sobota, 2 stycznia 2016

European Journal of Ecology


Zaczęło się ukazywać nowe czasopismo naukowe pod powyższym tytułem. Tutaj strona internetowa. Pismo jest półrocznikiem wydawanym przez niemiecką grupę De Gruyter specjalizującą się w wydawnictwach naukowych. W redakcji kilka znajomych nazwisk, mocnych ekologów - jest więc szansa na wysoki poziom, jeśli dadzą radę ciągnąć poziom pisma do swojego poziomu, zobaczcie:

Editor-in-ChiefPiotr Tryjanowski, Poznan University of Life Sciences, Institute of Zoology, Poland
Managing EditorMartin Haluška, University of Presov in Presov, Department of Ecology, Slovakia
Deputy EditorMartin Hromada, University of Presov in Presov, Department of Ecology, Slovakia

Ukazał się właśnie pierwszy zeszyt:

Przykładowy screen:

Kilka ciekawych tekstów i mocne nazwiska wśród autorów - niewątpliwy sukces redakcji, że udało się zacząć tak mocnym zeszytem. Jeśli wolno mi wytknąć kilka technicznych drobiazgów, to powiem, że nie najlepsze są tabele (za duże, niepotrzebnie zajmują tyle miejsca, i za dużo linii), czasem ryciny mogłyby być lepszej jakości (chyba niepotrzebnie w ramkach, choć nie we wszystkich artykułach), trafiłem na jakieś literówki w tekście i numeracja stron nakłada się na jakiś dziwny tekst w tle. Ale to są detale do dopracowania. Generalnie czasopismo jest wizualnie atrakcyjne, strona www przejrzysta, a zasady publikowania w nim są bardzo atrakcyjne, zobaczcie sami:
  • no publication charges,
  • free language-correction services for authors from non-English speaking regions,
  • transparent, comprehensive, constructive and rapid peer review by specialists,
  • Open Access - published papers will have board reach,
  • high visibility - global audience,
  • open both to established and young authors.
Czy się uda utrzymać EJE i wejść na listę czasopism punktowanych a potem z Impaktem? Na pierwszy rzut oka jest duża konkurencja, bo ISI indeksuje 145 czasopism w kategorii "ecology", ale bliższe przyjrzenie się tej liście pokazuje, że ekologia ekosystemów lądowych jest reprezentowana przez nie więcej niż ~10 ogólnoekologicznych czasopism z IF poniżej 2 (typu Pop Ecol, Eur J WIld Res, Ecol Res). Więc konkurencja wcale nie jest bardzo duża i myślę, że zapotrzebowanie na miejsce jest nadal spore. Trzymam więc kciuki za czasopismo!

Michał Żmihorski

56 komentarzy:

  1. Daję temu czasopismu jakieś 2-3 lata, potem spadnie w czeluście szarej literatury.... no może w najlepszym wypadku będzie konkurować z Pol J Ecol, Belgian J Zool, Baltic Forestry, itp.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. chyba nie do końca rozumiesz na jakich zasadach to funkcjonuje - dopiero po kilku latach, gdy EJE dostanie Impakt, będzie mogło konkurować z innymi czasopismami z listy.
      Ale niezależnie od tego - skąd ten pesymistyczny scenariusz, uzasadnisz?

      Usuń
    2. Zagadzam sie z anonimowym z 15:58. Publikowanie w czasopismach z if - wbrew opinii niektórych czytelników tego forum - jest tak samo ważne dla naukowców z USA i Europy jak i z całego świata. Nikt nie chce publikować swoich dobrych prac w czasopismach, których nikt nie czyta. Wiec zwykle tego typu czasopisma mają publikacje ale nikt tego nie czyta.

      Usuń
    3. To jakim cudem wciąż jednak pojawiają się pisma, które startują od zera i w ciągu kilku lat wypracowują sobie niezły IF? Ktoś jednak tam publikował, ktoś to czytał, ktoś cytował. Czasami warto wysłać tekst do takiego pisma, nawet jeśli jeszcze nie ma IF, ale trzyma poziom. Jeśli to pismo poziom utrzyma, to ma spore szanse, tym bardziej w przyzwoitym wydawnictwie.

