środa, 14 września 2016

Opcja zerowa?

Ciekawy tekst (choć dostępny tylko częściowo w trybie bezpłatnym) profesora Pacholskiego. Autor zastanawia się nad resetem nauki: zwalniamy wszystkich i zatrudniamy nielicznych. Jak dla mnie pomysł super, kilkukrotnie o nim wspominałem, bo nie wierzę, że na drodze ewolucji dokona się jakaś znacząca zmiana w Polsce (uważam, że taka zmiana jest skutecznie sabotowana przez beneficjentów obecnego systemu). Musi więc nastąpić radykalna zmiana o charakterze rewolucyjnym i takim impulsem mogłaby być omawiana w tekście strategia niemiecka. Warto przynajmniej zastanowić się nad takim rozwiązaniem.

Na razie nie komentuję tego obszerniej, sam muszę pomyśleć i może przeczytać cały tekst. Artykuł dostępny tutaj:

Michał Żmihorski

113 komentarzy:

  1. Ha, ale jesli zwolnimy wszystkich, to kto bedzie zatrudnial tych nielicznych (i decydowal o kryteriach naboru)? Jakies komisje z zagranicy?

    OdpowiedzUsuń
  2. Błagam, tylko nie tego typu idiotyczne pomysły! Naprawdę chcecie dać władzę szalonym politykom oraz "leśnym dziadkom" nad zatrudnianiem tysięcy ludzi w nauce (już widzę te "kompetentne" komisje rekrutacyjne)? To rozumiem, że wszyscy, żeby dostać etat, zostajemy asystentami jakiegoś posła...Co prawda nie jestem profesorem, ale mam (chyba) lepszy pomysł...zlikwidujmy naukę w Polsce ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Można naturalnie zaproponować każdą bzdurę jako "rozwiązanie". Można się zastanawiać, jakież to gremia będą zatrudniać ponownie, na jakich zasadach i skąd się wezmą członkowie tych gremiów. Można w końcu sprawdzić dorobek autora - nie zamierzam go komentować, ale każdy z dostępem do Web of Science sprawdzi go w minutę, po czym zastanowi się (a przynajmniej powinien) nad uzyskanymi rezultatami. I czy autor zostałby zatrudniony ponownie. Tak, wiem, autor "sprawował" i "zasiadał", ale cóż.

    OdpowiedzUsuń
  4. Trzy glosy na nie. To ja powiem "TAK".

    Opcja zerowa stosowana jest w wielu przedsiębiorstwach np. po przejęciu przez inny podmiot. Ma ona za zadanie zweryfikowanie wszystkich starych umów i ewentualnych zaszłości, żeby uniknąć tzw. trupów w szafie.

    Pojawiają się pytania "kto ma rekrutować". Odpowiadam, ten, który Wam płaci. Nie finansujecie swoich stanowisk z własnej kasy, wiec macie spełniać wymagania instytucji finansującej. Jeśli będą głupie kryteria ponownego naboru nauka na tym straci, jeśli dobre, to zyska. Jakie są te dobre ? To się okaże, to forum o ewolucji, wiec chyba znajomość praw doboru naturalnego jest tu znana ?

    Nie robienie w sytuacji polskiej nauki nic to powolny dryf na peryferie europy.

    Zibi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A propos dryfu. Może żyję dłużej od Zibiego i dlatego ostatnie 25 lat oceniam jako, powolne bo powolne, ale płynięcie (nie dryfowanie) w kierunku centrum nauki europejskiej. Dryf na obrzeżach nauki europejskiej, i chyba światowej, to był za komuny. Jeśli ktoś tej kolosalnej poprawy nie dostrzega to chyba uważa, że Polska jest w ruinie :-). Nie rozwalajmy tego co nam się udało zbudować, wspomnijcie komunę, chcecie powrotu?

      Usuń
    2. Kto będzie rekrutował i zatrudniał? To proste, ludowo-narodowi komisarze. Znam prof. Pacholskiego osobiście, zawsze miał rewolucyjne pomysły, często słuszne ale zbyt idealistyczne. Jako rektor się nie sprawdził, bo na takich stanowiskach potrzebna jest dyplomacja i konsiliencja. Miał ładne wizje i kompletny brak pomysłu jak je skutecznie realizować. Ten powyższy pomysł to taka wizja bez zastanowienia się, jak w takim kraju jak Polska ten pomysł zadziała. Podzielam opinię kol. z 16:02, że płyniemy w kierunku europejskiego centrum. Wskazują na to wszystkie rankingi światowej nauki, a jak uwzględnimy procent PKB, jaki idzie na naukę w Polsce w porównaniu z innymi krajami, to nawet to centrum już osiągnęliśmy.

      Usuń
    3. Alez ja się z tym całkowicie zgadzam. Nie neguje postępu ostatnich 25 lat, wszakże startowaliśmy z pozycji ekonomicznego bankruta (pensje na poziomie 20USD miesięcznie) i nie ma co się dziwić, ze poprawiło się znacznie.

      Co do dryfu, to uważam, ze obecna liczba i "moce przerobowe" polskich zespołów biorąc pod uwagę nakłady na naukę osiągnęły maksimum. Wystarczy popatrzeć na succes rate w konkursach NCN, poniżej 20%, czyli wiele obiektywnie dobrych projektów (powiedzmy górne 25%) nie dostaje kasy.
      Potrzeba świeżej krwi z zagranicy, sprowadzenia naukowych emigrantów i zapewnienia im warunków zachodnioeuropejskich oraz zachęcenia do aplikacji o granty europejskie. Aby to się stało, trzeba uwolnić etaty na uczelniach poprzez zwolnienie nieefektywnych pracowników oraz dostosować mentalnie (również poprzez odmłodzenie kadry) administracje do pomocy naukowcom w staraniu się o fundusze. Nie wiem co jest w tym kontrowersyjnego ? To przecież nie sanatorium.

      Zibi

      Usuń
    4. jakiego centrum? Chyba mowicie o geograficznym centrum Europy, polozonym gdzies kolo Kutna... Najlepsze polskie jednostki wlasnie spadly do piatek setki w rankingu, wiec sugerowalbym wiecej realizmu.

      Usuń
    5. Nie zajmujmy się rocznymi fluktuacjami, ale patrzmy na kilkudziesięcioletni trend. Jak nasze jednostki wyglądały (pod każdym względem) w latach 80 bądź 90? Pamięta jeszcze ktoś? Sugeruję więcej realizmu :-)...i te rankingi nie dotyczą nauki tylko nauczania...

      Usuń
    6. http://www.ncn.gov.pl/aktualnosci/2016-09-14-polska-w-rankingu-nature

      Usuń
    7. Polska 14, nie!!! Powinna być 41 bądź nawet 141. To musi być kłamstwo i spisek elit Zachodu aby wpędzić polskich naukowców w samouwielbienie i tak ich zniszczyć ;-)

      Usuń
    8. Do Anonimowy14 września 2016 16:34. Proszę wziąć jednak pod uwagę, że światowa nauka też się zmieniła. Polska poszła do przodu o 1000% ale od tamtego czasu światowa nauka o 1500%. Więc ciągle jesteśmy daleko za nimi. Aktualnie problemem w Polsce nie jest sprzęt, bo ten mamy bardzo dobry (porównuję do tego co wiedzę za granicą) ale jego dystrybucja i kadry. Dodatkowo w zakupie nowego sprzętu uczestniczyły głownie leśne dziadki i sprzęt ten nie koniecznie pokrywa się z aktualnymi trendami. Dlatego bardzo często cała masa sprzętu stoi nie używana bo, 1) leśne dziadki mieli jakąś wizję ale nie mają ludzi do pracy bo są otoczeni swoimi wiernymi adiunktami, którym się nie chce uczyć a 2) młodzi co mają granty nie chcą wykorzystywać tego sprzętu bo to nie jest związane z ich tematami badawczymi (przypadek z mojego podwórka, dużo sprzętu na 40 mln PLN zamówione przez 3 leśnych dziadków, który stoi teraz nie używany; pomijam już inne projekty w których "leśne" dziadki kierownicy pokupowali sobie te same urządzenia lub zbyt zaawansowane dla nich). Dodatkowo a) nie ma wystarczającej kadry (starym nie chce się uczyć, a dla młodych nie ma etatów), b) ten sprzęt bardzo często postawiony jest w jakiś głupkowatych centrach i za korzystanie z niego trzeba płacić (często za dużo, lepiej opłaci się zrobić badania w kooperacji z kimś z Zachodu, często tylko za udział w publikacji). Moim zdaniem pierwszym krokiem powinno być rozbudowanie młodej kadry i powolne eliminowanie starych/nieefektywnych adiunktów. Najlepsze 2-3 grupy z Wydziału powinny dostawać ekstra etaty naukowe. Jednak to działanie powinno być bardzo dokładnie przemyślane, bo oczywiście są Zakłady, które publikują dużo ale w tych zakładach zatrudnionych jest 20-25 osób a liczba publikacji to 30. Są zakłady w których zatrudnionych jest 8 osób a liczba publikacji to 20. Dochodzi jeszcze problem jakości publikacji.

      Usuń
    9. Wlasnie mowie o zmianach dlugoterminowych. Oddzielmy efekt tla, wynikajacy z ogolnoswiatowych trendow i wynalazkow, takich jak np. pojawienie sie interentu czy komputerow, od faktycznej pozycji Polski (mowie o naukach srodowiskowych). Patrzac na dane bezwzgledne jest niewatpliwie lepiej, tylko wariat by zaprzeczal, ale na ile wynika to z tego ze nas ciagnie Zachod za soba? Zobaczcie ze jeszcze kilkadziesiat lat temu polska Ekologia byla stosunkowo wysoko, chocby w zestawieniu ze Skandynawami. A teraz? Wszystko jest wzgledne, czerwona krolowa itp.
      Dobra, nie musimy wchodzic w ten temat, chyba bardziej interesujaca jest opcja zerowa.

      Usuń
    10. Nie znoszę tego polskiego biadolenia. Rankingi nauki robią instytucje spoza Polski i nie maja one interesu w tym, żeby poprawiać nam wyniki. My zawsze oceniamy sytuację u nas gorzej niż robią to zewnętrzne audyty. Taka nasza natura, skupiamy się biadoleniu zamiast dostrzegać sukcesy. Nie oznacza to, żeby uznać iż jest super, ale progres jest wyraźny. Jest wiele do zrobienia, ale potrzeba do tego obiektywizmu. A my myślimy tylko rewolucyjnie, a to wyzwala dużo emocji, a mało konkretów.

      Usuń
    11. no ale własnie zewnętrzny audyt ocenił gorzej niż w zeszłym roku, a ktoś powyżej pisze, że nie jest tak źle - więc akurat odwrotnie niż twierdzisz...

      Usuń
  5. Zgoda co do tego, że w scenariuszu "Opcja zerowa" niezbędne jest opracowanie dobrego klucza do przyjmowania części kadry do pracy. Czy stać nasze środowisko na stworzenie takiego klucza, żeby po całej operacji nie było gorzej niż na starcie? Hmm, nie jestem przekonany, bo faktycznie - jak napisało kilka osób powyżej - tu jest bardzo duża pokusa do korupcji... Ale czy faktycznie kierujący jednostkami zatrudnialiby swoich kumpli rezygnując z dobrych naukowców? Wątpię w taki rozwój wypadków - przecież to kamień u nogi dla takiej jednostki, brak grantów, publikacji, spadek ocen parametrycznych itp. Znacie wielu kierowników/dyrektorów/dziekanów, którzy mogliby tak postąpić?

    OdpowiedzUsuń
  6. Mysle ze mamy tutaj dwie sprawy. Opcje zerowa oraz rankingi (rzekomo dobre), ktore to rankingi ktos nagle chce nam tu wcisnac na sile. Nie bede zajmowal sie tymi rankingami, napisze tylko o "opcji zerowej" (ale sprawa dziwcznych rankingow na pewno powroci, mozna to wnioskowac po uporze osoby, ktora je przywoluje).

    Zajmjmy sie wiec "opcja zerowa". Niestety, nie wydaje mi sie, zeby propozycje prof. L.Pacholskiego mozna bylo traktowac dzisiaj calkiem powaznie. Klimat polityczny temu nie sluzy, PiS ma silne oparcie w AKO, wiec jedyne co mogloby nas spotkac to przyjmowanie wg kryterium swiatopogladowego. Ale propozycja L.Pacholskiego sama z siebie nie jednak zla, chociaz podejrzewam, ze wdrozenie jej wg "amerykanskich" regul mocno rozczarowaloby osoby z tzw. duzym dorobkiem publikacyjnym. A to dlatego, ze nalezaloby najpierw swtworzyc "rady konsultacyjne" zlozone z lokalnie rozpoznawalnych osob (biznesmenow, politykow, naukowcow, ludzi kultury itd.) i takie rady powinny ustalac kryteria jakim celom dana uczelnia, na danym terenie ma sluzyc. I uwaga: dobrzy dydaktycy mogliby byc bardziej potrzebni niz naukowcy z imponujacym IF (radze poczytac sobie tutejsze posty osob zatrudnionych na stanowych uczelniach amerykanskich).

