środa, 20 marca 2013

Kolejne Laboratoria Przyrodnicze w Warszawie...

Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego (UKSW) buduje Centrum Laboratoryjne Nauk Przyrodniczych. Koszt tej inwestycji to 65 mln. Tak to będzie wyglądało docelowo:
Tutaj jest opis inwestycji (powierzchnia całkowita to 6500m2, kubatura 30 000m3):
http://www.ceibi.uksw.edu.pl/node/1638

MNiSW chwali się dziś tym Centrum na swoich stornach, czytamy tam m.in.:
"na UKSW, dzięki środkom unijnym (28 mln zł), możliwe będzie ukończenie Mazowieckiego Centrum Laboratoryjnego Nauk Przyrodniczych. "UKSW poszerza swoje możliwości o cały obszar przyrodniczy. Do tej pory był to uniwersytet bardziej o charakterze humanistycznym. Teraz pojawią się pracownie przyrodnicze chemiczne, fizyczne, biologiczne..." - mówił Adam Struzik."
http://www.nauka.gov.pl/nauka/sukcesy-uczonych/sukcesy-uczonych/artykul/60-mln-zl-na-dwa-centra-badawcze-w-stolicy/ 

I teraz moje wątpliwości: jakie jest uzasadnienie ekonomiczne i w ogóle społeczne tak ogromnej i drogiej inwestycji? Czy naprawdę jest potrzeba by budować kolejny moloch na potrzeby nauki? Przypomnę o budynkach na SGGW, o CENT budowanym na UW za 200-300 mln, a teraz mamy kolejny za 65mln. Czy opłaca się ten cały gmach utrzymywać z punktu widzenia zwykłego bilansu zysków (np.publikacji, patentów, wiedzy)  i strat (np. koszt ogrzania zimą)? Mam do tego poważne wątpliwości. Cały Wydział Biologii i Nauk o Środowisku UKSW wyprodukował w roku 2012 jedynie 14 prac filadelfijskich, czyli mniej więcej tyle co dwóch średnio pracowitych adiunktów:
http://www.wbns.uksw.edu.pl/nauka-i-rozwoj 
Nie wiem czy ktokolwiek się zastanawia, że potem taki budynek trzeba utrzymać (zakładam, że to są koszty ogromne). Skończą się środki UE to trzeba wziąć kalkulator i policzyć ile kosztuje metr sześcienny gazu i jaki jest koszt ogrzania zimą kubatury 30 000 m3... Czy kadra naukowa UKSW, a nawet naukowcy w stolicy są w stanie wykorzystać te wszystkie nowo powstające budynki, sprzęt, laboratoria? Czy inwestycje i wyprodukowane metry kwadratowe laboratoriów to faktycznie dobra miara rozwoju sektora nauki? Czy ktoś w ogóle myślał o tym, że w Dziekanowie, czyli obok UKSW, zaraz będą stały puste budynki i 3 hektary gruntów po CBE PAN?

michał żmihorski 

PS i jeszcze dalej w tym klimacie kilka zdjęć dających do myślenia:
biblioteka uniwerytecka we Wrocławiu:
  
kompleks naukowo-dydaktyczny Uniwersytetu Rzeszowskiego:
  

38 komentarzy:

  1. No właśnie, aż chciałoby się powiedzieć, żeby wygląd tego budynku przełożył się na jakość badań i późniejszych publikacji. Póki co, takiej korelacji nie ma, chyba że ten uniwersytet zamierza zainwestować w rozwój kadry naukowej.

    OdpowiedzUsuń
  2. to jest wszystko koszmarny przerost formy nad treścią, napędzany chyba dodatkowo faktem, że większość rektorów i dziekanów swoją młodość spędzała w komunie gdzie wszystko było szare, ciasne i niedofinansowane. Ale budynek taki jak biblioteka UWr, to jest oficjalne wywalanie rocznie walizki pieniędzy w kosmos w postaci kosztów ogrzewania. Przecież połowa kubatury jest niefunkcjonalna - po co nam 30 metrów przestrzeni nad głową, gdy wchodzimy schodami na piętro, ktoś mi wyjaśni?? Chciałbym też zobaczyć cennik remontu tego przeszklonego dachu w Rzeszowie albo kosz mycia okien lub renowacji elewacji biblioteki wrocławskiej...
    To są właśnie polskie inwestycje w naukę. Dajcie komuś bystremu promil tej kwoty a zrobi lepsze badania i więcej publikacji niż te przefinansowane wydziały...

