piątek, 28 czerwca 2013

Ochrona Przyrody w miastach - uzupełnienie

Jeszcze w temacie koncentracji wysiłku na ochronie przyrody w miastach vs. poza nimi. Wróciłem dziś z liczeń późnowiosennych i tak wyglądają okolice uroczyska barłogi, które chroni pewnie więcej cennych gatunków kręgowców niż wszystkie polskie miasta razem wzięte (plus wiele gatunków w miastach niewystępujących typu wilk czy cietrzew). 



To są łąki z cietrzewiami. Jak widać melioracje "jeszcze ciepłe" choć jest środek sezonu lęgowego... Czy w obliczu takiej dewastacji jest sens walczyć o puszczyka w parku albo kaczkę krzyżówkę z wybetonowanego bajora wśród blokowisk??

michał żmihorski

12 komentarzy:

  1. Hej,
    niestety w tym przykładzie jest chyba częściowa odpowiedź. Jak widać miejsce występowania cietrzewia, czy też wilka można rozwalić jednym pociagnięciem kopary (zresztą tu można wstawić wiele nazw roznorakich maszyn/narzędzi) i pewnie nie wiele da się z tym zrobić. A w mieście np. wycięcie jednego drzewa może być bardzo trudne ze względu na paragrafy i srogie konsekwencje ich złamania, a także co raz częściej opór mieszkańców.
    Też zastanawiam się nad pytaniem jakie stawiasz, ale wydaje się, że czasem jedno jest nieco bardziej realne (ochrona SXA/ANP w parku/blokowisku) a drugie to prawdziwa walka - niemal z wszystkimi.
    BTW - mysle, że tę sprawę warto zgłościc do RDOŚ - jeśli to jest melioracja, a nie "prace utrzymaniowe" to jest szansa na powstrzymanie podobnych wybryków. Ale zajmie to wiele czasu, wysiłku i nerwów. Narobisz sobie wrogów. Ale może się uda ;)
    Pozdrawiam,
    Michał Ciach

    OdpowiedzUsuń
  2. tak, ta różnica w trudności o której piszesz może częściowo wyjaśniać nieproporcjonalnie duży wysiłek ochroniarski w miastach.
    ALe moim zdaniem główna przyczyna to brak jakiegokolwiek planowania, jakiejś dyskusji i refleksji - po co chronimy, jakie są priorytety, do czego dążymy, jakie mamy szanse, jak powinniśmy maksymalizować skuteczność naszych działań itp. To są naturalne pytania w każdej działalności ludzkiej - jeżeli coś robimy, poświęcamy swój czas, energię, pieniądze, to powinniśmy zrobić taką analizę, chociaż chwilę nad tym pomyśleć - każdy z osobna, ale też w większej skali, na poziomie NGOsów, stowarzyszeń, grup przyrodników itp. Niestety mam wrażenie, że etap analizy i decyzji jest w zdecydowanej większości zupełnie nieprzemyślany i spontaniczny - działamy w dobrej wierze ale zupełnie bez głowy...

    OdpowiedzUsuń
  3. Michale,
    tak o tym piszesz jakby to była alternatywa "chronić cietrzewie na uroczysku Barłogi albo chronić drzewa w mieście X", tymczasem ja nie widzę dlaczego mielibyśmy wybierać między jednym albo drugim. Jeśli wytniemy drzewa np. w Bydgoszczy to nie spowoduje, że ochrona Uroczyska Barłogi stanie się łatwiejsza.
    Można pójść jeszcze dalej tokiem Twojej argumentacji i zacząć zastanawiać się po co w ogóle chronić przyrodę w Polsce gdy giną lasy deszczowe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Andrzej, moim zdaniem nie masz racji. Ochrona przyrody w PL jest symboliczna - jest masa gatunków wymagających ochrony, wiele siedlisk, w wielu miejscach przyroda jest wciąż dewastowana. Zobacz ile jest pilnych i ważnych tematów które leżą, bo nie ma komu się nimi zająć: dewastacja górskich rzek, budowa nielegalnych tras narciarskich, cięcia sanitarne w rezerwatach leśnych (coś dla Ciebie), polowania na gatunki chronione albo w miejscach występowania rzadkich i płochliwych gatunków i dziesiątki innych. Każdy z nich dałby zajęcie kilku przyrodnikom na parę lat (rozpoznanie, podjęcie działań prawnych, może jakiś projekt aktywnej ochrony itp). Widzę u siebie nad Odrą, że jest masa rzeczy do zrobienia, wiele naprawdę cennych miejsc do ochrony przed genialnymi pomysłami meliorantów, myśliwych, leśników, ale po prostu brakuje na to czasu. Tymczasem wielu ludzi jest zaangażowanych w projekty ochrony przyrody w miastach, temu poświęcają uwagę, energię, pieniądze, czas. Naprawdę nie dostrzegasz tu znanej z ekologii zasady alokacji zasobów - albo jedno albo drugie.

