sobota, 30 stycznia 2016

Burza w ICF PAN

Kolejny, przykry artykuł o konfliktach w PAN, tym razem w naukach ścisłych:

Nie wiem do końca jak komentować te informacje. W pierwszej kolejności zwraca moją uwagę przede wszystkim ogromne rozwarstwienie zarobków w PAN - dyrektor zarabia 52000zł/miesiąc (600 000zł/rok) a doktorant dostaje np. 150 zł/mc (tak jest w kilku jednostkach PAN w Polsce, ale nie wiem jak w tym konkretnym), a więc 347 razy mniej! Co odzwierciedla tak ogromna różnica w wynagrodzeniu? Wkład pracy? Produktywność naukową? Nigdy nie byłem zwolennikiem wyrównywania pensji - uważam, że problemem jest często brak jej zróżnicowania, ale zestawienie tych ekstremów chyba na każdym robi wrażenie... Kolejna refleksja: czy w nauce faktycznie brakuje pieniędzy, czy też  problemem jest raczej dystrybucja tych środków? Z drugiej strony, może dobrze, że osoby naprawdę skutecznie działające, świetni dyrektorzy, którzy nie tylko mają dobre wyniki naukowe (sprawdźcie sami - naprawdę super dorobek) ale ciągną całą jednostkę do góry, mogą zarabiać naprawdę świetnie. Być może taka pensja wcale nie jest przesadą, bo osoby o podobnych kwalifikacjach w firmach prywatnych, w biznesie, bankowości zarabiają właśnie tyle, albo więcej. Więc jeśli chcemy zatrudnić w nauce osobę wybitną musimy jej płacić adekwatnie do kompetencji, czyli najczęściej znacznie więcej niż większość uznałaby za stosowne.

Trudne pytania, nie bardzo się znam na tych sprawach, chętnie poczytam komentarze do tego artykułu. Z góry jednak proszę o by powstrzymać się od pozamerytorycznych, nieeleganckich i personalnych komentarzy (uprzedzam - będę takie usuwał). 

Update: wynagrodzenia profesorów na Harvardzie czy Uniwersytecie w Chicago są porównywalne (ok 180 000 USD/rok), tutaj trochę więcej na ten temat:
http://wynagrodzenia.pl/monitor_plac_1.php/wpis.98-wynagrodzenia-profesorow-na-10-prywatnych-uniwersytetach-w-usa-w-2009-roku
Dobrze, tylko że np. Uniwersytet w Chicago miał lub ma w szeregach swoich pracowników około 85 noblistów...
 

Michał Żmihorski

136 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  2. pracownik ICHF PAN31 stycznia 2016 22:06

    Sprawa jest dość złożona, profesor Hołyst, rzeczywiście przeprowadził wiele reform, w większości skutecznych i obecnie badania w Instytucie są prowadzone na dość dobrym poziomie - myślę, że jest to średni europejski poziom. W skali kraju jest to jedna z czołowych instytucji, ale nie ryzykowałbym stwierdzenia, że jest ICHF PAN lepszy niż Wydział Chemii UW, PW, UJ czy też bliźniaczy Instytut Chemii Organicznej. Osobiście uważam jednak, że takie zarobki są za wysokie i budzą słuszne oburzenie wśród czytelników tego artykułu. To może być dobry argument dla przeciwników PAN i przeciwników zwiększania dotacji na naukę. Dla porównania doktorant w ICHF PAN dostaje 2 tys na rękę przez pierwsze 4 lata doktoratu, przy spełnieniu kilku wymogów. Młody doktor (asystent) zarabia podobne pieniądze. Część doktorantów i asystentów pracuje za większe pieniądze w projektach. Natomiast twoje porównanie z pensjami w USA wydaje się być trochę na wyrost bo te wysokie zarobki, które podałeś dotyczą prywatnych uczelni, które pobierają olbrzymie czesne od studentów (50 tys $/rok), ponadto mają duże wpływy od darczyńców i ze sprzedaży licencji. Uczelnie publiczne w USA oferują pensje około 30% niższe (przy czym one też mają duże wpływy z czesnego i licencji). Natomiast w ICHF mamy do czynienia z olbrzymimi pensjami z pieniędzy publicznych - nie miałbym nic przeciwko takiej sytuacji, gdyby te pieniądze (lub ich część) pochodziły z sektora prywatnego. Nie wydaje mi się aby takie rozpiętości w zarobkach w instytucjach publicznych miały miejsce w Szwecji, Niemczech czy innych krajach w Europie Zachodniej. Sprawa ma również szerszy kontekst - niejasności w kwestiach wynagrodzeń w grantach w ramach umów o dzieło, zleceń etc (dotyczy to szczególnie NCBiR, FNP i NCN ma dość klarowne wytyczne). Wydaje mi się, że na innych uczelniach są wypłacane jeszcze większe pensje, przy znacznie niższym poziomie naukowym...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dobry komentarz, dzięki - zgadza się, podałem jako przykład uczelnie prywatne. Poza tym porównując z USA trzeba pamiętać, że wartość nabywcza takiej pensji u nas jest wyższa niż tam. Zgadzam się również co do tego, że główny problem to środki publiczne które idą na ten cel.
      Zwróćcie uwagę, że jeśli to są środki z umów o dzieło w ramach grantów to w zasadzie nie ma jak ich kontrolować (nie ma przecież, dzięki Bogu, rejestru umów o dzieło podpisywanych przez obywateli). Jedyne co mi przychodzi do głowy to jawność wydatków z grantów - te informacje powinny być publicznie dostępne (w końcu to pieniądze podatników, więc dlaczego ukrywać sposób ich wykorzystania?)

      Usuń
    2. pracownik ICHF PAN1 lutego 2016 00:02

      Zgadzam się, że wprowadzenie jawności wydatków z grantów to dobry pomysł. Być może należało by się zastanowić, nad wprowadzeniem limitu rocznych zarobków pracowników naukowych utrzymywanych z pieniędzy publicznych (to akurat łatwo sprawdzić, bo urzędy skarbowe mają wszystkie PITy danej osoby). Myślę, że maksymalne zarobki na poziomie 15-20 tys zł na rękę dla wybitnych naukowców byłyby uczciwe. Zarabianie takich pieniędzy, nawet w sektorze prywatnym w PL jest mało osiągalne w innych profesjach (nie licząc lekarzy, prawników i przedsiębiorców). Ponadto naukowcy mogą mieć inne źródła dochodu - prawa autorskie, licencje, udziały w spin-offach, weekendowe wykłady na prywatnych uczelniach. Jeżeli ktoś pełni funkcje administracyjne, to nie powinien pobierać pensji z grantu w 100% wymiarze czasowym. Nie wiem czy te rozwiązania są takie skomplikowane i wydaje mi się, że te kwestie w krajach rozwiniętych są uregulowane. Mam wrażenie, że samo środowisko naukowców nie było zainteresowane regulacją w tej kwestii.

      Usuń
    3. O ile sam limit (15-20) wydaje mi się słuszny i rozsądny, o tyle bardzo wątpię w skuteczność jakiejkolwiek regulacji, szczególnie w naszym, krajowym, wykonaniu. Regulacje z definicji przynoszą efekty inne niż zamierzone, choćby poprzez uruchamianie kaskad akcja-reakcja itd., a ostatnią rzeczą jakiej polska nauka dziś potrzebuje to kolejnych przepisów o niewielkiej skuteczności, za to mocno utrudniających życie przeciętnemu pracownikowi. Bo zapewne skończyłoby się na tym, że Urzędy Skarbowe, w pół analogowej formie gromadziłyby tony papierów, uprzednio nas zatrudniając do ich wypełnienia (za zgodność z oryginałem i za potwierdzeniem odbioru), a docelowy "cel" tego zarządzenia spokojnie by je obchodził bokiem zatrudniając żonę albo brata. Nie, na serio, to nie jest dobra droga.

      Jedynie proste rozwiązania mają szansę faktycznie poprawić sytuację - właśnie digitalizacja w jednym systemie wydatków z grantów i ich udostępnienie. Już wtedy pracownicy danej jednostki sami będą kontrolować i porównywać wydatki z efektami. Tym mógłby się właśnie zająć PAN, przygotować taki system i go wdrożyć, ale wokół tego nie byłoby tylu błysków fleszy, co przy przecinaniu wstęg i wygłaszaniu przemówień, więc nie mamy co na to liczyć...

      Usuń
  3. Limit 15-20 tys. PLN na miesiąc dla wybitnego profesora ? To ma być żart ? Ja jako doktorant w PL miałem średnia pensje (stypendia+granty+nagrody)/48 mcy. około 6700 PLN netto i to licząc dwa pierwsze lata gdzie nagród jest relatywnie mało. Kończąc doktorat miałem około 8-10 tys. PLN na miesiąc. Propozycje pozostania w PL na posadzie postdoca zaczynały się dla mnie od około 13 tys. PLN netto, nie zostałem...
    Nie znam profesora Holysta osobiście, ale znam jego wychowanków i jego osiągnięcia, myślę ze 50 tys. to bardzo rozsądne wynagrodzenie dla osoby z takimi osiągnięciami i nie widzę wskazań dla jakichkolwiek limitów - ile wynegocjujesz tyle zarobisz,
    W USA przelicznik jest mniej więcej taki: szef (DOBREGO) zespołu = około 10x pensja postdoca, szef instytutu = około 4x pensja szefa zespołu.
    Chcecie, żeby wyjechali ostatni wybitni ? Dalej prowadźcie socjalistyczna urawniłowkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam tez spojrzec na stronie FNP jakie sa planowane srodki na wynagrodzenia np. szefa zespolu TEAM (27000 PLN miesiecznie) dodac do tego podstawowa pensje profesora (5500 PLN miesiecznie) i wynagrodzenie kierownika chocby w jednym grancie NCN (8000 PLN miesiecznie) i wychodzi srednie wynagrodzenie WYBITNEGO naukowca.

      Usuń
    2. Jeśli chodzi o NCN, to już dawno się zmieniły zasady dodatków: https://www.ncn.gov.pl/finansowanie-nauki/konkursy/instrukcje/2015-koszty-w-projektach/wynagrodzenia-dodatkowe

      Usuń
  4. Nie wiem czy te liczby tutaj podawane sa sluszne, ale jesli sa, to wyjsniaja dlaczego choroba zwana "punktoza" ma sie u nas tak dobrze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "punktoza" "grantoza" - terminy wymyślane przez ludzi, którzy nie umieli zdobyć ani punktów, ani grantów...

      Usuń
    2. ... ani nie potrafią zrobić badań, które dałoby się opublikować w jakimkolwiek czasopiśmie z listy filadelfijskiej, choćby nawet w zhakowanym Sylwanie

      Usuń
    3. Nie jest to prawda, ze liczba artykulow stanowi o rzeczywistej wartosci naukowca. Chetnie do oceny naukowcow stosowane sa: liczby artykulow, cytowan, indeksy (np.h-index) itd.
      Ale to wszystko niestety promuje rowniez sredniactwo. Poza tym, oceniajac dorobek trzeba popatrzec rowniez na liczbe autorow prac. Trudno uwierzyc, ze w pracy pod ktora podpisuje sie 6 autorow, kazdy z nich mial rowny udzial. Poza tym patrzac na dorobek malo wiarygodni sa ci, ktorzy miewaja po 10-15 prac rocznie. To jest fizycznie niemozliwe. Zwlaszcza w przypadku nauk scislych, ktore sa naprawde bardzo pracochlonne. Nie oceniajmy wiec wylacznie po liczbie publikacji, a po rzeczywistym wkladzie w nauke.
      Nikt nie kwestionuje tego, ze wybitne osobowosci zasluguja na dobre zarobki, ale sorry, wlasnie tez chodzi o to jak te fundusze sa rozdysponowywane. Co do licznosci grantow - sa juz firmy i zespoly specjalizujace sie w pisaniu i zdobywaniu grantow. Nic nadzwyczajnego. Ale wazne co te granty - poza zarobkami sredniego profesora - daly instytucji i zespolowi.

      Usuń
    4. Tacy ludzie jak "Anonimowy2 lutego 2016 10:33" powinini dostawać natychmiastowe wymówienie.

      Usuń
    5. Anonimowy z 10:46 - pełna zgoda!

      Usuń
    6. Wypowiedzi, takie jak te Anonimowego z 10:33 są przerażające. Szara masa, jak ponure tło tego bloga, chce wciągnąć, zrównać tych bardziej ambitniejszych naukowców, z tym panującym u nas przeciętniactwem i rozbić o beton.

      Usuń
    7. Jest panika, bo mleko sie wzielo i rozlalo. I teraz juz wszyscy wiedza, jak wyglada u nas wybitnosc. Oczywiscie kazdy ma prawo do realizacji swoich fantazji, po warunkiem, ze znajdzie kogos, kto za te fatazje bedzie placic. Srodki budzetowe sa na takie zabawy zbyt niskie. Zreszta to juz bylo widac przy OFE. Co mozna doradzic tym rzekomo wybitnym gosciom w tej sytuacji? Trudno powiedziec, ciepelko sie zrobilo...

      Usuń
    8. Nie rozumiem wybuchu wscieklosci na 'Anonimowego z 10:33'- przeciez namawia jedynie do prowadzenia wnikliwej oceny jakosci publikacji i zastanowienia sie jak dokonywac oceny jakosci zarowno prac jak i naukowcow. To tak przeraza, bo mozna dokopac sie ciekawszych informacji?
      Oczywiste jest, ze ludzie pracujacy w obszarach eksperymentalnych musza pracowac w grupach, czesto duzych, ze wzgledu na specyfike prac, koniecznosc przygotowania i obslugi narzedzi, przeprowadzenia eksperymentu, przeprowadzenia analiz itd. Inaczej ma sie sprawa w teorii. W chwili obecnej nie ma nawet pomyslu na to, na podstawie czego dokonywac oceny prac naukowych. Panuje duza niejednoznacznosc. Ten, kto publikuje jest lepszy od tego, ktory nie publikuje, ale jezeli ktos 'wyrzuca' co miesiac 1, 2 czy wiecej prac to jest to dziwne. Nauki scisle wymagaja precyzji, inwencji i niestety czasu. Jezeli popatrzycie na definicje wspomnianego indeksu H to zrozumiecie wszyscy, ze ten parametr - tak jak napisal Anonimowy 10:33- stanowi pewna srednia, to jest usrednienie, nie ocena 'wybitnosci'! Naprawde to widac, nie ma wiec co sie oburzac.
      Co do firm specjalizujacych sie w pisaniu i zdobywaniu grantow to takie istnieja i oferuja swoje uslugi. To rzadna nowosc. Tajemnica poliszynela jest tez i to, ze przed przystapieniem do ubiegania sie o grant, zakladane sa spolki celowe, zewnetrzne, majace wspolpracowac z wlasciwa instytucja, a zakladane sa po to, zeby latwiej bylo przepuszczac przez nie pieniadze. Podobnie ma sie rzecz z korporacjami, ktore czesto biora udzial w wyscigach po granty naukowe po to zeby zdobyc latwy dla nich pieniadz i spokojnie zyc za panstwowe pieniadze. To sa firmy i male i duze i te notowane na gieldzie. Sa pieniadze, nie ma jasnych specyfikacji co do ich zdobywania i wydawania, wiec kazdy po nie siega. A ze niekoniecznie powinien je otrzymywac to juz sprawa zle zdefiniowanych kryteriow. Ale tez przyzwoitosci i moralnosci, ktorej jak widzimy zabraklo w ICHF. I to jest wlasnie bardzo przykre.
      Po prostu nadszedl w koncu czas zeby uporzadkowac obszar zwiazany z przyznawaniem i rozliczaniem grantow. I zeby przyznac, ze ilosc publikowanych prac nie jest jedynym i wylacznym kryterium na podstawie, ktorego dokonuje sie oceny wybitnosci.


