czwartek, 1 listopada 2012

Promujmy polszczyznę w nauce!


fot. ze strony Wprost.pl

"Za zagrożenie dla kondycji polszczyzny uznali językoznawcy [...] projekt resortu nauki zakładający wyższe ocenianie publikacji naukowych napisanych w języku angielskim niż po polsku"

to też jest mocne:

prof. Walery Pisarek: "Apeluję o wprowadzenie stosowanej w innych krajach zasady, że warunkiem dotowania ze środków publicznych wszelkich publikowanych w języku innym niż polski prac naukowych jest opatrzenie ich polskojęzycznymi streszczeniami"

więcej na stronach Wprost:
http://www.wprost.pl/ar/306928/Jezykoznawcy-u-prezydenta-promujmy-polszczyzne-w-nauce/

no niestety, mam wrażenie, że za regulacje w nauce znowu bierze się grupa nie mająca o niej zielonego pojęcia...

michał żmihorski

13 komentarzy:

  1. W nawiązaniu do j. poskiego oraz mała krucjata przeciwko składaniu prac dr w formie składanych artykułów

    www.biolbiot.umcs.lublin.pl/node/7.


    Co o tym sądzicie?

    OdpowiedzUsuń
  2. No tak. To moze i uchwala, ze Ziemia jest plaska, bo przeciez Kopernik, co ponoc wielkim Polakiem byl, napisal swa rozprawe po lacinie, a nie po polsku. A i straszczenia polskiego tam nie bylo.

    Nudzi sie tym urzednikom, oj nudzi sie...

    michal

    OdpowiedzUsuń
  3. Co gorsza, Panie Michale, z powyższego posta wynika, że nudzi się również wielu polskim naukowcom.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zgadza sie. Odnosilem sie jednak glownie do tekstu na stronie w pierwszym komentarzu. Tam sa wypowiedzi Prezydium CK, czyli badz co badz urzednikow, tyle ze w profesorskich togach. No normalnie kwiatki jak w maju na lace...

    "Pojawiła się sprzeczna z prawem praktyka odstępowania od obowiązku przygotowania i przedłożenia w przewodzie doktorskim rozprawy doktorskiej i zastępowania tej rozprawy przez cykl prac opublikowanych w różnym czasie, niekiedy z innymi autorami.

    Taka praktyka narusza art. 13 ustawy o stopniach naukowych i tytule naukowym oraz o stopniach i tytule w zakresie sztuki."

    "Zdaniem Centralnej Komisji ponadto pożądane jest, by obywatel polski, aspirujący do kariery naukowca, przynajmniej na starcie tej kariery wykazał się umiejętnością napisania kompletnej rozprawy w języku ojczystym, co wcale nie przeszkadza, by tę rozprawę następnie opublikować w języku obcym."

    Toc to zacheta do autoplagiatu!

    michal

    OdpowiedzUsuń
  5. Wczoraj bylo na UJ spotkanie Towarzystwa Biochemicznego z dyrektorem NCN, prof. Jajszczykiem. Jak się można spodziewać, publiczność zgodnie wskazywała, że nonsensowne jest pisanie wniosków grantowych po polsku, zamiast tylko po angielsku. Prof. Jajszczyk odpowiedział, że choć w zasadzie się z tym zgadza, ze względów politycznych lepiej się tego nie domagać, bo jest potężny przeciw temu opór, a domaganie się takiej zmiany może się skończyć tym, że wymagane będzie pisanie całości po polsku - więc lepiej cieszyć się z tego co jest (a więc, że główny opis projektu jest po angielsku).

    Myslałem, że może trochę przesadza z tymi obawami - ale widzę, że jednak ani trochę...
    P

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  7. Czytam i nie wierzę... Nie wiedzieć czemu wraz z wejściem nowej ustawy w życie, oraz kilkoma "precedensami" na mojej Uczelni (rozprawy dr w języku wyspowych barbarzyńców oraz złożone z najwyraźniej niedających pojęcia o czyichś umiejętnościach topowych prac) uznałem, że problem jest niebyły... A tu się okazuje, ze swój niedawno obroniony stopień uzyskałem - najwyraźniej! - uchylając się od witalnych zapisów prawa! Fascynuje mnie, że umiejętność napisania, na podstawie własnych badań i w pierwszym autorstwie - kilku prac zasługujących na publikację w IF>2 jest niewystarczającym dowodem umiejętności naukowca... To co fascynuje mnie najbardziej, to fakt, że od młodego badacza, otrzymującego niejako dowód wejścia w nowy etap swojej kariery (czyli dr) wymaga się stworzenia czegoś, czego nigdy więcej tworzyć nie będzie - bo chyba nikt o zdrowych zmysłach nie inwestuje obecnie w opasłe monografie pisane po polsku, równie bezużyteczne w rozwoju kariery jak hebrajski słownik metalorgiczny który mam na swojej półce :] Jeszcze nie-upieczonym przed-przewodowym doktorantom moge tylko radzić - próbujcie, drążcie aby obronić się z anglojęzycznej składki. Warto i da się :)
    sz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A może na pewnych obszarach na północy kraju wprowadzić obowiązek pisania w kaszëbsczim jãzëku?

