czwartek, 10 stycznia 2013

Skład Komitetu Ewaluacji Jednostek Naukowych


Pojawił się nowy skład KEJN na stronach MNiSW - prosimy o jakieś komentarze odnośnie nazwisk na liście:
http://www.nauka.gov.pl/ministerstwo/aktualnosci/aktualnosci/artykul/kejn-w-nowym-skladzie/

Od siebie dodam, że widziałem przez chwilę te zasady i myślę, że trudno byłoby to jeszcze bardziej skomplikować... Niestety moim zdaniem dużo tam uznaniowości i całość jest mocno zagmatwana (ok, może jestem mało bystry ale na pierwszy rzut oka to nie jest przejrzyste). Może Komitet da radę to jakoś uprościć? Przyznaję się oficjalnie, że obecnie jako pracownik naukowy PAN nie wiem (i ciekaw jestem ilu z czytelników to wie!?) jak moja praca naukowa przekłada się na ocenę jednostki w której pracuję. Czy opłaca mi się publikować artykuł w np. Folia Zoologica, czy też nie ma on żadnego znaczenia dla późniejszej oceny? Lepiej żebym opublikował jeden w Oecologii czy 5 w Pol.J.Ecol (pytanie wcale nie jest głupie - nie pytam co jest lepsze dla mnie, tylko dla jednostki!). Czy wartość grantów które otrzymuję ma jakieś znaczenie, czy bardziej ich ilość? Opłaca się robić granty "wielojednostkowe"? Wiele osób ma ten sam problem, a jeszcze więcej w ogóle się nad tym nie zastanawia.

Moim zdaniem to jest porażka zarządzania nauką w Polsce, że pracownicy tak naprawdę nie wiedzą jaka praca jest od nich wymagana, mało tego, same jednostki nie wiedzą czego wymagać od swoich pracowników...

michał żmihorski

24 komentarze:

  1. Michale, ten apel powinieneś złożyć na ręce dyrektora twojego instytutu. Na Wydziale Nauk Biologicznych UWr opracowany został rodzaj strategii działania jej pracowników, aby podnosić wartość parametryczną jednostki. Każdy pracownik został przez to poinformowany o tym jak jego ocena pracy naukowej przełoży się na ocenę jednostki, jaki minimalny dorobek jest niezbędny aby jednostka aspirowała do kategorii A, jaki aby utrzymać się w B. Strategia została omówiona na spotkaniu wszystkich pracowników naukowych wydziału i poddana dyskusji. Przy okazji powstał system nagradzania pracowników przynoszących największe profity do oceny parametrycznej i algorytm podziału dotacji statutowej premiujący jednostki mające największy wpływ na ocenę wydziału. To nie jest takie trudne, trzeba tylko mieć od dyrekcji dane wyjściowe do algorytmu (a więc potencjalną wartość licznika i konkretną wartość mianownika). Wasza jednostka jest dużo mniejsza niż wydział uniwersytecki i powinno to być jeszcze łatwiejsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszczę nowej polityki wydziału. Z tego co wiem, aktualnie jest w kategorii B, a to musi mobilizować do działania i zmian. Na Wydziale Biologii UAM to raczej nie możliwe. Niestety cały czas w zasadzie po równo, a tylko określony procent uczonych publikuje lub stara się to robić. Tym czasem daje to kategorię A, ale ciekawe na jak długo.

      Usuń
    2. ...oczywiście "niemożliwe", przepraszam za błąd - razi, zwłaszcza, że kategoria A:)

      Usuń
    3. Tymczasem.... ;)

      Usuń
    4. No to super, przyłączam się do gratulacji dla wydziału. Ale chyba nie wszędzie to tak funkcjonuje niestety...

