czwartek, 19 marca 2015

Bagno w PAN...

Odważny facet - list jest zawieszony tu, ale wklejam w całości:
[mż]




Warszawa, dn. 15 marca 2015 r.
Prof. nadzw. dr hab. Cezary Wójcik
Dyrektor INE PAN
LIST OTWARTY
do społeczności naukowej i Polskiej Akademii Nauk

Szanowni Państwo,
W najbliższych dniach ma nastąpić wybór na jedno z dwóch najważniejszych stanowisk w polskiej nauce. Wybór Prezesa PAN to decyzja mająca ogromne znaczenie dla kierunku, w jakim podążać ma polska nauka i moment, w którym konieczne jest rozważenie najważniejszych pytań o to, jakie wartości i zasady powinny obowiązywać w polskiej nauce i którymi powinien kierować się Prezes PAN.
List ten formułuję mając na uwadze dobro i rozwój PAN, w przekonaniu, że dobro polskiej nauki wymaga otwartej i odważnej dyskusji także o sprawach najtrudniejszych.
Od półtora roku pełnię funkcję dyrektora Instytutu Nauk Ekonomicznych PAN (INE PAN) w Wydziale I Nauk Społecznych i Humanistycznych. Od tego czasu borykam się z problemami, które nigdy nie powinny się zdarzyć w PAN.
Wszystko zaczęło się w pierwszych dniach urzędowania od skarg doktorantów. Okazało się, że w obrębie Wydziału stworzono strukturę organizacyjną, która funkcjonowała całkowicie niezgodnie z prawem. Tylko w moim Instytucie stwierdzono brak 120 uchwał, decyzji i zarządzeń, które zgodnie z polskim prawem były niezbędne do prawomocnego prowadzenia studiów – nie było nawet uchwalonych przez Radę Naukową programów studiów i uchwał dotyczących ich utworzenia, opiekunów naukowych, kierowników studiów. Kolejne analizy ujawniły dalsze nieprawidłowości: przyjęcia na studia doktoranckie bez stopnia magistra, wystawianie dokumentów, w których „ze względu na szczególne doświadczenie zawodowe” tworzono możliwość ukończenia studiów doktoranckich nawet w jeden semestr, brak ewidencji dyplomów oraz dokumentacji przebiegu studiów. Niektórym kandydatom wystawiano dokumenty zaliczające na studiach doktoranckich oceny ze studiów licencjackich. Oferowano uzyskanie stopnia doktora z nauk o zarządzeniu, do czego Instytut nie miał uprawnień. W sposób nienależny pobierano fundusze na pomoc materialną. Obiecywano wspólne dyplomy z zagraniczną instytucją badawczą, która nic o tym nie wiedziała. Na studia doktoranckie przyjęto niemal 200 doktorantów, choć przy 20 pracowników samodzielnych nie ma możliwości zapewnienia im opieki, nie mówiąc już o stworzeniu relacji uczeń-mistrz.
W Instytucie brak było służb prawnych, wiec szybko zwróciłem się do Wiceprezesa nadzorującego Wydział I o przeprowadzenie audytu zewnętrznego. Reakcją był … brak reakcji. Przez wiele tygodni nie mogłem się doprosić o wszczęcie audytu. Pominąłem więc drogę służbową i wniosek skierowałem do Prezesa PAN, który audyt uruchomił. W jego wyniku Prezes skierował zawiadomienie do Prokuratury, która następnie wszczęła śledztwo i je aktualnie prowadzi.
Studia generowały wielomilionowe wpływy, ale nic z nich nie zostało przekazane na rozwój Instytutu. Po audycie ujawniały się kolejne fakty, w tym przypadki czerpania korzyści majątkowych i zawierania nieuzasadnionych interesem Instytutu umów. Kilka osób – w tym trzech profesorów – w krótkim czasie zawarło pomiędzy sobą umowy na kwotę ponad 500 tys. złotych, których przedmiotem było opracowywanie różnego rodzaju wytycznych, sylabusów, programów, które nigdy nie były uchwalone przez Radę Naukową. Niektóre umowy opiewały na kwoty dochodzące nawet do 50 tys. złotych za przygotowanie np. sylabusów do wykładów na 1/3 strony formatu A4, i które – notabene – nigdy nie zostały przeprowadzone. Zawierano umowy z członkami rodzin, w tym w taki sposób, że rodzic-profesor był osobą odpowiedzialną za odbiór dzieła od swojego dziecka. Część zadań badawczych realizowano niezgodnie prawem, w niektórych z nich część budżetu finansowała wydatki poza badawcze. Dotyczyło to dużych kwot, dochodzących do 400 tys. złotych rocznie, co przez kilka lat ich realizacji oznaczało wydatki dla Instytutu rzędu 2,5 mln złotych. Wszystkie te fakty są udokumentowane.