      Łukasz

      Usuń
    4. też tak myślę - każde pismo powstawało od zera, a w ciągu ostatnich ~10 lat powstało kilka niezłych pism, więc nie rozumiem skąd ten pesymizm

      Usuń
  2. Nie przesadzajmy, mocni członkowie rady naukowej mogą być lokomotywą i ciągnąć poziom czasopisma przez 4-5 lat, do czasu uzyskania IF. Są ludzie, którzy współpublikują kilkanaście papierów rocznie i naprawdę im w żadnym rankingu nie ubędzie, jeśli dwie prace rocznie opublikują w nowym journalu. Miejcie wiarę!

    OdpowiedzUsuń
  3. Kiedyś zauważyłem, że niektóre czasopisma od razu wchodziły na listę ISI, zaraz po pojawieniu się na rynku. Ciekawe, od czego to zależy, że niektóre tytuły wchodzą od razu, a niektóre muszą trochę "popracować"? Na miejscu redakcji natychmiast zgłosiłbym tytuł do Thompsona, żeby zaczęli je oceniać jak najwcześniej, tym bardziej że pewnie redakcja ma jeszcze kilka dobrych nazwisk w tece redakcyjnej, więc te pierwsze zeszyty mogą być dobrze cytowane.

    OdpowiedzUsuń
  4. I co dalej optymiści myślicie, że min. Gowin zrobi coś dobrego dla nauki, bo po jego wywiadzie dla PAP wyraźnie widać, że zmierza to w złym kierunku. Facet nie ma pojęcia o niczym, totalny laik mówiący tylko hasła, które są powtarzane od lat, frazesy! PIS nie myśli poważnie o nauce skoro na ministra mianowali takiego amatora. Ocena pracownicza co 4 lata, wracają wieczni adiunkci i leniwi profesorowie, współpraca z przemysłem w kraju, w którym nie ma przemysłu. Będzie źle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Boże, chroń polską naukę przed takimi osobnikami, jak ta Pani... Sama publikuje w jakiś tam zeszycikach uczelnianych i mianuje się naukowcem, tylko dlatego, że jakimś cudem dostała pracę na uczelni.

      Usuń
    3. Anonimie, odnieś się merytorycznie do wypowiedzi p.Małgorzaty, jeśli z czymś się nie zgadzasz - naprawdę, słabe jest to co napisałeś...

      Usuń
    4. Wg mnie wypowiedz Anonimowego z godz 13:25 powinna byc usunieta, gdyz nie zawiera ani jednego zdania wypowiedzianego w sensie ogolnym. Oba zamieszczone zdania sa atakiem personalnym. To przykre, ze nasi naukowcy sa az tak slabi technicznie w prowadzeniu dyskusji z niewygodnym przeciwnikiem.

      Usuń
    5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    6. Zgadzam się z p. Małgorzatą. Powiązanie działalności badawczej z dydaktyką jest w coraz większym stopniu efektem tradycji i świeckiej wiary niż pragmatycznego synergizmu. Szkolnictwo wyższe nieuchronnie będzie musiało się skupiać na działalności dydaktycznej i trenowaniu praktycznych umiejętności.

      Usuń
    7. No dobrze pani Małgorzato, ale jak nie "producent makulatury na listach A", to kto? Na podstawie jakich wskaźników mamy wnioskować o wiedzy i kompetencji danego człowieka? Jaka jest alternatywa?
      Mam wrażenie, że wspomina Pani o dwóch problemach równolegle...

      Usuń
    8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    9. Chyba rzeczywiście jest to problem dwóch światów, obecnie bez sensu zmieszanych, na czym traci każdy z nich. Powinny one być zręcznie powiązane, ale nie takie poplątanie jak obecnie.

      Uczelni prawdziwie akademickich potrzeba niewiele, choć myślę, że więcej niż te 6-10 "flagowych", o których wspominali i poprzedni i obecny minister. Większość uczelni to powinny być uczelnie w jak najlepszym sensie zawodowe. Nawiasem mówiąc wydziały masowe nawet najlepszych naszych uczelni to zwykle też są wydziały typowo zawodowe, zatem ten podział nie jest taki prosty (może nawet nie jest potrzebny, może wystarczy doceniać oba te typy aktywności, traktując je jednak inaczej, bo inna jest ich specyfika).

      Na wydziałach naukowych potrzebni są dobrzy naukowcy, nie powinny to być wydziały zbyt masowe. Na wydziałach zawodowych, odwrotnie, w zasadzie nawet profesura nie jest specjalnie potrzebna. Trzeba ludzi znających niuanse swego zawodu. No i nawet gdy studentów wielu, to grupy powinny być odpowiednio małe itd.

