sobota, 24 czerwca 2017

Przewodnik dla postdoków w USA



12 komentarzy:

  1. Bardzo dobry przewodnik. Polecam. Zawsze można się czegoś doczepić, że czegoś nie dopisano, coś wyolbrzymiono, itd. Zasadniczo jednak najważniejsze wskazówki zostały zawarte. Przebywałem na post-doc'ach w USA przez 3 lata i autorzy rzeczywiście piszą prawdę. A najbardziej mi się podobał fragment, gdzieś chyba pod koniec, że to nam zależy na współpracy a nie amerykanom. Wreszcie to ktoś otwarcie powiedział.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam troche wapliwosci co do tego przewodnika. Owszem zawiera on sporo bardzo uzytecznych informacji, wiec mozna powiedziec, ze jego autorzy wykonali pozytywna prace. Ale w tle mamy inny problem. Jak dostac sensonwna posade w Polsce po studiach doktoranckich? Jesli ktos uwaza, ze wyjazd na postdoka do innego kraju jest pomocny, to jednak mocno sie myli. Wyjazd na postdoka jest pomocny, jesli ktos ma juz cos wstepnie "nagrane" w PL, ma tez np. wujka lub innego czlonka rodziny, ktory bedzie pilnowal jego spraw w jakiejs grupie badawczej itp. Ale jesli ktos jest wolnym strzelcem, ktory tak po prostu chce sobie poprawic CV, to wyjezdzajac tak naprawde kupuje bilet w jedna strone. Mowiac inaczej, problem moblinosci w PL jest dosc zlozony i sposob jego przestawiania zwlaszcza ze strony FNP, czesto ociera sie o manipulacje. Wrocmy do przewodnika, opracowanie tego przewodnika wsparla FNP... Jest to wiec przewodnik troche dla osob z kregu "krolik & friends".

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciągle nie rozumiem tego komunistycznego-roszczeniowego myślenia. Obecni doktoranci i młodzi doktorzy uważają, że należy im się etat po zrobieniu doktoratu. Nigdzie tak nie jest za granicą a przede wszystkim w USA, na którym Polska ma się wzorować. W USA młody człowiek robi doktorat, i szuka post-doc'a. Wyjeżdża na tego post-doc'a. W tym czasie rozwija się i jeżeli jest ambitny publikuje dużo i dobrze, po 4-6 latach, szuka pozycji assistant professor na jakimś uniwersytecie. Składa papiery i jak jest b. dobry do go przyjmują.
    Podobną idee ma FNP. Młodzi ludzie niech wyjeżdżają, uczą się, zdobywają doświadczenie a po powrocie aplikują o stanowiska na uczelniach w ramach otwartych konkursów. Ale nie, Polscy geniusze nie wyjeżdżają, pilnują swoich stołków (Ci co je mają), boją się zaryzykować, i tak gniją i narzekają na wszystko do okoła, nie dając nic z siebie. Na moim wydziale, nikt od kilku lat nie wyjechał na długoterminowy staż zagraniczny, podobnie jest prawdopodobnie na innych uczelniach w Polsce. Bardzo często dostaję do recenzji publikacje naukowców z Polski. Poziom tych prac jest mierny, widać, że osoby te są wciąż 10 lat za światem cywilizowanym, nigdy jednak nie odważyli się wyjechać, zaryzykować. Co dziwne są osoby, które nie mają nic do stracenia (brak etatu na uczelni) i mimo wszystko boją się wyjeżdżać.
    Jedynym rozwiązaniem tego problemu moim zdaniem - brutalnym ale jak na razie jedynym - jest jednak konieczność wprowadzenia przepisu zakazującego zatrudnianie w jednostce w której zrobiło się doktorat. Mobilność nie zostanie wymuszona bez narzucenia tego z góry. Nie w Polsce.
    Żeby osiągnąć sukces, trzeba coś dać pierwsze od siebie, zainwestować w siebie a nie od początku żądać. Wielkim problemem w Polsce będzie pokolenie 35+, które właśnie porobiło habilitacje i będzie kształciło "młodzież". Wśród tych ludzi 90% nie ma pojęcia jak się pracuje na zachodzie, jak publikować w dobrych czasopismach, jak pisać granty europejskie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Nigdzie tak nie jest za granicą a przede wszystkim w USA, na którym Polska ma się wzorować."
      Bardzo mnie interesuje, gdzie Anonimowy to przeczytał lub na podstawie jakich zjawisk to wywnioskował, że Polska ma się wzorować na USA?

