niedziela, 15 listopada 2015

Mobilność Plus i problem wynagrodzen w projektach



Ważny temat - napisała do mnie osoba, która uzyskała stypendium Mobilność Plus. Poniżej zamieszczam ten list, z niewielkimi modyfikacjami, ale najpierw krótki komentarz z mojej strony: wspomniane stypendium jak i wynagrodzenia np. w grantach NCN są bardzo wysoko opodatkowane. Dostajemy grant, jest tam względnie wysokie (w relacji do średniej krajowej) wynagrodzenie. Jednak całe to wynagrodzenie musi pokryć wszystkie obowiązkowe składki i podatki. A więc składki emerytalną, rentową, chorobową, zdrowotną i zaliczkę na podatek, oraz koszty pracy po stronie pracodawcy (a więc drugi raz część z tych składek)! W Efekcie z kwot, które wpisujecie sobie w grantach musicie odjąć ok 38%, bo tyle zabiera budżet. Oczywiście te 38% po drodze topnieją, bo sama wędrówka pieniądza z MNISW/NCN do jednostki stypendysty, a potem ich policzenie i powrót do budżetu w postaci tych czy innych danin nie odbywa się bezstratnie (choćby koszt zatrudnienia wielu księgowych, zarówno po stronie dającego stypendium jak i jednostki stypendysty). W zasadzie na tej wędrówce zarabiają chyba wyłącznie banki, bo to na ich kontach te pieniądze leżą, zanim wrócą do budżetu. 

Moim zdaniem jest to dość nieuczciwy zabieg, jeśli uświadomimy sobie, że przecież cała kwota wynagrodzenia/stypendium pochodzi z budżetu. Więc najpierw budżet (NCN/MNISW) daje nam w świetle fleszy, np. 60 000 rocznego wynagrodzenia, po czym prawie 40% z tej kwoty wraca do budżetu. By zasilić stypendium kolejnego zwycięzcy konkursu grantowego.

Można dalej iść tą drogą, i ogłosić, że pensja w grantach NCNu to, powiedzmy, 15 000PLN na miesiąc (i tu błyski fleszy, kamery, doniesienia prasowe o stanie nauki), tyle że składka zdrowotna wynosi 10 000PLN...

W wypadku stypendium z MNiSW sprawa wygląda trochę inaczej, bo to nie jest etat, więc płaci się od niego tylko podatek dochodowy wg skali. Jednak kwoty wsparcia np. w stypendium Mobilność Plus są tak wysokie jak na polskie warunki, że niemal zawsze przekracza się pierwszy próg podatkowy. To wiąże się też z utratą ulgi podatkowej na dziecko itd.

Poniżej tekst, który dostałem, opisujący sytuację stypendystów programu "Mobilność Plus"

michał żmihorski
 

Mobilność Plus z MNiSW funduje maksymalnie 36 miesięczny pobyt za granicą, w moim wypadku z żoną i dzieckiem. Na wyjazd do USA dostaliśmy ponad 700.000 PLN, ~600.000PLN na pokrycie kosztów życia oraz ~100.000 PLN na podróże.  Dużo, prawda? Sęk w tym, że:

Po pierwsze jest to jedno z nielicznych (jeśli nie jedyne) opodatkowane stypendium naukowe. Zostaje wobec tego na rękę 471000 PLN na pokrycie kosztów życia oraz 78500 PLN na podróże. Efektywna stopa podatku dochodowego to dla nas 21,5%.
Po drugie stypendium nie uwzględnia miejsca docelowego, czy to będzie Republika Czeska, czy USA (tak jak w moim przypadku) nie ma waloryzacji procentowej. Koszty życia jednak znacznie różnią się pomiędzy tymi miejscami.
Po trzecie stypendium jest wyliczane w PLN, a jak się domyślasz kursy USD, GBP czy CHF osiągają historyczne szczyty.
Po czwarte stypendium wynagradza w pewnej mierze moją żonę i dziecko (jest to około 1/4 całej kwoty i nie przysługuje ona gdyby żona zaczęła pracować w USA).

Podsumowując, na rękę dostajemy około 3300USD miesięcznie (471000/36/3,95), z czego minimalne koszty życia w naszym mieście dla 3 osobowej rodziny wynoszą 4000USD Pozostaje mi albo nie zapłacić podatku dochodowego i pójść do więzienia (przypadkiem brakuje dokładnie tyle, ile podatku muszę zapłacić ;) ). Albo żyć normalnie przez 10 miesięcy w roku, a później pójść pod most. Albo wracać do PL, ale to chyba nie o to chodziło w stypendium Mobilność ;)
Co najlepsze, ani szef nie może mi dopłacać (to wbrew regulaminowi), ani żona pójść do pracy, bo musiałaby przebić próg utraty części stypendium i pokrycia płatnego żłobka dla córki, żeby w ogóle wyjść na zero na tej operacji.
Można oczywiście zasugerować, że przecież mogę zrezygnować ze stypendium, jeśli mi nie pasuje, ale dostałem się do jednego z najlepszych ośrodków naukowych w USA, a warunki mojego pobytu tam ustalałem z szefową ponad rok temu, kiedy to dolar kosztował 3,05 PLN. Dla niezadowolonych z tej odpowiedzi dodam jeszcze, że mój/nasz wniosek został oceniony na 97%.

Ministerstwo zorientowało się po moich uwagach, że stworzyło potworka i obiecali się tym zająć w PRZYSZŁYCH EDYCJACH, natomiast dla mnie nie mają jakiejkolwiek pomocy (prawo nie działa wstecz). 
Walczę jeszcze w urzędzie skarbowym o uznanie diet zagranicznych za koszt uzyskania przychodu, ale wynik jest niepewny. Popatrzcie z ciekawości na wyroki WSA w tej sprawie:

Na zakończenie dodam, że nie chcę absolutnie nikogo odwodzić od pomysłu ubiegania się o Mobilność Plus. Jest to jedyna tak szeroko dostępna dla polskich naukowców droga wyjazdu do zagranicznego ośrodka. Chciałbym tylko abyście (oraz MNiSW) wzięli pod uwagę istotne ograniczenia w funkcjonowaniu tego stypendium. Wydaje mi się, że w obecnej sytuacji wyjazd do krajów takich jak USA (drogie ośrodki typu Boston, Nowy Jork, Kalifornia), UK oraz Szwajcaria w ramach tego stypendium jest poniżej granicy opłacalności i nie mówię tu broń Boże o wyciągnięciu z tego stypendium jakichkolwiek korzyści, ale o minimalnej podstawowej egzystencji. Uważam natomiast, że wyjazd do krajów strefy Euro jest w dalszym ciągu bardzo sensowny, a i kurs walut waha się +/-5%, a nie -35% jak w relacji do USD.

