niedziela, 7 lutego 2016

Deregulacja!

 http://www.pb.pl/4330106,26565,rekordowe-6548-stron-aktow-prawnych-w-polsce
Niezależnie od sympatii politycznych i preferencji ideologicznych ta inicjatywa ministra Gowina, od ponad dwóch miesięcy kierującego MNiSW, zasługuje, moim zdaniem, na szczere poparcie ze strony całego środowiska naukowego. Minister Gowin robi nareszcie pierwszy krok na drodze do likwidowania absurdów prawnych paraliżujących pracę naukowców w PL. Nie wiadomo oczywiście jak to się skończy i czy będzie skuteczne (chociaż Jarosław Gowin ma już na koncie pewne sukcesy deregulacyjne sprzed kilku lat), ale trzeba docenić ten ruch. 
Konkretnie: MNiSW na swojej stronie zamieszcza formularz do zgłaszania przepisów które mogą być usunięte lub zmodyfikowane. Minister pisze:
"Byłbym wdzięczny, gdybyście zechcieli Państwo przedstawić informacje o tych wszystkich rozwiązaniach prawnych z zakresu ustaw dotyczących szkolnictwa wyższego i nauki, które zdaniem Państwa powinny być usunięte lub zmodyfikowane."
i dalej: 
"W celu maksymalnego uproszczenia procedury tych wyjątkowych konsultacji zachęcam do korzystania z poniższego formularza."
Cały komunikat i link do formularza elektronicznego pod tym linkiem:
Termin do 15 marca 2016. Więc jeśli ktoś z nas zna konkretne przepisy, akty prawne wymagające zmiany i potrafi je wskazać, to bardzo zachęcam do zgłaszania tych pomysłów poprzez wspomniany formularz!
Michał Żmihorski

17 komentarzy:

  1. Obawiam się, że nic się nie zmieni. Po prostu deregulacji musiałyby ulec inne przepisy, w których nauka polska jest zanurzona, począwszy od prawa zamówień publicznych, skończywszy na przepisach przeciwpożarowych. Ze strony ministerstwa byłoby pięknie, gdyby zlikwidowano bezsensowne raportowanie, bądź tworzenie absurdalnych sylabusów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dodatkowo obok przepisów MNiSW istnieje "równoległa rzeczywistość" czyli tzw. wewnętrzne przepisy danej uczelni. Jeden przykład: byłem laureatem stypendium Mobilność Plus, na każde 6 miesięcy za granicą przysługuje jedna podróż do domu. W regulaminie i umowie z MNiSW widnieje "oświadczenie o odbytej podróży" w regulaminie wewnętrznym mojej uczelni są "rachunki za bilet i karty pokładowe" - tak jakbym miał oszukać państwo nie podejmując podróży (i tak i tak pieniądze na to są). I tak dalej, jest tego MASA. Przy każdym konkursie z NCN mamy o wiele więcej dokumentów do złożenia na samej uczelni niż wynika to z regulaminu NCN itd...

      Usuń
    2. Zagadzam się z powyższym. Problem nie leży w przepisach ministerialnych tylko jak to interpretuje uczelniana administracja. Coś co można bardzo łatwo i szybko przeprowadzić, administracja uczelniana rozszerza do bezsensownych i durnych uregulowań. Nawet jak minister Gowin zlikwiduje niektóre przepisy, to przecież administracji nie będzie się chciało tego uproszczać i jak zwykle usłyszym "ale tak zawsze było i po co zmieniać". To musi się zmienić mentalność administracji, że to oni są dla nas, żeby nam pomagać i rozwiązywać problemy. Obecnie to przypomina raczej wojnę między uczonymi a administracją. I taka inicjatywa powinna wyjść od rektorów a nie od ministra.

      Usuń
    3. Trzeba jednak pamiętać, że ta administracja często właśnie dlatego tak funkcjonuje, ponieważ musi sprostać różnym przepisom prawnym państwa polskiego. Przykładowo dziesiątki pieczątek i podpisów na fakturach, to skutek idiotycznych przepisów prawnych. W naszym instytucie przykładowo jeden z dyrektorów zajmuje się głównie usuwaniem kwiatków z korytarzy bo przepisy przeciwpożarowe określają co, gdzie i jak ma wisieć. Oczywiście, podejście administracji do pracowników naukowych musi się zmienić, najlepiej jakby ich pensje były zależne od liczby grantów, jakie dostają naukowi. Wtedy nagle liczba procedur administracyjnych uległaby zmniejszeniu.