    OdpowiedzUsuń
  3. Rzeszów już zasłynął z wielkiego, pobudzającego wyobraźnię, pomnika w centrum miasta, ale tutaj widać, że kolejnym punktem charakterystycznym miasta może się stać ten olbrzymi M&Ms wiszący w uniwersyteckim holu (co to w ogóle jest?).

    OdpowiedzUsuń
  4. gratulacje za 7 prac rocznie (gratulacje dla pracowitych adiunktów) w mojej dziedzinie teoretycznej (też ścisłej) najlepsi produkują max 2-3 rocznie, bo zazwyczaj powstrzymujemy się od publikowania, gdy nie mamy dużo nowego do powiedzenia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy, nie chodzi o szczegóły typu 7 vs 3. Wydział ma 11 profesorów, 23 adiunktów i 4 asystentów plus personel techniczny. Uważasz, że 14 prac w naukach przyrodniczych to dużo??

      Usuń
    2. Trudno powiedzieć czy to dużo czy mało. To zależny czy siedzą w szkle czy jeżdżą w teren. Wydaje mi się Michale, że zapominasz też o dydaktyce, która skutecznie od nauki odciąga choć historycznie rzecz ujmując to tytuły i stopnie naukowe są przypisane szeroko rozumianej akademickości a nie instytutom (tu wydaje się to całkiem zbędne). Trochę watek rozmydliłem niemniej daj Boże by na każdym przyrodniczym wydziale choćby tyle prac na łebka przypadało.

      Usuń
    3. INOŚ UJ też prowadzi dydaktykę. UAM tak samo, Uniw Przyr w Poznaniu również.
      Nie, 14 papierów (słabych) na prawie 40 pracowników naukowych w naukach biologicznych to jest bardzo mało, niezależnie czy siedzą w szkle, czy w terenie.

      Usuń
    4. tutaj anonimowy 20 marca 2013 04:14, w mojej dziedzinie UKSW ma bardzo bardzo niski poziom naukowy, zatrudnieni tam są jakieś lesne dziadki, i w ogóle nic sensownego nie opublikowali przez ostatnie kilka lat,
      jednak, pisząc ogólnie (nie o UKSW), sama ilość prac w jednym roku dużo nie mówi, trzeba oceniać w dłuższej perspektywie

      Usuń
    5. Odnosząc się do wypowiedzi Michała (anonim z 4:26) nie do końca doczytałem. Myślałem, że chodzi wyłącznie o prace z Listy Filadelfijskiej. Zresztą jak widzę, odrywając się na moment od mikroskopu, źle pododawałem pracowników (ta 11 z boiska mi uciekła). Jak na ogólna liczbę publikacji naukowych to faktycznie miernie to może być za wysoka ocena. Przepraszam za niepotrzebny w związku z tym głos na forum.

      Usuń
    6. spoko - tak jak pisałem nie chodzi o szczegóły, nawet ta liczba publikacji nie jest tak ważna. Ważne jest pytanie czy UKSW ma potencjał by zagospodarować budynek za 65 milionów?? Ma ludzi, wiedzę, wizję, dalsze finansowanie?? Ma granty na badania? Moim zdaniem nie ma... O ile jestem zwolennikiem inwestowania w naukę, o tyle w tym przypadku (i szeregu podobnych) myślę, że mamy do czynienia z przefinansowaniem. Ta inwestycja się nie zwróci i będzie tylko ciężarem. Podobnie jak nie zwróci się inwestowanie w trzydziestometrowej wysokości korytarze biblioteki we Wrocławiu.

