czwartek, 2 września 2010

Never ending story, czyli do ilu razy sztuka?

Wiadomo, ze planowanie badan, zbieranie prob to jedna z najprzyjemniejszych czesci pracy badawczej. Niemniej nadchodzi moment, kiedy chcemy pokazac swiatu co nam wyszlo (badz nie wyszlo) no i wysylamy nasze maszynopisy do journali na pozarcie znudzonym zyciem, sfrustrowanym badz niezbyt trzezwo myslacym recenzentom ;) Ile Waszym zdaniem warto probowac wysylac maszynopisy, ktore sa odrzucane przez kolejne czasopisma, a kiedy warto dac sobie spokoj? Takie dylematy decyzyjne nadchodza mnie przy kawie i maszynopisie, ktory wlasnie probuje poprawic i przygotowac do wyslki po raz piąty...

pozdro

skorka

11 komentarzy:

  1. bardzo fajne pytanie, też o tym myślałem parę razy. Mam też kilka takich tekstów, które były w 3-5 redakcjach i nikt ich nie chciał...
    Jeśli wszyscy recenzenci zwracają uwagę, że np. jest zła analiza to nie ma co wysyłać dalej tylko trzeba poprawić tekst. Ale jeżeli tekst nie ma większych wad, to moim zdaniem należy wysyłać do skutku! Uważam, że do takich właśnie zadań powinni być zatrudniani pracownicy techniczni: dajesz pani plik i mówisz "Biol. Conserv." i idziesz pracować nad kolejnym maszynopisem. Zwróćcie uwagę, że przygotowywanie maszynopisu pod kątem 5 różnych redakcji zajmuje od cholery czasu (zależy gdzie wysyłasz, ale np. wskazówki dla autorów J Wild. Manage. mają 100 stron!!!). Myślę nawet że 5-krotne przerabianie tekstu zajmuje tyle samo czasu co napisanie nowego...

    pozdr
    żmihor

    OdpowiedzUsuń
  2. Niezle marzenia masz Michal z tymi pracownikami technicznymi przerabiajacymi maszynopisy :)) Ale fakt faktem przerabianie formatu tekstu pod dane czasopismo zajmuje troche czasu.
    Czasami uwagi recenzentow tez wprawiaja w konsternacje. Mialem taki jeden przypadek ze dostawalem ekstremalnie roznie recenzje. Nie tak dawno wyslalem pracke do jednego z tych calkiem przyzwoitych journali i po kilku miesiach dostalem odpowiedz, ze nasz maszynopis jest totalnym shitem. Poniewaz recenzenci mieli mnostwo uwag (w ogole rozbawiaja mnie goscie piszacy recenzje prawie tak samo dlugie jak recenzowany maszynopis...)z czystego zniechecenia wprowadzilem tylko kilka technicznych poprawek i wyslalem do innego journala, wcale nie gorszego, a wrecz sadzac po ostatnich impaktach lepszego. Nie oczekiwalem zbyt wiele pozytywow, wiec wielkie bylo moje zaskoczenie, kiedy otrzymalem recenzje ze praca jest fajowa i w ogole super. I gdzie lezy prawda obiektywna?
    Na koniec przypomniala mi sie jeszcze jedna historyjka, a w zasadzie juz regula, ktora sie kieruje: "Do szesciu razy sztuka". Kiedys Anka Dubiec opowiadala mi jak to ich maszynopis wedrowal po swiece po roznych czasopismach, ale nie odpuszczali i w koncu, po kilku latach, przy 6 podejsciu zahaczyli sie w bardzo dobrym czasopismie.

    Pozdrawiam

    pskorka

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja w tym nie widzę nic dziwnego, szczególnie jak patrzę sobie z naszej pracowni z 4 piętra jak w czasie piątej w danym dniu przerwy na papierosa wesoło sobie gadają moi koledzy z innych pracowni... :o)) Z punktu widzenia dyrektora instytutu, np. takiego Piotra T., to wręcz szkodliwe jest jak pracownik naukowy, np. Piotr S. siedzi cały dzień i poprawia sposób cytowania literatury (np zamienia "&" na "and" w tekście albo dodaje "and" między przedostatnim a ostatnim autorem w spisie literatury, lub wyszukuje nr DOI dla każdej cytowanej pracy [są takie fajne czasopisma, które tego wymagają!]) :o)). Przecież nie po to Piotr T ściągał Piotra S z Krakowa, żeby ten marnował czas na rzeczy, które potrafi zrobić każdy :o))) Taka robota powinna być wykonywana właśnie przez pracownika technicznego. Ja mam obecnie na kompie dokładnie 6 maszynopisów, które wymagają już tylko pracy technicznej, a poza tym są gotowe do wysłania. U mnie w instytucie jest kilkadziesiąt osób na etatach technicznych, z których znaczna część nie generuje żadnych grantów, publikacji itp. i większość czasu spędzają na piciu kawy i herbaty, ewentualnie na paleniu przed budynkiem...

    przykład Anki Dubiec to woda na mój młyn: jak widać w wielu przypadkach opłaca się składać ile się da i jak najszybciej!

    pozdro!
    m

    OdpowiedzUsuń
  4. Hehe - dobre dobre :)Jak tylko sie zobacze z PT to sobie pozwole zacytowac ;)) Swoja droga chcialbym kiedys zobaczyc jakiegos technicznego przy maszynopisie, albo nawet w terenie:)
    Tymczasem, nie pozostaje mi nic innego jak zyczyc milego poprawiania maszynopisow.

