piątek, 15 marca 2013

Sumienie naukowca, czyli trochę polityki (niestety)

Ktoś z czytelników postulował by wrzucić temat jako oddzielny post. Robię to pełen obaw, bo nie chciałbym rozpętać tu dyskusji politycznej, jednak z drugiej strony miało nie być kompromisów i uciekania od tematów trudnych. Więc wrzucam:

Minister Kudrycka napisała jakiś czas temu kilka słów o sumienności i sumieniu naukowca:
http://www.nauka.gov.pl/ministerstwo/zdaniem-ministra/zdaniem-ministra/artykul/sumiennosc-i-sumienie-naukowca/?cHash=abc77a9d1d

pisze tam m.in., że:

"Pierwsze skojarzenia z naruszeniem etyki w nauce to plagiat, sfabrykowane badania albo nepotyzm. Ale nie mniej ciężkim przewinieniem jest choćby próba zarażania studentów swoim światopoglądem..."

Wg. wikipedii: "Światopogląd – względnie stały zespół sądów (często wartościujących), przekonań i opinii na temat otaczającego świata".

No i mamy na ten tekst odpowiedź podpisaną przez ponad 500 nazwisk, w tym osoby z działki eko-ewo:

http://wpolityce.pl/wydarzenia/47171-list-otwarty-do-minister-barbary-kudryckiej-w-sprawie-tekstu-sumiennosc-i-sumienie-naukowca-zamieszczonego-na-stronach-mnisw 

 

Mój komentarz: ta wymiana poglądów (minister vs. 500 nazwisk) zahacza o pytanie: czy nie za dużo polityki w działaniach MniSW? Nie wiem, nie sugeruję odpowiedzi, ale temat upolitycznienia działalności MNiSW się przewija co jakiś czas. Z jednej strony to ministerstwo, więc trudno, żeby było apolityczne, z drugiej wszyscy chyba oczekujemy, że nauka będzie apolityczna. Trudny temat...

 

michał żmihorski 

28 komentarzy:

  1. W moim odczuciu, wypowiedź Pani Minister to jakiś straszny, żenujący bełkot. W zasadzie można by go zignorować, gdyby nie fakt, że jest wypowiadany przez polityka, reprezentującego partię, która realnie ma wpływ na naszą rzeczywistość. Porównywanie plagiatu do wyrażania swojego światopoglądu jako ogromnego naukowego grzechu jest czym dla mnie nieprawdopodobnie bulwersującym. Nie wiem, jak Pani Minister wyobraża sobie kształtowanie światopoglądu wśród studentów. Kto to niby ma to robić? Pani sprzątająca z akademika? Przecież światopogląd wynika ze zdobytej wiedzy i jego przekazywanie jest nieuniknione w pracy ze studentami. Prowadząc przykładowo wykłady z ochrony środowiska podaje argumenty, dlaczego powinno się chronić naturalne zasoby i bioróżnorodność, ponieważ cały przedmiot oparty jest na poglądzie, ze środowisko jest wartością sama w sobie. Jest przecież cała rzesza ludzi, którzy uważają inaczej. Ja to mam w sumie mały problem, ale co powiedzą na wypowiedź Minister na przykład filozofowie? Z bliższej działki to w świetle wypowiedzi Minister Kurdyckiej należy współczuć wykładowcom ewolucjonizmu. Już widzę te protesty studentów, dla których wykładanie darwinizmu będzie ingerencją w ich świat wartości i próbą narzucenia światopoglądu przez wykładowcę ;).
    Pani minister być może chciałaby, aby pracownicy naukowi byli bezmyślnymi robotami, wyrabiającymi dużą liczbę publikacji i wskaźnik H, i przekazującymi tylko praktyczną wiedzę. Widać jednak nie rozumie, uniwersytety od zawsze były zaangażowane w kształtowanie poglądów młodych ludzi oraz, że przekazywanie wiedzy nieuchronnie wiąże się z kształtowaniem poglądu na świat przez studentów. Chciałbym wierzyć, że ta wypowiedz minister nie miała głębszego, politycznego przesłania, bo w przeciwnym razie byłoby to coś bardzo bardzo niepokojącego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bez przerwy mylisz światopogląd z faktami, co ma darwinizm do światopoglądu? Ja nie mam problemu ze zrozumieniem, słów Pani Minister, która jasno definiuje o jakie co jej chodzi. Jeśli już widzę gdzieś problem to na styki religii i nauki, w tej sytuacji naukowiec wierzący musi świadomie przeinaczać fakty do pozostać wiernym swojemu światopoglądowi. Nie dziwi mnie zatem spora liczba księży, którzy podpisali się pod tym listem do Kudryckiej. Światopogląd nie ma musi być zgodny z faktami, może być np. przejęty od rodziców - nawet jeśli jest totalnie idiotyczny. Powstaje zatem pytanie, czy wykładowcy są od przekazywania wiedzy czy własnych poglądów na nią. Zakładam, że nie da się tego do końca rozdzielić, ale myślę, że każdy z nas wie czym jest spekulacja i poglądy stanowiące światopogląd mają charakter spekulatywny - tak więc granica jest. Pytanie tylko czy jesteśmy w stanie wyjść poza własne ego i poczucie nieomylności w odniesieniu do własnych poglądów i nazywania ich takimi a nie przekazywania ich tak jakby były prawdą objawioną.

