środa, 22 maja 2013

NCN vs. metan


Niezbyt ciekawy tekst ale warto rzucić okiem, bo chyba dość dobrze diagnozuje ogólną strategię NCNu, którą można podsumować tak: bez wyników lepiej nie wnioskuj o grant. Naprawdę nie wiem jak mamy w Polsce robić pionierskie badania, jak mamy eksplorować nowe pola nauki, kiedy pieniądze są przyznawane wyłącznie na projekty zaplanowane co do grosza, ze szczegółowym harmonogramem rozpisanym na kilka lat do przodu, które na 100% dadzą wynik właśnie taki jakiego się spodziewamy...

całość tu:
http://wyborcza.pl/1,75476,13955955,W_oparach_metanu__czyli_jak_nie_dostac_pieniedzy_na.html

michał żmihorski

28 komentarzy:

  1. Michał,

    Mam dobrego znajomego - geografa. Robił doktorat. Nieśmiało zasugerowałem mu żeby w przygotowywanej prezentacji sformułował jasno hipotezę, którą testuje w swoich badaniach. Porozmawialiśmy, przyznał mi rację. Na drugi dzień poszedł do swojego szefa powiedzieć jak zmienił swoją prezentację (nie wspominając o rozmowie ze mną). Pierwsze słowa szefa ponoć były następujące - niech pan wyrzuci tą hipotezę! Widział pan jakiekolwiek badania w geografii, gdzie formułuje się hipotezy? I teraz powiem tak: Jeśli wnioskodawcy, bądź oceniający reprezentują taką 'naukę', to lepiej żeby posnęli w tym metanie. Jeśli czytam "nie wiadomo, jakich odkryć uda nam się dokonać!" to ja się pytam, czy tu o odkrycia chodzi? O ile wiem wszystkie kontynenty już mamy.

    m.

    OdpowiedzUsuń
  2. Niezależnie od tego, czy projekt został oceniony kompetentnie czy nie - co chcą osiągnąć autorzy, skarżąc się w gazecie?

    Przecież to nie urzędnik ocenia grant, tylko recenzenci. I to w 4 turach: ocena indywidualna ekspertów z panelu, uzgodnienie ocen, ocena indywidualna recenzentów zewnętrznych, uzgodnienie ocen.

    Jak artykuł w gazecie miałby to zmienić?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to? Nie wiesz? NCN będzie tym złym, którego trzeba zamknąć, a pieniądze dać wszystkim po równo. A może Pani minister przeczyta skargę i się ulituje? A może jak recenzenci przeczytają w gazecie, że są głupi, to się nawrócą i w następnej turze dadzą?

      michał

      Usuń
    2. Mysle, ze ta uwaga Jak artykuł w gazecie miałby to zmienić? Jest nieslychanie istotna. Wydaje mi sie absolutnie skandaliczne lobbowanie na rzecz wlasnego grantu w gazecie.

      Usuń
  3. Michał, rozumiem, że swoje pytanie o kontynenty kierujesz do recenzentów NCNu??? Z tego co rozumiem panowie dostali taki tekst od recenzenta właśnie...

    Poza tym, tendencja do obudowywania wszystkiego na siłę hipotezami też jest trochę męcząca - wiele nowej wiedzy nadal można pozyskać z czysto opisowych badań, nie zawsze musimy testować różne scenariusze. Misja na marsa ma hipotezy? Łazik robiąc zdjęcia i wiercąc dziury testuje jakieś hipotezy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Michał, nie mam pojęcia, do kogo kieruję swoje pytanie. Póki nie wiem, co zostało napisane we wniosku, póty można je zadać obojgu stronom.
      CO do hipotez. W tym konkretnym przypadku nie mogę się z Tobą zgodzić. O ile dobrze zrozumiałem, te właśnie, metanowe badania, to nic innego jak testowanie hipotezy. Co do innych badań? Każde posiadają swoją metodologię. Czy to idziesz z maczetą w dżunglę, czy lecisz na Marsa. A a'propos Marsa. Gdyby ta misja nie testowała hipotez o składzie, budowie geologicznej, małych zielonych ludkach etc. to już widzę, jak dostałaby finansowanie...

