środa, 11 marca 2015

STYPENDIUM DOKTORANCKIE W RAMACH GRANTU NCN





Instytut Systematyki i Ewolucji Zwierząt Polskiej Akademii Nauk - Kraków

Poszukuję osoby zainteresowanej udziałem w projekcie badawczym w ramach grantu SONATA finansowanym przez Narodowe Centrum Nauki pt. Evolutionary and ecological interactions among endosymbiotic bacterium Wolbachia and its beetle hosts from different trophic guilds”. 

Szczegóły ogłoszenia i warunki konkursu o stypendium doktoranckie:





Łukasz Kajtoch 

21 komentarzy:

  1. Czy możliwym jest wykonanie doktoratu w dwa lata ???

    OdpowiedzUsuń
  2. W Krakowie jak najbardziej... A jak NCN wydaje zarządzenie, to wszystkim przybywa, w domu i w zagrodzie:-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Łukasz Kajtoch11 marca 2015 15:11

    Samych badań do doktoratu - jak najbardziej, jeżeli ktoś chce pracować ;) tym bardziej, że tu nie będzie startu od "zera".
    Proszę dokładnie przeczytać informacje w ogłoszeniu. Stypendium jest dla doktoranta w ramach grantu (3 letni, ale "pracy" dla stypendysty-doktoranta w projekcie jest na 2 lata).
    Ponadto uważam, że po 2 latach doktorant powinien już mieć wypracowany początkowy dorobek, który umożliwi mu aplikowanie o grant i/lub inne stypendia.
    Pozdrawiam,
    Łukasz

    OdpowiedzUsuń
  4. To jest wszystko trochę nie tak...
    Panie Łukaszu. Po co przyjmować kolejną osobę NA doktorat, nie lepiej stworzyć zwykły etat? Wielu jest ludzi, którzy chcą pracować nie robiąc dr lub inaczej - są np. na 2,3 roku doktoratu i szukają pracy, bo nie mają w swojej jednostce stypendium lub innej formy zatrudnienia, lub też skończył im się grant? A w tym przypadku tworzymy kolejnego doktoranta, którego rynek pracy zapewne nie przyjmie. Sam jestem doktorantem, któremu kończy się zaraz zatrudnienie (grant na który mnie zatrudniono dobiega końca a nowego nie otrzymałem, jak wiemy to nie takie proste) i szukam jakiejś oferty, jednak dla mnie - osoby zbliżającej się powoli do końca doktoratu pracy nie ma, choć jak widać mogłaby być. W macierzystym instytucie nic raczej nie będzie i zapewne ostatnie półtora roku będę musiał przepracować gdzieś indziej.

    W tym przypadku po 2 latach zostawi Pan de facto doktoranta na lodzie, szansa, że złapie on kolejny projekt na swoje konto to ile? 20%? Doktorzy z dobrymi publikacjami starając się o grant dostają go za 3,4,5 podejściem a każde to pół roku.

    OdpowiedzUsuń
  5. Wyjaśnienie jest banalne - licznik do profesury sam się nie nabije, trzeba promować.. ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Łukasz Kajtoch12 marca 2015 08:39

    Faktycznie, powyższy powód był brany pod uwagę przy podejmowaniu decyzji wyboru opcji finansowania pracownika / doktoranta do projektu i był jednym z istotniejszych.
    Ponadto ze stypendium nie są ściągane składki (za i przeciw umowy vs stypendia były już dyskutowane na blogu, http://zmihor.blogspot.com/2012/07/wytyczne-w-sprawie-wynagrodzen-w.html).
    Doktorant nie zostanie też "na lodzie", jeżeli chodzi o badania – poza stypendium na 2 lata (długość wynikająca min. z trwania grantu w konkursie Sonata), będzie miał środki na wykonanie badań do doktoratu w ramach projektu. Moim zdaniem to powinno wystarczyć na wykonanie części badawczej (przynajmniej tej kosztochłonnej – laboratoryjnej itp.). Na kolejny rok-dwa doktoratu, doktorant powinien starać się o stypendium, a takich możliwości jest teraz więcej niż "za moich czasów" doktoranckich (nie tak bardzo odległych:) Wydaje mi się, że granty "dla młodych" i różne stypendia powstały właśnie dla takiego scenariusza. Jeżeli doktorant dostanie i środki na badania i stypendium na pełne 4 lata to chyba będzie miał mniejszą motywację, żeby samodzielnie starać się o fundusze?
    Łukasz