66 komentarzy:

  1. Trzeba było sobie sprawdzić wcześniej jak się wybiera Kalifornię, że nie będzie tanio. Istotną sprawą jest natomiast kurs dolara/euro/złotego. Stypendium powinno moim zdaniem być wypłacane w USD lub Euro, w zależności do jakiego kraju się jedzie i wynosić tyle ile płaci się post-doc'om w UE, czyli około 3-4k Euro. A tak na marginesie, z obleganego przez wszystkich naukowców stypendium wyjazdowego Marii Curie-Skłodowskiej, też nie miałbyś specjalnie więcej. A jednak konkurencja jest wciąż gigantyczna i inni naukowcy nie mówią, że wynagrodzenie jest problemem. A z tą pracą dla żony to też się rozpędziłeś, bo na pozwolenie na pracę, na wizie J2 czeka się nawet kilka lat, więc zanim dostanie to już wrócicie. Więc sprawa jest raczej nie warta uwagi. Chyba, że zamierza pracować na czarno, to w takim przypadku i tak nikt jej nie sprawdzi. Kwoty na wizyty w domu są chyba zryczałtowana, więc do Polski możecie pojechać raz w roku a nie dwa i już będziecie mieli brakujące kilka tysięcy. Coś za coś. Ciesz się, że masz taką możliwość bo z MCF szanse dla Polaków są raczej marne.
    Wam się ludzie w głowach poprzewracało, chcecie dostawać po $100k, tyle ile prof. w USA. Jak jesteś taki dobry to jedź na normalnego post-doc'a i wtedy dostaniesz w zależności od dyscypliny od $50 do 80k + ubezpieczenie. Tępi urzędnicy słuchają taki głupot (w większości - poza wspomnianym już kursem) i później coś cudują pogarszając coś co dotychczas dobrze funkcjonowało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomieszanie z poplątaniem:

      0) Czyli tak jak się spodziewałem, dominują odpowiedzi typu: "to po co jechałeś jak Ci się nie podoba" czyli tradycyjne "lepsze polskie g**no w polu niźli fiołki w Neapolu" ;)

      1) napisałem, że ustalałem warunki wyjazdu na mojego post-doca przy kursie dolara 3,05. Do 3,25-3,55 Mobilność opłaca się bardziej. Ja miałem możliwość normalnej pracy jako post-doc za pensję instytutu, w którym jestem, ale wtedy trudno byłoby wyjechać z żoną i dzieckiem, a to jest jedno z głównych założeń MP. W tym wszystkim co napisałem NAJISTOTNIEJSZĄ kwestią jest kurs dolara, bo o opodatkowaniu, czy braku mnożników procentowych wszyscy wiedzą od początku. Przez kurs USD mam 25% mniej pensji niż rok wcześniej.

      2) na pozwolenie o pracę na J2 czeka się 4-5 miesięcy

      3) kwoty na wizyty w domu są zryczałtowane ale przepadają gdy podróż się nie odbędzie

      4) policz jeszcze raz, moja pensa w MP to 2475 USD na rękę (3/4 z 3300USD). W instytucie, którym pracuję pensja post-doca to 3000 USD netto plus kilkaset USD zwrotu podatku, bo na J1 przez 2 lata się go nie płaci. Ja naprawdę lepiej bym wyszedł na niepobieraniu MP, natomiast chciałem przyjechać do labu w USA z czymś swoim, żeby startować z innego poziomu dyskusji z szefem i mieć dobrą kartą przetargową na przyszłość

      5) Sprawdź stawki NIH pensji postdoka w USA to przestaniesz pisać o zakresie 50 - 80k, bo to pensja instruktora z 5 letnim stażem po doktoracie.

      Laureat MP

      PS Może wypowie się jakiś laureat MP z poprzednich edycji, bo jak na razie sami teoretyczni post-docy mi radzą ?? ;)

      Usuń
    2. Ja byłem na post-docu z pierwszej edycji i zgadzam się z pierwsxym komentarzem pod tym artykułem. Ja byłem w doskonałym czasie dla złotówki. Dolar kosztował 2.30-2.80 pLn. Ale na życie nie wydawało z zona więcej niż 200 dolarów tygodniowo plus. 700 dolarów za mieszkanie miesięcznie. Wiec dziwi mnie Twoje narzeknarzekanie ze ci nie wystarczy 2500. A z praca na j2 w teorii czeka się 4-5 miesięcy, ale w praktyce to może trwać znacznie dłużej. Nasi znajomi zaczęli się starać jak tylko przyjechali, jak wyjezdzalismy po 2 latach ciągle jej nie dostali. Nie wiem jak w NIH ja znam post- docow którzy zarabiają min 50 tys i nie jest to coś nadzwyczajnego. P. Oleszczuk

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    4. "bo na J1 przez 2 lata się go nie płaci."
      Jakiego podatku? Federalnego? Stanowego (w jakim stanie?)?
      Jestem na J1 rozmawiałem z innymi ludźmi nikt o czymś takim nie słyszał. Gdyby tak było ... o to byłbym bogaty :)

      A co do kosztów mam netto 2250 i jakoś wystarcza na wszystko i na żonę i dziecko. Wydaje mi się, ze to co najbardziej zależy od miejsca pobytu to koszty mieszkania. U mnie w sumie 1100$. Potwierdzam, że 200$ tygodniowo wystarcza w zupełności na 3 osoby (w tym niemowlę).

      Usuń
    5. @ Patryk:
      za mieszkanie w Bostonie placimy 1700 USD z wliczona woda i ogrzewaniem (popatrz na ceny w necie). Jest to 1BR o powierzchni okolo 55 m.kw, prawie godzine drogi do labu. Mniejszego i zarazem tanszego nikt nam nie chcial wynajac z uwagi na dziecko. To bylo jedynie mieszkanie z okolo 25 prob aplikacji, ktore w ogole ktos nam chcial wynajac (nie mamy historii kredytowej w USA).

      Ubezp zdrowotne 150 USD plus 300 na ubezpieczeniowe konto zdrowotne (mamy max out of pocket 3000 USD na rok, wiec musze nas zabezpieczyc)

      Rachunki prad, tel, internet 150 USD

      Bilet 75 USD

      Zostaje okolo 900 USD na nas troje na miesiac. Czy to duzo ? Niestety nie w Bostonie, tu nie ma nawet supermarketow (taki myk dla ochrony drobnych sklepikarzy), wiec ceny jedzenia to horrendum, naprawde nieraz oplaca sie zjesc w knajpie niz gotowac, ale zdrowie by wysiadlo. 200 USD z poltoraroczna corka wystarcza nam na 4 dni przy ciaglym wyliczaniu tygodniowych budzetow i szukaniu okazji w sklepach.
      Nie mowie w ogole o zakupach typu rzeczy zimowe, ubrania.

      O braku podatku na J1 slysalem od trojki Polakow pracujacych u nas w instutucie oraz od dwoch bylych postdokow z tego samego miejsca. Zwolnienie dotyczy podatku federalnego i stanowego, ale wtedy nie masz prawa do ulg jako 'head of household', tylko jestes traktowany jako singiel. Nie jestem tu najlepszym ekspertem, gdyz jak juz powiedzialem jestem na MP, a nie regularnej pensji z instytutu.

      Laureat MP

      Usuń
    6. Zwracam honor, ale jak chcesz uczyć się/pracować w takim miejscu to musisz dokładać. Ja zrezygnowałem ze stanforda jak zobaczyłem jakie są tam ceny mieszkan i wybrałem coś bardziej przystępnego. Zgodzę się jednak z tobą ze powinien być jakiś przelicznik na kraje a najlepiej jak ktoś wspomniał stała kwota w euro lub dolarach.

      Usuń
    7. @ Patryk

      o czyms takim wlasnie mowie. Ja naprawde jestem w stanie zaakceptowac, ze musze dokladac do bycia w najlepszym osrodku, ale chwilowo nie ma z czego. Na same przygotowania do wyjazdu wydalem 10000 USD z prywatnej kasy (3 miesieczna rata za wynajem + zakup mebli, bo tu oczywiscie sa puste mieszkania). Bede kombinowal, ale to wszystko ociera sie o granice legalnosci. Parafrazujac Tadeusza Sznuka:
      "nie wiem jak to zrobie, ale sie domyslam"

      Myslalem, ze ktos mi moze podsunie jakies ciekawe porady, ale widze raczej niechec/zazdrosc/brak zrozumienia.

