wtorek, 18 września 2012

Czysta prawda o grantach...

czytając ten tekst wielu z Was będzie miało wrażenie, że to Wasza historia. Tekst bardzo smutny i jeszcze bardziej prawdziwy!

http://wyborcza.pl/1,76842,12502075,Grant_naukowy__wielki_sukces_i_ogromne_nieszczescie.html

Niestety, ciągle żyjemy w rzeczywistości z Misia i nie zanosi się, żeby to miało się zmienić. Przynoszę granty i publikacje, a mój kontakt z administracją nadal wygląda tak:

michał żmihorski

26 komentarzy:

  1. Będę wielce szczęśliwa, jeśli w końcu naukowcy zajmą się badaniami i dzieleniem się swoimi dokonaniami w należyty sposób. Uczelnie mają armię pracowników administracyjnych, w większości ci ludzie tylko wszystko utrudniają zamiast ułatwiać.

    OdpowiedzUsuń
  2. W końcu wyłożył Ktos kawe na ławę. Po administracji uniwerków i instytutów panowskich powinien przejść huragań, bo tamtejsza administracja to po pierwsze żenada, buractwo i całkowity zlew na pracę naukową.
    Samo rozliczanie wyjazdów (nie tylko zagranicznych) to jakis koszmar, nie mówiąc już o sprawach finansowych. Każdy, kto miał grant to wie o co chodzi. Jedynym rozwiązaniem jest albo reforma administracji, albo przeznaczanie w grantach finansow na zatrudnianie sekretarek do obsługi grantu.
    Chore to wszystko.

    OdpowiedzUsuń
  3. To wszystko prawda, ale nie ma co się poddawać - w miarę możliwości trzeba brać sprawy w swoje ręce i rozwalać ten chory system! Z mojego doświadczenia wiem, że brak zgody na pewne rozwiązania i jawny opór, wyartykułowanie prozą na głos swojego niezadowolenia czasami pomaga. Oczywiście mam już po takich akacjach opinię pieniacza i malkontenta ale mam to w nosie! Nie można grzecznie przyjmować na klatę humorów pani z księgowości, administracji, biblioteki czy portierni, bo one są zatrudnione tylko po to, żeby naukowcy mogli robić naukę! Wiele spraw jest regulowanych przez wewnętrzne przepisy danej jednostki - na przykład procedury zamówień publicznych do pewnej kwoty (chyba 14000 euro) są regulowane wewnętrznymi przepisami, nie ustawą, więc można wymusić na administracji taką formę tych przepisów, która będzie nam odpowiadać!
    Przypominam, pracujemy w jednostkach naukowych, gdzie najważniejsza jest nauka!

    OdpowiedzUsuń
  4. No żeby wymusić na administracji w swojej jednostce jakąś postawę przyjazną pracownikom naukowym, to musiałbym tam z kałasznikowem chyba wparować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zgoda, że wymuszenie przyjaźni jest nierealne, ale możesz spróbować wyegzekwować od administracji by po prostu wykonała w terminie swoją robotę!

      Usuń
  5. W moim przypadku administracja zaczęła załatwiać sprawy błyskawicznie od czasu jak mój Wódz został prorektorem ...
    Byłem "bliżej" koryta czy kija - zależy z której strony spojrzeć. Trochę to mi przypomina jak nas karmili na jednej z organizowanych przeze mnie konferencji towarzystwa naukowego. Przy zarządzie było wszystko i tak ku końcom stołów się to wszystko rozrzedzało (dopóki nie przysiadłem się do jednego z ostatnich stolików to narzekających na wyżywienie uważałem za marudy). Widocznie na uczelni czy w instytucie z rozdawaniem dóbr (też w postaci sprawnej pracy) przez administrację podobnie jak z karmieniem na konferencji :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Przykład z mojego uniwersyteckiego podwórka.
    Zatrudniany jest nowy pracownik - adiunkt.
    Dostaje przydział czynności i uścisk dłoni pryncypała i idzie do swojego nowego gabinetu. Wchodzi do pokoju o wymiarach może 3x4 metry, nieważne, ciasne ale własne - myśli sobie.
    Pokój jednak, ku jego zdziwieniu jest całkowicie pusty...ani pól jakiegokolwiek mebla...Idzie do sekretariatu Katedry i pyta czy dostanie jakieś meble - odpowiedź - nie wiadomo. Przetarg na meble jest za pół roku i musi sobie (on sam!!!) załatwić jakieś pieniądze na te meble. Nowy pracownik pisze pisma do dziekana, rektora, kierownika katedry, nic z tego kasy brak. Chłop przywozi swoje prywatne meble z piwnicy i pracuje na prywatnym komputerze bo ze służbowym jest taka sama sytuacja - trzy przetargi w roku i sam se załatw kasę...

