wtorek, 22 lutego 2011

"Kariera" młodego, zdolnego biologa.....

http://dolinabiotechnologiczna.pl/praca/potrzebna-pomoc/

11 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. To chyba jakiś żart!

    I jak tu nie być niegrzecznym

    OdpowiedzUsuń
  3. Przede wszystkim ta pani powinna przerobić CV. Nie dziwię się, że nikt nie odpowiada na jej aplikacje. Jest strasznie słabe. Przede wszystkim zdjęcie zmienić na uśmiechnięte, dobrej jakości. Zmienić układ na bardziej czytelny. Znajomość języków obcych? Prawo jazdy? Jakieś zainteresowania? Przepraszam, ale bije z tego CV nieporadność tej pani.

    OdpowiedzUsuń
  4. Sorry, będę mocno złośliwy, ale jak ktoś ma 35 lat, 0 publikacji na ISI i 4 na Scopusie z czego wszystkie w journanalch z "Polish" w nazwie i index h=1 to chyba nie można go nazwać zdolnym biologiem... Mam nadzieję, że ta pani znajdzie dobrą robotę, bo nie życzę jej źle, ale to chyba obraz zderzenia dotychczasowej Polskiej wizji "nauki" z rzeczywistością (czyli impaktami, rankingiem, punktacją) i obawiam się że takich osób będzie więcej w najbliższych latach :o|

    OdpowiedzUsuń
  5. Dokładnie, zgadzam się z przedmówcą. Np w CV naukowym w ogóle nie ma publikacji co jest dość zaskakujące...

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja to ujmę inaczej. Bo znam tę osobę ze studiów i wiem ze jest zdolna i pracowita. Moze nie kreuje swojego image'u zbyt szczesliwie, ale chyba w nauce nie o to chodzi. Natomiast trzeba zwrocic uwage, ze historia tej osoby wlasciwie historia wielu ludzi, ktorzy trafiaja na taki a nie inny zaklad, promotora itp. Niestety, jest to tez historia wielu studentow, ktorzy konczac studia biologiczne dostaje szybka lekcje z ewolucjonizmu pt. dobor naturalny czyli przez piec lat studiowalem bezrobocie.
    Pozdrawiam
    PSkorka

    OdpowiedzUsuń
  7. Pracowitość to nie wszystko, trzeba jeszcze być kreatywnym (i to w pierwszej kolejności). Moim zdaniem problem polega na tym, że doktoraty robią ludzie o zerowej kreatywności. Nikt nie twierdzi, że nie są pracowici, ale tylko wtedy, kiedy przedstawi się im problem do rozwiązania na talerzu - tacy ludzie nie powinni się w ogóle robić doktoratów i zajmować się nauką, i promotor/zakład niewiele tutaj zmieni. Rozwiązaniem byłoby wprowadzenie obowiązku posiadania określonego dorobku przed obroną, nie 1 publikacji w 'niby-journalu'.

    OdpowiedzUsuń
  8. Najlepiej gdyby była to praca napisana tylko przez delikwenta. Wtedy nie można by mu zarzucić, że został dopisany

    OdpowiedzUsuń
  9. Chroba, Adminie Drogi, zrob cos z Anonimami! Czy ten Anonimowy to ten sam, ktory na biednego PSkorke nakrzyczal? W oczach mi sie dwoi i troi.

    A co do sprawy. Niestety, caly czas u nas nie ma pogoni za praca a czekanie az praca przyjdzie. I nie jest to wazne, czy osoba jest kreatywna czy pracowita. Szukam pracy w okolicach Krakowa (jak w opisywanym przypadku) lub Pcimia Dolnego. I nigdzie dalej sie nie rusze. Nawet jesli przez 9 lat ktos rzuca mi klody pod nogi.

    Ja mialem szczescie, ale wiele osob musi szukac pracy i za nia jezdzic. A nie chca.

    Inna sprawa, ze nie ma tez ze strony pracodawcy pomocy w znalezieniu badz podjeciu pracy. Ktora uczelnia daje mozliwosc wynajecia taniego lokum? Jest ich chyba niewiele.

    Najlepszego,
    mw

    OdpowiedzUsuń
  10. Wiecie co, ja nie chce byc jakas wielka jedza ale CV faktycznie ma fatalne... a nawet na necie są gotowe szablony jak powinno wygladac. W koncu to wizytowka kogos kto stara sie o prace.
    Ładna kobieta a dała takie zdjecie...

    Co do braku publikacji - ja dzięki MWoyciechowskiemu (podkreślam y:))urwałam się z instytutu botaniki, w którym to już na wykładach mówi się w stylu - ech ta lista filadelfijska a co to jest skoro żaden rodak tego nie przeczyta. Można pisać dużo i po polsku, a punktów będzie tyle samo...

    Opowiada sie osmieszajace anegdoty jak to prof X ma kolege z INoŚ ktory co chwila sprawdza ile razy byl cytowany. Nie wiem jakie jest tego przeslanie moze - po co dzielic sie tym co zbadalismy?

    Wiem że doktoranci maja swoje mózgi i nie muszą słuchać takich "anegdot", jednak w sytuacji gdy takie rzeczy wypowiadają wielkie autorytety jak były dyrektor, to większość mu wierzy.

    Jak na tamten instytut, AMO ma sporo publikacji i niezle doświadczenie. Ale fakt że w porównaniu z doktorami z innych instytutów wypada niezbyt dobrze.

    pozdrawiam, Lendi

    OdpowiedzUsuń
  11. A ja powiem więcej. Podstawowym problemem wielu zakładów/instytutów/katedr botaniki w naszym kraju jest konserwa. Botanika jest w Polsce często postrzegana jako uświęcona Kornasiami i Szaferami i Pawłowskimi dziedzina, profesorzy najchętniej by egzorcyzmowali biologów molekulranych, pokutuje ciągle 'średniowieczna' metodyka Braun-Blanqueta i ignorancja nowoczesnej statystyki (co szczególnie jest widoczne w instytucie uj-owym który znam dobrze). AMO została skrzywdzona więc także przez tą konserwę, która rządzi jej instytutem i broni się przed przeprowadzką do nowoczesnych budynków z nowym sprzętem bo "na Kopernika kafelki kładł Raciborski!"

    OdpowiedzUsuń