      Pozdrawiam,

      Lauretat MP

      Usuń
    8. Nie odbieraj tego, że Ci źle życzę albo zazdroszczę, bo to nie prawda. Wszystkich namawiam na to, żeby jechali do USA i zobaczyli jak może wyglądać lepsze życie naukowca. A później wrócili i zmieniali ten chory kraj albo nie wracali i żyli sobie spokojnie. Niestety, mobilność na to nie pozwala. Nie będę pisał publicznie, jak chcesz pogadać to mojego e-maila łatwo znajdziesz.

      Usuń
  2. Ten opis tylko umacnia moją intuicję, ze tego typu programy, to bezsensowne wyrzucanie pieniędzy w błoto. Przecież 700 tys. to tyle, co BSt dla całkiem sporego instytutu, wystarczające na wiele różnych wydatków (w tym środki na wyjazdy) dla kilkudziesięciu nawet osób.

    Jesli ktoś chce wyjechać do USA, to wystarczy załapać się na jeden z licznych post-doków. Zatem lepiej stymulować wspólpracę dając środki na krótkie wyjazdy kilkudziesięciu osobom, z których parę zechce aplikować o sensowny dłuższy staż (jeśli są dobre, to powinny bez trudu go dostać na koszt gospodarza, uczelni zagranicznej), niż inwestować w jedną osobę, która też z tego zbyt zadowolona nie jest.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ten wpis to już totalny idiotyzm. Kilku kolesi najlepiej ustawionych przy dyrektorze/kierowników roztrwoni kasę na nic nie znaczące wyjazdy. Jeździłem sporo po świecie, i na prawdę te krótsze niż 6 miesięcy wyjazdy zupełnie nie mają sensu. Zanim człowiek wdroży się w laboratorium, pozna sprzęt i panujące zasady, to trzeba wracać. To dopiero byłoby wyrzucanie pieniędzy w błoto.

      Usuń
    2. W pełni popieram wpis Jana - od początku krytykowałam program monilność plus. Dotacja statutowa tez jest w obecnej formie wielkim zresztą marnotrastwem a wszystko to za POZYCZONE pieniadze:
      http://www.fiappl.info/2009/07/linia-kredytowa-europejskiego-banku.html

      Usuń
    3. "Totalnym idiotyzmem" jest wydawanie wielkich pieniędzy na to, co mozna dostać za darmo (czyli na post-doc).

      Co do BSt: na pewno trzeba zmienić algorytm jego podziału. Obecny podział dotacji statutowej (na głowę, z tym, że głowa w kategorii B jest warta 70% głowy w kategorii A) - jest niezwykle mało motywacyjny. Zatem uwagi o marnotrawstwie mogą być słuszne (ale czy ktoś to jakoś badał?). Bardzo jednak łatwo (mając dane szwiązane z kategoryzacją) wdrożyć jakiś motywacyjny algorytm podziału BSt (płacić za efekty, uwzględniając nie tylko ilość/bylejakość, ale przede wszystkim wysoki poziom prac)?

      Nie wiem, czy granty dają lepsze wykorzystanie środków; po prostu nie wiem. Nie mam żadnych danych na ten temat. Powinny być dostępne, ale wciąż ich nie ma.

      Usuń
    4. ""Totalnym idiotyzmem" jest wydawanie wielkich pieniędzy na to, co mozna dostać za darmo (czyli na post-doc)."

      Jan,

      widać, że nie bardzo wiesz o czym piszesz i, że nigdy na post-doku po prostu nie byłeś. Za darmo to można w r*j na Pradze dostać.

      Są trzy opcje:
      0) Pozostanie w miejscu, w którym zrobiłeś doktorat zdobywając siłą rozpędu granty na dalsze funkcjonowanie,
      1) Oficjalny nabór na miejsce post-doca, tak jak u nas w programach TEAM czy grantach NCN,
      2) Jeśli nie ma miejsc, przyjazd z własną kasą i stworzenie go sobie. Tak działa 90% najlepszych labów w USA, bo reputacja szefa jest tym co Cię tam ciągnie i szefowi nie zależy na zachęcaniu post-doków do przyjazdu. Najlepsi sami zapłacą by u niego być.

      Podsumowując w każdym z tych 3 przypadków musisz COŚ zrobić, żeby zostać postdokiem, a za darmo...tak jak w inwokacji...

      Laureat MP


      Usuń
    5. No cóż, zawsze można zabłysnąć u nas i potem przebierać w ofertach post-doców z USA. Znam taki przypadek z mojego uniwersytetu. Może to jednostkowy przypadek (ale znam jeszcze jeden z innego uniwerka), jednak jak się jest łebskim (ale weryfikowanym poza naszymi granicami), to wtedy można kontynuować karierę w USA bez konieczności oglądania się na MP. Oczywiście, że regulamin tego MP jest idiotyczny, jak wiele rzeczy w tym kraju. Ja np. wolałbym nie oddawać składki zdrowotnej z pensji tylko dostawać ją na rękę i samemu sobie radzić. Praktycznie nie pamiętam, kiedy ostatni raz korzystałem z publicznej służby zdrowia (a pechowo nie jestem zdrowym bykiem), więc ktoś inny z mojej składki korzysta, a ja i tak płacę prywatnie. Ten MP tak właśnie działa jak wszelkie składki z pensji.

      Usuń
    6. dokładnie tak - kilka stadionów wybudowali już z tych Twoich (i moich) składek, a rekordowy czas oczekiwania do lekarza to 14 lat (gdzieś na Śląsku chyba)...

      Usuń
  3. Pisząc "za darmo" miałem na myśli brak bezpośrednich kosztów dla polskiego podatnika. Oczywiście, że aby załapać się na taki "darmowy" post-doc, trzeba już w Polsce mieć jakiś dorobek (a najlepiej: być w zespole mającym dobre kontakty międzynarodowe). Przy okazji: to całkiem dobra wstępna selekcja. Raczej lepsza niż urzędniczy konkurs.

    OdpowiedzUsuń
  4. Trzeba uzbroić się w cierpliwość - jest dość duża szansa znaczną kwotę podatku (uzależnioną od kursu dolara) odzyskać, bo skarbówka przyjmuje dość dziwaczne interpretacje podatku i jest już dość sporo pozytywnych wyroków sądów (w tym jeden NSA) dot. zwolnienia z art. 21 ust. 1 pkt 16 lit. a (czyli diet), tylko to trwa 3 lata, ale pewnie 80-100 tys. zł uda Ci się odzyskać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy możesz podać link do wyroku NSA ? Wyskakują mi tylko WSA, a to robi różnicę.

      Pozdrawiam,
      Laureat MP

      Usuń
    2. II FSK 309/11

      Usuń
    3. To jest WSA, ale prawomocny: I SA/Bd 1302/14.

      Usuń
  5. Uważam, że narzekanie jest trochę na wyrost. Uzależnienie wys. środków od kursu walut moim zdaniem byłoby bardzo wysokim kosztem - tzn. myślę, że MNiSW mógłby przyznać połowę mniej stypendiów, ze względu na konieczność tworzenia rezerw na wypadek spadku złotówki. To jest niestety minus uzyskiwania środków z kraju rodzinnego - wydaje mi się, że tak jest wszędzie, choćby Marie Curie i EMBO płacą w EUR, niezależnie od państwa docelowego.