      Usuń
    7. Czy naprawdę nowe budynki będą droższe w utrzymaniu niż stare? Ma Pan pewność? Budynek Wydziału Matematyki UW (do niedawna dzielony z Wydz. Biologii) jest właśnie z "recyklingu". Po Wojskowej Akademii Politycznej. Studiowałem tam i pracowałem przez parę lat - budynek się sypał, średnio był przystosowany do uprawiania biologii (np. specyficzne podpiwniczenie i rury ściągały dzikie szczury z okolicy) czy nawet informatyki (brak rozwiązań architektonicznych pod infrastrukturę np. okablowanie), jest dość nieprzyjazny niepełnosprawnym (teraz jest winda doklejona na zewnątrz elewacji) i dopiero teraz, po 20 latach, zaczyna wyglądać jak sensowna uczelnia.
      Wszystkie trzy CeNT-y UW to nie tylko inwestycja w naukę, ale też projekt samego UW mający na celu konsolidację kampusu i polepszenie infrastruktury dydaktycznej (np. Wydz. Fizyki jest rozsiany w 5 budynkach w trzech lokalizacjach w Warszawie odległych od siebie o 25-30 min. jazdy komunikacją miejską; Wydz. Biologii w dwóch lokalizacjach).
      Dziekanów jest daleko reszty ośrodków naukowych w Warszawie i musiałby być bardzo sam jeden silnym ośrodkiem naukowym, żeby dziś miał sens... a chyba nie był...

      Piotr

      Usuń
    8. Panie Piotrze, nie wiem czy będzie droższy. Wiem natomiast, że robienie szklanego dachu (rzeszów), kilkunastometrowego jaja wystającego ze ściany, fontanny (sggw), 30-metrowej wysokości korytarza (wrocław) i innych tego typu kompletnie niepotrzebnych nauce rozwiązań architektonicznych podnosi koszty utrzymania. Bardzo podnosi koszty inwestycji. Jeśli jest kasa zróbmy porządne budynki, nie twierdzę przecież, że wszystkie inwestycje są bez sensu. Ale nie róbmy pomników! Panie Piotrze, fontanna w budynku (odsyłam na SGGW) naprawdę nie ma wiele wspólnego z nauką, chyba się Pan zgodzi ze mną? Również chodziłem na zajęcia na Wydz. Matematyki o którym Pan pisze i uważam, że mimo, że po wejściu do wnętrza nie ma wielkiej fontanny w korytarzu, to nadal można w tym budynku robić naukę...

      pozdrowienia,

      Usuń
  5. Na UP w Poznaniu architekci też chcieli wybudować sobie pomniki za państwowe pieniądze (i pewnie z UE) w postaci bardzo nieekonomicznych, przeszklonych i drogich potem w utrzymaniu budowli. Architekci od państwowych firm potem biorą te standardowe 5-10% wartości za projekt (na rynku jest to niemożliwe bo nikt nie zapłaci). Więc im droższy tym lepiej. Wracając do UP - Rektor się postawił szanownym architektom i wymusił zaprojektowanie budynku bardziej klasycznego, mniej szkła ect. tłumacząc, że to ma być funkcjonalne i tanie w obsłudze a nie wspomniany pomnik. Na innych uczelniach pewnie chwilowy splendor jest ważniejszy niż ekonomia lub strumień pieniądza, który idzie gdzie ma i się go pompuje w taki oto sposób. Nie mówię, że budynki uczelni to powinny być proste kloce ale to co Michał powiedział nie może być przerostu nad treścią. Zdaje się, że na SGGW też zaczynają odczuwać koszty ogrzania przepastnych korytarzy. Problem się nasili jak wydziały będą musiały same se finansować te sprawy (zresztą może już do tego doszło - nie wiem). Potem będzie jak w wielu miejscach w kraju. Kupa sprzętu, maszyn robiących "ping" i zero kadry, która umie to używać nie mówiąc o pomysłach na badania. W końcu w tych budynkach nie może stać byle jaka aparatura...