      Na koniec mala uwaga - RH ma 150 prac, liczba cytowan wg Google Scholar Citation to cos okolo 3500. Ile zatem przypada cytowan na jedna prace? 23 - to malo panie RH, bardzo malo.
      Przyzwoite, wartosciowe prace maja liczbe cytowan na poziomie ponad 100. A sa tacy naukowcy i to w dziedzinach teoretycznych, ktorych pojedyncze prace maja po 500 i wiecej cytowan. Gdzie jest zatem miejsce w rzadku osoby ze srednia liczba cytowan 23/prace?

      Usuń
    9. Nie, no takiego nonsensu nie słyszałem już od dawna. Chodzi mi o ostatni akapit. Człowieku, czy ty rozumiesz co ty piszesz? Nie będę nawet tago bardziej dokładnie komentował, bo szkoda czasu.
      Po drugie, jeżeli bierzesz pod uwagę H to należy wziąć i wiek.
      Wdzięczny też bym był za podanie nazwisk Polaków (podaj przynajmniej trzech), pracujących w Polsce i mających po 500 cytowań, którzy są w wieku prof. Hołysta i pracujacych w chemii.

      Usuń
    10. RH ma 270 prac, które są cytowane łącznie 3500 razy co daje 13 cytowań na prace i ok 300 rocznie wg ISI WEB

      jednakże jest kilku-kilkunastu młodszych chemikow, którzy mają w PL więcej cytowan np. Daniel Gryko, Karol Grela, Wojciech Bury, Łukasz Albrecht, Piotr Garstecki, Wojciech Grochala, myśle ze jeszcze kilku by sie znalazło, zwłaszcza jak doliczymy biochemików (Chacińska) i bioinformatyków, którzy zajmują się białkami (Bujnicki)

      Usuń
    11. Anonimowy2 lutego 2016 15:57 - nieznajomosc wlasnego podworka sie klania.

      Piotr Garstecki ma niezly wynik, zarowno pod wzgledem ilosci prac jak i pod wzgledem liczby cytowan. Ma sporo prac cytowanych ponad 100 razy i nawet jedna prace o liczbie cytowan powyzej 1000.

      Usuń
    12. @ Anonimowy3 lutego 2016 02:42

      Piotr Garstecki to wychowanek Roberta Holysta:) wszystkie prace powyzej 100 cyt byly wykonane chyba poza Polska (na postdocu), warto chyba oceniac glownie pod katem tego co sie osiagnelo w kraju (w kontekscie pobieranych grantow), a tu grupa Garsteckiego publikuje porownywalnie do Holysta

      z tych wyzej wymienionych Gryko, Grela, Grochala, Bujnicki zbudowali swoja pozycje glownie w kraju. Chacinska byla wiele lat za granica ale w tamtym roku np. puscila PNAS i Nature na podstawie pracy w PL (Nature a nie jakies tam Srepy czy NCommy) - kosmiczny poziom jak na polska nauke

      Usuń
    13. Co to jest kosmiczny poziom? Jak dla mnie kosmiczny poziom to reprezentuje Agnieszka Radwanska. Ale nie dlatego, ze jest wysoko w rankingach, tylko dlatego, ze jest niezla i nie korzysta z pieniedzy budzetowych. Jesli ktos pracuje w nauce, w dzialce praktycznej, a opiera swoja dzialnosc glownie na pieniadzach budzetowych, to on jest zwyklym wagonem, ktory trzeba ciagnac, a nie lokomotywa. Kosmiczny poziom, ech ...

      Usuń
    14. Dokladnie

      Usuń
    15. Cała ta dyskusja jest bez sensu jeżeli nie podaje się wartości granicznych dla danej gałęzi nauki. Na pewno, podane powyżej przykłady dorobku są zdecydowanie ponad przeciętną, a jak na poziom w naszym kraju wybitne. Ale chciałbym zobaczyć jak wygląda rozkład "wybitności" na świecie w tych konkretnych dziedzinach. W mojej (systematyka) cytowalność powyżej 1500 (w całej literaturze, bo bazy typy Thomson i Scopus wyłapują ok. 1/5 całości cytowań, a więc w tym przypadku byłoby to ok. 300 cytowań) i i-H powyżej 10 to bardzo wysoki wynik, a prace cytowane ponad 100 razy to absolutny top, przy czym cytowalność zwykle wzrasta z czasem (starzenie się pracy w systematyce jest bardzo powolne) i nawet po śmierci autora (Linneusz będzie cytowany po wsze czasy). Przy czym nawet topowi badacze, a jest kilku takich w Polsce, z tego co wiem prawie cały dorobek budowali na finansach statutowych (ewentualnie grantach jeszcze z KBN), a żaden z nich na pewno nie sięgał po pieniądze z NCN. Więc stosunek kosztów budżetowych do efektów mają jeden z najwyższych. Taka specyfika, ale jestem ciekaw jak by reagowało środowisko gdyby któryś z tych topowych systematyków otrzymał grant i wykroił sobie kwotę honorariów choćby w wysokości 1/3 tego co jest przedmiotem dyskusji (no bo taka niska cytowalność, niski i-H, i w ogóle dziedzina do d...).

      Usuń
    16. Widoczne jest zatem, ze m.in. wspolpraca z osrodkami zagranicznymi jest niezbedna do rozwoju, a skupianie sie na pisaniu i specjalizowaniu w zdobywaniu grantow do rozwoju nauki nie prowadzi.

      Usuń
  5. 27 000 PLN proponowane przez FNP to kwota brutto/brutto przy założeniu, że PI poświęca 100% etatu na realizacje grantu - na rękę wyjdzie z tego właśnie wspomniane wyżej 15-20 tys. FNP widzi co się dzieje i przyznaje wysokie pensje, ale w granicach rozsądku. To nie jest tak, że można sobie sumować pensje uczelniane i z grantów powyżej 100%, o ile nie ma przy tym lewych zleceń o umowę i dzieło.

    Poza tym uważam, że pensje doktorantów i post-doców, o których tu piszesz są w PL zbyt wysokie - tak naprawdę wiele osób przez to rezygnuje z post-doca, ze zmiany grupy, a w konsekwencji z rozwoju naukowego. Potem się wszyscy dziwią dlaczego tak mało ERC. Takich pensji nie mają nawet post-docy w bogatych krajach, ale m.in. dzięki nie ma tam chowu wsobnego, a naukowcy chętniej podejmują ryzyko związane np. z komercjalizacja wyników badań. W Polsce obecnie mamy w większości biedę, z wąską grupą naukowców funkcjonujących w cieplarnianych warunkach. Jednak te cieplarniane warunki nie przekładają się na wybitny światowy poziom badań - z wyjątkiem kilku-kilkunastu grup jak np. prof. Chacińska, Nowotny, Udalski, Dietl, Horodecki...

    A przelicznik USA "szef (DOBREGO) zespołu = około 10x pensja postdoca, szef instytutu = około 4x pensja szefa zespołu." wydaje się mało prawdopodobny - czy możesz podać źródło tych informacji? Kilka miesięcy temu rozmawiałem z chair katedry na wydziale mechanicznym czołowej amerykańskiej prywatnej uczelni (z pierwszej piątki w rankingach) i spytałem go ile zarabia tenured PI - odpowiedział, że widełki są 120-200 tys$/rok. Być może to o czym piszesz to są wyjątki dotyczące naukowców, którzy przynoszą uczelni duże wpływy z komercjalizacji badań. Raczej wątpie, że jest w USA profesor, który dostaje 500 tys dolarów z publicznych pieniędzy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co to jest ten swiatowy poziom badan? Udalski? OK, to jest astronom, wiec to jest czysta nauka. Ale Dietl? To czlowiek z instytutu badawczego, zajmuje sie typowa dzialka praktyczna. A Polacy maja w tej dziedzinie zero wdrozen. Dietl jest niezly indywidualnie, ale w ogolnym kontekscie trudno go zaakceptowac jako wzor.

      Usuń
    2. "27 000 PLN proponowane przez FNP to kwota brutto/brutto przy założeniu, że PI poświęca 100% etatu na realizacje grantu ..."

      Realizacja grantu TEAM nie zabrania startowania w jakimkolwiek innym konkursie grantowym i byłoby samobójstwem zgadzanie się na zapis o tym, ze na grant TEAM masz poświęcać 100% czasu (nie ma jeszcze dokumentacji, wiec skąd ta wiedza ? ). Przy zapisie o poświęcaniu 100% czasu na jeden grant jesteś po jego zakończeniu BEZROBOTNY dopóki nie rozstrzygnie się następny konkurs typu OPUS czy cokolwiek, jak poświęcasz 100% na jeden to nie możesz aplikować na zakładkę o drugi - to zupełny nonsens. Nawet jeśli jest ten zapis, to możesz składać granty na słupa - dobrego postdoca, albo kilku dobrych postdokow, których masz w zespole. Kazda akcja rodzi reakcje.
      Znam jedna osobę, która za namowa szefa wpisała sobie 100% poświęconego czasu w OPUS i będzie miała duzy problem po jego zakończeniu z płynnym przejściem na inna pozycje.
      Co do umów o dzieło to przy poświęcaniu 100% czasu na jeden grant nie możesz być KIEROWNIKIEM lub GŁÓWNYM WYKONAWCA innego, co wcale nie implikuje, ze nie możesz wykonywać prac zleconych lub umów o dzieło w innych grantach. Skończmy z ta komuną mentalną i nazewnictwem typu "lewe umowy o dzieło" nic nie jest lewe, dopóki nie stwierdzono naruszeń prawa w ramach ich wykonywania.

      "Poza tym uważam, że pensje doktorantów i post-doców, o których tu piszesz są w PL zbyt wysokie ..."

      Raz, ze bieda i za niskie, raz, ze zbyt wysokie i rozleniwiające. Ale gdzie postawisz granice ? Wyznaczysz średnią dla wszystkich ? Wysokie pensje postdokow i doktorantów biorą się z kumulacji nagród, grantów, stypendiów i umów o dzieło. Tylko, żeby sobie popracować w takich "cieplarnianych warunkach' pracowałem od 3 roku studiów i cały doktorat 7 dni w tygodniu w labie, wieczorami, wszystkie weekendy. Po doktoracie miałem dorobek na 2-3 średnie polskie habilitacje, masę środków, które w grantach przyciągnąłem na uczelnie i jakoś mnie to nie rozleniwiło i zdecydowałem się na wyjazd za granice, żeby rozwijać się dalej. Znam kilka osób w PL o podobnej ścieżce jak ja i żadna nie siedzi non-stop w jednym miejscu, ciągłe wyjazdy, krótsze, dłuższe, współprace i plany na powrót do PL z własnym zespołem. A z kolei koledzy, którym się tu nie udało i klepali biedę, ale wyrwali się za granice nie myślą w ogole o powrocie do PL, bo wydaje im się, ze tu nigdy się nie wybiją...

      " wydaje się mało prawdopodobny - czy możesz podać źródło tych informacji? ..."

      Watpisz, bo nie masz pojęcia o czym piszesz. MD Anderson Cancer Center: pensja Postdoca" 40-50 tys/rok, Instructor in medicine 60-90 tys/rok. Mlody group leader zgadzam się 120-200, ale profesor dla którego ja pracuje, (jeden z kilku najlepszych na świecie w ludzkich przewlekłych białaczkach) ma pensje okolo 500 tys/rok nie wliczając honorariów od kilku firm farmaceutycznych (nie wiem ile tego moze być). Szef MD Anderson Ron De Pinho zarabia około 1,5 mln USD rocznie (nie mogę wkleić linka, bo wyskakuje jakiś błąd poszukaj w google)

      Usuń
    3. 1. - punkt 5.8.1.1 w regulaminie TEAM "a. Wynagrodzenie kierownika projektu:
      Kierownik projektu może pobierać wynagrodzenie z projektu jedynie na podstawie
      umowy o pracę. Zaleca się, aby koszt wynagrodzenia wraz z pozapłacowymi kosztami pracy nie przekraczał wysokości sugerowanej do 27 000 zł/miesiąc w przypadku pracy na rzecz realizacji projektu w pełnym wymiarze godzin."
      - jeżeli wpiszesz sobie 50% czasu na realizację grantu, to mozesz sobie wypłacić 13 500 zł

      2. na zachodzie (Niemcy, UK, Francja) nie ma takich rozbieżności w zarobkach post-doków, doktorantów, a nawet profesorów. A co do wyjazdów to nie twierdze, że wszyscy sie chowają wsobnie - widze jednak, że w moim Instytucie większość osób z bogatym dorobkiem, laureaci FNP etc., siedzą bo doktoratach w tych samych labach i trwonią swój potencjał, kosztem tych 10-15 tys o których wspominałeś.

      3. Placówki medyczne w USA rządzą się swoim prawami - lepiej podać pensje w jednostkach o zbliżonym profilu. Np. dziekan wydziału inzynierii UC Berkley (najlepsza publiczna, 3 ogółem w US) zarabia ok. 300 tys $ rocznie. http://ucpay.globl.org/index.php?campus=BERKELEY&name=SASTRY+_+SOSALE+SHANKAR
      Czyli 2x więcej niż dyrektor ICHF PAN, ale jak porównanie wielkości, potencjału, osiągnięć i zysków tych dwóch instytucji jest w ogóle śmieszne.

      Usuń
    4. @obserwator:

      1 - zgoda. Możesz tez wziąć 75% czasem mniej znaczy więcej. Nie mowie, ze trzeba się rzucać od razu na te 27000 jak szczerbaty na suchary, bo można miec problem później.

      2 - To wynika z bardzo progresywnego opodatkowania w niektórych krajach UE. OK w USA tez jest bardzo progresywne powyżej pewnej kwoty, ale to za zarobki rzędu 200 tys USD na osobę na rok. W krajach skandynawskich (tylko słyszałem), ze szef zespołu zarabia NETTO niewiele więcej niż jego postdoc. Nie powiesz mi, ze to jest system motywujący ? Co do laureatów spoczywających na laurach, no cóż i tak bywa. Dekretem tego nie zmienisz, ale uważam, ze niemieckie rozwiązanie o niemożności pozostania na uczelni na której robiło się doktorat ma sens.

      3 - zgoda, podałem pensje w placówce medycznej, ale to moja branża. Nt. inżynierii nie mam wiedzy. Natomiast porównujesz instytut badawczy z uniwersytetem to tez nie do końca dobre porównanie.

      Usuń
    5. @obserwator z 1 lutego 2016 21:31

      "1. - punkt 5.8.1.1 w regulaminie TEAM "a. Wynagrodzenie kierownika projektu:
      Kierownik projektu może pobierać wynagrodzenie z projektu jedynie na podstawie
      umowy o pracę. Zaleca się, aby koszt wynagrodzenia wraz z pozapłacowymi kosztami pracy nie przekraczał wysokości sugerowanej do 27 000 zł/miesiąc w przypadku pracy na rzecz realizacji projektu w pełnym wymiarze godzin."
      - jeżeli wpiszesz sobie 50% czasu na realizację grantu, to mozesz sobie wypłacić 13 500 zł"

      Wystarczy zjechać na dół tej samej strony regulaminu, żeby przeczytać:

      "UWAGA:
      Łączne zaangażowanie zawodowe każdej z osób pobierających wynagrodzenie w projekcie, w
      realizację wszystkich projektów finansowanych z funduszy strukturalnych i Funduszy
      Spójności oraz działań finansowanych z innych źródeł, w tym środków własnych jednostki i
      innych podmiotów, nie może przekroczyć 276 godzin miesięcznie"

      Czyli do 100% etatu możesz jeszcze dorobić 100 godzin miesięcznie. Co jest racjonalnym rozwiązaniem, bo tyle pracują naukowo ludzie, którzy chcą coś osiągnąć.

