gdy rdos-sie świadomie nie korzystają z tych prawnych możliwości?

      Usuń
  9. A mnie się wydaje że chodzi jednak o tą nie-"moralność" "uczonych".
    Jak to jest że nagle ludzie tkwiący w problemie zaczynają się tłumaczyć że robią źle (dopiero jak im się to wytknie)no i tłumaczą się że to dlatego "...bo tak wszyscy robią...", "...jeśli nie my to inni to zrobią i wezmą pieniądze..." albo "...bo dlatego że system jest zły..." Ja jak mam robić coś źle to wolę wcale tego nie robić. Wydaje mi się to dość proste. Jest nie wielu chiropterologów w tym kraju których nie skusiły pieniądze UE i nadal starają się badać biologię tych zwierząt a nie tylko robić biznes. Za co, uważam należy się szacunek.
    Jeśli jedna z "najznakomitszych" firm trudniących się ekspertyzami (między innymi nietoperzowymi) wyrzuca pracownika za to że pisze negatywny raport okresowy (który oczywiście nie widzi ostatecznie światła dziennego ;)) tłumacząc że "...oni chcą jeszcze na tej inwestycji zarobić...", to nie ma zmiłuj w tym przypadku~! Żeby było "śmieszniej" właściciel firmy tej jest również jednym z autorów wytycznych ekspertyz "wiatrakowych" dotyczących nietoperzy, ;)
    Winni są Ci którzy w tym biorą udział i tyle...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wina jest nie tylko po stronie nieuczciwych raporcistów, ale też organów sprawdzających poprawność i prawdziwość OOŚ, między innymi RDOS-iów.

      Usuń
  10. Z ciekawosci zapytam czy ktos wie czy istnieje w przepisach wymog aby ekspertyza (obejmujaca badania terenowe) byla zlecana w terminie umozliwiajacym wykonanie prac w odpowiednim okresie (przynajmniej 1 pelen sezon a lepiej co najmniej 2)? Pewnie nie jestem jedynym ktory slyszal o zleceniach prac do OOS oferowanych jesienia, zima, z terminem realizacji na przedwczoraj. A zdarza sie to takze (mam nadzieje sporadycznie) w przetargach do PO/PZO.
    Pewnie jakis procent nierzetelnych ekspertyz/dokumentacji wynika czesciowo z takich absurdalnych terminow wykonania zlecanych prac, co oczywiscie nie jest usprawiedliwieniem dla nierzetelnego wykonawcy skoro wzial taka robote. Pytanie czy prawo w jakis sposob reguluje terminy takich zlecen?
    Lukasz Kajtoch

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  11. Chyba nie, i tu apel do ludzi piszących tzw. wytyczne do raportów oddziaływań aby się na tym skupili!!! jeśli chodzi o czas to dobra inwentaryzacja nietoperzy danego obszaru to przynajmniej lat badań,.. jak można więc dokonać tego w kilka miesięcy?

    OdpowiedzUsuń