wtorek, 27 września 2016

Single Large or Several Small w finansowaniu nauki

Przy okazji licznych wcześniejszych dyskusji o NCNie, grantach ERC, TEAM i innych, przewijał się ciekawy wątek, który chciałbym podnieść do rangi osobnego postu, bo temat ten "chodzi za mną" już od dawna. Mam na myśli o pytanie znane każdemu ekologowi: Single Large or Several Small w odniesieniu do finansowania nauki

Można przypuszczać, że produktywność (rozumiem przez produktywność naukowy output, czyli publikacje ważone ich jakością) przeciętnej złotówki wydanej na granty naukowe przez polskiego podatnika jest nieliniową funkcją przeciętnej wielkości grantu. Ekstremalne rozdrobnienie finansowania na mikroprojekty (=Several Small) będzie skutkowało relatywnie ogromnymi kosztami obsługi systemu grantowego, dofinansowywaniem projektów słabych i niemożnością zrealizowania bardziej kosztownych zadań badawczych w żadnym z nich. Z kolei kumulacja środków i przyznawanie całej puli środków na najlepszy mega-projekt (= Single Large) również powoduje wiele niepożądanych efektów: świetne projekty, ale nieco słabsze niż ten najlepszy, nie będą realizowane, z kolei zwycięzca konkursu być może nie będzie umiał/chciał odpowiednio wykorzystać tak znacznych funduszy, pojawi się rozrzutność, marnowanie części środków itp. Większość osób pewnie zgodzi się, że te ekstremalne scenariusze nie są najlepszym pomysłem i że model optymalny leży gdzieś pomiędzy nimi. Pytanie jakie powinni sobie nieustannie zadawać zarządzający środkami na badania brzmi: "jak daleko jesteśmy od optimum i w którą stronę?" (robią to?)

O co konkretnie chodzi
przeglądając dorobek znanych labów, bardzo dobrze (jak na nasze warunki) finansowanych, odnoszę wrażenie, że wcale nie produkują tak dużo i wysoko, jak moglibyśmy tego oczekiwać bazując na wiedzy o ich finansowaniu. Owszem, grupy te (składające się z ~10 osób) publikują dobre prace, publikują ich dużo (najczęściej coś koło 10-15 rocznie, w tych które sprawdzałem) i sumaryczny dorobek takiej grupy robi wrażenie. Ale gdy przyjrzymy się bliżej i uwzględnimy koszty, sprawa się komplikuje. Na przykład, jedna grupa, którą sprawdziłem ma ok 15 prac, w tym świetne, ale średnia punktacja jednej pracy to... ~25 pkt MNiSW. Czyli jest to punktacja, którą ma European Journal of Entomology albo Bird Study. Fajne pisma, no ale... Dużo to, czy mało? Odpowiadając na to pytanie trzeba pamiętać, że grupy te najczęściej mają non stop po kilka dużych grantów NCN, do tego często jakieś granty FNP, stypendia ministerialne, granty na zakup sprzętu, dobrze wyposażone laby do dyspozycji, całą infrastrukturę i pewnie jeszcze jakieś inne środki. Więc ich produktywność, w przeliczeniu na jeden etat i złotówkę wydaną z kieszeni podatnika, wcale nie rzuca na kolana. Nie chcę tu wymieniać konkretnych grup, bo nie chodzi o personalia (i proszę tego nie robić w komentarzach), lecz o ogólną zasadę - popatrzcie proszę sami kto i co pisze i zobaczcie na zakładkę "granty" (często są wypisane w oddzielnych zakładkach, na stronach takich zakładów). Równocześnie znam ludzi albo grupy, które nie otrzymują zbyt wielkiego dofinansowania, lub nie otrzymują grantów wcale, a jednak robią całkiem niezłą naukę. Oczywiście nie z takim rozmachem jak ludzie z grupy pierwszej, ale pamiętajmy o skrajnie różnych warunkach finansowych w obrębie tych dwóch grup. W przeliczeniu na złotówkę wydaną z kieszeni podatnika w postaci grantów, okazuje się, że ci niedofinansowani robią naukę praktycznie gratis. Znowu nie chcę pokazywać palcem - przypuszczam, że każdy znajdzie w okół siebie takie osoby. Oczywiście jest też cała masa sytuacji przeciętnych, z także słabo finansowanych grup, które robią bardzo mało lub nic.