W efekcie wieloletnich zaniedbań nastąpiła degradacja Instytutu. Na podstawie wyników za 2009-2012 nastąpiło obniżenie kategorii naukowej Instytutu, który w ten sposób znalazł się wśród 15% najgorszych Instytutów PAN. Napływały skargi od doktorantów, powstała ogromna luka pokoleniowa. W Instytucie nie było praktycznie młodych naukowców poniżej 30 roku życia, bo przecież „brakowało” funduszy na ich zatrudnienie i wsparcie.
Spadek efektów i jakości badań, problemy z dydaktyką oraz stale pogłębiająca się patologiczna sytuacja prawno-organizacyjna w Instytucie nie wywoływały żadnych oficjalnych reakcji. Przewodniczący Rady Naukowej nigdy nie wprowadzili po obrady Rady Naukowej stanowiska w sprawie istniejących nieprawidłowości. Jak później się okazało, co najmniej od 2010 r. Wiceprezes nadzorująca Instytut była informowana o nieprawidłowościach i nie podjęła żadnych działań w tej sprawie.
Od pierwszych dni urzędowania nie miałem - i nie mam nadal – wątpliwości, że dla dobra Instytutu wszystkie te sprawy powinny być wyjaśnione. Bardzo szybko okazało się jednak, że nie stwierdzane nieprawidłowości, ale ten kto je odkrywał stawał się największym problem, a zapewnienie „ciszy” wokół spraw Instytutu stawało się najwyższą wartością.
Kiedy ujawniające się nadal po audycie zewnętrznym informacje o nieprawidłowościach przekazywałem drogą służbową do Wiceprezes słyszałem uwagi, że „(…) to jest robienie dziury w statku”. Zamiast podjęcia działań wyjaśniających wobec osób odpowiedzialnych, to ja byłem publicznie piętnowany za odkrywanie tych faktów.
Kiedy zmuszony byłem podejmować trudne decyzje personalne, w sytuacjach naprawdę uzasadnionych, decyzje te były podważane i traktowane jako naruszenie zasady solidarności środowiskowej.
Kiedy konsekwentnie trzymałem się litery prawa, Wiceprezes wywierała na mnie presję na podejmowanie działań niezgodnych z prawem. W imię zapewnienia „ciszy” żądano ode mnie wypłaty środków z pomocy materialnej, które wedle decyzji MNiSW nie mogły być wypłacane i musiały zostać zwrócone do budżetu państwa.
Kiedy w celu odmłodzenia Instytutu zacząłem wprowadzać wymogi Ustawy o PAN, pracownicy którzy zatrudniani byli niezgodnie z ustawą – bez wymaganych konkursów, albo będąc na stanowisku adiunkta przez niemal 30 lat, pomimo że ustawa dopuszcza tylko 8 lat – znajdywali posłuch i ochronę w gabinetach osób nadzorujących. Nawet pracowników, którzy nie mieli żadnych publikacji, grantów, czy zajęć dydaktycznych nazywano aktywnymi pracownikami i wymagano przywrócenia do pracy.
Jak się historia zakończyła? Dla uspokojenia zainteresowanych, w tym naszych studentów, informuję, że wszystkie sprawy zostały naprawione. Po ciężkiej pracy wielu pracowników Instytutu, którzy często sami byli zaskoczeni rozmiarem nieprawidłowości, program naprawczy przyniósł odwrócenie wszystkich negatywnych praktyk. Przeprowadziliśmy sanację prawną studiów, dzięki czemu wszyscy studenci mogą spokojnie zakończyć studia. Nastąpił wzrost aktywności naukowej: 6-krotny wzrost publikacji w prestiżowych pismach, 7-krotny wzrost liczby grantów, do zespołu przyciągnięto utalentowanych młodych naukowców, którzy dzisiaj stanowią już 30% kadry i którzy będą tworzyć przyszłość Instytutu. Pozytywne zmiany zostały dostrzeżone przez instytucje zewnętrzne. Dzięki silnemu wzrostowi dorobku publikacyjnego w prestiżowych pismach INE PAN w styczniu został sklasyfikowany w TOP-10 najlepszych ośrodków ekonomicznych w Polsce, według RePEC. SSRN – największe repozytorium prac naukowych w naukach społecznych – w styczniu br. sklasyfikował nasz Instytutu po raz pierwszy w historii Instytutu i od razu na 136 pozycji wśród 1.500 najlepszych ośrodków ekonomicznych na świecie. NCN i NCBiR wspólnie przyznały INE PAN największy w historii Instytutu grant na komercjalizację badań podstawowych stanowiący ok. 75% rocznej dotacji Instytutu. W tym roku zatrudnieni zostaną kolejni młodzi naukowcy, pomimo spadku dotacji budżetowej o 20% w 2015.