      Obecnie wszyscy aspirują do "akademickości" i to jest pierwszy problem (stopnie i tytuły już w zasadzie nie definiują hierarchii stricte naukowej, w wielu dziedzinach związek z nauką światową jest żaden, a są to zwykle dziedziny w obecnym systemie najważniejsze i w naszej "nauce" dominujące). Fatalne są reguły oceny pracy naukowej. Finansowanie (a już zwłaszcza etaty) prawie nie zależą od efektów tej pracy.

      Drugim problemem jest brak powiązania między jakością studiów (nawet, na początek, rozumianą jako nauczanie w grupach odpowiednio małej wielkości, czy choćby elementy relacji mistrz-uczeń), a finansowaniem. Dumpingowe obniżanie kosztów kształcenia jest wręcz strategią optymalną ekonomicznie dla uczelni. Tak być nie powinno i bardzo łatwo to zmienić, trzeba tylko "woli politycznej", której jak nie było, tak nie ma.

      Usuń
  5. Pani Małgorzato, przykro mi to stwierdzić ale właśnie przez takich ludzi jak Pani, ja zdecydowałem sie opuścić ten kraj. Naukowcy z miernym dorobkiem zabierają głos w sprawach kluczowych, takich ludzi jak Pani jest cała masa i to właśnie tacy ludzie podejmują te nietrafione decyzje na Wydziałach, Uczelniach, Kraju. Tacy ludzie zasiadają w panelach NCN'owskich i oceniają takich jak ja (IF>200; H=20; wiek ok. 40 lat itd) odrzucając im granty bez powodu lub na podstawie wydumanych argumentów np. brak wpływu na naukę w świecie. Co Pani wie o nauce w świecie jak nie publikuje Pani w dobrych czasopismach i nikt o Pani na świecie nie słyszał. Mam tego dość i po prostu wyjeżdżam! Zacznę może od niższej pozycji, którą tutaj mam, ale wolę to niż patrzeć na ten gnój NCN'owski i Polski!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. A Pani jaki ma IF? Pewnie nie za wysokich lotów. Tak przynajmniej można sądzić, po spisie Pani "górnolotnych" publikacji. Proszę się nie obrażać, ale najwyższy czas chyba zrozumieć, że to ludzie Pani pokroju są w tym kraju producentami naukowej makulatury.

      Usuń
    3. Podziwiam Pani brak samokrytycyzmu. Mam tylko nadzieję, że doczeka Pani sytuacji, gdy takich nierobów wreszcie w tym kraju zaczną wywalać z roboty. Mam również nadzieję, że nie wyleci Pani z uczelni ponieważ ją zamkną. Z drugiej strony po co ja z Panią dyskutuję????