    Natomiast jeszcze kilka slow o prof. L.Pacholskim. To niewatpliwie bardzo pozytywna postac. Niestety chyba mocno wyprzedzajaca swoja epoke i efektywnie panu profesorowi nie udalo sie osiagnac zbyt wiele poza wlasnym wydzialem. Ale niewatpliwie jest to jedna z bardzo nielicznych osob, ktore faktycznie prezentuje idealistyczne podejscie. A niestety tego nie da sie powiedziec o aktywistach zwiazanych z FNP, ktorzy od zawsze walcza glownie o wlasna swietnosc i zwyczajnie zanudzaja nas, jak to powinnismy byc dumni z tego, ze oni sobie strzelaja punkty (za nasze pieniadze).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zgoda co do tego, że jest to pomysł mało realny (jak w wszystkie pomysły dotyczące poprawy sytuacji). Ale podoba mi się, bo gdyby został wprowadzony, ma szanse na serio coś poprawić. Dużo na blogu jest krytyki różnych odważnych rozwiązań (może wkrótce przetestuję, jak czytelnicy skomentują pomysł prywatyzacji...) i chyba większość dyskutantów opowiada się za opcją powolnej ewolucji (w stylu?: "płyniemy w kierunku Zachodu, więc jest ok"), w którą ja nie bardzo wierzę.

      Usuń
    2. "Opcja zerowa" bez zmiany całego bizantyjskiego systemu organizacji i finansowania nauki, a więc ( powtarzam jak mantrę) bez likwidacji CK, czyli centralnie przyznawanych stopni i tytulów i całego przejscia na system grantowo-zadaniowy, z tytułomania kultywowaną tylko na uczelniach, czyli przejscia na bardziej cywilozowany system zblizony do anglosaskiego, NIE NA SENSU, bowiem po czasie stworzy takie same potworki jakie mamy dziś. Pomysł, zeby "opcje zerową"przeprowadziły okopane w systemie "lesne dziatki" jest kompletnie od czapy. Jesli uznamy, ze rolą nauki jest służyć społeczeństwu (również poprzez uczestnictwo w nauce swiatowej), to do przeprowadzenia takiej operacji są powołani "przedstawiciele narodu", czyli reprezentacji dajacych w podatkach kasę. Niestety? Boimy się? Jestem przekonany, ze racjonalnie i pro-państwowo myślące społeczeństwo i jego przedstawiciele (pytanie, czy tak mamy dziś) wybraliby model zadaniowo-grantowy nauki, a nie hierarchiczo-uznaniowo-roszczeniowy, jaki mamy. Wspaniale, że Redaktor porusza takie tematy. Raczej zimniej, choć pozdrawiam ciepło.

      Usuń
    3. Ja się zastanawiam, skąd w ogóle pomysł? Polska nauka jest tam, gdzie jej pozwala nasze PKB oraz nakłady na uczelnie/PAN. Nie niżej, nie wyżej. Dajmy już spokój z rankingami typu Lista Szanghajska: nasze uczelnie są na niej nisko nie dlatego, że połowa kadr jest do wymiany. Cytowany powyżej ranking Nature pokazuje w jakiś sposób to, co udało się w ostatnich latach osiągnąć. Ktoś już przytomnie zauważył, że u nas to zawsze musi być rewolucja. Te jednak rzadko dają pożądane rezultaty.

      Usuń
    4. Ranking "Nature" (tylko regionalny), myslenie typu polska nauka "jest tam, gdzie jest" jest charakterystyczne dla urządzonych tzw. lesnych dziadków. Rzeczywistośc jest natomiast taka, że polska nauka (mimo produkcji publikacji) nie wytwarza innowacyjnosci (wskaźnik daleki od poziomu PKB) oraz nie efektywnie wykorzystuje fundusze np. Programu Horizon 2020 (zalega już "suwerenowi" na kilkaset mln. Euro od wejscia do UE). W Polsce w systemie finansowania i zarzadzania nauka nie było rewolucji od lat 50 zeszłego wieku. Więc, twierdzenie, że "unas to zawsze musi byc rewolucja" pasuje akurat do dowcipu o dwóch małpach siedzacych na gałezi i zastanawiajacych sie, czy to juz czas zejsc na ziemię i nauczyc sie chodzić? Po co? A co, na gałezi źle? Przeciez blisko do bananów. Powiało Syberią.

      Usuń
    5. Oczywiście możesz radośnie sprowadzić sprawę do absurdu. Polska nauka jest "tam, gdzie jest", bo tak właśnie jest. I przy takich funduszach, jakie są dostępne, wyżej nie będzie. Możesz się obruszać i nie zgadzać. Twoje prawo. Ja piszę o zwalnianiu pracowników, Ty o systemie finansowania. Naprawdę sądzisz, że nagle wszystkich wywalimy i w trzy miesiące zastąpimy etaty projektami? Naiwność.

      Ani ja leśny, ani dziadek, ani urządzony. Raczej dość młody adiunkt z akceptowalnym dorobkiem, choć mogłoby być lepiej. Problem w tej dyskusji polega na tym, że omawiana opcja zerowa nie usunie żadnej z wymienionych przez Ciebie patologii. Oczywiście, że nauka polska nie wytwarza innowacyjności (to chyba nie jest po polsku). Nie wytwarza, bo jak ma to robić, skoro sektor prywatny - choćby ze względu na zbyt małe firmy, słabość finansową i brak skłonności do poniesienia ryzyka - niezbyt chce uczestniczyć w finansowaniu badań. Sam NCBiR nie wystarczy (i jest niewydolny), ani powtarzanie przez władze wszelkiego szczebla słowa "innowacyjność" po tysiąc razy dziennie. Można dyskutować, czy podstawowym zadaniem uczelni wyższych jest w ogóle taka działalność? Tak, Polacy słabo sobie radzą w wykorzystaniu środków z Horizon 2020. Często pewnie są zbyt słabi naukowo, równie często jednak nie mają ŻADNEGO wsparcia administracyjnego w przygotowywaniu projektów, a później ich realizacji. To wie każdy, kto ma czasami styczność z pionem administracyjnym na dowolnej polskiej uczelni.

      Usuń
    6. zdecydowanie nie zgadzam sie ze stwierdzeniem, ze "polska nauka jest tam, gdzie jej pozwala nasze PKB oraz nakłady na uczelnie/PAN. Nie niżej, nie wyżej". Absolutnie nieprawda - jest znacznie ponizej poziomu, na ktorym powinna byc przy obecnych nakladach na nauke. Realizujemy max polowe swojego potencjalu, miedzy innymi wlasnie dlatego ze polowa kadry jest do wymiany, i dlatego ze dystrybycja srodkow jest nieodpowiednia.

      Usuń
    7. Do 12:20. Zrozum, nie chodzi wywalanie pracowników, tylko o zmianę systemu, który sprawdza się nie tylko w krajach wysoko rozwinietych. Chodzi o to, zeby uwolnić myslenie od tych bizantyjskich rewirów ciagnacych się od komuny. Czy ktos jest dobry, czy zły, czy go wywalać, czy nie, niech decyduja konkretne zamówienia na projekty (państwowe, prywatne, europejskie, inne) i ich realizacja (łącznie z wynikami naukowymi publikowanymi na liscie filadelfijskiej). Administracja szybko nauczy się obsługi projektów, jesli bedzie taki system (dziś, przy systemie finansowania "na studenta", obsługa projektów jest kulą u nogi Pań Baś, Kaś itp). Sa tez dobre przykłady działania administracji w projektach UE, np. UW, część instytutów PAN. Oczywiscie, rzeczywistośc ekonomiczna jest trudna, ale to nie znaczy, zeby nic nie robić. Ta postawa "polska nauka jest tam, gdzie jest" cofa ją w jakiś "trzeci swiat". Jako adiunkt z dorobkiem bardzo obawiałbym sie o swoja przyszłosć w tym systemie. Chyba, ze "banany" wystarczą :).

      Usuń
    8. Dużo bredzenia, a mało konkretów. Może dlatego, że bredzić każdy może, a do pozytywnych projektów trzeba zaprosić umysł. Michał, przedstaw konkretny projekt reformy (ale realny, uwzględniający wszystkie uwarunkowania) i możemy sobie podyskutować o konkretach, a nie obrzucać inwektywami. Pomysł prof. Pacholskiego jest bardzo fajny, ale typu political fiction. W poprzednim wątku (o habilitacji) jeden z kolegów z zewnątrz przedstawił model funkcjonowania nauki z pozycji obserwatora z normalnego kraju, to wymyślono mu od błaznów i niewłaściwych koneksji rodzinnych. Mi osobiście to tamten model jaki przedstawił bardzo by odpowiadał, ale uznaliście, że to u nas niemożliwe. A teraz ekscytujecie się pomysłem, który jest jeszcze bardziej niemożliwy (chyba, że dysponujecie ogromną armią i dyktatorem który dokona zamachu stanu i wprowadzi ten pomysł prof. Pacholskiego siłą). A mówienie, że Polska ma dostateczne finansowanie nauki, to naprawdę ręce opadają (to czemu Michale opuściłeś ten kraj, tak świetnie finansowany i wybrałeś Szwecję - ale patrzę na statystyki i oni jednak przeznaczają dużo więcej z PKB na naukę i szkolnictwo).
      Przepraszam za sarkazm, ale chyba wchodzenie na ten blog zaczyna być stratą czasu.

      Usuń
    9. Proponuje darujmy sobie emocje i piszmy precyzyjnie, bo wiele z tych nieporozumien wynika z braku precyzji nadawcy i odbiorcy. Ten blog nie jest realna sila, ktora zmieni cokolwiek - jest raczej forum do dyskutowania o roznych koncepcjach, ale decyzje nie zapadaja tutaj, tylko w gabinetach premiera, ministrow itp. To chyba oczywiste.
      Prof Pacholski nie przedstawia konkretnego planu (kto co ma robic itp) tylko szeroka wizje o charakterze rewolucyjnym. Podoba mi sie, bo nie wierze w ewolucje (ktora juz 27 lat trwa...). Masz racje, ze jej wdrozenie jest obecnie zupelnie nierealne, ale rozmowa o ideach nie jest moim zdaniem strata czasu. Tym bardziej ze inne wizje poprawy sytuacji rowniez sa malo realne. Wiec nie ma co oczekiwac, ze ktos tu przedstawi gotowy schemat - realny, rozsadny i latwy do wdrozenia. Takiego po porstu nie ma. Ale nadal warto dyskutowac o pomyslach, szczegolnie ze pomysl prof Pacholskiego ma te przewge, ze zostal z powodzeniem wdrozony u sasiadow i zadzialal.
      Co do finansowania - ja od dawna prowokacyjnie pisze, ze jesli budzet nauki w PL stac na utrzymywanie calej nauki ORAZ tysiecy ludzi, kotrzy nic nie robia, tylko z sympatii do nich, to znaczy ze jestesmy bogaci. Bardziej serio: nie kupuje tego powszechnego biadolenia o kasie, jako leku na cale zlo. Nie, obecnie nie kasa jest problemem, lecz jej dystrybucja i zarzadzanie, w tym polityka kadrowa.
      Co do mojej Szwecji - wyjechalem nie z pobudek finansowych (dopiero na rozmowie kwalifikacyjnej w Uppsali dowiedzialem sie ile bede zarabial), raczej dlatego ze w PL musialem pisac podanie o przydzial papieru do drukarki, a kolega w innym instytucie musial pisac uzasadnienie, dlaczego chce wyniesc lunete poza budynek instytutu, skoro jest to sprzet instytutowy...

      Usuń
    10. Michał, oświeć nas i napisz, który kraj wprowadził jego (prof. Pacholskiego) pomysł bo jakoś mi to uciekło.

      Usuń
    11. Artykul zaczyna sie od zdania: "W byłej NRD wybrano opcję zerową"

      Usuń
    12. Do 13:51. Mamy chyba znacząco różne poglądy na to, co Ty nazywasz "bananami". Pracując prawie bez finansowania (niektóre moje tematy to rzeczy dość niszowe i niekoniecznie bardzo modne), jestem w stanie wyprodukować eksperymentalne papiery w pismach o IF 2-3. Jeśli finansowanie jest (a takich projektów w naszym zespole jest także sporo), to poziom IF 5-7 jest osiągalny. Wyżej, bez znaczących zmian w funkcjonowaniu uczelni, praktycznie się nie da.

      Piszesz, że to system "na studenta" jest kulą u nogi administracji. Nie zgadzam się: są wydzielone całe biura, które mają zajmować się wsparciem projektów. W grantach polskich to jakoś działa, bo i nie są zbyt złożone i ciężko się na czymś potknąć. W międzynarodowych i unijnych robi się miazga, bo wszystko i tak musisz ustalić sam (co właśnie po raz kolejny przerabiamy), a administracja często bardziej przeszkadza kryjąc swoją d**ę, niż pomaga rozwiązywać problemy. Jest trochę lepiej, niż było. Ale mam czasem wrażenie, że na polskiej uczelni wymaga się czegokolwiek tylko od pracowników naukowych (i tak za mało, szedłbym raczej w tę stronę: bardziej surowa ocena pracy), natomiast pion administracyjny jest zabetonowany i nawet jeśli coś spieprzą po całości, to i tak się to rozejdzie po kościach.