    pskorka

    OdpowiedzUsuń
  5. Co do żmudnego poprawiania tekstów - w sensie bibliografii - polecam Zotero. Genialne narzędzie, a z każdą nową wersją popełnia coraz mniej błędów. Generalnie jedyny wysiłek jaki wkładamy to sprawdzenie w momencie zapisywania pozycji literatury do bazy czy wszystko jest ok -tzn czy wszystkie kawałki w postaci skrót nazwy czasopisma, tom albo numer są - resztę w czasie tworzenia spisu robi za nas program. A pogłoski krążą, że za niedługo Zotero uniezależni się od Firefoxa i będzie samodzielnym managerem bibliografii - więc miłośnicy Chrome i innych też odetchną ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. potwierdzam, zotero jest naprawdę przydatne choć... z niego nie korzystam jeszcze pełną parą. Co do spisu bibliografii to wydaje mi się, że jak piszesz o wielu tematach to tworzenie bazy jest mało opłacalne (nie wiem czy jeszcze kiedyś będę coś pisał o mrówkach, pszczołach czy własności lasów w Polsce... więc jestem mało zmotywowany do tworzenia bazy bibliografii)

    pozdro
    żmihor

    OdpowiedzUsuń
  7. Chłopcy;-)) Wasze komentarze to miód na serce moje... ale opuszczamy wirtualny swiatek i witamy w realu.. technicznym realu;-)) Argumenty przednie, ale juz widze tych technicznych z zotero etc. Ale pomarzyc, pomarzyc nam trzeba! Piotr T.

    OdpowiedzUsuń
  8. Panie Żmihorski chyba Pana nieco fantazja ponosi :) Generowanie grantów w liczbie 1 "w miocie" na pół setki naukowych to raczej wstyd. I zapominasz Pan, że istnieją nagrody za publikacje w Pańskim miejscu pracy. Ponadto jak widać z Waszych komentarzy pogarda dla technicznych jest zbyt wielka by proponować im współpracę.
    Czy może mylę się. Owszem z prawdziwą przyjemnością udam się w teren lub posiedzę przy maszynopisie - tylko dajcie szansę. Majka G.

    OdpowiedzUsuń
  9. Cześć Majka! Fajnie, że ktoś się "przysiadł" nowy! zapraszamy do dyskusji! :o)

    Ponieważ pewnie nie wszyscy wiedzą o co chodzi to wyjaśnię, że nasz instytut otrzymał w konkursie nr 38 tylko 1 grant (ale np. w konkursie nr 39 aż 8!). Co do skuteczności aplikowania o granty to rzuć okiem na zestawienie, które zrobiłem kilka postów niżej. Wypadamy jako instytut raczej w środku.

    Co do nagród za publikacje to nie bardzo widzę związek z poruszanym problemem... Wyjaśnij proszę!

    No, a jeśli chodzi o "pogardę" to mocno przesadzasz, myślę, że nikt z piszących nie miał nic podobnego na myśli... Dyskusja dotyczy problemu zarządzania ludźmi i czasem, zarówno pracowników naukowych, jak i technicznych. Moim zdaniem jest jeszcze sporo do zrobienia w tej kwestii, żeby skuteczniej uprawiać szeroko rozumianą naukę, żeby konkurować z jednostkami zachodnimi, wyrywać kasę na granty ministerialne, unijne itp. Poprawienie koordynacji pracy różnych pracowników jest dobrym pomysłem. Widzę też ogólny problem, że część ludzi się opieprza, a druga część na nich pracuje. I nie jest to podział na technicznych i naukowych lecz na pracowitych i leniwych. Weź rozliczenie roczne pracowników naukowych i zobacz ile osób nie zrobiło praktycznie nic w ciągu ostatniego roku (zero publikacji, grantów, cytowań)...

    pozdro!
    żmihor

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja porusze jeszcze inny problem a propos etatow technicznych. Zgadzam sie z Michalem i tez nie rozumiem dlaczego zinterpretowano nasze posty jako pgardliwe dla technicznych. Sprawa jest taka ze na etatach technicznych czesto przebywaja osoby, ktore nie powinny tam byc - tzn mlodzi ludzie po doktoracie z nadzieja na zalapanie sie na etat naukowy (sam bylem technicznym i przerabialem to przez pewien okres czasu :). Z drugiej strony jest wielu malo ambitnych ludzi na etatach naukowych, ktorzy generuja slabe publikacje (jesli w ogole) i w zasadzie powinni byc na etapach technicznych. Sam znam kilku technicznych ktorzy poziomem naukowym znacznie wyprzedzaja niektorych osobnikow na etatch "naukowych".
    Taka to nasza rzeczywistowsc :)
    Pozdro
    P

    OdpowiedzUsuń
  11. O nagrodach wspomniałam w kontekście motywacji i chyba drobnej rekompensaty wysiłków. Jeżeli generujesz zysk to być może drogą prostej kalkulacji możesz ustalić, że dysponujesz środkami na utrzymywanie osoby, która część pracy wykona za ciebie.
    W innym przypadku można oczywiście próbować zachęcić kogoś aby zrobił to z innych pobudek niż materialne- stażystę, studenta...
    W kwestiach rozkładu sił w strukturze placówek naukowych to nasuwa mi się jedno skojarzenie http://porysunki.blox.pl/2010/09/Najgorzej-maja-ci-ktorzy-mimo-nieudanego-pozycia.html
    pozdrawiam
    majka

    OdpowiedzUsuń