    To co jest problemem to kwestia podatku. Problem w tym, że program MP został zrobiony tak, żeby kwestia podatkowa była mętna. Najpierw był nieopodatkowany, potem Ministerstwo Finansów zmieniło interpretację na niekorzystną, obiecując, że jak będą znane wyroki sądów to ustali spójną interpretację. Niektórzy uczestnicy MP odwołali się do sądów i dostali korzystne wyroki - ich środki są częściowo zwolnione z podatków. Można na tym zarobić b. duże pieniądze - kilkanaście do kilkudziesięcy złotych. Ministerstwo Finansów oczywiście nie zmieniło interpretacji. Jak ktoś ma siłę i czas się sądzić z państwem, które to państwo mu te pieniądze pierwotnie dało, to wyjdzie znacznie lepiej na MP. To uważam, że jest totalnym zaniedbaniem - bo skoro środki daje jedno ministerstwo, to mogło się dogadać z drugim ministerstwem, aby je jednoznacznie opodatkować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. EMBO płaci w twardych walutach. Do Polski dostaniesz Euro, ale do Szwecji, Danii czy Norwegii tamtejsze korony, do USA - USD.

      Co do drugiego akapitu pełna zgoda.
      Dodam jeszcze coś od siebie. Moim zdaniem na MP idzie ogromna kasa jak na polskie warunki. Te 700.000 najlepszym przykładem. Tylko, że można coś zrobić raz a dobrze, albo na raty. Jak z 700.000 pobiorą mi 150.000 podatku, które przecież już raz musieli znaleźć w budżecie, to sytuacja robi się na granicy opłacalności. I po 3 latach będzie dylemat, czy wracać do PL gołym i wesołym, czy się odkuć przez następne 3-4 lata. Żona znajdzie pracę, dziecko pójdzie do szkoły, kontakty w PL się urwą i nici z powrotu.
      Gdyby zawrzeć umowę, że 700.000 jest nieopodatkowane lub wypłacane w walucie kraju docelowego, ale za to po iluś latach trzeba wrócić założyć zespół w PL to sytuacja wyglądałaby inaczej, a Polska na pewno by coś z tego miała. Z tego co wiem to po MCF trzeba wrócić na co najmniej 2 lata ?

      Laureat MP

      Usuń
    2. To chyba laureacie nie doczytałeś do końca, bo po tych trzech latach musisz wrócić na dwa lata do Polski. Chyba, że coś się zmieniło w tym programie i zlikwidowali ten zapis, co byłoby kompletnym idiotyzmem, ale jest to możliwe biorąc pod uwagę tych id...ów z ministerstwa. Wysyłamy ludzi za granicę gdzie się dokształcają i później tam zostają.

      Usuń
    3. Wymóg powrotu działa w dwie strony - zobowiązuje kandydata do powrotu i uczelnię do zatrudnienia. Poprzedni program „Wsparcie międzynarodowej mobilności naukowców” dotyczył tylko pracowników i zawierał wymóg powrotu na dwa lata (pod warunkiem zwrotu kasy). MP nie ma wymogu powrotu, za pewne ze względu na objęcie programem również doktorantów, których dopiero po powrocie trzebaby zatrudnić.

      Rzeczywiście EMBO jest w twardej walucie. MCF jak pamiętam w euro (a to nie złotówka spadła do dolara, tylko euro do dolara, a złotówka trzyma się euro). Niemniej MCF może być wyrównane przez instytucję przyjmującą. Nie wydaje mi się, aby MCF miał wymóg powrotu (to jest zawsze śliska sprawa, bo bez gwarancji zatrudnienia z powrotem jest bez sensu).

      Usuń
    4. "To chyba laureacie nie doczytałeś do końca, bo po tych trzech latach musisz wrócić na dwa lata do Polski. Chyba, że coś się zmieniło w tym programie i zlikwidowali ten zapis, co byłoby kompletnym idiotyzmem, ale jest to możliwe biorąc pod uwagę tych id...ów z ministerstwa. Wysyłamy ludzi za granicę gdzie się dokształcają i później tam zostają."

      Mowisz, ze nie doczytalem, a sam nie wiesz czy jest tak jak mowisz ;) Otoz jest tak, jak pisze Anonimowy z 23:08, nie ma wymogu powrotu, bo niby gdzie mam wrocic ? Moja uczelnia jest tylko osrodkiem odbierajacym kase z MNiSW i natychmiast wyplacajacym mnie. Oczywiscie to juz na odleglosc wyglada podejrzanie, bo jak mozna dac prezent w wysokosci 700k PLN i nie wymagac nic w zamian ? Ale tak to u nas dziala, powierzchownie i aby wykazac w statystykach WYDATKI na nauke, a wymierne korzysci dla polskiej nauki lub gospodarki ? Niewazne, bo to bedzie w nastepnej kadencji.

      LMP

      Usuń
    5. No to jest nawet gorzej niż myślałem...

      Usuń
    6. Ja nawet nie wiem czy muszę podawać afiliację mojej uczelni macierzystej w ewentualnych publikacjach ;) Kosmos.

      LMP

      Usuń
    7. Czy dobrze rozumiem, że MNiSW nie precyzuje, czy Twoje publikacje powstające podczas takiego stypendium mają mieć polską afiliację?

      Usuń
    8. Nie jest to nigdzie napisane, ani w regualminie, ani w umowach między MNiSW a WUM, ani mną a WUM.
      Ja wiem, że tak powinno być, czysta przyzwoitość tak podpowiada, ale nikt o tym nie pamiętał.
      LMP

      Usuń
    9. Należy wyszczególnić informacje o finansowaniu z MP w podziękowaniach. Wpisywanie macierzystej uczelni można na prawdę pozostawić przyzwoitości, nie wszystko musi być w umowach, a zrezsztą umowa uczelnia-MNiSW daje uczelni niewielką elastyczność przy stawianiu tego typu wymogów. Poza tym o ile ktoś zakłada powrót do Polski po MP, to niewpisanie afiliacji w trzech publikacji w Nature i pięciu w Science może być źle widzianie po powrocie - w końcu nic to nie kosztowało, a ładnie wyglądało w statystkach uczelni (choć sam fakt posiadania laureatów MP na pewno ładnie wygląda w statystykach do kategoryzacji).

      Usuń
    10. Dokladnie tak mysle.

      LMP

      Usuń
    11. Zgadza się, nie wszystko musi być w umowach, ale to akurat powinno być - jaka jest korzyść z punktu widzenia polskiego podatnika fundowania za grubą forsę komuś takiego wyjazdu, by pracował dla zagranicznych jednostek naukowych, jeżeli (a) nie musi wrócić do Polski, (b) nie musi publikować z polską afiliacją? Czy na serio te amerykańskie jednostki są n tyle biedne, że musi je wspomagać polskie ministerstwo?
      Nie kieruję tych słów do konkretnych osób otrzymujących to stypendium i szczerze im gratuluję, ale pytam o ogólny sens tego programu i pomysł, który przyświecał jego twórcom. Zastanówcie się: ministerstwo nie wspomina o polskiej afiliacji, natomiast uszczegóławia, że gdyby amerykańska jednostka chciała dopłacić polskiemu uczonemu (lub gdyby jego żona chciała pracować), to jest to zabronione. Czyli kasa może iść tylko na zewnątrz - sorry, ale to jest jakiś nonsens!

      Usuń
  6. Ludzie raczej wracają po MP, bo chcą, żeby dzieci do szkoły poszły w Polsce, bo w Europie chętnie biorą postdoków z zagranicy, ale na stałe mniej chętnie, itp. i pewnie MNiSW na to liczy.

