wtorek, 10 listopada 2015

Finansowanie czasopism naukowych

Kolejny odcinek z serii "Nie ma pieniędzy w budżecie, więc tniemy koszty gdzie się da". Ministerstwo Nauki nie będzie dłużej finansować wydawania czasopism naukowych. Taka informacja pojawiła się m.in. tutaj:


a w tutaj można posłuchać audycji radiowej na ten temat:

Mój komentarz, kilka punktów:

1. Działania MNiSW sprawiają wrażenie kompletnego chaosu, bo jeszcze kilka lat tamu duży strumień środków był przeznaczony na umiędzynarodowienia polskich czasopism. Było to o tyle absurdalne, że dotyczyło czasopism z definicji lokalnych. Ale ok, kto bogatemu zabroni. Tymczasem teraz nie ma środków nawet na wydawanie tych najlepszych, ukazujących się po angielsku od dziesięcioleci i zajmujących niezłe pozycje na liście filadelfijskiej. 

2. To co mówi minister Ratajczak w materiale radiowym jest zupełnie nielogiczne (w skrócie): po wnikliwej analizie [sorry, ale już widzę wnikliwość tej analizy...] ustalono, że w Polsce ukazuje się dużo czasopism, w tym słabe, więc postanowiliśmy zabrać pieniądze wszystkim, bo teraz jest ważny open access...
Czyli zamiast obciąć finansowanie słabych , to tak jak kiedyś dawaliśmy wszystkim, teraz zabieramy wszystkim. 

3. Koszty funkcjonowania redakcji niezłego czasopisma w PL są śmiesznie małe - jest to kilkadziesiąt tysięcy złotych, razem z drukiem i zapewnieniem jakiegoś symbolicznego wynagrodzenia redakcji. Na serio nie stać Państwa Polskiego na 40-50tys.zł/rok, żeby czasopismo, które ukazuje się od kilkudziesięciu lat, nadal mogło się ukazywać? Znam dość dobrze sytuację czasopism wydawanych w MIZ PAN - są to czasopisma  niezłe, np. "nasze" (byłem w redakcji) Acta Ornithologica (wyd. od 1933) zajmuje całkiem poważną pozycję wśród czasopism ornitologicznych, podobnie jak bardziej zorientowane na taksonomię Annales Zoologici (1951) wśród światowych czasopism taksonomicznych. Coś naprawdę mocno szwankuje w zarządzaniu nauką, jeśli mierna jednostka może dostać 100 milionów na nowe laboratoria ze szkła i stali, a naprawdę dobre czasopisma z kilkudziesięcioletnią tradycją nie mają kilku tysięcy miesięcznie na funckjonowanie.

4. Jak to jest, że do redakcji tych polskich czasopism zgłasza się Springer, Versita czy inni wydawcy z ofertami współpracy, z forsą na pokrycie wszystkich kosztów, byle tylko je przejąć, a polskie Ministerstwo Nauki uznaje (po wnikliwej analizie!), że dalsze ich utrzymywanie jest nieopłacalne. Równocześnie to samo Ministerstwo płaci grubą forsę z budżetu (ktoś wie jaką?) zagranicznemu wydawnictwu Springer, by zapewnił Open Access autorom z afiliacją z PL... Czy to jest rozsądne, żeby zamiast podtrzymywać wydawanie np. Acta Chiropterologica Ministerstwo woli opłacić O.A. w Impaktowo gorszym Eur. J. WIldlife Res. ??? Nie jestem oczywiście zwolennikiem jakiejś nauki narodowej, ale to co się dzieje przeczy zdrowemu rozsądkowi. Tym bardziej, że metaanalizy nie wykazują żadnego efektu Open Access na cytowalność.

5. Rozbawił mnie komentarz w materiale radiowym, w którym jeden z uczestników uzasadniając Open Access powiedział, że zapewni to dostęp również "w małych wsiach na polskiej prowincji". Otóż proponuję w małych wsiach na prowincji zapewnić najpierw jako taką opiekę medyczną i autobus szkolny, by dzieci nie musiały wstawać o 5 rano jak obecnie, bo jest jeden na całą gminę, a dopiero potem dostarczymy rolnikom, drwalom i pilarzom dostęp do Biostatistics, by mogli sobie poczytać o najnowszych zastosowaniach łańcuchów Markowa... Naprawdę, priorytety są zdecydowanie inne, a Open Access to po prostu pompowanie ogromnych środków z budżetu zagranicznym koncernom wydawniczym. 