      Usuń
    5. ...wstyd mi i za "tymczasem". Nie wiem co się dzisiaj ze mną dzieje:(

      Usuń
  2. Anonimie, a czy te wytyczne strategiczne macie w formie elektronicznej by je dostosowac i wykorzystac? Jako jeden z autorow stratego naszego wydzialu, bylbym wdzieczny za podpowiedz.

    michal

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekani przedstawiając strategię pożytkowali się prezentacją w Power Point, więc gdzieś ta prezentacja jest. Pokazywała ona jak przestawiał się dorobek poszczególnych jednostek, jak zmiana strategii publikowania może wpływać na wynik parametryczny itd. Kierownicy zakładów i katedr pewnie gdzieś w swoich komputerach ją mają, więc ja masz jakiś znajomych na wydziale to pewnie podrzucą. Chyba to nie jest żadna tajemnica.

      Usuń
  3. Przemek Chylarecki11 stycznia 2013 00:06

    Dopóki "reżim selekcyjny" (=ocena) kształtujący strategię indywidualnego badacza będzie rozbieżny z reżimem selekcyjnym (ocena parametryczna) kształtującym finansowanie instytutu/wydziału - dopóty będzie kicha. "Przecież się nie rozerwę" rzekła żaba. Nie da się realizowac skutecznej polityki rozwoju nauki, w obliczu rozbieżnych nacisków selekcyjnych działających na badaczy i na instytuty. Tony literatury na temat doboru indywidualnego vs doboru grupowego można przy tej okazji sobie odświeżyć, ale "major findings" są tu chyba nie do podważenia. No więc, może jednak wykorzystać tę wiedzę?
    PCh

    OdpowiedzUsuń
  4. Przemek, zgadzam sie z Toba w calej rozciaglosci! I ma to jak najbardziej sens, koniec koncow trzeba publikowac jak najlepiej i zdobywac jak najwiecej kasy. A wtedy i instytucja bedzie w dobrej kategorii. Ale jest tu jeden problem, czyli ewolucyjnie samobojcze utrzymywanie 'spokrewnionych' osobnikow, ktorzy faktycznie sa pasozytami. Poki jednak nie zacznie dzialac czynnik selekcyjny w postaci bata nie bedzie doboru. I to jest chyba jeden z wiekszych problemow. Ale o tym juz na tym forum zostalo napisane dosc.