      Usuń
    6. @ Anonimowy7 lutego 2016 03:36

      Dzięki za tą informację - to się wydaje jeszcze bardziej skomplikowane. Czy oznacza to, że każdy ma 1.7 etatu do rozdzielenia na pracę w grantach? Z czego wynika liczba 276 godzin? czy NCN, NCBiR również mają takie zasady? Jak to się ma do pracy na uczelni - np. dydaktyki, która też jest ustalona na jakimś poziomie - tzn czy można pracować 1,7 etatu w grantach i jeszcze wykładać np 30h w miesiącu? Po za tym jakie znaczenie ten limit 276 godzin, skoro wynagrodzenie można pobierać w postaci umów o dzieło, zleceń itp., które nie są określone liczbą godzin.

      myślę, że tym bardziej przydałaby się uregulowanie tych spraw (np. przez MNiSW) - jeżeli jest tyle niejasności to będzie dochodziło do nadużyć lub do niesłusznych oskarżeń o nadużycia.

      Usuń
    7. To jest bardzo trudne pytanie.
      W projektach współfinansowanych z funduszy UE jest limit 276 h, w NCNie jest limit do max. 100% zdeklarowanego czasu we wszystkich projektach NCN jako kierownik i główny wykonawca. Na dydaktykę nikt w tych instytucjach nie zwraca uwagi, pytaliśmy o to. Jeśli chodzi o umowy o dzieło to tutaj nie ma limitu i go być nie może, bo inaczej stracą one sens. Dzieło to epizodyczny, jednorazowy, nieregularny wysiłek skutkujący powstaniem czegoś trwałego. Albo się ma taką umowę, albo nie. To nie jest regularne źródło dochodu. Jedyne co ogranicza to zmniejszenie kosztów uzyskania przychodu po przekroczeniu bodaj 42000 PLN rocznie.

      Ja Ci powiem jak ja bym to rozwiązał:
      1) Załóżmy, że mam cały etat w TEAMie z FNP.
      2) Robię side project na który składam wniosek do NCN na opus na max 100h w miesiącu (pozostałe 70h główny wykonawca - postdoc). Załóżmy, że go dostaję
      3) Uczę lub nie uczę. Raczej to drugie, z racji miejsca pracy, choć bardzo mi brakuje zajęć ze studentami.
      4) Jeśli wychodzą jakieś interesujące wyniki poboczne, których nie muszę umieszczać w raporcie z TEAMu and OPUSa zostawiam je na następne edycje, lub jeśli wydaje mi się, że trzeba działać szybko przekazuję projekt pierwszemu po mnie postdokowi w zespole na Iuventusa lub inny grant.
      Tak to działa w dobrych zespołach i tak bym to widział planując pracę na co najmniej 5 lat w zespole i organizując powoli fundusze na swoją grupę badawczą.

      Usuń
    8. Naiwna prostota sugerowałaby tego typu rozwiązanie (przypisanie grantom i dydaktyce określonej ilości godzin, wynagrodzenie mniej więcej od godziny itd.).

      Nie wiem skąd podawane tu liczby i subtelne korelacje godzinowe. Wydaje mi się, że jest zero koordynacji między agencjami grantowymi. NCN coś tam kiedyś może i miał zamiar. Mianowicie była we wnioskach NCN rubryczka o ilości procent czasu na dany projekt. Nie służyła ona do niczego (acz widać było, że co poniektórym wychodzi 200% w samym NCN itp.), chyba poprzednia dyrekcja do czegoś się przymierzała. Nowa dyrekcja ponad rok temu "stłukła termometr". Rubryczki już nie ma. Niestety słabo rozliczana wielograntowość była chyba zabiegiem celowym. Czy obecny rząd ma inne zdanie w tym temacie? Nie wiem (ale na razie prawie wszystko wygląda w tym resorcie po staremu).

      Usuń
    9. Ślepy Janie, te rubryczki z %% czasu poświęconego na pracę grancie dalej istnieją i są oceniane....

      Usuń
    10. W którym miejscu, przejrzałem jeszcze raz wysłany wniosek i wciąż nie widzę? [Grant typu OPUS]

      Usuń
  6. Mnie sie wydaje, ze tutaj bardzo waznym szczegolem jest to, ze w sprawe zamieszany jest instytut badawczy. I wychodzi na to, ze glownym celem funkcjonowania takich instytutow jest produkcja punktow i zdobywanie milionowych grantow ze srodkow budzetowych. No i jesli instytut jest w tym dobry, to zatrudnieni tam naukowcy sa nazywani wybitnymi. Albo czegos nie zrozumialem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciężko to jest zrozumieć powyższą bełkotliwą wypowiedź. Jest oczywistym, że jednostki naukowe mogą funkcjonować jedynie dzięki zdobywaniu grantów i publikowaniu dobrych prac. Jak sobie inaczej wyobrażasz funkcjonowanie jednostek naukowych? Zapewne tak, że przychodzi się do pracy, pije kawkę, potem przez dwie godziny gada z kolegmi, potem znowu pije kawę, potem obiad, potem znowu kawa, potem sprawdzanie maila...? Gratuluję wybitnego lenistwa.

      Usuń
    2. do p. Michala. Wydaje mi sie ze niektorzy dyskutanci przekraczaja okreslone na wstepie reguly.

      Usuń
  7. Zdzislaw M. Szulc1 lutego 2016 23:18

    W uzupelnieniu do tego juz historycznego wpisu, n.t. tworzenia polityki wynagrodzen w NCN (http://zmihor.blogspot.com/2015/02/pytanie-i-komentarz-do-lutowej-rady-ncn.html ), cytuje ustawe "kominowa" dotyczaca bezwzglednego limitu wynagrodzen dla grantow przyznawanych przez NIH/USA/ :http://grants.nih.gov/grants/guide/notice-files/NOT-OD-14-052.html Co wiecej, nie poruszona, w/w liscie,ani nigdzie dotad nie zaadresowana inna naganna sprawa (= wciaz przemilczany przez cale srodowisko fakt..?),ktora po czesci scisle laczy sie z dyskutowanymi tu sprawami finansowania/wyplacania honorariow/itp.,a mianowicie to to, ze NCN nie rozpoczelo jeszcze rozliczania zakonczonych juz grantow!? Na przyklad tutaj: co wyniklo z tej "Symfonii" http://www.ncn.gov.pl/aktualnosci/2013-07-29-symfonia1-dusynski do dzisiaj :http://ichf.edu.pl/IChF-sukcesy.html ? W dostepnych bazach danych brak wspolnych "koncertowych" publikacji/patentow, zwiazanych z w/w grantem..?Czy cos tu przeoczylem...?

    OdpowiedzUsuń
  8. Rozliczanie grantów a wynagrodzenie, to dwie różne sprawy. Jeśli chodzi o to drugie, to dziwi mnie podejście, że prof. Hołyst za dużo zarobił. W większości jak się domyślam te pieniądzą są z grantów a nie z wynagordzenia jako dyrektora Instytutu. Niech ktoś się przyjży rektorom, ich poboru są rzędu <10 tys. zł na miesiąc + plus różne dodatki. Ale wracajac do sprawy. Powinniśmy się cieszyć, że prof. Hołyst otworzył furtkę, która pokazuje, że możemy dobrze zarabiać jak mamy granty i efekty. Ale nie w tym porąbanym kraju miernoty które nic nie robią zaczynają dyskusję, jak ja nie mogę to czego ktoś ma dostawać więcej. Nie patrzą na to, że człowiek pracuje, ma osiągnięcia, itd. Ważne żeby nie wychylał się ponad przeciętną. Po tej "aferze"NCN wprowadzi kolejne obostrzenia, nie długo dojdzie do tego, że z grantów nie będzie można wziąć grosza i osiągnięty zostanie cel mienrot, wszystcy po równo !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak powaznie traktowac naukowca skoro calkowicie sie on dyskredytuje (i podpisuje), popelniajac kardynalne bledy ortograficzne ('przyjży', 'nie długo')?
      I bardzo prosze nie straszmy sie, ze 'NCN wprowadzi kolejne obostrzenia'. Nie zalezy nam na obostrzeniach, ale na wprowadzeniu przejrzystosci. Zaloze sie, ze zaden polski naukowiec nie chce byc oceniany przez pryzmat afery w ICHF.
      Dlatego chlodna, uczciwa dyskusja jest bardzo porzadana, po to by wprowadzic klarowne standardy.

      Usuń
  9. Zdzislaw M. Szulc2 lutego 2016 13:45

    Powtarzam jeszcze raz pytanie: Jak w Polsce maja sie do siebie naklady na badania/granty, pobrane z nich honoraria i ich efekty...? Na przyklad, nie moge znalezc zadnego raportu, publikacji lub tez przyznanego patentu/wdrozenia/start-upu? bedacych efektem tego typu grantu NCNu https://www.ncn.gov.pl/finansowanie-nauki/przyklady-projektow/duszynski?language=en ...? To przypadek odosobniony, czy tez norma..? Omawiana tu gazeta pokazala cos w rodzaju "komina placowego" lecz wogole nie odniosla sie do sprawy rozliczenia grantow realizowanych w ICHF PAN oraz ich faktycznych efektow...? Do kogo wiec to zadanie w Polsce nalezy...? Nie zapominajmy o tych sprawach:https://forumakademickie.pl/fa/2015/06/bez-odzewu/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Popieram calkowicie pytanie 'Zdzislaw M. Szulc'. Natomiast dziwi mnie niesamowicie odpowiedz 'Anonimowy2 lutego 2016 09:16'.
      Jak mozna uwaza, ze wynagrodzenie a rozliczenie grantow to osobne sprawy?! Nie, poniewaz wynagrodzenie z grantow sa wyplacane w celu realizacji zadan, ktore zostaly umieszczone w grantach! To nie jest tak, ze wynagrodzenie sobie, a realizacja grantu sobie! Zaplata jest za okreslona i wykonana prawidlowo prace! Zatem jest scisla korelacja pomiedzy pobranymi wynagrodzeniami /nakladami na badania/granty a efektami tych prac.
      A 'Anonimowy2 lutego 2016 09:16' wprost pisze, ze fajnie, ze umiemy ciagnac kase, niekoniecznie rozliczajac sie z tego co zrobilismy. Taki niestety jest wydzwiek jego informacji. Nikt w srodowisku naukowym nie chce usredniania i realizacji celu 'miernot', ale wszyscy chcemy uczciwych zasad, wg ktorych pracujemy i jestesmy oceniani.
      Chyba nie o to chodzi by panstwo placilo 1 mln pln rocznie za kilka prac, ktore niewiele wnosza do nauki.

      Usuń
    2. Uważam, że sprawa boli tych co nie mają grantów, publikacji i po prostu opieprzają się w robocię, wyskrobią jedną publikację rocznie i uważają, że wszyscy powinni być równi. Ktoś kto pracuje przy grancie, opiekuję się doktorantami i post-doc'ami wie jaka to jest ciężka praca. Wiadomo jest przy tym satysfakcja ale miło też dzięki tej pracy zapewnić dostatni byt rodzinie i to jest ta dodatkowa nagroda. Proponuję taki quiz "Jeżeli przeszkadzają Ci zarobki prof. Hosłysta/lub uważasz, że za dużo zarobił podaj nazwisko", wtedy łatwo będzie zweryfikować czy masz pojęcie o charówce czy po prostu jesteś zwykłym nieudacznikiem i zazdrośnikiem z 1 publikacją rocznie.

      Usuń
    3. Radze zapoznac sie np. z wypowiedzia prof. Karola Modzelewskiego - nie mozna ocenic go jako nieudacznika, prawda?
      http://natemat.pl/33699,polski-uczony-ostro-o-nauce-granty-to-zadna-miara-naukowa-liczba-cytowan-katastrofa

      Profesor Karol Modzelewski, historyk i wieloletni wiceprezes PAN w ostrych słowach ocenia naukę. Na szczęście nie tylko tę polską. – Uznanie liczby cytowań za miarę jakości to katastrofa współczesnej nauki. Wypada w niej dobrze to, co jest bardziej okrzyczane, a nie najlepsze – mówi w rozmowie z "Gazetą Wyborczą". Ubieganie się o granty to sztuka pisania podań. To zupełnie co innego niż twórczość naukowa. Pisanie podań wymaga sprawności w podobaniu się urzędom, do których się te podania pisze. Powinniśmy oceniać uczonych wg twórczości naukowej, a nie umiejętności pisania podań. (…) To jest robota dla administracji uczelnianej, a nie dla adiunkta, który ma na głowie napisanie habilitacji.
      Według profesora Modzelewskiego takie podejście jest zabójcze dla humanistyki. Były wiceprezes PAN ostro ocenia także popularny indeks Hirscha, który mierzy ile dobrze cytowanych prac napisał dany uczony.

      Historyk wyjaśnia, że mierzy on jedynie liczbę cytowań, a nie prawdziwą naukową wartość dzieła. Nie zawsze liczba świadczy o jakości, prof. Modzelewski podaje przykład, gdy głośno krytykowana praca wskoczyła na sam szczyt rankingów.
      Uznanie liczby cytowań za miarę jakości to katastrofa współczesnej nauki. Wypada w niej dobrze raczej to, co jest bardziej okrzyczane niż najlepsze. Czasami najbardziej okrzyczane są rzeczy najgorsze. Tak było ze sławnym esejem Francisca Fukuyamy o końcu historii sprzed 20 lat. Każdy szanujący się uczony w tej materii (…) uważał, że jest jego obowiązkiem napisać, że to bzdura.

      Usuń
    4. Zdzislaw M. Szulc2 lutego 2016 16:38

      W oficjalnym raporcie ICHF PAN (2014/ tabela nt przyznanych i realizowanych w tej Instytucji grantow) czytamy: "#22. Program „ Granty na grant”
      prof. dr hab. Robert Hołyst

      2014-2015

      30 000, 00 zł

      Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższe..(.)" !? (Zrodlo finansowania/cel tego projektu:http://www.nauka.gov.pl/granty-na-granty/ ) Rezultaty..? Jak na razie...nie widze zadnych w dostepnych mi do wgladu materialach w Internecie!? Przyznaje , nie mialem sposobnosci sluchania/ogladania audycji radiowych/TV,w ktorych czesto w 2014r bral udzial prof. R. Holyst,a w ktorych w/w sprawy,dotyczace fundowanych Jego projektow naukowych i ich wynikow mogly byc zaadresowane...? Dlaczego poruszam ten temat...? Chcialbym wiedziec jakie sa glowne przyczyny skadalicznie niskiej sprawnosci polskich naukowcow w zdobywaniu zagranicznych grantow,w tym z EU/ERC..? Czyzby tylko te,wyszczegolnione w tym artykule byly kluczowe :https://forumakademickie.pl/fa/2013/06/dlaczego-mamy-tak-malo-grantow-erc/ ? A moze wrecz przeciwnie, "latwosc" w zdobywaniu grantow krajowych, przy ich kompletnym braku rozliczenia/weryfikacji zamierzonych efektow, wzgedem poniesionych nakladow/kosztow/pobranych honorariow..?! Jesli tak, to o czym to swiadczy..? Swiadczy to o tym ,ze reforma systemu finasowania nauki w Polsce zostala zle przeprowadzona.W tym zakresie, jak dostepne srodki do podzialu i system ich dystrybucji, mozna mowic o relatywnej korespondecji z rozwiazaniami zagranicznymi. Natomiast, wlasciwego/pelnego rozliczenia zakonczonych grantow w Polsce jeszcze nie ma..!? Dlaczego..? Polecam do wgladu modelowy...portal: http://grantome.com/search .Co prawda, nie znajdziemy tam Elona Muska/SpaceX ( http://money.cnn.com/2016/01/30/news/companies/spacex-elon-musk-mars-2025/index.html) lecz mozemy zorientowac sie tam, jak sa ustawione sprawy finansowania badan ze srodkow publicznych rozdzielanych przez NIH/USA...