    OdpowiedzUsuń
  6. Wrocław już zbiera cięgi za mało przemyślane inwestycje w przeszłości, właśnie te koszty utrzymania budynków itd. Dług cały czas rośnie (w tej chwili na WNB jest to ok. 2 mln zł) i ktoś w końcu za to zapłaci. Biologia molekularna też zainwestowała w pomnik na tzw. międzymościu w centrum Wrocławia i obecnie ma problem z zasiedleniem centrum biotechnologii bo brak kasy na niezbędne wykończenia. A Biblioteka Uniwersytecka we Wrocławiu to znana jest nie od dziś, procesy sądowe o nadużycia przy jej budowie ciągle trwają i nie mają końca, zasiedlenie się odkłada, a koszty utrzymania koszmarnej kubatury rosną. Pewnie ten projekt UKSW też tak skończy chyba,że ta bogata instytucja w tle zechce wspomóc chociaż na razie to strumyk płynie w drugą stronę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat zadłużenie WNB na Uniwersytecie Wrocławskim nie wynika z nieprzemyślanych inwestycji w przeszłości, bowiem na wydziale żadnych takich inwestycji nie poczyniono. To wynik fatalnego podziału środków między wydziały humanistyczne i dużo bardziej kosztochłonne wydziały przyrodnicze. A do tego kompletnie bezmyślnie zrobionej poprzedniej kategoryzacji, w której porównywano rzeczy nieporównywalne czyli wydziały biologiczne były w jednym worku z wydziałami biologiczno-chemicznymi. Konsekwencją tego było to, ze w góre poszły te łączone, a czysto biologiczne pozostały w tyle. Po prostu są dziedziny, w których publikować na liście filadelfijskiej jest dużo łatwiej lub dużo trudniej. Biologia, szczególnie środowiskowa, nie ma żadnych szans na dorównanie chemii, biotechnologii. Nie wnikam tu w bzdurność takiego sposobu oceny i zachwyt takimi listami, bo to zupełnie odrębny temat.

      Autor pozwolił sobie zupełnie niepotrzebnie na komentarz o produkowaniu rocznie średnio 7 prac przez adiunkta, czym niepotrzebnie skupił uwagę nie na tym co w tym ważne. Tyle prac to w dziedzinie nauk biologicznych produkuje ktoś kto albo wykorzystuje innych, albo jest biotechnologiem, który działa w dużym zespole wypuszczającym prace co półtora miesiąca albo ma zaprzyjaźnioną redakcję i publikuje każdego śmiecia, którego w tak krótkim czasie napisze(są to znane przypadki). Wprowadzenie elementów science fiction znacznie obniżyło poziom wywodu.

      Usuń
    2. Ok, może faktycznie te 7 prac niepotrzebnie odciąga uwagę od głównego problemu. Nie do końca się zgodzę z tą diagnozą odnośnie tych 7 prac, z resztą nikt pracownikom chyba nie broni tworzenia dużego zespołu, biotechnologia też chyba nie jest zamknięta dla UKSW?? Ale nieważne.

      Natomiast nadal twierdzę, że ogrzewanie korytarza wysokiego na 30 m jest niepotrzebne. Nie stać nas na to po prostu żeby z pieniędzy na naukę rozpuszczać zimą śnieg i sople na wrocławskich ulicach.

      Usuń
    3. W naukach przyrodniczych ciężko jest uzyskać na siedem prac w roku, zwłaszcza jak prowadzisz jakieś duże prace terenowe i jesteś adiunktem bez swojego zespołu (a tak jest najczęściej). No chyba, że opracowujesz dane innych osób. Pewnie z 90 % polskich "naukowców" nie umie statystyki, więc niektórzy co ją umieją, po prostu robią publikacje poprzez opracowywanie danych innych osób. Jakby nauka w tym państwie funkcjonowała normalnie, to takie sytuacje nie miały by miejsca i musiałbyś sam tyrać na uzyskanie danych na maszynopisy.

      Usuń
  7. Jak zwykle narzekacie i nie dostrzegacie, ile nowych możliwości się w tym kryje: nowe budynki, więcej pomieszczeń do pracy i większa powierzchnia do sprzątania. A tylu bezrobotnych po studiach, więc szansę przynajmniej część z nich ma na pracę w budżetówce. Może zostać specem od pucowania podłóg drewnianych tudzież laminowanych. Pensja chyba podobna do tych, jak na stanowisku naukowym dla osób ze stopniem doktora (u nas średnio 2300 brutto--PAN).
    L.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A pensja będzie pewnie jeszcze mniejsza po nowej kategoryzacji...