    OdpowiedzUsuń
  7. Łukasz, jak wiadomo obecnie w projektach NCN dla doktorantów "Preludium" oceniani są w większym stopniu promotorzy niż doktoranci. Masz bardzo dobry dorobek, ale jak na promotora kogoś, kto miałby być konurencyjny dla NCN i dostać preludium - za mały. H=7, 31 publikacji wg scopusa, a do tego jestes z PAN, gdzie chyba nie ma stypendiów doktoranckich jako takich. Zatem szansa że Twoj doktorant za 2 lata dostanie preludium, jest mała. Szansa w Iuventusie - że dostanie grant na kontynuacje badań (tu brany pod uwagę dorobek młodych naukowców do 35 r.ż., a po 2 latach doktoratu jest on zwykle w powijakach). Myślę, że doktorant jako dorosła osoba często z rodziną powinna mieć chociaż minimum pewności - chociażby na tyle że przez 3-4 lata stać ją będzie na zrobienie doktoratu. Jest to też w Twoim interesie, ponieważ zyskasz kogoś kto poświęci się pracy w Twoim grancie w 100% (czasu pracy oczywiście:) a nie na nerwowe rozglądanie się co będzie za 2 lata.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszę jedynie o odrobinę rzetelności. W ostatnim konkursie Preludium 8 projekty były oceniane według następującego klucza: dorobek naukowy kierownika 10%, dorobek opiekuna 10%, ocena projektu 80%. Więc nie rozumiem stwierdzenia, że w większym stopniu są oceniani promotorzy niż doktoranci.

      Usuń
    2. Nigdy nie zrozumiem, dlaczego dorobek naukowy młodego człowieka starającego się o grant jest tak skrajnie marginalizowany i to przez instytucje mające na celu wspierać rozwój naukowy... Widać wyraźnie z tego podziału, że młodemu naukowcowi osiem razy bardziej opłaca się uczyć ładnie pisać i pracować nad PR niż publikować!
      (tak tylko wtrącam na marginesie, nie prowokuję kolejnej dyskusji)
      pozdrowienia

      Usuń
    3. Widać nie wszystkich można zadowolić. Po pierwsze to bardzo dobrze, że jest oceniany projekt. Na tym etapie "kariery" ciężko porównywać dorobek kierowników (doktorantów), bo to są najczęściej 1-2 publikacje. Zresztą, zdobycie tych 10% wcale nie jest łatwe. Poza tym, nie oszukujmy się - Preludium to jest taki troszkę zastrzyk na rozwinięcie skrzydeł. Niektórzy go wykorzystują, inni nie, a inni piszą po prostu za słabe wnioski, żeby coś takiego dostać. Drugim plusem takiej oceny, jest to, że zdolny doktorant, który wylądował u kiepskiego promotora, ma szanse na rozwój, jeśli napisze dobry projekt. Poza tym anonimowy z 06:39 troszkę zaciemnił sprawę, bo z tych 80% - poziom badań w projekcie stanowi 60% oceny, 15 % ocena wpływu na rozwój dziedziny i 5 % możliwość wykonania.

      Usuń
  8. Czy gdzieś jest podana wysokość stypendium? Nie mogę znaleźć.

    OdpowiedzUsuń
  9. Łukasz Kajtoch12 marca 2015 20:01

    Do anonimowego z 12 marca 2015 06:39 (i chyba tego samego z 11 marca 2015 10:02)
    Nie wiem skąd ten upór w tym, że doktorant musi zdobyć kolejny grant, żeby zrobić doktorat (i chyba w domyśle - bardziej istotne - z czegoś żyć?)? Po raz ostatni powtórzę, że doktorant będzie miał możliwość zrobienia badań w ramach projektu, a więc nie będzie trzeba tracić roku na zaprojektowanie badań, zdobycie materiałów, środków itp. Później może ale nie musi próbować zdobyć grant własny, natomiast powinien skorzystać z różnych możliwości zdobycia stypendium, które umożliwi mu „życie” podczas kończenia analiz i napisania publikacji do doktoratu. Ciekawą opcją byłby wyjazd do innej jednostki.
    Dodam, że zamieszczając ogłoszenie nie spodziewałem się, że będę odpytywany z zasadności decyzji ws stypendium w grancie. To jest konkurs o stypendium, bez przymusu aplikowania ;)
    Do anonimowego z 12 marca 2015 08:51
    Z uwagi na to, że nie obowiązku publikacji w ogłoszeniu kwoty stypendium (i analogicznie część innych ogłoszeń nie podaje takich kwot), informacje na ten temat można uzyskać wysyłając zapytanie. Stypendium będzie zbliżone do pensji netto adiunkta w jednostce realizującej projekt.
    Łukasz