      Usuń
    5. do Anonimowy2 lutego 2016 16:37, ciągle czekam na tych polskich geniuszy z cytowaniami prac po 500. A pan prof. Modzelewski nie jest dla mnie żadnym autorytetem.

      Usuń
    6. Sadze, ze wiekszosc ludzi wolalaby wymieniac uwagi i dyskutowac wlasnie z prof. Modzelewskim. I nie sprowadzajmy waznej dyskusji do przepychanek w piaskownicy.

      Usuń
    7. Zdzislaw M. Szulc2 lutego 2016 18:56

      Kto szuka, nie bladzi. Na przyklad, tutaj:http://hcr.stateofinnovation.thomsonreuters.com/ gdy wpiszemy w odpowienie miejsce slowo"Poland", pojawi sie "Andrzej Budaj". Idac dalej, juz tutaj, mozna zauwazyc,ze publikacje pana Prof. Andrzeja Budaja maja juz..32902 cytowania (=https://www.researchgate.net/profile/Andrzej_Budaj/citations?sorting=citationCount&page=5 )!? Jego najnowsze "dzielo" jest do wgladu tutaj:http://www.sciencedirect.com/science/article /pii/S0735109715071004

      Usuń
    8. A jednak problem ze zrozumieniem. cheeeeeemmmmmmiiiiiiikkkkkkk ??????!!!!!

      Usuń
    9. A jednak przepychanki w piaskownicy.

      Rzeczywiscie w oficjalnym raporcie ICHF PAN (2014/ tabela nt przyznanych i realizowanych w tej Instytucji grantow) nie ma zadnego słowa o uzyskanych wynikach i metodach oceny prac wykonanych w ramach grantow. Co ciekawe, w podsumowaniach wynikow calego Instytutu PAN, nie sa prezentowane ani nawet przytaczane jakiekolwiek informacje o wynikach osiagnietych przez grupe R. Holysta czy tez jego samego, mimo, ze prof. dr hab. R. Holyst ma przyznane bardzo duze finansowanie. Widac natomiast prawidlowosc, ze praktycznie co roku, RH wystepuje o kolejny grant. Chwali sie taka postawe. Ale co ciekawe, ma to miejsce nie pod koniec trwania grantu (np. rok przed zakonczeniem, co jest sensowne, poniewaz trzeba sobie zapewnic plynnosc finansowania na kolejne lata, a sam proces skladania wniosku, ocena grantu i przyznanie srodkow trwa), ale na zakladke. Np. w 2014 prof. RH realizowal (zakladam, ze z grupa badawcza) 8 grantow jednoczesnie, w tym zakonczyl realizacje 3 grantow! Mimo to, w rozliczeniu dzialanosci Instytutu nie ma ani jednego odniesienia do uzyskanych (a chyba jakies uzyskano) wynikow przez te grupe badawcza. Czy tylko dlatego, ze grupa byla zajeta czyms innym i nie chcialo jej sie/nie miala czasu na napisanie choc krotkiej wzmianki o swoich osiagnieciach? Biorac pod uwage, ze postepy z prac realizowanych w ramach grantow sprawozdawane sa co roku, trzeba niesamowitego wrecz zaangazowania, olbrzymiej grupy badawczej, by sprostac zadaniu realizacji w jednym roku az 8 grantow. Poza tym sam proces sprawozdawania jest rowniez bardzo pracochlonny. Nic dziwnego, ze w takiej sytuacji rodzi sie pytanie czemu sluza otrzymywane granty i na co wydawane sa przyznawane pieniadze. Nie ma w tym zainteresowaniu niczego niestosownego, kazda dotacja musi byc rozliczona, wlasnie po to zeby nie powstawaly nieporozumienia i zeby mozna było ocenic czy fundusze panstwowe sa wlasciwie dystrybuowane i spozytkowywane.
      Kolejna sprawa, z ktora zmaga sie nauka jest tzw wspolpraca z firmami komercyjnymi. Pisze tak zwana, poniewaz staje sie powszechnym faktem to, ze najpierw powolywana jest jakas zewnetrzna spolka, mala firma, z ktora nastepnie wspólnie z instytutem naukowym wystepuje o grant i panstwowe pieniadze (bywa, ze wlasciciele spolki bioracej udzial w grancie pracuja jednoczesnie w instytucie badawczym). Co z tego mariazu za panstwowe pieniadze powstaje, nie wiadomo. Dlatego wlasnie tak wazne jest uregulowanie i transparentne raportowanie i pokazywanie rzeczywiscie uzyskanych wynikow. I nie ma co atakowac pytajacych - wystarczy przedstawic rozliczenia.

      Usuń
    10. Do anonima z 19:46

      RH ma w 2015 roku 11 prac z czego 6 z ostatnim autorstwem, czyli z jego grupy. Pytasz o rozliczenia grantów, a nie potrafisz znaleźć wyników uzyskanych w trakcie ich trwania w ogólnodostępnej bazie danych ? Na jakiej podstawie chcesz rozliczać innego naukowca ? Co Cie obchodzi jak on rozliczy 8 grantów ? Nie będąc pracownikiem instytucji przyznającej granty nie masz jakiegokolwiek prawa do oceny innego badacza, bo masz za mało danych.
      Służba zdrowia tez jest finansowana ze środków publicznych, czy w związku z tym chcesz rozliczać lekarzy z efektów leczenia ? Moze jakieś ogólnodostępne tabelki stworzymy, żeby ludzie sobie mogli pogrzebać w historiach chorób ?? ;)
      Ja wiem, ze wiele osób na tym forum chciałoby sobie popatrzeć na czyjeś umowy o dzieło, ile, kto, za co, bo w życiu nie widzieli na oczy takich pieniędzy, ani tak wielu grantów i publikacji. Zmartwię Was, to się nigdy nie stanie, bo wtedy wyjedzie z Polski ostatni naukowiec. Ludzie, którzy proszą o publiczne ogłaszanie wyników badan (poza tymi opublikowanymi) proszą naukowca o podcięcie gałęzi na której siedzi. Wiele zespołów się specjalizuje w czymś przez lata, a wyniki jednego grantu są wynikami wstępnymi do następnego lub do patentu. Osoba, która chce to wszystko upublicznić pomijając zdanie autora odkrycia jest dywersantem, albo nie ma pojęcia jak działa nauka.

      Usuń
    11. Zdzislaw M. Szulc2 lutego 2016 21:03

      Coz z tego,ze zmodyfikowano stosowna ustawe (https://ncn.gov.pl/sites/default/files/pliki/ustawy/ustawa-o-zasadach-finansowania-nauki.pdf ) w ktorej termin "rozliczenie" (projektow badawczych/grantow) wystepuje az ..7 razy,a na temat tej organizacji, wspomagajacej MNiSzW, jakim jest Komitet Polityki Naukowej(KPN), napisno tam az 10 razy, to nic z tego, dla omawianej tu sprawy nie wyniklo? To nie tylko to, ze Ministerstwo nie opracowalo dalszych szczegolowych rozwiazan/przepisow nt rozliczenia zakonczonych grantow,to tez to, ze wspomniny KPN, nic w tej materii nie zrobil/nie robi? Tak wiec tych 13-tu Reprezentantow Narodu (http://orka.sejm.gov.pl/SQL2.nsf/Skladpkom8?OpenAgent&ENM01S ) powinno wystosowc stosowna interpelacje poselska pod adresem MNiSzW/KPN, NCNu i PANu jaki jest status/wynik procedury rozliczania oraz jakie sa efekty zakonczonych projektow naukowo-badwczych/grantow finansownych z budzetu RP w ostatniej dekadzie (2005-2015)...? Przeciez nie chodzi tu o to, aby granty naukowe w Polsce od reki "rozliczla" Prokuratura Rejownowa w Legnicy wraz z Wydziałem do Walki z Korupcją Dolnośląskiej Komendy Wojewódzkiej
      http://www.gazetawroclawska.pl/.../8012222,politechnika... wroclawiuhttp://www.gazetawroclawska.pl/artykul/8012222,politechnika-wroclawska-oskarzycielem-swojego-profesora,id,t.html

      Usuń
    12. Przerazajacy kierunek, w ktorym zmierza ta dyskusja.

      Pytanie: ' … a nie potrafisz znaleźć wyników uzyskanych w trakcie ich trwania w ogólnodostępnej bazie danych ? Nie będąc pracownikiem instytucji przyznającej granty nie masz jakiegokolwiek prawa do oceny innego badacza, bo masz za mało danych.' - to jak to jest, sa te wyniki w ogolnodostepnej bazie danych czy nie?
      Jak mozna uzywac argumentu - zakladam, ze to wypowiada się naukowiec, chociaz biorac pod uwage jakosc oraz logike stosowanych argumentow mozna watpic - ze nie jest istone jak i czy rozliczane sa granty?
      To jest bardzo wazne, poniewaz sa to panstwowe pieniadze. Dlatego kazdy ma prawo spytac co dzieje sie z funduszami panstwowymi przeznaczanymi na badania. I niestety przypadki, w ktorych praca naukowca rozliczana jest przez prokurature przyczynia sie do szerzenia opinii, ze nie warto przeznaczac na nauke pieniedzy z budzetu, bo i tak srodki sa trwonione.

      Nie warto polemizowac z wypowiedziami 'Anonimowy2 lutego 2016 21:00'. Warto i trzeba natomiast doprowadzic do stworzenia systemu zapewniajacego transparentnosc, odpornosc na fraudy, mozliwosc finansowania badan i rozwoju nauki dla tych, ktorzy cenia sobie prace naukowa, jej jakosc i w rzeczywisty sposob przyczyniaja do rozwoju nauki w Polsce. A wyniki tzw badaczy, ktorzy 'chronia' swoje prace ze strachu przed ocena i konkurencja traktowac z naleznym im lekcewazeniem.

      Usuń
  10. przyklady takich prac (cyt>500) z chemii, gdzie autorem korespondencyjnym jest mlody badacz z PL
    http://pubs.acs.org/doi/abs/10.1021/cr030691s
    http://pubs.acs.org/doi/abs/10.1021/cr800524f
    http://bioinformatics.oxfordjournals.org/content/19/8/1015

    mysle ze fizyki jest wiecej takich prac, sami horodeccy maja 4-5 publikacji cytowanych pow 500

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, tyle że to nie są prace badawcze, tylko reviews (nie wiem, jak ostatni tekst - link nie działa).

      Usuń
  11. Nie chce być upierdliwy ale miała być średnia ze wszystkich prac.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jednak problem ze zrozumieniem!!!!!!!!! Nikt nie pisal o sredniej!
      Ale przyznaj, Anonimowy, ze fajnie jest miec przynajmniej jedna pracke ze 100 cytowaniami, albo tak jak Dietl z 1000 cytowan.

      Usuń
  12. Może warto zobaczyć na blog Kulczyckiego, gdzie jest przedstawiona interesująca analiza "ocen eksperckich" czasopism punktowanych z części B. Nie miałem pojęcia, że takie kuriozalne decyzje są podejmowane w naszym kraju i to przez ponad 40 komitetów(!)(tylko potrafię sobie wyobrazić, kto tam zasiada...). Proszę sobie wyobrazić bowiem, że w czasopismach z listy B sporą część stanowią tzw. "czasopisma wybitne"(!!!) ... w tym kraju nie trzeba ani pić, ani ćpać, bo tutaj nawet nauka to umysłowy odlot.

    OdpowiedzUsuń
  13. srednia liczba cytowań 500/prace? mysle nie ma na świecie takiego chemika ani fizyka, Stanisław Leibler ma srednią 120 cytowań na pracę i myślę ze to jeden z lepszych wyników - a w ogóle "Anonimowy2 lutego 2016 20:41" z jakiej okazji, żądasz pokazywania prac o cyt>500? tzn. nie rozumiem co chcesz przez to udowodnić

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jedyne co mozna powiedziec o Anonimowym 20:41, to to, ze uparcie probuje udowodnic, ze jest najlepszy, mimo, ze przecietny, ze jest 'lokomotywa' mimo, ze to tylko ciezki 'wagon'.
      Trudno zrozumiec komus takiemu, ze rownac to sie powinno do najlepszych, a nie do najgorszych.
      A wydatki z pieniedzy publicznych powinny byc bezwarunkowo, w jawny sposob rozliczane.

      Oczywiste jest tez, ze trzeba stworzyc standardy oceny zarowno naukowcow jak i rozliczenia grantow.
      Niestety biorac pod uwage to co sie stalo w ICHF oraz prezentowane na forum glosy uparcie, a nielogicznie broniace dyrekcji ICHF, ze musza to byc bardzo precyzyjnie sformulowane zasady i dokladnie weryfikowane. Szkoda, ze bywaja naukowcy ulomni w sferze moralnosci i uczciwosci.

      Postuluje by srodowisko naukowe samo rozpoczelo opracowywanie takich metod weryfikacji i oceny i samo wystapilo z tym do odpowiednich wladz - zostanie popelnione mniej bledow.
      Jesli nie bedzie miarodajnego systemu weryfikacji, rozliczania i niestety kontroli, to zdarzen takich jak w ICHF bedzie wiecej - taki krach na rynku naukowym.

      Usuń
    2. A jakie to zdarzenie wydarzyło się w ICHF ?? Masz na myśli to, że instytut stał się w ostatnich latach czołową polską jednostką naukową? Rozumiem, że mówiąc o głosie środowiska naukowego masz również na myśli ten bezmiar przeciętniaków, których reprezentujesz?

