środa, 15 grudnia 2010

Musisz być gorszym, żeby być równiejszym ;) ... czyli znów o doktorantach

Witam,
Dzieki uprzejmosci Oli Langowskiej, przekazuje poniższy link:

http://tygodnik.onet.pl/30,0,56892,raport_trzeciego_stopnia,artykul.html

a rzecz tyczy sie doktorantow na UJ (i w domysle - w calej Polsce)
Mnie najbardziej rozbawil krotki fragment: "Doktoranci często nie zdają sobie sprawy, że mogą zgłaszać swoje sugestie dyrekcji instytutu lub władzom wydziału"
Jestem bardzo ciekaw co na to powiedzą doktoranci UJ, ktorzy pojawiaja sie na blogu ;))
Pozdrawiam
PSkorka

9 komentarzy:

  1. Piotruś zapodaj linka ;)

    Michał

    OdpowiedzUsuń
  2. No tak, i na UJ też jest smutno.
    Generalnie mam wrażenie, że takie postękiwanie ma swoje uzasadnienie, szczególnie jeżeli doktorant trafił do zakładu/katedry gdzie faktycznie ludzie mają problem z kompleksem wyższości tytularnej nad innymi oraz nie potrafią wytworzyć właściwych stosunków w obrębie zakładu do pracy dla wszystkich pracowników.
    Ja miałem "to szczęście", że nikt nie traktował mnie na studiach "z buta", a wręcz przeciwnie.

    To, że doktoranci mają problem z dostępem do środków finansowania badań, trochę mnie śmieszy. Przecież dostęp do różnego rodzaju stypendiów (nie tylko polskich), czy krótkoterminowych grantów badawczych (również nie tylko polskich) jest duży. Wracając jeszcze do przedmiotów obowiązujących na studiach doktoranckich - poza granicami Polski co roku organizowanych jest sporo różnego rodzaju kursów dla doktorantów, gdzie często można też uzyskać częściowe finansowanie takiego wyjazdu.

    Wiem, że problem z kasą na badania zawsze występuje, ale skoro doktorant wybiera zakład X na miejsce własnego rozwoju naukowego, to przede wszystkim powinien się był sugerować dorobkiem zakładu (jego grupy badawczej, w tym głównie kierownika zespołu), a nie złudzeniem fajności (płaszczyzna wielowymiarowa) przyszłego promotora.

    Pozdr,

    Michał

    OdpowiedzUsuń
  3. Myślę, że warto jeszcze podrzucić ten link:
    http://wiadomosci.onet.pl/regionalne/poznan/uam-najlepszy-dla-doktorantow,1,4015830,region-wiadomosc.html

    Pozdrawiam,

    OdpowiedzUsuń
  4. No cóż, studia doktoranckie przeprowadziłem na UAM. To miło, że "moja" uczelnia dostała tak dobre opinie. Niemniej sporo można jeszcze poprawić.

    Pozdrawiam,

    Michał

    OdpowiedzUsuń
  5. Zgadzam się z Michałem, że kasa nie jest największym problemem, jeśli jest się dość pracowitym i upartym. Wiadomo, że mogłoby być lepiej, ale źródeł finansowania badań jest sporo, i jak ktoś jest aktywny to zawsze coś znajdzie. Większym problemem jest moim zdaniem niski poziom merytoryczny studiów... Ja na swoich studiach doktoranckich musiałem chodzić na wykłady prowadzone dla studentów na uczelni, raz nawet chodziłem na TEN SAM przedmiot, który już wcześniej zaliczałem na studiach magisterskich (tylko w trakcie zmienił nazwę, więc nikt się nie zorientował). Statystyka na doktoranckich obejmowała część "Łomnickiego" a i tak raczej była dość niejasno tłumaczona... Generalnie na zajęciach przez 4 lata nie nauczyłem się dosłownie nic :-((

    mam natomiast wątpliwości co do racjonalnego wyboru zakładu przez kandydata na doktoranta. Świeży magister najczęściej nie umie ocenić i porównać poszczególnych osób/zakładów, poza tym najczęściej nie ma dużego wyboru...

    pzdr

    OdpowiedzUsuń
  6. Czołem,

    z przedmiotami faktycznie bywa dziwnie. W zeszłym roku miałem przyjemność (?) prowadzić zajęcia ze statystyki dla doktorantów w ramach przedmiotu już funkcjonującego. Efektem końcowym była moja irytacja. Doktoranci na zajęciach przerabiali materiał od testu normalności po GLM w trybie ekspresowym - jaki to ma sens? TO NIE MA SENSU.
    Dlatego w tym roku zgłosiłem dla nich swój własny przedmiot dotyczący metod statystycznych głównie nastawiony na metody resamplingowe, a nie na A-Z statystyki.
    Zakładam raczej, że pojawią się na nim doktoranci, którzy już mają opanowane szersze podstawy metod statystycznych oraz wiedzą, że tego typu metody się im przydadzą w pracy. Efektem tego powinienem mieć nieliczną grupę osób, które z chęcią pochłoną nową wiedzę. Tak myślę ;)

    Natomiast, cytuję "Świeży magister najczęściej nie umie ocenić i porównać poszczególnych osób/zakładów, poza tym najczęściej nie ma dużego wyboru..." - ma wybór, przede wszystkim zastanowić się po co mu doktorat.

    Jeśli już się zastanowi, to niech się trochę rozejrzy po okolicy. Polska ma ponad około 500x500 km w cztery kierunki świata. Jeżeli były magistrant chce faktycznie zająć się solidna nauką, to na pewno znajdzie dla siebie odpowiednie miejsce.

    Pozdr,

    Michał

    OdpowiedzUsuń
  7. http://www.doktoranci.uj.edu.pl/c/document_library/get_file?uuid=d3d019e5-fa17-4cde-8081-b45110d4255a&groupId=1167150 link do całego raportu.

    Jestem dumna, bo zamiescili fragment tego, co napisałam o dyżurach w sali komputerowej (tak, pilnowalismy sali...) i pokoju śniadaniowym. W jednym z instytutów są dyżury, w ramach których doktoranci zmywaja naczynia, myją czajniki, zlew, rozmrazaja lodówke, myją kuchenke mikrofalowa po ludziach ktorzy nie potrafia jej obsługiwać.

    Bez komentarza z mojej strony...

    OdpowiedzUsuń
  8. Chyba wszyscy wiemy w jakim to instytucie profesorowie oraz zacni doktorzy nie potrafia poscierac stolika i umyc kubkow po sobie, z ktorych rozkosznie siorbią kawe ;))

    OdpowiedzUsuń