sobota, 23 lipca 2016

Dobry tekst o nauce w Polsce

Zwrócono mi uwagę na ciekawy tekst, więc wrzucam (częściowo płatny, ale sporo można przeczytać mimo to). Zgadzam się, że dobrze diagnozuje stan chorobowy nauki w Polsce. Oto on:

Moja pierwsza refleksja: który to już raz czytam dobrą diagnozę, z której nic nie wynika Trochę ostatnio przestałem się emocjonować podobnymi tekstami (choć ten niewątpliwie warto przeczytać), bo stało się dla mnie jasne, że łatwiej znajdę normalne warunki do pracy za granicą niż zmieni się coś w Polsce. Stary system trzyma się tu mocno, a każda próba zmiany czegokolwiek spotyka się z hamulcem ze strony "grupy trzymającej władzę" - każdy wydział, instytut, katedra ma taką grupę, a jej głównym celem jest obrona status quo. Do tego sprzyja jej cała masa ludzi nauki, którzy co prawda dostrzegają patologie, ale są bardzo bojaźliwi i wolą cicho siedzieć, niż się wychylić i poprzeć jakieś zmiany (powiedzmy wprost: są po prostu tchórzami). A przecież 90% moich znajomych naukowców w wieku 25-45 lat przyznaje, że sytuacja jest bardzo zła. No i nic się nie dzieje, bo nie potrafimy lub nie chcemy się zorganizować, by coś zmienić. 

Michał Żmihorski

193 komentarze:

  1. Z dyskusjami tak jest, że czasem stają się jałowe. Mam czasami wrażenie, że niektóre czekają na jakąś mase krytyczną. Mnie też męczą, ale chyba gorsze to przestać dyskutować. Dobrze, że temat wraca/żyje, może blisko mu do masy krytycznej?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak właśnie pomyślałem - dobrze, że jeszcze wymieniamy myśli, że jeszcze chce nam się narzekać i potrafimy się wkurzać. Znacznie gorsze byłoby ciche akceptowanie tych wszystkich absurdów.

      Usuń
  2. A zauważyliście obecnie tą patologię z polskim płatnymi czasopismami z IF <1. Przyjmują całe barachło, a słabizny w ten sposób nadrabiają zaległości i np. piszą sobie że mają 10-20 publikacji z IF, tylko że te publikacje nic nieznaczą i nikt ich nie czyta. Ale do profesuuuury się liczy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Kolejna sprawa to konkursy FNP, team. Teraz tylko poatrzeć jak wierchuszka skupiona wokół FNP, zacznie dostawać nowe granty. Kto będzie w następnym rozdaniu?
    W tym rozdaniu dostał prof. Kaczmerek. W następnym obstawiam profesorów: Garsteckiego, Grelę, Karpińskiego, Samojća, Buszewskiego, no nie wiem czy po tej aferze z IChF dadzą prof. Hołystowi ale zakładam, że tak, w sumie jest w "gangu". Może NIK wreszcie przyjrzał się że zarówno eksperci jak i komisja oceniająca dobierana jest tendencyjnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to jest dość hermetyczne towarzystwo, które jest naukowo niezłe, ale te konfitury troszkę są na wyrost, bo jest wielu biologów też niezłych, ale nie dostają aż tyle.

      Usuń
  4. może więc tchórze powinni się uaktywnić, zamiast czekać, aż ktoś(?) zachłyśnie się ich geniuszem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tzn uaktywnić i co konkretnie zrobić podczas tej aktywności?

      Usuń
    2. Jak to co? Wylecieć z pracy/nie dostać awansu :D Taki jest koszt wychylania się, czy się to komuś podoba, czy nie. Po dwóch-trzech takich lekcjach, nikt już się nie uaktywnia, bo wie, czym to grozi.

