sobota, 25 czerwca 2011

kto zrozumie dubelta?

Przepraszam, ze nie piszę o grantach , NCNie, tramwajach, ustawionych konkursach i tym wszystkim, czym normalny uczony żyje (na co dzień). Zamiast tego, chcę się podzielić dobrą nowiną, czyli fajnym odkryciem (tak, takie rzeczy się zdarzają niektórym uczonym) kolegów ze Szwecji, którzy skutecznie zbadali strategię wędrówki ptaka zwanego dubeltem. Dubelt zaskoczył nas wszystkich bardziej niż niejedna reguła postępowania NCN. Ale nie ma lekko, najpierw będzie o kontekście odkrycia, a potem dopiero o wyniku.

 

Gdy kilka lat temu okazało się, że szlamik rdzawy z Alaski leci non-stop 11,000 km nad Pacyfikiem na zimowisko do Nowej Zelandii – byłem nie tylko zachwycony tymi odkryciami i sposobem ich uzyskania, ale i było jasne, że ptaki te nie mają za bardzo innej opcji, bo w końcu (a) wzdłuż wybrzeża Azji lub Ameryki z jakichś powodów jesienią nie lecą (o czym było wiadomo od dawna), (b) skoro tak, to zostaje skok przez Pacyfik i bardzo ograniczone możliwości wylądowania po drodzeJ. To się wpisywało w 5,000 km non-stop siewek Pluvialis fulva lecących z Alaski na Hawaje, znowu nad Pacyfikiem. Nie wylądują po drodze, bo nie mogą. Ostatnio doszedł kamusznik zimujący w SE Australii, który wiosną skacze 7,600 km non-stop na Taiwan. I znowu wszystko jasne: leci tak długo, bo nie ma opcji, że wyląduje na morzu. Takie długaśne skoki migracyjne są kosztowne, bo wymagają magazynowania horrendalnych ilości tłuszczu (który przed odlotem może stanowić połowę totalnej masy ptaka), wymuszają redukcję wielkości wszystkich organów wewnętrznych, żeby ten tłuszcz pomieścić i sprawiają, ze ptak jest mało manewrowy w locie i silnie narażony na atak drapieżnika. Dlatego utarło się sądzić, że takie gigantyczne skoki migracyjne są wymuszone istnieniem barier typu ocean, pustynia, góry itd. No ale takie myślenie właśnie się sypnęło, wraz z publikacją Klaassen et al. w Biology Letters (ahead of print still). Panowie założyli geolokatory dubeltom na tokowiskach w Szwecji. I okazało się, że te bekasy lecą na zimowisko jednym skokiem, w poprzek Europy i połowy Afryki: 4,300-6,800 km w 48-96 h bez przerwy. Pytanie brzmi: czemu nie lecą, jak cała masa innych ptaków, w tym siewek, krótszymi skokami, bez kosztów tego maksymalnego otłuszczania i wrażliwości na wszelkie tego konsekwencje? Po drodze, w Europie i w Sahelu mają kupę miejsc, gdzie mogłyby się zatrzymać na popas i załatwić sprawę w mniej ekstremalny sposób. Pikanterii temu odkryciu dodaje fakt, że dubelt wydaje się bardzo słabym lotnikiem – spłoszony na lęgowiskach zachowuje się jak ciężka krypa, ledwo umiejąca latać i  z ulgą zapadająca po przeleceniu kilkuset metrów. A tu proszę: 5,000 km z prędkością 54-97(!) km/h (bez wspomagania wiatrem). Ptaki nie przestają nas zadziwiaćJ.

 

Pozdrawiam,

Przemek Chylarecki

4 komentarze:

  1. Miałem kolegę, który jadąc samochodem zamiast zwolnić na tzw. niebezpiecznym miejscu (czarny punkt, z tablicą podającą ilu rannych i zabitych) zawsze przyspieszał, żeby niebezpieczeństwo szybciej minęło :o)) Może to jest strategia dubelta - 96 godzin i spokój, zamiast kilkutygodniowego przeskakiwania o kilkanaście kilometrów z bagna na bagno wśród myśliwych, wiatraków, drapieżników itp. Bo z ewolucyjnego punktu widzenia liczy się chyba pole pod krzywą opisującą stopień zagrożenia w czasie.

    Ale wyniki faktycznie mocne
    michał żmihorski

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Artykulu poki co nie czytalem. Nawet nie wiem, czy bede mial do niego dostep, wiec jesli moglibyscie przeslac mi pdf-a to bede wdzieczny (mwojc@umk.pl).

    Ale do rzeczy, z tego co Przemek napisal wynika, ze dubelty ewidentnie wybieraja minimalizacje czasu migracji. Pytanie jest nastepujace - dlaczego nie dojadac po drodze? Albo inaczej, czemu sie nie zatrzymywac? Wiekszosc wroblowych tez ma mozliwosci. Jesli spojrzec na zapasy gajowki lub kapturki to i dla nich, przy maksymalnym zatankowaniu przelecenie 5000 km to pikus. Liczylem to kiedys przy pomocy programu Pennyquika). Ale, kazdy postoj to od groma i ciut-ciut wydatkow energetycznych, przemodelowanie przewodu pokarmowego, potencjalne ryzyko padniecia na rzecz drapieznika etc. Biorac pod uwage siewki to dochodza do tego BARZDZO znaczne zmiany w morfologii i fizjologii przewodu pokarmowego jeszcze na etapie postoju migracyjnego. Moze wiec po prostu nie oplaca sie im zatrzymywac? Enegrii sa w stanie zgromadzic opowiednia ilosc bo sa duze. Co wiecej, poniewaz sa duze to znacznie mniej sa podatne na zmiany temperatury otoczenia (patrz: wplyw masy na tempo metabolizmu i utrate wody). Maluchy z kolei zatrzymywac sie musza bo musza sie zaaklimatyzowac do zmian warunkow srodowiska. Mysle wiec, ze odpowiedz na ten problem lezy po stronie fizjologii i jej elastycznosci.

    Ktos moze chetny na wspolprace aby odpowiedziec na to pytanie? Mam zarys planu takowych badan i mozna by cos zrobic na nastepny konkurs.

    Najlepszego,
    michal

    ps. poprzedniego posta usunalem bo palnalem strasznego byka. wstyd.

    OdpowiedzUsuń
  4. Przemek: "Pikanterii temu odkryciu dodaje fakt, że dubelt wydaje się bardzo słabym lotnikiem ."

    To wcale nie dodaje pikanterii - wrecz odwrotnie, dostarcza prostego wyjasnienia. U nich pewnie jest tak jak w duzych odrzutowcach pasazerskich: wiekszosc kosztow to starty i ladowania; sadzac po cenach biletow mozna przypuszczac, ze w czasie plynnego lotu to one chyba nawet musza energie odzyskiwac. A na dodatek u takich, ktore maja problemy z lataniem, kraksy sa najczesciej przy ladowaniu.

    Wiec jak juz raz dobrze wystartuja, to ja sie im nie dziwie, ze wola nie ladowac...
    Felix

    OdpowiedzUsuń