      Zrozum: ja w pełni się zgadzam, że ten system wymaga zmian. Tyle, że kompletnie nie zgadzam się z diagnozą "konieczna jest nagła rewolucja w sposobie finansowania i zatrudniania". Bo nie obejmie administracji. Bo wiem już, jak w Polsce realizacja takich haseł się kończy. I jakoś nie wierzę, że to cokolwiek zmieni, bo w rzeczywistości osoby decyzyjne pozostaną te same.

      I na koniec do Michała: wybacz, ale chyba kpisz. Finansowanie w Polsce nadal jest żałosne i poniżej akceptowalnego poziomu, patrząc na PKB. Pamiętaj, że znaczna część tej puli jest jednak zjadana przez kształcenie stanowczo zbyt dużej grupy studentów, i tu jest znaczne pole do działania (możesz tego nie doceniać, jako osoba wywodząca się z PAN). Ale nikt raczej tego systemu "kształcimy wszystkich jak leci" nie ruszy, zbyt niepopularne.

      Usuń
    13. No tak, przeoczyłem, tylko to nie jest do końca prawda (akurat mam bardzo bliskie kontakty z Uniwersytetem Humboldta w Berlinie i pamiętam jak to wyglądało). Tam szło o potrzebę ujednolicenia systemu szkolnictwa w obu częściach Niemiec. W części zachodniej postanowiono odejść od tradycyjnego systemu hierarchicznego i likwidowano habilitację (choć ona też nie była do końca taka jak u nas, bo podobnie jak w USA bo po awansie trzeba było zmienić miejsce pracy i w ten sposób chroniono się przed zasiedziałymi leśnymi dziadkami). Zredukowano sporo kadry (ale tam była otwarta lustracja i można się było dobrać do wszystkich skompromitowanych) i bardzo duże osłony socjalne dla zwalnianych (w Niemczech też jest kodeks pracy i uważam, że w stosunku do pracowników państwowych, to chyba nawet bardziej socjalistyczny niż u nas). Żaden z moich znajomych nie stracił pracy chociaż część miała dorobek naukowy, który wielu na tym blogu by nie zadowolił. Była to raczej miękka integracja niż opcja zerowa. Postawiono na konsolidację jednostek, co pozytywnie wpłynęło na pozycje w rankingach. Rozdrobnienie naszych uczelni to jeden z powodów na niską pozycję w rankingu szanghajskim (w raporcie dla min. Gowina wyraźnie stwierdzono, że konsolidacja pozwoliła by na przesunięcie się w rankingu o kilkadziesiąt miejsc i mogły by dojść do listy UAM i UWr). Na pewno, z politycznego punktu widzenia, reforma typu niemieckiego byłaby do przełknięcia przy właściwym układzie politycznym, dużo bardziej niż taka 100% opcja zerowa, a na pewno warta do dyskusji.

      Usuń
    14. "Ale nikt raczej tego systemu "kształcimy wszystkich jak leci" nie ruszy, zbyt niepopularne"

      W projekcie min. Gowina jest taki postulat, żeby najlepsze uczelnie odciążyć od dydaktyki, a dofinansować na badania. Projekt zakłada również łatwiejsze tworzenie etatów naukowo-badawczych bez dydaktyki (na moim wydziale są już takie, ale tworzone dla osób, które z powodów zdrowotnych nie mogą prowadzić zajęć; na razie zatrudniano na nich osoby z pierwszej piątki rankingu publikacyjnego). Tylko co na to posłowie, od projektu do ustawy długa droga.

      Usuń
    15. Zacznijmy od tego, że na razie to nie jest żaden projekt, tylko zbiór pobożnych (a jakże) życzeń. Minister Gowin wygłosił ostatnio sporo okrągłych i pozbawionych większego znaczenia sloganów, często powtarzając moje ulubione słowo "innowacyjność". Przez kolejny rok będzie tworzenie projektu. Później dwa lata konsultacji i dyskusji. Na końcu kadencji wszystko będzie tak, jak było :D Za to będziemy mieli dogłębnie przedyskutowane projekty, które i tak pójdą do kosza.

      Odciążenie od dydaktyki oznaczałoby:
      a) konieczność powiedzenia: "sorry, studiować może 10% maturzystów, a nie 50%",
      b) zwolnienie połowy personelu (w sensie: pracowników naukowo-dydaktycznych), bo sama nauka uczelni nie utrzyma,
      LUB
      c) wprowadzenie opłat za studia (w tej kadencji chyba niemożliwe).

      Pomijam już fakt, że ta propozycja nie ma na celu odciążania kogokolwiek od dydaktyki, tylko wsparcie forsowanego przez wielu wpływowych ludzi projektu "uczelni badawczych". Chodzi o kasę, dość grubą kasę, która ma przepłynąć na UW, UJ, PW i może na doczepkę do Poznania. Reszta będzie miała tak, jak do tej pory, tylko gorzej, bo kasy będzie mniej.

      Usuń
    16. Do 15:13. Na podstawie tego co piszesz, to pewnie te publikacje za 2-3 IF biora sie z realizacji grantów. Jesli z nich wynika cos więcej niz nabijanie punktów, to własnie działasz w ramach systemu grantowo-zadaniowego (NCN, NCBiR?). Chociaz twoje poprzednie wpisy przedstawiały osobnika mielącego przyczynki do listy B jako "badania statutowe", czyli spozywajacego "banany" na wygodnej gałęzi. Fajnie, że sie myliłem. Chodzi teraz o to, aby skoncentrowac sie na wartosciowych projektach, czyli otrzec sie o współpracę (i konkurencję) miedzynarodową i wskoczyć na poziom wyższy IF, a może postarac sie o trwalszy slad swojej pracy niz np. 500 pkt Ministerstwa, stopnie i tytuły. Czy nie lepiej działać bez tych obciazeń? W świecie, gdzie do konkretnych zadań i projektów liczą sie potwierdzone dorobkiem kompetencje, a nie osiaganie kosztownych (czasowo i kasowo) symbolicznych hierarchii? Administracja jest nieudolna poniewaz pozwalają na to władze (dla których, przecież otarcie sie o naukę swiatową jest nagłym i nieprzyjemnym doswiadczeniem typu "Król jest nagi"). Wiec to mam na mysli propagując na tym blogu "zmianę systemu" i mierząc odległośc dyskusji od niej skalą ciepło-zimno. Przypomnę, że w latach 80-tych w upadek komuny tez mało kto wierzył, a system hierarchiczny w polskiej nauce jest długim cieniem tejże.

      Usuń
    17. Do 17:28. Właśnie nie bardzo z grantów. Te moje prace za IF 2-3 biorą się co najwyżej z malutkich (rzędu kilka tysięcy) grantów typu "dla młodych", czyli de facto z działalności statutowej. Nie mogę się za bardzo przebić przez sita NCN, chociaż zwykle recenzje są przyzwoite lub dobre. Te nieco lepsze prace (powiedzmy IF 4-7) - gdzie nie jestem głównym autorem i robię tylko fragmenty, powstają w dużych grantach i często/zwykle we współpracy międzynarodowej. To wszystko już u nas działa. Miło by było po prostu, żeby zamiast kłód pod nogi i tony papierów, które powinien wypełniać ktoś inny, dla odmiany było jakieś wsparcie. I z tego punktu widzenia (zespołu, który sobie radzi w europejskiej nauce bez poczucia niższości), to nie hierarchie, stopnie i tym podobne (fakt, niepotrzebne) dyrdymały są największym problemem i zagrożeniem.
      Przyczynek do pisma z listy B wysłałem jeden, zaraz po studiach magisterskich. Od tej pory (poza jakimiś tam popularno-naukowymi tekstami bez większego znaczenia) publikuję tylko w pismach z listy A. To u nas rozumie się samo przez się, nikt nie pomyśli nawet, żeby rozpatrywać inne pisma. I nikt za bardzo nie liczy punktów, wysyła się tam, gdzie badania pasują.

      Usuń
    18. Trochę schizofrenii w twojej wypowiedzi. Niby nie patrzycie na punkty, ale wartościujesz. Te prace z IF 4-7 to niby nieco lepsze, a więc te za 2-3 niby nieco gorsze. W mojej dziedzinie te za 2-3 byłyby najlepsze z najlepszych (ale rozumiem, eksperyment, więc IF przesunięty w górę). Ale generalnie zgadzam się z tobą, mniej kłód pod nogi, mniej biurokracji i trochę więcej zrozumienia dla różnorodności pod względem wartości IF.

      Usuń
    19. Schizofrenii? Nie, dlaczego. Wartościuję, bo często jest jednak przełożenie IF pisma-jakość opublikowanej pracy. Nie zawsze. Trochę jest też tak, że działka, którą się zajmuję, nie tak łatwo przebija się wyżej - jednak nisza to nisza; bardziej chwytliwe tematy robimy w większych grupach i tam można poszaleć bardziej. Ale dzięki temu akurat zrozumienie dla różnorodności pod względem wartości IF mam jak najbardziej, tym bardziej że teraz dość ostro współpracuję z biologami-taksonomami i widzę, że lekko nie jest.

      Usuń
  7. My tu o opcji zerowej, ale ten dziwaczny gosc gloszacy chwale nauki polskiej nie odpusci. Takie ma zadanie. Prawdopodobnie bedzie sie tez pojawial w kazdym watku.

    OdpowiedzUsuń
  8. Koleżanki, Koledzy, chodźmy na piwo i podyskutujmy o nauce!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chętnie bym skorzystał z zaproszenia, ale pracodawca chce żebym w tym roku wyprodukował jeszcze 20 punktów, więc pędzę do labu.

      Usuń
  9. Jak widze przyszlosc reform za obecnego ministra? Nie za dobrze... Gosc nie ma sily przebicia, ale bedzie chcial troche sie pokazac, wiec bedzie sporo szumu. Ale wg mnie na dzien dzisiejszy, tylko opcja uczelni badawczych ma szanse przejsc, wszystko inne bedzie po staremu. Na uczelnie badawcze cisna Warszawa i Krakow, aby to co bylo niedawno w NCN zostalo juz na stale. Kto z Warszawy? UW,PW i osrodki PAN-owskie (w tym przypadku to bylaby taki niby uczelnia tylko ze studiami doktoranckimi). Kto z Krakowa? UJ. Ale szanse maja tez AGH i UE. Szanse maja spore, bo minister pewnie chcialby byc w przyszlosci prezydentem Krakowa, wiec z jego punktu widzenia dobrze byloby cos zrobic dla mozliwie szerokiego srodowiska krakowskiego. Kto jeszcze? UAM i moze UWr, bo ktos z tzw. prowincji musi tez cos dostac (zeby w kluczowych momentach bardziej klaskali, niz przeszkadzali). Wg mnie wyglada na to, ze zasadniczo nic sie nie zmieni, tylko strumien pieniedzy bedzie plynal bardziej do Warszawy i Krakowa, niz gdzie indziej(ale to juz przerabiano w NCN-ie, teraz zmieni sie tylko obudowa prawna).

    OdpowiedzUsuń
  10. A ja mam pytanie z innej beczki, ale może mi ktoś pomoże, bo bloga czytają też ludzie z NCN. Zgodnie z zasadą w grancie mam zagwarantowane 25% z kosztów pośrednich. Chciałbym wydać to na modernizację laboratorium /po prostu remont, nowa podłoga, pomalowanie ścian, może gładź, itd.). Człowiek w naszym dziale do Spraw Badań Naukowych powiedział mi, że nie mogę bo te pieniądze mogę wydać tylko na odczynniki, materiały papiernicze i tym podobne.
    Wydaje mi się, że nie ma racji, ale może ktoś już przez to przechodził i wie co można a co nie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. NCN chyba nie ingeruje w sposób jednostka wydaje koszty pośrednie. Więc nie powinno być problemu z wydaniem na remont, z tym, że raczej nie kierownik grantu decyduje o wydawaniu tych pieniędzy, lecz dyrektor jednostki (jeśli nie pełnisz tych dwóch funkcji jednocześnie, to sam chyba nie możesz decydować jak wydać te koszty pośrednie). Ale dawno nic nie składałem, a tam się zmienia jak w kalejdoskopie, więc może jeszcze ktoś inny podpowie.

      Usuń
    2. Panie Michale, trochę się pozmieniało i z kosztów pośrednich, kierownik może wskazać na co sobie zyczy zeby wydano 25%. Tego jestem pewny, zastanawiam się jednak czy może to być remont. Mimo wszystko dziękuję wszystkim innym za odpowiedź, to świadczy jak pomocni mogą być.