      Usuń
  5. Ten tekst w linku jest zwyczajnie o niczym. Dziesiec lat temu to bylyby tezy interesujace. Ale w miedzyczasie troche sie pozmienialo. I nawet zaczeto realizowac koncepcje, aby uklad feudalny zastapic czyms nowym, czyli systemem grantowym. I okazalo sie ze jest to leczeniem dzumy przy pomocy cholery. Znalezli sie kolesie, ktorzy sie szyblo uwlaszczyli na grantach. A tak naprawde nie chodzilo o granty tylko o pule zwana honorariami. A teraz wrocmy do tekstu przywolanego przez p.Zmihorskiego. Zebrala sie grupka gosci i dyskutuje o problemach, ktore byly aktualne dawno dawno temu. A tematow nowych goscie nie dotykaja. To jest takie "kontrolwane" wychylanie sie. Zeby byc przeciw, ale tez zeby nic nie powiedziec.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bez przesady - jest w nim trochę konkretów, wciąż niestety aktualnych.
      A może przybliżysz co się takiego pozmieniało i o jakich aktualnych problemach ten tekst nie wspomina??

      Usuń
  6. W tej chwili glowne patologie sa zwiazane z systemem grantowym. Mialo byc podobnie jak za Zachodzie, ale w paru miejscach zostawiono "polskie zwyczaje" (o czym tutaj juz pisywano)i calosc efektywnie fukncjonuje kompletnie inaczej niz Zachodzie. No pojawili sie rekordzisci typu Bujnicki, Holyst itp. Wbrew pozorom oni dzialaja legalnie i jak trzeba to nawet odbieraja nagrody. Tylko doskonale wiadomo, ze to nie o to chodzilo. Ale to sa wlasnie te tematy, ktorych nie poruszano w linkowanej dyskusji , gdyz podejrzewam, ze ci mlodzi dyskutanci tez siedza po uszy w grantach i jada na tym samym wozku co inni wielograntowcy. Tak w ogole, to nie jest wykluczone, ze tych nowych dodano do skladu dyskutantow, aby ich wypromowac. A to dlatego, ze FNP potrzebuje nowych twarzy, po tym, jak paru "zelaznych" sprawdzonych zawodnikow teraz juz zle sie sprzedaje w prasie. Tak wiec tradycyjnie w dyskusji pojechano po starych profesorach (skainad slusznie). Tylko, ze to jest sprzedwanie polprawd. I z mojej strony to wszystko. W kazdym razie niektore tutaj komentarze (nie moje) byly duzo ciekawsze niz ten link.

    OdpowiedzUsuń
  7. Zdzislaw M. Szulc26 lipca 2016 01:37

    A to takie proste..Wystarczy..rozliczyc ( = w pelni pokazac co zostalo faktycznie zrobione?) kazdy przyznany grant!? Jak na razie, za pelne "rozliczanie" wybranych grantow zabraly sie wylacznie...organy scigania panstwa/CBA!? A to dlaczego...?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zgoda co do tego, że nareszcie należałoby pokazać ile konkretnie publikacji wychodzi z takiego zespołu, który dostaje grant na kilka baniek. Sprawdziłem niedawno jeden taki zespół, który regularnie kosi milionowe granty. I oni mają coś koło 15 dobrych publikacji w 2015 roku. No dobra, ale tam jest ze 20 osób, a to wcale nie jest Nature albo Science non stop, tylko raczej Plosy i takie czasopisma dobre, ale bez szału. I tu powstaje zasadnicze, proste i bardzo oczywiste pytanie, którego nikt nigdy nie zadał: czy z punktu widzenia podatnika, lepiej dać mały grant na 50-100.000 zł początkującemu doktorowi albo nawet doktorantowi, który wyciśnie z niego 2-3 prace, czy też promować 20-osobowy zespół pod kierownictwem świetnego profesora, dając mu grant na 3 miliony?