I tutaj chciałbym postawić, na potrzebę dyskusji, roboczą hipotezę, że obecnie realizowany model jest zbytnio przesunięty w stronę Single Large. Zbytnio, czyli duże projekty są nieproporcjonalnie duże, przez co pieniądze nie są wykorzystywane optymalnie, a naukowcy pracujący w tak dofinansowanych grupach "dostają za dużo" jeśli przyjmiemy, że efektywność naukowa ma decydować o finansowaniu. Nie mam pewności, że tak jest; to raczej przypuszczenie - nie mam twardych dowodów, a jedynie obserwacje kilku zespołów i osób pracujących w różnych warunkach finansowych. Ale bardzo chciałbym, by agencje finansujące badania w Polsce zainteresowały się tym problemem. Jesteśmy niezbyt bogatym krajem, mamy duży i wciąż pogłębiający się dług publiczny, więc takie pytania o optymalizację wykorzystania skromnych zasobów powinny być normą, a nie domeną blogosfery. I proszę tego nie utożsamiać z ideą "każdemu po równo" której jestem jak najbardziej przeciwny - gdyby z takiej analizy optymalizacyjnej wyszło, że duże laby powinny dostać jeszcze więcej, to jestem za. Chodzi mi po prostu o zastanowienie się nad tym problemem optymalizacji.

Jestem bardzo ciekaw Państwa zdania na ten temat, gdyż sam nie rozpoznałem tematu rzetelnie i mam szereg wątpliwości z nim związanych, ale równocześnie wydaje mi się on ważny.

Michał Żmihorski

PS na serio proszę nie pisać o konkretnych osobach!

21 komentarzy:

  1. Tytułem wstępu polecam zapomniany wierszyk jak najbardziej ekologiczny. Podpowiem: "staw" to owa słynna "złotówka podatnika", a reszta to dyskusje o "nauce polskiej" i co z nich wynika. Ciepło pozdrawiam z Jankiem Brzechwą:
    Ryby, żaby i raki
    Raz wpadły na pomysł taki,
    Żeby opuścić staw, siąść pod drzewem
    I zacząć zarabiać śpiewem.
    No, ale cóż, kiedy ryby
    Śpiewały tylko na niby,
    Żaby
    Na aby-aby,
    A rak
    Byle jak.
    Karp wydął żałośnie skrzele:
    „Słuchajcie mnie przyjaciele,
    Mam sposób zupełnie prosty -
    Zacznijmy budować mosty!”
    No, ale cóż, kiedy ryby
    Budowały tylko na niby,
    Żaby
    Na aby-aby,
    A rak
    Byle jak.
    Rak tedy rzecze: „Rodacy,
    Musimy się wziąć do pracy,
    Mam pomysł zupełnie nowy -
    Zacznijmy kuć podkowy!”
    No, ale cóż, kiedy ryby
    Kuły tylko na niby,
    Żaby
    Na aby-aby,
    A rak
    Byle jak.
    Odezwie się więc ropucha:
    „Straszna u nas posucha,
    Coś zróbmy, coś zaróbmy,
    Trochę żywności kupmy!
    Jest sposób, ja wam mówię,
    Zacznijmy szyć obuwie!”
    No, ale cóż, kiedy ryby
    Szyły tylko na niby,
    Żaby
    Na aby-aby,
    A rak
    Byle jak.
    Lin wreszcie tak powiada:
    „Czeka nas tu zagłada,
    Opuściliśmy staw przeciw prawu -
    Musimy wrócić do stawu”.
    I poszły. Lecz na ich szkodę
    Ludzie spuścili wodę.
    Ryby w płacz, reszta też, lecz czy łzami
    Zapełni się staw? Zważcie sami,
    Zwłaszcza że przecież ryby
    Płakały tylko na niby,
    Żaby
    Na aby-aby,
    A rak
    Byle jak.
    Jan Brzechwa