    OdpowiedzUsuń
  10. Przepraszam, że wypowiem niepopularną opinię, ale stabilizacja wcale nie musi sprzyjać produktywności. A generalizując: to co dobre dla pracownika wcale nie musi być dobre dla nauki jako całości. Wiem, że większość osób marzyłaby o umowie bezterminowej, z gwarancją interwencyjnego skupu publikacji przez rządowe czasopisma (gdyby te zachodnie nam odrzuciły maszynopis) ale taki scenariusz tylko konserwuje obecny układ, w którym mamy dożywotnie okupowanie stanowisk przez - delikatnie mówiąc - "nie pierwszej młodości umiarkowanie zdolnych"... Sorry Anonimie, jak chcesz stabilizację, to najlepiej znajdź zatrudnienie w administracji, tam wszystko jest stabilne od lat pięćdziesiątych (trochę celowo koloryzuję, ale chcę pokazać inną perspektywę)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może i stabilność nie sprzyja produktywności, ale pewnie sprzyja kreatywności. Pytanie, co w nauce jest ważniejsze? Można płodzić dużo papierów, ale bez większego znaczenia dla nauki. Zobacz na swój dorobek. Obiektywnie patrząc, jakieś 70% papierów, które opublikowałeś w jakichś tam Biologiach, Ornisach , czy Polish Journal of Ecology mogłaby równie dobrze nie istnieć, bo niewiele wartościowego wnosi do nauki. Są to prace o bardzo słabej stronie metodycznej, czasami niezbyt wielkiej próbie i dotykające często trywialnych problemów. Więc produktywność może być ważna, ale pod warunkiem, że robisz badania na najwyższym poziomie. Więc, publikuj jak szalony w tych przeciętnych journalach i miej wewnętrzną satysfakcję; ale czy to są prace warte pokazywania światu? Czy naprawdę myślisz, że one będą dobrze ocenione w środowisku naukowym?. W ekologii/ewolucji jedną z podstawowych zasad jest istnienie kompromisów. Najczęściej polega to na tym, że jak chcesz zrobić coś dobrze, to musisz poświęcić temu więcej energii i czasu, niż kiedy robisz coś szybko, ale w dużej ilości. Podobnie jest z badaniami naukowymi, nie zawsze produktywność jest wyznacznikiem jakości, bo czasami jest to po prostu niemożliwe. Prawdziwi geniusze to właśnie Ci, którzy potrafią i dużo, i wysokiej jakości. Lenie zaś, to Ci, którzy mają i mało i kiepsko. Przypomnij sobie i przemyśl te podstawy biologii drogi kolego Żmihorski.

      Usuń
    2. Ale ja się wcale nie wstydzę swojego dorobku - oczywiście że mam wiele papierów w słabych czasopismach, jak je czasem oglądam, to śmiać mi się chce z tych analiz, ale tak często wygląda początek pracy naukowca. Pisanie tych pierwszych prac do Kulona czy negatywne recenzje z Notatek Ornitologicznych (nawet tam raz dostałem negatywa!) wiele mnie uczyły i mobilizowały. To naturalne, że tak się zaczyna, no chyba że od razu trafiasz do świetnego labu, gdzie jest już gotowy grant, profesor wszystko zaplanował, a Ty tylko robisz to, co on Ci powie przez kilka lat i macie od razu MolEcol. Super, ale ja tak nie miałem, sam wymyśliłem temat doktoratu, realizowałem go praktycznie bez promotora, sam w terenie, sam napisałem pierwszy grant, pisałem w bólach pierwsze publikacje - pracowałem na tyle na ile potrafiłem i Kulon, Folia Zoologica, czy Pol J Ecol to był mój poziom i się tego nie wstydzę.

      Piszesz, że część moich prac mogłaby nie istnieć i nie są warte pokazania światu. Dopiero w Szwecji zorientowałem się, że to nieprawda! Niezręcznie mi to pisać, ale mój dorobek został oceniony jako "świetny" i dostałem postdoka w niezłej jednostce, będąc jednym z 20 kandydatów. I oceniało mnie kilka osób, w tym koleś mający zostać edytorem głównym JAvianBiol i edytor JApplEcol, niedawno przedłużyli mi pobyt na kolejny rok i wspominają coś o następnym. Przepraszam że tak piszę o sobie, ale może to dobra okazja, żeby oceniaczy cudzych dorobków w końcu skonfrontować z rzeczywistością. Pracując w Szwecji zorientowałem się, że te prace w średnich czasopismach też się liczą. SUtherland, czy Primack, którzy byli u nas na SLU ostatnio, mający sumaryczny impakt większy niż cały ośrodek w którym pracujesz anonimie razem wzięty, publikują również w małych czasopismach, w nic nieznaczących lokalnych journalach, niektórych w ogóle bez impaktu!