      Usuń
  6. Niestety, ta sytuacja z Anonimowym 02:38 jest w pewnym sensie typowa dla obecnego systemu. Nawet za bardzo nie chce Anonimowego 02:38 tutaj krytykowac, bo ta osoba ewidentnie ma realne klopoty, ale tak czy inaczej, jest faktem, ze Anonimowy 2:38 zle diagnozuje zrodla swoich klopotow. Wg mnie (mysle ze takze wg p. Malgorzaty i paru innych osob) problem naszego systemu akademickiego polega na tym, ze kompletnie oderwal sie ten system od rzeczywistosci ekonomicznej kraju. Naukowcy w obecnej formie tak naprawde nikomu nie sa lokalnie potrzebni(tj. w naszym kraju. Naukowcy zyja sobie wlasnym zyciem. Ale uwaga, produkuja nowych naukowcow w liczbach mocno nadmiarowych. Wynika to chociazby z faktu, ze aby awansowac na "prof." trzeba wyksztalcic kilku doktorow. Efektywnie nie ma wiec zadnego znaczenia czy "mlodzi" maja sumaryczny IF na poziomie 100, 200 czy 400, gdyz i tak zazwyczaj nie ma zapotrzebowania na ich kwalifikacje (czesto zdobywane dlugimi latami) I to jest praprzyczyna problemow: sztucznosc systemu. A czepianie sie ludzi, ktorzy pracuja na uczelniach i ksztalca studentow w zawodach majacych wziecie? To jest niewlasciwa ocena sytuacji. Oczywiscie wielu osobom wydaje sie, ze jesli oni i ich koledzy robili cos przez kilka lat, to musi to byc prawidlowa postawa. Niestety nie musi. Czynnikiem weryfikujacych rozne strategie jest dopiero zderzenie z twardym rynkiem, ktore przedzej czy pozniej nastepuje (niestety w wielu przypadkach jest to pozniej niz predzej a stracony czas trudno nadrobic). I tyle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podoba mi się Twoja diagnoza - obecny system jest totalnie sztuczny, i żyje wyłącznie dlatego, że gruba forsa jest non stop pompowana w uczelnie i inne jednostki naukowe. Oczywiście korzyść jest niewspółmierna do kosztów, ale szkolnictwo wyższe i nauka, to są wspaniałe paśniki zasiadających w nich najlepszych przyjaciół budżetu państwa... Dlatego od dawna o tym piszę: ten system powinien w większym stopniu być oparty o rynek, konkurencja między jednostkami powinna być znacznie wyższa (równość to śmierć w tej dziedzinie, potrzeba nam właśnie więcej nierówności: lepszym dać więcej, a najgorszym leniom zabrać wszystko), a forsa powinna iść za efektami (np. publikacjami) i w większej części bezpośrednio od studenta, a nie za pośrednictwem ministerstwa. Wtedy szybko byśmy sprawdzili ile są warte te kadry zasłużonych profesorów, przesiadujące w różnych radach, komisjach, komitetach i towarzystwach...

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. Problem jest jednak w tym, że IPPT PAN publikuje rzadko, a tym bardziej rzadko w czasopismach z listy A. Akurat w naukach stosowanych jest bardzo silny związek z poziomem innowacyjności badań, a tym gdzie publikowane są prace. Proszę zauważyć, że przykładowo w naukach biologicznych, których poziom badań stoi relatywnie dobrze, nie ma problemów ze znalezieniem specjalistów ornitologów mogących wykonywać ekspertyzy środowiskowe, opinie itp. prace praktyczne. Niektórzy nawet znajdują zatrudnienie na uznanych zagranicznych uczelniach rolniczych.

      Usuń
    4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    5. Wszystko co idzie z budżetu obecnie (od 25 lat) przyszłe pokolenia będą musiały spłacić, bo mamy co roku 50 miliardów w plecy i te pieniądze pożyczamy.

      Usuń
    6. A jak nie spłacimy, to przyjdzie przysłowiowy "Niemiec" albo "Żyd" i zabierze... co w sumie już się dzieje.

      Usuń
  7. Już widzę jak przemysł chce płacić za badania dotyczące śpiewu ptaków, czy zachowania zwierząt. Człowieku stuknij się w ten pusty łeb i przestań, powtarzać po tych wszystkich "innowacyjnych" idiotach! Jedną szansą dla nauki polskiej jest usunięcie nie publikujących adiunktów i profesorów. Zastapienie ich ludzimi którzy publikują wtedy coś może się ruszy! Zaraz odezwą się tutaj osoby, które mają problem z publikowaniem i zaczną tłoczyć ten bełkot, że publikowanie jest do d... ! Jak dobrze ze stąd wyjeżdzam, bo dłużej nie jestem wstanie wytrzymać z tą miernotą, która mnie otacza w tym kraju.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja Ci powiem kto chce płacić za dobre badania dotyczące śpiewu ptaków - student, który chce uczyć się u profesora, który coś znaczy w światowej nauce, bo sam chce po studiach coś umieć, bo go to interesuje i chce z tego żyć. Więc ten student, niekoniecznie przemysłowiec, jest naturalnym klientem badacza śpiewu ptaków. Wracam do mojej wizji: urynkowienie nauki...
      Problemem jest, że student nie wie który profesor jest dobry, a który jest przyspawany do stołka znajomościami i układami z dziekanem/dyrektorem.