      Usuń
  8. Hehe, Koleżanki i Koledzy, czym się w ogóle przejmujecie? Takich głosów i inicjatyw będzie jeszcze dużo. Zresztą,pwyższy apel nie jest okraszony tak wielkim absurdem, jak tekst w linku poniżej:
    http://www.polityka.pl/nauka/technika/1531297,1,morituri-te-salutant-ministra.read

    Polecam zwłaszcza fragment o małej liczbie punktów za badania w dziedzinie np. filozofii metafizycznej.... :)
    Ten tekst uzmysławia, że przepaść między "naukami" humanistycznymi i naukami ścisłymi jest zbyt duża, żeby wsadzać je do jednego worka i oceniać wg. tego samego schematu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie rozumiem, co jest złego w tym artykule (http://www.polityka.pl/nauka/technika/1531297,1,morituri-te-salutant-ministra.read), bo pozostałe linkowane teksty (w tym apel językoznawców) są dość absurdalne. Akurat ten artykuł wydaje się całkiem sensowny. Ścisłowcy może myślą, że wszystkie dziedziny są na JCR, a tak nie jest. A artykuł nie jest przeciwny promowaniu publikacji w międzynarodowych pismach, lecz oparciu listy o nieadekwatne kryteria. Co do JCR i listy ministerialnej: czasopismom indeksowanym przez JCR przypisano od 15 do 50 punktów, tymczasem czasopismo nie będące na tej liście może otrzymać maksymalnie 14 punktów. I tu pojawia się bardzo istotna kwestia. Otóż, jak powinno być jasne dla projektodawców rozporządzenia, JCR publikowane jest tylko w 2 edycjach – nauk ścisłych i społecznych (Science i Social Science). Firma Thomson Reuters ma 3 główne bazy (Science Citation Index (SCI), Social Sciences Citation Index (SSCI) i Arts & Humanities Citation Index (A&HCI)). Jednakże tylko 2 pierwsze są indeksowane w JCR. Oznacza to, że w ogólności dla czasopism humanistycznych nie jest liczony Impact Factor. W JCR zdarzają się czasopisma humanistyczne, jednakże tylko te będące na styku dyscyplin, które jednocześnie znajdują się w bazach A&HCI oraz SCI/SSCI. Jest to dodatkowym paradoksem listy ministerialnej. Na przykład w filozofii mamy w JCR czasopisma dotyczące filozofii nauki czy filozofii medycyny. Są one jednocześnie na liście Science Citation Index i stąd ich obecność na JCR. Niektóre z tych czasopism mają bardzo wysoką punktację (np. pismo Synthese, skądinąd prestiżowe, zajmujące się m.in. filozofią nauki). Jest to dodatkowym paradoksem punktacji ministerialnej. Bowiem w tym momencie jednostka zajmująca się filozofią, ale specjalizująca w filozofii nauk ścisłych lub medycznych, ma zdecydowanie uprzywilejowaną sytuację. I nie mówimy tu o sytuacji porównywania nieporównywalnych nauk, lecz o realnych preferencjach mogących wpłynąć na wynik parametryzacji jednostek z tej samej dziedziny.
      Ontologia (metafizyka) to jednak z tradycyjnych gałęzi filozofii i nie widzę powodu do jej deprecjonowania. A z topowych czasopism filozoficznych (http://leiterreports.typepad.com/blog/2012/04/the-top-20-general-philosophy-journals.html) prawie żadne nie jest na JCR (z wyżej wynienionych przyczyn). Naprawdę trzeba dobrze znać specyfikę różnych dziedzin żeby się wypowiadać w tej kwestii!

      Usuń
    2. O tą specyfikę chyba właśnie chodzi. Niektóre dziedziny są tak specyficzne, że ciężko je nazywać "nauką".

      Usuń
    3. >O tą specyfikę chyba właśnie chodzi. Niektóre >dziedziny są tak specyficzne, że ciężko je >nazywać "nauką".

      Nie do końca rozumiem o co chodzi, ale nie widzę absurdu linkowanego tekstu z Polityki. Co jest absurdalnego we wskazaniu, że dana lista nie pokrywa działki "Art & Humanities", co zresztą jasno można wyczytać na stronie Thomson Reuters? Ale to chyba nie najlepsze miejsce by o tym dyskutować, bo widzę, że dla niektórych humanistyka z zasady jest zła, niezależnie czy międzynarodowa czy nie. Przy okazji: jestem zwolennikiem tezy, że gadanie o polskiej/narodowej specyfice humanistyki to w większości bzdury. Jestem za promowaniem humanistyki uprawianej w sposób międzynarodowy. Filozofia jest tu świetnym przykładem dziedziny, która jest prawie w całości uniwersalna i nie ma barier (poza oczywiście poziomem polskich badaczy), by pokazać się w świecie.

      Usuń
  9. Ups... Anonimowy mialby chyba problem uznac prace Descartesa i Poppera jako naukowe.

    m.

    OdpowiedzUsuń