    Kłopot polega na tym, że teoretycznie o MP wnioskuje uczelnia (tak jak o pozostałe granty). I to uczelnia się zobowiązuje przed MNiSW, że projekt zostanie zrealizowany i rozliczony, a dopiero potem uczelnia podpisuje umowę z laureatem. Gdyby wprowadzić obowiązek powrotu pod rygorem zwrotu środków, to byłby to w pierwszej kolejności obowiązek uczelni. Wtedy delikwent wyjeżdża na MP i po powrocie uczelnia mówi mu, że nie ma etatu dla niego - to wtedy uczelnia jest kilkaset tysięcy w plecy, nie laureat. Dopiero kiedy uczelnia by proponowała i laureat nie przyjął, zrezygnował, itp. to on by zwracał kasę. W konsekwencji uczelnie raczej niechętnie by wnioskowały o te środki - tylko dla osób mających umowy o pracę na czas nieokreślony, co wcale nie jest takie częste u młodych naukowców.

    OdpowiedzUsuń
  7. ok, ale rozdawanie dziesiątków milionów z podatków nie może się opierać na założeniu, że "ludzie raczej wracają" - nawet jeśli wracają i mądrzejsi będą pracować w PL, to co z publikacjami, które powstaną z ich udziałem podczas wyjazdu?

    OdpowiedzUsuń
  8. Panie i Panowie,
    To powiedzcie mi, po co się takiego delikwenta wysyła za granicę? Naprawdę po publikacje? Gdyby uni był firmą, to taki wyjazd traktowałby jak szkolenie. Jak inwestycję w "kapitał ludzki". Byłoby oczywiste, że delikwent wraca do zakładu pracy i swoimi nowymi umiejętnościami odpłaca się mu za tę inwestycję. Tymczasem u nas takie wyjazdy to chyba bardziej okazja do wykorzystania pieniędzy, które leżą na na ulicy (choć wcale niełatwo jej podnieść). Przecież mało kto, jeśli ktokolwiek myśli na Polskich uczelniach w kategoriach długookresowych inwestycji w ludzi. Jaka firma zainwestowałaby w człowieka pół miliona, nie wiążąc go ze sobą? A, już wiem, firma państwowa.

    OdpowiedzUsuń
  9. Cytat: "To powiedzcie mi, po co się takiego delikwenta wysyła za granicę?" . Sprobuje troche pospekulowac, tj. odpowiedziec przynajmniej czesciowo. Wg mnie takie wyjazdy sa po to, aby polepszyc (sztucznie) wizerunek polskiej nauki i polskich instytucji. Jesli "gosc" na wyjezdzie, nawet nie majac stalego etatu w instytucji wysylajacej, dopisuje z poczucia przyzwoitosci te instytucje do publikacji i sa to znaczace pisma (przyjmijmy, ze klasy Nature), to mozna sie takimi publikacjami pochwalic zarowo w Kraju, jak tez zagranica (chodzi o chwalenie sie przez instytucje formalnie wysylajaca tego goscia). W Kraju to sie przeklada na kategoryzacje, "wejscia" do paneli grantowych itp., a za granica to daje szanse na jakiejs udzialy w grantach europejskich (chociaz nie kierowanie tymi grantami, gdyz ludzie na Zachodzie maja mniejsza lub wieksza swiadomosc, ze gdzies tam po drodze "pomalowano trawe"). Wszystko to sa oczywiscie pewnego rodzaju "przekrety", aczkolwiek realizowane bez naruszania prawa.

    OdpowiedzUsuń
  10. A tak mi przyszło do głowy, gdyby spojrzeć na temat dopisywania polskiej afiliacji do publikacji uzyskanej w trakcie MP z drugiej strony. Załóżmy, że uzyskałem stypendium będąc doktorantem uczelni "A", ale po obronie doktoratu nic mnie już z nią nie łączy, poza byciem na liście płac. Nie są to przecież pieniądze uniwersytetu, tylko MNiSW. Przychodzi do dopisania polskiej afiliacji, jak logicznie wytłumaczyć udział polskiej jednostki "A" w procesie powstawania publikacji ? Kiedy wynosi on dokładnie 0% czy jest to postępowanie fair ?
    Albo inna sytuacja, w trakcie otrzymywania stypendium, zatrudniła mnie inna polska jednostka "B" na 1/100 etatu np. do wykonywania analiz bioinformatycznych raz na rok, gdyż jednostka zagraniczna ma w tym doświadczenie i niezbędne oprogramowanie. Dodatkowo po powrocie obiecano mi etat w "B". Czy mam dopisać afiliację uniwersytetu "A" przez który idzie kasa, czy jednostki "B", która mnie w międzyczasie zatrudniła i łączy mnie z nią wspólny projekt ?

    Mam umowę przed oczami, nigdzie nie jest NIC napisane na ten temat.

    LMP

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to są trudne pytania, może ktoś mądrzejszy ode mnie napisze coś konkretnego. Ja tylko zaproponuję, że to którą jednostkę dopisujesz powinno być pozostawione Tobie (Ty się dogadujesz z A,B,C... one coś Ci obiecują, zawieracie mniej lub bardziej oficjalną umowę itp.), ale afiliacja z PL powinna być obligatoryjna, tak samo jak w podziękowaniach wymienienie MNISW jako instytucji współfinansującej - tu w Szwecji pisze się "The study was supported by the Swedish Environmental Protection Agency (i tu w nawiasie inicjały autora, który korzystał z grantu wspomnianej agencji)"

      Usuń
    2. Moim zdaniem to nie są trudne pytania. 1) Jezeli zatrudniła Cię jednostka A, mimo, że nie masz (teoretycznie) możliwości powrotu dopisujesz afiliację jednostki A, bo przecież to jednostka A bierze w pewnym stopniu odpowiedzialność, 2) w drugim przypadku dopisujesz jeszcze jednostkę B no i oczywiście C w której jesteś aktualnie zatrudniony za granicą. W czym problem. Czy coś Ci ubędzie jak przy swoim nazwisku będziesz miał A, B i C. Trzeb być fair. Ja jak pojechałem na mobilność (jeszcze nie plus), w afiliacji mam A (polska jednostka) i C (amerykańska jednostka), mimo, że uczelnia z której jechałem nie była przychylna. Uważam, że było to fair z mojej strony. I bardzo bardzo bardzo żałuję, że był punkt obowiązkowy powrotu na dwa lata. Cieszcie się tym, że macie możliwość decydowania o swoim życiu, ja niestety wtedy musiałem wrócić. P. Oleszczuk

      Usuń
    3. @ Patryk: To nie jest aż tak proste.

      1) Jednostka A mnie nie zatrudniła, ba, nawet nie chciała w formie darmowego wolontariatu, co sam zaproponowałem. Jak się od nich dowiedziałem nic nas nie łączy oprócz tego, że byłem ich doktorantem i w tamtym czasie uzyskałem MP. Jednostka A bierze odpowiedzialność za przelanie mi 2x do roku kasy z MNiSW i przekazanie raz do roku raportu ode mnie do MNiSW :)

      2) Czy dobrze Cię rozumiem, że Twoja jednostka polska była nieprzychylna dopisywaniu jej afiliacji jako pierwszej?

      Ja nie mam problemu nawet i z pięcioma afiliacjami (w jednej z publikacji mam 3), ale chciałbym to sobie jakoś logicznie wytłumaczyć, co z czego wynika.