      Usuń
    3. Anonimowy3 lutego 2016 13:31; dobre !!! Podoba mi się.
      Kiedyś zastanawiałem się, dlaczego jak w sejmie jest tylu profesorów nigdy nie wystąpią o lepszy los innych profesorów/naukowców (nie będących w sejmie). Przecież w łatwy sposób mogliby się wszyscy skrzyknąć i dać podwyżki dla nauczycieli akadmickich. Teraz już wiem. Jest to grupa, która jest bardzo silnie reprezentowana na tym forum. Są to tzw. psy ogrodnika. Sam nie wezmę i nikomu nie dam. Mierni naukowcy, którzy uciekli w politykę bo kiepsko im się wiodło w nauce. Teraz są lepsi, zarabiają więcej niż koledzy, którzy zostali na Uczelniach. To nic że jak wrócą to się z nimi zrównają. Najważniejsze jest tu i teraz. Podobnie jest z dyskutantami na tym forum. Tylko bo rozliczali, karali i wszystkich równali. Przecież IF/H wyraźnie wprowadza rozróżnienie na lepszych i gorszych. Według nich lepsza jest subiektywna ocena. Siedzi sobie kilku starych dziadów i decyduje, ten robi dobrą naukę (IF 1) a ten jest kiepski (IF >4). Tak się działo przez lata. Znam wielu tych geniuszy z IF 1, może dużo IF'ów nie nazbierali ale tyle co wódki wypili to już wystarczy żeby nazwać ich genialnymi.
      Cały świat opiera ocenę na IF/H i innych tego typu analizach. O tym świadczy czy naukowiec jest dobry czy słaby. Jednak zbierze się taka grupa zacofańców intelektualnych i będzie powtarzała że te parametry są nie istotne, że są kwestionowane, że jakiś tam emeryt powiedział, że IF jest zły. Podobnie z oceną Uczelni. Ostatnio słyszałem wypowiedz rektora, który mówił, ze w rankingach stoimy bardzo dobrze, a stalibyśmy lepiej gdyby rankingi nie były źle przygotowywane. Bo wyobraźcie sobie są zle przygotowywane. Na marginesie, sugeruję, żeby dodać ilość wypitej wódki na samodzielnego pracownika na rok albo jeszcze lepiej, ilość profesorów belwederskich i proponuję usunąć noblistów, bo że ktoś zdobył nobla to pikuś, uścisnąć rękę prezydentowi to jest to !!!
      Prawda jest taka. Prof. Hołyst zaczął robić porządek w IChF, doszedł do pewnego etapu i niestety trafin na beton w postaci starego/nic nie robiącego profesorstwa reprezentowanego przez panią profesor X. Ta ekipa jest dość silna w kraju, zwłaszcza jak się popatrzy na dziekanów, rektorów, przewodniczących róznych naukowych organów, do tej grupy dotarło, że zaczyna się zle dziać, że ktoś dobierze się im do d.... . No i się zaczęło. Prof. Hołyst myślał, że jest na tyle silny, że da sobie z tym da radę, przynajmniej w Instytucie. Że niby ktoś doceni to co dotychczas zrobił. Niestety się przeliczył /wielka szkoda/. Udeżyli i nie przestaną do czasu kiedy nie zobaczął krwii. Muszą dać przykład innym "do nie podskakiwania". Panie Profesorze Hołyst /bardzo Pana szanuję i popieram/ ale trzeba uczyć się na błędach, już prof. Wójcik próbował podskakiwać i skończył podobnie jak Pan.
      Niestety jedyną szansą żeby nie zgłupieć i jednocześnie nie akceptować tego zła jest ucieczka.

      Usuń
    4. Nie 'Udeżyli' :)

      Usuń
    5. Uciekają bo już nie mogą patrzeć dłużej na miernotę którą reprezentujesz :-) Jedyne co mogę się od Ciebie nauczyć to jak pracować na 10% ale młodzi chyba oczekują teraz więcej :-)

      Usuń
    6. "Cały świat opiera ocenę na IF/H i innych tego typu analizach"

      Nie cały świat, akurat wiodący w nauce kraj (USA) preferuje oceny merytoryczne. Znam to z autopsji, dwukrotnie otrzymałem grant (indywidualny) na Uniwersytecie Harvarda (czy to nie przypadkiem nr 1 w rankingu szanghajskim), pierwszy w momencie, kiedy miałem w dorobku tylko jedną pracę w czasopiśmie indeksowanym przez Thomsona z IF = 0.9. Potem realizowałem kolejne granty na Uniwersytecie Kalifornijskim, a obecnie zaczynam postdoca na równie dobrym uniwersytecie bliżej wielkich jezior (mając dorobek parametryczny: cytowań 151, i-H 7).
      Od czasu do czasu zaglądam na tego bloga, żeby tylko utwierdzać się, że decyzja o emigracji do USA była najlepszą w życiu. Poziom argumentów w tych dyskusjach jest poniżej dna, niemożność zrozumienia różnorodności nauki w ocenach parametrycznych równa zeru, o poziomie osobistym niektórych dyskutantów to szkoda gadać.
      Oceny parametryczne tu u nas są też wykorzystywane, ale wyłącznie jako pomocnicze i tylko przy porównywaniu osób z tej samej dziedziny. Obok mnie pracuje gość, który ma dorobek parametryczny przy którym wymienione w blogu osoby z Polski mogłyby się tylko rumienić. Mój szef ma ten dorobek kilkadziesiąt razy mniejszy, ale obaj prowadzą laboratoria mając granty za kilka milionów dolarów (a przecież jakby uznać argumenty niektórych z tego bloga, to ten pierwszy powinien mieć kilkadziesiąt razy więcej). Oczywiście, reprezentują dziedziny różniące się wielokrotnie średnią impaktowalnością.

      Nie muszę dodawać, że w USA jest pełna transparentność jeżeli chodzi o zarobki (każdy może w internecie zobaczyć ile kto na uczelni zarabia), że rozliczenie granta (formalne i merytoryczne) jest warunkiem otrzymania kolejnych i że generalnie panuje atmosfera naukowa i nikt z zawiścią nie patrzy na drugiego bo otrzymał grant, a ja nie.

      Usuń
    7. To się podpisz geniuszu od grantów na Harvardzie. A nie tworzysz fikcję. A ja jak miałem 10 lat zostałem zatrudniony na Stanfordzie, wtedy miałem indeks H 0, pracowałem tam przez 10 lat i dalej miałem indeks H 0, nastepnie przeszedłem na Zachodnie wybrzeże i tutaj pracuję w najlepszym instytucie technologicznym, nie muszę wspominać jakim. Tutaj dali mi 15 grantów mimo, że mam od początku pracy 2 publikacje w czasopismie z IF 0.006 i dwie prace w czasopismach z IF 0.030. Tak więc jak pokazuje moje życie IF i H nie jest wcale najlepszy. Wiesz denerwują mnie takie brednie.
      Jak wypisujesz takie głupoty to się przynajmniej podpisz, żeby każdy mógł zweryfikować, czy piszesz prawdę czy nie prawdę.

      Usuń
    8. do Anonimowy3 lutego 2016 15:39: Czyli nie chcieli Cie trzymać na Harvardzie, dali grant, nic nie zrobiłeś i kop w cztery litery. Później na Uniwersytecie Kalofornijskim (można wiedzieć którym ?) też się poopieprzałeś. No i spadek na Wielkie Jeziora, tam to już nie ma nic z pierwszej dziesiątki, więc dalsza degradacja. To tylko pokazuje, że jednak liczy się IF i H, i jak nic nie robisz to lecisz w duuuuuuuuuuuł (przez "u" bo głęboki). Niedługo wrócisz do Polski, i będziesz brylował na salonach, mówiąc jak to w Ameryce nie liczy się IF i H, a tutaj wielu jak widzisz Cię poprze.

      Usuń
    9. I przestań wypisywać brednie, że zarobki w USA są transparentne.

      Usuń
    10. Brawo, te trzy wpisy są najlepszym komentarzem do tego co napisałem wyżej. A czemu to wy nie podpisujecie się pod swoimi wpisami. Nie zamierzam się ujawniać z powodu gnoju, który tworzycie na tym blogu, ale skomentuję wasze wpisy:

      - grant na Harvardzie możesz dostać nie pracując tam (np. z fundacji Ernsta Mayra); już jeden z kolegów niżej napisał, że ten pierwszy dostałem jeszcze jako student w Polsce;
      - na Uniwersytet Kalifornijski to mnie chcieli, zapłacili mi czesne i dali jeszcze połowę etatu, żebym mógł spokojnie u nich pracować i nie musieć borykać z problemami bytowymi;
      - gdybyście byli trochę obeznani ze specyfiką badań tutaj to byście wiedzieli, że po doktoracie trzeba zmienić miejsce pracy na postdoca (na naszym uniwersytecie jest to od zawsze praktykowane);
      - ten uniwersytet znad wielkich jezior i tak jest wielokrotnie wyżej w rankingach niż każda uczelnia w Polsce, a wybrałem go dlatego, że mnie tam chcieli i dawali najlepsze warunki (miałem też inne propozycje);
      - co do transparentności zarobków w USA to już w tej dyskusji są podane linki do zarobków na uczelniach; na mojej uczelni każdy może w internecie zobaczyć zarobki kolegów i szefa.

      I tyle. Wcale nie tak trudno namierzyć moje dane i sprawdzić w internecie kim jestem. Ale trzeba najpierw nie udławić się żółcią i trochę posiedzieć przed kompem. Życzę sukcesu w tej detektywistycznej pracy.

      Usuń
    11. Chłopie brednie wypisujesz, szkoda czasu szukać fikcyjnej osoby.

      Usuń
    12. Chryste, co za poziom reprezentują te "Młode Wilki" (a raczej pawiany, bo charakteryzuje ich tylko wielki pysk i goła dupa) na najwyższym światowym poziomie IF - zero kultury osobistej i ogłady. Jak taka ma być przyszłość Polskiej Nauki, to pora umierać...

      Usuń
    13. Jak ktoś wie o kogo chodzi, niech napisze. A do "Anonimowy3 lutego 2016 17:27" człowieku wszystkich obrażasz tutaj. Czy ty umiesz coś napisać, żeby kogoś nie obrazić ? Przez cały czas jakieś personalne przytyki i wymyślanie ludziom o braku kultury osobistej i ogłady. Nie masz żadnych argumentów i plujesz na ludzi. Ludzie dyskutują, wyrażają swoje opinie ale bronią swoich racji, a ty przez cały czas piszesz, ze ktoś nie ma ogłady, że ktoś jest chamski, że ktoś się denerwuje, że zapluwa ekran. Skąd to wiesz ?

      Usuń
    14. To nie sa wcale 'Mlode Wilki' tylko pewnie panowie w srednim wieku, oburzeni, ze ktos chce weryfikowac ich wyniki bazujac na merytoryce.
      Co do tematu post-doca to chyba najwieksza bolaczka ICHF - tam malo kto wyjezdza na post-doca i utrzymuje kontakty i wspolprace miedzynarodowa.
      Uwaga, ze P. Garstecki ma dobre artykuly z czasow post-doca, a teraz wrocil do sredniej ICHF swiadczy o tym dobitnie.

      Chyba najlepiej bedzie bojkotowac takie trolowanie agresywne, chamskie komentarze i skoncentrowac sie na problemie. Da sie go rozwiazac bez ICHF a rozwiazanie rowniez wdrozyc w ICHF

      Usuń
    15. @ Anonimowy3 lutego 2016 17:10

      zauważyłem, że ty i twój ojciec dużo tutaj komentujecie i często (nie zawsze) się zgadzam z Waszymi postami, zwłaszcza, z tym co piszesz na temat porównań IF w obrębie dziedziny. Dwie uwagi:

      "na Uniwersytet Kalifornijski to mnie chcieli, zapłacili mi czesne i dali jeszcze połowę etatu, żebym mógł spokojnie u nich pracować i nie musieć borykać z problemami bytowymi"
      - to chyba standardowa sytuacja - jeszcze nie spotkałem się z sytuacją, że doktorant opłaca sam sobie studia doktoranckie w US i nie dostaje stypendium,

      (mając dorobek parametryczny: cytowań 151, i-H 7) - nie wiem czy podawanie dorobku wg Google scholar, jest najtrafniejsze - ostanio zauważyłem, że tam jest sporo błędów, które zawyżają liczbę cytowan

      Natomiast zgadzam się, ze nie masz po co wracać do PL - tu się gardzi badaniami podstawowymi - budżet NCBiR siedem razy większy niż NCN. No chyba, że zdobedziesz ERC - wtedy miałbyś rozpoznawanie i mógłbyś te oczywiste fakty przedstawić rządzącym.

      Usuń
    16. Oczywiście, że nie wrócę do PL. Po co, żeby się stykać z osobami, które tak chamsko komentują i nie chcą uwierzyć, że z Polski tez można ruszyć w karierę w USA bez układów. W Kalifornii dano mi takie warunki i możliwość rozwoju, że w tej chwili mogę przebierać w ofertach pracy. A wybrałem ten uniwersytet jeziorny bo oprócz dobrych warunków dano mi też możliwość robienia na boku tego co lubię, właśnie do tych czasopism o IF = 1.
      Dane z Google podałem dlatego, że mam je na tapecie komputera. Chciałem pokazać, że nawet przy niskich wartościach parametrycznych można otrzymać dobre oferty pracy w nauce. Zresztą, parametry z WoS w moim przypadku niewiele się różnią od tych z Google.
      A mój ojciec już dawno przestał komentować na tym blogu. To między innymi z jego powodu piszę jako anonim, żeby mu oszczędzić tego chamstwa lejącego się z ekranu.

      Usuń
    17. Prosze troche wyluzowac i nie przejmowac sie tymi komentarzami, gdzie ludzie tak niegrzecznie Pana atakuja. To jest sprawa nie tylko dyskusji. Ta afera w IChF ma glebszy charaker. Ci rozni "wybitni", ktorzy do tej pory ciagneli szerokim strumieniem kase maja swiadomosc, ze te czasy moga sie skonczyc. A tam gdzie chodzi o prawdziwe pieniadze, tam ludzie naprawde bywaja agresywni. No i zycze Panu, aby Pan kiedys jednak wrocil.

      Usuń
    18. @ Anonimowy3 lutego 2016 17:38

      "Co do tematu post-doca to chyba najwieksza bolaczka ICHF - tam malo kto wyjezdza na post-doca i utrzymuje kontakty i wspolprace miedzynarodowa."

      mało kto wyjeżdża, bo to jest win-win dla post-doca i jego szefa. Post-doc ma 10-15 tys na reke, a jego szef ma wykwalifikowanego samodzielnego pracownika, który jeszcze zdobywa małe granty. Traci na tym nauka, i tu tylko odgórne zakazy pomogą. Mam wrażenie, że polski system grantowy dodatkowo promuje ludzi, którzy nie byli na post-docach, a siedzą w tym samym labie - np. poprzez programy LIDER, Iuventus, czy Sonata.

      Usuń
  14. Skąd takie duże różnice w zarobkach między dyrekcją a pracownikami? Ja w PAN-ie (biologia) dostaje netto 1700 zł/miesiąc, z premiami za publikacje (3 publikacje co roku, IF = ~1.0, pkt MNiSW = 20-40) dostaje na miesiąc około 2300 zł netto. Trochę krew mnie zalewa jak czytam o zarobkach dyrekcji w ICF PAN. Dlaczego inni mogą a my nie? Być może jestem przeciętniakiem i tyle powinienem dostawać?.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może dlatego, że Twoje IF na pracę to około ~1 ;-), moim zdaniem to i tak za dużo dostajesz, biorąc pod uwagę jak marnujesz pieniądzie podatników.
      Mnie też krew zalewa, jak widze ile Ty dostajesz. Ja dostaję 4 tys. na miesiąc i publikuję 10 prac z IF od 2.5 do 5.5. Jakbym zrównał się do Twojego poziomu, to chyba w roku musiałbym pracować przez 1 miesiąc.

      Usuń
    2. "Ja dostaję 4 tys. na miesiąc i publikuję 10 prac z IF od 2.5 do 5.5." ....pewnie w czasopismach pokroju PLOS albo tym podobnych gdzie wskaźnik sukcesu jest conajmniej 60% i nie ma praktycznie żadnej kontroli na poziomie edytorów.
      "Jakbym zrównał się do Twojego poziomu, to chyba w roku musiałbym pracować przez 1 miesiąc." ...to nawet nie zasługuje na komentarz...

      Usuń
    3. A wyobraź sobie że nie mam żadnej pracy w płatnym czasopismie bo uważam, że to tylko wyciąganie pieniędzy podatników.