    Mijają trzy lata, Pan adiunkt ciągle ma swoje prywatne meble ale już służbowy komputer na który czekał 1,5 roku. Dopiero teraz ma tez internet ponieważ wcześniej odmówiono mu podłączenia do sieci uniwersyteckiej, bo ... nie miał służbowego kompa, a do prywatnego podłączyć netu nie można...Gość był przynajmniej zadowolony, że przyznano mu wewnętrzny grant na wyprawę naukowa do Ameryki Południowej, gdzie wcześniej prowadził badania, niestety lwią część pieniędzy zabrano mu (karnie!!!) na kilka miesięcy przed wyjazdem z powodu...błędu w zeszłorocznym sprawozdaniu, gdzie nie określił, które jego publikacje były finansowane ze statutowych, a które z dofinansowania dla młodych naukowców...
    A to tylko jedna z wielu historii jakie mogę opowiedzieć z mojego podwórka...

    Alma mater dba o swoje dzieci...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy, skoro piszesz anonimowo - co całkowicie rozumiem - może napisz co to za wspaniała uczelnia tak organizuje pracę swoim pracownikom?? Trzeba w końcu głośno zacząć gadać o tym kto i gdzie, jeśli ma się coś zmieniać...

      Usuń
    2. Każda, ponieważ we wszystkich polskich uczelniach obowiązuje prawo o zamówieniach publicznych (wymyślone w śnie paranoika) i we wszystkich polskich uczelniach administracja jest przekonana, że to ona jest odpowiedzialna za polską naukę, a kadra naukowa tylko przeszkadza w tym dziele.

      Usuń
  7. Opisany przeze mnie wyżej przypadek dotyczy jednej ze śląskich uczelni. Nie podam jakiej, gdyż sprawa nie dotknęła bezpośrednio mnie, ale Kolegę z pokoju obok, więc wolę (na razie) pozostać anonimowy (licho nie śpi, a wiem że niektóre wypowiedzi pracowników naukowych na co popularniejszych portalach są kontrolowane i przekazywane "komu trzeba" - nie żartuje...).

    Opowiem o jeszcze jednej ciekawej sytuacji, która dotknęła bezpośrednio mnie, adiunkta na tej samej uczelni co Kolega. Uczelnia dostała "iluśtammilionowy" grant na modernizację sieci teleinformatycznej. Ucieszyłem się, gdyż nie miałem możliwości przez ponad 5 lat pracy na uczelni na korzystanie ze służbowego telefonu do rozmów chociaż by wewnętrznych. Wprawdzie dostaje co roku całe 50 PLN na rozmowy telefoniczne - pozawewnętrzne, ale nie mam jak ich wykorzystać bo telefonu u siebie nigdy nie miałem i nie dało się go załatwić. Zasugerowałem by uczelnia fundowała mi rocznie jedno doładowanie za 50PLN na telefon na kartę na co zostałem w kwesturze niemal wyśmiany, jako powód podano, że w takim przypadku nie będzie możliwości kontrolowania moich bilingów... No ale nic. Radość wielka bo w całym wielkim budynku nowiutkie kabelki i lśniące gniazdka telefoniczne w każdym pokoju, w tym moim. Niestety okazało się, że projekt nie przewidywał zakupów aparatów telefonicznych...ja na to do administratora, że nie ma sprawy, kupię sobie za prywatne jakiś stacjonarny telefon i będę dzwonił chociaż tylko po wewnętrznych. W odpowiedzi usłyszałem, że nie ma takiej możliwości. Dlaczego? Bo uczelnia nie przewiduje korzystanie w celach służbowych z prywatnych (czyt. nie będących własnością uczelni) aparatów telefonicznych. Tak więc dupa, wciąż załatwiam wszystko na własny koszt z prywatnej komórki, ale o tym ciiiii... bo jeszcze administracja się dowie i mi komórę skonfiskują...