      Usuń
    3. Skoro tak, to sugeruję wykonać telefon do NCNu po prostu i zadać wprost to pytanie. A co do bycia pomocnym - nie jest to temat o grantach (i sobota), więc stąd pewnie niewiele podpowiedzi.

      Usuń
    4. Jakoś więcej odpowiedzi się nie pojawiło, a wynika to z tego, że na tym blogu spotykają się głównie "filozofowie", bez dorobku, grantów, itd. którzy umieją tylko narzekać i swoje niepowodzenia tłumaczyć istnieniem habilitacji. Już wcześniej to podejrzewałem ale lubiłem przeczytać od czasu do czasu jakąś fantastykę. Teraz już wiem to na 100% i postanawiam zupełnie przestać czytać tego bloga. A jeśli chodzi o Pana Panie MIchale to proszę się nie starać być takim pomocnym mając nadzieję, że wezmą Pana do jakieś komisji reformowania nauki w Polsce. Nikt się Panem nie zainteresuje (choć przyznam różne punkty widzenia byłyby bardzo ciekawe).

      Usuń
    5. Do anonimowego z 15:03,

      no aż mnie palce świerzbiły, żeby napisać to co Ty.

      Wielkie elaboraty, jak reformować naukę, kto jest winien, kto na tym zyska a kto straci. Kilkadziesiąt odpowiedzi, w którą stronę podążać, aby dogonić Europę.
      Pojawia się JEDNO konkretne pytanie dot. grantu z tak krytykowanego NCN i nagle CISZA przez dwa dni.

      To nieprawda Panie Michale, ze sobota i, ze temat nie o grantach. Ten temat z definicji powinny pogłębiać i śledzić osoby z dorobkiem grantowym, a nie "filozofowie", którzy maja setki pomysłów na to jak dopasować kryteria, żeby wreszcie pierwszy raz dostać grant NCN.

      "Król jest nagi". To forum nie powinno pełnić roli opiniotwórczej dla środowiska naukowego, bo go po prostu nie reprezentuje. Rozczaruje Was, ale osoby, które wiedzą jak wydać 25% kosztów pośrednich z grantu NCN nie śledzą tego forum, bo jest ono zbiorem odrealnionych propozycji wysuwanych przez ludzi nieaktywnych naukowo.

      Zibi

      Usuń
    6. Troszke mnie smieszycie Panowie z ta krytyka. Jesli ktos ma problem techniczny z grantem, to najlepszym pomyslem jest zadzwonic do NCNu, a nie pytac innych co robic w takiej albo innej sytuacji. Sam tez mialem wiele technicznych problemow ze swoimi grantami, ale to nie sa tematy na bloga - przeciez nawet jak uzyskacie odpowiedz, to nie jest ona w zaden sposob wiazaca. Potem powiecie w NCNie ze anonim na blogu tak wam doradzil? Odrobine realizmu. Nie kazdy ma tez czas by udzielac woluntarystycznie korepetycji, wiec Wasze pretensje sa nieco przesadzone. Przykro mi jesli blog nie zaspokaja wszystkich potrzeb, ale nie mam zludzen ze wszystkich spelnial nie bedzie.
      A jesli chcecie byc konstruktywni, to zapraszam: napiszcie posta, podpiszcie sie imieniem i nazwiskiem, ja go opublikuje, i jesli bedzie wazny, to zacznie sie pod nim dyskusja. Ale to juz wymaga odrobiny zaangazowania i odwagi - dacie rade?

      Usuń
    7. Panie Michale,

      nie łapmy się za słówka. Chodzi o prosta zależność. Pytanie - odpowiedz. Jeśli ktoś zapytałby na tym forum jak wypełnić dany podpunkt we wniosku o Opus czy Sonate, to po zalogowaniu się do OSF miałbym odpowiedz w minute i ja tu wklepał. Brak odpowiedzi na pytanie przedstawione powyżej świadczy tylko o tym, ze nikt z szacownego grona nie spotkał się z takim problemem. O czym to świadczy ? Cytując Tadeusza Sznuka "nie wiem, ale się domyślam" ;)
      Ja na swoje usprawiedliwienie dodam, ze w 2013, kiedy dostałem opusa nie było jeszcze takiej możliwości, uniwersytet zabierał cale koszty pośrednie dla siebie :(

      Zibi

      Usuń
    8. Panie Michale, trochę Pan żył w Polsce i dobrze wie, że interpretacja urzędników jest różna. Jeżeli zapyta pan różne osoby z NCN jest duża szansa, że uzyska Pan różne odpowiedzi. Nie mówię już o tym, że jak zacznie się pytać ludzi na innych uczelniach też różne zagadnienia są różnie interpretowane. Zbierajac informacje od różnych osób, można zdobyć "średnią" i znaleźć precedens "a na Uczlni X i Y, robią remonty za 25%". Wtedy jest jakaś możliwość zaczepienia, ludzie z mojej uczelni zadzwonią do tamtych i jakoś sprawa może pójdzie dalej.
      Panie Michale proszę się nie obrażać, ale siedzi już Pan na tej obczyźnie dość długo i jest Pan zupełnie oderwany od polskiej rzeczywistości. A pisanie, że to nie dotyczy tematu, proszę się nie ośmieszać. Gdybym wiedział i ktoś by miał podobne pytanie odpowiedziałbym mu w 10s i nie byłoby problemu. Problem jest to, że Ci wielcy geniusze reformujący naukę w Polsce na tej stronie stanowią grupę jak to napisał anonimowy wcześniej (wielkie dzięki za poparcie, bo już myślałem że rzeczywiście jestem jakiś "odd") o kiepskim dorobku i doświadczeniu. Po co mam ujawniać nazwisko ? Jak to ma pomóc w zdobywaniu informacji, czy jak napiszę jak się nazywam to Pan nagle znajdzie odpowiedź na pytanie, co za niedorzeczne stwierdzenie?!
      Niech Pan wprowadzi rejestrację i że tylko zarejestrowani uczestnicy będą mogli zabierać głos to wtedy bym się może zarejestrował.

      Usuń
    9. Ten wątek to chyba nie jest infolinia dot. składania wniosków o grant.
      Niestety, taki jest urok demokracji, że poglądy może wyrażać każdy. Choć polskie uczelnie mentalnie nie uwolniły się jeszcze z PRL-u, to jednak warto przyzwyczajać się do tego, że standardy się zmieniają. Powinno to być oczywiste dla osób pracujących na uczelni, bo przecież autonomia szkół wyższych służy swobodzie kreowania poglądów (choć duża część Towarzystwa myśli, że jest to przyzwolenie na załatwianie prywatnych interesów). Czy jeśli student zadaje Ci na zajęciach pytanie, drogi Anonimowy naukowcu, to przed podjęciem decyzji czy wejść w dyskusję pytasz go o indeks Hirscha?

      Usuń
    10. Zupelnie bez sensu, gosc wchodzi z pytaniem kompletnie nie na temat i ma ogromne pretensje, ze ludzie mu nie opisuja swoich "przejsc" grantowych.

      Usuń
    11. Szkoda, że nie napisał z jakiej jest uczelni, można by było wysłać jakieś pismo do rektora, że pracownicy mu się za bardzo stresują. Tak to jest jak ludzi wyciskają do ostatniego punktu ministerialnego - słabym po prostu puszczają nerwy. Ale lepiej żeby sobie użył na blogu Michała niż jakby miał bić żonę.

      Usuń
    12. Człowieku nie zabieraj głosu, pierwsze zacznij coś znaczyć w nauce, a później dawaj rady, póki co niczym nie różnisz się w swoich opiniach od chłopa zbierającego ziemniaki na polu (przy pełnym szacunku dla chłopa zbierającego ziemniaki na polu, bo on w przeciwieństwie do Ciebie ma jakieś doświadczenie, poparte latami ciężkiej pracy). A ty tylko potrafisz paplać! I tak pewnie MZ skasuje ten post, bo będzie chciał pokazać, że jest taki prawy i broni nawet tych z którymi się nie zgadza. A ja nic obraźliwego nie powiedziałem, tylko zaznaczyłem, że w nauce nie ma co słuchać ludzi bez dorobku. To tak jakby ktoś miał wybór, do ochrony wybrałbyś snajpera co oddał 100 celnych strzałów, czy takiego co nie oddał żadnego? Którego rad byś wolał słuchać? Zabiera głos człowiek bez dorobku, bez doświadczenia naukowego, bez wiedzy na temat, który nigdy nie był na konferencji zagranicznej, i który nic nie znaczy na swoim wydziale. Ale jest coś takiego jak internet i tutaj przynajmniej może sobie poużywać.

      Usuń
    13. tak, pozwólmy mu wyrzucić to z siebie - widać że te analogie o ziemniakach są bardzo przemyślane i długo trzymał to w sobie ;-)

      Usuń
    14. Jest pan tak niesprawiedliwy, kasuje pan wnioski, które panu nie odpowiadają a za trzymuje obrażające komentarze od swoich kolesi. niczym sie pan nie rózni od tego bydla ktore tak pan krytykuje na tym blogu. boli tylko pana, ze nie zasiada pan z nimi przy jednym korycie.

      Usuń
    15. co Michałku chamstwo z ciebie zaczyna wychodzić i rozpoczynasz personalne ataki. miało być bez obrażania, a sam zaczynasz, pchaj się pchaj do swojego korytka ze swoimi koleżkami, co byś nie napisał i nie zrobił, wiedz, że nie będziesz w tym pierwszym rzędzie, będziesz zajadał ciagle resztki po wielkich swinkach, tak jak to teraz robisz za Baltykiem.

      Usuń
    16. nie usuwam żadnych komentarzy które nie są chamskie - proszę pisać konkretnie i rzeczowo, a z pewnością nie usunę żadnego Pana komentarza, nawet jeśli się z nim totalnie nie zgadzam. Zapraszam do dyskusji, ale na argumenty, nie na emocje

      Usuń
    17. Zadałem proste pytanie, pan zaczął jako pierwszy mnie atakować. Później dwóch Pana kolegów ożywiło się i też zaczęli, co ich bardzo ruszyło prawdopodobnie po wypowiedzi anonimowego, który mnie poparł (w myśl zasady uderz w stół a nożyce się odezwą). Główny problem jak on śmiał zadań pytanie, przecież ten wątek nie dotyczy tego (w myśl znanej kwestii z polskiego filmu, "przyjdzie cham i mu daj!")
      Jakby Pan nie zauważył dyskusja na temat wątku, który Pan podał umarła już w zeszłym tygodniu (brak wpisów lub 1-2 przez cały tydzień). Trudno wymagać, żeby dyskusja szła dalej jak głos zabierają niepoważni ludzie pokroju pana tomka (pseudofilozofowie).
      Po prostu nie lubię czytać głupot wypisywanych przez ludzi bez żadnego doświadczenia a to reprezentuje niejaki pan tomek. Podobnie jak wcześniej była dyskusja o panu Wiącku, to Panu nie przeszkadzało, że ludzie pisali, że nie ma publikacji, wystąpień konferencyjnych, itd. Teraz jak podobnie napisałem o panu Tomku, co jest prawdą, to już się to Panu nie podoba, bo to Pana koleżka. Czyli o niektórych na tym blogu możemy pisać prawdę a o innych nie ?! To jest Pana blog i może Pan to tak ustawić, ale proszę napisać gdzieś jakiś komentarz "Jestem panem i władcą tego bloga i można pisać prawdę tylko o tych o których ja pozwolę". Wszystko wtedy będzie ok.
      Jak może wnieść coś wartościowego do dyskusji człowiek, bez doświadczenia, bez publikacji, który jest przykładem tego z czym należy walczyć w tym kraju na uczelniach. Czy nie widzi Pan, że pan tomek broni status quo? Dlatego wysuwa niedorzeczne pomysły, żeby nikt go nie ruszył. Wiadomym jest, że nikt się nie zgodzi na jego reformy, i przez to system będzie trwał wiecznie a on (pan tomek), do emerytury zablokuje sobie etat, bawiąc się za pieniądze podatników. Jeżeli nawet ktoś decyzyjny zajrzy na stronę, to po komentarzach pana tomka, sobie odpuści. Znam dziesiątki ludzi takich jak on. Pięknie mówiących, nie konkretami, oględnie, tak że nikt nie wie o co chodzi, a jak nikt nie wie o co chodzi, to nie zadaje pytań, jak nie ma pytań, to zabawa trwa! Pewnie jakby poprzedni system istniał pan tomek byłby sekretarzem na uczelni, bo taki wygadany i "mądry". Niech Pan przetrze oczy Panie Michale, bo atakuje Pan tę osobę która chce prawdziwych zmian (i która ma doświadczenie) a nie pozoranta.