Czy ktoś mi podziękował za tę pracę? Informacje o efektach działań sanacyjnych i rozwojowych były całkowicie pomijane. Pomimo poprawiającej się kondycji Instytutu nasyłano kontrole PIP, ZUS, Prokuratury, a następnie – pomimo pozytywnych wyników – podejmowano próby odwołania mnie nie ze stanowiska – ostatnio przez Wiceprezes działającą w porozumieniu z pracownikami objętymi postępowaniem wyjaśniającym. Nie stało się tak tylko dzięki zrozumieniu sytuacji i wsparciu Prezesa PAN, prof. Michała Kleibera, który wnioski te wstrzymywał.
Dlaczego ta historia jest ważna? Wielkie instytucje naukowe, uniwersytety, są wielkie z dwóch powodów. Po pierwsze, tworzą i przekazują wiedzę najwyższej jakości. Po drugie, są miejscem przekazywania wartości i kształtowania postaw przyszłych generacji. Aby wypełniać tę rolę trzeba głoszone wartości utożsamiać i realizować w praktyce.
Jak my, ludzie nauki, mamy uczyć uczciwości, kreować postawy obywatelskie, jeżeli sami nie będziemy zdecydowanie reagować na nieetyczne praktyki? Jeżeli nie ten, kto popełnił zło, ale ten kto je odkrywa jest piętnowany? Jeżeli ludzie pełniący wysokie funkcje w strukturach instytucji naukowych cenić sobie będą bardziej osobiste relacje od norm kodeksów etycznych, które sami uchwalamy? Jeżeli „cisza” będzie nadrzędną wartością, a złe zachowania nie będą piętnowane nawet ostracyzmem środowiskowym?
Jak my, ludzie nauki, mamy uczyć praworządności, jeżeli sami nie będziemy przestrzegać prawa i traktować go z najwyższym szacunkiem? Jeżeli przymykać będziemy oczy na nieprawne działania, jeżeli będziemy przyjmować, że znajomość prawa nie jest naszym obowiązkiem? Jeżeli osoby obejmujące wysokie funkcje przejmować będą tylko prestiż z nimi związany, ale nie odpowiedzialność?
Jak my, ludzie nauki, mamy uczyć doskonałości zawodowej młodych pracowników, jeżeli sami nie będziemy dotrzymywać najwyższych standardów? Jeżeli przymykać będziemy oczy na niską jakość prac, jeżeli starania o wprowadzanie kryteriów doskonałości naukowej będą blokowane, a nie wspierane przez osoby pełniące wysokie funkcje? Jeżeli studentów traktować będziemy jako źródło dochodu, bez troski o zapewnienie im najwyższej jakości studiów?
Jak my, ludzie nauki, mamy uczyć o rozwoju, jeżeli sami nie będziemy dbali o młodych pracowników naukowych? Jeżeli nie będziemy tworzyć im warunków do rozwoju, jeżeli ich rozwój będzie dla nas ważny tylko w deklaracjach, a nie w czynach? Jeżeli młodzi naukowcy, którzy odnoszą sukcesy za granicą, w kraju skazani są na podrzędną rolę, obawiają się niejasnych warunków awansu i skostniałych struktur instytucji naukowych?
Jak my, ludzie nauki, mamy uczyć odważnego zmieniania świata, jeżeli sami nie będziemy odważni? Jeżeli większą wartością będzie ułożenie się w środowisku, niż otwarte głoszenie poglądów czy protest wobec złych praktyk?
Na kanwie tej historii konieczna jest też refleksja nad pytaniem: Czy istnienie Akademii ma sens? Zdecydowanie tak, ale tylko pod jednym warunkiem – że Akademia będzie faktycznie odgrywać rolę, która jest jej przypisana. Gdy jako miejsce skupiające „najlepszych z najlepszych” będzie liderem przemian w polskiej nauce. Gdy jako miejsce tworzenia najwyższych standardów we wszystkich obszarach funkcjonowania nauki – prawnym, naukowym, dydaktycznym – będzie wzorem i inspiracją dla całego sektora nauki.
Zdaję sobie sprawę, że kiedy otwarcie porusza się tak trudne sprawy naturalną reakcję adresatów może być ich odrzucenie i odwrócenie uwagi od spraw najważniejszych poprzez nadanie im złych intencji lub podważanie wiarygodności posłańca.
Dlatego na zakończenie listu muszę poczynić pięć zastrzeżeń.