      @ Michał: sprawa podziękowania dla MNiSW za finansowanie akurat jest w umowie ;)

      LMP

      Usuń
    4. Ja patrzę na to tak: żeby startować w MP musiałeś mieć pośrednictwo jednostki (nawet jeżeli było wymuszone i w ogóle). Za MP nie przysługują żadne koszty pośrednie, więc jednostka robi to za darmo i z tego powodu bez wielkiego entuzjazmu. Umowa z jednostką nie przewiduje afiliacji - zgoda, ale jeżeli jednostka zorientuje się, że jej publikacje uciekają - to Ciebie nie ruszy, ale jeszcze mniej chętnie podpisze następnym osobom wnioski i de facto oberwą następne roczniki, które będą miały większy problem z aplikowaniem.

      Poza tym - jednostka ponosi odpowiedzialność za to, gdybyś np. uciekł z pieniędzmi i nie rozliczył projektu. MNiSW odzyska pieniądze z uczelni, ale uczelnia będzie Cię szukać po świecie.

      Usuń
  11. Patrząc kogo sobie minister Gowin dobiera na wiceministrów, należy przypuszczać, że nie będzie ciekawie dla nauk eksperymentalnych, zwłaszcza w obszarze nauk podstawowych. Szkoda, bo liczyłem na to że bagno stworzone przez LKB zostanie osuszone. Gowinowi widać z tego, że nie chodzi o dobro Polski/nauki ale o stołek a to jest bardzo źle. Mam nadzieję, że wkrótce Prezes zobaczy, że ten facet nie nadaje się do niczego i kopnie go w d... i zastąpi kimś bardziej odpowiedzialnym, profesjonalnym i rozumnym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak długo działa obecny rząd ? 2-3 tygodnie ? tyle w temacie

      Usuń
    2. Bardziej rozumnym? Glińskim? Terleckim? Bernackim?
      Gowin to na obecną zmianę warty zupełnie niezły wybór tylko niepotrzebnie wypowiada sie "ideologicznie". Bez tego będzie miał olbrzymi opór ze strony korporacyjnego środowiska. Bądźmy realistami. Statystycznemu środowisku najbardziej zależy na tym by utrzymać status quo, a "naczelnik" - jak to opisał Dorn w swojej książce kilka lat temu - jest przekonany, że ze środowiskiem akademickim nikt jeszcze od wojny nie wygrał. Życzę RP by się to udało Gowinowi, bo nie mam żadnych złudzeń, że tym wszystkim "młodym" i "humanistom" tak naprawdę nie chodzi o wykształcenie studentów i R&D tylko o własne stołki i perspektywy. Nawet jak twierdzą inaczej to patrząc na postulaty każdy widzi jaki jest koń. Wyjątki tylko potwierdzają regułę.
      Sam Gowin uważał, że najlepsza atmosfera do zmian była w 2005 roku (pamiętacie jeszcze konferencję Ziejki na temat możliwości zniesienia habilitacji?), ale wtedy zwyciężyła biurokratyczna koncepcja rektorska reprezentowana przez niezatapialnego do dziś(?) Woźnickiego (nawet przez recenzję Goliszewskiego) przy olbrzymim poparciu.... doktorantów - grupy BMW liczących na ciepłe posadki do emerytury i sprzeciwiających się likwidacji kołodkowego przekrętu podatkowego. Po nowelizacji MBK nagle się "ocknęli" bo okazało się, że bycie BMW nie wystarczy. Poczytajcie stare oświadczenia przedstawicieli doktorantów. Tyle w temacie.
      Oby się Gowinowi coś udało... Chociażby otwarta baza, w której każdy mógł by sprawdzić kto i na co dostał przez ostatnich 10 lat pieniądze i jak je wykorzystał. W końcu społeczeństwu to wyjaśnienie się należy bo młode pokolenia będa spłacały już bilionowe kredyty na "naukę" polską.

      Usuń
  12. Zgadzam się, że jest to krótki okres, ale jest coś takiego jak prognozowanie; na podstawie dotychczasowych działać lub obserwacji można domyślać się co stanie się w przyszłości. Widząc, jak i kto jest dobierany do ministerstwa nauki, można przypuszczać, że nie będzie ciekawie. Bardzo chciałbym się mylić, bo nie jestem lemmingiem, nie podobały mi się bardzo poprzednie rządy (szczególnie LKB, która zupełnie nic nie zrobiła) i liczyłem na pozytywne zmiany. Ale jak słyszę ministra który mówi, że ktoś nie dostał grantu na księdzia Tisznera (czy jak to tam się pisze) a dostał na badanie stowarzyszeń LBG, to coś mi śmierdzi, bo nie ważny jest temat a przygotowanie grantu i dorobek wnioskodawcy. Tak więc chłopaki z ekologii czas pisać granty, o to kilka pewniaków "Wpływ śpiewu ptaków na twórzczość księdza Tischnera", "Wpływ ekologii bobrów na twórzczość księdza Tischnera", czy np. "Zagęszczenie gniazd bocianów na wierzach kościelnych".

    OdpowiedzUsuń
  13. Myślę, że trochę przesadzasz. Rozumiem niepokój, ale moim zdaniem MNiSW ma jedno zadanie - rozdzielić środki wg. dorobku jednostkom. Niczego więcej po tej instytucji nie oczekuję, a już najmniej jakiegoś kreowania polityki naukowej państwa, wyznaczania kierunków słusznych i mniej słusznych itp. Wręcz przeciwnie - chciałbym by MNiSW było aktywne jak najmniej. Wystarczy że w ministerstwie będą uczciwi ludzie, odporni na naciski z różnych stron, a nam-naukowcom będzie się żyło lepiej. A to czy dany minister czy dyrektor departamentu lubi księdza Tisznera (nawiasem mówiąc, Tiszner to nie jest dobry symbol ekstremistów religijnych, a jego "Homo sovieticus" jest naprawdę ciekawą książką) nie powinno mieć dla nas żadnego znaczenia. Zrozumcie w końcu, że to my mamy kreować politykę naukową, my mamy być innowacyjni i wyznaczać standardy, a ministerstwo ma nam tylko w tym pomagać. Bałbym się właśnie aktywnego kształtowania polityki naukowej, chociaż Gowin deklarował głównie walkę z biurokracją, na którym to polu - niezależnie od sympatii dla niego lub jej braku, nie sposób odmówić mu pewnych zasług. Pożyjemy - zobaczymy, chyba na razie za wcześnie na oceny...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja oczekuję od ministerstwa, że będzie prowadziło taką politykę finansową (jako konskwencję pewnego systemu) żeby wreszcie najlepsi maturzyści nie musieli wyjeżdżać z kraju w poszukiwaniu dobrego wykształcenia, a ci przeciętni otrzymali wykształcenie z maksymalnym wykorzystaniem ich potencjału intelektualnego, pozwalające im przez lata odnaleźć się na zmieniającym się rynku pracy. I marzę by wreszcie przestano wiązać jakość szkolnictwa z produkcją makulatury, której nikt nie czyta czy ilością przyznanych grantów, z których nic nie wynika.
      Jak odbudujemy szkolnictwo wyższe to i odbudujemy Naukę. Proste jak drut, ale nie w smak środowisku

      Usuń
    2. zgadzam się z tym co piszesz, ale czy to wykracza poza prosty algorytm, który staram się reklamować od lat: "płacić ludziom za pracę"? Moim zdaniem ten przepis rozwiązuje z miejsca 90% problemów i nie potrzeba do tego żadnej polityki ministerstwa

      Usuń
    3. Zasada "płacić ludziom za pracę" zadziała gdy zostanie ściśle sprecyzowana misja danej uczelni i w jej ramach zostaną stworzone stanowiska pracy do realizacji ściśle okreśłonych zadań (rekrutacja kandydatów pod kątem ich kompetencji dla tych zadań) w ramach tej misji. A nam do tego jest bardzo daleko (może poza szkolnictwem prywatnym)... To jak działaja polskie uczelnie bardziej przypomina pospolite ruszenie - wszyscy robią wszystko, zero organizacji, wsparcia i nie zawsze wiadomo po co w ogólo je zwołano.

      anonim 25 listopada 2015 01:23

      Usuń
    4. Płacenie za pracę jest bardzo ważnym elementem dobrego systemu, ale dalece nie jedynym. "Anonim" ma tu sporo racji.