      Usuń
    18. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    19. Ja nikogo nie atakuję i cieszę się, że ludzie mają różne zdania - jedynie wtedy możemy zweryfikować swoje poglądy i czegoś się od siebie nauczyć, dowiedzieć, itp. Ale muszę - jako administrator - pilnować by nie było tu personalnego obrażania kogokolwiek. Na przykład teraz pisze Pan imię "Tomek" z małej litery, co jest objawem braku wychowania i, co jeszcze gorsze, braku argumentów merytorycznych. Jeśli chce Pan prawdziwych zmian, proszę pisać tak, by czytelnicy brali na poważnie Pana wpisy. Obecnie wychodzi Pan po prostu na osobę źle wychowaną i nawet jeśli ma Pan rację w tym czy innym temacie, tej racji nikt nie dostrzeże, właśnie z powodu, który opisałem powyżej. Sam się z Tomkiem nie zgadzałem w sprawie habilitacji (patrz nasza dyskusja w poprzednim wątku) więc oskarżanie mnie, że preferuję swoich koleżków jest bez sensu. Każdy ma prawo tu pisać, niezależnie od dorobku, pozycji, stopnia, tytułu itp. Nie dyskryminujemy tu nikogo, oceniamy jedynie proponowane przez daną osobę pomysły itp. Bardzo proszę, trzymajmy się tej konwencji.
      Pozdrowienia,

      PS mi też czasem puszczą nerwy i napiszę coś może zbyt złośliwie - sorry za takie chwile, prowadzenie tego bloga często bywa sporym wyzwaniem.

      Usuń
    20. Tomek, wywalam ten Twój komentarz - dolewasz nim oliwy do ognia

      Usuń
    21. To był podstęp. Popsułeś akcję. Nie chodziło o reklamę tylko o zawiadomienie rzecznika dyscyplinarnego.

      Usuń
  11. http://wiadomosci.onet.pl/forum/afera-na-politechnice-wroclawskiej-naukowcy-wyludz,0,2895926,224055944,czytaj.html
    kolejna oznaka, że płyniemy do centrum Europy i żadne rewolucje nie są potrzebne :D:D

    ciekawy komentarz pod artykułem: "Nieuczciwy i wyjatkowy cwaniak. Kto uwierzy, ze jest autorem ponad 1000 publikacji naukowych. Jak wielu cwanych naukowców dopisywał swoje nazwisko do żmudnej pracy wielu podległych mu studentów, doktorantów i pracowników naukowych. Robił to z premedytacją czerpiąć korzysci materialne wynikajace z upowszechniania wielu wyników prac. Skąd Pan profesor mił brać pieniadze na utrzymanie 3 kolejnych willi budowanych dla kolejnych 3 żon, na luksusowego Mercedesa z rejestracją DJ RUE."

    coraz więcej takich historii się słyszy, może teraz Ziobro (jak Gowinowi brakuje odwagi na reformy) zmusi tez rektorów i innych bizantyjskich leśnych dziadków do oświadczeń majątkowych i upublicznienia dochodów (tak jak w cywilizowanych krajach typu USA). Nagle się okaże, ze pieniądze w nauce nie jest tak bardzo mało, tylko skupione tam gdzie nie trzeba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. prawidłowy link http://wiadomosci.onet.pl/wroclaw/afera-na-politechnice-wroclawskiej-naukowcy-wyludzili-265-tys-zl/glb3fd

      Usuń
    2. o tym że pieniędzy nie jest mało piszę tu od dawna - dosypując z budżetu kolejne miliony kupujemy jakiemuś dziekanowi kolejnego mercedesa... Ale ta afera to jakaś inna niż ta spółdzielnia z NCNu? Tamta też była we Wrocławiu, o ile dobrze pamiętam.

      Usuń
  12. tamto byli informatycy ale też z PWr - prof. Adam J. wyłudził 1.8 mln, poza tym był zamieszany w słynną sprawę uwalania habilitacji dr Rudko (w porozumieniu z rektorem A Morskiej w Gdyni i były rektorem AGH) http://habilitant2012.blox.pl/2015/07/Musze-ochlonac.html

    nic dziwnego, że prof Pacholski widząc to co się tam dzieje proponuje takie radykalne rozwiązania

    ja coraz częściej słyszę "plotki" o niebotycznych zarobkach "tzw. działaczy" na uczelniach, zwłaszcza technicznych - nie wierzyłem w nie dopóki nie okazało się, że w moim PAN dyrektorzy zarabiali 500-600 tys rocznie- myślę, że jest wielu jeszcze bardziej zaradnych. Nie wiem czy nie warto byłoby wprowadzić nakazu upubliczniania zarobków ze źródeł publicznych (pensja, granty, honoraria za recenzje etc) - może na początek rektorów, dziekanów, dyrektorów - tak jak to jest w USA http://www.msusalaries.info/s/person/L/Richard_Lenski.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ok, dzięki.
      No właśnie, mam podpobnie - przecież takich afer jest mnóstwo (ciekawe jaka jest ich wykrywalność) więc jak słyszę, że teraz to środowisko samo z siebie, z własnej woli i motywowane dobrymi chęciami, się oczyści i będzie normalnie, to chce mi się śmiać. Niestety, na węzeł gordyjski tylko jeden jest sposób...

      Usuń
    2. Michał, po pierwsze: jako, że Twój blog to chyba nie tabloid, to może unikajmy sformułowań typu "takich afer jest mnóstwo", bo zapewne ani Ty, ani ja, ani nikt inny nie jesteśmy w stanie tego ocenić i przypomina to sformułowania typu "każdy przedsiębiorca to złodziej". Po drugie, środowisko nie ma się oczyszczać samo, przecież to ewidentne tematy dla prokuratury. Po trzecie i ostatnie: radykalne rozwiązania tego NIE ZMIENIĄ (podobnie jak żadne inne zresztą). Tam, gdzie są do wzięcia jakieś pieniądze, tam zawsze pojawiają się ludzie, którzy spróbują je uszczknąć w sposób niezgodny z regułami. Nie chcesz chyba powiedzieć, że afery tego typu nie zdarzają się w tak chwalonym (nie bez powodu) modelu anglosaskim? Usuniesz starych, pojawią się nowi.

      Nakaz upubliczniania dochodów osób na wysokich stanowiskach, postulowany kawałek wyżej, nie jest pewnie złym pomysłem. Likwidacja habilitacji to jedyna prosta droga, bo wtedy zmniejszy się ryzyko całkowitego zniszczenia kariery ludzi, którzy odważą się donieść o takich patologiach. Bardzo przejrzyste konkursy to kolejny wymóg. Oczywiście, ryzyko złamania sobie kariery nie spadnie do zera, to już kwestia odwagi cywilnej i zgody na podjęcie takiego ryzyka.

      Usuń
    3. no dobrze, przyznaję, że określenie "mnóstwo" pachnie tabloidem, sorry. Jednak jest ich, moim zdaniem, sporo na tyle, by czuć - przy niskiej wykrywalności takich przypadków - poważne wątpliwości odnośnie skuteczności tych ewolucyjnych zmian o których piszesz. Właśnie radykalne ruchy postawiły naukę w NRD na nogi, dlaczego piszesz, że radykalne rozwiązania tego nie zmienią? Chyba przyznasz, że opcja zerowa, o której pisze autor, jest zmianą radykalną, nie stopniową. A w krajach anglosaskich znaczna część wyższych uczelni jest po prostu prywatna, więc tam sytuacja jest z definicji zdrowsza (nie ma budżetowego paśnika dla krewnych i znajomych).

      Usuń
    4. Prywatne uczelnie rzeczywiście w jakimś stopniu problem rozwiązują, no ale my tu nie o tym... Uważam, że żadne rozwiązania tego nie zmienią, bo oszustów zmiany systemowe nie przekształcą w kryształowych obywateli (żeby było jasne, nie piszę o tym prof. wspomnianym powyżej, nie znam sprawy). Są jakieś pieniądze do wzięcia, to je próbują brać. Rewolucje zaś rzadko prowadzą do wyniesienia akurat tych kryształowych, ale to już moja prywatna opinia. Pisałem o takich właśnie pomysłach, bo główną przeszkodą w eliminacji patologii jest zwykły strach przed ich ujawnieniem. Bo mi awans utrącą, bo nie przedłużą umowy, bo cośtam. Jasne kryteria awansu i zatrudnienia po prostu zmniejszają pole manewru tych "złych".

      Usuń
  13. Prof Pacholski niech zacznie od siebie i sam się zwolni (Web of Science, Core Collection:8 publikacji, h=2).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dosc slaby argument - przeciez Prof Pacholski wcale nie twierdzi, ze ten system gwarantowalby mu zatrudnienie. Chyba bardziej interesujaca jest ocena samej idei, niz podsumowywanie dorobku tego czy innego rozmowcy...

      Usuń
    2. Nikt też nie twierdzi, że Prof. Pacholski musi się zdawać na system. Może się sam zwolnić bez konieczności zmiany systemu na ten lepszy, który sam proponuje. Tymczasem zamiast zajmować się tym, za co mu płacą, snuje fantasmagorie. I żeby oddać Profesorowi szacunek, to trzeba zauważyć że jeśli wpisać sam inicjał imienia do WoS wychodzi trochę więcej, bo H=6 :)

      Usuń
    3. Nie uwazam by czyms nagannym bylo rozwazanie przez pracownika naukowego metod na polepszenie sytuacji. Przeciwnie, uwazam ze to jest wlasnie moralnym obowiazkiem tego srodowiska, by w obliczu kryzysu szukac rozwiazan, proponowac wyjscia z sytuacji, dyskutowac itp. Wlasnie poddawanie sie nurtowi i tkwienie w tym co mamy bez slowa sprzeciwu jest najgorszym wyjsciem, a rola profesorow na pewno nie jest plywanie z nurtem. Anonimie, jestes troche zlosliwy - rozumiem, ze nie pasuje Ci to rozwiazanie, o ktorym pisze prof P., ale to jeszcze nie powod do tak personalnej krytyki. Napisz nam raczej jak byc powinno ;-)

      Usuń
    4. w IT są dość specyficzne zasady oceny dorobku - za bardzo się nie publikuje w journalach, najbardziej prestiżowe są wystąpienia na wybranych konferencjach i pod tym kątem oceniany jest czyjś dorobek. Np. Stefan Dziembowski z UW w ISI ma h-index 11, ale dostał ERC i 2x TEAM FNP. Być może dorobek prof. Pacholskiego nie jest taki jak to wynika z ISI.

      Usuń
    5. a właśnie, może by warto byłoby wykorzystać ERC jako punkt odniesienia do stworzenia progów habilitacyjnych. Grant ERC Starting jest powszechnie uznany w Europie jako najbardziej prestiżowe osiągnięcie młodych badaczy (ok. 35 lat) i jest przyznawany we wszystkich dziedzinach. Dorobek kandydatów jest bardzo ważny w tym konkursie. Proponuje wziąć dane średnie bibliometryczne laureatów w każdej kategorii, podzielić to przez jakiś współczynnik (3, 5 albo 10 - do dyskusji) i byłyby progi habilitacyjne dla każdej z kategorii, bez potrzeby zwoływania komisji, które latami ustalałyby te normy.

      Usuń
    6. no ale czy to nie jest, przynajmniej częściowo, powrót do "mojej" propozycji progów z poprzedniego posta? Przecież jeśli w ERC brany jest pod uwagę dorobek, to w sumie kończymy na pomyśle zbliżonym do wcześniej omawianego (który budził tyle sprzeciwu wielu komentujących). Nie jestem więc przekonany

      Usuń
    7. Tak popieram twoją propozycję - część osób na forum była jednak przeciwna, ponieważ nie wiadomo było jak ustalić te progi - kto miałby to zrobić w naszym kraju i ile czasu by to trwało. Stosując dorobek laureatów ERC jako punkt odniesienia, nie ma tego problemu gdyż ta selekcja było przeprowadzona na przestrzeni kilkunastu ostatnich lat przez grono najlepszych badaczy w Europie, którzy zasiadali w panelach. Wtedy jedynym punktem spornym byłoby pytanie przez ile należy dzielić dorobek laureatów ERC, ale wydaje mi się, że ten współczynnik proporcjonalności powinien być ten sam dla różnych dziedzin.