      Najlepszego,
      m.

      Usuń
  4. Jasne: http://en.wikipedia.org/wiki/Mars_ocean_hypothesis

    OdpowiedzUsuń
  5. Koledzy, jeśli to Was jakoś uspokoi, to wszędzie można dodawać z automatu hipotezę, można w ogóle ustawić w formularzach NCNu pole do wypełnienia pt. hipoteza zerowa i alternatywna. Idę liczyć ptaki w lesie, by weryfikować hipotezę zerową, że gatunków jest n>10, moja H alt. to n<10. Aby moje badania były jeszcze lepsze mogę zaproponować całą masę hipotez, że n=10, n=11... Ma to sens? Łazik pobiera próbkę by zweryfikować hipotezę, że w tym miejscu w podłożu dominuje...i wymieniamy hipotezy: H1=Mg, H2=Fe, H3=Ca itd. Dostrzegacie ten skok jakości w porównaniu do prymitywnego opisu "skład geologiczny"?? Ja nie dostrzegam...

    Dominujące podejście (np. w statystyce) jest teraz takie, że raczej odchodzimy od testowania hipotez, bo to często bywa głupie i tak naprawdę nic nie wnosi (większość hipotez jest bez sensu, były prace na ten temat), a u nas bez hipotezy nadal nie ma nauki. Zwróćcie uwagę, że to jest tylko słowo, ono najczęściej nic nie zmienia. Trzeba mieć i przedstawić jakąś wstępną wiedzę i oczekiwania, ale chyba tu wpadamy w ślepą uliczkę i dyskutujemy o nazwach, co prawie nigdy nie ma sensu...

    pozdrowienia,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Michał, nijak mnie to nie uspokoi. Co gorsza, zaryzykuję pewne stwierdzenie. Jaja se robisz, nie?
      Z pewnością nie chodzi mi o testowanie hipotez w sensie statystycznym, a używanie hipotez w celu opisania rzeczywistości w sensie metodologicznym. Nie ważne, czy mówię o testowaniu hipotezy, czy o zadaniu pytania. Ważne jest, czy wiadomo, czego chce osoba przystępująca do badań. A jeśli chce dokonywać odkryć, to nich idzie do króla Hiszpanii, Portugalii albo innej Anglii. Może da mu na odkrycia...

      m.

      Usuń
    2. Michał, i tak i nie. Oczywiście podaję przykłady przekoloryzowane ale chodzi mi o ogólne podejście do tematu. Nie rozumiem też dlaczego oddzielasz testowanie hipotez statystycznych od testowania hipotez badawczych - przecież statystyczne nie biorą się z niczego, tylko są konsekwencją pytania jakie postawisz w projekcie. Jeśli testujesz konkretną hipotezę, to najczęściej chcesz uzyskać info, że Twoje dane ją potwierdzają lub nie.

      To zapytam inaczej - wiele prac prof. Jędrzejewskiego z IBS PAN, który jest jednym z najlepiej cytowanych polskich biologów, nie zawiera w ogóle słowa "hipoteza" w tekście. On nie testuje konkretnych hipotez, to są po prostu prace opisowe, a jednak publikowane w J. Anim. Ecol., Oikosie czy Oecologii...