      "Prowadząc przykładowo wykłady z ochrony środowiska podaje argumenty, dlaczego powinno się chronić naturalne zasoby i bioróżnorodność, ponieważ cały przedmiot oparty jest na poglądzie, ze środowisko jest wartością sama w sobie."
      - gdzie tutaj mowa o światopoglądzie? przedstawiasz fakty za i przeciw.

      Mam wrażenie, że pomimo dobrych chęci sam nie zrozumiałeś albo nie chciałeś zrozumieć o czym pisała p. Kudrycka.

      Usuń
  2. Nie manipulujcie - cały cytat wygląda tak - "choćby próba zarażania studentów swoim światopoglądem – zwłaszcza gdy ten światopogląd wymyka się regułom uznawanej powszechnie wiedzy, dotychczasowym ustaleniom naukowym i rzetelnej metodologii. A nieraz nawet przeczy regułom zdrowego rozsądku." Jedyne co dyskusyjne to łącznik miedzy zdaniami - "zwłaszcza". To jest kochani koledzy właśnie uwaga wobec tych co na zajęciach w szkole wyższej przeczą "ewolucjonistom" a proszą mi wierzyć ze tacy są. I tacy popełniają znaczne przewinienie - wykładają swoje poglądy polityczne/religijne a nie rzetelną naukę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kolego anonimowy - dwie uwagi:
      po pierwsze nie manipulujemy, bo moim zdaniem ucięcie cytatu nie jest manipulacją. Zwróć proszę uwagę, że w cytacie wrzuconym przeze mnie w poście są trzy kropeczki oznaczające, że jest ciąg dalszy.

      po drugie, tak wcale nie wygląda cały cytat, bo tekst minister jest dużo dłuższy, więc przyjmując Twoją definicję manipulacji (=niepełne cytowanie) sam również się w niej mieścisz.

      Usuń
    2. kolego Michale :-)
      manipulujecie, w ten sposób że cały cytat brzmi nieco inaczej, tzn. jego ogólny wydźwięk jest nieco inny niż zostało przedstawione
      Natomiast ja wkleiłem tak, że cały cytat wyjaśnia o czym chce powiedzieć autor.

      Generalnie zgadzam się, że cały list jest dość dyskusyjny - ale z przekory stanąłem w jego obronie. Natomiast sprawa manipulacji (być może niezamierzonej jest dla mnie oczywista). Widzę różnice między zdaniem Minister powiedziała: "Należy usypiać wszystkie psy (...)" , a Minister powiedziała "Należy usypiać wszystkie psy chore na wściekliznę".

      Usuń
    3. Anonimowy z 08.41, to Ty próbujesz manipulować. Wystarczy zobaczyć, jakie przykłady podaje pani minister na zilustrowanie swojej tezy. Dla mnie, jako obywatela tego kraju wypowiedz minister była poniżej jakichkolwiek norm.
      Poza tym jest chyba niedopuszczalnym, aby porównywać naukowy plagiat czy manipulacje wynikami eksperymentów z wyrażaniem swojego skrajnego światopoglądu. Przecież to drugie ma znikomą szkodliwość z punktu widzenia nauki.
      Ale rozumiem, że pani minister ma obowiązek od czasu do czasu zamanifestować swoją polityczną przynależność.

