wtorek, 24 maja 2011

FNP odkrywa karty!

Na stronie FNP w zakładce dotyczącej stypendiów START 2011, czyli tutaj, pojawiły się informacje o poszczególnych stypendystach FNP. Podano dla pierwszych kilkunastu laureatów listę ich publikacji i doniesień konferencyjnych.
Warto rzucić okiem,

michał żmihorski

9 komentarzy:

  1. nie wiem czy wiecie, ale można poprosić o recenzje swoich wniosków.
    Ja to zrobiłam, dostałam dwie najwyższe oceny i jedną b niską z komentarzem:

    "badania nad ekologią orzecha włoskiego jako gatunku inwazyjnego w Polsce- efekt interakcji z rodzimymi gat. ptaków i zmian w rolnictwie; ekologia mewy pospolitej;wyniki aktywności badawczej i osiagnięcia będzie można ocenić po zakończeniu rozprawy doktorskiej"

    Jak mam to rozumieć? po 1. primo:) praca o mewie BIAŁOGŁOWEJ (a nie pospolitej!) juz sie ukazała w dość dobrym piśmie (IF 4.1)i mieli ją w załączniku. Po 2. primo:) o orzechu też już coś pisałam. Nigdzie nie ma zapisu że startując muszę być doktorem.

    Lendi

    OdpowiedzUsuń
  2. Zajebiscie wnikliwa recenzja. FNP gratulujemy recenzentów ŻYWCEM z Monty Pythona!!!
    Anonymous

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja myslalem, ze tylko ci w MInisterstwie byli traktowani szalejem przed recenzowaniem wnioskow.

    michal

    OdpowiedzUsuń
  4. no fajnie, właśnie czegoś takiego się obawiałem...

    OdpowiedzUsuń
  5. Juz mialem sie nie denerwowac FNP ale skoro mozna dostac recenzje to o nie poprosilem. Jedna z nich wskazuje ze recenzent nie bardzo wczytal sie we wniosek:
    "Dr. Kejtoch is already three years after PhD and adjunct with international
    experience. His work on environmental and systematic genetics in
    Curculionidae resulted in 9 impacted papers. Given the high (eight) number
    of grants he took part this is not very impressive."
    pomijajac blad w nazwisku, to w chwili skladania wniosku bylem 2 lata po doktoracie, ponadto 4 z 8 wymienionych grantow zostaly "zdobyte" dopiero w 2009 i 2010 wiec ciezko bylo JUZ miec z nich publikacje w 2010...

    Lukasz

    OdpowiedzUsuń
  6. Polecam artykulik "Dr No Money" w ostatnim (czerwcowym) numerze Świata Nauki (str. 19). Poniżej kilka cytatów:
    "Zamiast prowadzić badania, naukowcy tracą czas na uganianie się za grantami ...
    W 2007 roku badanie przeprowadzone przez amerykański rząd pokazały, że pracownicy naukowi około 40% czasu przeznaczonego na badania poświęcają obecnie na błądzenie w biurokratycznym labiryncie. (W Europie nie jest wcale lepiej).Jeden z fizyków z Columbia Uniwersity obliczył, że kilka z grantów, o które się starał, miało ujemną wartość netto: pieniądze z nich nie wystarczyłyby nawet na zapłacenie za czas, który spędzili nad projektami aplikujący i oceniający. ...
    Obecny system nie tylko niepotrzebnie zabiera czas naukowcom, lecz także zniechęca ich do prowadzenia właśnie tych badań, na których powinno nam zależeć najbardziej. Organizacje zarzucane podaniami o dofinansowanie faworyzują zazwyczaj projekty ... „bezpieczne”, ocierające się o wtórność; odrzucają zaś prośby o wsparcie studiów ryzykownych – i potencjalnie przełomowych. Laureat Nagrody Nobla Mario R. Carpecci oraz inni wybitni naukowcy ... mieli problemy ze zdobyciem pieniędzy na swoje nowatorskie badania.
    ... żeby uzdrowić system, zmiany powinny przebiegać dynamiczniej. Jedną z ciekawszych koncepcji jest pomysł zastąpienia finansowania projektów badawczych finansowaniem... naukowców.
    Na takie rozwiązanie zdecydowali się zarządzający największą prywatną instytucją wspierającą badania medyczne w USA – Howard Hughes Medical Institute.
    ... W 2009 roku National Engineering and Research Council wydał ponad 40 mln. dolarów kanadyjskich na administrowanie podstawowych projektów badawczych. Koszty byłyby mniejsze, gdyby każdemu z ubiegających się o dotację po prostu przyznano 30 tys. dolarów. Kolejny pomysł to zwyczajna loteria, czyli sposób, z którego korzysta Foundational Questions Institute, przyznając fundusze na mniejsze projekty. O pewne granty stara się tak wiele osób, że wybór w dużej mierze jest i tak dziełem przypadku. ...
    Jedno jest pewne: obecnego stanu nie da się utrzymać."
    Tyle Świat Nauki (a ściślej w tym przypadku redakcja Scientific American). Ok. dwa miesiące temu wysłałem tu komentarz pt. "Za co naprawdę płaci się naukowcom?" - konkluzją do jakiej doszedłem (na podstawie podobnych argumentów) było, że "za udawanie że pracują naukowo"; najwyrażniej nie tylko ja tak uważam...
    Roman Hołyński