      Co do rozliczenia grantów - ok, ale: od razu powstanie pytanie co jest pracą z grantu, a co nią nie jest, bo jest nieco inny temat, termin, albo teren badań itp. Jestem za bezwzględnym rozliczaniem (jak wiadomo, jestem fanem rankingów, punktów, impaktów itp., bo to jedyne konkrety jakie mamy) ale w modelu szwedzkim: mój szef w Szwecji każdą prace podpisuje "TP był finansowany przez Formas". Czyli nie ma doszukiwania się czy mając grant o mrówkach możesz poboczną pracę o mrówkolwach również określić jako finansowaną z grantu. Albo mając grant na ptaki farmlandu czy możesz napisać o gąsiorku na zrębach. Musi być powiedziane: mając grant możesz robić z niego naukę bez barier. Wtedy rozliczanie tych grantów jest bardzo wskazane.

      Usuń
    2. Michale, wygląda na to, że raczej nie będzie jak sugerujesz (jeśli chodzi o rozliczanie grantów) ... Ostatnio na stronie NCN pojawił się taki oto dokument http://www.ncn.gov.pl/sites/default/files/pliki/uchwaly-rady/2016/uchwala39_2016-zal1.pdf ... i tam jest taki fragment dotyczący rozliczania grantów, cytuję
      "Na u k o w c y są zobowiązani do przedstawiania w raporcie(jako
      wystąpień lub publikacji) tylko tych wyników badań, które powstały w trakcie trwania projektu i są tematycznie zgodne z jego merytorycznymi założeniami. Uwzględnianie w raporcie publikacji powstałych przed rozpoczęciem projektu lub tematycznie z nim niezwiązanych uważane jest za fałszowanie wyników i podlega sankcjom ze strony Centrum."

      Usuń
    3. Jest to według mnie błąd, bo sprowadza nas do dyskusji o tym czy gąsiorek na zrębie to jest nadal farmland bird, czy już forest bird... Dwa zastrzeżenia:
      1. To daje kolejny temat do debatowania, a więc odchodzimy od systemu samoobsługowego, w kierunku systemu, w którym potrzebujemy grona mądrych profesorów, debatujących na spotkaniach przy kawie i paluszkach o problemach (często) nierozwiązywalnych.
      2. Jest to mocno uznaniowy punkt, czyli potencjalne narzędzie do utrudniania życia tym mniej lubianym przez system. Wracając do przykładów: komisja może uznać, że gąsiorek na zrębie oczywiście nie jest farmland bird i zarzuci autorowi "fałszowanie wyników". Jak dla mnie nonsens.

      Jeśli NCN finansuje mi pensję (poprzez grant), a ja w czasie tego zatrudnienia zrobię publikację niezwiązaną tematycznie z grantem, to czy jest ona wynikiem finansowania NCNu, czy nie jest? Oczywiście jest i tak do tego podchodzą Szwedzi.