      Usuń
    4. Dobra, ja już kończę spór, bo nie mam czasu, ale chyba swoje zdanie mieć mogę?? :-)
      JA widzę różnicę pomiędzy "wyrażaniem światopoglądu" a "próbą zarażania studentów swoim światopoglądem". Jeśli dobrze czytam jest też pewna gradacja w tym liście "Fabrykowanie wyników badań, fałszowanie danych i plagiatowanie to najbardziej rażące naruszenia. Ale naganne jest też" a zatem plagiat i zarażanie światopoglądem nie są tożsame. Generalnie ja uważam że nauka nie jest od prezentacji światopoglądów tylko od ustalania faktów i tak tez rozumiem ten list.

      Usuń
    5. Anonimowy z 8.41 - właściwa analogia z pieskami w tym przypadku brzmi tak:

      "Należy usypiać wszystkie psy, zwłaszcza chore na wściekliznę"

      Usuń
    6. Masz racje, dlatego napisałem poniżej że słowo "zwłaszcza" jest nieporozumieniem w tym liście.

      Usuń
  3. Czy ujawnienie swoich poglądów na pewien temat, nawet jeśli są one mało naukowe lub wręcz nie-naukowe i próba wywołania dyskusji wśród studentów/uczniów/słuchaczy to od razu "próba zarażania (...) swoim światopoglądem..."? Nie rozumiem, dlaczego naukowcy są tak słabo otwarci na zdanie inne? Może to my nie mamy racji?
    Nie jestem osobą religijną i przynajmniej w tych kwestiach nie próbuję nauczać, tudzież nawracać.
    Niedawno przebywałam ponad rok w USA na jednej z tamtejszych uczelni. Miałam codziennie do czynienia z jedną dość znaną w swojej dziedzinie osobą, która prowadziła ze studentami zajęcia "evolution etc.". Praktycznie w każdej grupie wyjawiała swoje zdanie na temat ewolucji mówiąc wprost, iż "w nią nie wierzy, bo wierzy w boga". Nikt z tamtejszych studentów nie negował ani nie potępiał jego zdania. Nikomu nie przyszło nawet do głowy, aby posądzić tę osobę o jakąś indoktrynację...zarażanie światopoglądem...

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeśli tak, to chyba powinno być "wyłącznie wtedy" a nie "zwłaszcza". To drugie sugeruje, że głównie wtedy ale równie dobrze, choć rzadziej, w innych przypadkach. Myślę też, że kwestia kto, komu może i powinien przekazywać światopogląd raczej nie powinna być obiektem zainteresowania administracji... W pełni zgadzam się z Piotrkiem - sam jestem pod wpływem starszych kolegów i autorytetów naukowych, staram się patrzeć jak żyją, co mówią, jak oceniają otaczający nas świat i wyciągać z tego lekcję dla siebie, nie widzę w tym nic dziwnego i nie wyobrażam sobie by mogło być inaczej.

    OdpowiedzUsuń
  5. Co do "wyłącznie wtedy" a nie "zwłaszcza" w pełni się zgadzam.
    Sprawa jest też czysta gdy ktoś mówi na wykładzie, nie wierzę w ewolucję bo MOIM ZDANIEM świat został stworzony przez boga. Co więcej, większość słuchających ma na ten temat swoje wyrobione zdanie.
    Ale niestety są inne problemy - pierwsze z brzegu (ale mogę podać więcej), na psychologii, na studiach, uczy się testów projekcyjnych bo prowadzący te zajęcia NIE WIERZĄ (albo nie chcą wierzyć) w statystyczne analizy ich trafności i rzetelności (takie miary czy dany test ma sens). Studenci uczą się wiedzy, której realnie naukowo nie ma. Studenci ci, po studiach mogą np. robić analizy dla sądów, i może się okazać że jeden z Was (oczywiście nie życzę Wam tego) zostanie niesłusznie oskarżony np. o molestowanie własnego dziecka, ponieważ ono coś narysowało w jakimś teście obrazkowym, albo zobaczyło na plamach z kolorowych kleksów. To nie jest s-f. Takie przypadki już były. Cała zabawa, polega na tym, że jest to możliwe, ponieważ ktoś uczył studentów swojego światopoglądu a nie realnej wiedzy.