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak na moje odczucie to Pana opinia dotyczącą zbytniego przesunięcia w stronę single large jest poprawna. Ma to związek moim zdaniem ze zmiana sposobu finansowania przez NCN versus KBN. W KBN można było negocjować budżet, np. proponowałem 400000, KBN pytał czy da rade zrobić to samo za 360000 jeśli tak to ok, finansujemy. Z tym, ze były tam pewne watpliwosci natury "korupcjogennej", ze takie "dogadywanie" projektu może prowokować do niezdrowych zaochowan pomiędzy grantobiorcą, a grantodawcą. NCN z kolei przyjął zasadę "naukowiec wie o co wnioskuje" Chcesz 760000, a masz uzasadnienie na 740000, sorry, koniec dyskusji projekt odpada. Z jednej strony nie ma pola do nadużyć, ale z drugiej popatrzcie jak rosną wartosci pojedynczego grantu w kolejnych edycjach. Na początku programu OPUS ludzie nie wiedzieli czego się spodziewać, ile to jest odpowiednia wycena, były wnioski po 400-600 tys. Teraz w ostatnich edycjach nierzadko 1.3-1.7 mln złotych. Niestety (albo stety) zwycięzcy pierwszych edycji dobrze wiedzą które laby są ich głównymi konkurentami w kotrym panelu, wiec największe zespoły forują max jeden duzy projekt do konkretnego panelu, a nie więcej mniejszych (i oczywiście najlepszego możliwego kierownika pod względem osiągnięć, a nie początkującego postdoca). Sprawa finansowania jest bardziej zero jedynkowa. Wóz albo przewóz. Jest tu pole do regulacji, pytanie czy potrzebnej. Moim zdaniem ustanowienie max. granicy finansowania na przykład na 1mln PLN sprawi, ze nagle większość wniosków będzie ustawiana pod max. finansowania, również te, które tego niezbędnie nie potrzebują. Teraz duzi biorą duzo, trzeba się tylko przyjrzec jakie sa tego efekty, o tym poniżej. Jeszcze jedna mała uwaga, startowałem kiedyś o Etiude, wybrałem finansowanie na 9 zamiast na 12 miesięcy z uwagi na chec wcześniejszej obrony doktoratu, mimo ze mogłem dłużej posiedzieć i pobrać 3x 3000 zl i dowiedziałem się pocztą pantoflową, ze komisja doceniła, ze zdecydowałem nie wykorzystać finansowania do max. możliwego limitu. O czymś to świadczy.

    Zupełnie osobna kwestia to określenie tego co jest miarą produktywności naukowej w przeliczeniu na "zlotowkoposdtoca" lub "zlotowkodoktoranta", ze tak zażartuje.

    Pytanie czy jeśli grant za 1 mln. kończy się publikacja powiedzmy w PNAS (IF ~10) i założymy, ze to jest OK, to czy grant za 200 tys. zł rozliczony publikacją w piśmie o IF ~2 będzie sukcesem ? (mowie tu o biologii molekularnej/medycznej czyli o mojej działce). Nie jestem taki pewien.

    Czy jeśli w grancie za 1 mln mamy dwa pod projekty dla dwóch postdokow, jeden okazuje się niewypałem, a drugi publikujemy świetnie to czy uznajemy, ze 500 tys. zl i praca jednego postdoca zostały całkowicie zmarnowane ? Czy w nauce oczekujemy samych pozytywnych wyników ? Moze to rodzic ciśnienie na publikacje nie do końca sprawdzonych danych, aby tylko rozliczyć grant. Jest tu wiele pytań i pozornie dobrych rozwiązań, ale nie wiem jak one zadziałają w praktyce i kto ma przeprowadzić postulowane zmiany ? Czy w ogóle sytuacja "single large" jest pożądana czy nie ? Bo nie mamy pewności jak wyglądałoby rozsianie tych samych środków, powiedzmy z limitem 400000/grant ale na 3x więcej zespołów. Czy rzeczywiście mniejsi dostana więcej, czy więksi będą pisali po 2-3 wnioski na call i zgarną dokładnie tyle samo ?

    Nie mam dobrych odpowiedzi na te pytania.

    Zibi.


    Btw. Gratuluje stypendium MNiSW dla wybitnych i młodych naukowców !!