      Usuń
  15. Nie karmcie trolla (ostatnia wypowiedź z 13.33). Możesz mieć nawet 20 publikacji rocznie, nawet z IF=5 każda, ale nie zmienia to faktu, że brakuje Tobie elementarnej klasy jako człowiekowi. Nie jesteś w stanie zrozumieć, że poszczególne dyscypliny naukowe różnią się między sobą drastycznie? Znam ludzi, którzy lata ciężkiej pracy podsumowują w publikacjachz IF=1, tylko dlatego że tak to prostu wygląda dana dyscyplina. Coraz częściej przekonuję się też, że tego typu prace są czasami zdecydowanie bardziej wartościowe niż te z wypasionym impaktem.
    Pracuję w jednym z Instytutów PAN, jestem adiunktem, na rękę zarabiam 2300. Na granty w obecnym systemie nie mam szans (ostatni rozliczyłem w roku 2012), bo zajmuję się najbardziej klasyczną zoologią i nie jestem pod nikogo podwieszony (pracuję sam, bez żadnego zespołu, tylko we współpracownikami z innych ośrodków). Powszechna mizeria finansowa (konieczność chwytania się dorywczych zajęć, brak jakiegokolwiek wsparcia ze strony firmy) powoduje, że pracuję na 10% swoich możliwości, co nie przeszkadza mi publikować 3-4 prac z IF=1-2 każda rocznie. A teraz pomyśl, co byłoby gdybym miał chociaż część środków na badania, które zgarnia do kieszeni opisywany Pan Dyrektor. I nie dziw się, ze ludzie mają uzasadnione wątpliwości co do funkcjonowania systemu. Warto też pamiętać, Super-Wypasiony-Badaczu, że Ty też możesz paść ofiarą Darwinizmu Grantowego, w którym wygrywa nie najlepszy, tylko Najlepiej Podwieszony..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety takich jak ty są setki w tym kraju, narzekających na system, na krzywdę jaka im się dzieję, jak musza dorabiać bo nie są w układach, na inne miliony rzeczy i dlatego właśnie mamy tylko dwie jednostki w 4-setce rankingu Szanghajskiego. Ty już pokazałeś co możesz, zrób miejsce dla innych, którzy będą lepiej i wydajniej pracować. Przez takich jak Ty łobuzie młodzi ludzie muszą wyjeżdzać za granicę, bo okupujesz ten etat, pracując na 10%! Idź gdzieś gdzie wyrabiasz te pozostałe 90% i nie blokuj miejsca dla kogoś młodego.

      Usuń
    2. Do anonimowy z 13:59

      Publikacje w "żurnalach" o IF poniżej 2 powinny być zabronione prawem jako wyraz ułomności intelektualnej i marnowania publicznego pieniądza oraz ośmieszanie Polski na arenie międzynarodowej !!!
      Czy nie potraficie liczyć ? Wasze "prace" cytuje średnio 1 (JEDNA !!!!) osoba na dwa lata. Takie badania choćbyś nie wiem jak argumentował nie są warte po prostu NIC. Jeśli mi jeszcze raz powiesz, ze tak wygląda Twoja dyscyplina to powiem ZMIEŃ Ją, bo ona nic nie wnosi do obecnego stanu wiedzy.

      Usuń
    3. Myślałem, że ja tylko tak myślę, ale jest jeszcze ktoś, kto myśli rozsądnie.

      Usuń
    4. Topowe czasopisma typowo zoologiczne (zwłaszcza jeżeli chodzi o bezkręgowce) mają takie impakty (z reguły 1,2) - są tam głównie zawierane opisy nowych gatunków, redeskrypcje etc. Twierdzisz, że jest to bez sensu?
      Poziom waszego zacietrzewiania i braku szerszego spojrzenia na problem jest naprawdę żenujący...Pamiętajcie, że zoologia jest wieczna-te publikacje są wartościowe teraz i będą tak samo wartościowe za 70 lat. Ciekawe, co zostanie po was, awangardo nauki za lat 10? Pewnie tylko IF..

      Usuń
    5. NIE twierdze, ze zoologia jest bez sensu. Twierdze, ze zoolog i każdy inny badacz w niszowej dziedzinie, gdyby popracował odrobinę dłużej i ciężej jest w stanie podsumować swoje kilkuletnie badania i opublikować w lepszym czasopiśmie. Jeszcze raz powtórzę - pismo o IF 1 nie rożni się niczym od makulatury. Nie chce obrażać Ciebie, ani nikogo innego. Po prostu publikując tak nisko sami siebie nie szanujecie, ani swojej pracy, ani pieniędzy, które dostaliście na te badania.

      Usuń
    6. Ciekawa teoria...Czyli twierdzisz, że jeżeli taką samą publikację opublikuję w czasopiśmie z IF=3.5 i IF=2, to ta z czasopisma z niższym IF (ale z lepszym poziomem merytorycznym i edytorskim), będzie mniej wartościowa?
      Bardzo ciekawa konstrukcja logiczna...

      Usuń
    7. Anonimowy z 16:05. Opisujesz rzeczy, które nie istnieją. Korelacja między IF, a poziomem merytorycznym jest zapewne ogromna.

      Usuń
    8. Ja niestety się zgodzę z Anonimowym z 16.05. Sam miałem do czynienia z czasopismami z IF=1.5 w których poziom merytoryczny redaktora prowadzącego był bardzo wysoki, jak i z journalami z IF=3.5, gdzie merytoryczne decyzje podejmowała sekretarka. To, że jakaś babeczka ma mniejszy rozmiar miseczki, nie znaczy że jest mniej wartościowym człowiekiem... Bardzo często te wielkości są odwrotnie proporcjonalne;-)

      Usuń
    9. To pokaż mi publikacje wskazujące na taką ogromną korelację. Rzuć okiem na wypowiedź anonimowego z 15:39. On pisze z dystansem do naszego piekiełka. Akurat znam tę osobę (niewielu młodych z mojego pokolenia miało granty z Harvardu, ten pierwszy on otrzymał jeszcze jako doktorant w Polsce) i on regularnie publikuje w czasopismach z IF ok. 1 (ma też znacznie wyżej impaktowane, ale już jakby z innej dziedziny, bliżej biologii molekularnej). Z tego co wiem, w nowym miejscu pracy też będzie robił takie publikacje bo topowe czasopisma z jego grupy maja taki właśnie IF. Ale mądrale z tego blogu oczywiście wiedzą lepiej, ciekawe czy ten z 15:53 też miał granty z Harvardu.

      Usuń
    10. Napisałem to oczywiście z perspektywy własnych prac, które mają spory rozrzut IF. W tych czasopismach z niskim IF było po prostu z reguły łatwo, szybko i przyjemnie, nawet jeśli praca miała sporo słabych stron. Nie będę też udawał, że te prace z niższym IF mają jakiś wielki wpływ na cokolwiek.

      Usuń
    11. "Ale mądrale z tego blogu oczywiście wiedzą lepiej, ciekawe czy ten z 15:53 też miał granty z Harvardu."
      Zdziwiłbyś się jak wielu Polaków pracuje/pracowało na Harvardzie. W tym momencie w samym Dana-Farber Cancer Institute jest około 10-12 Polaków w tym jeden full profesor. W jednostkach stowarzyszonych w Harvard Medical School jest nas kilkudziesięcioro w tym Anonim z 15:53, wiec trafiłeś idealnie :D

      Anonim z 16:05 zupełnie nie rozumie. Nie twierdze, ze masz próbować upchnąć prace o przewidywanym impakcie 2 do pisma 3,5 (redaktorzy jednak nie są w większości aż tak głupi). Tylko popracować dłużej i ciężej i dorzucić do pracy jakąś wartość dodaną, żeby opublikować to w piśmie 3,5.

      Ja sam miałem kończąc doktorat w PL impakt około 58, ale nie wstydzę się i jednej pracy z impaktem <2 po prostu nie usiłuję nikomu wmówić, ze to była wielka nauka - musieliśmy opublikować wyniki nieudanego projektu...

      Usuń
  16. No ciekawie się zaczyna robić:-) Chyba celnie uderzyłem, bo koleś się rozbulgotał...Jest u nas w Instytucie kilka wakatów, bo ludzie odchodzą z pracy. Jakoś młodzi nie walą drzwiami i oknami aby zająć te miejsca. Może Ty się skusisz? Ach, zapomniałem, przecież Ty sam publikujesz rocznie lepiej, niż niejeden wydział, więc o pracę nie musisz się martwić:-) Cieszy mnie też, że jesteś pełen troski o Młode Pokolenie, którym odbieram ich życiową szansę. Zetrzyj tylko ślinę z monitora i klawiatury (BHP przede wszystkim) i zaparz melisę, to dobrze robi na trolling:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uciekają bo już nie mogą patrzeć dłużej na miernotę którą reprezentujesz :-) Jedyne co mogę się od Ciebie nauczyć to jak pracować na 10% ale młodzi chyba oczekują teraz więcej :-)

      Usuń
  17. Panie i Panowie, bardzo proszę o umiar w przedstawianiu swoich emocji - jest ciekawa dyskusja, nie psujcie jej atakami personalnymi w słabym guście!

    OdpowiedzUsuń
  18. To chyba oczywiste, że czasopisma z poszczególnych dyscyplin różnią się. Najlepsze czasopismo ornitologiczne ma IF = 1,97. Ciekawe na jaką dyscyplinę miałbym się przerzucić by zamiast 3 artykułów rocznie z IF ~1, mieć 10 prac z IF od 2.5 do 5.5? LMP

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na przykład na fizjologię, lub jakiś kierunek molekularny, tam średni IF jest dużo wyższy niż w ornitologii.

      Usuń
    2. I też okres "trwania" takich publikacji to góra dwa lata.
      Na szczęście...

      Usuń
    3. Anonimowy3 lutego 2016 17:14 - wybierasz dziedzine ze wzgledu na IF?
      Nie jestes naukowcem :)

      Usuń
  19. Moim zdaniem
    1) RH może zarabiać ile chce - ale w ramach prywatnej spółki realizującej nawet 8 zleceń naraz od prywatnych spółek.
    2) Amerykański system grantów, zamiast motywować naukowców do wydajniejszej pracy, stał się źródłem oligarchizacji polskiej nauki. Grupa osób, które 5-10 lat temu były na topie (cokolwiek to znaczy) zmonopolizowała rynek grantów. Wejść weń osobom z zewnątrz niepodobna.
    3) Polska jest ewenementem wśród krajów rozwiniętych (jest takim krajem?), pozwalając naukowcom czerpać dodatkowe zarobki z grantów i do tego te dochody łączyć. W efekcie celem wniosków grantowych NIE JEST rozwój nauki, lecz poprawa swojego statusu materialnego. Konsekwencją jest szalone marnotrawstwo środków na naukę (np. sprzęt kupuje się po to, by uzasadnić wyższe zarobki z grantu, ten sprzęt po zakończeniu grantu może rdzewieć).
    4) Konsekwencją oligarchizacji, połączonej z przesunięciem części środków ze statutu na granty, jest stopniowe jałowienie i pustynnienie tzw. prowincji czy jak kto woli, naukowego średniactwa. A bez średniaków nie będzie przecież elit.
    5) Śmiem twierdzić, że spora część grantów jest zdobywana - zwłaszcza przez młodych - nie dzięki własnym zasługom, a szczęściu znalezienia się w grupie, która ma mocnego lidera, który pompuje dorobek czlonków grupy i sam w zamian za to jest pompowany przez tychże członków ("familia").
    6) W ten sposób (punkt 5) ) TEN SAM DOROBEK może służyć jako taran, który pozwoli zdobyć TEAM oraz kafar, który współpracownikom profesora od TEAM pozwoli dostać preludia, opusy i inne symfonie.
    7) Jest rzeczą niewiarygodną, że ani NCN ani NCBiR nie są zainteresowane rozliczeniem czy choćby upublicznieniem wyników projektów wraz z analizą efektywności (jakie efekty w stosunku do kosztu inwestycji). Z mojego doświadczenia wynika, że udział w grancie zwiększa moją wydajność naukową o ok. 10-20%, głównie dzięki zwolnieniu mnie z konieczności robienia fuch poza uczelnią (inaczej nie utrzymałbym rodziny).
    8) Twierdzę, że jałowienie / pustynnienie tzw. prowincji (wszystko poza W-wą, K-wem i kilkoma wyspami w Wroc, Poz, Tor) spowodował... zwrot sympatii politycznych naukowców "średnich" od PO w stronę PiS.
    9) Jakakolwiek działalność, której CELEM NADRZEDNYM są impact factory i cytowania jest ekonomicznie i społecznie absurdalna. Nie dałbym za nią złamanego grosza. Niech RH pokaże, jakich wykształcił magistrantów/doktorów, co z jego pomysłów wdrożono do praktyki gospodarczej, wtedy pogadamy o zasadności tych 50 tys. miesięcznie.
    10) Państwo nie może dopuszczać do tego, by środki publiczne stawały się celem działalności zorganizowanych grup, gdyż okazja czyni.
    11) Naukowcy są chyba jedyną grupą zawodową, którą państwo wynagradza za jak największy drenaż publicznych środków. Przecież to absurd! (por. kryteria KEJN oraz dumę RH z tego, że zdobył dla instytutu 65 mln)
    12) Państwo nie może się zrzec prowadzenia aktywnej polityki finansowej względem swoich podmiotów (uczelni i instytutów) na rzecz wolnej amerykanki (por. 10, 11), gdyż jedynym efektem takiej abdykacji (wobec braku konsekwencji za błędne decyzje) jest karmienie różnych grup/oligarchii/spółdzielni/mafii. Wolna amerykanka, ale ograniczona (czyli nie całkiem wolna) przepisami prawa, sprawdza się tylko w instytucjach prywatnych - bo one ponoszą zupełnie inną odpowiedzialność za błędne decyzje.
    13) Ktoś tu wskazywał, że RH ma dużo dobrych publikacji rocznie. OK. Bujnicki ma jeszcze więcej. Czy ktokolwiek z grupy Bujnickiego publikuje bez swojego szefa? Czy my mamy na wydziale do każdej publikacji dopisywać nazwisko dziekana, by używać go jako taranu do zdobywania publicznych pieniędzy w publicznych konkursach grantowych?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo ciekawe podsumowanie ale jednak z kilkoma rzeczami się nie zgadzam:

      Ad1) To chciejstwo, czy obowiązujące prawo ? Bo wg mnie w obecnym stanie prawnym moze zarabiać ile chce i nikt mu nic za to nie zrobi.

      Ad2) Sam pracowałem w topowym zespole, zgarnęliśmy duzo grantów, wszystkie rozliczone b.dobrymi publikacjami (IF 5-10), ale każdy z nas widział po listach rankingowych NCN, ze naukowcy wracający z dobrego postdoca za granica kosili konkurencje, wiec ja bym powiedział, ze wrócić do PL i założyć własny zespól jest relatywnie łatwo. Znam osobiscie 5-7 osob, ktore to zrobily w przeciagu ostatnich 5 lat.

      Ad3) Pewnie dlatego, ze pensja profesora w PL to 1200 Euro na miesiac, tyle samo co doktoranta w UE

      Ad4) W ogole się nie zgadzam. Sam pochodzę z Lublina, pracowałem w Warszawie i nie czuje jakiegokolwiek sentymentu naukowego do moich stron. Musza wygrać lepsi.

      Ad5) To nie jest szczęście. To jest PODSTAWOWE kryterium wyboru grupy badawczej. U nas na seminariach dyplomowych wykładowcy wręcz skłaniali nas do bardzo ostrożnego wyboru szefa, takiego, który ma zapewnione fundusze na nasze badania. Szukalismy publikacji z danej grupy, informacji o obecnie prowadzonych badaniach i nawet to czy często aktualizują stronę internetowa !! Powiem Ci, ze to zadziałało u 90% moich kolegów z roku.

      Ad6) Na tym własnie polega praca zespołowa i specjalizacja ! Powiem Ci więcej, pisząc grant mam zrobione 20% wyników, bo bez tej wstępnej wiedzy ryzykuje kilka lat nieudanej pracy mojej i mojego zespołu.