    OdpowiedzUsuń
  6. Albo dodam jeszcze jeden przykład, może prostszy: czy naukowiec może głosić tezy o tym że homoseksualizm da się wyleczyć? (patrz np. przykład Pawłowicz, ale nie tylko). Czy taki naukowiec działa zgodnie z zasadami etyki czy nie? I czy taki naukowiec szkodzi nauce (jako całości, nie tylko nauce rozumianej jako stan badań) czy nie?

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten ostatni przykład to już nie jest wyrażanie światopoglądu tylko próba wcielenia się w specjalistę od spraw, nad którymi delikwent się nie zna. Światopogląd to bardziej w tym przypadku podejście do zaistniałej sytuacji. Np. homoseksualizm jest zjawiskiem z punktu widzenia moralności człowieka czymś złym (no bo w zasadzie jest, zwłaszcza w wydaniu band uzurpujących sobie prawo do dzieci jako przedmiotu pożądania i ekspresji siebie a nie dla dobra dziecka. Zresztą jak żyjący w związkach biologicznie uzasadnionych mają takie podejście to też jest złe ale jakby trochę mniej). Zdaje się, że podobny wątek już się kiedyś pojawił na blogu. Poza tym Pani Minister jakoś zapomniała, że jednym z elementów rozwoju intelektualnego i społecznego jest właśnie poznawanie rożnych światopoglądów, odnoszenie ich do wykształconych w sobie norm moralnych i etycznych. Komunizm działa w ten sposób, że narzucał swój światopogląd jednocześnie walcząc z innymi. Pani Kudrycka zdaje się podtrzymywać te wątpliwe tradycje. Poza tym reszta zagadnień to nie wymagała jakiegoś specjalnego przypomnienia jak plagiaty ect. bo te normy w nauce zawsze istniały jak i nieliczni naukowcy, którzy te normy łamali i łamią. Czyli jak zwykle brak konkretu i bicie piany.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i to się nazywa pomijanie faktów i przedstawianie własnego światopoglądu:
      "homoseksualizm jest zjawiskiem z punktu widzenia moralności człowieka czymś złym (no bo w zasadzie jest, zwłaszcza w wydaniu band uzurpujących sobie prawo do dzieci jako przedmiotu pożądania i ekspresji siebie a nie dla dobra dziecka. Zresztą jak żyjący w związkach biologicznie uzasadnionych mają takie podejście to też jest złe ale jakby trochę mniej)"

      - jak można pisać takie niczym nie poparte brednie; band uzurpujących - jeszcze go tego obraźliwe - i ty masz czelność określać siebie naukowcem?

      Usuń
    2. "band uzurpujących sobie prawo do dzieci jako przedmiotu pożądania i ekspresji siebie a nie dla dobra dziecka"

      poprosimy o źródło tej rewelacji, a może to twoje badania ; powinieneś to jak najszybciej opublikować - Science masz jak w banku!

      Usuń
    3. Jest tu może pewne nieporozumienie - kto co powiedział. Ja jestem anonimowym z 9.05 i 9.25. Dziękuję ci nanonimowy z 16.54 za Twój wpis!!! Dokładnie o to mi chodziło. Macie przykład jak na dłoni. Są ludzie (anonim 16.54) którzy nie mówią o faktach tylko przekazują swój światopogląd. Nawet na typowym blogu naukowym. I takie zachowania naszego/waszego kolegi krytykuję zarówno ja jak i list Kudryckiej.