      Usuń
    4. Nie wiem, czy wszyscy Szanowni Dyskutanci zauważyli, ale toczące się od lat dyskusje o "Polskiej Nauce" mają tą cechę, że nic z nich nie wynika. A dlaczego? Otóż, jesteśmy przyzwyczajeni do schematu utrwalonego jeszcze za czasów PRL, że mianowicie, nauka to sfera tzw. jajogłowych i należy ich kontrolować, bo anuż wymyślą coś przeczącego zasadom ideologicznym. Ideologia się zmieniła, albo zanikła (jakakolwiek), ale schemat traktowania nauki pozostał. Wydaje się, że to co łączy np polonistę z fizykiem teoretycznym, a tych dwóch z teoretrykiem sportu siłowego (podobny mix obserwujemy w tych nadętych dyskusjach o "Nauce Polskiej") to odziedziczony po komunie system awansu i finansowania reprezentowany przez instytucje rządowe jak CK i MNiSW (dlaczego nie ma dyskusji o zmianach/likwidacji tych instytucji?). Jak to zauważył któryś z dyskutantów, te "mixowe" dyskusje (ze znacznym ładunkiem autopromocji) prowadzą tylko do petryfikacji odziedziczonego po PRL układu biurokratycznego (swoja drogą to dość ciekawa socjologicznie/etnograficznie i narracyjnie semantyka tzw. stopni i tytułów). Pod względem merytorycznym te dyskusje niczego nowego nie wnoszą od lat. Życząc blogowi "Ecology and evolution" powodzenia i nie wpadania w jałowość, która cieszy tylko "trzymajacych władzę" w nauce w Polsce, proponuję, aby skupił się i rozwijał dyskusje i polemiki nt. stanu ekologii (jako nauki) w Polsce, czego przykładem była dyskusja nt. Puszczy Białowieskiej. Tu jest bardzo, bardzo dużo do przedyskutowania (i zrobienia). Obijając się tu i ówdzie "po świecie" nie słyszałem nigdzie o dyskusjach ogólnie o nauce amerykańskiej, brytyjskiej, szwedzkiej itp., tylko o polemikach, często "na noże' o konkretnych dyscyplinach i ich problemach. Nauka i technologia na świecie idzie naprzód w tempie oszałamiajacym, a my wciąż obijamy się jak ćmy od sztywnego schematu awansowego (CK) i częściowo skorumpowanego systemu grantowego (ostatnie doniesienia prasowe).

      Usuń
  8. Z dyskusji nic nie wynika, bo wszelkie "reformy" w nauce w Polsce sprowadzały się do tego kto ma zrobić skok na kasę. I poza nielicznymi wyjątkami, większości ten stan organizacyjno-strukturalny odpowiada, bo pozwala szybko monopolizować władzę i kasę. Nawet system parametryczny od początku był budowany tak, aby kanalizować finanse, a nie dbać o rozwój nauki w sensie merytorycznym. Brałem udział w dyskusjach nad tym problemem u zarania tworzenia systemu i obserwowałem jak szybko wykluczano z ciał decydujących osoby, które zauważały jak pewne grupy forsują przepisy monopolizujące finanse. Nie było to wcale trudne, bo cynicznie o tym głośno mówiono twierdząc, że Polska nauka to i tak dno więc najlepiej zostawić większości ten bizantyjski system hierarchiczny żeby pospólstwo się dowartościowywało, a my położymy łapę na kasę. Prof. Pacholski biorący udział w tej linkowanej dyskusji należał do tej grupy naiwnych liczących, że chodzi o prawdziwe zmiany systemowe, jako rektor UWr chciał wprowadzać realne zmiany jakościowe i szybko mu pokazano gdzie jego miejsce. Dzisiaj próbuje spektakularnymi zachowaniami dystansować się od środowiska (te tabliczki bez prof. czy portret w hali rektorów z gronostajem na ramieniu, a nie założonym jak przystało), ale widać, że ma ogromnego kaca. Dziwię się tylko, że dał się namówić do tej dyskusji pełniącej funkcję wentylka spuszczającego nadmiar gazów z szamba.

    Przeze mnie też przemawia kac, bo bliżej mi było w poglądach do prof. Pacholskiego, ale też dostałem po łapkach. Wróciłem do pracy naukowej, bo na szczęście miałem do czego wracać i czytam o tych kolejnych jałowych dyskusjach z dużym dystansem. Od czasu do czasu biorę też udział w komisjach habilitacyjnych i jak patrzę na awanse sporej części młodych habilitantów to tym bardziej nie wierzę w pozytywne zmiany, bo jeżeli na nich miałaby się ta zmiana opierać to czarno widzę. Zresztą, zajrzyjcie na stronę CK na ostatnie habilitacje, recenzje itd., również w ekologii. I to ma być przyszłość polskiej nauki i biologii środowiskowej?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem że masz na mysli tą swieżo przepchhaną habilitacje z UMCS o ptakach przy drogach , gdzie gosc miał sumarycznego h=2, a połowe z 14 prac z listy z dorobku stanowiły short communications. Oraz nie spłamił sie żadnym grantem. Tak swoją drogą to ciekawe jacy tam byli recenzenci ? .I czyj to był człowiek , bo to kluczowe w odpowiedzi na to?