      Jest jeszcze jedna rzecz kolego anonimie, że ja ze swoim dorobkiem podpisuję się własnym nazwiskiem, a Ty ze swoim, na pewno świetnym, boisz się przyznać do własnego nazwiska :-)) Czy to nie daje Ci do myślenia?

      Usuń
  11. Chora sytuacja... W końcu pojawiają się stypendia i staże dla młodych na wzór zachodnich standardów, to i tak komuś się nie podoba. Kurcze, nie podoba Ci się, to nie aplikuj. Nie truj innym, nie wytykaj lepszego czy gorszego dorobku. Weź się do roboty i do przodu. Szlag mnie trafia, jak czytam takie bzdury, wrrrrrrrrr.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ma już ktoś wyniki z OPUS'a ?

    OdpowiedzUsuń
  13. Po pierwsze @michal zmihorski: brawo za pojazd po anonimowym oceniaczu dorobku z 18:36.
    Od dawna czytam Twoj blog, ale wydaje mi sie, ze zeby mialo jakis sens komentowanie (bardzo rozbudowane pod wieloma wpisami) trzeba wprowadzic jakas forme logowania i nickow, Bardzo trudno jest odnosic sie do anonimow, a tych jest 90%. Bardzo czesto chcialem sie odniesc do niektorych opinii, ale nie rozmawiam z anonimami z zasady, wiec zawsze sie powstrzymywalem.
    Po drugie co do Twojego wpisu:
    "Nigdy nie zrozumiem, dlaczego dorobek naukowy młodego człowieka starającego się o grant jest tak skrajnie marginalizowany i to przez instytucje mające na celu wspierać rozwój naukowy... Widać wyraźnie z tego podziału, że młodemu naukowcowi osiem razy bardziej opłaca się uczyć ładnie pisać i pracować nad PR niż publikować!"
    To jest to wynik wielu uwag po pierwszych edycjach Preludium, ze zbyt duza wage przykladano do dorobku osob bez doktoratu i osoba z 1 publikacja (nawet review) automatycznie kosila konkurencje, ktora ich nie miala. Dlatego NCN poszlo tym bez dorobku troche na reke.

    Rozwaz prosze zmiane sposobu komentowania i logowania sie tutaj, bo poruszasz bardzo ciekawe kwestie i duzo mozna o nich dyskutowac.
    Pozdrawiam,
    Kamil Bojarczuk

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Problem jest taki, że Michał często we wcześniejszych dyskusjach "jechał" po ludziach publikujących w lokalnych czasopismach i kwestionował wydawanie takowych periodyków. Tymczasem jego samozadowolenie z posiadania takich prac jest wyjątkowo wysokie, co może świadczyć o: 1) nieprawdziwości jego poglądów, 2) hipokryzji, lub 3) życiu w bytach równoległych.

      Poza tym bądźmy poważni, miałbym się ekscytować z tego, że ktoś ze Szwecji poklepie mnie po ramieniu i powie, że jest dobrze? Akurat ja mam zupełnie odwrotne odczucia z zagranicznych stażów, gdzie przykuwano ogromną wagę do tego, w jakich czasopismach publikować. Dodam tylko, że dorobek mam chyba nie gorszy od Michała, ale nie czerpię dzikiej przyjemności z posiadania prac w lokalnych czasopismach (bo takie też mi się trafiają).

      Usuń
    2. A wierni czytelnicy bloga proszą Michała, aby nie wprowadzał metody selekcji poprzez wyłącznie nie-anonimowe wpisy. Anonimowość to jednak podstawa prawdy w naszym społeczeństwie.

      Usuń
  14. Dobrym obyczajem jest nie odpowiadać na anonim. Wtedy nikt nie będzie przesyłał anonimów i Tobie.
    Mówiłem o czymś innym, wystarczył by i nickname, żeby było wiadomo komu się odpowiada i na którego posta. Teraz jest: "uwaga do anonima z 24:01, jesteś głupi" ;)
    Pozdrawiam,
    KB

    OdpowiedzUsuń