    m.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sprawa jest bardziej skomplikowana niż przedstawiacie. Poza dyskusją jest kwestia utrzymywania nierobów, ale możliwości prawne i urzędowe pozbywania się takich osób są ciągle bardzo utrudnione. Polskie prawo, kodeks pracy itd. są tak skonstruowane, że jest to bardzo trudne do realizacji (piszę to jako były dyrektor dużego instytutu). Obecne przepisy dają więcej możliwości, ale w pewnej perspektywie czasowej. To co przez nas jest oceniane jako słaby dorobek nie musi być tak ocenione przez sąd pracy (przerabialiśmy to w kilu przypadkach). Wymiana kadry wg. tych nowych przepisów będzie się odbywała więc w perspektywie 8-12. letniej. Łatwiej jest instytutom PAN, bo oni mogą przenosić osoby pracujące na mianownik na stanowiska techniczne, kuratorskie itp., na uniwersytetach takich możliwości prawie nie ma (przesuwanie na stanowiska dydaktyczne i techniczne bardzo pogarsza wynik z algorytmu).
      Odrębnym problemem jest długofalowa polityka. W podanej powyżej strategii rozwoju WNB UWr istotną dyskutowaną kwestią była sprawa czym w ogóle warto się zajmować w biologii. Wystarczy spojrzeć na wykaz jednostek z kategorii A żeby zauważyć, że najlepiej być jednorodną jednostką biologii molekularnej. Mieszanka biologii molekularnej i eksperymentalnej też daje szansę na szybsze osiągnięcie wysokich parametrów. Najgorzej mają wydziały mieszane, z różnymi działami biologii i często jeszcze z naukami o ziemi. We Wrocławiu oddzieliła się biologia molekularna i od razu wpadła w kategorię A. Rozdzielono też nauki o ziemi od biologii. Na WNB tradycyjnie we Wrocławiu rozbudowane były kierunki środowiskowe i jak to zwykle bywa w tym dziale, były jednostki słabsze i lepsze (w rozumieniu merytorycznym). W tych lepszych pozycję światową ma wrocławska taksonomia (funkcjonuje opisywane w literaturze pojęcie wrocławskiej szkoły taksonomicznej). Wbrew złośliwym wpisom niektórych blogowiczów w poprzednich dyskusjach, na świecie wartość tej szkoły jest bardzo ceniona (nie przypadkiem parę osób z wydziału zostało zaproszonych do napisania rozdziałów w najważniejszym światowym podręczniku zoologii systematycznej Handbook of Zoology). Symulacja strategii wydziału przestawiona na wspomnianym spotkaniu pokazała, że utrzymywanie dużego zespołu systematyków (a w UWr pracują oni aż w 4 różnych jednostkach), nawet światowego poziomu, nie daje szans na wejście do grupy A w ocenie parametrycznej. Dlaczego? Bo gro prac z tej dziedziny jest publikowanych w czasopismach indeksowanych o wartości parametrycznej poniżej 27 pkt. (wg starej punktacji) lub jako monografie za 25 pkt., a z symulacji wyszło, że średnia punktacja dla kategorii A wyniosła właśnie 27 pkt. Przedstawiciele biologii eksperymentalnej i molekularnej z wydziału nie są w stanie unieść produkcji punktów, która wyrównała by te różnice parametryczne wynikające z samej specyfiki nauk. Nie muszę dodawać, że wywołuje to ogromny konflikt i pretensje tych lepiej parametrycznych kierunków do tych niżej parametrycznych, a o merytorycznej wartości produkcji prawie się nie mówi (bo nie ważne czy jest jakaś szkoła o światowym poziomie, tylko ile punktów ta szkoła przynosi). Z pewnością przy tym systemie parametryzacji wydziały uniwersyteckie będą stopniowo wycinać kierunki nisko parametryczne, ale to też będzie długi proces, bo nikt nie zwolni młodego systematyka o światowym dorobku. Tu wymiana kadry będzie trwała jeszcze dłużej niż w przypadku osób słabo pracujących. No i zawsze będzie padać pytanie czy warto niszczyć te jednostki, które są na świecie postrzegane jako wiodące, a które w naszym systemie nie są w stanie parametrycznie konkurować z innymi.

      Lech Borowiec

      Usuń
  5. To, co opisał Pan Lech Borowiec, jest naturalną kontynuacją trwającego od lat procesu coraz bardziej mechanicznej oceny dorobku za pomocą kilku tylko parametrów. Wnioski są przerażające - trzeba zajmować się dziedzinami modnymi i popularnymi, natomiast rzeczywista wartość naukowa jest gdzieś na drugim bądź trzecim planie, a może już wcale się nie liczy. Jak to się stało, że środowisko złożone podobno z jednostek w miarę myślących i samodzielnych dało się tak łatwo wmanewrować w nabożne przeliczanie punktów, cytowań, IF-ów?

    Łukasz

    OdpowiedzUsuń
  6. Łukaszu, zdefiniuj proszę "rzeczywistą wartość naukową". W szczególności sposób, w jaki chciałbyś porównać dwie przykładowe osoby o liczbie publikacji X i Z - w jaki sposób określisz, kto reprezentuje wyższą "rzeczywistą wartość naukową"?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przemek Chylarecki12 stycznia 2013 00:18