    OdpowiedzUsuń
  7. Romanie,

    Do jasnej ANielki, o co Ci chodzi? Chcesz bywajacych tu odwiesc od pisania grantow? Ja na szczescie juz swoj wyslalem i jestem nieczuly na Twoja propagande.
    Zgoda, sa lepsze i gorsze systemy, ale system przyznawania dotacji na projekty badawcze jakos jest najbedziej powszechnym i najdluzej sie utrzymujacym. Szlag mnie trafia jak slysze swoich starszych kolegow, ktorzy mowia, ze kiedys to bylo lepiej. Ano bylo, bo z odgornego nadzialu dostawali tylko proferory, ktore byly jeszcze ustawione w strukturze i z niczego, nikomu nie musieli sie spowiadac. A jesli chodzi o finansowanie naukowcow, co zacytowales jako alternatywe. Taki system po czesci dziala w RPA. Ale jest jeden gwozdz. Wiesz na jakiej zasadzie przyznaja pieniadze na badania? Na podstawie ilosci cytowan w ISI lub innego systemu oceny rozpoznawanej miedzynarodowo produkcji naukowca. I kolko sie zamyka, bo Ty i tak z przekonania nie bedziesz pisac do wysokoocenianych czasopism. Chyba, ze sie cos zmienilo?
    NIestety, takie zycie. Knut Schmidt-Nielsen nic nie robil tylko sprawdzal prace i wnioski grantowe swoich studentow. I tak samo robil moj szef na post-doku, ktory wlasnie u Schmidta-Nielsena siedzial i pisal artykuly wnioski przez polowe swojego doktoratu. I tak ja robie ze studentami.

    Powodzenia wszystkim piszacym wnioski. Jeszcze niecale 2 tygodnie.

    michal

    OdpowiedzUsuń
  8. Michale, do jasnej Anielki, o co Tobie chodzi? Wydawałoby się że dla uczestnika „blogu dotyczącego problemów polskiej nauki” powinno być oczywiste po co się dyskutuje o problemach nauki – a „obowiązujący” system przyznawania grantów (w sytuacji kiedy jest to praktycznie biorąc jedyne źródło funduszy na badania) jest chyba problemem polskiej (i oczywiście nie tylko) nauki??? A jeśli jest, to „blog dotyczący problemów polskiej nauki” jest chyba odpowiednim miejscem do prezentowania argumentów za lub przeciw temu systemowi lub poszczególnym jego aspektom? Zresztą Wy przecież właśnie to robicie: w Waszych wypowiedziach też dominuje niezadowolenie z przejawów działania tego systemu; różnica między nami jest „tylko” taka jak między, powiedzmy, Gierkiem a „dysydentami” w ocenie wcześniejszych rządów PRL-u: Wy dopatrujecie się „błędów i wypaczeń” jakichś konkretnych recenzentów czy szczegółowych regulacji tego czy tamtego programu, ja twierdzę że to system „jako taki” jest zły i powinien być jaknajszybciej zmieniony, bo dopóki podstawowe założenia pozostaną takie jakie są to ktoby nie oceniał i jakby nie ustawiono szczegółów proceduralnych efekty będą mniej-więcej te same! Powiadasz „Szlag mnie trafia jak slysze swoich starszych kolegow, ktorzy mowia, ze kiedys to bylo lepiej”, bo Twoim zdaniem „z odgornego nadzialu dostawali tylko profesory, ktore byly jeszcze ustawione w strukturze i z niczego, nikomu nie musieli sie spowiadac”. To niezupełnie prawda (czego ja sam – choć nigdy nie byłem profesorem, nie mówiąc o „ustawieniu w strukturze”... – jestem żywym przykładem), ale sporo racji w tym (jeśli chodzi o „demoludy”) oczywiście jest. Tamten system też był uważany za „nienaruszalny”, też się mówiło „Niestety, takie zycie”, tak nam grają, tak musimy tańczyć – a jednak teraz niema demoludów i „grają nam” inaczej (choć, moim zdaniem, pod tym właśnie względem niewiele lepiej, a z perspektywy niektórych dziedzin nauki – np. „mojej” taksonomii – zdecydowanie gorzej!) – dlaczego? Ano dlatego że kiedyś paru cudaków zaczęło mówić że system jest zły, i choć większość społeczeństwa wzruszała najwyżej ramionami lub pytała „do jasnej Anielki, o co Wam chodzi?” to jednak najpierw pięciu czy dziesięciu, potem stu, tysiąc, milion się dołączyło i – mamy nowe „orkiestry”, grające inne „melodie” do innego (pod wieloma względami rzeczywiście bez porównania lepszego) „tańca”. Na tej zasadzie skończyło się „klasyczne” niewolnictwo, tak doprowadzono do zaprzestania gotowania heretyków w oleju, i tak się skończy (oby nie za późno...) obecny system finansowania nauki! Ja już raczej tego nie doczekam (choć bardzobym chciał!) ale jednak zależy mi na tym aby moja Żona czy młodsi koledzy (np. Michał Wojciechowski...) doczekali, a więc i chciałbym się do tego według swoich skromnych możliwości przyczynić. Zdaję sobie oczywiście sprawę że są to możliwości bardzo skromne, mniej-więcej takie jak mój wpływ na wynik wyborów parlamentarnych czy prezydenckich, ale tak jak mimo znikomości tego wpływu biorę jednak udział w wyborach tak próbuję swoje znikome możliwości wykorzystać w sprawach moim zdaniem ważnych. A że moje znikome możliwości ograniczają się do „głoszenia” moich poglądów i popierających je argumentów, więc próbuję przekonać Michała Wojciechowskiego (i, oczywiście, każdego „kto ma uszy do słyszenia a oczy do – np. – czytania”) że system jest zły i należy go zmienić. [cdn.]
    Roman Hołyński