      Usuń
  8. Podejrzewam, ze badac spiew ptakow i zachowanie zwierzat moze w Polsce dosc ograniczona lizba osob. Ale obecny system jest systemem, ktory generuje doktorow aby starsi naukowcy mogli zostac profesorami. Poza tym doktoranci sa potrzebni do grantow miedzynarodowych i oni tez zostaja doktorami. Ogolnie liczb produkowanych doktorow nikt nie kontroluje. Jeden z obecnych wybitnych polskich biologow wypromowal przed czerdziestka, zdaje sie, ze, bagatelka, kilkunastu doktorow. Taki system nie ma prawa pracowac. No, ale ten gosc, jako ten "wybitny" decyduje teraz o niektorych waznych rzeczach. Nie musi sie przed nikim tlumaczyc i kreuje swoja postawa pewien wzor swietnosci naukowej. Dodajmy, ze kreuje "glupi wzor". Ale naiwni ludzie to najpierw kupuja, a potem obrazaja innych na forach, bo nie moga poradzic sobie z problemami, jakie otrzymuja w prezencie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powyższa wypowiedź jest dobrym przykładem patologicznego myślenia o polskiej nauce. Jak bowiem można uważać inaczej skoro ten Anonim widzi problem w tym, że ktoś tam wypromował kilkunastu doktorów przed czterdziestką?? Gdyby wypromował po 40stce to już byłoby dobrze? Moim zdaniem jesteś intelektualnym dziadem, który pławi się w samozadowoleniu, zasiadaniu w różnych radach i hamowaniu rozwoju innych. Mało tego, zapewne odnajdujesz dziką satysfakcję w plotkarstwie, obmawianiu innych i "gnojeniu" innych. Taki typowy Polaczek, któremu wydaje się, że liznął nauki dlatego, że napisał parę zdań na blogu.

      Usuń
    2. Przykro mi, ale dyskusja z kims kto uzywa argumentow typu " Moim zdaniem jesteś intelektualnym dziadem..." nie bardzo ma sens. To jesy wbrew pozorom blog akademicki i pewnych zasad nalezy prestrzegac.

      Usuń
    3. Panie i panowie, nikogo nie interesują osobiste wycieczki dwóch anonimów :-) Gdybyście jeszcze się podpisali, to mogłoby być ciekawie (profesor X vs. dr hab Y), ale tak to generujecie tylko szum - zachęcam do merytorycznej wymiany argumentów i proszę o nieco dystansu

      Usuń
  9. Bez dobrych naukowców nie będzie dobrej dydaktyki. I jakich bredni Pani Małgorzata by nie wypisywała to jest prawda. Jak kiepski naukowiec nie publikujący, nie znający nowych trendów badawczych ma przekazać studentom nową wiedzę, pokazać nowe metody badawcze, których nie zna???? Oczywiście na poziomie 1-2 roku, powinny być przedmioty podstawowe i te rzeczy mogą być wykładane przez dobrych dydaktyków, którzy umieją ciekawie przedstawić ogólne/podstawowe informacje. Od 2-3 roku, powinny zaczynać się zajęcia z uznanymi naukowcami, którzy przedstawią najnowszą wiedzę. A od uczenia zawodu są zawodówki Panie i Panowie a nie Uniwersytety! A do komentarza Pani Małgorzaty, że "a jak dla kogos dydaktyka jest kula u nogi to prosze zmienic prace na instytuty badawcze" muszę powiedzieć, niestety nie mogę zmienić bo etaty w Instytutach okupowane są przez takich "genialnych" naukowców jak Pani. Gratuluję też recenzji w czasopiśmie z listy A, bardzo profesjonalna wysoko świadczy o Pani profesjonalizmie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    4. Żeby coś dobrze opublikować, w tym przypadku w czasopiśmie o wysokim IF, TRZEBA mieć znajomość aktualnej wiedzy w danym temacie. Nikt nie opublikuje (z reguły) pracy w Nature, czy nawet w Oikosie, jeśli nie jest ona nowatorska. A nowatorska może być jedynie wówczas, kiedy autor wie co dotychczas było robione i znajduje nowy temat badawczy. Pani Małgorzato, proszę spróbować coś wysłać swojego do czasopisma z wysokim IF, albo najlepiej niech Pani opublikuje kilka pracek np. w Oecologii, Functional Ecology lub podobnych. Niech Pani sama pokaże przykładem, że publikowanie w czasopismach z wysokim IF to fraszka, zabawa zboczonych chłopców, hosztaplerów, a może nawet głupców, nie obeznanych z aktualną WIEDZĄ.