      Usuń
  8. To jeszcze ja ;) Zgadzam się, że słowa Pani Minister są naganne - bo sugerują cenzurę tego, co każdego człowieka czyni wyjątkowym w swoich poglądach i decyzjach. ALE - uważam, że poruszyła tutaj bardzo ważny problem - problem wykorzystywania przez naukowców ich naukowego autorytetu do propagowania mniej lub bardziej upolitycznionych (pseudo?)naukowych sądów wspierających konkretne (polityczne) światopoglądy lub piętnujących inne. To jest coś, co naukowcowi nie przystoi - podobnie jak, moim zadniem, poza lakonicznym wspomnieniem na wykładzie z ewolucjonizmu nie powinien gościć temat "stworzenia świata prze Boga". Dla mnie nauka i polityka lub nauka i religia to rozłączne dziedziny, które nie powinny "dyskutować" - i takiej nauki bym sobie życzył (a może jestem zbyt naiwny?? ;)) Także słowa pani Minister odbieram jako coś, co raczej miejsca mieć nie powinno, zwłaszcza, że chcąc nie chcąc reprezentuje ona konkretny (politycznie) rząd - i szafuje odpowiednimi do jego politycznej polaryzaji przykładami ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szymon, ja się z Tobą nie zgodzę ;o)
      Dla mnie idealna sytuacja to taka, gdzie polityka i nauka to bardzo bliskie dziedziny. Gdzie polityka opiera się na wiedzy, na danych i ich interpretacji, gdzie politycy podejmują decyzję w oparciu o dane naukowe a naukowcy doradzają co robić a czego nie. Jeśli tak będziemy separować politykę od nauki to potem nie dziwmy się, że minister ten czy inny podejmuje głupie decyzje (np. sprawa rospudy).
      Uważam, że wiele sporów politycznych jest podsycana przez brak danych (jedni mówią, że jest świetnie, drudzy, że tragicznie) i dyskusja polityczna jest totalnie niemerytoryczna. Myślę, że cała ta wojna Polsko-Polska i polaryzacja społeczeństwa jest możliwa dzięki braku nauki w polityce. Mam wrażenie, że społeczeństwo jest kompletnie ogłupiałe i nie wie czy jesteśmy zieloną wyspą i wszystko jest ok, czy też zaraz zbankrutujemy. Ja bym sobie życzył, by świat polityki, w szerokim rozumieniu, był oparty na nauce i podlegał weryfikacji naukowej. Potrzebujemy w polityce chłodnego, naukowego podejścia do wielu problemów i bardzo bym chciał by w tym właśnie kierunku ewoluowała polityka.

      co do religii to oczywiście pełna zgoda

      Usuń
  9. "Skoro bowiem Bóg dał każdemu jakieś światło, aby
    rozróżniać prawdę od fałszu, nie myślałbym, iż powinienem się bodaj chwilę zadowolić mniemaniami drugiego..."

    Kartezjusz

    Pani Kudrycka (wspólnie z Panią Szumilas) powinna się skupić na kształtowaniu zdolności samodzielnego i krytycznego myślenia, nie na pouczaniu.


    studentka

    OdpowiedzUsuń
  10. Myślę, że Richard Dawkins ze swoim blogiem byłby w Polsce na cenzurowanym, a przynajmniej Pani Minister chętnie by zatkała mu usta. A przecież korzysta on ze swojego autorytetu naukowego aby prowadzić dysputy światopoglądowe. Ale to samo robi u nas Maciej Giertych, w końcu profesor biologii, ale i wojujący kreacjonista. Zaprowadziłem kiedyś swoją grupę z ewolucjonizmu na spotkanie z prof. Giertychem, któremu udzieliło gościny duszpasterstwo akademickie, odbyliśmy potem ciekawą dyskusję i naukową, i światopoglądową, i myślę, że nikomu nic się nie stało, a nawet było pouczające. Czytając wypowiedź Pani Minister przypomniały mi się czasy "komuny". Wtedy też bardzo dbano, aby ex cathedra padały jedynie słuszne idee. Szefowa resortu stanowczo za mało docenia młodych ludzi. W końcu studenci to już dorośli ludzie, swój rozum mają i nie widzę problemu, żeby stykali się z różnymi poglądami. Prowadzę wykład z socjobiologii człowieka, jest w nim też trochę treści światopoglądowych i były osoby, które wyrażały opinię aby zabronić takiego wykładu (bo ideologiczny, bo socjobiologia jest ciągle mało naukowa, bo mąci młodym ludziom w głowach itd.). Każda taka uwaga ze strony decydentów jest groźna, bo kto będzie decydował jakie treści są dopuszczalne, a jakie nie. Stąd tylko jeden krok do zamordyzmu. Już to przerabialiśmy (ja ze względu na wiek dobrze pamiętam).