    OdpowiedzUsuń
  8. dla mnie z tych opowieści wniosek jest jeden - jednostkom naukowym jest za dobrze, mają za dużo pieniędzy i nie muszą się starać o stworzenie warunków do pracy osobom z grantami. Dziekanowi, kwestorowi itp., nie chce się kiwnąć palcem by człowiek przynoszący pieniądze chciał u nich pracować i zostawić w kasie jednostki koszty pośrednie, bo pieniędzy jest za dużo!

    Myślę, że tu dużą rolę może odegrać system grantowy, a konkretnie procedura przenoszenia grantów. Jeżeli jest komuś źle w jego jednostce, to powinien łatwo i bez jakichkolwiek zgód kierowników tej jednostki móc zabrać kasę i iść gdzie indziej. Jedynie wtedy można wywierać nacisk na administrację i władze...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest tak, że na badania pieniądze albo się znajdą albo nie - na administrację są zawsze, to takie wydatki sztywne

      Usuń
  9. Tak bycie dziekanem to sen wielu nierobów, którzy marzą tylko o tym, żeby móc popierdzieć w pluszowy fotel i pić kawki przynoszone przez panią sekretarkę. A pracownicy naukowi? No to przecież żart jakiś; oni na pewno chcą uczelnię okraść, zdefraudować pieniądze i wynieść co się da. No dobrze, może nie docenci. Ale doktorom, to już zaufać nie można. No i ci doktoranci... tych w ogóle powinno się miotłą przegonić.
    A badania naukowe? Przecież dydaktyka jest najważniejsza, a nie granty jakieś czy projekty. Aż dziw, że ktoś dostaje kasę na te głupoty. To trzeba odgórnie ukrócić. I to jest właśnie zadanie administracji.

    OdpowiedzUsuń
  10. No to ja dodam od siebie, że na jednej z poznańskich uczelni, od trzech lat nie mogę mieć założonej uniwersyteckiej poczty,gdyż panowie w dziele informatyki powiedzieli, że do założenia takowej potrzebny jest telefon stacjonarny w pokoju (!), którego nie posiadam. Nie jest to oczywiście żaden problem dla mnie (zważywszy jak działają uniweryteckie serwery) ale pokazuje to sposób działania systemu :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Inny przykład rzucania kłód pod nogi kierowników i wykonawców grantów:
    W PAN-owskim instytucie w którym pracuje od zeszłego roku kadrowo-księgowość zinterpretowała jakieś przepisy tak ze wszelkie delegacje wykonywane w ramach grantów muszą być realizowane poza godzinami pracy statutowej czyli np. wyjazd w teren lub na konferencje wiąże się z wzięciem urlopu. Argumentacja jest taka ze nie można wykonywać jednocześnie pracy statutowej i grantu (nie można jechać na delegacje z grantu i jednocześnie być w „statutowej” pracy). Dochodziło do takich absurdów że niektórzy spędzali sporą część ze swoich urlopów np. zbierając materiał w terenie. Nie do końca orientuje się z czego (z jakich przepisów) miałyby wynikać takie ograniczenia w wykonywaniu pracy badawczej - grantowej. Byłbym zainteresowany informacjami czy w jakichś innych jednostkach (pan-owskich i innych) także konieczne jest branie urlopów na delegacje grantowe i jakie jest tego uzasadnienie (pytałem już znajomych z różnych jednostek i nie natrafiłem na podobną praktykę)? Jak dla mnie to totalny absurd bo przecież po to zdobywa się granty żeby mieć środki na badania, w tym delegacje, a instytuty maja z tego bonusy przy ocenie działalności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja p.... no to już jest totalny absurd.