      Na przykład: jeśli polityką państwa będzie "nauka tylko na uczelniach flagowych", to naukowcom z mniejszych ośrodków nie tyle będzie płacić się za pracę, co socjalnie wygaszać miejsca pracy. Inny problem: kto i dlaczego ma się rozwijać (dodatkowe etaty),a kto zwijać. A może zamrażamy status quo? Ale co z etatami dla młodych? Generalnie w nauce jest duża elastyczność zatrudnienia (w tym sensie, że dwukrotne zwiększenie liczby etatów, lub dwukrotne zmniejszenie, wcale nie musi przekładać się na podobne wahania efektów, zresztą bardzo dużo zależy od tego, które etaty się tnie, a które rozwija).

      Ale pełna zgoda, że korelacja liczby etatów (podkreślam tę "liczbę etatów", bo to dominujący składnik finansowania systemu, reszta to w zasadzie drobiazgi) z efektami naukowymi czy dydaktycznymi jest wstępnym warunkiem jakiegokolwiek sensownego systemu. A u nas tego nie ma. Wcale.

      Usuń
    5. "Inny problem: kto i dlaczego ma się rozwijać (dodatkowe etaty),a kto zwijać. A może zamrażamy status quo? Ale co z etatami dla młodych?"
      No właśnie płacenie za pracę rozwiązuje te dylematy - rozwijać ma się ten, który pracuje, obojętne czy jest zatrudniony w tej, czy innej uczelni. Wytłumaczcie mi, dlaczego to nie może być proste, tylko zawsze potrzebujemy jakiegoś komitetu/grupy ekspertów/departamentu itp., który - przekupiony pośrednio lub bezpośrednio przez tę czy inną uczelnię lub grupę wpływu - będzie wyznaczał taki, a nie inny model rozwoju nauki? Wystarczy, że przestaniemy płacić tym, którzy nic nie robią, a skierujemy środki do pracowitych, i problem zniknie sam (nie całkowicie, ale w dużej mierze - w każdym razie to powinien być pierwszy krok).

      Usuń
    6. Może zdefiniuj Michale czym jest praca a co nią nie jest. Co do zasady to może masz i racje, ale w szczegółach to jest słabo wykonalne. Jeśli praca to publikacje to zaraz pojawi się kwestia liczenia jej wartości i współautorstwo. A jak dobrze wiesz, to z dyskusji wszystkich tych punktach i punkcikach niewiele jasnego wychodzi - każdy gra pod siebie. Skoro zatem kłótnia jest o punkty to jaka byłaby o pieniądze - strach się bać.
      Paweł

      Usuń
    7. Paweł, zgoda że definiowanie pracy nie jest łatwe, ale idąc tą drogą szybko dobrniemy do przystanku "każdemu po równo". Chyba zgodzisz się, że definiowanie pracy - mimo że trudne - jest lepsze niż brak takiej definicji. Jest to niewątpliwie problem, ale raczej techniczny (i tu widziałbym rolę m.in. MNISW). Każda jednostka jakoś ocenia swoich pracowników, ma regulaminy, takie czy inne punkty itp. I z tego powinna wynikać pensja. Czy to są jakieś rewolucyjne poglądy?

      Usuń
    8. Nie są rewolucyjne, ale ten system punktacji rodzi się już od kilkunastu lat i wciąż jesteśmy w fazie skurczów :-) Żeby napisać książkę trzeba usiąść przed klawiaturą i zacząć pisać, taka jest Twoja rada. Jestem przeciwny "każdemu po równo", ale nie wiem jak. Podczas ostatnich podwyżek pojawiały się dyskusje nad systemem motywacyjnym. A jak wyglądało to w praktyce? Nasz rektor dyskusję o podziale kwoty podwyżki prowadził ze związkami zawodowymi. Musiałby gdyby chodziło o obniżki, ale w tym przypadku mógłby podjąć decyzję osobiście i bez żadnych konsultacji; nie wiem, zaproponować jakiś algorytm, cokolwiek. I byłbym w stanie nawet zrozumieć takie działanie przy pierwszej podwyżce, ale były 3! i to niemałe (~300 zł każda). Gdyby choć jedną z tych podwyżek rozdzielić pro-dorobkowo, ale ni chu... Ja zawsze powtarzałem, że ostatecznym celem działania naszych instytucji naukowych nie jest prowadzenie badań ani uczenie - jest nią dawanie i utrzymywanie etatów.
      Paweł

      Usuń
    9. @ Paweł & Michał
      Paweł cytuję "nasz rektor..." tzn. pracuje Pan na uczelni i ani słowa o raison d'etre jej istnienia i Pana etatu czyli o dydaktyce i studentach.
      Podpowiadam w tej sytuacji - jaka praca taka płaca czyli moja propozycja brzmi: dać Panu (Panom?) minimalną pensję (lub wywalić z etatu dydaktycznego) a za cząstkę etatu naukowego zapłaćcie sobie z uzyskanyh grantów - to kwintesencja propozycji Michała w części "naukowej". Tyle w temacie. :-)

      Usuń
    10. ja jestem za - tylko te pieniądze ze zwolnionych etatów proszę przenieść do NCNu i uruchomić możliwość ubiegania się o granty na etaty (=90% kwoty grantu stanowi wynagrodzenie), tak jak w cywilizowanych krajach zachodu.

      Usuń
    11. W tej wymianie pogladow pomiedzy Pawlem i Michalem bardziej przekonuja mnie argumenty Pawla. Glownym problemem jest zdobycie jakiejs minimalnej stabilizacji. A z tym sa klopoty, gdyz polska nauka funcjonuje obok gospodarki. Oczywiscie na uczelni jest troche etatow naukowo-dydaktycznych (ktore mozna nazwac dobrze osadzonymi w rzeczywistosci gospodarczej kraju). Ale cala reszta to sa takie prace bez zakotwiczenia - dotyczy to takze ludzi zatrudnionych w instytutach badawczych, po prostu na dzien dzisiejszy te instytuty nie maja zdefiniowanej roli spolecznej. Ja ta tematyka interesuje sie od jakichs dziesieciu lat. Wtedy nie bylo jeszcze tak zle jak teraz, ale byla zaskujacy brak zapotrzebowania na naukowcow z dlugim zagranicznym stazem. Jak ktos dostal etat, to nie byl szczegolnie rozpieszczany, ale to byl w sumie i tak maly klopot. A juz wtedy wiele osob nie bylo w stanie wrocic do Polski, chociaz chcialy. A oficjalnie wszystkie "ciala decyzyjne" oglaszaly setki razy jaka to wazna jest mobilnosc (od czasu do czasu organizowano nawet jakis show medialny, gdzie osoba, ktora wrocila mowila, jakie to szczescie ja spotkalo, jakie ma swietne warnuki do pacy itp.). Tak bylo kiedys. Bylo niedobrze, ale nadwyzki doktorow nie byly jeszcze bardzo duze. A teraz w wyniku akceptacji systemu bolonskiego ruszyla juz "produkcja". Efektywnie system wypuszcza cale rzesze ludzi "nie wiadomo po co". W duzym stopniu na tej bazie powstaly juz dwie duze grupy nieformalne Obywatele Nauki i Komitet Kryzysowy Humanistyki Polskiej, ktore problem dostrzegaja. Ale problem nie jest prosty do rozwiazania. W swiecie zachodnim istnieje otoczenie biznesowo-gospodarcze, ktore "tasmowo produkowanych" doktorow jednak wchlania. Czyli sa uczelnie, jest gospodarka z zapotrzebowaniem na ludzi ze stopniem doktora i sa insytycje posredniczace. U nas mamy uczelnie, gospodarke, ktora nie potrzebuje ludzi po trzecim stopniu uczelnianej edukacji, no i mamy instytuty badawcze, gdzie uprawia sie wylacznie "czysta nauke". Wiec system fukncjonowac dobrze nie ma prawa. Co ciekawe, ze o ile Obywatele Nauki mniej lub bardziej rozumieja potrzebe "urynkowienia" nauki, o tyle Komitet Kryzysowy Humanistyki Polskiej uwaza, ze to jest najgorsza rzecz, jak sie moze wydarzyc. Dlatego ja nie sadze, aby te trudne sprawy dalo sie szybko rozwiazac. Mentalnie jestesmy wciaz w XIX w. (i dotyczy to takze srodowisk typu FNP). I tu tkwi glowna przyczyna kloptow.