      Usuń
    5. "ktos wymyslil, ze wszyscy pracownicy uczelni panstwowych maja miec "znaczacy wklad w rozwoj nauki swiatowej" no to mamy "znaczacy wklad makulaturowy""
      Ale jaki mamy wkład makulaturowy? Większość pracowników nie pisze nic albo prawie nic, oceniam że 70% pracowników większych uniwersytetów polskich w ogóle naukowo nie istnieje na świecie, mają pewnie kilka średnich lub słabych prac, które pisali w większej grupie i sami nie wiedzą o czym te prace są.
      Zgadzam się częściowo z krytyką Pani zdania, że nie osiągniemy dobrego poziomu, jeśli będziemy się opierać na "naukowcach niepraktykujących". To jakieś mitologiczne postacie, o których się sporo słyszy ale nikt ich nie widział... Jeśli ktoś nie praktykuje, to raczej nie nauczy nowego pokolenia na czym polega nauka.

      Usuń
    6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    7. @ Malgorzata
      jako osoba "potrafiąca wyjechać z kraju na etat opłacany przez stronę ZATRUDNIAJĄCĄ", na którym jestem już trzeci rok, powiem, że na studiach na UW nie nauczyłem się praktycznie niczego przydatnego. W ogóle praktycznie nie chodziłem na wykłady, bo poziom prezentowany przez wykładowców był tragiczny, już nie wspomnę o atrakcyjności zajęć. Przecież uznawani profesorowie uczyli nas np., że bobry powodują straty na stawach, bo zjadają ryby, nie uwierzyłbym, gdybym tego sam nie usłyszał. Kadra na wielu uczelniach to ludzie, którzy dostali się tam jakimiś układami, często jeszcze w poprzednim systemie, a uciekanie w dydaktykę właśnie jest dla nich świetnym ratunkiem przed koniecznością "praktykowania nauki".
      - Sorry, napisałbym pracę do Nature, ale nie mam czasu, bo mam dydaktykę i uczę studentów od 30 lat jak niebezpieczne są bobry, wyjadające ryby w stawach...
      To jest właśnie ta linia obrony!

      Rozumiem Pani argumenty i zgadzam się, że dydaktyka jest ważna, myślę też że nie każdy naukowiec ma talent dydaktyczny (a może nawet większość nie ma?), ale proszę nie uderzać w SIFy i cytowania, bo to jest jedyny twardy wskaźnik jakości naukowej jaki mamy. Jeśli to odrzucimy, to mamy już tylko wedle uznania, czyli układy, przekupne komisje, zawistne rady i kolesiostwo. Dziwne, że tu w Szwecji, kilka osób które znam ma dydaktykę, a równocześnie SIFy takie, jak cały instytut PANowski albo Wydział w PL razem wzięty...

      Usuń
    8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    9. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    10. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    11. Krótko - WoS core collection. P.Oleszczuk H-index 15 w tym 6 prac spośród zaliczanych do takiego H-indeksu jest przy współautorstwie promotora doktoratu. Są to prace z czasu pracy nad doktoratem. Pominięcie ich w Pana parametrach bibliograficznych zmniejsza całkowitą liczbę cytowań Pana 84 prac o ponad 25%.

      Usuń
    12. To jest jakaś porażka.... Pani Małgorzato, a jak Pani myśli, skąd bierze się wysoki IF czasopism?? Otóż ja Pani wyjaśnię tą oczywistość. Bierze się on stąd, że "jakość badań naukowcy (tutaj recenzenci) oceniają metodą peer review". Dlatego, tak ważne jest stosowanie IF przy ocenie pracowników naukowych. Bo IF nie jest czarodziejską liczbą, nie powstaje w sposób losowy w sieci, lecz jest wytworem pracy umysłowej wysokiej zazwyczaj klasy recenzentów, oceniających bardzo dobre badania przedstawione w formie maszynopisu. Taka prosta ścieżka prowadzi do podnoszenia jakości czasopism. Więc proszę już nie ośmieszać się na tym forum, bo kreśląc te "recepty" na rozwiązanie wszak rzeczywistego problemu, przypomina Pani ślepca próbującego malować coś malować.