    OdpowiedzUsuń
  3. Z grantami nie do końca tak jest jak Pan pisze Panie Michale. Mam duże granty, ale z tych grantów zatrudniam post-doc'ów i doktorantów. I tak się dzieje niejednokrotnie w tych dużych i znanych zespołach badawczych. Zatrudnianie doktorantów/post-doców zabiera na prawdę lwia część dochodów. W starych grantach KBN'owski o ile pamiętam były pieniądze na wynagrodzenia ale jako takich na etaty nie było. W NCN można aplikować o etat post-doc'a lub teraz stypendium dla doktoranta. Więc zastanówmy się, jeżli OPUS pozwala na zatrudnienie post-doc'ów lub doktorantów to wystarczy policzyć, że jeden doktorant kosztuje około 136 tys. złotych, jeżeli to jest dwóch doktorantów mamy około 270 tys., jeżeli dodamy jeszcze post-doc'a to wychodzi około 450 tys. na same etaty. Jak jeszcze się chce kupić aparaturę, dochodzi 200-300 tys. (choć można za 500 tys.). Tak więc same pieniądze przeznaczone bezpośrednio na badania to około 800 tys. Następnie dodajemy cenę odczynników, wyjazdów itd. to jest około 300- 400 tys. czyli mniej więcej koszt dobrego grantu z KBN.
    Czyli w zasadzie nic się nie zmieniło. A dlaczego słabiej publikują (może nie słabiej ale wolniej). W grantach zatrudniani są doktoranci, którzy się dopiero uczą. Efektywnie zaczynają publikować dopiero po 2-3 latach, czyli pod koniec projektu. Dlatego, jeżeli weźmy sobie pod uwagę dwóch doświadczonych naukowców i przyznajmy im 400 tys. opublikują oni dużo więcej niż osoby które zaczynają dopiero karierę naukową.
    Taki plan jest bardzo dobry. Następnym krokiem powinno być wyrzucanie z uczelni nierobów i zatrudnianie osób, które mają najlepsze wyniki. Wtedy ich nie tracimy i zaczynamy korzystać z tej pracy która została włożona i środki zostały zainwestowane w ich edukację. Niestety, a tak jest np. w moim przypadku, że starzy nie produktywni adiunkci zajmują etaty, a młodzi niestety muszą szukać pracy w innym miejscu (niekoniecznie związanym z nauką). Otrzymuję kolejny grant i zaczynam "zabawę" od nowa. A starzy adiunkci wciąż okupują stołki bo nie można ich zwolnic z różnych względów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brawa dla przedmówcy !!!

      Usuń
  4. Też przyłącze się do oklasków. W mojej jednostce zazwyczaj jest podobnie. Stary adiunkt wystarczy, że będzie dziesiątym autorem w publikacji której nie widział na oczy. Do tego zarząd jednostki zakopie poprzeczkę tak aby żaden kolega przypadkiem się nie potknął.

    Dodam, że jest jeszcze jedna praktykowana możliwość wydawania środków z grantów. Doktorant wdraża się lub pisząc wprost wykonuje pracę za prof. Xxxx który pobiera środki z grantu prof. Yyyy. Po kilku latach młody doktor znajduje publikację corrected proof (Yyyy and Xxxx, 2016) ze swoimi wykresami/danymi/etc. + dowiaduje się o grancie Pana. Y.

    Powracając to pytania "Single Large or Several Small". Te dwa warianty są potrzebne. Podział/optymalizacja środków IMO ma mniejsze znaczenie niż może się wydawać. Dużo ważniejsze jest aby środki trafiały w dobre ręce.

    OdpowiedzUsuń
  5. Tutaj jeden z przedmówców zaznaczył dość ważną, choć rzadko poruszaną kwestię. Lwia część pieniędzy w grancie to płace dla postdoków/doktorantów/itp, w związku z czym kosztorys całego projektu robi się dość duży. Z drugiej strony gdy już mamy swoją markę w swojej dziedzinie naukowej i potem nie możemy zatrudnić osób, które sami wyszkoliliśmy, a z drugiej strony w naszej jednostce są adiunkci, którzy nic nie publikują to trochę słabo, głównie w kontekście efektywności pracy. Na zachodzie obecnie wiele osób narzeka, że mają środki finansowe, często dość pokaźne, na badania (sprzęt, odczynniki, materiały, itp.) a nie mają lub mają mocno ograniczone środki na postdoka czy doktoranta. Najczęściej są to doktoranci, którzy dopiero uczą się i w sumie ich pierwsze dwa lata to zbieranie wyników i nauka potrzebnych technik/narzędzi do ukończenia zadania badawczego.

