środa, 5 stycznia 2011

Granty przyznane (plus moje przemyślenia)

Ministerstwo Nauki (w końcu) opublikowało wynik konkursu grantowego, dostępne są tu:

https://osf.opi.org.pl/
 
Po analizie listy 'winners & losers' mam takie przemyślenia, że to wszystko chyba idzie w nienajlepszym kierunku... Poświęciłem pół godziny i wygrzebałem kilka przykładów osób (niestety, będzie bez nazwisk), które otrzymały granty w ostatnim konkursie, a mają, delikatnie rzecz ujmując, średni dorobek naukowy:
* pani dr hab X która ma jedną (!) publikację na ISI w ciągu ostatnich 4 lat w
    czasopismie polskim z IF=0,4 
* pan dr X, którego życiowy dorobek to 2 papiery na ISI w polskich czasopismach 
* pan dr X dostaje grant, mimo, że ostatnią publikację na "listę filadelfijską" wrzucił w roku 2001 (do polskiego czasopisma z resztą)
* dwaj inni panowie doktorzy dostają dwa granty, mimo, że żaden z nich nigdy na ISI nic nie napisał...
Jak interpretować powyższe sukcesy w świetle "negatywa" dla profesora X, którego dorobek to 127 artykułów na "liście", czy pewnego dr hab X o dorobku 40 art na "liście"??? Tego typu nieoczekiwanych negatywów jest trochę więcej
Oczywiście nie można wykluczyć sytuacji, w której dobrze publikujący profesor pisał grant po sześciu piwach (akurat znam go i faktycznie wykluczyć tego nie można :o)), więc przygotował projekt niskiej jakości (w to już raczej nie wierzę). To raczej mało prawdopodobne, ale nie wykluczone... Natomiast co musiało się stać, że panel przyznał pieniądze przytaczanej pani dr hab o dorobku naukowym równym 1 papier w kiepskim czasopiśmie??? Czy panel naprawdę wierzy, że dobrze inwestuje pieniądze podatnika, dając granty wieloletnim pracownikom naukowym, którzy nigdy nic nie opublikowali??? 
 
pozdro
żmihor

8 komentarzy:

  1. No to jest wielka bolączka systemu. Może w przyszłości to się zmieni - chciałbym by tak było - że kasa jest rozkładana i lokowana tam gdzie są najlepsze warunki (psychosomatyczne ;) zarówno kierownika jak i wykonawców) na sensowny rozwój nauki.

    MS

    OdpowiedzUsuń
  2. A propos tych przemyśleń, to sądzę, że powodów takich wyników może byc sporo:
    1. W związku z (nikłym) dorobkiem kierownika X czy Y należy pamietać, że w projekt moze być zaangażowanych więcej osób, o odpowiednim dorobku, co powoduje, że recenzenci mogą uznać zespół za kompetentny do wykonania projektu i opublikowania wyników.
    2. W pewnych kręgach tematycznych bardziej mogą liczyć się np. porządne monografie, książki itd, których nie znajdziemy przez ISI. Być może przytaczane osoby X, Y itd mogą mieć tego typu dorobek, co podnosi ich wartość w oczach recenzentow.
    2a. Myśle, że należy zakładać, że liczba prac na "liście" nie zawsze musi być wyznacznikiem jakości robionej nauki. Oczywiście, że prace publikowane w odpowiednich czasopismach są lepiej indeksowane, cytowane itd, ale pojawiają się głosy ostrzegajace przed wyłącznym patrzeniem na ISI, stąd np. index h itd...
    3. Recenzenci i tematyka projektów. Być może przytoczone przykłady dotyczą pewnych konkretnych dziedzin, w ktorych recenzenci MNiSW mają dorobek podobny do przytaczanych laureatów konkursu. Wtedy inne tematy, ale w ramach tej samej dziedziny, oceniane przez innych recenzentów, stosujących typowe kryteria dla swojej działki (np. własnie liczba prac na ISI itd), mogą być oceniane gorzej. I myślę, że w tej sytuacji niestety trudno wskazać winnego, bo recenzenci są przekonani o słuszności swoich ocen.
    Być moze wyjściem byłoby dalsze podzielenie dziedzin na jakies podgrupy, tak, żeby np. projekty, których wyniki służyć najprawdopodobniej będą do akumulacji kurzu w bibliotece, nie konkurowały z projektami mającymi szansą na wysokie publikacje.

    Może w tym kierunku będą szły zmiany...
    zobaczymy...

    pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
  3. Co do liczby artykułów na tzw liście, to jasne, nie jest to uniwersalne kryterium i wspomniany index h jest pewnie bardziej wiarygodny. Podałem liczbę publikacji jako przykład łatwy do znalezienia. Ale znając algorytm indeksu h wiemy, że pani dr hab X z jedną publikacją ma index h w zakresie 0-1, co też nie wymaga dodatkowego komentarza. Co do monografii: jasne, być może przytaczane wyżej osoby mają na koncie cholernie mocne książki po angielsku, cytowane przez badaczy na całym świecie, ale tego już nie sprawdzałem bo jakoś mi się nie bardzo che w to wierzyć i trochę szkoda czasu...