      Usuń
    3. Michał, co do prof. Jędrzejewskiego, nie wiem. NIe czytam jego prac i nie znam metodologii, której on używa. ja mówię o metodologii eksperymentalnej, którą chyba znam i którą staram się posługiwać.
      A co do rozróżniania hipotez. W statystyce H0-nie ma różnic, H1-różnice są. W biologii - przebieg zjawiska A jest warunkowany czymś. Może się wydawać, że nie ma różnicy, ale hipoteza w biologii stara się mechanistycznie opisać świat (zjawisko, jakkolwiek to nazwać) i badania eksperymentalne mają zweryfikować, czy opis jest właściwy dla danej próbki/próbek etc. Tak ja to rozumiem.
      michał

      Usuń
    4. No więc zgadzam się z tym co napisałeś - w biologii eksperymentalnej zdecydowanie tak, masz konkretne hipotezy, szukasz potwierdzenia w danych. Ale opisując proces drapieżnictwa wilków na kopytnych nie masz konkretnych hipotez (no bo jak zaproponować hipotezę: że drapieżnictwo wynosi 30% przyrostu populacji ofiary? alternatywną ma być, że 31?). Więc nie wszędzie przedstawianie konkretnych hipotez ma sens, czasami chcemy po prostu opisać proces/zjawisko/stan. No i przykład Piotrka Skórki z działki paleo jest też bardzo dobry - to jest po prostu opis, nie powinniśmy umniejszać znaczenia prac opisowych.

      W statystyce H1 i H0 powoli odchodzą w przeszłość - teraz zasadne wydaje się podejście takie: zawsze jest efekt, pytanie tylko na ile duży i czy warto go uwzględniać w modelu. Nie ma sensu testować symetrii monet (klasyczny przykład na zajęciach ze statystyki) bo na całym świecie nie ma dwóch identycznych monet (weź mikroskop elektronowy i sprawdź - jasne jest że każda jest inna!). Więc przykład, którymi jesteśmy katowani na studiach (H0-są symetryczne, H1 - brak symetrii) jest po prostu testowaniem wielkości próby.

      Usuń
    5. Widzisz, problem nie leży w tym, czy jest 30 czy 31%. Problemem do opisania jest jak kształtują się zależności w układzie drapieżnik-ofiara. I tu pojawia się hipoteza: wilk jest głównym drapieżnikiem, bądź w warunkach lasu naturalnego niedźwiedź jest głównym pokarmem myszy polnej. To są hipotezy do testowania/weryfikacji.

      Chyba jednak znaleźlibyśmy wspólny język. Koniec końców biologia jest nauką eksperymentalną. Jakby się do tego nie zabierać.

      michał

      Usuń
    6. Michał, nie cała biologia:
      "Manipulative experimentation that features random assignment of treatments, replication, and controls is an effective way to determine causal relationships. Wildlife ecologists, however, often must take a more passive approach to investigating causality." Shaffer & Johnson 2008. Ways of learning: Observational studies versus experiments. J. WIld. Res.

      na poziomie makroekologii raczej nie zrobimy eksperymentów, możemy tylko obserwować jak jest zbudowany kosmos...

      Usuń
  6. Myślę, że nauka ma wbrew pozorom wiele oblicz. Czasami o tym rozmyślałem i faktycznie może być tak, że ściśle sformułowane,a ograniczone wcześniejszą wiedzą hipotezy nie pozwalają przekraczać barier poznawczych w danej dziedzinie. Zdarza mi się czytać Nature i Science i tam wyjątkowo często można spotkać prace, które nie mają większego związku z testowaniem hipotez badawczych. Przykładowo,żaden paleontolog nie planuje w swoim grancie wykopania jakiegoś konkretnego kościotrupa, który zmieni oblicze biologii. Najczęściej jest to zupełny przypadek, że jakaś skamielina niesie ze sobą mnóstwo nowych informacji. Niemniej, prace takie często goszczą na ramach tych czasopism.
    Wracając do geografów obrażonych na NCN. Myślę, że winić powinni w sporym stopniu samych siebie. Wierzyć mi się nie chcę, żeby jednak nie mają jakiś podejrzeń ani przewidywań, jakie wyniki mogą otrzymać. Mogli w grancie nakreślić jakieś możliwe scenariusze wyników, które mogą powstać w ramach ich grantu oraz jak każdy z nich będzie wpływał na stan wiedzy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piotrek, ale skąd wiesz, że nie mają - Michał Wojciechowski pisał o swoim znajomym (!), nie o autorach tego grantu, a wszyscy to przerzucili na wnioskodawców! W ogóle to gadamy o hipotezach ale to nie ma nic wspólnego z tym wnioskiem ;o))