    Natomiast co do ilości vs. jakość badań i ich finansowania. Znam wiele lab'ów w kilku krajach, ciekawym jest to, że jedni publikują mało w sensie ilości publikacji, czyli np. mało to 2-4 prace średnio rocznie, ale z IF np. w widełkach 4-8, lub co dwa lata 2 prace typu science/nature lub kilka w scientific reports (chyba IF ok. 5 obecnie) (np. Hiszpania, Wielka Brytania, Szwajcaria, Niemcy, Austria). A z kolei w innych krajach wychodzą za całkiem innego klucza, bo publikują chętnie w przedziale IF np. 1,5-3,5 (np. Plos One, Microbial Ecology, Journal of Applied Ecology, Journal of Invertebrate Pathology, Pest Management Science, Journal of Pest Science, Ecology and Evolution) , ale tych prac wtedy jest 10-15 (np. Belgia, niektóre laby w Niemczech, Hiszpania czy nawet niektóre laby w Stanach Zjednoczonych). Oczywiście są to wyniki grupy 8-10 osób (doktoranci, postdoc i sam lider). Należy podkreślić, że środki w tych projektach są zazwyczaj zbliżone. Pytanie jest teraz, którzy lepsi a którzy gorsi... Moim zdaniem jedni i drudzy są bardzo dobrzy. Nie wiem do końca czy tak powinno być, czy to jest zgodne z etyką, ale od jakiegoś czasu zauważam trend, w którym naukowcy (zazwyczaj liderzy z różnych krajów) piszę wspólnie pracę przeglądową (np. do Functional Ecology, Journal of Applied Ecology czy do jeszcze lepszych czasopism), a potem w podziękowaniach jest wymienione, że zostali sfinansowani przez projekt ten czy inny. Jesli ten Review paper jest jak gdyby podsumowanie ich działań naukowych w tematyce konkretnej to taki artykuł jak najbardziej jest na miejscu czy wręcz się prosi, żeby taki napisać. Natomiast w wielu przypadkach te artykuły, przynajmniej w moim odczuciu służą tylko i wyłącznie podbiciu tzw "output" (wspomnianego przez Pana Michała) z projektu aniżeli podsumowaniu ich działań w konkretnej tematyce. Do czego dąże, do tego, że nawet najlepsi naukowcy starają się być jeszcze bardziej wyśmienici niż są, tylko i wyłącznie po to, aby ich dorobek w ocenie był bezkonkurencyjny, co w mojej ocenie jest jak najbardziej możliwe, bo jeśli jeden znany ekolog z Niemiec ma w swoim dorobku 200 lub więcej prac z IF srednim powyżej 4 lub 5, albo znany biolog molekularny (lub jak wolą ich nazywać ekolog molekularny) ma prac powyżej 400 z IF srednim ok. 3. Czy tacy ludzie mogą być konkurencją dla kogoś w otrzymywaniu duży projektów. To jest tylko taka refleksja odnosząca się szerzej do głównego hasła "Single Large or Several Small".
    Podsumowując wydaję się, że jeden i drugi typ projektów jest potrzebny, żeby wspomagać/rozwijać i jednocześnie utrzymywać poziom nauki. Zapewne co do tego jesteśmy zgodni, tylko w oparciu o jakie kryteria dzielić "single" vs. "several".
    Pozdrawiam,
    Marcin

    P.S. Gratulacje Pani Michale! Stypendium myślę, że należało się już dużo wcześniej Panu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po raz kolejny z dyskusji wynika, że głównym problemem polskiej nauki jest brak rotacji kadrą. Niemożność usuwania zasiedziałych słabeuszy jest podstawowym problemem blokującym rozwój. Intensywne finansowania wybijających się labów czy znakomitych singli z różnych jednostek to tylko łata przykrywająca istotę problemu. Sadzę, że te wybitne laby i jednostki w każdym systemie byłyby w czubie rankingu. Żeby nasza nauka zrobiła duży skok potrzebna jest jednak inwestycja w szeroką ławę badaczy, zarówno tych stosujących strategię single jak i several, ale na bazie łatwej rotacji (nie sprawdziłeś się, bierzemy innego). Moc nauki np. amerykańskiej bierze się ze zróżnicowanych strategii, silne prywatne uczelnie nastawiają się na Single Large, stanowe publiczne raczej na Several Small przy ostrej konkurencji o pracę. Możemy sobie dyskutować o tym co się bardziej opłaca (w moim odczuciu nie da się tego obiektywnie stwierdzić), ale blokada jest nie w tych modelach. Obecna przewaga w Polsce centralnego finansowania Single Large na pewno dowartościowuje laby, które te finansowanie otrzymały, ale przełożenie na ogólny poziom nauki jest minimalne (co pokazują światowe rankingi).