Na zakończenie, odpowiedź ministra Ratajczaka na pytanie o to, jak teraz będzie wyglądało wydawanie czasopism: "tak samo jak w tej chwili, tylko że nie ma szerokiego strumienia [finansowania]"

michał żmihorski

16 komentarzy:

  1. W pierwszej kolejności padną czasopisma wydawane przez towarzystwa naukowe, bo dla nich dotacja była jedyną formą finansowania. Te redakcje co znam nigdy nie brały wynagrodzenia, a sporą część pracy wykonywali za darmo członkowie redakcji np. skład komputerowy). W redakcji Genus, które już w zeszłym roku ogłosiło zakończenie działalności, wszystkie prace aż do etapu płyt drukarskich wykonywali za darmo sami redaktorzy (skład, separacje barwne, przygotowanie drukarskich PDF-ów). Osoby w profesjonalnych wydawnictwach za taką pracę biorą więcej niż pensja profesorska. Czasopisma instytutów PAN i wydziałów może się obronią, jeżeli władze tych jednostek przeznaczą jakieś środki na ich wydawanie lub wprowadzą opłaty za druk (że niby za Open Access).
    Annales Zoologici, w którym od czasu do czasu publikowałem, w tym momencie przestanie być konkurencyjne. Już teraz druk w nim (a zwłaszcza opłaty za kolorowe ilustracje) jest droższy niż w wielu czasopismach OA z listy Thomsona, więc autorzy zaczną kalkulować, czy warto w AZ publikować, skoro w wyżej notowanych Zootaxa lub ZooKeys albo w ogóle się nie płaci, albo opłata za OA jest na umiarkowanym poziomie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Open Access to nic innego jak bezczelne wyłudzanie pieniędzy. Autor zawsze ma prawo do umieszczenia swojego niesformatowanego przez czasopsmo manuskryptu w darmowych repozytoriach. Np. z fizyki praktycznie standardem jest publikacja preprintu w arxiv.org i jest to traktowane tak poważnie, że często się takie manuskrypty bezpośrednio cytuje. W końcu poważny zespół naukowy byle czego tam nie umieszcza, a zanim dana publikacja pojawi się w czasopiśmie, często mija wiele miesięcy, podczas których następują dalsze odkrycia.

    Nie bez znaczenia są też ceny Open Access. W poważnych czasopismach mówimy o kwotach 1-3 tys. dolarów/euro za publikację. Dla Polaka to abstrakcja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że MNISW wykupiło u Springera Open Access dla wszystkich polskich artykułów? Każdy publikujący z Polską afiliacją ma OA z automatu. Bardzo chciałbym się dowiedzieć ile to kosztowało.

      Usuń
    2. Tylko jeśli autor korespondencyjny jest z polskiej uczelni publicznej. Trochę to pewnie kosztowało, ale z drugiej strony - skoro podatnik sfinansował badania (pośrednio), to ma prawo zapoznać się z wynikami tych badań (publikacją).

      Usuń
    3. A dlaczego tylko u Springera?

      Usuń
    4. Nie tylko z uczelni publicznej, bo cały PAN pod to podchodzi przecież.

      Tak, jeśli podatnik sfinansował badania, to ma prawo zapoznać się z wynikami, pytanie tylko o formę tego "zapoznawania się" - czy warto płacić dziesiątki/setki tysięcy zagranicznym koncernom, by podatnikowi dostarczyć te wyniki do domu? Może wystarczy udostępnić mu je w bibliotece?

      Usuń
    5. A może warto zastanowić się po prostu nad jakąś formą popularyzacji tych wyników pisanej bardziej zrozumiałym językiem i to ewentualnie dotować/finansować.W ten sposób podatnik miałby szansę zapoznania się z wynikami badań (a gdyby chciał mógłby sięgać potem po konkretne publikacje). Wystarczyłoby dołożyć odpowiednią rubrykę do sprawozdania merytorycznego z grantu, lub np. wymagać takiego krótkiego artykułu przed ostatecznym uznaniem grantu za zrealizowany. Przypadkiem dawno temu wpadło mi w ręce coś podobnego dotyczącego grantów ochroniarskich - całkiem spora książeczka zawierająca informacje o realizowanych projektach (dowiedziałem się wtedy o kilku ciekawych działaniach). Czasopisma przeglądowe publikujące po polsku upadają, czasopism popularnych, które mogłyby zawierać ogólnie przedstawione wyniki tych badań chyba w zasadzie już nie ma, choć dawniej w bibliotekach szkolnych sporo ciekawych czasopism można było znaleźć.Półrocznik lub rocznik z głównymi informacjami o wynikach zrealizowanych grantów nie kosztowałby zbyt dużo - 1/2 etatu redaktora zbierającego te dane i obrabiającego je edytorsko + koszt druku i kolportażu (+ oczywiście dostępne w sieci). Pewnie zmieściłoby się w kosztach ponoszonych na 10-15 prac dostępnych jako OA, a może kogoś (szczególnie liczyłbym na młodzież) mogłoby to potencjalnie zainteresować