      Ja bym powiedział, że "rzeczywista wartość naukowa" (dalej RWN) to taka "latent variable" - nie da się zmierzyć, wymierzyć, choć obiektywnie istnieje jak cholera. Możemy jedynie używać niedoskonałych indeksów, by próbować ją skwantyfikować. index Hirscha (i jego mutacje i pochodne) to tylko jeden z wielu możliwych sposobów mierzenia tej RWN. Szkoda, bardzo szkoda - że jedynym stosowanym w krajowej praktyce. Popatrz na samochody: jak zmierzyć rzeczywistą jakość samochodu? Możesz zastosować najróżniejsze kryteria, wszystkie istotne dla użytkowników: max szybkość, czas osiągania 100 km/h, pojemność (ile ludzi pomieści?), pojemność bagażnika, niezawodność (w sensie: czas jazdy bez awarii), kolor (laski to rzeczywiście biorą pod uwagę...), zużycie paliwa na 100 km, emisja spalin, cena, itd, itd. Indeks H (i jego pochodne) jest jak jedno z tych kryteriów (zapewne najbliżej mu do czasu dochodzenia do 100 km/h), ale - z tej samochodowej perspektywy - jasne jest, że jest to kryterium kwantyfikujące jedynie jeden wymiar "jakości" wozu. Problem w tym, że nie mamy wskaźników mierzących inne aspekty performance'u uczonych. I pewnie nie szybko je mieć będziemy. Pamiętacie ten artykuł w TREE z pozytywną agendą działania uczonych: miej czas na herbatki ze studentami, miej czas na rozwijanie zainteresowań "ogólnoludzkich", itp. Ta agenda jest bardzo daleka od Hirscha i bliska rozumieniu, że rola dobrego uczonego jest również wybitnie socjalna - pomagaj swoim kolegom, dziel się wiedzą, popularyzuj naukę, bądź odpowiedzialnym obywatelem, nie sprzedawaj się za judaszowe srebrniki w żyrowaniu fałszywych OOŚ, itd. I tego wszystkiego index H nie łapie. Ale ja, gdy oceniam moich kolegów - to łapię, i wielu z nas też to łapie. Wracając do pytania Jakuba: jak ocenisz, kto reprezentuje wyższą RWN? moja odpowiedź brzmi: nie ocenię tego indexem H, bo jest on jak ocena jakości (latent variable) filmu za pomocą liczby sprzedanych biletów. Dobry film nie musi mieć milionów widzów. Dobry film, który przeora naszą świadomość, zmieni troszku nasze działania - często będzie filmem o niskich dochodach ze sprzedaży biletów. Ludwik Tomiałojć, który ukształtował scenę ornitologii krajowej ma H=6. Czyli dla wielu hunwejbinów ocen współczesnych raczej słabizna. Ale bez Ludwika nasza ornitologia byłaby zupełnie, zupełnie inna (=gorsza), uwierzcie mi. Podsumowując: indeks H i jego mutacje używane w ocenach parametrycznych to są takie indeksy, które próbują ocenić walory Wawelu poprzez jego wymiary liniowe w 3D (szerokość, długość, wysokość). Użyteczne, ale dalekie od kwantyfikacji realnego impaktu.
      PCh

      Usuń
  7. Jakubie, problem poruszony przez Łukasza i przez prof. Borowca naprawdę nie jest błahy. Można go jednak rozwiązać poprzez rezygnację z porównywania nierównocennych dziedzin naukowych. Za pomocą IF, Hirscha i innych indeksów bibliometrycznych można porównywać dorobek wszystkich genetyków na świecie, tych z Papui i z USA. Można porównywać wszystkich ekologów i ewolucjonistów na świecie, tych z Polski i tych z Kanady. Jeden ma H=0, drugi ma H=15 i już sporo wiemy, naprawdę nie istnieje coś takiego jak przełomowe prace, których nikt nie cytuje, albo opublikowane w Wieściach Helskich. A już zwłaszcza, nie ma czegoś takiego jak przełomowe prace nieopublikowane. Tak samo można porównywać taksonomów, tutaj wbrew opiniom prof. uważam, że same wskaźniki mówią już bardzo dużo, bo taksonomowie mają podobny styl pracy, tempo publikacji, stosunek nakładów czasowych do wyników, stosunek artykułów do monografii itp.. Wtedy IF się sprawdza, bo skoro 90% prac taksonomów - z urody tej dyscypliny - jest publikowana w żurnalach do 25 pkt. MNiSW, to można ustalić kto jest wśród nich lepszy, kto gorszy, wystarczy, że jeden 90% ma papierów w Zootaxa (z paroma wyskokami do Mol. Ecol. Evol., bo zaprzęga też filogenezę na poziomie całych grup), a drugi dajmy na to wszystko ma w AZC i Zbornikach Narodnego Muzeum, Praha. Problem zaczyna się, gdy porównujemy takie dyscypliny jak taksonomia i biochemia, biogeografia i neurofizjologia. Sądzę, że porównania takie są kompletnie nieuprawnione i rzeczywiście mogą doprowadzić do zaniku "niemodnych" (czytaj niskocytowalnych) dziedzin, z dużą szkodą dla rozwoju nauki jako całości