      Usuń
  7. Tak mi się skojarzyło a'propo Nature i Science i publikowanych w tych czasopismach prac:
    http://smallpondscience.com/2013/04/16/impact-factor-and-where-to-submit-the-view-from-a-teaching-school/

    W kwestii artykułu z GW nasunęło mi się takie pytanie - czy teraz po ogłoszeniu wyników konkursów NCN, MNiSW, etc. będziemy regularnie czytać podobne teksty? Być może rodzi się nowa moda - nie dostałem grantu, lecę to opisać w GW?

    Inna sprawa - co pomyśli przeciętny czytelnik po przeczytaniu takiego artykułu? Że wybitnym naukowcom odmówiono wsparcia w badaniach, które pomogłyby wytłumaczyć 'to całe globalne ocieplenie, o którym wszędzie trąbią.' Kto odmówił? NCN. Zatem NCN jest zły, jak tak w ogóle można, że oni tu chcą tajemnice wszechświata wyjaśniać, a ktoś im kasy nie chce dać, itd. itd.
    W rzeczywistości nie wiemy jaki był ten wniosek, a nawet gdybyśmy go poznali, to pewnie niewiele merytorycznych komentarzy moglibyśmy napisać, bo jak sądzę taka tematyka wykracza daleko poza zainteresowania naukowe obecnych tu dyskutantów.
    Wystarczy jednak napisać artykuł do GW, czy innego periodyku dostępnego w pierwszym lepszym kiosku i jak to mówią 'hulaj dusza piekła nie ma' - można do woli wylewać swoje żale. Coś tu chyba jest nie tak.

    Pozdr,
    JSz

    OdpowiedzUsuń
  8. ta dyskusja jest świetnym materiałem na pracę o tym jak powstaje plotka ;o) Michał rzucił przykład swojego kolegi geografa, którego szef nie lubi hipotez, a my to przerzuciliśmy to na autorów tekstu w GW.

    Zgadzam się, że warto przedstawiać hipotezy (chociaż często nie jest to konieczne), natomiast nie wiemy nic o tym czy hipotezy były w pracy, a o braku odkryć pisali raczej recenzenci NCNu a nie autorzy. Zgadzam się też, że wyżalanie się w gazecie jest średnio smaczne. Ale wrzuciłem ten tekst z innego powodu - jako kolejny przykład tendencji w NCNie, żeby dawać wyłącznie projekty pewne, o których wiemy wszystko, które wyjdą na pewno, i dla których (uwaga, ironia!) mamy już wyniki... To jest główny problem.

    OdpowiedzUsuń
  9. Tutaj chyba nie chodzi o samą zasadność formułowania hipotezy czy nie, tylko o coś znacznie 'gorszego'. Wszyscy wiedzą że w przypadku grantów bardzo często bierze się pieniądze za rzeczy które już się zrobiło, ale jeszcze nie opublikowało etc. Wiadomo co wyjdzie (bo już wyszło) i bardzo łatwo 'przepycha' się taki wniosek. Jak część osób zaczyna tak robić i dostaje granty, to za jakiś czas wszyscy tak robią i mamy problem, bo nie da się dostać grantu na na prawdę nowatorski projekt 'high risk'. Jest kilka miejsc w których takie projekty są doceniane - np. ERC, ale jak widać NCN nie jest jednym z takich miejsc...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no właśnie, o to mi głównie chodziło. Pytanie jest takie, czy faktycznie tak jest (ja odnoszę takie wrażenie, ale nie mam twardych danych w ręku). A drugie pytanie: czy tak powinno być? Może taka bezpieczna strategia jest jednak bardziej opłacalna, nie wiem...