      Usuń
    6. Ja dużo czytałem takich lokalnych polskich pism, gdzie właśnie były prace przeglądowe ale też faunistyczne. Moim zdaniem to nie jest zły start w świat nauki. Z resztą wiele osób dziś publikujących wysoko stawiało pierwsze kroki w Przeglądzie Zoologicznym, Przyrodniczym czy notatkach. Oczywiście ich utrzymanie nie jest drogie, ale nie wiem dlaczego MNISW wymyśliło, że będzie je "umiędzynaradawiać" - zobacz, że kilka takich lokalnych pism dostało kasę wtedy z ministerstwa... Zamiast zapewnić im byt właśnie w takiej formie krajowej. Moim zdaniem jest uzasadnienie by utrzymywać lokalne, polskie, czasopisma naukowe, bo m.in. mogą spełniać funkcję popularyzatorską. No ale niestety do tego potrzebujemy jakiejś wizji długoterminowej, a takiej niestety chyba brakuje.

      Usuń
    7. Zgoda, zobacz choćby ile takich lokalnych czasopism ornitologicznych wychodzi w Niemczech.. Poza tym także gdzieś tę wiedzę faunistyczną trzeba gromadzić..

      Usuń
  3. "Każdy publikujący z Polską afiliacją ma OA z automatu..."
    Niestety nie z automatu - u mnie autor korespondujący zapomniał/nie wiedział i nie zaznaczył tej opcji i wynik taki, że jest publikacja u Springera, ale nie OA...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no tak, prawda - trzeba zaznaczyć, że ma się polską afiliację... Ale "z automatu" w tym sensie, że wszystko jest już opłacone i załatwione, należy tylko się zadeklarować online.

      Usuń
  4. No to jest Rozporządzenie związane z DUN.
    Na działalność wydawniczą można ubiegać się o :
    Podniesienie poziomu naukowego i poziomu umiędzynarodowienia wydawanych czasopism naukowych oraz upowszechniania informacji o wynikach badań naukowych lub prac rozwojowych obejmujących:
    1) udział uznanych zagranicznych recenzentów w ocenie publikacji;
    2) udział uznanych zagranicznych naukowców w składzie rady naukowej czasopisma;
    3) stworzenie anglojęzycznych wersji wydawanych publikacji;
    4) digitalizację publikacji i monografii naukowych w celu zapewnienia i utrzymania otwartego dostępu do nich przez sieć Internet;
    5) wdrożenie procedur zabezpieczających oryginalność publikacji naukowych oraz zastosowane techniki zabezpieczeń...

    Więc jeśli dobrze rozumiem, będą pieniądze na honoraria dla zagranicznych recenzentów lub członków rady redakcyjnej czasopisma, ale na samo wydawanie czasopisma już nie.. Czyli dalej mam się zastanawiać za co mam wydawać Acta w przyszlym roku, ale teoretycznie mogłbym płacić zagranicznym znajomym za "udział w składzie rady naukowej" (cokolwiek ten "udział" znaczy). Albo zagranicznym recenzentom, kiedy w kraju mam niejednokrotnie lepszych, bo często bardziej się przykładających do ocenianego tekstu. Zresztą recenznetów dobiera się do konkretnej pracy - to jak teraz mam wymyśleć ile osób i jakie będą do tego potrzebne, żeby wypełnić sensownie wniosek. Do tego wydajemy czasopismo po angielsku, więc tym bardziej pieniądze sie nie należą, choć np. w Pol. J. Ecol. myślę że weryfikacja wielu prac byłaby przydatna..
    Jak zawsze - wydamy kasę, ale co to ma konkretnie poprawić.?
    pozdr T

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kurczę, słabo to wygląda... Czyli nadal inwestujemy w małe czasopisma pisane po Polsku, a jak już jakieś jest lepsze, to niech sobie radzi samo - kompletny bezsens! Czyli klasyczne wyrównywanie: wspieramy najgorszych, żeby mogli stać się choć trochę lepsi... Ręce opadają.

      Usuń
  5. ok, zgadzam się, że nie można dofinansowywać wszystkich pozycji na rynku, ale chyba nie powinno być podział na małe i duże, ale na te które są bardziej wartościowe...!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. racja, z grubsza to chciałem właśnie napisać

      Usuń
  6. Dosyć przejrzyście i konkretnie. Dbałość o szczegóły czyni ten blog wartościowym i godnym polecenia. Miło się tu było :)

    OdpowiedzUsuń