      Usuń
    2. generalnie szczyt absurdy i głupoty!
      też jestem z instytutu PANowskiego i u mnie nie ma takich cyrków - mam grant któryś tam, od wielu lat jeżdżę na delegację w ramach pracy, czasem na kilka miesięcy, i nikt nie robi żadnych problemów z tym! To co pisze Anonimowy powyżej to kompletny absurd i działanie na szkodę nauki!

      Ja próbowałbym się bronić tak:

      * grant może być zbieżny z pracą statutową i jadąc na delegację wykonujesz pracę statutową, tyle, że odciążasz budżet instytutu i finansujesz to z grantu

      * nie musisz - moim zdaniem - być non stop w pracy od 8 do 16. Jeżeli pracujesz czasami w weekendy, po 16, albo w dni wolne, to niech się administracja odwali, bo jesteś w stanie robić i statutowe i grant. Jest też coś takiego jak nielimitowany czas pracy, nie wiem jak to jest oficjalnie ale możesz napisać prośbę do dyrektora o nielimitowany czas pracy, bo np. w ramach statutowych musisz wyjeżdżać w teren, odwiedzać inne biblioteki, odwiedzać innych naukowców w innych jednostkach itp., więc nie powinno być problemu.

      * u nas w instytucie tematy statutowe są dość fikcyjne, pod koniec roku się je wpisuje, że coś tam w nich robimy, ale generalnie wszyscy to olewają a już na pewno nikt nie sprawdza kto ile godzin pracuje w ramach tematów statutowych.

      powodzenia w walce z absurdem!

      Usuń
  12. Pewnie, że absurd. Ale działa. U mnie (uczelnia publiczna) jest dokładnie tak samo

    OdpowiedzUsuń
  13. Dzisiaj, w ramach przyjaźni z administracją w mojej wiodącej jednostce PAN w Krakowie, musiałam wywalczyć sobie, żeby nie obciążyli mojego grantu kosztami naprawy drukarki, która nijak się miała do zakupów z moich projektów. Na moje "ale", dostałam zdziwioną odpowiedz, że przecież wszyscy w instytucie pokrywają koszty napraw sprzętu ze swoich projektów.
    Nasuwa mi się taka myśl - skoro już pracujemy w PAN za małe pieniądze, co niby motywuje nas do zdobywania grantów na badania, to dlaczego nikt nie dba o to, żeby te pieniądze szły właśnie na taki cel? Cel z którego jednostki naukowe mają najpierw moje 25% kosztów pośrednich a potem publikacje, punkty itd?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak już ktoś wcześniej napisał, ano dlatego, że administrację to ani ziąbi ani parzy; oni (osobiście) nie mają z tego nic bo czy ty masz grant czy nie to żadna różnica. Całe te granty to dla nich tylko dodatkowe zawracanie d...

      Usuń
    2. Może rozwiązaniem byłoby wprowadzenie dodatkowych wynagrodzeń dla osób 'obsługujących' granty na takiej zasadzie, że kierownik grantu wybierałby sobie taką osobę obowiązkowo (co musiałoby być uwzględnione w kosztorysie grantu). To stworzyłoby konkurencję wśród osób z administracji i co ważne przerzucił kwestię dogadywania się, kłótni, sporów z relacji naukowiec/urzędnik na relację urzędnik/urzędnik. Szybko rozniosłoby się drogą pantoflową którzy ludzie z administracji są sprawni a których lepiej unikać.

      Usuń
  14. Uśmiałam się, choć doskonale znam podobne przykłady z własnego podwórka. Odnośnie absurdalnego pomysłu o wykonywaniu grantu poza godzinami pracy statutowej warto byłoby przypomnieć dowódcom rzeczonej jednostki, że grant to umowa trójstronna, a jednostka, jako jedna ze stron, zobowiązała się do zapewnienia wykonawcy warunków pracy.
    Pozwolę sobie zaakcentować jedną z obserwacji Autora artykułu "...na Zachodzie część administracyjna uczelni zajmuje się obsługiwaniem pracowników naukowych i zdejmowaniem z nich biurokratycznej odpowiedzialności, aby zajmowali się tym czym powinni, podczas gdy w Polsce ta grupa administracyjna wchodzi raczej w rolę kontrolującą pracowników naukowych i role są odwrócone: my obsługujemy panie z administracji donosząc kolejne papiery i wnioski, i udowadniając, że nie jesteśmy wielbłądami..."
    W tym właśnie rzecz i nie pomogą tu awantury i perswazje, żadna liniowa ewolucja, tutaj potrzebna jest rewolucja, jakościowa zmiana, meteoryt lub wspomniany powyżej kałach. Pozdrawiam wszystkich codziennie zmagających się z misiowymi kwiatuszkami



