sobota, 20 czerwca 2015

Protest doktorantów pod NCN



Chyba dość ważne wydarzenie, na razie wrzucam linka, później spróbuję dodać komentarz.
Ale krótki fragment na rozgrzewkę:

Doktoranci przyszli pod NCN z mocnymi hasłami ("Preludium do śmierci nauki", "Nazywam się 1000", "Myślenie to praca"), by zaprotestować przeciwko zmianom w zasadach finansowania badań naukowych. - NCN wysyła nam komunikat, że nasza praca jest niewiele warta, a pracodawców informuje, że młodych można zatrudniać za grosze - komentują ci, którzy wczoraj pikietowali przed siedzibą placówki.

18 komentarzy:

  1. Pamiętam z pewnego panelu jak to dwóch wybitnych profesorów burzyło się, że ktoś sobie wpisał dodatek do pensji w grancie. Wielkie słowa o moralności padały. Problem w tym, że jeden z nich siedzi na dwóch pełnych etatach w instytucie PAN i uniwerku (drugiego nie sprawdzałem). Ot, taka to moralność profesorska.
    Trzeba przyznać, że te 1000 zł to jest kpina z młodych ludzi. Ale sam pamiętam, jak mi to na wielkim uniwersytecie wielcy profesorowie wmawiali, że naukę uprawia się dla idei, a jeść wystarczy suchary. Na szczęście młodzi ludzie widzą, ile wynoszą stypendia doktoranckie czy pensje dla doktorantów za granicą. Więc nie dziwię się im, że protestują, ale dziwię się, że na NCN nie poleciały cegły czy kamienie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Znam paru doktorantów i wiem, że obecny system jest nietrafiony, z różnych powodów m.in. przymus nauczania studentów, niskie stypendium, doktoranci nieraz muszą dodatkowo pracować... Mi do doktoratu jeszcze 2 lata, jeśli się zdecyduję. Liczę, że coś się zmieni, choć szanse są marne.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie popieram zaproponowanych ograniczeń w wynagrodzeniu, ale nie wrzucajmy wszystkich doktorantów do jednego worka. Też znam kilku doktorantów i ich sumaryczne zarobki miesięczne (stypendium doktoranckie + stypendium naukowe + stypendium projakościowe) są prawie równe lub nawet wyższe od pensji adiunkta. Dodajmy do tego doktorantów realizujących projekty unijne, którzy zarabiają około 3 tyś. Sam będąc doktorantem kilka lat temu oprócz stypendium doktoranckiego miałem dwa dodatkowe stypendia na uczelni. Nie zapominajmy, że wielu doktorantów wydziałów przyrodniczych może ubiegać się o tzw. stypendia marszałkowskie (przez rok od 3 do 5 tysięcy miesięcznie za realizację projektów potencjalnie korzystnych dla gospodarki). Proszę spojrzeć z innej strony. Kogo tak naprawdę dotyczy ograniczenie wynagrodzenia w Preludium? Jeśli doktorant otrzyma Preludium, to znaczy, że ma dorobek w postaci publikacji i prowadzi ciekawe badania. Wydaje mi się, że dzięki temu jest również w stanie zdobyć odpowiednie stypendia na wydziale. Ciekawi mnie bardzo, doktoranci których wydziałów najliczniej stawili się przed siedzibą NCN?

    OdpowiedzUsuń
  4. W wyważeniu tych spraw (aby nie było tak, ze jedni zarabiają więcej niż profesor, a inni nic, i to bez bardzo wyraźnej różnicy w osiągnięciach) może by pomogło operowanie procentem czasem pracy (modny Full Time Equivalent itp.). Czyli otrzymując ten czy inny dochód, deklarowałoby się swój czas pracy na tę aktywność (30%, 50% itd.). Wtedy np. 5000 stypendium chyba musiałoby zakładać, ze doktorant poświęci 100% czasu na to, ergo już nie może aplikować o nic innego.

    Ale NCN nie idzie w tym kierunku. Rubryczka z procentem czasu pracy jakiś czas była we wnioskach grantowych, nie wyciągano konsekwencji (byli tacy, co mieli 200% w samym NCN, a gdzie dydaktyka itp.), a teraz "stłuczono termometr" - rubryczki tej już we wnioskach grantowych nie ma.