      Usuń
    2. Obecnie doktoranci i młodzi doktorzy funkcjonują w systemie rynkowym. To znaczy, że mają do zaoferowania wysokiej jakości usługi, własny grant i możliwość uzyskiwania grantów w przyszłości. Wychodząc z taką ofertą szukają dobrego pracodawcy, który w zamian zaoferuje im dobre warunki pracy, tj. obsługę administracyjną, obsługę techniczną, wsparcie merytoryczne, możliwość rozwoju. Czy istnieje w kraju instytut naukowy wychodzący z taką ofertą do potencjalnego pracownika? Zadam pytanie inaczej: czy jednostki naukowe starają się szukać najlepszych albo dobrych pracowników? Mają im coś do zaoferowania? Czy zdają sobie sprawę, że tutaj chodzi o umowę partnerską, w której pracownik daje coś pracodawcy, a pracodawca - pracownikowi? Jeśli nie - będzie to wyglądać coraz bardziej tak, jak Anonim opisał(a). Bo najlepsi i dobrzy znajdą dobre oferty tylko u pracodawców zagranicznych, i nawet po odbyciu staży, i nabyciu doświadczenia nie będą brali pod uwagę niepoważnego podejścia polskiego środowiska naukowego do pracy. W mobilności są dwie składowe (1) pracownik, który musi być dobry i mieć coś do zaoferowania oraz (2) pracodawca, który również musi być dobry, i mieć coś do zaoferowania. Zwracają Państwo na razie uwagę tylko na problemy związane z pracownikiem. Co się dzieje z potencjalnymi pracodawcami?

      Usuń
    3. Całkowicie popieram Anonimowego z 27 czerwca 2017 11:36. Nie sztuką jest wyjechać, sztuką jest mieć do czego wrócić. Na świecie można po stażu szukać pracy poza nauką, tymczasem w Polsce jest to bardzo wątpliwa opcja. W tej chwili zarówno na uczelniach jak i w PANie każdy młody pracownik pilnuje swojego stołka, bo chętnych na ten etat jest często powyżej dziesięciu, a reguły przy zatrudnianiu są bardzo niejasne.

      Nie sztuką jest mieć duży dorobek w dobrych czasopismach, sztuką jest być komuś do czegoś potrzebnym. To rodzi straszne paradoksy - zatudnia się ludzi z marnym dorobkiem, bo tacy akurat są dostępni w danej dziedzinie, a w innych dziedzinach jest nadmiar ludzi z bardzo dobrym dorobkiem, ale brak stanowisk. Ale już próba powrotu ze stażu we wszystkich dziedzinach kończy się na informacji "bardzo byśmy chętnie państwa zatrudnili, ale nie możemy zwolnić aktualnie pracujących".

      Mnie osobiście nie bawi moda na wytykanie palcami młodych ludzi, bo równie dobrze można zapytać tych wszystkich wybitnych samodzielnycn, co oni takiego robią i czy nie opłacałoby się jednostce wymienić ich na młodych po stażach. No sorry, jak chcą zachodniego systemu, to ze wszystkimi tego konsekwencjami. Tam stanowiska odpowiadające naszym samodzielnym są bardzo nieliczne, a o profesurze to już nawet nie chcę myśleć.

      Zróbmy sobie taki sam przesiew kadr. Zdziesiątkujmy profesorów i habilitowanych, po czym wysyłajmy młodych na dowolną liczbę przymusowych wyjazdów.

      To jest ten sam problem co z innymi uprzywilejowanymi grupami w państwie - fajnie utrudniać życie młodym, a my zawsze będziemy trwać świetnie okopani na swoich bezterminowych stołkach.

      Usuń
  4. do AN 26.06.2017 17:37
    Nie, FNP nie proponuje istotnych zmian. FNP proponuje unowoczesniona sciezke dla ludzi (swoich) ustawionych juz wstepnie w systemie. Co do innych tez, to z wieloma moge sie zgodzic. Np. z ta: "Wielkim problemem w Polsce będzie pokolenie 35+, które właśnie porobiło habilitacje i będzie kształciło "młodzież". Wśród tych ludzi 90% nie ma pojęcia jak się pracuje na zachodzie, jak publikować w dobrych czasopismach, jak pisać granty europejskie."