      Usuń
  10. NIe mogę się z tym zgodzić. Projekt, na który dostałem pieniądze nie był bezpiecznym. Wiem też, że inne projekty, które otrzymały finansowanie do bezpiecznych nie należały. Mówię o NZ8. Z kolei wiem, że finansowania nie dostawały granty na tzw. dokończenie prac. Ale mówię tylko o nz8.

    m.

    OdpowiedzUsuń
  11. Otóż to - powtarzam to od zawsze, że NCN powinien mieć w swojej ofercie - poza standardowymi konkursami - taki "ryzykowny" konkurs (mógłby się nazywać "Idź na całość" - żartuję oczywiście ;)) Konkurs dla ludzi o ugruntowanej pozycji, którzy wpadli na super pomysł, mają "przeczucie" na ekstra odkrycie, które jednak jednocześnie jest obarczone dużym ryzykiem i spore są szanse że "nie wyjdzie". A od siebie dodam, że podobnie jak w każdej dziedzinie życia - stron jest więcej niż jedna. W artykule wypowiedziała się jedna, co jak dla mnie powinno stopować wszelkie oburzenie wywołane tym artykułem. No ale media mają swoje prawa...

    OdpowiedzUsuń
  12. Michal - Twoj komentarz do tego absurdalnego tekstu w GW mnie zdumiewa. Piszesz że:
    "poprawnie dość dobrze diagnozuje ogólną strategię NCNu,.. nie wiem jak mamy w Polsce robić pionierskie badania,"

    Skąd to przekonanie? Jak doszedłeś do wniosku, że promowane są standardowe pewniaki, a odrzucane przedsięwzięcia nietuzinkowe? Na Twoim blogu pisalem to już kilka razy, ale powtórzę: przy moim pierwszym doswiadczeniu pracy w panelu najsilniejszym przeżyciem było uświadomienie sobie, jak bardzo mało było projektów, w których wnioskodawcy mieli śmiałość by zaproponować coś radykalnego i śmiałego! Gdy taki się pojawiał, paneliści zawsze przedstawiali to jako silny argument "za". Najczęściej pojawiająca się uwaga krytyczna brzmiała "badania nieambitne, schematyczne". O szczegółach mówić nie mogę, ale wolno mi powiedzieć, że były przypadki projektów co do których nie wierzę, by przyniosły wyniki deklarowane przez autorów, ale które rekomendowałem do finansowania właśnie dlatego, że odbiegały od stereotypów. Uznawałem, że nawet jeśli ten projekt będzie klapą, to warto finansować ludzi, którzy w ogóle stawiają sobie ambitne cele.

    Moje nastawienie nie było wyjątkiem wśród "panelistów", ani nie było specjalnie radykalne - bo właśnie takie jest oficjalne zalecenie z zarówno z Rady jak i Dyrekcji NCN, które na własne uszy szereg razy słyszałem.

    Problemem nie jest polityka NCN, ale po brak śmiałości wśród nas... Ale wygodniej jest odpowiedzialność przerzucić na niesprzyjające instytucje.

    Nieprawdziwe jest twierdzenie, że "pieniądze są przyznawane wyłącznie na projekty zaplanowane co do grosza, ze szczegółowym harmonogramem rozpisanym na kilka lat do przodu". Wrecz odwrotnie, w "harmonogramie" nie ma teraz w ogóle rozpisanego czasu realizacji zadań ani kwot do nich przypisanych. Kosztorys musi być szczegółowy (autor musi pokazać, że wie co i dlaczego chce kupić), ale NCN bez oporów godzi się na daleko idące zmiany w wydatkach w trakcie realizacji. Więc kierownik wie, że ma możliwość elastycznego wykorzystania kasy (choć przy grubszych zmianach trzeba się pofatygować i napisać pisemko z uzasadnieniem).