    OdpowiedzUsuń
  15. Odpowiadając na sugestie Anonimowego z 21 września 2012 01:46
    * nie jestem pewny w jakim stopniu praca statutowa może pokrywać się badaniami grantowymi bo chyba obowiązuje coś takiego jak zakaz współfinansowania badań z różnych źródeł, i chyba w tym m.in. tkwi źródło problemu z urlopowymi delegacjami.
    * kadro-księgowości/administracji nie interesuje to że np. artykuł piszę wieczorami, a jakąś analizę w labie albo badania terenowe robię w weekend (chyba że biorę na taki wyjazd delegację), w jednostce w jakiej pracuje nienormowany czas pracy dotyczy jedynie samodzielnych pracowników ale i oni (może się mylę) na delegacje z grantów muszą brać urlopy (przynajmniej w tym jest jakaś równość:)
    * jasne że ze statutów niewiele można zrobić i właśnie po to człowiek stara się o granty, jeżeli granty mają być robione poza godzinami pracy to za te niewielkie środki finansowe ze statutów można przez tydzień coś kupić albo pojechać w delegacje a przez pozostałą część roku 8h dziennie sprawdzać pocztę i pisać sprawozdania z tych właśnie badań statutowych

    Z tego co wiem problem tkwi w jakichś przepisach, które są różnie interpretowane w różnych jednostkach, chyba na ogół w mniej radykalny sposób. Nie zarzucam więc kadro-księgowości w mojej jednostce celowego uprzykrzania pracy w realizacji grantów, bo problem chyba tkwi wyżej.Jednakże takie problemy (i wiele innych związanych z papierologią grantową np. koszmarem zamówieniowym i przetargowym zajmującym często po 50% czasu pracy) powodują, że ja, a pewnie nie jestem odosobnionym, po zaledwie kilku latach na etacie naukowym jestem bardzo zniechęcony do aplikowania o granty, szczególnie jako kierownik.

    Nawiązując do wypowiedzi Anonimowy 21 września 2012 03:36 to wydaje mi się, że nie byłyby konieczne ekstra środki na obsługę administracyjną grantu bo przecież każda jednostka zabiera 30-35% kosztów pośrednich w których poza np. opłatami eksploatacyjnymi jest właśnie obsługa administracyjna, księgowa, kadrowa itd. grantu. Problem w tym, że te środki są rozdysponowywane poza jakimikolwiek uzgodnieniami z kierownikiem grantu (przynajmniej tak jest u mnie w instytucie). Wystarczyłoby w umowach grantowych zapisywać ile kasy ze środków pośrednich będzie wykorzystane na jakie cele w tym na obsługę admin. i in. (a podpisywanie umowy na taką obsługę z konkretna osobą to dobry pomysł, skoro takie umowy podpisuje się z wykonawcami naukowymi i technicznymi grantów to czemu nie z administracyjnymi?).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. co do pierwszej gwiazdki powyżej - może nie musi być to interpretowane jako współfinansowanie, bo przecież mając grant i pensję robisz więcej niż mając tylko pensję. Więc w tym samym temacie statutowym po prostu pracujesz intensywniej - nie bierzesz dwa razy pieniędzy na to samo!

      do drugiej gwiazdki - to napisz podanie do dyrektora, że ponieważ masz dużo publikacji, grant i wyjazdy terenowe prosisz o nienormowany czas pracy. A jak nie, to żeby podał podstawę prawną zabraniającą adiunktowi pracować w ramach nienormowanego czasu pracy... Jak nie poda a się nie zgodzi to masz pewność, że po prostu robi to złośliwie albo ze strachu, przed złamaniem przepisów, których nie zna...

      Usuń