      Ad7) Bo oprócz publikacji i patentu reszta wskaźników jest praktycznie niemierzalna. Tutaj na blogu jest mega spor czy IF tak samo liczyć dla ekologa i biologa molekularnego, a Ty chcesz stworzyć spójny system oceny osiągnięć w grantach ze wszystkich dziedzin ? To będzie wieża Babel.

      Ad8) bez komentarza

      Ad9) Tutaj akurat zupełnie nie trafiasz w sedno. Celem nauk podstawowych (w NCN wręcz musisz to wprost napisać w aplikacji o grant) jest poszerzenie obecnego stanu wiedzy (publikacje i to jak najlepsze się liczą). Jakakolwiek aplikacyjnosc pomysłu sprawia, ze Twój wniosek jest odrzucony

      Ad10) Musi się zmienić prawo - nie wiem tylko w jakim kierunku

      Ad11) Nie drenaż, tylko wykorzystanie środków. Jest w budżecie tyle i tyle, możesz to wykorzystać lub nie. To tak jakbyś miał za złe, ze aplikujemy o środki unijne.

      Ad12) Bez zmiany prawa - nie wiem w jakim kierunku, to tylko chciejstwo

      Ad13) Nie rozumiem przykładu z prof. Bujnickim ?

      Usuń
  20. Anonimowy3 lutego 2016 17:37 - trafne uwagi.
    Popieram i w pelni sie zgadzam. Nie zgadzam sie tylko z okreslaniem osrodkow znajdujacych sie poza duzymi miastami jako 'sredniactwa'. Wiem z doswiadczenia, ze pracujacy tam ludzie bardzo czesto uprawiaja nauke na wysokim poziomie, ambitnie startuja w konkursach i wspolpracuja z osrodkami miedzynarodowymi (od razu odpowiadam, ze nie pisze o sobie).
    Problem bluzgajacych polega na tym, ze nie moga pokazac ani przedstawic niczego co uzasadnialoby sposob uprawiania przez nich nauki - nie, nikt nie chce tu szczegolowych rachunkow ani przedstawiania 'tajemnej' wiedzy.
    Niestety obecnie panstwo pomaga zorganizowanym grupom drenowac tak jak sie tylko da publiczne finanse. Mnostwo jest konsorcjów zawiazywanych z firmami komercyjnymi, ktorych celem jest zapewnienie sobie dodatkowego zrodla finansowania. A to m.in. firmy jako instytucje przynoszace dochod powinny byc inicjatorami badan, to one powinny placic za ich prowadzenie, tak robi np. Siemens. Wprowadzmy taka zasade w Polsce - stawanie duzej firmy IT do wyscigu o grant z pieniedzy panstwowych jest nieporozumieniem. Panstwo mogloby w czesci sfinansowac wspolprace naukowca z firma komercyjna, ale jedynie w czesci i na pewno nie na taka skale jak to sie obecnie odbywa.


    OdpowiedzUsuń
  21. Moze wlasnie nie wyszla wspolpraca na styku firma komercyjna/gieldowa a instytut naukowy?
    Chodza sluchy, ze wdrozenie/budowa narzedzia do analiz, finansowana m.in. z ERC ma spore opoznienie, sa klotnie, jakies przejscia z prawami patentowymi.

    OdpowiedzUsuń
  22. Hmm bardzo dużo wątków tu się zrobiło - niektóre jak "Anonimowy3 lutego 2016 22:18" totalnie od czapy

    2 główne osie sporu to:

    1) Czy naukowcy mogą sobie wypłacać dodatkowe wynagrodzenie z grantu?

    a) Nie - nie stać nas na to
    b) Tak, bez ograniczeń - jeżeli są produktywni i mają dużo grantów, to mogą sobie wypłacać pensje, premie, zlecenia etc nawet i milion zł rocznie, albo i więcej
    c) Tak, ale z ograniczeniami, jako dodatek motywacyjny - należy się zastanowić jak wprowadzić i egzekwować te ograniczenia i na jakim poziomie

    2. Czy IF i h-index jest ważny i jak oceniać naukowców przy rozdzielaniu grantów

    a) IF jest bez sensu, promuje "średniaków" i "spółdzielnie"
    b) tylko duże IF się liczą niezależnie od dziedziny - po co wspierać publikowanie prac których nikt nie zacytuje w przeciągu 2 lat?
    c) IF i h-index powinien być porównywany w ramach dyscyplin, osoby publikujące prace w bardzo dobrych interdyscyplinarnych czasopismach (Nature, Science, PNAS) lub w topowych czasopismach dla danych dziedzin (tematyczne Natures, Cell, Current Biology, JACS, Advanced Materials, Ecology Letters, Angewandte, NEJM etc) powinny mieć bonus

    Wg mnie odpowiedź na te pytania wcale nie jest trudna, zwłaszcza, że większość cywilizowanego świata je zna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Drogi Obserwatorze, główna oś sporu leży zupełnie gdzie indziej: *jaka jest społeczna użyteczność nauki uprawianej w Polsce?* Hę?
      Pytania pomocnicze:
      1) Czy budować jeden czy dwa silne ośrodki a resztę skazać na wegetację czy też starać się utrzymać w miarę zrównoważony poziom *uczelni*.
      2) Czy inwestować w badania stosowane czy podstawowe?
      3) A może nie inwestować w badania tylko w przyzwoitą dydaktykę?

      Moim zdaniem
      - uprawianie nauki w Polsce ma taki sens, jak uprawianie jej w Rwandzie czy Ghanie. Polska powinna skoncentrować się na dobrej dydaktyce i rozwoju współpracy na linii nauka-przemysł/administracja. To jest ta społeczna użyteczność. Plan tylko pozornie mało ambitny.
      - Wybitny profesor zatrudniony w 8 projektach nie ma czasu dla studentów, więc jest społecznie zbędny. System, w którym o kategoryzacji instytutu czy wydziału decyduje 10-20% kadry, która unika uczenia, za to dba o własną karierę, podczas gdy za poziom dydaktyki odpowiada 80-90% kadry, która w świecie nauki się nie liczy, jest chory, do cna przegniły.
      - Skoro instytuty PAN nie tworzą żadnej wartości dodanej dla polskiego społeczeństwa, to powinny być gruntownie zreformowane, najlepiej włączone w struktury uczelni, o ile to jest wykonalne, choć chyba nie jest ze względu na ich koncentrację w W-wie.
      - Niestety, możni z PAN wykonali szalony skok na unijną kasę i teraz nie ma szans na reformę tych instytutów ("bo mamy laby") i będziemy się tak kolebać od ściany do ściany przez kolejne 10-20 lat zanim ktoś zauważy, że laby się zestarzały, a pożytku z nich żadnego nie było.

      Usuń
    2. "Polska powinna skoncentrować się na dobrej dydaktyce i rozwoju współpracy na linii nauka-przemysł/administracja." - to jest utopia, proszę wskaż, kraj gdzie takie coś funkcjonuje. Sama dydaktyka bez nauki? Natomiast istnieją kraje, gdzie dydaktyka na poziomie uniwersyteckim ma mniejsze wsparcie publiczne niż badania - np. USA, gdzie np. na uniwersytecie Princeton student płaci 50 tys USD na rok na dydaktyke, a państwo dorzuca jeszcze 100 tys USD (na studenta) na badania.

      Natomiast zgadzam się, że powinna być dyskusja na pytanie: "czy nas stać nas na utrzymywanie naukowców, którzy nie mają dydaktyki - zwłaszcza, że pracownicy PAN (oraz innych instytutów badawczych) i uczelni rywalizują o granty na tych samych zasadach (z kilkoma wyjątkami), co jest nie fair. Tylko najbogatsze kraje utrzymują "stuprocentowych" naukowców, przy czym są oni mniejszością, a większość to i tak naukowcy-dydaktycy. Twierdzę to jako pracownik PAN, zresztą uważam, że brak dydaktyki osłabia potencjał badań w PANach - m.in. ciężej zatrudnić wartościowych ludzi i zachęcić ich do nauki, kiedy nie prowadzi się zajęć. Natomiast rezygnacja z finansowania badań (tylko dlatego, że system jest wadliwy) to wywieszenie białej flagi z napisem "montownia"

      Usuń
  23. "Polska powinna skoncentrować się na dobrej dydaktyce i rozwoju współpracy na linii nauka-przemysł/administracja." - to jest utopia, proszę wskaż, kraj gdzie takie coś funkcjonuje. Sama dydaktyka bez nauki?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nauka jako środek do uprawiania dobrej dydaktyki a nie odwrotnie, jak to ma miejsce odkąd pamiętam, gdzie student jest "mięsem armatnim" dla profesora. Jak przypomnę sobie sposób, w jaki sam byłem kształcony, to aż krew mnie zalewa, bo celem tej edukacji było dobre samopoczucie kadry profesorskiej.

      Dobra dydaktyka to taka, która sprowadzi do nas centra R&D Bosha, Airbusa, Intela - OK, Intel już takie ma bodaj w Gdańsku, docelowo kilka TYSIĘCY miejsc pracy w R&D. Dobra dydaktyka to dydaktyka, która zapewni kilka tysięcy konkurencyjnych miejsc pracy w naszej "dolinie lotniczej" pod Rzeszowem - miejsc pracy, które będą interesujące dla producentów Eurofightera, Airbusa czy Sikorsky'ego. Polska potrzebuje 100 tys. miejsc pracy w R&D ale nie na uczelniach, tylko w przemyśle. Ten przemysł musi być konkurencyjny na poziomie światowym (inne R&D nie ma sensu). Kształceniem takich kadr muszą się parać ludzie, którzy sami są konkurencyjni na poziomie światowym - dlatego musimy na uczelniach zatrudniać ludzi wybitnych. Ale to nie ci naukowcy są najważniejsi, nie ich artykuły, których nikt w Polsce nie przeczyta, nie SIF-y i nie kudryki, tylko ich wychowankowie. Dostrzega Pan całkowitą zmianę perspektywy, jaką proponuję? Jeśli będziemy tak uczyć, wystarczy poczekać 20-30 lat i Polska zmieni się całkowicie.

      Inny argument: czy w przedwojennej Polsce należało dążyć do stworzenia kilku centrów doskonałości naukowej czy raczej do podniesienia ogólnego poziomu wykształcenia ludności, w tym do likwidacji analfabetyzmu? Moim zdaniem od tamtego czasu poprzeczka przesunęła się w górę, dziś chodzi o inny rodzaj analfabetyzmu (np. techniczny), ale problem jest ten sam: kilka wiosek Potiomkinowskich nie przesunie Polski do grona światowych liderów.

      Usuń
    2. No tak, odezwał się WIELKI Rzeszów... czarna dziura pochłaniająca "najlepszych inaczej". Jeśli już mówimy o dydaktyce, to jedyne doświadczenie z Rzeszowem jakie posiadam, to opowieść jednego z tamtejszych wielkich profesorów, który narzekał, że dawniej jak szedł korytarzem to studenci mu do nóg padali, a teraz bydlęta nawet dzień dobry nie powiedzą.
      Przecież powyższa wypowiedź to jest jakaś porażka. Aż ciężko uwierzyć, że ktoś tak może w ogóle myśleć.

      Usuń
    3. A ja uważam, że jedyną szansą na rozwój naszej Ojczyzny jest kształcenie szeregu specjalistów z zakresu śpiewu ptaszków na jednej z uczelni w centralnej Polsce. Zapewni nam to rozwój świetnie wykształconych kadr technicznych, którzy ściągną do nas pracodawców chcących zainwestować w rozwój przemysłu kosmicznego. Jakość prac i klasa ludzi je piszących natychmiast spowodują nasz awans we wszelkiego rodzaju rankingach naukowych. Wszelkich specjalistów z uczelni, którzy rocznie publikują z sumarycznym IF niższym niż 250, należy przymusowo osadzić w ośrodkach resocjalizacyjnych, gdzie zrozumieją swoje błędy i dokonają samokrytyki. Zatwardziałych należy zutylizować, zaś pozostałych należy zatrudnić przy produkcji i sidolowaniu popiersi Nowych Ojców Narodu i Odnowicieli Jedynego Słusznego Ładu...

      Usuń
    4. Myślę, że pierwsze audyty powinny być skierowane do Doliny Lotniczej. Tak jak tam chyba nigdzie nie jest marnowana kasa z grantów (Innolotów i innych). Rozmawiałem z takim jednym naukowcem z Rzeszowa - nic nie publikują, nic nie wdrażają bo wszystko to "tajne projekty" na rzecz Prattu i innych korpo, za pieniądze z podatków. Projekty z których pracownicy uczelni kupują sobie Iphony i laptopy za 20k. Myślę, że przy tych naukowcach z Doliny Lotniczej, dyrektorzy ICHF PAN wyjdą na nędzarzy.Jeżeli będziemy wspierać zagraniczne korporacje bezpośrednimi dotacjami z budżetu to tu zawsze będzie montownia

      Usuń
  24. Do "Anonimowy4 lutego 2016 10:31" Obserwuję, że jest grupa ludzi, która pisze tutaj, że IF nic nie jest warty, bo nic z tego nie ma. Wyskoczył jakis filip z USA i sam nic nie publikując popiera te głupoty. Ja wiem jedno, ważne są publikacje w dobrych czasopismach a dobre czasopisma mają wysokie IF. I co byście nie powiedzieli, napisali, zrobili nie zmienicie tego. Czy badania które Ci ludzie robią są nic nie warte:
    http://gmwgroup.harvard.edu/
    http://www.cmu.edu/maty/
    https://elements.chem.umass.edu/rotellogroup/
    Ja bym tam wolał, żeby w Polsce pracowali tacy ludzie, a nie pokroju filipa z Harvardu.
    A do "Anonimowy4 lutego 2016 10:31" jak ty chcesz sciągnąć ten wielki przesył, jeżeli nie będzie wielkiej nauki?! Wydaje Ci się, że jak wykształcimy wysokiej klasy magistrów to wielki przemysł będzie walił drzwiami i oknami ? Oczywiście wybudują tu fabrykę, zatrudnią tych świetnie wykształconych magistrów do pracy przy taśmie lub montażu. Wykorzystają tania siłę roboczą wykształconą za pieniadze podatników. Cała strategia i projektowanie będzie natomiast zarządzane z Niemiec, USA czy Japonii.
    Prawda jest taka. Należy wyczyścić uczelnie z miernot nic nie publikujących lub publikujących byle co i byle gdzie. A tym 20% co zostanie dać pieniadze na stworzenie warsztatu pracy dla nowych młodych i zdolnych. I wtedy coś sie ruszy. Prof. Hołyst chciał tak zrobić ale mu się nie udało i niestety nikomu się to w tym kraju nie uda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Filip z Harvardu pracuje w USA i nie zamierza tu wracać. A ma też publikację, o której pisał najpoczytniejszy amerykański dziennik. Nic nie zrozumiałeś z tego co on napisał, bo masz klapki na oczach i wąskie horyzonty. To takich jak ty należałoby usuwać z uczelni. Nauka to nie tylko IF, ale i horyzonty myślowe wykraczające poza parametryczne widzenie świata.

      Usuń
    2. Wielki przemysł wielką polską naukę ma w najwyższym poważaniu. To dlatego cały świat ciągnie do Warszawy, Krakowa i Gdańska, bo przecież są tam wybitni naukowcy pracujący w najlepszych na świecie instytutach PAN. Ci naukowcy gwarantują, że centra badawcze Intela, Nokii, Airbusa ulokowane w Niemczech, Kanadzie czy Izraelu płoną rumieńcem wstydu, gdy porównują się z Polską.