    OdpowiedzUsuń
  11. Pani Minister trochę się zagalopowała, ale trochę racji ma:

    "(...) naganne jest też wykorzystywanie naukowego autorytetu w publicznych wypowiedziach – zwłaszcza spoza obszaru swoich kompetencji. Naganne jest prześladowanie i dyskryminowanie studentów i współpracowników." Co - może nie? Jest naganne!

    Gdyby nie wspomniała o Tupolewie i Rydzyku, to wątpię czy ktokolwiek z Szanownych Kolegów stanąłby w obronie prawa do zarażania światopoglądem. Tekst pozostałby pewnie nie zauważony jako kolejny stek nic nie znaczących banałów, do których przyzwyczaili nas Platformersi.

    OdpowiedzUsuń
  12. Zastanawiam się od dawna, czy w ogóle potrzebujemy instytucji jak Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, o innych także ważnych (sic!) nie wspomnę? Czy Państwu potrzebny jest biurokratyczny moloch nie spełniajacy istotnych zadań? Ba! Działających w dużej mierze pod wpływem interpersonalnych układów w rządzie/koalicji w celu zapewne utrzymania się na wysokich stanowiskach (vide pani Ministra B.K.) ? Czy NCN sam sobie by nie poradził z rozdzielaniem funduszy? Byłyby pewnie mniejsze straty, bo i mniej ogniw w łańcuchu ...
    W USA ministerstw jest jak na lekarstwo, a nauka (bez ministerstwa) ma się całkiem dobrze ;-)
    L.

    OdpowiedzUsuń
  13. Michał, a nie pomyślałeś, ze być może budują tam Twoje nowe miejsce pracy? Może te budynki są potrzebne aby zatrudnić wybitnych naukowców? Próbuję na to patrzeć przez bardziej optymistyczny pryzmat. Być może UKSW ma ambicje konkurować z niejednym uniwersytetem?

    michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Michał, ja życzę jak najlepiej UKSW i bardzo bym chciał by byli jak najlepsi, bo z konkurencji w nauce płyną na ogół same pozytywy. Serio, tu nie ma żadnego podtekstu. Boję się tylko, że raczej sobie strzelają w stopę tak dużą inwestycją i efekt będzie wręcz odwrotny... To jest trochę taka pułapka - z jednej strony nowe możliwości i wzmocnienie jednostki z drugiej wzrost kosztów i widmo super nowoczesnych ale pustych budynków. Nie wiem, nie jestem ekonomistą, czas pokaże

      Usuń
  14. Wolałbym by zamiast ograniczać wolność wypowiedzi [=niestosownych/nieprawdziwych wypowiedzi], rozwijać umiejętność krytycznego myślenia i samodzielnego rozróżniania co jest prawdą a co nie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przemek, rozwiń proszę tę myśl o ograniczaniu wypowiedzi, bo nie do końca rozumiem.

      Usuń
    2. Rozwinięciem artykułu, który podlinkowałeś jest np. ten: http://www.naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,394615,resort-nauki-i-rektorzy-chca-dyskusji-o-autonomii-uczelni.html

      Na początku którego jest cytat ,,Dzisiaj spotkaliśmy się, by przedyskutować granice wolności akademickiej, a także autonomii akademickiej...''
      A dalej jest ,,...I po trzecie wreszcie - pracownicy akademiccy, pracownicy naukowi, powinni w mediach powinni wypowiadać się w zakresie swoich kompetencji. Jeśli wypowiadają się poza obszarem swoich kompetencji naukowych, nie powinni być afiliowani konkretną uczelnią...''

      I jest to uzasadnione, by ktoś nie gadał głupot a później jego słów nie firmowano znaczkiem ,,naukowcy z Uniwersytetu XYZ uważają, że''.
      Ale jeszcze lepiej by było, gdyby zamiast ograniczać to co naukowiec może mówić w mediach, postawić na rozwój krytycznego słuchania/oglądania tego co się w mediach mówi [kto by tego nie mówił].

      Usuń