    OdpowiedzUsuń
  5. a propos Anonimowy26 czerwca 2017 17:37
    Zgadzam się w stu procentach z oceną sytuacji. Polecam mój niedawny tekścik na ten temat: http://www.pauza.krakow.pl/385_1_2017.pdf
    AJ

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. do AJ (26.06.2017 21:36)

      Szanowny Panie Profesorze, jest dla duzym zaszczytem, ze sledzi Pan tutaj dyskusje i ze zdecydowal sie Pan umiescic komentarz.

      Ale jesli chodzi o ten tekst w Pauzie, to nie wyglada on zbyt przekonywujaco. To sa tylko takie rozne zyczenia (niby sluszne), ale rzeczywiste praktyki odnosnie mobilnosci sa w Polsce zupelnie inne. Ludzie mobilni, jesli nie sa zwiazani z jakas lokalna grupa typu GTW (czyli trzymajaca wladze), nigdy u nas nie byli traktowani powaznie. Podam prosty przyklad (latwy do zweryfikowania). Na tym forum pojawia sie czasem taka osoba: Zdzislaw Szulc. Ten Pan od lat pracuje w USA, ma sporo bardzo dobrych publikacji, wspolczynnik Hirscha ok 25. Jest swietnym fachowcem. No i co? No i nic. Ten Pan jednak nigdy nie mial nic do powiedzenia na krajowym podworku. Pan Szulc pisuje czasami na forach internetowych. I tyle. A to dlatego, ze jest niezalezny i nieprzewidywalny (pisze to co naprawde mysli i pisze jak naprawde rzeczy wygladaja w USA). Wiec czy warto wyjezdzac, czy warto zdobywac te moblinosc, i to super doswiadczenie? Niestety, jest jak jest. Ale jednak nie zartujmy sobie z calkiem powaznych spraw. Mlodzi ludzie uwierza i narobia sobie tylko klopotow.

      Usuń
    2. Do Anonim 26.06.2017 z 23:49.,

      Anonimie faktycznie na tym forum czasami pojawia się pan dr Zdzisław Szulc, który zatrudniony jest na stanowisku profesora na Uniwersytecie Medycznym Karoliny Południowej w USA.Publikuje głównie w języku angielskim, co jest zrozumiałe, gdyż pracuje za Oceanem i jest chemikiem, biochemikiem.Napisałeś, iż pan dr Zdzisław Szulc ma sporo bardzo dobrych publikacji.Co to oznacza? Dlaczego tak twierdzisz? Sam współczynnik Hirscha 25, czy trochę mniej niczego nie wyjaśnia w sprawie dorobku badawczego.Piszesz, że pan dr Zdzisław Szulc nigdy nie miał nic do powiedzenia na krajowym podwórku, a czy nie wynika to z faktu, iż jest po prostu w Polsce nieznany? Pisywanie od czasu do czasu na forach internetowych, czy sam indeks Hirscha 25 nikomu nic w polskim środowisku akademickim nie mówi osoba dr Zdzisława Szulca.To wszystko nie jest takie proste anonimie jak piszesz.

      Usuń
  6. Jest taki dowcip (pierwotnie o filozofach). Dwoch filozofow obserwuje biegaczy na igrzyskach.
    -Co oni robia?
    -Biegna.
    -Ale po co?
    -Jeden z nich wygra.
    -To w takim razie po co biegna ci pozostali?
    (Koniec dowcipu)
    W naszej (polskiej) rzeczywistosci ten dowcip nabiera troche innego sensu. Przestaje byc dowcipem o filozofach, a niestety staje sie malo zabawnym dowcipem o biegaczach.

    OdpowiedzUsuń
  7. W poradniku są podziękowania dla postdoków, którzy podzielili się swoimi doświadczeniami. Sami autorzy w Stanach robili co innego. Cytat ze strony FNP:
    Autorami książki są dr Grażyna Żebrowska, ekspertka ds. nauki, technologii i szkolnictwa wyższego pracująca w Ambasadzie RP w Waszyngtonie, oraz prof. Marek Konarzewski, który m.in. pełnił funkcję radcy ds. nauki i technologii ambasady RP w tej placówce. Autorzy książki nie tylko doskonale znają Stany Zjednoczone, ale także rozumieją specyfikę pracy naukowej zarówno w Polsce, jak i za granicą, oraz potrzeby naukowców.

    OdpowiedzUsuń