      Pieniędzy, czasu, ludzi i wiedzy i tak będzie zawsze za mało, kraski, głuszca, kulona i wielu innych już nie uratujemy, pytanie co z dubeltem, cietrzewiem i kulikiem wielkim...

      Natomiast przykład z lasami deszczowymi jest trochę obok, bo przecież wartość przyrody w PL jest równa wartości przyrody gdzie indziej. Należy chronić to co jest naturalne, wszystkie lokalizacje mają tę samą wagę.

      Usuń
    2. Problem polega na tym drogi Michale że przyroda w miastach ma w dobie dominacji ludzi dużo większy potencjał ewolucyjny niżeli zwierzaki z poza nich,.. pytanie nie co Ty czy Wy chcecie chronić? Pytanie jak to chcecie zrobić i co w ogóle wiecie o populacjach które chronicie? A jeśli nie macie pojęcia o ich zmienności to o co w ogóle wam chodzi? I za czyje pieniądze macie zamiar nie wiedzieć o co wam chodzi?

      Usuń
    3. Z tym potencjałem ewolucyjnym to naprawdę dobre - szczególnie duży potencjał ewolucyjny ma miejska populacja głuszca, cietrzewia i dubelta...

      Drugiej części pytania nie rozumiem ;o)

      Usuń
    4. te gatunki raczej nie mają już żadnego potencjału ;)

      Usuń
    5. Michale, moim zdaniem kompletnie nie masz racji. Na pytanie takie jak w ostatnim zdaniu Twojego wpisu odpowiem twierdząco. Tak, warto chronić przyrodę na osiedlu, nawet jeśli uroczysko Barłogi, Puszcza Białowieska czy nawet Amazońska giną. Argumenty, które za tym przemawiają są różnej natury.

      Po pierwsze, względy etyczne. To, co postulujesz, przypomina mi kwestionowanie sensu wydawania pieniędzy na opiekę nad nieuleczalnie chorymi, a zamiast tego wydanie tych środków w leczenie uleczalnych, z których państwo wyciśnie jeszcze dużo podatków. Ja się nie godzę na taki świat. Cieszę się z małych, może nawet symbolicznych gestów, bo są one bardzo ważne dla kształtowania postaw i siania idei. Bardziej służą sprawie niż akademickie dysputy w stylu "ale czy warto".

      Po drugie, względy ekonomiczne. Nie widzę problemu alokacji zasobów, o którym piszesz, bo nie ma jednego centralnego budżetu na ochronę przyrody tylko liczne (niemal) niezależne budżety. Od budżetów osób prywatnych, poprzez budżety spółdzielni mieszkaniowych, gmin, powiatów itd. Nad alokacją środków można zastanawiać się w obrębie każdego z nich, ale już zastanawianie się, czy ma sens żeby Kowalski posadził wokół swojego domu żywopłot (to też działanie służące przyrodzie), gdy giną Barłogi, nie ma sensu. Kowalski ma kasę do wydania na przyrodę na swojej działce, miasto Bydgoszcz na swoim terenie, a Nadleśnictwo Białowieża na swoim i nie ma sensu nakłaniać kogokolwiek z nich, żeby oddał swoje środki w imię celu „nadrzędnego”. Często te poszczególne organizacje (czy jednostki administracji) nie mają nawet możliwości prawnych, żeby zrzec się części swojego budżetu na rzecz innego podmiotu w imię „wyższej racji” (a nawet jeśli – to kto by tą rację określał?).

      Po trzecie, względy prawne. Rozporządzenie o ochronie gatunkowej nie różnicuje sytuacji ochronnej tego przykładowego puszczyka, bez względu na to, czy występuje on na osiedlu czy w Puszczy jest tak samo prawnie chroniony. To dlaczego starasz się nas przekonać, żeby nie chronić go w mieście?


      A co do samego Uroczyska Barłogi, to mam nadzieję, że wysłałeś już zgłoszenie szkody w środowisku do RDOŚ w Olsztynie.