      Usuń
  8. Chyba będę jedynym, który się z tym powszechnym narzekaniem nie zgodzi. Otóż może jestem nietutejszy, ale wydaje mi się, że takie duże inwestycje i "pomniki" nauki są potrzebne. Sto razy wolę bibliotekę z dużym holem, wydział, który nie jest szarobury niż stadion piłkarski. A pieniądze są w dużej mierze z unii i nie przyszłyby tutaj gdyby nie było pomysłu, żeby za nie wybudować coś co ma szanse poprawić warunki robienia nauki w Polsce. A co do jakości prac na wydziale, to może się on poprawi, kiedy UKSW będzie miał lepsze warunki. W każdym razie lepiej pisac projekty i wnioskować o fundusze na badania niż narzekać na to, że ktoś coś buduje...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nam nie chodzi o to, że jakiś uniwersytet stawia sobie fikuśne budowle. Niech sobie stawia. Problem jednak jest w tym, że gdyby takie pieniądze zainwestować w dobrą kadrę naukową, to korzyści byłby znacznie większe i długofalowe, a nie tylko w postaci fajnego bloku. Skąd jest kadra na tym uniwersytecie? Na pewno nie z prawdziwych, otwartych konkursów. Czy można znaleźć tam etat - nie. Takie uniwersytety są tylko źródłem drugich pensji dla profesorów z lepszych uczelni. Podobnie jest na wielu innych uniwersytetach tego typu. A istotą nauki nie są ładne budynki, tylko badania jakie są robione. Założę się, za dziesięć lat, ten uniwerek będzie dalej stał nisko w rankingach.

      Usuń
  9. Oprócz sprzętu to trzeba i talentu. Jak ktoś talent ma to i z g... bat ukręci. Bez niewiarygodnych budynków. Mój kolega jako przez lata bezrobotny naukowiec, korzystając z kontaktów na świecie i mini laboratorium w bloku napisał niewiarygodną liczbę wysoko punktowanych publikacji filadelfijskich i szereg niefiladelfijskich. Budynek ma mały wpływ na jakość nauki - za to pracowitość i talent tak. U nas z reszta to typowe - można powiedzieć, że finanse i owe budynki to nagroda za osiągnięcia, których jeszcze nie ma ... . Chyba jednak powinno być odwrotnie. Skoro UE ma być ostatecznie jednym organizmem to też nie można mówić, że jak UE dała to jest OK! Za trochę to my będziemy więcej dawać a utrzymanie molochów dodatkowo nas obciąży. A propos tej przedwczesnej nagrody to byłem na tzw. gali, gdzie rozstrzygano wg którego projektu zbudują zamek Przemysła w Poznaniu. Ledwo wybrali, jeszcze łopaty w ziemię nie wbili a kapituła zajmująca się tym czymś już sobie po wręczała na gali medale ... Typowo polskie :-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Brawo! Sami anonimowi krytycy, którzy mają "znajomego" co to ma 7 prac rocznie na liście filadelfijskiej, albo produkuje "niewiarygodną" liczbę "wysoko punktowanych" prac z laboratorium w bloku (to zwłaszcza dobre!).

    Dużo w tej dyskusji jest cech typowo polskich ;)

    Naprawdę nie chcę bronić UKSW, bo na pewno nie jest to czołowy uniwersytet, ale to naprawde nie jest tak, że można by te same pieniądze przeznaczyć na coś innego. Ktoś napisał projekt na wykorzystanie funduszy, pieniądze dostał i oby udało im się to zbudować. Jakby nie napisał to unia nie dofinansowałaby anonimowych krytyków ani bezrobotnych naukowców, którzy narzekają na blogach...

    Piszcie, a (może też) będzie Wam dane (kto wie...) ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To niestety jest racja - takie fundusze są zwykle "kwadratowe" i nie da się ich wziąć na nić innego, jak tylko na wybudowanie takiego, czy innego "centrum". Inną sprawą jest fakt, jak się to odbywa, bo znając kulisy niektórych podobnych inwestycji mogę dość śmiało stwierdzić, że mechanizm nie polega na rzeczywistej analizie potrzeby stworzenia laboratoriów, sal wykładowych etc. dla wybitnych, czy chociażby średnich uczonych, ale na planie pt. "weźmy kasę i zobaczymy". Aż się chce tu przywołać mickiewiczowskie: "Szabel nam nie zabraknie, szlachta na koń wsiędzie, Ja z [rektorem/dziekanem/dyrektorem - niepotrzebne skreślić] na czele i? - jakoś to będzie !"