    Wyjście jest wg mnie dość proste i myślę, że nie trzeba tu powoływać nowych podgrup recenzenckich itp: jeśli kierownik ma tytuł doktora i wyżej i nie ma publikacji, nie startuje w konkursie. Kropka.
    Oczywiście do ustalenia jest wartość progowa (liczba, IF, ćwiartka - cokolwiek) i uznawania monografii, ale to jest wg. mnie jedyne rozsądne kryterium, które zmusi ludzi do pracy i pchnie naukę do przodu...

    pozdro

    OdpowiedzUsuń
  4. Hej,

    ja znam Jozefa Dulaka, profesora biologii z UJ, naprawde swietny gosc:

    http://biotka.mol.uj.edu.pl/zbm/

    jak bylem mlodszy czytywalem jego teksty popularyzujace biologie we WSZECHSWIECIE; OK to wszystko zpogranicza medycyjny.. ale magisterke rbil z ekologii kumakow i w ogole lubie przyrde.

    Naukometrycznie super h=26, cytowan > 2000

    Pozdrawiam

    PT

    OdpowiedzUsuń
  5. Moim zdaniem recenzenci nie powinni oceniać wnioskodawców ale projekty, co można osiągnąć przez anonimowość wniosków. A co do 'miernych' wnioskodawców to od ich oceny jest jednostka w której pracują - gdyby taki jegomość, który niczego nie opublikował (w sensownym czasopiśmie) w ciągu ostatnich 5 lat wylatywał z pracy obligatoryjnie to nikt nie musiałby się zastanawiać nad wiarygodnością wnioskodawców przy rozpatrywaniu wniosków grantowych.
    Gdyby przyjąć kryterium dorobku w wnioskach grantowych jako najważniejszy punkt to pieniądze dostawałyby tylko stare pryki, a co z młodymi naukowcami 'na dorobku'?
    Piszesz o 'pani dr hab o dorobku naukowym równym 1 papier w kiepskim czasopiśmie' - dla mnie problemem nie jest wcale to, że dostała pieniądze - może jej projekt był ciekawy - dla mnie problemem jest skąd przed jej nazwiskiem to dr hab.?

    Cały ten post moim zdaniem jest zupełnie nietrafiony!

    OdpowiedzUsuń
  6. Zgadzam sie, ze nie mozna zamykac drogi do finansowania osobom, ktorzy chca cos zmienic w swoim zyciu naukowym ;) Pomysl, aby oceniac sam projekt jest dobry. Tak robia niektore journale zeby sie nie sugerowac pochodzeniem autorow.
    Natomiast, trzeba ewidentnie oceniac wyniki grantow, bo na razie to troche wyglada tak jak z budowa polskich autostrad - pieniadze sa rozdawane, a efekty mizerne.

    OdpowiedzUsuń
  7. Anonimowy, ja to widzę trochę inaczej: jeżeli dr hab wyleci z roboty to pójdzie gdzie indziej, wszystkie szkoły prywatne chętnie przyjmą kolejnego samodzielnego pracownika i bezrobotna na pewno nie zostanie. Więc nigdy nie będzie tak, że ludzi niepublikujących nie będzie - zawsze będą, zawsze będzie ich dużo i zawsze będą składać granty, choćby zmuszone do tego przez swojego przełożonego (nawiasem mówiąc, w niektórych jednostkach są podobno punkty za samo złożenie grantu, bez względu na wynik...)
    Wg mnie sprawa z kryterium dorobku wygląda dokładnie odwrotnie niż piszesz: gdyby przyjąć kryterium dorobku W CIĄGU OSTATNICH 4 LAT to wiele młodych, pracowitych osób by się załapało a właśnie "stare pryki" by dostały o wiele mniej niż obecnie. Kryterium dorobku jest wg mnie jedynym wiarygodnym kryterium, bo w grancie każdy może wypisywać o cudach, wspaniałych publikacjach i niesamowitych odkryciach, ale nie ma żadnej gwarancji, że którekolwiek z tych zapewnień się sprawdzi... Jedyne co wiemy o danym gościu to to, co zrobił dotychczas.

    Piotrek, jeśli ktoś chce coś zmienić w swoim życiu (=zacząć publikować) to nie musi zaczynać od konsumowania pieniędzy podatnika, bo robił to przez ostatnie lata (dziesiątki lat) - wystarczy że zacznie uczciwie pracować. Nie byłbym również takim zwolennikiem oceniania samych projektów, bo efekt projektu zależy GŁÓWNIE od zespołu.

    a to, że ta pani ma 'dr hab' to jest inna sprawa, miejmy nadzieje, że to już przeszłość...
    pozdr
    michał żmihorski

    OdpowiedzUsuń
  8. Jak zwykle najlepsze wyście jest gdzieś pośrodku.
    Oczywiście dorobek jest bardzo miarodajnym kryterium, ale moim zdaniem jego oceną nie powinien zajmować się recenzent. Dorobek np. z ostatnich 4 lat powinien podlegać ocenie tylko i wyłącznie formalnej bez wiedzy recenzenta i jego subiektywności a recenzent powinien dostać goły wniosek bez danych wnioskodawcy, najlepiej jeszcze w postaci formularza.

    Kryterium dorobku ma jeszcze tą wadę, że preferuje zespoły badawcze względem jednostek co w odniesieniu do biologii ewolucyjnej nie musi być właściwe, szczególnie jeśli powszechna jest praktyka dopisywania do grantu znanej osoby tylko po to by zwiększyć szansę otrzymania grantu.

    OdpowiedzUsuń