    Wreszcie, dywagacje o sensowności podejścia "hipotetycznego" w nauce są surrealistyczne, bo zaczynają się od pomylenia "hipotezy" w sensie teorii-modelu odnoszącego się do rzeczywistości, z "hipotezą" w sensie statystycznej "hipotezy zerowej". Wątpliwości dotyczące sensowności testowania statystycznej hipotezy zerowej mają się NIJAK to kwestii stosowalności empirycznego programu badawczego opartego na podejściu hipotetyczno-dedukcyjnym.

    Oczywiście, że nie w każdym projekcie jest sens explicite formułować hipotezy. Czasem to wygląda po prostu śmiesznie, gdy ktoś planuje czysto opisowe badania i usiłuje je przedstawić w postaci hipotezy, a już zwłaszcza gdy ktoś przy okazji myli płaszczyznę merytorycznych hipotez roboczych z płaszczyzną hipotez statystycznych. Czasem znacznie bardziej naturalne jest przedstawienie celu badań jako poszukania odpowiedzi na pytanie, a nie jako testowania hipotezy. I nie ma po co wyczyniać łamańców, by pytanie gramatycznie przenicować w hipotezę, co zawsze da się zrobić. Ale chodzi o to, by to pytanie nie było BANALNE. Przynamniej za siebie mogę zapewnić, że niebanalne pytanie traktowałem z takim samym poważaniem jak niebanalną hipotezę.

    Michale: miałeś świetny pomysł na pod-bloga Feedback. Niechże ktoś komu taki śmiały, nietuzinkowy, pionierski, "high-riskowy" projekt NCN odrzuciło, wrzuci jego streszczenie i uzasadnienie niskiej oceny na "Feedback". Chętnie zapoznałbym się z takimi przykładami, bo sprawa JEST poważna. Jeśli NCN rzeczywiście odrzucałoby projekty za to, że stawiają trudne wyzwania i nie gwarantują sukcesu, to faktycznie byłaby kiszka, bo alternatywy u nas nie ma...

    Pawel Koteja

    OdpowiedzUsuń
  13. no to odpowiadam na szybko:
    moim zdaniem pisząc projekt poruszamy się wzdłuż pewnego gradientu - z jednej strony mamy oklepany temat, który umiemy dobrze zaplanować (wyliczyć ile, kiedy i czego chcemy kupić, jaką metodykę wykorzystać). Z drugiej temat śmiały, dotychczas nieruszony, gdzie koszty, czas trwania, metodyka i zakupy możemy jedynie zarysować ogólnie, bo nikt tego nie robił wcześniej, nie wiadomo do końca co wyjdzie i jakie problemy napotkamy.

    NCN wymaga bardzo szczegółowego opisu metod (nawiasem mówiąc - boję się dawać takiego opisu, bo nie chcę by ktoś zwyczajnie "pożyczył" sobie mój pomysł) i kosztorysu a z drugiej strony mówi "róbcie śmiałe, ryzykowne projekty, wchodźcie w nowe, dotychczas niepoznane tematy". Moim zdaniem jest tu pewna sprzeczność logiczna.

    Pytanie o przykład? Niestety muszę posłużyć się przykładem własnego, choć na pewno są lepsze i ciekawsze: mój ostatni projekt, który nie dostał finansowania, bo metodyka była nie do końca zrozumiała dla recenzentów (częściowo my nie chcieliśmy pisać wszystkich szczegółów, o czym wyżej) został określony jako:

    "niezwykle nowatorski", "bardzo nowatorski", "o dużym znaczeniu ewolucyjnym i ekologicznym", "pomysł wręcz świetny" albo "wręcz śmiały" (cytaty z recenzji).