      Usuń
    2. Strona CK nie działa od jakiegoś czasu, niemniej informacje o składzie komisji są publicznie dostępne na stronie UMCS, więc łatwo to sprawdzić:
      http://www.umcs.pl/pl/dr-jaroslaw-wiacek,9308.htm

      Usuń
    3. Ja w ptakach nie dłubie , ale dopiero zacząłem kojarzyć człowieka. Na każdym sympozjum z posterkiem. Popytałem ,pogrzebałem w bazach JCR i wygląda że przekroczono kolejny habilitacyjny rubikon. Przy takich nazwiskach w komisji taka słabizna przechodzi -dobre. No były tam dwa mocne nazwiska, tak mi się wydaje, bodajże z Krakowa , Poznania oraz Gdańska które chyba czytały chyba papiery tego człowieka. Chyba z 15 lat po doktoracie i taki marny dorobek w tym taki "wysoki" index H. Tam rzeczywiscie dorobek to nie całe 15 prac z listy w tym połowa to shorty. Ten delikwent w żadnym grancie nawet wykonawcą nie był. Cyrk?

      Usuń
    4. Nie przesadzajcie. Wiele profesur w Polsce przechodzi z takim dorobkiem. Sama habilitacja nie była taka zła, bo zerknięcie na te prace habilitacyjne sugeruje, że są ciekawe i opublikowane niedawno. Tylko reszta dorobku jest żenująca. Ewidentnie człowiek zerwał się do pracy z powodu wizji zwolnienia. Inna sprawa, że jak się robi habilitację "u siebie", to nawet najlepsi recenzenci nie pomogą, bo rada wydziału przepchnie przecież swojego kolegę. W ogóle powinien być w Polsce wprowadzony zakaz robienia habilitacji w macierzystych jednostkach naukowych, żeby unikać takich patologii jak ten przypadek.

      Usuń
    5. Zaraz ,zaraz to mozna nic nie robic przez lata i napisąc przez 15 lat po doktoracie 3-4 dobre prace dopelnic sylwanem i ( oczywiscie ty nie zhackowanym) jakimiś innymi hłamami a potem dostać habilitacji replikowac takich samych naukowych orłów. To żenada i patologia ,czy ktos ,co wiecej wie o tym orle .Nie jestem ornitolo.,wiec nie nam człowieka

      Usuń
    6. Pewnie komisja do przeprowadzenia tej habilitacji wyskoczyła wieczorem do knajpki na piwko (chociaż w Lublinie to pewnie na wódeczkę) z habilitantem i wszystko załatwione.

      Usuń
    7. Myśle że problem tkwi w tych co taki skład komisji wyznaczyli w warszawie i na miejscu . Co ciekawe - z witryny internetowej wynika - recenzentem własnej rady wydział był średnio publikujący entomolog, a wyznaczeni przez CK byli już od ptaków. Ciekaw jestem jak rozłożyły się głosy tych 3 full profesorów komisji : Meissner, Tryjanowski, Cichoń. Pierwszych dwu nie kojarzę. Jedynie to ostanie nazwisko mi coś mówi - i jestem ciekaw jak głosował (byłem jego studentem). Jako uczeń i następca "Łoma" był bardzo pryncypialny,co do rzetelności naukowej

      Usuń
    8. I co myślicie, że ktoś coś z tym zrobi? A żebyście wiedzieli jak te % w publikacjach się ciekawie liczą. Pewnie niektóre publikacje mają po 200-300%, jak się podliczy wszystkich habilitantów. Sam osobiście znam sytuację jak goście mieli ten sam cykl prac do habilitacji i każdy z nich miał po 60 i więcej %. I o wszystkim wiedział niejaki prof. Mocek odpowiedzialny w CKK za te habilitacje. Ale jak się wódeczkę piło wspólnie to jak można było fajnych chłopaków owalić.