      Usuń
    6. Andrzej - na szybko odbijam piłeczkę ;o)

      Podajesz przykłady o których ja nie pisałem i co do których generalnie się z Tobą zgadzam. Piszemy trochę o czym innym. Chodzi mi o sytuację kiedy osoby mające w swoim potencjalnym zasięgu Barłogi i Białowieżę (czyli nie babcia co mieszka na osiedlu i tak nigdzie nie będzie jeździć dalej) dokonują wyboru i decydują, że poświęcą swój czas na ratowanie starego drzewa w parku. Odrzucam też kwestie etyczne, estetyczne, edukacyjne i wszystkie nienaukowe - interesuje mnie procedura wyboru priorytetów przez świadomych pół-profesjonalistów lub profesjonalistów. Nie mam nic do pana Kowalskiego - niech sadzi żywopłot, i podobnie jak Ciebie, mnie również to cieszy, serio!

      Mówię o NGOsach i naukowcach, którzy angażują się w akcje ochrony przyrody w miastach. Uważam, że w wielu przypadkach jest tak, że ten sam (!) czas poświęcony na ochronę drzewa/skweru/dołu z wodą itp. w mieście wystarczy by ochronić 100/1000/10000 razy większą populację targetowego gatunku właśnie w miejscach typu nikomu nieznane uroczysko w jakiejś tam Puszczy. Po prostu my przyrodnicy/naukowcy kompletnie ignorujemy procedury optymalizacji zysku, co jest zupełnie nieracjonalne i efekt jest taki, że mamy wieżę dla jerzyków i zdrenowane barłogi (czytaj: podnieśliśmy populację jerzyka o 0,01% a straciliśmy populację cietrzewia o 5%).

      Nie, nie wysłałem, nie wyrabiam się - teraz na tapecie programy rolnośrodowiskowe - niewiarygodne jak głupie i szkodliwe dla ptaków ma pomysły ministerstwo środowiska! Może w weekend coś napiszę do rdosiu w olsztynie o barłogach.

      Usuń
  4. Dorzucilbym jeszcze jeden problem tj kontrole zaplanowanych i wykonanych dzialan. Jezeli sie myle to prosze o wyprowadzenie z bledu ale czy te wszystkie projekty, programy konserwatorskie (bez wzgledu na to czy dotycza jakiejs kaluzy w miescie czy krajowej ochrony gatunku X) realizowane przez instytutcje rzadowe, NGOsy czy jakies inne podmioty sa sprawdzane po 1,5,10... latach pod wzgledem efektywnosci tj czy zamierzone cele zostaly zrealizowane ? Nie chodzi mi o kontrole zgodnosci dzialan z planem czy kontrole finansowe a praktyczna weryfikacje czy zamierzone cele projektu X przyniosly oczekiwany skutek a jezeli nie to dlaczego? Jako przyklad mozna podac licznie realizowane od lat programy ochrony kurakow lesnych, ktore pomimo realizacji na rozne sposoby, przez rozne organizacje, w skali lokalnej czy ogolnokrajowej, nie przyniosly oczekiwanego skutku tj populacje kurakow nadal wymieraja, a ich siedliska sa nadal niszczone (chocby powyzszy przyklad Michala). Oczywiscie skutek dzialan projektu moze byc zniwelowany przez jakies czynniki niezalezne od samego projektu (losowe, naturalne lub chocby nieprzemyslane przeciwstawne dzialania jakichs instytucji), szczegolnie w dluzszej perspektywie czasowej, ale powinna istniec jakas dlugoterminowa kontrola nad efektywnoscia projektow ochroniarskich chocby po to zeby wykazac ktore z nich (pomimo wielu prob) nie doprowadzaja do zamierzonych celow, wiec czy jest sens je kontynuowac kosztem innych, a jezeli nawet tak to moze w inny sposob?

    Łukasz Kajtoch

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście z perspektywy badawczej temat o którym piszesz jest bardzo ciekawy - polecam czasopismo Conservation Evidence http://www.conservationevidence.com/ , poświęcone ocenie różnych interwencji ochroniarskich.

      Natomiast na poziomie czysto administracyjnym (rozliczania różnych projektów ze skuteczności), temat jest ciężki. Rozliczać powinna ta instytucja, która daje pieniądze. W praktyce są z tym problemy, bo efekty mogą być dopiero po wielu latach. Np. wraz z Fundacją EkoRozwoju prowadziliśmy projekt tworzenia zadrzewień (alei) celem poprawy łączności między stanowiskami pachnicy (więcej o projekcie na aleje.org.pl) - można nas rozliczyć co najwyżej z posadzenia drzew, ale wciąż nie wiadomo czy przetrwają one kilkadziesiąt (czy nawet sto) lat i czy kiedykolwiek będą służyć pachnicy.

      Usuń
    2. Również polecam wspomniane czasopismo - daje pole do dalszych przemyśleń.

      Usuń