      W rzeczywistości Intel czy Nokia nie potrzebuje współpracy z polskimi naukowcami. Oni potrzebują dobrze wykształconych ludzi do pracy a nie do filozofowania. Już teraz wrocławski oddział Nokii zatrudnia więcej ludzi w dziale R&D niż UWr na stanowiskach naukowo-dydaktycznych. Żeby takie centra u nas powstawały, potrzeba masy krytycznej idącej co najmniej w setki ludzi. Intel przyszedł do Gdańska, bo była tam kikudziesięcioosobowa firma, którą Intel wykupił i teraz ściągają ludzi z całej Polski, docelowo planując zatrudnić tysiące inżynierów. Warunkiem była jednak masa krytyczna magistrów, doktorantów, może paru doktorów.

      Bez synergii przemysłu z nauką nie będzie ani nauki, ani przemysłu. Proste jak drut. Nauka potrzebuje pieniędzy oraz informacji, jakie problemy są potencjalnie ważne dla zastosowań, z kolei przemysł potrzebuje ludzi z pomysłami.

      Usuń
    3. "Anonimowy4 lutego 2016 13:00" Czy umie Pan napisać coś, żeby nikogo nie obrazić. Na prawdę pana wypowiedzi świadczą bardzo nisko o panu.

      Usuń
    4. Nie bardzo widzę w czym i kogo Anonimowy z 13:00 obraził. Ja, tak jak i on, też się zirytowałem tym wpisem Anonimowego z 11:26. Chyba od osób pracujących w nauce można wymagać czytania ze zrozumieniem. Akurat nasz młody kolega, pogardliwie nazwany filipem z Harvardu (tak się składa, że znam go osobiście, studiowaliśmy w tym samym czasie) nigdzie nie napisał, że pisanie do czasopism z wysokim IF jest głupotą. Chciał tylko pokazać, że w USA doceniają badaczy, którzy robią publikacje dobre merytorycznie i publikowane w tytułach o niskim IF z racji dziedziny, którą uprawiają. Myślicie, że gdyby on robił nic nie warte rzeczy, to dostał by te granty z Fundacji Mayra na Harvardzie (a był też grantobiorcą National Geographic) i został ściągnięty do najlepszego w jego dziedzinie światowego ośrodka na Uniwersytecie Kalifornijskim. Przez skromność pewnie nie wspomniał o innych publikacji z IF powyżej 9 (co w jego dziedzinie to absolutne szczyty), komentowanej w ogólnoamerykańskim dzienniku z górnej półki.
      Dlatego ja bym wolał, wbrew Anonimowemu z 11:26, żeby tacy ludzie pracowali u nas, ale się nie łudzę, że w tym polskim bagienku można przy tej atmosferze dysputy spokojnie pracować. Będę więc kibicował dalszej karierze "filipa" w USA.

      Usuń
    5. No to się nie obrazisz jak napiszę, że masz klapki na oczach i wąskie horyzonty?
      A jak już Uczelnie z USA zatrudniają go nie dlatego, że ma prace z IF ~1 a właście dla tych z IF ~9. Niech sobie publikuje nawet i w ziemniaku polskim, aby tylo nastukał kilka prac z IF~9.

      Usuń
    6. W nawiązaniu do marnowania publicznych pieniędzy i ku rozwadze wszystkich tych, którzy walczą z impakt faktorami, https://pbn.nauka.gov.pl/pci/polski-wspolczynnik-wplywu

      Myślę, że jest to największy przekręt i wał jaki w polskiej "nauce" ostatnio się wydarzył. Przykładowe hasło "PWW.... będzie pierwszym polskim indeksem cytowań pozwalającym mierzyć siłę oddziaływania poszczególnych tytułów". Wyobrażacie sobie mierzenie polskiej siły oddziaływania czasopism z listy B??? Nie wiem, kto za tą inicjatywą stoi, ale takie durnoty to mogli wymyślić tylko polscy profesorowie (podejrzewam Obywateli Nauki, albo cały ten absurdalny komitet ratowania humanistyki...)...
      Z(a)łamany Polak

      Usuń
    7. Anonimowy z 17:21

      "No to się nie obrazisz jak napiszę, że masz klapki na oczach i wąskie horyzonty?":

      Nie, nie obrażę się i powtórzę za kolegą wcześniej, że ty też nie zrozumiałeś co "filip" pisał. Jak zaczniesz komentować meritum, to wtedy zacznę cię traktować poważnie w dyskusji i będę unikał inwektyw.

      "A jak już Uczelnie z USA zatrudniają go nie dlatego, że ma prace z IF ~1 a właście dla tych z IF ~9. Niech sobie publikuje nawet i w ziemniaku polskim, aby tylo nastukał kilka prac z IF~9"

      Znowu masz problem z czytaniem ze zrozumieniem. "Filip" dostał granty i zatrudnienie zanim stał się współautorem tej wysoko impaktowanej pracy. W Polsce z dorobkiem sprzed tej pracy nie miał by najmniejszych szans na grant z NCN-u (przepadł by już w przedbiegach z powodu słabej parametryczności). On chciał pokazać, że czasem warto zainwestować merytorycznie, żeby później osiągnąć sukces mierzony też parametrycznie (w polskim systemie to jest prawie niemożliwe, choć przykład "filipa" pokazuje, że można szukać wsparcia poza Polską). Ale ty i inni dyskutanci o wąsko parametrycznym sposobie rozumowania nie są w stanie zrozumieć tak prostego przekazu. Taka arogancja czasami źle się kończy (vide wyniki ostatnich wyborów).

      Usuń
    8. Prawda jest taka, że dobrą naukę robi się zazwyczaj w dobrym środowiska, a miernoty najczęściej produkują miernoty. Dlatego w PL poziom nauki jest kiepski - mamy kiepskie wzorce.

      Usuń
    9. Dziwny komentarz. Z jednej strony posiada pewne cechy slusznej opinii. Z drugiej jednak strony, calkiem "normalni" ludzie nie mlaszcza przy jedzeniu.

      Usuń
  25. do Anonimowy 3 lutego 2016 17:37. Wg mnie to jest bardzo dobry komentarz, zawierajacy wnikliwa analize sytuacji.

    OdpowiedzUsuń
  26. Parę słów o USA: zarobki na poszczególnych uczelniach - stanowych na pewno, nie wiem, jak z prywatnymi - można sprawdzić w bazach, są tam zarówno "faculty" i "staff"; granty są na badania, budowanie zespołu, przyciąganie studentów, a nie na pensje - jak dostajesz grant, z którego płacisz sobie pensję, twój uni jest zadowolony, bo zawiesza ci zwykłą wypłatę; musisz deklarować, czy nie ma przypadkiem "conflict of interest", jeśli dostajesz kasę od prywatnych firm. Tak to wygląda ogólnie, ale w medycynie i okolicach czy też badaniach finansowanych przez agencje de facto wojskowe bywa inaczej.
    Są finansowe wewnętrzne i zewnętrzne nagrody dla wybitnych ludzi i wtedy jest to dodatkowa kasa, ale - z tego co widzę - często przeznaczają taką kasę na ufundowanie czegoś dla uni. Dlaczego? Bo mają na tyle dobrą pensję i mentalność by nie zachować wszystkiego dla siebie.

    Publikowanie, cytowania, H-index - w jednych działkach normą są artykuły, w innych są to książki, cytowania i liczone na ich podstawie mają różny profil, trzeba to brać pod uwagę; X Y Z indeksy mają sens, o ile są porównywane w obrębie działek a jeszcze lepiej normalizowane względem średniej wartości w danej działce; kłócenie się, kto jest lepszy przy użyciu argumentów typu średnia/artykuł z Google Scholar czy Web of Science jest słabe, jeśli nie wiadomo nawet, co dana baza indeksuje.
    Ogólnie to w zdrowym środowisku tego typu parametry nie są specjalnie ważne, ponieważ ludzie siedzący w tej samej działce i okolicach znają dorobek i siebie nawzajem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To czym mógłbym prosić o linka do zarobków pracowników University of Massachusetts in Amherst?

      Usuń
    2. Właśnie sprawdziłem. Rzeczywiście masz rację. Zwracam honor!

      Usuń
  27. Ad "nie na pensje" - powinno być "nie na pensję" ;)

    OdpowiedzUsuń
  28. Do Anonimowy4 lutego 2016 11:03 -
    Wlasnie potwierdzono istnienie fal grawitacyjnych, a w badaniach, eksperymencie brali udzial m.in. naukowcy pracujacy w 'Wielkich dziurach pochlaniajacych najlepszych inaczej' - z uczelni w Bialymstoku, Zielonej Gory.
    Jak widac na szczescie nauka to nie impact factor i korupcja.
    Gratulacje!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ale Rzeszowa tam nie było..., a o Białymstoku, czy Zielonej Górze nikt nie wspominał w dyskusji.

      Usuń
  29. Zapraszam na grupę na FB:

    WYCIĄGANIE GRANTÓW NA PSEUDONAUKOWE BADANIA.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w sumie ciekawa inicjatywa, ale przestrzegam przed uznawaniem czegoś za pseudonaukę, tylko na podstawie dziwnego/głupiego tytułu...

      Usuń
  30. Hmmm..powiem tak, po pierwsze cenie bardzo takie dyskusje, ponieważ dzięki nim wiemy więcej o realiach, lub raczej o dwóch światach nauki w Polsce, tzn. tym, który ma bardzo ograniczone fundusze i tym który się zastanawia, oczywiście w cudzysłowiu, czy dzisiaj do pracy założę garnitur Armaniego i pojadę samochodem marki Mercedes czy BMW. Miałem ta przyjemnosc pracowac przez jakis czas w Norwegii w nauce. Pensja tego Pana dyr. może i jest uzasadniona, bo aż tyloma tematami zajmuje się ten instytut, co przynosi pokaźne przychody. Ale jesli porownam te wynagrodzenie to i tak rektorzy czy dyrektorzy tego typu instytucji publicznych w kraju wikingów w przeliczenie na złotówki otrzymują niższą lub zbliżona pensję do tego Pana, tylko z taką drobną różnicą, że będą na tych stanowiskach zarządzają o wiele większym budżetem. Natomiast inna kwestia jest taka, że gdy się okazuje, że pracują gdzieś jeszcze, próbując dorobić i/lub są zaplątani w jakiekolwiek sprawy niekoniecznie zgodne z prawem to niemalże automatycznie są zawieszani w obowiązkach i nawet zdarza się, że idą na przymusowy urlop bezpłatny lub tylko częściowo płatny z budżetu tej instytucji. Pewnie mają płatny socjal z Państwa, ale nie z instytucji.

    OdpowiedzUsuń
  31. W pełni się zgadzam z Panem Michałem (autorem bloga), że zarobki na uczelniach zagranicznych mają dużo niższą siłę nabywczą. Kiedyś będąc krótko w Stanach Zjednoczonych w instytucie federalnym (USDA-ARS), słyszałem jakie są rozbieżności w pensjach pomiędzy takim instytutem a uczelnią stanową. Tutaj muszę wyjaśnić, że w każdym stanie, jest 1 lub więcej takich instytutów finansowanych przez rząd, zalezy to od wielkości stanu i produkcji rolniczej (poczynajac od uprawy kukurydzy, soji do hodowli bydła, mój akurat zajmował się różnymi aspektami uprawy kukurydzy i soji). Na przykład tzw. researcher w instytucie, w zależności od stopnia doświadczenia może otrzymywać w widełkach 50 000-160 000 $ rocznie, a na uczelni zazwyczaj 40 000-80 000 (lub nieznacznie więcej, w zależności od pełnionych dodatkowych funkcji). Oczywiście te pensje są uzależnione od prestiżu danej uczelni i stanu majątkowego stanu. Ja byłem w północnej części stanów zjednoczonych, gdzie koszty życia są dużo niższe niż na południu, ale i pensja znacząco mniejsze. Próbowałem znaleźć jakie zarobki miesieczne są rektora dużej polskiej uczelni, kiedyś na mojej (jedna z dużych warszawskich uczelni), rektor otrzymywał ok.15-18 tyś. zł brutto miesiecznie. Teraz na potrzeby tego komentarza znalazłem jedynie, że rektorzy na krakowskich uczelniach zarabiają ok. 30 tyś. zł brutto miesięcznie. W związku z czym kwota wspomniana powyżej nie odbiega znaczaco, zwłaszcza biorac pod uwage, że instytut z kategori nauk ścisłych. Od jakiegoś czasu toczą się dyskusję na jakich warunkach i jak powinien wygladac konkurs na zatrudnienie dyrektora instytutu/rektora wyzszej uczelni. Patrzac na swoje doswiadczenia/obserwacji na już 3 rektorów mojej uczelni stwierdzam, że oosby te wykonywały bieżące prace administratora uczelni, niemniej nic poza tym wiecej nie robili. Dodam do tego, że na mojej uczelni rektor główny co 3 lata zmienia swój samochód służbowy z kierowcą, który ma do pełnej dyspozycji, niezależnie od godzin związanych z praca na stanowisku rektora. Nawet nie chodzi o sam fakt, ktory moze nie do konca ma swoje pelne uzasadnienie, bo to sa koszty. Dodam, ze uczelnia posiada 1 autobus, kilka busow i 3 limuzyny (1 wspomniana wczesniej, a pozostale dla prorektorow). Tylko jesli wezmiemy pod uwage ta pensje (nawet ta rektorow krakowskich uczelni) i do tego jako uposazenie stanowiska samochod to chyba lekka przesada. Dla porownania podsekretarz stanu w randze ministra w ministerstwie otrzymuje wynagrodzenie na poziomie 18-20 tys brutto miesiecznie, gdzie sprawuje piecze nad duzo wiekszym budzetem jest nieporównywalna. Podsumowujac jawnosc zakresu wykononywanych obowiazkow na takich stanowiskach i ich pensji powinna byc bezdyskusyjna. Wychodzi, ze jak uczelnia otrzymuje dotacje na istnienie, sredniej wielkosci lub nawet spory wydzial na mojej uczelni otrzymuje rocznie ok. 20 mln zł dotacji rocznie, mnożąc to przez liczbe wydzial, czyli ok. 9-10 wydzialow to i tak sporo czesc tej kwoty idzie na uposazenie takich osob, ich wyjazdow i wygod.

    OdpowiedzUsuń
  32. Natomiast z drugiego konca szczebla wynagrodzenia adiunkt otrzymuje kwotę ok. 2800 zł netto, z kilkuletnim doswiadczeniem jest to kwota wyzsza o jakies 400-500 złoty, gdy np. dziekan do swojej podstawy pracownika samodzielnego otrzymuje ok. 3-4 tys. brutto wiecej. Moim zdaniem pensja w uczelni czy instytucie powinna byc uzalezniona od efektów pracy. Tutaj konczac juz i tak moja dluga wypowiedz podam za przyklad mojego kolege, swietnego naukowca z zakresu chemical ecology u mrówek. Pracuje on jednym z instytutów w Meksyku. W tym miejscu gdzie on pracuje (nie wiem czy tak jest w calym kraju), ze ograniczyc wydatki biezace, wszyscy naukowcy otrzymuja ta sama bazowa pensje, ktora pozwala na nienajgorszym poziomie życie w tym kraju, ale co jakis czas (jesli dobrze pamietam, co pol roku) musza pisac sprawozdanie, ile publikacji, jakie aktywnosci naukowe, granty, itd. Na podstawie tego otrzymuja premie, ktora co ciekawe moze byc duzo wyzsza niz te podstawowe wynagrodzenie. Pytalem sie go czy nie wplywa w jakis sposob negatywnie na bieżącą pracę, a on odpowiada: nie masz pojecia jak wysoka tutaj mamy kreatywnosc w pracy naukowej. Przepraszam, musialem rozbic na trzy posty. Pozdrawiam serdecznie, Marcin.

    OdpowiedzUsuń