      Usuń
    4. Nie da się jednak przepisami państwowymi wyjaśnić wszystkiego. Ja np. funkcjonuję w ramach zakładu, ten w ramach instytutu, ten w ramach wydziału i ten w ramach uczelni. Każdy szczebel to kolejny podpis i pieczątka oraz Pani z widzimisię. Entia non sunt multiplicanda praeter necessitatem - ta zasada powinna działać nie tylko w nauce, ale w administracji.

      Usuń
  2. Prawo rzeczywiście nie działa najlepiej i dowodem na to są liczne różnice w interpretacji tych samych przepisów na szczeblu lokalnym.

    Mam w związku z tym pytanie do osób, które jeżdżą na badania terenowe własnym samochodem. Czy wasze instytucje wymagają specjalnych badań lekarskich (jak dla kierowców zawodowych)? UWr właśnie zabiera się za wprowadzenie obowiązku wykonania takich badań dla wszystkich osób, które korzystają podczas delegacji z prywatnego auta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że nie ma takiego wymogu (UAM). Wyobraźnia administracji uczelnianej jest wręcz porażająca.

      Usuń
    2. Na UMCS jest taki wymóg.

      Usuń
    3. Ten wymóg przeprowadzenia badań dla kierowców wynika ze zmian w ustawie o transporcie drogowym. Gowin tutaj niczego nie zmieni. Ktoś z POprzedniej ekipy rządzącej po prostu wymyślił, że można dać zarobić paru znajomym i zrobić mały skok na kasę w ten właśnie sposób. Zresztą, tak samo było w przypadku tych przepisów i potem poźniejszych idiotycznych szkoleń w zakresie prowadzenia eksperymentów na zwierzętach.

      Usuń
    4. Boże, jaki absurd... Żeby korzystać z własnego auta trzeba mieć pozwolenie od jakiejś bandy kolesi, którzy na tym zarobią kupę forsy! Naprawdę odechciewa mi się wszystkiego, jak czytam takie rzeczy...

      Usuń
    5. Wprawdzie koszty badań lekarskich pokrywa uczelnia, ale absurdalność przepisu jest oczywista. Te pieniądze można by przeznaczyć na lepszy cel.

      Usuń
    6. no ale przecież mam prawo jazdy, więc mogę jeździć własnym samochodem - badanie tego, niezależnie kto pokrywa koszty (przecież uczelnia środki na to ma również z podatków), to absurd!

      Usuń
    7. Nie chcę bronić tych głupkowatych przepisów, ale czasami mogą one być efektem orzecznictw sądów. Na przykład, ktoś ulega wypadkowi i skarży uczelnię w procesie cywilnym a sąd może uznać, że uczelnia jest w części odpowiedzialna za wypadek bo czegoś tam nie dopilnowała i zasądzić odszkodowanie. Ciężko mi powiedzieć, czy takie zachowanie uczelni to realna obawa o pozwy, czy też dmuchanie na zimne. Jak we wszystkim należy znaleźć złoty środek (uczelnia olewa zdrowie pracowników i przepisy BPH vs. zaświadczenie lekarskie potrzebne do wciśnięcia klawisza enter).

      Usuń
    8. W Polsce nie mamy prawa precedensowego i o mało kto czyta wyroki sądów a szczególnie ich długie uzasadnienia. Ja bym to raczej zrzucił na nudę i nadgorliwość.

      Usuń
    9. Może zwykli ludzie nie czytają orzeczeń sądów, ale sądy czytają wyroki innych sądów i to jest ważne...zgaduję,że uczelnie zatrudniają prawników do obsługi prawnej i możliwe, że oni zalecają owe przepisy (dla porównania złożoność umów kredytowych, która ma na celu ochronę "tyłka" banków).

      Usuń
    10. Czyli na UMCS przepis działa, na UAM - w ogóle nie ma tematu, w PAN były przymiarki do wprowadzenia takich badań kilka lat temu, ale zaniechano wdrożenia, a na UWr właśnie to wprowadzają. I podobnie jest z wieloma innymi przpisami, dotyczącymi np. przetargów, rozliczania delegacji, wyjazdów na konferencje zagraniczne, zakupów książek, dydaktyki itd. Każda instytucja ma własny zestaw przepisów, mimo że wszystkie korzystają z tych samych ustaw i rozporządzeń. To pokazuje, że lokalne interpretacje prawa są arbitralne i powszechna podejrzliwość wobec działania administracji jest uzasadniona.

      Usuń
  3. Koszt badań: 280 zł.

    OdpowiedzUsuń