    Mateusz Ciechanowski

    OdpowiedzUsuń
  8. Mateuszu, jak najbardziej się z Tobą zgadzam - zwłaszcza w kwestii, że przy porównaniu taksonom-taksonom (etc.), indeks H jest dobrą miarą, natomiast niekoniecznie przy porównaniu np. taksonom-biolog molekularny.
    Jednak intryguje mnie to, w jaki sposób osoby anty-Hirschowe chciałyby problem porównań (których nijak nie da się uniknąć) rozwiązać, jaką widzą alternatywę. Bo głoszenie haseł o 'zaniku rzeczywistej wartości naukowej' przypomina mi trochę przysłowiowe 'tupanie nóżką'.
    Bo czymże ta 'rzeczywista wartość naukowa' jest, jak ją opisać, przestawić, wyrazić? I czyja 'rzeczywista wartość naukowa' jest bardziej rzeczywista? ;)


    Pozdrawiam,
    JSz

    OdpowiedzUsuń
  9. Ale ignorowanie wskaźników bibliometrycznych, wyrzekanie na nich, że są "mechaniczne" i zastępowanie ich, jak uważa prof. Modzelewski, "opinią uznanych specjalistów" to dalsze wsparcie dla hodowania nierobów, którzy od 5 lat nie napisali nieraz żadnej publikacji. Nie żadnej z Listy, z IF, nawet nie, że żadnej po angielsku, tylko ŻADNEJ. Żadnej recenzowanej publikacji naukowej. Nawet po kaszubsku. Nie zawsze też rekompensują to wydziałowi czy jednostce np. swoją biegłością dydaktyczną, co czasem się zdarza, aczkolwiek, wbrew obrońców status quo (=bagna), nie jest to częsta sytuacja.

    Nie wiem czy jest możliwa droga środka - z jednej strony polska nauka jest na dorobku i musi "dogonić", gonić cała naprzód. A jak tu gonić cała naprzód, gdy śrubę i ster oblepiają tłumy nierobów? Z drugiej strony szkoda by było, gdyby polska nauka zamordowałaby "niemodne" dyscypliny dobrze rozwijające się na tle swoich zachodnich odpowiedników, ale przegrywające z modnymi "nowoczesnymi", wysokoimpaktowymi dyscyplinami na własnym podwórku. Na miejscu kolegów ekologów i ewolucjonistów tak bym się nie cieszył z rozdeptywania taksonomii, gdyż w konkurencji z neurofizjologią czy biofizyką błon komórkowych, a już zwłaszcza z naukami stosowanymi o te same, kurczące się, zasoby szans zbyt dużych nie mają.