    OdpowiedzUsuń
  9. [cd.]
    A czy warto przekonywać Michała Wojciechowskiego, który przecież nie ma władzy potrzebnej do zmiany? Ano, z conajmniej dwu powodów warto próbować: po pierwsze, pewne możliwości (choćby i równie znikome jak moje) Michał Wojciechowski ma, i jeśli uda mi się go przekonać, to może dołączy się i będzie nad dwóch (to oczywiście tylko przykład: już jest nas znacznie więcej, jak widać i z cytatów które przedtem przytaczałem jak i chociażby z ostatnio cytowanego artykułu), a może się i inni dadzą przekonać i będzie nas pięciu, dziesięciu, pięćdziesięciu – ziarnko do ziarnka, może się uzbiera miarka?; a po drugie, nawet jeśli obecnie możliwości Michała Wojciechowskiego nie są większe niż moje, to ma on wszelkie szanse za pięć czy dziesięć lat być jednym z „decydentów”, wpływowym członkiem owej „orkiestry” „przygrywającej do tańca” i może przyczyni się do zmiany „melodii” na taką przy której naukowcom będzie się płaciło za efektywne badania a nie za produkowanie wniosków, uzasadnień, sprawozdań, rozliczeń i innej biurokratycznej makulatury? Zbyt piękne aby było prawdziwe? – no cóż, marzenia się czasem sprawdzają... Trzeba tylko – jak w anegdotce o Panu Bogu i wygranej na loterii – „dać im szansę”!
    Co do drugiego Twego pytania: nie, oczywiście nie zamierzam nikogo „odwiesc od pisania grantow” – namawianie do samobójstwa nie byłoby zbyt etyczne, a to w dzisiejszych warunkach niewątpliwie byłoby czymś w rodzaju „naukowego samobójstwa”! Tylko że ja nie uważam stwierdzenia „niestety muszę się do narzuconego systemu zastosować” za synonim uznania owego systemu za słuszny! Nasi mili SLD-owcy i dzisiaj często argumentują że nie powinniśmy krytykować systemu komunistycznego, bo przecież „wszyscy żyliśmy, pracowaliśmy, działaliśmy w owym systemie, wszyscy byliśmy jego elementami, a więc wszyscy jesteśmy za niego odpowiedzialni” – czyżbyś się zgadzał z tą „logiką”? Ale jeżeli system akceptujemy, jeśli wiedząc że jest zły nie próbujemy go (choćby tylko przez dyskusje i argumentację) „podważać”, to rzeczywiście stajemy się współwinni!
    Nb. twierdzenie że „system przyznawania dotacji na projekty badawcze jakos jest najbedziej powszechnym i najdluzej sie utrzymujacym” jest raczej kiepskim argumentem choćby (ale oczywiście nie tylko i nie przedewszystkim!) dlatego że trwa on jak narazie nie tak znów długo: za moich młodych (i nie tylko bardzo młodych) lat od bardzo dawna „obowiązywał” na całym świecie (tym razem nie mówię o „obozie socjalistycznym”) zupełnie inny, o „grantach” się raczej nie słyszało! A że w RPA granty przyznaje się „na podstawie ilosci cytowan w ISI lub innego systemu oceny” to nie znaczy że propozycja finansowania naukowców a nie projektów jest zła: złe (moim zdaniem) jest tylko kryterium oceny, ale ono jest równie złe (a jeszcze bardziej destrukcyjne!) przy finansowaniu poszczególnych projektów!
    A więc, „powodzenia wszystkim piszacym wnioski” – oraz tym którzy woleliby móc poświęcić ten czas na efektywne badania!
    Roman Hołyński

    OdpowiedzUsuń