      Usuń
  14. Ataki na to forum maja proste wytlumaczenie. Po erze starych lesnych dziadkow nastala era mlodych lesnych dziadkow, czyli ludzi ustawionych w grantach. Teren jest starannie podzielony i kontrolowany. W tej sytuacji "dobrzy" Polacy zagranica, to tylko ci ktorzy wyjechali z pomoca FNP (lub przynajmniej akceptacja). A osoby takie jak p.Michal, ktorzy wyszli z systemu, a teraz byc moze chcieliby wrocic i organizuja calkiem otwarte dyskusje, to nieodpowiedzialni wichrzyciele, ktorzy zdaniem tych nowoustawionych godza w interesy nauki polskiej. Na nazywanie siebie mobilnym polskim naukowcem trzeba tez trzeba najpierw uzyskac pozwolenie z W-wy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonim 12:09 - Ogólnie to się z Panem zgadzam, natomiast czy może Pan rozwinąć myśl: "W tej sytuacji "dobrzy" Polacy zagranica, to tylko ci ktorzy wyjechali z pomocą FNP (lub przynajmniej akceptacja)." Z tego co wiem to FNP od kilku lat nie rozdaje stypendium Kolumb, które finansowało pobyty za granicą. Mi się wydaje, że obecnie zbyt mało osób wyjeżdża obecnie za granicę na postdoca, bo: a) przy odrobinie sprytu w Polsce można więcej zarabiać w nieuregulowanym systemie grantowym, zwłaszcza z NCBiR b) ludzie się boją, że nie będą mieli gdzie wracać, bo bardzo mało jest otwartych konkursów, a większość tych które są ogłaszane, jest ustawionych c) wcale nie tak łatwo jest zdobyć finansowanie na wyjazd za granicę - jeżeli ktoś chce jechać do najlepszych grup to z reguły powinien mieć własne fellowship, zwłaszcza w USA - nie ma obecnie zbyt wielu krajowych stypendiów wyjazdowych - dla porównania Szwajcaria, Niemcy, Japonia czy Izrael fundują kilkaset postdoków za granicą rocznie, przy czym potem skutecznie zachęcają tych ludzi do powrotu.

      Usuń
    2. Problem jest dosc delikatny. Ci co wyjechali obecnie dziela sie na dwie kategorie. Tych co sobie sami cos zalatwili i tych co wyjechali z namaszczenie FNP. Pomiedzy tymi dwoma grupami istnieje przepasc. Ci z "namaszczeniem" (to mogl byc np. grant FNP, ale tez np. praca badawcza u kogos z FNP, kto potem pomogl w wyjezdzie itp.) sa "wzorcowymi" naukowcami mobilnymi: udzielaja wywiadow, pisza jaka to wspaniala opieka sa otoczeni itp. Ci drudzy, co wyjechali calkiem sami (nie ma znaczenia gdzie), sa w zasadzie juz poza marginesem polskiego zycia naukowego. Szanse na powrot maja minimalne, jak tez na wejscie w jakies ciala decyzyjne w PL. A to wszystko jest powodowane problemami z etatami. Nie ma rynku wolnych (stalych) etatow. Jesli cos sie pojawia, to juz znacznie wczesniej rozgrywa sie walka wewnetrzna. Wiec jesli ktos jest "swoj" i wyjechal z "namaszczeniem", to jest to duzy plus (wg FNP wystarczylo pol roku na zewnatrz, aby zdobyc swiatowa oglade). Ale jesli ktos wyjechal, a nikt nie trzyma za nim liny, to szanse na powrot sa minimalne. To oczywiscie sa trudne sprawy i ja nie twierdze, ze daje sie je prosto rozwiazac. Ale jest okropnie duzo zaklamania w tej materii, ze niby popieramy moblinosc. Nie. Popierana jest moblinosc "ustawiona", a organizowaniem sitwy zajmuja sie mlode lesne dziadki.

      Usuń
    3. z osob, ktore znam, a ktore wyjechaly za granice do niezlych miejsc, w zasadzie wszyscy byli finansowani przez uczelnie zagraniczne (nie polskie fundancje), oraz wszyscy wyjechali bo w PL mieli slabe warunki pracy. Czyli raczej nie Polska wysyla ludzi dodbrych labow, tylko po prostu wypycha czesc osob za granice.

      Usuń
    4. A czy ktoś orientuje się jaki odsetek projektów z NCN trafia do zrecenzowania przez Polaków pracujących za granicą? Moim zadaniem preferencyjne traktowanie tej grupy ma (miałoby) 3 zalety:
      1. Są oderwani od lokalnych układów (a w każdym razie uczestniczą w nich w mniejszym stopniu niż krajanie), co sprzyja obiektywnej ocenie
      2. Mają raczej większą motywację niż cudzoziemcy, by wykonać recenzję rzetelnie (zakładam, że zależy im na dobru kraju, z którego pochodzą)
      3. Stanowią grupę wyłonioną w wyniku pozytywnej (merytorycznej) selekcji, w przeciwieństwie do wielu decydentów w kraju

      Usuń
    5. Anonim 14:08 - chyba ma Pan jednak jakąś manię FNP. Pewnie można coś zarzucać tej organizacji, ale racze nie to o czym Pan pisze. I to nie FNP jest winna ogólnej złej sytuacji nauki w Polsce, i tak zrobiła dużo dobrego patrząc na to jak ograniczone środki miała. Bardzo dużo etatów blokują ludzie, którzy nigdy nie byli na postdoku, mają kiepską habilitację i nie robią ambitnych (a czasami żadnych) badań - to jest chyba większy problem, o którym toczy się tu dyskusja.

      Usuń
  15. Denerwuje mnie to wielbienie Polaków pracujących za granicą. W czym niby są Oni lepsi od dobrych naukowców pracujących w Polsce. Pracuję zasadniczo w Polsce, aktualnie przebywam za granicą (płaci mi obcokrajowiec, nie jest to żadna forma stypendium) i
    1. Jestem oderwany od lokalnych układów,
    2. Mam dużą motywację żeby wykonywać recenzję rzetelnie,
    3. Wyłoniony zostałem w wyniku myślę pozytywnej selekcji, o czym świadczy, że po magisterium robiłem doktorat w innej jednostce, a po habilitacji zaproponowano mi pracę na innej uczelni. Nie chcę żeby zabrzmiało to jak chwalenie się ale mam wiele nagród, które mógł zdobyć młody naukowiec w Polsce i których nie dostałem po znajomościach bo ich się tak nie dostaję (FNP startx2, polityka, nagroda premiera za habilitację, kilka nagród rektora, i inne drobne nagrody). Jestem Associate Editor w dwóch czasopismach z IF 2.5 i 3.9 (Elsevier).
    Wcale nie uważam, że dobrzy Polacy są gorsi od obcokrajowców oraz od Polaków pracujących za granicą. Praca wielu Polaków za granicą niczym się nie różni w wielu przypadkach od pracy Polaków w Polsce, tak samo się obijają i słabo publikują. Oczywiście jest grupa sławnych Polaków, ale ich można policzyć na palcach i bezmyślne zapatrzenie na wszystkich Polaków z zagranicy świadczy tylko o osobie, która to proponuje. Nie widziała, nie jeździła, coś tam usłyszała i coś tam zaproponowała.
    Wydaje mi się, że Pan Tomasz W. i jego kolega od "Leśnych Młodych Dziadków", ma jakiś straszny kompleks (zaraz rozpocznie się wielki atak na mnie, oczywiście bez żadnych merytorycznych podstaw) ale po prostu nie mogę się powstrzymać od napisania komentarza, gdy czytam jak chore wizje Ci dwaj Panowie przedstawiają.
    Profesorowie Garstecki, Dziembowski, Bujnicki, i in. doszli do sukcesu ciężką pracą. Nikt im nic nie dał i nikt za nich nic nie zrobił. Oczywiście każdy z nich miał pewnie szczęście że spotkał na drodze właściwą osobę lub znalazł się w odpowiednim miejscu o odpowiednim czasie, jednak ta osoba nie napisała za nich publikacji, nie siedziała za nich za granicą. Ludziom wydaje się, że wyjazd na stypendium za granicę to złapanie Pana Boga za nogi, że jest łatwo i przyjemnie, przychodzisz do laboratorium i wszyscy Ci mówią "a może by szanowny Pan skorzystał z aparatury, a może policzyć coś za pana". NIE! Przychodzisz do laboratorium i każdy ma cię w d.. . Jak nie zaczniesz walczyć o swoje, przesiedzisz rok lub dwa nic nie robiąc, bo nikt łącznie z szefem nie zainteresuje się Tobą (zwłaszcza jak przyjedziesz za swoje).
    Kolejna sprawa ściągania ludzi z zagranicy. Ostatnio oglądałem na FNP relację ze spotkania w sprawie First TEam, był tam niemiec który wygrał First TEAM. I co założył w Krakowie ? Max Planck-coś tam! Za polskie pieniądze, w Polsce robi badania które rozsławią .... Niemcy ! Ludzie to bezmyślne ściąganie obcokrajowców mnie załamuje. W USA oczywiście jest cała grupa obcokrajowców, ale do roboty jak Ph.D. students i Post-docs. Dawajmy pieniądze najlepszym Polakom, niech tworzą laboratoria i drenują Niemców, Francuzów, Hiszpanów, Włochów, Chińczyków, Hindusów, itd. A nie sytuacja w którą opisałem wcześniej. Za coś takiego Prezes FNP powinien pójść siedzieć.
    A do Pana Tomasza W. a może jak Pan jest taki dobry, to by Pan gdzieś wyjechał na rok, dwa, zobaczył jak ten "lepszy" Świat wygląda i wtedy możemy porozmawiać. Bo jak widzę po Pana dorobku to orłem Pan nie jest. Ale przecież na Zachodzie nikogo nie obchodzą publikacje, więc nawet przy Pana dorobku ktoś Pana weźmie na staż i zapłaci za Pana wiedzę, no chyba, że to FNP ma również macki poza granicami Polski i panu dalej będą utrudniać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro już raczył mnie Pan wywołać, to odpowiem.
      Nie kwestionuję Pana dorobku (piszę to bez cienia ironii). Nie znam go, ale nie mam powodu, by Panu nie wierzyć, że jest on rzeczywiście wybitny. Jednak Pana argumenty czy poglądy nie są przez to dla mnie bardziej słuszne niż byłyby wówczas, gdyby za największe osiągnięcie naukowe poczytywałby Pan sobie ukończenie szkoły podstawowej.

      Usuń
    2. kolego-przedmówco, jako osoba siedząca od jakiegoś czasu za granicą powiem, że prawie całkowicie się z Tobą zgadzam odnośnie oceny wyjazdów za granicę! Chciałem nawet pisać o tym osobnego posta i może to zrobię, bo chyba warto. W Polsce, o czym od dawna piszę, koncentrujemy się na metodzie, na regulaminie, na przepisach, zamiast patrzeć tylko i wyłącznie na wyniki. To nasze skrzywienie, chyba będące spuścizną intelektualną PRLu, jest wszędzie. Zamiast nagradzać efektywnych, to patrzymy czy ktoś odpowiednio wypełnia zalecenia "Jak być efektywnym". Absurd, ale tak jest - zapominamy co jest metodą, a co faktycznym celem nauki. Od dawna powtarzam, że reforma nauki w Polsce powinna zawierać się w czterech słowach: płacić ludziom za pracę. Nic innego nie potrzeba - wtedy sami będę wyjeżdżać, a może nie wszyscy będą musieli, nieważne, każdy zrobi jak mu lepiej i wygodniej. Więc odpowiadając na Twoje pytanie, czym różni się Polak za granicą od Polaka pracującego w kraju, odpowiadam: niczym.

      Nie zmienia to jednak faktu, że mój wyjazd uważam za bardzo pożyteczny dla mnie, bo naukę robi się tu po prostu łatwiej z wielu powodów (odsyłam do mojego posta o porównaniu ekologii w Szwecji i PL).

      Usuń
    3. Panie Michale, ja nie powiedziałem, że ludzie mają nie wyjeżdżać. Byłem na wielu stażach zagranicznych, i z każdego wyjazdu nauczyłem się czegoś (z jednych więcej, z innych mniej ale zawsze czegoś), czego prawdopodobnie nie nauczyłbym się w Polsce. A jednej głównej rzeczy, której się nauczyłem, to tego, że nie jesteśmy wcale gorsi od "nich" i wielokrotnie się zdarza że nie mamy też mniej pieniędzy. Ludzie powinni wyjeżdżać i uczyć się jak najwięcej, nabierać pewności siebie, zdobywać nowe umiejętność. Musi być dla nich jednak miejsce po powrocie. Oczywiście nie dla wszystkich ale dla tych najlepszych. To stara się robić FNP. Ale prośba do FNP nie ściągajcie obcokrajowców, ściągajcie najlepszych Polaków, dawajcie im pieniądze, niech zatrudniają za nie doktorantów i Post-doc'ow (Polaków czy obcokrajowców nie ma znaczenia). Obcokrajowcy gdy skończy się projekt sukcesem wyjadą albo do swojego kraju (zabierając kontakty) albo do USA. Polacy w większości przypadków zostaną.
      Pamiętam jak ja wróciłem z mojego pierwszego stażu po dwóch latach, to w moim Zakładzie nie było dla mnie pokoju/biurka. Siedziałem przez ponad miesiąc na korytarzu, gdy poszedłem do kierownika, żeby mi dał jakąś kasę na rozpoczęcie badań, bo projekty złożyłem i czekam na wyniki, ale do tego czasu chciałbym coś robić, to powiedział, że niestety nie ma pieniędzy. Tak się dzieje w większości przypadków. Na szczęście ta sytuacja się powoli zmienia.
      Drugi problem, ludzie nie chcą wyjeżdżać. To jest przerażające, są możliwości, mogą wybierać najlepsze laboratoria (Państwo daje im pieniądze) a im po prostu się nie chce. Tacy ludzie nic nie wniosą do nauki polskiej, i takich ludzi trzeba z niej eliminować.
      I na koniec odnośnie tego co Pan napisał na końcu. Mi też wydawało się, że na zachodzie we wszystkich laboratoriach pracuje się łatwo i przyjemnie, pod względem prawno-formalnym. Nie prawda. Ma Pan szczęście, że trafił Pan do takiego właśnie laboratorium. Aktualnie jestem na takim Uniwersytecie, które gdyby zamienić angielski na polski, niczym nie różniło by się od polskiego Uniwersytetu. Na załatwienie różnych spraw czeka się tygodniami. Gdy popsuje się sprzęt to po prostu stoi, bo facet odpowiedzialny za naprawę poszedł na urlop, itp. itd. Nie wszędzie jest fajnie i kolorowo.
      Ale trzeb próbować i szukać!