      Usuń
    13. "Bo IF nie jest czarodziejską liczbą, nie powstaje w sposób losowy w sieci, lecz jest wytworem pracy umysłowej wysokiej zazwyczaj klasy recenzentów"

      Kolego, gdybyś był mniej bezkrytyczny, to byś zajrzał do kilku- kilkunastu publikacji z ostatnich lat dotyczących IF i jego wpływu na naukę publikowanych też w topowych światowych czasopismach (deklaracja z San Francisco nie wzięła się z niczego) i wtedy może nie pisał tych farmazonów. Ilość chały publikowanej w czasopismach z wysokim IF jest całkiem spora (co ci "wybitni" recenzenci robili?), a tylko absolutnie topowe czasopisma bronią się przed szkodliwym działaniem IF, ale nie dzięki recenzentom, a ogromnej konkurencji (przy tak dużej podaży można rzeczywiście wybrać Creme-de-la-creme). Większość światowej produkcji naukowej z tej lepszej półki np. Thomsona mieści się w przedziałach, które dają się łatwo manipulować, co te publikacje wspomniane we wstępie pokazują. Oczywiście, jak porównamy produkcję w czasopismach z list Thomsona i journale z Koziej Wólki, to zdecydowanie wygrywają te pierwsze, ale ich wartość merytoryczna nie jest prostą pochodną IF czasopisma.

      Usuń
    14. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    15. @ Anonimowy14 stycznia 2016 06:22
      No i co z tego wynika kolego? Uważasz, że h=15 (na Scopusie 18) to mało? Ja uważam że bardzo przyzwoicie, sam mam sporo mniej. A przede wszystkim co z tego, że z promotorem? To chyba naturalne, przynajmniej na zachodzie, że doktorat publikuje się z promotorem. W ramach zabaw intelektualnych proponuję wykreśl jeszcze wszystkie prace submitowane w dni parzyste, oraz te, których tytuł rozpoczyna się od spółgłoski, a dorobek pana Patryka stopnieje o 90%...

      Usuń
    16. @ MŻ 15 stycznia 2016 04:34
      "No i co z tego wynika kolego?"
      Dobre pytanie. Przedstawiam inne możliwe interpretacje niż w Pana komentarzu.
      Zakładając, że tych sześć prac przy współautorstwie promotora doktoratu Pana Oleszczuka jest rzeczywiście wartościowych dla progresu nauki światowej a ich cytowanie to odzwierciedla (tutaj pozostawiam miejsce na rzetelne peer review kogoś z dziedziny) to oznacza, że tematyka tych prac była ważna i osoba, która o niej zdecydowała lub zasugerowała ją w sposób istotny wpłynęła na powstanie tych prac.
      Truizmem jest stwierdzenie, że o przyszłej karierze doktora w cywilizowanym świecie decyduje przede wszystkim nośny i ciekawy temat pracy doktorskiej. Bez niego najzdolniejszy doktorant już na starcie nie ma szans na medal; nośny temat samograj (przy standardowym opanowaniu warsztatu pracy) wypromuje przeciętniaka na gwiazdę.
      Mnie się po prostu nie spodobał publiczny komentarz pana Oleszczuka na temat swojego promotora i dlatego sprawdziłem dane w OPI. Jest bardzo wielu naukowców, którzy w czasie pracy nad doktoratem przeżyli traumę, nie uzyskali odpowiedniego wsparcia od promotorów. Jednak są oni świadomi, że osiągnęli coś nie tylko w wyniku swojej pracy lecz dzięki podjętej tematyce badań i do końca zachowują wdzięczność do tych, którzy ich na nią naprowadzili.

      Usuń
  10. Mysle, ze nie powinien Pan sie spieszyc z wyjazdem. Raczej powinien Pan popracowac nad swoim ogolnym profilem. Moze powinien Pan sprobowac jakichs kursow z teorii komunikacji. Wierze, ze moze Pan byc dobrym naukowcem. Ale to to co Pan pokazal w tej dyskusji to koszmar. Podejrzewam, ze na codzien uzywa Pan podobnej retoryki (to cecha wielu naukowcow). I to moze byc Pana prawdziwy problem.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zupelnie nie zgadzam sie z ta opinia. No moze z jednym wyjatkiem, toalety w Poznaniu faktycznie moglyby byc nieco czysciejsze.

      Usuń
  13. Pozdrawiam serdecznie wczystkich, ktorzy podjeli merytoryczna dyskusje na argumenty. Przepraszam za zaburzenie ciaglosci bloga przez usuniecie swoich wpisow. Bede wdzieczna administratorowi za usuniecie pozostalych z nich sladow. m

    OdpowiedzUsuń