niedziela, 16 stycznia 2011

magnetyczne liski

Polecam uwadze artykuł opublikowany właśnie w Biology Letters jako papier ahead of print (PDF for free). Jaroslav Cerveny i czworo innych Czechów analizowało kierunek i sukces łowiecki lisów skaczących na swą niewidoczną zdobycz (chodzi o te spektakularne skoki, gdy lis wyskakuje jak na sprężynach i skacze na zdobycz niewidoczną pod śniegiem lub w roślinności – każdy kto widział choć raz, wie o co chodzi). No i wyszło, że lisy skaczą generalnie w nielosowym kierunku, głównie na nieco zwichrowaną północ. A skoki z sukcesem są jeszcze bardziej nielosowe i na północ. Autorzy sugerują, że lisy postrzegają pole magnetyczne Ziemi i ta umiejętność pozwala im ustalać – w pewien sposób predefiniowaną – odległość, z której mogą bez dużego ryzyka pudła skoczyć na ofiarę wykrywaną słuchem. Więcej fajnych koncepcji na temat - w artykule.

 

Jestem pod wrażeniem, że w czasach, gdy wszystko co topowe w ekologii (ewolucyjnej), jest albo wynikiem analiz DNA, albo satellite/radio-trackingu (ostatnio geolocatorsów), albo wysublimowanej statystyki – ekipa kolesi z C Europy pokazuje, że rzeczywiście odkrywcze rzeczy można ustalić z pomocą lornetki, busoli i najprostszych statystyk kołowych (miara tendencji centralnej). Duży szacun dla Autorów za pomysł i za otwarcie nowej, świeżej ścieżki badawczej.

 

Przemek Chylarecki

12 komentarzy:

  1. super sprawa, proste i tanie badania obserwacyjne wbijają się na samą górę...
    Na tym przykładzie widać ładnie, że wszystko zależy od pomysłu, i że na pewno takich magnetycznych lisków mamy jeszcze pełno dookoła... Takie papiery bardzo mobilizują do pracy ;o)

    Tu namiary na pdfa:
    http://rsbl.royalsocietypublishing.org/content/early/2011/01/06/rsbl.2010.1145.full.pdf+html

    A tu stron tego gościa:
    http://www.ivb.cz/staff-doc-ing-jaroslav-cerveny-csc.html

    pzdr

    OdpowiedzUsuń
  2. Praca faktycznie bardzo ciekawa, a i zrobiona na gatunku, o ktorym wydawaloby sie, ze wiemy prawie wszystko.
    Zreszta caly ten instytut jest bardzo dobry, co widac po publikacjach.

    OdpowiedzUsuń
  3. Czołem,
    art. fajny :)

    Tak mi się trochę przypomniały inne statystyki kołowe, a mianowicie bębnienie ptaków na Akcji Bałtyckiej i wnioskowanie na tej podstawie o domniemanym kierunku dalszej wycieczki na południe ;)

    Czesi mieli 84 lisy zbusolowane, a ptaków na AB zbębniono już najprawdopodobniej tysiące. Coż kilkadziesiąt lików wystarczyło na Biol. Lett., natomiast ciekawe ile tysięcy rudzików będzie potrzebnych na jakikolwiek papier indeksowany w JCR.

    Pozdr,

    MS

    Pozdr,

    MS

    OdpowiedzUsuń
  4. Coś mi się wydaje, że szybciej rudziki naucza grać się na bębnach niż z tych "badań" wyniknie coś wartościowego dla nauki.

    OdpowiedzUsuń
  5. Drogi "Anonimowy" - a co niby jest wartosciowe dla nauki? I z czego nauka miałaby czerpać swoją wartosciowosc? Jakie badania są wartosciowe, a jakie nie? Czy obserwowanie lisow jest mniej wartosciowe od obserwowania innych zjawisk- np obserwowania innych galaktyk, lub obserwowania ruchu bakterii E.coli na pożywce A i B? Z mojego punktu widzenia to szybciej rudziki naucza grać się na bębnach niż z Twojego stwierdzenia wyniknie coś wartościowego.
    Pozdrawi

    OdpowiedzUsuń
  6. Piotr, Ty to jesteś ;)

    Każda pierdoła jest wartościowa o ile pcha taki wózek do przodu. Jednakże zawsze taki wózek dociera do kasy i tutaj oceniamy jego wartość na podstawie zawartości. Jednakże jest różnica przy zakupach w Biedronce i Piotrze & Pawle. To tak jak z czasopismami i publikacjami do nich trafiającymi.