      Usuń
    4. rozumiem, wcale nie twierdzę, że Pan tak mówił - zdaje się, że zgadzamy się co do tego, że wyjazdy nie są celem samym w sobie, lecz drogą do zdobywania wiedzy, doświadczenia, itp. I też pełna zgoda co do tego, że nie jesteśmy gorsi.

      Usuń
  16. O FNP mam dobrze ugruntowana opinie. Ale absolutnie nie zamierzam kogokolwiek na sile przekonywac do moich pogladow. Pan Michal prowadzi fajne forum i z ludzmi faktycznie otwartymi na to, aby cos sie wiecej dowiedziec moge czasem wymienic uwagi. Moze w przyszlosci kiedys jeszcze cos napisze.

    OdpowiedzUsuń
  17. O tym juz kiedys tutaj bylo, ale byc moze warto pokazac, jak dziala/dzialala FNP. W internecie mozna znalezc ogloszenie na temat grantow HOMING, z takim oto warunkiem (ogloszenie prawdopodobnie jest juz archiwalne).

    2. "Uprawnieni do aplikowania o subsydium są młodzi doktorzy - do czterech lat po doktoracie, którzy spędzili co najmniej dziewięć miesięcy na stażu zagranicznym. Wyjątek w postaci skrócenia niezbędnego czasu pobytu za granicą do sześciu miesięcy został ustanowiony dla absolwentów Instytutu Nauk o Człowieku w Wiedniu"

    Wg mojej (bardzo subiektywnej) opinii to pokazuje mentalnosc ludzi zwiazanych z FNP. Takie sobie pseudo-wyjazdy i pseudo-powroty. No, ale jak ktos z tego skorzystal, to na pewno powie, ze bylo bylo super. Bo byla i fajna zabawa, a i jeszcze kasa do kieszeni wpadla. Czego chciec wiecej. No moze jeszcze tylko "buzi".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale co KONKRETNIE w tym zapisie Ci się nie podoba ? Ze żeby powrócić trzeba przedtem wyjechać ? Ze 9 miesięcy za krotko ? Ile wg Ciebie byłoby ok i dlaczego ?
      Troche nie rozumiem narzekania na działania największej prywatnej fundacji wspierającej naukę. Ani krzywdy nikomu nie robią, ani nie finansują tego z publicznych pieniędzy. Ich wizja, ich reguły. Nie ma przymusu startowania w ich konkursach.

      Usuń
    2. To jest bardzo ciekawe spotrzezenie, ze FNP malezy traktowac jak prywatna fundacje jej Prezesa. W kazdym razie to wiele wyjasnia. A byl taki czas, ze ja traktowalen FNP calkiem na powaznie. Przyznam, ze teraz glupio sie z tym czuje.

      Usuń
    3. @Anonimowy22 września 2016 15:40
      Uprzedzam nie znam zapisów. Wiem natomiast, że program HOMING nie miał i nie ma(?) zabezpieczeń przed staraniem się o to stypendium osób, które były za granicą ON LEAVE czyli w momencie powrotu do kraju miały już zagwarantowaną pracę. Przykład z chyba pierwszego konkursu (2003 r.). Świeżo upieczony doktor ma wyjechać do USA na postdoca (załatwione przez kontakty jego promotora). Ma wyjechać do dobrego ośrodka więc dzięki układom promotora zostaje zatrudniony na innej uczelni w tym samym mieście co macierzysta Alma Mater a następnie nie przepracowuje chyba jednego dnia i dostaje urlop bezpłatny (za to na publikacjach z USA podaje afiliację swojego "miejsca pracy" w RP). Wraca i "załapuje się" na program HOMING FNP. Po dość krótkim czasie zmienia wydział bo jego były promotor też zmienił uczelnię i w nowej jednostce w ramach pakietu wiązanego(?) ma już etat dla swojego wychowanka. Człowiek jest niezły i po prostu wykorzystał możliwości systemu więc trudno mieć o to do niego pretensje. To jednak FNP stworzyło te patologiczne możliwości w ramach hasła "mobilności" i powrotów do kraju.

      Usuń
    4. Zaraz, zaraz. A przy okazji konkursu Mobilność Plus była wielka dyskusja że się wysyła kilkadziesiąt osób bez wymogu ponownego ich zatrudnienia i finansuje się w ten sposób naukowych emigrantów oraz wspolfinansuje bardzo bogate zespoły zagraniczne. Trzeba się na coś zdecydować.
      Mimo, że sytuacja opisana powyzej wygląda kontrowersyjnie z moralnego punktu widzenia, to musiałaby powtórzyć się x razy żeby udowodnić fnp celowość takiego zapisu. Znam kilka osób z Homingu i za każdym razem były to zupełnie nowe osoby dla przyjmującego labu. Jednakże nikt nie zabrania aplikowac o powrót do swojego starego labu, więc w sumie jaki konkretnie jest w tym problem ?
      Jeszcze raz powtarzam, FNP to prywatna fundacja i realizuje wizję zarządu (prof. Żylicz) i bardzo im kibicuję przy każdej inicjatywie.

      Usuń
    5. "Jednakże nikt nie zabrania aplikowac o powrót do swojego starego labu, więc w sumie jaki konkretnie jest w tym problem ?"
      To nie był POWRÓT i FNP nie wprowadziła zabezpieczeń przed taką sytuacją. To był wyjazd w ramach urlopu bezpłatnego w dodatku otrzymanego natychmiast po "rozpoczęciu" pracy czyli "sabbatical po polsku".
      Mobilność plus od początku był chorym programem. Openingów w świecie jest wiele i od naszego wejścia do EU nie ma większych przeszkód z wyjazdem na interview i dostaniem się nań na podstawie własnego dorobku czy kontaktów z konferencji (chyba że się zamiast wysiadywania na sesjach i rozmów w kuluarach zwiedza okolice). W kogoś kto tego nie potrafi zrobić nie warto inwestować ani jednego grosza. Problem polega na tym, że osoby najwartościowsze najbardziej samodzielne, wyjeżdzające bez wsparcia polskich akademików i polskich stypendiów nie mają praktycznie szans powrotu. I to własnie dla nich FNP nie ma żadnej sensownej propozycji by zmienić ich sytuację. Ostatecznie wszysko sprowadza się do znajomości i układów w kraju a nie do pieniędzy z FNP. Dobrze pamiętam jak prof. Żylicz w telewizji "dziwił się", że dopiero 7 jednostka naukowa znalazła pieniądze na etat dla adiunkta, który wnosił do niej PIĘĆ milionów złotych na badania i etaty dla innych osób. 200 tys. z homing to przy tym jest kieszonkowe...

      Usuń
    6. Cały czas powołujesz się na jeden przypadek mający podważać zasadność całego konkursu.
      Ja pół roku temu wyjechałem do UK na Mobilność, poznałem się z obecnym szefem na konferencji. Po czterech miesiącach od mojego wyjazdu napisało do mnie dwóch młodych profesorów z Warszawy i Lublina czy po moim powrocie piszemy razem TEAM. Oferują etat.
      Nie ma pracy w nauce w Polsce ?
      Śmieszy mnie to trochę, ale każdy ma swoje wizje i teorie co jest przyczyną niepowodzeń, pomijając własną osobę.

      Usuń
    7. Czyli co, zadnego konkursu na Zachodzie nie wygrales, ale w PL juz czekaja duze pieniadze, jako na tego ponoc-wybitnego. Czyli, jak to u nas, wazne zeby dostac sie na te wlasciwa sciezke. Bylo tutaj o tym. O tym kto jest mobilny, a kto nie decyduja ludzie z W-wy.

      Usuń
    8. Do zawistnego z 15:29,

      mam w swoim dorobku dwa stypendia FEBSu, dwukrotne Abstract Achievement Awards na największej konferencji na świecie z mojej dziedziny połączone z możliwością ustnej prezentacji na sesji plenarnej.
      Za granica jestem dopiero od 6 miesięcy na docelowe 24, wiec może mi podpowiesz w jakim konkursie na "Zachodzie" mam startować i jak w tym wypadku wyglądałoby z punktu prawnego podwójne finansowanie tego samego pobytu ?? Co znawco, pogubiliśmy się troszkę przed komputerem ? Jak wygląda Twój "dorobek" ?
      "Wystawcie swoje sztandary, zobaczymy kto im oddaje pokłony"

      NIE pozdrawiam

      Usuń
    9. Jestes typowym gosciem starannie prowadzonym pod kloszem, ktory jak wroci to zostanie kolejnym mlodym lesnym dziadkiem. Ale dobrze, ze sie tutaj pojawiles, gdyz nie musimy szukac po internecie, aby pokazac jak to wszystko dziala. Oszczedziles mi pracy, a to tez sie liczy.

      Usuń
    10. Czyli rozumiem, że wg Twojej chorej wizji, w spisku są tez międzynarodowe organizacje typu FEBS, EMBO itp. ?? Rozumiem, ze czasopisma naukowe o IF 5-10 tez przyjmowały moje prace, żebym pożył sobie pod kloszem "jak król" ?
      Cos duży ten klosz, albo Twoja wyobraźnia.

      Może pokażesz mi jak to wszystko działa w Twoim przypadku, żebym nie musiał Cie szukać po forach Onetu ?

      Usuń
    11. Do Anonimowy23 września 2016 17:44: Chłopie odpuść sobie dyskusję z "Anonimowy23 września 2016 17:16". To jest jakiś frustrat, który ciągle narzeka na leśnych dziadków. Ma jakiś problem z tym, że ludzie pracują, publikują, mają osiągnięcia. Wszędzie widzi spisek.

      Usuń
    12. Gosciu we wniosku o TEAM bedziesz mial okazje to wszystko opisac. Oni na pewno to wezma pod uwage. A ja na razie zegnam, gdyz mam tez inne obowiazki. P.S. Moze sie tu jeszcze kiedys pojawie, bo coraz bardziej mi sie tutaj podoba.

      Usuń
    13. Do polskiego geniusza z 23 września 16:57
      Najbardziej przerażający jest fakt, że wielu młodych wilków sądzi, że pozjadali wszystkie rozumy bo dostali odpowiednik travel grant i coś opublikowali z IF (znamienne jest szermowanie punktami, wyróżnieniami, etc. w miejsce jednego zdania jakie bylo to odkrycie, którym ktoś zwrócił na siebie uwagę świata naukowego). Wyjeżdżają na krótko i myślą, że zawojują świat. Tymczasem świat polska naukę ma za nic (w przeciwieństwie do nielicznych indywidualnych naukowców pracujących w kraju). A np. w opisie programu NOBLESSE dla IChF PAN można na naczelnym miejscu przeczytać o celach tego programu: "(...) To develop a nanomaterials science platform in IPC PAS to catch up with European Science for ERA integration.(...)" Podkreślam tutaj jak nas widzą i traktują: TO CATCH UP WITH European Science. Sami jednak pracujemy na naszą "renomę" gdy młoda gwiazda polskiej nauki Janusz Bujnicki, będąc już profesorem tytularnym i mając od lat wieloosobowy lab, występuje o (STARTING) grant ERC dla ludzi świeżo po postdocach. Następnie minister Barbara Kudrycka ogłasza wielki sukces (grant ERC dla Polaka) tam gdzie powinniśmy się wstydzić (w komunie profesorowie też wyjeżdżali na stypendia doktorskie). Tak więc jeździjcie sobie na ten research training na koszt młodych pokoleń, uważajcie, że grantoza to sytuacja normalna a dyrektorowi instytutu PAN należą się zarobki roczne rzędu pół miliona jak psu kość. Uważajcie tych co Was krytykują (od strony mentalnościowej/etycznej) za zawistników, ale my wspólny język znajdziemy dopiero wtedy gdy kiedyś zadacie pytanie o ogłoszony opening na postdoca i dostaniecie w odpowiedzi, że ktoś was "strongly encourage to apply" a później gdy znajdziecie się w orbicie "wide search" na stanowisko profesorskie z czołowych uczelni. Na razie młode wilki, zdemoralizowane przez grantozę na niewyobrażalną skalę, w ocenie waszych osiągnięć polecam pamiętać o 'toutes proportions gardees"... BTW życzę tych prawdziwych sukcesów na miarę światowej nauki, a nie wyobrażeń o sukcesie z perspektywy polskiego grajdołka naukAwego.