      Usuń
    12. Chyba mnie kolego źle zrozumiałeś, pisząc "ostatecznym celem działania naszych instytucji naukowych nie jest prowadzenie badań ani uczenie - jest nią dawanie i utrzymywanie etatów" nie miałem na myśli, że tak powinno być:-)
      Tragizm nauki i szkolnictwa wyższego w Polsce (jako instytucji) tkwi właśnie w tym, że interesuje się nauką i uczeniem na tyle na ile jej zbywa. Dla sporej grupy profesorów na moim wydziale, praca na uczelni to dojna krowa, stałe wynagrodzenie, niczym renta. W zasadzie to nie ma dyskusji o tym by to zmienić a dodatki motywacyjne w rodzaju nagród rektora nic nie zmieniają bo nie ma kija. Obawiam się jednak, że nawet gdyby obniżano niektórym pensje to i tak niewiele by to zmieniło, bo byłoby to tylko obniżenie renty. Trzeba by zacząć zwalniać, czego w praktyce się nie da zrobić bo to naruszyłoby zasadniczy cel, fundament istnienia naszych uczelni. To działa w małych instytucjach, zwłaszcza tych budowanych w zasadzie od nowa, jak np. MIBMiK, ale jest nie do przeprowadzenia w molochach typu UJ, UW, UAM itp. Z tego samego powodu nie widzę szansy dla postulatów w rodzaju płacimy za pracę bo nawet nie wiem co to znaczy. Co do etatu naukowego i dydaktycznego to takowe nie istnieją, jest naukowo-dydaktyczny :-) prowadzisz badania i uczysz ludzi na czym się znasz. Etaty naukowe to etaty z grantów a dydaktyczne to tzw. starsi wykładowcy (cokolwiek to znaczy), czyli spady bez habilitacji. Dzisiaj mamy przydział historyczny; jak twój zakład uczył przez 20 lat zoologii bezkręgowców to i ty masz tego uczyć, choćbym nie przeczytał w życiu nic na ten temat poza podręcznikiem.
      Paweł

      Usuń
    13. Bez obaw dobrze zrozumialem poprzednie wpisy. Ale moge tyle uzupelenic, ze MIBMiK, przynajmniej wg mnie, za wzor dzialan prawidlowych sluzyc nie moze. Wprawdzie intencje utworzenia tego instytutu byly dobre, gdy po upadku komuny wydawalo sie, PL lada moment bedzie "tygrysem gospodarczym". Ale nic takiego nie nastapilo (jestesmy wciaz tylko rezerwuarem taniem sily roboczej) i efektywnie powstal jeszcze jeden nikomu niepotrzebny instytut (rownie dobrze moglby tam byc dwie filharmonie z najlepszymi instrumentami i trzy parki z super wyposazeniem). Po prosto takie cacka nie jest potrzebne Polsce na jej obecnym etapie. A ze to konkretne cacko zzera duze pieniadze i produkuje doktorantow, to dyrekcja stara sie robic dobra mine do zlej gry.

      Usuń
  14. Te zmiany w MNiSW sa tak dziwne, ze zaczynam wierzyc, ze cos moga dac. Pierwszy lat od kilku lat mozna powiedziec, ze nie sa awansowani "na kogos waznego" ci sami co zawsze. "Ci sami co zawsze" zabiegaja natomiast goraczkowo o jakies posady dotyczace nauki w okolicy Brukseli (szerzej to chyba nawet mozna powiedziec, ze powstaje tam cos w rodzaju polskiego rzadu na uchodzstwie). Zobaczymy. Najwieksza zaleta nowej kadry w MNiSW jest to, ze w zasadzie na niczym sie nie zna. Czyli starym, wytrawnym graczom moze byc ciezko naklonic tych nowych "do wspolnej zabawy".

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja mam duży dystans do takich projektów, koszty 700tys wydają się zbyt duże, często trudne do zrealizowania. Ale warto szukać możliwości stażu czy też krótszego wyjazdu i angażować się w takie projekty.

    OdpowiedzUsuń
  16. 700tys to maksymalny koszt, średni pewnie się mieści w granicach 200-300tys. To cena nie tylko za nowe możliwości lecz także za swobodę. Ja to widzę tak, że Ministerstwo dopłaca żeby to Ty decydowałeś a nie PI z labu w US czy Polsce. Moim zdaniem nie jest to zły pomysł i warto rozwijać ten projekt.

    OdpowiedzUsuń
  17. A ja mam pytanie do tych, którzy wyjeżdżają na MP i są pracownikami,a nie doktorantami. jak rozwiązują ten problem wasze uczelnie? Bo moja urlopem bezpłatnym, a to oznacza brak ubezpieczenia i niewilczanie 3 lat MP do okresu składkowego w ZUS. ;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja koleżanka tez dostała bezpłatny urlop, ale chyba to było jej na rękę. Po pierwsze możesz dobrowolnie płacić składki na ZUS (chyba by mnie zdarło ;) ), a po drugie możesz się starać o stypendium dla młodych wybitnych z MNiSW (jak dostałeś/aś mobilność to nie powinno być trudno) i wyjdziesz na tym finansowo bardzo przyzwoicie.

      Usuń
  18. to jak z tymi podatkami w końcu:
    "Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie w składzie następującym: Przewodnicząca sędzia WSA Jolanta Sokołowska, Sędziowie sędzia WSA Barbara Kołodziejczak-Osetek, sędzia WSA Elżbieta Olechniewicz (sprawozdawca), Protokolant starszy referent Karol Kodym, po rozpoznaniu na rozprawie w dniu 27 listopada 2015 r. sprawy ze skargi W. K. na interpretację indywidualną Ministra Finansów z dnia [...] sierpnia 2014 r. nr [...] w przedmiocie podatku dochodowego od osób fizycznych 1) uchyla zaskarżoną interpretację indywidualną"

    Płacicie czy nie?
    http://www.orzeczenia-nsa.pl/wyrok/iii-sa-wa-3853-14/podatek_dochodowy_od_osob_fizycznych_w_tym_zryczaltowane_formy_opodatkowania_interpretacje_podatkowe/144391e.html

    OdpowiedzUsuń