    OdpowiedzUsuń
  10. to też Mateusz Ciechanowski :-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Rozbijam swoją wypowiedź na dwie części aby zmieścic sie w limicie znaków:
    Panie Mateuszu, ja się w dużej mierze zgadzam z tą pańską opinią z 14:53. Głównym grzechem naszego systemu parametrycznego jest to, że wszystkie dziedziny konkurują w jednym worku. Nie jestem też zwolennikiem poglądu prof. Modzelewskiego, bo kolesiostwo w opiniach wciąż uważam za jeden z grzechów głównych naszego środowiska. Nie wiem czemu zarzuca mi Pan, że unikam porównywania parametrycznego taksonomów ("wbrew opiniom prof. uważam, że same wskaźniki mówią już bardzo dużo") bo akurat w tej sprawie jestem całkowicie zgodny, że należy publikować w jak najwyżej punktowanych czasopismach indeksowanych i naciskam swoich młodych kolegów w katedrze aby to robili jak najczęściej (nota bene ten dawny Zbornik Narod. Mus. Praha to teraz czasopismo z wyższej impaktowo półki z IF ponad 0,7 czyli w taksonomii wyraźnie powyżej średniej). Natomiast i-H jest dla taksonomii zabójczy, o czym pisałem w innym wątku. Obecny system istniejący w Polsce powoduje, że powstaje złudne wrażenie, że każdy może ocenić każdego (fizjolog taksonoma, biochemik ewolucjoinistę itd.), bo ta pozorna obiektywizacja parametrów zwalnia z myślenia. Ja nie mam najmniejszego problemu, żeby wskazać nazwiska polskich taksonomów, którzy są z górnej półki i odróżnić ich od wyrobników, bo każda nauka ma swoje wypracowane systemy oceny wartości (to o czym pisze kol. Chylarecki - może one są trudne do ubrania w matematyczny algorytm, ale wszyscy świetnie sobie radzą w tej ocenie). Staram się nie podważać sensu tego co robią inni w sposób globalny (co często robi się wobec taksonomów podważając naukowy sens naszej działalności - ładną wykładnię tego zrobił w dobrotliwy sposób prof. Koteja w dyskusji ze mną na tym blogu: róbcie sobie to co robicie, nawet to doceniamy, ale ręce precz od finansowania przez Narodowe Centrum, bo ono finansuje Naukę, a nie naukę). Zwracałem jednak uwagę, że system parametryczny wysoko promuje mało intelektualne produkcje w różnych działach biologii molekularnej i eksperymentalnej i zwykle to nie budzi tyle zastrzeżeń co działalność taksonomów czy innych badaczy środowiskowych. Uczestnicy tego blogu uważają się za swojego rodzaju elitę intelektualną. Niewątpliwie ekologia, zwłaszcza z zacięciem ewolucyjnym, wymaga dużo lepszego przygotowania intelektualnego niż umiejętność izolowania białka itp., na pewno też samo opisywanie nowych taksonów nie jest aż tak intelektualnie wymagające (tu bardziej potrzebna jest skumulowana wiedza i doświadczenie). Ale udzielam się na tym blogu bo mam nadzieję, że dyskutując z osobami reprezentującymi te walory można prowadzić dyskusję z wykorzystaniem szerszego tła intelektualnego niż tylko z pozycji sumarycznego IF i wysokiego i-H (z wieloma biologami molekularnymi jest to praktycznie niemożliwe, ich system już wypromował na bogów).

    Lech Borowiec cz. 1

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dosyć prostym zabiegiem, pozwalającym porównać w miarę obiektywnie produkcję naukowa w różnych dziedzinach jest podzielenie IF przez medianę IF dla danej kategorii. Pokazuje to dość precyzyjnie, czy delikwent jest pod czy nad kreską. Z i-H sprawa jest trudniejsza, bo jego poziom bardzo zależy od specyfiki dziedziny i rzeczywiście jak porównać taksonoma, o uznanej światowej renomie, który większość prac ma "solowych", o iH 10 ze sprawnym technicznie biologiem molekularnym, który ma iH 30, na podstawie prac, z której każda ma min. 15 autorów? Pocieszam się, że w innych dziedzinach jest jeszcze zabawniej - mój znajomy astronom, 35-latek, ma iH 60 - robi dużo roboty rachunkowej, żadnego artykułu nie napisał sam, a prace, których jest współautorem mają średnio 30 autorów!

      Usuń
    2. Pytanie techniczne: skąd wziąć mediany dla kategorii?

      Usuń
    3. Z Journal Citation Reports: trzeba wybrać opcję "View a group of journals by Category", wskazać kategorię a następnie wybrać opcję "View Category Data". Dla Ecology przykładowo mediana wynosi 1.828.