    Niestety pojawiło się szereg kwestii metodycznych, recenzenci nie byli pewni czy tak się da to zrobić, ale też np. zarzut, że mam tylko 10 publikacji impaktowych (bo tylko tyle mogłem wpisać!). W efekcie projekt przepadł, ja kolejnej wersji nie składam, bo to ma być właśnie projekt nowatorski, w którym nie jestem w stanie opisać wszystkich szczegółów metodycznych dziś - inaczej bym pisał już publikację a nie projekt...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Michale:

      Oczywiście, jeśli zakładasz, że pomysły z Twojego projektu, szczegóły metody itp. mogą zostać ukradzione przez członków panelu albo recenzentów to jesteś w trudnej sytuacji. Ale powiem brutalnie: w takim razie to jest Twój osobisty problem, który sam sobie stwarzasz.

      Przykro mi to mówić, ale z pozycji kogoś naprawdę przyjaźnie nastawionego muszę też i to powiedzieć: narażasz się wręcz na śmieszność, jeśli otwarcie przyznajesz, że Twój wniosek celowo zatajał istotne dla oceny projektu informacje, a zarazem masz pretensje, że eksperci wychwycili, że w tym projekcie coś szwankuje i go odrzucili.

      Zarzuty o zagrożeniu, że nasze wspanmiałe pomysły będą kradzione, stawiali od dawna przeciwnicy systemu finansowania nauki poprzez konkursy o granty (bo to zawsze oznacza ujawnienie swoich pomysłów wobec innyuch osób), a zwłaszcza przeciwnicy oceniania przez recenzentow zagranicznych.

      Trudno mi uwierzyć, że chcesz się do tamtej ligi dołączyć! Proszę, napisz zaraz, że tak ci się niechcący napisało, że to było w chwili kryzysu czy coś w tym rodzaju!

      Pozdrawiam i życzę powrotu...
      Paweł Koteja

      Usuń
    2. Nie, nie chcę dołączyć do tamtej ligi - chodzi raczej o to, że nie chcemy zdradzać niektórych naszych "trików" metodycznych. Chodziło tu głównie o genetykę - z tego miały pójść najpierw publikacje (jedna już się ukazała w acta theriol), jeszcze niektóre rzeczy mieliśmy posprawdzać itp.

      Ale to w ogóle jest temat zastępczy - padło pytanie o nowatorski projekt odrzucony przez NCN ze względu na niejasności metodyczne. Myślę, że ten mój może być tego przykładem. Nie będzie realizowany, bo niestety nie wszystko jestem w stanie na samym początku przewidzieć, wyliczyć i podać recenzentowi czarno na białym ile polimerazy i tipsów kupię za 3 lata. To miało być totalne rozpoznanie bojem (a więc z licznymi zmianami metodyki i harmonogramu w trakcie) kompletnie nieeksplorowanego tematu i jestem pewien, że cokolwiek by nam wyszło, byłoby wysoko publikowane, no ale widać nie w tej firmie...

      To może tak: chciałbym zaciągnąć POŻYCZKĘ (!) w NCNie na 400 000zł na 4 lata, którą NCN zamieni na pożyczkę bezzwrotną (=umorzy) jeśli wyprodukuję z tego publikację w Ecology lub wyżej. Jeśli nie, to mam w plecy 400 tys. Wchodzicie w taki układ???

      pozdrowienia,

      Usuń
  14. Michale - to idź do banku i spróbuj dostać pożyczkę na takich warunkach! Zanim ktokolwiek powie "wchodzę", to zapyta w jaki sposób oddasz te 400 tysięcy, jeśli okaże się że ze zobowiązania nie potrafisz się wywiązać... Bądźmy poważni.