      Usuń
    9. Niestety nie znam nikogo z ekologów od ptaków z Lublina, ale sprawa jest naprawde dziwna, bo nie dość że dorobek pretendenta jest bardzo skromny jakosciowo ( duzy udział short comm.) to osiągniecie poza 3 pracami jest skomponowane z jakiegos hłamu typu Sylvan. Co ciekawe w internecie pretendent nie istnieje w takich kontekstach jak recenzent czasopism , kierownik/wykonawca grantów,prelegent na sympozjach. Co nadaje tej habilitacji dość skandaliczny wymiar . No z ekologii ptaków takiej słabizny od czasów... no mniejsza oto nie było. Czekamy z ciekawością na szybką profesurę podwórkową tego badacza.Ileż na Radzie Wydziału nasłuchałem się recenzji w których ludziom naprawdę dobrym zarzucano błahostki by ich uciąć. Naprawdę, ciekaw jestem recenzji. Recenzent ocenia osiągniecie , dorobek i rozpoznawalność naukową kandydata. Osiągnięcie w tym przypadku jest przyzwoite ale reszta żenująca.

      Usuń
    10. Prof. Meissner ostatnio w Science publikował, więc naukowo raczej nic mu nie brakuje. Recenzji na stronie jeszcze nie widzę, więc ciężko powiedzieć, co napisali.

      Usuń
  9. Zdzislaw M. Szulc27 lipca 2016 15:37

    @ Anonimowy(27lipca,11:15) w temacie kierunku/celu przeprowadzonych w Polsce reform : Czy"monopolizacja wladzy i kasy" faktycznie ma miejsce...? Zaczynamy szukac... pod sama.. "latarnia", czyli bierzemy pierwszy z brzegu... przyklad "sztandarowego" grantu do wgladu na stronie internetowej NCNu : https://www.ncn.gov.pl/finansowanie-nauki/przyklady-projektow/duszynski?language=pl . Pytanie: Czy ktokolwiek zna lub moze powiedziec/wskazac rezultat/wynik/efekt (=komunikat/publikacja/patent,itp) WLASNIE tego projektu badawczego..?! Szukam, szukam, po Internecie i wciaz nic nie moge znalezc zwiazanego z tym projektem, gdy wpisuje do wyszukiwearek slowa kluczowe : " prof. Jerzy Duszyński, Instytut Biologii Doświadczalnej im. M. Nenckiego
    oraz prof. Robert Hołyst, Instytut Chemii Fizycznej Polskiej Akademii Nauk"...?! To wyjatek, regula...czy tez nieumiejetnosc szukania w/w pozadanych danych z mojej strony (=http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/?term=Duszynski+J+and+Holyst+R )..?

    OdpowiedzUsuń
  10. Każdy wie jaka jest recepta na uzdrowienie nauki w Polsce. Nikt jednak tego nie zrobi, bo ci, których należało by się pozbyć, decydują o tym co się robi. I koło się zamyka. Nie trzeba żadnej filozofii i mądrości.
    Wystarczy popatrzeć na wystąpienie Patricka Aebischera, który opowiada jak zrobić z przeciętnej uczelni, uczelnie b. dobrą (co mu się udało). Po 10 min Gowinowi znudziło się i poszedł sobie, pewnie na kolejny wywiad o TK.
    Nie ma co bić piany, jeżeli jesteś dobry uciekaj z tego kraju, tu nic się nie zmieni i nie poprawi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dokładnie tak jak piszesz

      Usuń
    2. Chyba sobie zartujecie. Ucieczka nigdy nie jest dobrym rozwiazaniem. Nawet jesli na krotko pozwala zapomniec o problemach, to one i tak po jakims czasie wroca, razem ze swiadomoscia, ze sie nie jest / nie bylo wojownikiem. Normalny facet, czy musi sie to podoba czy nie, nie moze sobie, ot tak po prostu uciekac. Po prostu przestaje byc wowczas normalnym facetem. Nawet jesli inni o tym nie wiedza, to on sam o tym wie. Facet ma zapisana w genach walke o swoje terytorium. Niestety.