      Usuń
    2. To jest problem bolesny, ale nie glowny. Bolesny dlatego, ze sa ludzie, ktorzy zasuwaja 7.00-23.00 i nie moga sie zaczepic na trwale, a inni w tym czasie pija kawe. Ale pewnego rodzaju strukturalne niesprawidliwosci zawsze sa obecne na swiecie. Rownie dobrze problem przeludnienia w Chinach mozna byloby rozwiazac w taki sposob, ze USA oddadza im Alaske, a Rosja czesc Syberii. Przejdzie? Nie, bo nie. Ale problem rotacji nie jest glownym. Wazniejszy jest problem braku pozaakademickiej infrastruktury badawczej. W prawidlowym systemie tylko jeden doktor powiedzmy na pieciu powinien pozostawac na uczelni lub w instytucie badawczym. A tych czterech pozostalych powinno znalezc cos na granicy biznes/gospodarka/nauka. A u nas jest w tym obszarze zatrudnienia prawie gole pole. I efektywnie nie ma gdzie odeslac zarowno niezbyt produktywnych adiunktow, jak tez ludzie ze swiezymi doktoratami.

      Usuń
  6. Nie mam w tej chwili czasu się rozwodzić, ale potrzebne są oba scenariusze: granty większe na ambitniejsze projekty, granty małe na wejście do systemu. Przy czym te single large to raczej powinny być granty ERC i podobne.

    NCN obiecał niedawno małe granty dla tych, którzy jeszcze nie kierowali projektami. Zobaczymy, czy będą, jestem tym osobiście zainteresowany. Byłem już za stary na Preludium, a teraz męczę się z Sonatami i nie mogę się przebić, niestety, a jednym z zarzutów jest zawsze "nie kierował projektem". Jednocześnie nieźle publikuję prace wykonane za jakieś grosze z malutkich projektów. Taki starter na 40-50 tysięcy bardzo by mi ułatwił życie, a wyniki by raczej nie odbiegały od tego, co ludzie publikują z Sonat czy znacznej części Opusów, bo wiem co robię :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Anonimowy z 28-09, godz 11:29,
    Z tego co wiem, w Preludium nigdy nie bylo limitu wiekowego (i to mi sie bardzo podoba). Wiec nie mogles byc "za stary". Poza tym uwazam, ze planowane przez NCN male granty, to dodatkowa ispiracja dla tych, ktorzy wchodza do systemu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byłem "za stary" w tym sensie, że jak robiłem doktorat, to były jeszcze granty promotorskie, a mój promotor (jak pamiętam, to on byłby kierownikiem projektu) nie za bardzo chciał, żebym składał. Dlaczego, to już inna i długa historia... Zaś pierwsze Preludium wystartowało jakoś w okolicy mojej obrony, może nawet trochę później. Taki skrót myślowy - jak już pisałem, nie za bardzo miałem czas się nad tym rozwodzić, jestem na krótkim zagranicznym stypendium i mam co robić w ciągu dnia.

      Efekt tej luki jest niestety taki, że nawet jak w recenzjach wniosku dostanę bardzo dobre oceny, to i tak ZAWSZE dostaję po głowie magicznym "nie kierował projektem", co jest dla mnie lekko absurdalne. Jeśli połączyć to z nieco niszową tematyką, to moje szanse ostro lecą w dół.

      Usuń
    2. Anonimowy28 września 2016 11:29
      Zmiana słów kluczowych i konkursu często pomaga jeśli projekt i wnioskodawca są dobrzy a pomimo tego oceny są negatywne.

      Usuń
    3. Od pewnego czasu to już nie takie proste, od kiedy przy składaniu tego samego (mniej więcej) projektu trzeba się tłumaczyć ze zmian.