      Usuń
    14. do anonim 22:24 - o grancie ERC dla Bujnickiego pisze Pan nieprawdę. W 2010 roku ERC Starting grant był przeznaczony dla naukowców do 12 lat po doktoracie, więc raczej "ludzie świeżo po postdocach" mieli bardzo małe szanse w starciu z młodymi liderami zespołów badawczych. W tej perspektywie grant ERC StG dla Bujnickiego to był bardzo duży sukces i na pewno nie powód do wstydu jak Pan twierdzi. Dopiero w 2012 roku grant ERC StG podzielono na "nowy Starting" (do 7 lat po PhD) i Consolidator (7-12 lat), tak aby dać szansę osobom po postdocu. Pańskie teorie są więc oparte na manipulacji lub na marnej wiedzy.

      natomiast zgadzam się, że istnieje problem skandalicznych milionowych zarobków wybranych osób w sektorze nauki - myślę, jednak, że to wynika właśnie z braku norm i regulacji - m.in. takich jak te proponowane przez autora tego bloga.

      Usuń
    15. Do pogromcy geniuszy z 22:24,

      Mieszasz nieprawdy, półprawdy i własne osądy, żeby dowieść, ze polska nauka się nie liczy, a moje osiągnięcia są już w ogóle g**no warte. Polska nauka jest dokładnie tam, gdzie poziom rozwoju Polski na tle innych krajów (20 miejsce bodajże).
      Celowo nie podaję mojego odkrycia, na które zwrócił uwagę świat naukowy, bo byłbym przez to identyfikowalny w 2 minuty. Musi Ci wystarczyć, ze opublikowałem je w 2 wiodących czasopismach ze swojej dziedziny (prace pierwszoautorskie z IF 11 i 12), a oral presentations (2x) na największej światowej konferencji z mojej dziedziny zarezerwowane są dla 8% najlepszych abstraktów. Może to dla Ciebie nic nie znaczyć, ważne ze ja czuję się zadowolony jak na osobę rok po doktoracie, z dużymi możliwościami rozwoju za granicą i kilkoma opcjami powrotu do Polski lub przedłużenia stażu zagranicznego.

      Myślę, ze zawistnicy Twojego pokroju nigdy nie mieli i nie będą mieli tego komfortu wyboru i realizowania swoich pasji przez naukę. Ważne, żeby negować osiągnięcia innych i dołować poziom polskiej nauki, wtedy sami nie wypadacie tak blado na tle innych. Komentarz dot. Bujnickiego to już moim zdaniem szczyt, który zakrawa o zniesławienie zważywszy na Jego kluczowa role w wielu ciałach decyzyjnych i międzynarodową pozycje naukOwą.

      "młody wilk z 23 września 16:57"

      Usuń
    16. ERC Grant Schemes
      Guide for Applicants
      July 2009
      cytaty:
      str. 29
      (...)Box 7: ERC Starting Grant - Eligible Principal Investigator (PI)
      The PI must have been awarded his/her first PhD (or equivalent doctoral degree) at least 2 and up to
      10 years prior to the publication date of the call for proposals of the ERC Starting Grant.(...)
      uwaga: 10 a nie 12cie
      str.28
      "(...)
      The scheme will support the creation of independent and excellent new individual research teams and will strengthen others that have been recently created.(...)"
      uwaga na słowo RECENTLY CREATED. Przypominam, że w maju 2009 r. JB uzyskał tytuł naukowy profesora i jako profesor belwederski startował do konkurencji nie w kategorii advanced tylko consolidator (współzawodnicy to co najwyżej assistant professors).
      W kwestii "recently". Z oficjalnego CV JB mamy:
      2001-2002 Group Leader, Molecular Evolution Research Group, Laboratory of Bioinformatics, IIMCB
      2002 - Present Head, Laboratory of Bioinformatics and Protein Engineering, IIMCB
      str.28
      "(...) Applicants will be required to present and explain their situation (career stage) in the proposal.(...)"
      Ciekawe jak prof belwederski, Janusz Bujnicki, z własnym zespołem badawczym liczacym ówcześnie
      str. 43
      (...)Box 9: Funding ID and significant funding
      PIs must report in their “funding ID” current research grants as well as ongoing applications.
      If the funds they have already obtained are both substantially comparable in size and duration with the ERC Starting Grant award and have a similar goal (to assist them in the establishment or consolidation of their independent research team/activity), they are encouraged not to submit a proposal for additional funding from ERC during the same period.
      (...)
      grant ERC
      2011-2015 1,500,000 euro
      w tym samym czasie:
      OP IE "TEAM Programme: Modeling of RNA and protein-RNA complexes: from sequence to structure to function" (TEAM/2009-4/2); 2200000 PLN, 2010-2014 J. M. Bujnicki
      dodatkowe wymagania dla TEAM:
      "Dodatkowe Informacje
      Warunkiem realizacji projektu jest rekrutacja studentów, doktorantów i młodych doktorów do pracy w zespole wyłącznie w drodze otwartego naboru prowadzonego w kraju i za granicą (procedury naboru podlegają szczególnej ocenie i kontroli). Liczba młodych uczonych w zespole nie może być mniejsza niż 6 osób."
      @monson26 września 2016 12:26
      Właściwe pytanie brzmi:
      Czy prof. Bujnicki ZATAIŁ w swoim formularzu aplikacyjnym posiadanie grantu TEAM, czy też nie poczuł się sufficiently "encouraged not to submit a proposal for additional funding from ERC during the same period."
      Do tego dodam cząstkę etatu w Poznaniu, kilka innych grantów w tym samym okresie i wymóg ERC:
      str.31
      (...)The contribution of the PI must be substantially carried out in the EU or Associated Countries and has to represent at least 50% of his/her working time(...)

      Tak - to był rzeczywisty "sukces" - taki baaaaardzo po polsku...

      Usuń
    17. Mam wrażenie, że łapie się Pan różnych drobiazgów lub niejasności i wyciąga z nich zbyt daleko idące wnioski. Ja patrzę na sprawę zupełnie inaczej, właśnie nie "po polsku", czyli na efekty. Ważne są efekty, a nie jakieś regulaminowe zawiłości, które można w nieskończoność rozpatrywać i kwestionować, dyskutować definicję "sufficiently" albo "recently". Bez przesady - JB ma imponujący output naukowy, więc czepianie się teraz detali i wyciąganie cząstki etatu w Poznaniu jest takie właśnie polskie. A niech ma i dziesięć etatów w Poznaniu, jakie to ma znaczenie? I tak robi więcej niż cała masa ludzi siedzących w nauce. Liczy się efekt pracy, a nie jakieś chore regulaminy.

      W zasadzie to nie rozumiem czego ma dowodzić ten wywód? Jeśli nie uznaje Pan grantu ERC za sukces, to raczej nikt Pana nie przekona i nie wiem czy ma sens przekonywanie się nawzajem w tej kwestii - każdy na to może patrzeć inaczej, i wcale nie musimy uzgadniać tu wspólnego stanowiska. Moim zdaniem grant ERC jest dużym sukcesem, a fakt że miał tytuł profesora wcześniej niż inni nie może być przecież rozpatrywany na jego niekorzyść, to byłby kompletny absurd.

      Proponuję nie kontynuujmy tej dyskusji, bo pytanie "czy konkrety grant ERC był dużym sukcesem" jest po prostu bez sensu. Dyskutujmy o stanie nauki w PL, ale nie o konkretnym przypadku.

      Usuń
    18. do Administatora blogu:
      Nie jestem Anonimem, ktory przywoluje tutaj te informacje o JB. Bylbym wiec wdzieczny o usuniecie tej ostatniej wypowiedzi, gdyz jest ona nieprawidlowa i w sumie na podobnej zasadzie mozna tutaj uzyc dowolnych danych osobowych.
      ZM

      Usuń
    19. do monsona. Nalezy byc ostroznym w przypisywaniu ludziom opinii, ktorych oni nie wyglosili. To jest nie tylko rzecza malo etyczna, ale ociera sie o granice prawa. Ale poniewaz sprawa budzi wiele emocji, jako osoba "poproszona o wypowiedz" (tak to nazwijmy), krotko skomentuje te sytuacje.

      Otoz w sprawie dorobku naukowego JB, sprawa jest dla mnie dosc oczywista, JB jest postacia wybitna.

      Co do dzialanosci pozanaukowej mam juz troche watpliwosci. Ale mysle, ze to jest tak, ze JB jest w duzym stopniu wykorzystywany przez rozne instytucje, ktore wspoltworzy. Osoba zajmujaca sie na serio nauka nie ma zwykle czasu, aby byc ekspertem od wszystkiego, a JB troche pelni taka role. Mysle, ze ludzie to widza i dlatego go "zaczepiaja". Ale w kazdym razie, jesli ja gdzies szukalbym winnych to juz bardziej po stronie instytucji, ktore czesto praktykuja rozwiazania dalekie od tych rozwiazan zachodnich.

      Tak czy inaczej, bardzo prosze o nie przypisywanie mi jakichkolwiek zlych intencji w stosunku do JB.

      ZM

      Usuń
    20. kolega "monson" wkleił cenny komentarz, ale wskazywał w nim personalnie jednego z dyskutantów jako autora powyższej krytyki, jak się okazuje błędnie. Przeklejam więc komentarz monsona, z wyciętym zdaniem, a jego poprzednią wypowiedź usuwam:

      Ja już widziałem podobne insynuacje na forum Obywatele Nauki [wcyięte przez admina] wobec JBujnickiego. Odszukałem tą dyskusję i pozwolę sobie wkleić odpowiedź prof. Bujnickiego (materiały ogólnodostępne na forum facebook Obywatele Nauki z dn 28 czerwca 2014). Mam nadzieje ze to zakonczy ten poboczny temat, nie wnoszący wiele do dyskusji

      "Janusz Bujnicki: Szczerze mówiąc, nie jestem pewien, o co chodzi w tej krytyce, poza tym, że niektórzy anonimowi komentatorzy za problem uważają, że "ktoś ma więcej funduszy na badania naukowe niż przeciętnie".

      Byłbym bardzo wdzięczny za konkretne pytania, na które chętnie odpowiem.

      Poniżej ustosunkuję się do kilku faktów:

      1. Realizowane przeze mnie granty TEAM (FNP), ERC-StG (ERC) i MAESTRO (NCN) mają odrębne, niepokrywające się ze sobą cele. W szczególności granty TEAM i ERC obejmują wypracowanie i zweryfikowanie metod badawczych (różnych w poszczególnych granctach, komplementarnych do siebie), a MAESTRO nie obejmuje tworzenia metod, tylko ich zastosowanie w ramach konkretnego projektu badawczego

      2. Wszystkie trzy agencje (FNP, ERC, NCN) wiedzą o moich pozostałych grantach i uznały, że nie nakładają się one na siebie.

      3. Wbrew niektórym komentarzom - nie pobieram wynagrodzenia z tych wszystkich grantów. Z grantów MAESTRO i TEAM nie pobieram ani złotówki wynagrodzenia. A od kiedy dostałem grant ERC - z tego grantu wypłacana jest połowa mojego wynagrodzenia, przy czym moja instytucja obniżyła moje wynagrodzenie o 50% (tzn. na czas realizacji grantu ERC jestem finansowany w 50% przez ERC i w 50% przez IIMCB). Z wszystkich tych grantów wypłacam wynagrodzenia osobom zatrudnionym w moim zespole.

      4. Wbrew niektórym komentarzom - celem żadnego z tych grantów nie jest stworzenie nowego zespołu od zera.

      Krytyków zapraszam do wizyty w IIMCB, rozmowy z członkami mojego zespołu i administracją instytutu.

      Bardzo łatwo jest napisać "Bujnicki kradnie, kłamie, ma trzy ręce, sześć palców i dwie źrenice w każdym oku, a przede wszystkim niszczy naukę w Polsce, bo wypowiada się publicznie na tematy, na które ŚRODOWISKO NAUKOWE ma od kilkuset lat ukształtowane zdanie". Ja nie uważam, że moim obowiązkiem jest udowadnianie, że nie jestem wielbładem. Jeżeli ktoś ma do mnie jakiś poważny zarzut to proszę o wysłanie formalnego pisma do dyrekcji mojego instytutu, ewentualnie do prokuratury."

      Usuń
  18. Jeszcze lepsza "opcja zerowa": zlikwidować wszystko, żeby nie było nic. Całą III czy IV RP i zacząć od nowa. Po co ograniczać się tylko do instytucji naukowych, kiedy cały kraj nie funkcjonuje idealnie. A masę upadłościową powierzyć menadżerom zza zachodniej granicy, którzy mają know-how, co już udowodnili w byłej DDR.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opcja zero w PL raczej nie wchodzi w rachubę, głównie dlatego, że środowisko naukowe lubi g.wno, w którym aktualnie przebywa. Poza tym, NRD miało ten komfort, że mieli kolegów z zachodniej części Niemiec, którzy to wszystko zbuforowali.

      Usuń