      Usuń
  11. Bartek, źle rozpoznajesz problem - nie krytykujemy tu UKSW jako takiego i nawet ta liczba publikacji nie jest tu kluczowa. Chodziło mi głównie o to, że słaba uczelnia, która nie pozyskuje grantów na badania, nie ma wielu publikacji, ma na ogół słabą kadrę, dostaje kupę kasy na wypasiony budynek. To nie jest uzasadnione w żaden sposób (na pewno ekonomiczny i naukowy) i wg. mnie te pieniądze nie będą pracowały dla nauki. Taka inwestycja jest dużym ciężarem dla UKSW, obawiam się, że będą mieli spore problemy by płacić za jej utrzymanie.

    Żeby ująć rzecz przenośnią: koleś po studiach ma słabą pracę, ledwo wiąże koniec z końcem i dostaje w prezencie Audi A8 z sześciolitrowym, dwunastocylindrowym silnikiem i 450KM pod maską. Nie może go sprzedać, tylko ma go użytkować - to prezent dla niego by się chłopak rozwijał, by było mu lepiej. W mieście ten samochód spali mu 16 litrów, standardowy przegląd będzie go kosztował 5 kafli, tyle samo co roczne ubezpieczenie... Widzisz sens takiej inwestycji w naukę??? Tu sytuacja jest niestety podobna, więc nie cieszmy się za bardzo z tej limuzyny.

    A co do tych siedmiu publikacji to bez przesady - nie jest to chyba jakiś niesamowity wyczyn!
    pozdrowienia,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podzielam opinię Michała, trzeba nieco rozsądku w gospodarowaniu pieniędzmi na inwestycje, a sam fakt, że te pieniądze można zdobyć nie może przesłaniać myślenia o przeszłości. Z Unii Europejskiej można od czasu do czasu otrzymać spore fundusze w ramach tzw. nauki, ale zwykle nie są to pieniądze przeznaczone na bezpośrednie wsparcie mocnych ośrodków naukowych. Jednym z takich programów dofinansowujących naukę były fundusze z UE na wsparcie "zaniedbanych" regionów wschodnich w Polsce. Pozwoliły one uzyskać uczelniom z tzw. ściany wschodniej sporych pieniędzy na inwestycje, organizację laboratoriów itd. Chciałbym wierzyć, że w przewidywalnej przyszłości zaowocuje to znacznym wzrostem poziomu naukowego tych jednostek, ostrym ruszeniem do przodu w rankingach itp. Ale tak jak wielu kolegów na tym forum uważam, że za wartość nauki odpowiada przede wszystkim jakość pracowników, a nie czy się pracuje w wypasionych budynkach ze szkła i stali.
      A co do tych siedmiu publikacji - Michale, w Polsce taka roczna liczba prac indeksowanych to jest duży wyczyn. Znam osoby z taką produkcją, ale to raczej wyjątki. Znam też osobę która, wbrew wątpliwościom jednego z wypowiadających się powyżej, która pracując jako prywatny uczony w domu ma światowy dorobek, ale jest to zdecydowanie unikatowy przykład (no i działa w tej dziedzinie biologii, która nie wymaga laboratoriów i wielkiego wsparcia finansowego).
      I jeszcze do wypowiedzi osoby z 21 marca 04:52 w sprawie długu na wrocławskim WNB. Rzeczywiście, bezpośrednim powodem długu nie były inwestycje, ale jednym z pierwszych odruchów dziekana w programie naprawczym było sięgnięcie po rezerwy wynikające z utrzymania budynków (przez pomysł zlikwidowania kilku jednostek i maksymalnego zagęszczenia pracowników w pokojach), bo to były jedne z największych kwot w budżecie wydziału. Strach pomyśleć gdyby takie pomnikowe inwestycje rzeczywiście były, to dług byłby pewnie kilka razy wyższy.