      Usuń
  8. dzięki za miłe słowa odnośnie stypendium, jakoś się udało :-)
    Wiele osób pisze, że zarówno duże jak i małe granty są potrzebne - ok, pełna zgoda, mój post tego nie kwestionuje. Starałem się jedynie zapytać, czy nie mamy do czynienia ze spadkiem produktywności (w przeliczeniu na złotówkę z kieszeni podatnika) wynikającym z efektu skali. Oczywiście, że publikacja w PNASie to coś więcej niż szereg publikacji w średnich czasopismach. Ale - czy sprawdzaliście może kto ostatnio ma publikacje w Nature/Science z PL? Czy są to wyłącznie osoby z dużych i dobrze dotowanych labów? Bo moim zdaniem wcale tak nie jest, co pokazuje że moja hipoteza może być, przynajmniej częściowo, prawdziwa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja gratuluję. Spadek jest nieunikniony. Sądzę, że nie należy spodziewać się wzrostu liniowego ilość pieniędzy - liczba i jakość prac. Stąd przeliczanie na złotówkę może nie jest najszczęśliwszym pomysłem. Co do braku finansowania i dobrych publikacji. Znam osobiście (i w miarę dobrze) trzy osoby, które publikowały w Nature (lub Nature Cośtam) i Science. Dwie publikacje to efekty dużej współpracy ze znacznym finansowaniem. Jedna to rezultat wieloletniej pracy, na którą w chwili obecnej nikt by i tak nie dał pieniędzy, bo niemodne, mało chwytliwe i zbyt żmudne jak na współczesną pospieszną naukę.

      Usuń
  9. Dopóki w końcu nie pojawi się upublicznione rozliczenie zakończonych grantów (czyli: suma wydana i spis efektów, czyli w praktyce - publikacji), to właściwe trudno cokolwiek powiedzieć. Ale też mam wrażenie, że jest coś nie tak. Przypuszczam, że nieefektywność wydawania tych środków jest duża.

    Należy też zacząć traktować przyznane granty jako coś po stronie kosztów (no bo cóż to jest innego?), a nie zysków. Czyli: masz granty, udowodnij, że nie zmarnowałeś tych pieniędzy, że twój dorobek jest odpowiednio większy od dorobku tego, który grantu nie dostał. Teraz zazwyczaj traktuje się sam fakt dostania grantu jako swoisty "dorobek" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszę zauważyć, że ISI Thompsom Web of Science pozwala przeglądać publikacje po numerach grantów, więc informacja jest dostępna.

      Usuń
    2. Jakoś nie widzę tej opcji. Ale nawet gdy ona jest, to bardzo trudno w ten sposób prowadzić jakąkolwiek analizę porównawczą. Na przykład, bardzo brakuje mi analiz (to tylko sam NCN może zrobić i to łatwo) na temat efektywności grantów w poszczególnych dziedzinach w zależności od typu ośrodka (np. dominujące w pozyskiwaniu grantów UW czy UJ versus prowincja). Czyli: czy mająca miejsce narastająca koncentracja grantów w paru ośrodkach to zjawisko korzystne czy patologiczne? Tego nie da się zgadnąć, tu potrzebne są dane statystyczne. O NCBiR to nawet nie warto wspominać, może prokuratura trochę tam posprząta. Ale NCN mógłby się sprężyć.

      Usuń
  10. W pewnym sensie upublicznienie już jest, wystarczy po przeglądać artykuły albo ich brak.
    Samo napisanie dobrego projektu wymaga sporo pracy jeśli nie jest się w kole wzajemnej adoracji.

    OdpowiedzUsuń
  11. Panie Michale, czego Pan nie daje tej informacji. Przecież to powinna być informacja dnia na blogu
    https://forumakademickie.pl/fa/2016/09/kronika-wydarzen/aresztowanie-bylego-szefa-ncbr/

    OdpowiedzUsuń
  12. http://retractionwatch.com/2016/09/20/what-if-scientists-funded-each-other/
    Retraction Watch

    What if scientists funded each other?

    We were struck recently by a paper in Scientometrics that proposed a unique way to fund scientists: Distribute money equally, but require that each scientist donate a portion to others – turning the federal funding system into a crowd-sourcing venture that funds people instead of projects. The proposal could save the inordinate amount of time scientists currently spend writing (and re-writing) grants, but would it actually work? First author Johan Bollen, of Indiana University, explains.

    OdpowiedzUsuń