    NCN nie wymaga, by projet był realizowany zgodnie z pierwotnym planem. Podane są jasne zasady, na jakich zmiany w projekcie można przeprwadzać - zarówno na liście zakupów jak i w zadaniach badawczych czy metodyce wykonywania projektu. Można dyskutować o tym, czy tryb dokonywania takich zmian jest zbyt zbiurokratyzowany czy nie (moim zdaniem jest!), ale to inna sprawa. Ważne, że kierownik nie jest zniewolony do tego, by bezmyślnie trzymać się pierwotnego pomysłu.

    Ale w momencie składania wniosku trzeba mieć jakiś konkretny pomysł i projekt działąnia. Może być tak, że szczegóły działania w dalszym etapie będą zależały od tego, jakie będą wyniki w pierwszym etapie. Ale przecież nikt nie zakazuje Ci właśnie w taki sposób projektu przedstawic! Możesz napisać, że po wykonania zadania 1 wyjaśni się, czy masz do czynienia z sytuacją A czy B. I w zależności od tego, dalsze badania będą przebiegały zgodnie ze scenariuszem A albo B. Kosztorys możesz przedstawić dla tej wersji wydarzeń, która w danym momencie wydaje się prawdopodobniejsza (niech będzie że A), ale możesz od razu zastrzec, że jeśli się okaże że B, to bedziesz występował o odpowiednią zmianę kosztorysu i harmonogramu. Przecież nie ma zakazu by taki wniosek przedstawić!

    Inna sprawa, że jeśli zaraz na początku masz totalną mgławicę i nie masz pojęcia jak się dalej sprawa potoczy, to można podzielić projekt na kawałki i najpierw załatwić tę część, dla której plany się rysują w jasno i której wyniki pozwolą lepiej zaplanować dalsze działania. Piszesz o perspektywie 4 lat, więc takie krokowe działanie jest sensowne.

    NCN dopuszcza zmiany planów w trakcie realizacji projektu, ale nie możesz oczekiwać, że da fundusze na robienie czegoś, czego sam nie potrafisz opisać. Owszem, są systemy finansowania, w których daje się fundusze w ciemno na "kredyt zaufania". Ale po pierwsze, trzeba najpierw taki kredyt mieć. Sądzę, że jak się jest noblistą, to można już z wielu źródeł dostać kasę w ciemno do dowolnego rozporządzania. Po drugie, są to zwykle źródła gospodarujące funduszami prywatnymi albo przynajmniej nie-rządowymi, a nie pieniędzmi z budżetu Państwa.

    W Polsce trochę na tej zasadzie działa program FNP MISTRZ. Ale NCNowi chyba trudno byłoby taki program wprowadzić, bo nie pasuje do treści ustawy o NCN, która bardzo precyzyjnie określa na jakie cele NCN może (i ma obowiazek) wydatkować fundusze: a są to tylko "projekty badawcze" i "stypendia dla doktorantó i post-doców". Więc fundusze na badania muszą dotyczyć "projektów", a projekt to znaczy "plan działania". Pomysł na "granty w ciemno" dla wybitnych uczonych mi się podoba, ale nie jestem pewien, czy udałoby się je wpasować w ustawę o NCN. Musiałyby to być konkursy na projekty badawzce, w których jedynym kryterium oceny byłby dorobek kierownika, a nie ocena projektu jako takiego - wątpię, żeby taki trick przeszedł...

    Pawel Koteja

    OdpowiedzUsuń
  15. Wszystko zalezy od tego, kto dostanie Twoj projekt do oceny. Z doswiadczenia wiem, ze niektorzy dosc lagodnie traktuja nie do konca szczegolowy opis kosztorysu czy metodyki, inni sa bardziej restrykcyjni i "czepiaja" sie kazdego slowa.
    Ale jesli projekt jest ciekawy (nawet ryzykowny), to chyba nie ma sily, aby nie otrzymac finansowania?
    W tej kwestii NCN jednak bardzo sie stara, aby wyeliminowac oceny nie do konca uzasadnione, przypadkowe...choc "artefaktow" pewnie nie brakuje...

    OdpowiedzUsuń