    OdpowiedzUsuń
  5. Dla wszystkich, którzy wierzyli (niestety ja też), że te wszystkie konkursy są takie transparentne i uczciwe. Płakać się chce, widząc do czego zmierza nauka w Polsce.

    Forum akademickie 6/2015

    https://forumakademickie.pl/fa/2015/06/bez-odzewu/

    "Mimo poważnych zarzutów, dotyczących nieprawidłowości finansowych oraz związanych z relacjami z młodszymi kolegami, jak utrudnianie kariery naukowej, prof. Adam J. wciąż cieszy się szacunkiem i zaufaniem wrocławskiego środowiska akademickiego".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak ma się nie cieszyć szacunkiem, skoro tylu osobom zapewnił godziwe zarobki przy minimalnym wysiłku. Moim zdaniem powinien stawiany być za wzór wszystkim. W końcu idealnie wpasował się w neoliberalny nurt nauki preferowany przez rządzących. Powinien zostać ministrem nauki.

      Usuń
    2. Co to za patologiczny system, w którym uczciwy naukowiec wegetuje, a decydenci śmieją się z jego naiwności ? Ten tekst z FA powinien być przetłumaczony na języki obce krajów UE i wysłany do European Research Council. Naukowcy zagraniczni w końcu dowiedzą się co się tutaj dzieje...

      Usuń
  6. NCN odmawia dostępu do informacji publicznej !

    https://www.facebook.com/notes/jerzy-bielec/ncn-w-krakowie/793145244066380

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pan Bielec oczekuje odpowiedzi na tzw. "oczywiste oczywistości", np. korelacje między ośrodkami z których pochodzą eksperci i liczbą grantów z tego ośrodka. Wiadomo, że ekspertem może zostać tylko dobra naukowo osoba, a takie można spotkać głównie w dobrych ośrodkach badawczych. Granty też dostają głównie dobrzy naukowo ludzie, którzy pracują w największej liczbie w dobrych ośrodkach. Jak można być tak naiwnym i myśleć, że poziom naukowy ekspertów powinien rozkładać się losowo po terytorium kraju???

      Usuń
    2. Można (a nawet trzeba) sprawdzić to empirycznie, ale nie skupiając się na ocenie wniosków,ale na ocenie efektów grantów. Po pierwsze, NCN (i inni grantodawcy) powinni upubliczniać zestawienia zakończonych grantów: kto-kwota-publikacje. Po drugie, obliczyć statystyki, w poszczególnych sekcjach, ile wynosił nakład na jedną publikację (a może na jeden punkt ministerialny?) przeciętnie, a ile dla UW, UJ, UAM, innych wielkich, czy prowincji en bloc. I będzie wiadomo, czy jest korelacja, negatywna, czy jej nie ma. A dane, o których piszę - to już na pewno są informacją publiczną i NCN zdaje się nawet miał czy ma zamiar ją udostępnić (kiedy?).

      Usuń
  7. Z jednej strony - ja tych doktorantów rozumiem, 1000 zł to za mało do przeżycia w godziwych warunkach. Ale z drugiej strony (opiszę na przykładzie tego co jest 'do wzięcia' na mojej uczelni):

    ok. 1400 zł - styp. doktoranckie (zależne od roku studiów - od 1200 do 1500 zł)
    800 zł - styp. projakościowe
    800 zł - styp. naukowe
    350 zł - styp socjalne (bo wolno, nie?)

    Co już daje nam ponad 3000 zł, a do tego jak mamy grant dorzucamy sobie 1000...3000 zł, nie? zależy oczywiście jaki.

    Rozwiązaniem tego problemu mogłoby być ustalenie maksymalnej kwoty jaką można na rękę dostać? w przypadku stypendium Marszałkowskiego u nas właśnie tak się działo (tzn. była jakaś maks kwota, którą doktorant może dostać i stypendium Marszałkowskie do tej kwoty dobija i tyle). Ustalenie w np. Preludium, kwoty 3000 zł byłoby całkiem uczciwe. I wtedy doktorant który dostaje swoje doktoranckie 1500 zł dostawał by 1500 zł, a taki co nie ma nic 3000 zł etc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że trzeba przeorać system, a nie dokładać jakieś kolejne "bezpieczniki".