      Usuń
    2. Oczywiścia w trzecim zdaniu miało być myślenie o przyszłości, a nie przeszłości.

      Usuń
  12. Sprawa nie jest chyba tak jednoznaczna.
    Jeżeli fundusze UKSW pochodzą z dofinansowania na budowę budynku to, albo UKSW był najlepszym z kandydatów i wszystko jest ok, albo byli lepsi kandydaci i można narzekać na procedurę przydzielania pieniędzy. Nie wiadomo jednak czy byli inni kandydaci/projekty/wnioski.
    Inną sprawą jest, czy lepiej inwestować w ludzi, czy lepiej w budynki, czy w jedno i drugie.

    Podsumowując, szkoda by było gdyby nie było lepszych pomysłów na wykorzystanie funduszy unijnych niż budowa nowego budynku czekając na niż demograficzny. Ale z pewnością można wyobrazić sobie gorsze pomysły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogło być też tak, że w ogóle nie było innych kandydatur - to są środki z Regionalnego Programu Operacyjnego i tam chyba nie ma zbyt dużej konkurencji, z tego co wiem jest nawet obawa czy te środki wydamy na czas. Nie w tym rzecz - nie narzekam, że wygrał UKSW. Chodzi mi o to właśnie czy inwestować w ludzi czy budynki? Same budynki nie będą robiły nauki, a jeśli nie będzie w nich pracowało wielu dobrych naukowców to przyniosą straty i ta inwestycja się nie zwróci. Moim zdaniem kupiliśmy właśnie dwunasto- cylindrowe audi studentowi, który szuka pracy... Możemy sobie teraz zrobić wspólne zdjęcie przy tym budynku, przeciąć wstęgę, MNiSW może zamieścić komunikat o kolejnych milionach zainwestowanych w naukę, ale czy to cokolwiek zmienia??

      Usuń
  13. Jak niż sięgnie dna to będą mieli co wynająć lub sprzedać. Nie koniecznie akurat ten budynek bo może nie będzie można ale się poprzenoszą i funkcja budowli zostanie utrzymana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mogą tego sprzedać. A jeśli budujemy po to by potem wynająć na biura to jest to raczej średni sukces naukowy, zgoda? Poza tym, tak naprawdę nie mogą też chyba wynająć, bo wynajmowanie w celach komercyjnych powoduje, że musieliby zwracać dofinansowanie z unii (=28mln).

      Student musi jeździć tym audi osobiście...

      Usuń
    2. Co gorsza statystki będą wyglądały fatalnie - takie wielkie nakłady na naukę (bo przecież MNiSW nie omieszka sobie doliczyć tych funduszy do sukcesów po stronie finansowania nauki), a uczone jak nie robili nauki na najwyższym, amerykańskim poziomie, tak nie robią...

      Usuń
    3. Michale sprzedać tego nie mogą ale pewnie mogą opylić inne budynki, które już mieli a przenieść się do nowej, luksusowej skorupy :-) Poza tym np. nasz budynek za kasę UE miał spełniać swoja funkcję x lat (chyba 5) a potem można by go było inaczej zagospodarować - zależy to pewnie od jakiś umów czy innych zasad, o których chwilowo szczęśliwie pojęcia mieć nie muszę :-)

      Usuń
  14. no a dzisiaj przecinaliśmy wstęgę w cent 3 na UW

    OdpowiedzUsuń
  15. Odnośnie biblioteki we Wrocławiu to fajnie sie tam będzie samolociki puszczało ... :-)

    OdpowiedzUsuń
  16. Trochę posiedziałem nad tematem i wkrótce wrzucę ciąg dalszy serialu pod tytułem "Polskie Doliny Krzemowe".

    W sumie obecnie w skali kraju inwestujemy ~25.000.000.000 zł w "naukę"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba raczej w pomniki nauki...

      Usuń
  17. A tutaj jeszcze przykład, jak taka "pokazówka" budowlana się kończy:
    http://zielonagora.gazeta.pl/zielonagora/1,35182,14287958,Uczelnia_musi_ciac__zeby_nie_utonac_w_dlugach.html

    OdpowiedzUsuń