Po pierwsze, nie chcę tym listem dotykać spraw personalnych, choć zdaję sobie sprawę, że będzie on miał znaczenie także w tym wymiarze. Dlatego dla uniknięcia wątpliwości wyraźnie je określę. Sprawy, które poruszyłem zdarzyły się w bezpośrednim nadzorze kandydatki na stanowisko Prezesa PAN, Pani prof. Mirosławy Marody – stąd mój bardzo krytyczny stosunek do tej kandydatury. Od razu jednak dodam, że drugiego kandydata, prof. Jerzego Duszyńskiego, nie znam, nigdy się z nim nie spotkałem osobiście, nigdy z nim nie rozmawiałem, choć mam szacunek dla dorobku Instytutu Nenckiego, który jest jedną z pereł polskiej nauki.
Po drugie, na moje postrzeganie tego, co należy do najważniejszych wyzwań stojących przed polska nauką i PAN wpływ ma mój wiek i ścieżka zawodowa. Jestem ekonomistą i naukę postrzegam z perspektywy tej dziedziny. Reprezentuję młode pokolenie naukowców – dość wcześnie, bo w wieku 35 lat zostałem profesorem, jestem jednym z najmłodszych Dyrektorów instytutów i profesorem PAN. Wiele lat spędziłem za granicą i nasiąknąłem tamtą kulturą działalności naukowej – prowadziłem badania i studiowałem między innymi na Uniwersytecie Harvarda i Berkeley i IESE. Jestem stypendystą Tygodnika „Polityka”, dwukrotnym stypendystą Fulbrighta, stypendystą programu Marie Curie, laureatem obu najważniejszych nagród przyznawanych ekonomistom w Polsce. Jestem też aktywnym uczestnikiem debaty publicznej i pełniłem funkcje publiczne w przeszłości.
Po trzecie, przypadki które opisałem niekoniecznie muszą być reprezentatywne dla wszystkich Instytutów i organizacji – są w polskiej nauce naukowcy i jednostki naukowe wybitne i działające zgodnie z najwyższymi standardami. Nie mam jednak wątpliwości że system nauki w Polsce, rozpatrywany jako całość, dzieli wiele problemów i praktyk, które poruszyłem.
Po czwarte, uwagi zawarte w tym liście przekazałem Pani Wiceprezes PAN oficjalnym pismem w dniu 8 grudnia 2014 r. Do dnia dzisiejszego nie otrzymałem odpowiedzi.
Po piąte, część przykładów zaczerpnąłem z mojego własnego Instytutu, jednakże, mam ogromny szacunek dla jego 35-letniego dorobku, a także do wielu aktualnych i byłych pracowników, którzy są i byli ludźmi wybitnymi, którzy odcisnęli znaczący wpływ na rozwój Polski. Przykłady te są tak samo dla nich, jak i dla mnie, bolesne, ponieważ w niezasłużony sposób rzucają cień na nasz wspólny dorobek. Wszystkie te sprawy zostały już jednak upublicznione wcześniej w mediach i co najważniejsze, wszystkie te sprawy zostały już wyjaśnione i naprawione. Po krótkim kryzysie Instytut powraca na swoje dawne miejsce jednego z najważniejszych ośrodków ekonomicznych w Polsce, dzięki dorobkowi tworzonemu przez pracowników Instytutu.
Na koniec – apeluję do wszystkich, którym na sercu leży dobro polskiej nauki do zabierania głosu i podejmowania odważnych działań na rzecz pozytywnych zmian w nauce i kształtowania najwyższych standardów i wartości na których powinna się ona opierać.

Prof. nadzw. dr hab. Cezary Wójcik

6 komentarzy:

  1. Tak tak, ale Pani "profesor" Maroda, już zapowiedziała, że odpowiedni koledzy zajmą się profesorem Wójcikiem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja pi......, że też przyszło mi żyć w takim p..... kraju, gdzie tyle matołów i nierobów jest naukowcami. Boże jeb... w to wszystko jakąś dzidą, albo piorunem, niech to się wszystko zresetuje, zawali albo spali; może z tych naukowych zgliszczy zrodzi się jeszcze coś wartościowego....

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ma facet jaja - dużo dobrego o nim słyszałem, a teraz przekonałem się, że nazywa wały i przekręty robione przez postkomunistyczny beton po prostu po imieniu...

    OdpowiedzUsuń
  4. Zerknijcie także tutaj, bardzo ciekawy ciąg dalszy:

    https://www.facebook.com/przyszloscpolskiejnauki

    OdpowiedzUsuń
  5. Czy można gdzieś znaleźć e-mail'a do pana Prof. Wójcika. Bo chciałbym Mu pogratulować tego co robi.
    Patryk Oleszczuk

    OdpowiedzUsuń