    Pozdr,

    Michał

    OdpowiedzUsuń
  7. Drogi "Skórko" - o to co jest wartościowe w tych "badaniach" to musiałbyś zapytać się autorów bo ja nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie; albo inaczej, nie widzę niczego wartościowego - może Ty widzisz i nas oświecisz?
    A na marginesie to jeśli chcesz to napiszę Ci co jest wartościowego w: "obserwowania innych galaktyk, lub obserwowania ruchu bakterii E.coli na pożywce A i "? Zapewniam Cię, że jest tutaj różnica - kosmiczna!
    A co do mojego stwierdzenia - że nic z bębnienia nie wyniknie dla nauki - może potrafisz wymienić choć jeden fakt/wniosek, który można wywnioskować z tych "badań"? Ja znam jeden - świetny sposób na marnowanie czasu i męczenie ptaków.

    OdpowiedzUsuń
  8. Szanowny Anonimie,

    Po pierwsze primo, nauka nie dzieli sie na to co z tego wyniknie a co nie. Nauka jest albo porzadnie robiona albo nie. Nauka to opisywanie swiata i zaspokajanie ciekawosci badacza. A czy cos z tego wyniknie czy nie zalezy od jego, badacza, skrupulatnosci, zdolnosci obserwacji i interpretacji zaobserwowanych zjawisk i znow, ciekawosci innych badaczy.

    Po drugie primo. Co do bebnienia - gdyby nie bebenki wiedzielibysmy znacznie mniej o tym jakimi drogami podazaja wroblaki na migracji. To, ze do dnia dzisiejszego dane zostaly opublikowane wylacznie w The Ring to kwestia pryncypala a nie jakosci badan i ludzi to wykonujacych. Przyjdzie taki dzien, gdy ktos wezmie to do kupy i opublikuje w calosci. W najlepszym czasopismie. Wierze w to.

    Po trzecie primo. Odpusc sobie ta animalsowa i pseudonadeta spiewke o meczeniu ptakow.

    michal

    OdpowiedzUsuń
  9. Hej,

    nie bede walil w psychologie nauki.. ale wsrod tych Czechow jest Hynek Bynda - od lat w Niemczech, zajmowal sie magnetyzmem u slepcow.. i jakies dwa lata temu napisali w PNAS pracke o wykorzystaniu google earth o tym jak sie zwierzaki ustawiaja pod liniami wysokiego napieca.. Jak ktos chce to wygrzebie.. a Czesi w ogole robia fajne rzeczy, dla mnie hitem jest jednak Jaroslav Flegr - badania toksoplazmozy;-)

    zdravim moc;-)

    Petrzik

    OdpowiedzUsuń
  10. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  11. hoj,
    Dla mnie różnica między badaniami kosmosu a badaniem lisów nie jest taka oczywista. Mogę wymienić szereg powodów, które sprawiają, że różnica między tymi dwoma zjawiskami jest nikła. Przykładowo, mogłbym spekulować, że po co badać odległe galaktyki skoro nie możemy tam polecieć i skorzystać z tamtejszych dóbr, a w najlepszym razie dowiemy się że nasz los jest niechybnie związany z jakąs czarna dziurą poza horyzontem zdarzen. Badanie galaktyk zapewne interesuje niewielką garstkę ludzi, a wyniki na temat strategii polowania lisa mogą interesować chociazby sporą rzeszę rolników i lesnikow.Itd. Jesli chcemy sie upierac nad jakims abstrakcyjnym pojęciu wartosciowosci naukowej dochodzimy do paradoksów interpetacyjnych. Wynika to po prostu z subiektywnej oceny samej wartosciowosci. Dla jednych wartosciowe bedzie to ze praca zostala opublikowana w dobrym czasopismie, dla innych to ze badano lisa, dla innych to ze badano to w Srodkowej Europie. Z kolei dla innych praca bedzie malo wartosciowa bo nie zostala opublikowana w Nature, bo autorzy badali lisa, a nie rudzika, i ze zjawiska nie zbadano z na polach pod Paryżem. Trzeba to sobie jasno powiedzieć "Nauka" nie może byc okreslona jako wartosciowa czy nie. Zawsze jest to subiektywna ocena zainteresowanej osoby, zalezna zapewne od swiatopogladu, pory dnia, zarobków itp rzeczy. Dlatego stawianie twierdzen ze jakies badania sa wartosciowe badz nie, bez jasnego okreslenia co ma byc tą wartoscia, nie ma sensu.
    Pozdrawiam
    PSkorka

    OdpowiedzUsuń
  12. Fajna jest teoria względności, ale z drugiej strony, zasadność badań i ich wartość podlega permanentnym ocenom w procesie recenzowania manuskryptów. Nie możemy powiedzieć, że wszystko jest względne więc róbmy cokolwiek bo i tak to będzie miało jakąś wartość dla kogoś. Bawiąc się w naukę w pewnym sensie akceptujemy pewien system wartościowania badań i wniosków z nich płynących.

    Akurat sam też mam poważne zastrzeżenia do badań rudzików, bo te rudziki już tak bębnią kilkadziesiąt lat za pieniądze podatnika... I chyba o to chodziło Anonimowemu, że raczej nic pożytecznego/wartościowego (w sensie nowej wiedzy, publikacji) z tego nie ma i nie będzie.

    pozdro

    OdpowiedzUsuń