      Usuń
  12. Blog jest przede wszystkim czytany przez młodych pracowników i doktorantów (co ja tu właściwie robię!) i traktuję go jako tą wspomnianą przez Przemka Chylareckiego herbatkę z młodszymi kolegami. W nauce jest jedna rzecz nie podważalna - aby postęp następował uczniowie muszą być lepsi od nauczycieli. Dlatego nie protestuję jeżeli tak ostro się tu wypowiadacie na temat starej profesury blokującej młodych i konserwujących wygodne im układziki nawet, jeżeli te słowa krytyki są zbyt uogólnione. Jest to poważne schorzenie polskiej nauki i trudne do wyleczenia. Ale akurat nasz system parametryczny tego schorzenia nie wyleczy. Na pewno ułatwi przodującym jednostkom z dziedzin wysoko parametrycznych kariery, ale też może spowodować szkody w niektórych dziedzinach nisko impaktowanych, w których naprawdę mamy mocną światową pozycję. Mam inną perspektywę niż większość z was. Jest oczywistym, że nie lobbuję tutaj dla siebie bo mnie jest już bardzo blisko końca, a i sam nic nie muszę i mógłbym pełnymi garściami czerpać z tego uprzywilejowania stanu profesorskiego. Albo wyjechać do Shangri-La i mieć to wszystko w... (tylko stamtąd już powrotu nie ma, a ja jestem naiwny idealista i ciągle wierzę w porozumienie, nawet w tak konkurencyjnym środowisku).
    Moje teksty robią się bardzo długie i pewnie zaczynam wychodzić na starego pierdołę, który ciągle pisze o tym samym, ale to też pewien element strategii ewolucyjnej obliczonej na przetrwanie moich memów, którymi zarażałem młodszych kolegów i oni na swoje nieszczęście wybrali podobną drogę w nauce.

    Lech Borowiec cz. 2

    OdpowiedzUsuń
  13. Czuję się nieco wywołany do tablicy przez Jakuba - oczywiście, zdaję sobie sprawę z niebezpieczeństwa stosowania takich rozmytych pojęć, jak "rzeczywista wartość naukowa". Tyle tylko, że nikt mi nie wmówi, że dziedziny modne i wysoko cytowane są naukowo lepsze lub ważniejsze, niż te, które publikują w "słabszych" (czytaj: o niższym IF) pismach.

    Jestem chemikiem, więc daję, nieco ironicznie, przykład chemiczny - raz na jakiś czas pojawia się modna grupa związków, które będę określał mianem Śmiertelnie Groźnych Zanieczyszczeń (ŚGZ). Na ich temat pojawia się w ciągu paru lat kilka tysięcy prac, często o wysokim IF i bardzo chętnie cytowanych. Na badania jest dużo środków, więc mnóstwo ludzi się w to pcha. Tak było np. z dioksynami, PCB, teraz są inne substancje - nieważne. Ważne, że nawet po kilku-kilkunastu latach (a co dopiero po 50 czy 100), jeśli przejrzysz te papiery, to większość z nich ma już pomijalną wartość - gdzieś tam wykryto tyle i tyle dioksyn w takim bądź innym stężeniu, a możliwe skutki środowiskowe to... (i tu zestaw dywagacji oraz pobożnych życzeń autora). Dane nieaktualne, zagrożenie żadne bądź niewielkie, ilość cytowań spora, indeks H autora pewnie też, jeśli puścił takich papierów odpowiednio dużo. Jak sądzisz, czy w tym przypadku wskaźniki dobrze się spisały w opisywaniu tej nieszczęsnej rzeczywistej wartości naukowej?

    Nie jestem zadeklarowanym przeciwnikiem takiego systemu oceniania. Jestem przeciwnikiem traktowania go jako jedynej wyroczni o naukowcu, jednostce czy całej dyscyplinie. Pan Lech Borowiec wspomniał tu o spotkaniu w celu określenia strategii instytutu w związku z ewaluacją jednostek. Jeśli przy tej okazji padają pomysły, żeby dostosować profil działania tak, by trafić do najwyższej kategorii, to jest to system patologiczny. I nie premiuje żadnej wartości naukowej, tylko bezmyślne trzepanie modnych tematów, bo to się opłaca. Taką analizę dioksyn, tylko w wydaniu biologicznym. Ja chętnie widziałbym po prostu więcej rozwagi przy tworzeniu ram oceny, by takie patologie wyeliminować.

    Pozdrawiam,
    Łukasz

    OdpowiedzUsuń