      Na uczelni w której byłem w USA rozwiązano ten problem zupełnie inaczej (i to chyba standardowe rozwiązanie tam). Uczelnia lub wydział tworzy kategorie zatrudnienia doktorantów (asystent dydaktyczny poziomu 1, 2 i 3, asystent-badacz poziom 1 i 2 lub 1,2 i 3). Do każdego szczebelka ustalone jest przez uczelnię wynagrodzenie. Asystenci dydaktyczni finansowani są przez wydział (pół etatu dydaktyki, w pozostałym czasie praca naukowa). Asystenci naukowi finansowani są z grantów własnych lub promotora. System jest z jednej strony egalitarny, bo nie ma takiej rozpiętości wynagrodzeń jak u nas. Jednakże promuje osoby posiadające grant dodatkowym czasem, nie dodatkowymi pieniędzmi.

      W naszym systemie to niemożliwe, bo doktoranci (i o tym mówi ta nieszczęsna uchwała NCN) są zatrudniani na śmieciówkach i stypendiach. A to jest znacznie trudniej kontrolować niż etaty. Kumulacja etatów jest dość szybka do wykrycia, kumulacja umów o dzieło/umów o przeniesienie praw autorskich/stypedniów wypłacanych przez rozmaite instytucje - trudna do wyłapania, szczególnie jak ktoś ma 2-3 afiliacje.

      Usuń
    2. u nas na pierwszym roku jest 0 złotych (brutto)

      Usuń
    3. U nas zasadniczo też, ale niektórzy - Ci którzy bdb przeszli przez rekrutacje - mają szansę na stypendium.

      Usuń
  8. Oto ukazały się na stronie NCN zasady Poloneza https://ncn.gov.pl/aktualnosci/2015-06-24-zapowiedz-polonez1.
    Patrzę, patrzę i dopatrzyć się nie mogę czy są jakieś ograniczenia jakie zdobywca Poloneza będzie miał przy wypłacaniu wynagrodzeń zatrudnionym przez siebie pracownikom? Najzabawniejszy jest punkt mówiący, że jednostka przyjmująca w ramach 20% kosztów pośrednich jest zobowiązana do "zapewnienia obsługi administracyjno-finansowej stażu, w tym obsługi związanej z przyjazdem i pobytem wnioskodawcy w Polsce, oraz wyznaczenia pracownika odpowiedzialnego za jej koordynację". Wzruszające, że NCN tak się nie troszczy o polskich grantobiorców jak o biedaków, którzy będą kosić kilkakrotne pobory polskich kolegów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A czy nie jest tak że każda jednostka w ramach myta 20% kosztów pośrednich ma zapewnić obsługę administracyjno-finansową? tutaj chyba tylko dochodzi czynnik związany z przeprowadzką - zapewnienie kogoś, kto pomoże się zorganizować w nowym miejscu.

      Na zachodzie tego typu rzeczy sa normą, czemu nie robić ich u nas? w Holandii dostaje się 2k euro na umeblowanie mieszkania, plus zwrot kosztów przeprowadzki....

      Usuń
    2. Gdy przyjechał do nas doktorant z 7PR UE Maria Curie bynajmniej zmartwieniem administracji uczelni nie było żeby miał gdzie mieszkać, ani żeby załatwić mu w Polsce zameldowanie. Tak samo jak załatwienie wizy dla doktorantów spoza UE. Był to nasz problem, tak samo jak kontakty z koordynatorem, gdyż administracja nie włada językami, Dlatego wzrusza mnie takie pochylanie się akurat na Polonezami. Jak najbardziej, pokrywajmy koszty przeprowadzki (choć ciekawe niby z jakich środków), ale wówczas również Polakom, przenoszącym się w obrębie kraju, bo nie rozumiem pieszczenia kogoś TYLKO za to, że raczył przyjechać z zagranicy.. Bo na razie to jest główne kryterium Poloneza.

      Usuń
    3. U nas z Postdokiem z Chin administracja pomagała - wizy, papiery, zameldowanie etc. Chociaż i my też sporo robiliśmy.

      A co do dofinansowania przeprowadzek - mocno na tak, skoro promujemy mobilność naukowców, to poza promowaniem przydało by się coś jeszcze ;).

      Usuń