      Usuń
    3. pytanie do zwolennika walki: czy więcej wywalczysz, gdy:
      A. będziesz siedział w PL i zamieniał swój najbardziej produktywny czas w życiu na wypełnianie druków delegacyjnych i pisanie podań o papier,
      B. wyjedziesz z tego bajzlu, nauczysz się dużo i zrobisz sobie dorobek zagranicą i wrócisz tu już na jakieś kierownicze stanowisko i wtedy spróbujesz coś zmienić.

      Usuń
    4. Anonimowy28 lipca 2016 00:10: Zwykle tak mówią Ci, którzy nie mają alternatywy, nie mogą uciec bo nikt ich nie chce i wchodzą na ambicję tym, co mogą możliwości. Ludzie nie słuchajcie tych bredni. Zasadą jest żeby nie walczyć tylko przetrwać! Godnie żyć i zapewnić godne życie rodzinie. Osiągając sukces na zachodzie, możesz ściągnąć swoich rodaków, finansować ich z grantów, itd.
      To tak jakbyście wpadli do bagna i próbowali się z niego wydostać, ktoś wam podaje kij i mówi "pomogę Ci, wyciągnę Cię stąd, dam Ci szansę" a ktoś kto siedzi obok w bagnie mówi, "jak wyjdziesz z tego bagna, to nie będziesz mężczyzną, musisz walczyć tak jak ja, uda nam się wyjść z tego bagna". Mniej więcej anonimowy z 00:10 namawia do siedzenia w takim bagnie i walki, a jak dobrze wszyscy tutaj wiemy, im ktoś bardziej walczy w bagnie, tym szybciej ono go załatwi.

      Usuń
    5. Ho, ho... Skad tyle emocji? W kazdym razie zeby wrocic i objac "kierownicze stanowisko", to trzeba bylo najpierw dostac pieniadze od FNP, zeby wyjechac, potem dostac od nich pieniadze, zeby wrocic, a potem najlepiej jeszcze dostac od nich pieniadze na zalozenie grupy. Bo w nauce polskiej nie wystarczy byc dobrym, trzeba byc przede wszystkim "swoim". A tacy co sami wyjechali sa niczyimi. Ale nie ma co rozciagac tematu (bo dyskusja jest zasadniczo o debacie pod linkiem). Moze kiedys bedzie okazja wrocic do tematu. Pozdrawiam osoby, ktore mnie tak pryncypialnie "skrytykowaly".

      Usuń
    6. Chyba po prostu prezentujemy nieco inne spojrzenie. Żeby wyjechać wcale nie trzeba dostawać pieniędzy z FNP - można wystartować w konkursie w zagranicznej jednostce, do której się jedzie. Tam na szczęście wpływy naszych lokalnych działaczy już nie sięgają :-)

      Usuń
    7. @Anonimowy 27 lipca 2016 23:20
      "Wystarczy popatrzeć na wystąpienie Patricka Aebischera, który opowiada jak zrobić z przeciętnej uczelni, uczelnie b. dobrą (co mu się udało). Po 10 min Gowinowi znudziło się i poszedł sobie, pewnie na kolejny wywiad o TK."
      He, he, he... Na prezentacjach to może to wyglądać telo pikne co cud. Aebischer jest ogólnie z szeroko pojętych nauk medycznych a reformował uczelnię (pol)techniczną. Może Gowin znał inne opinie na temat tych przemian np. o rzeczywistej funkcjonalności dumy Aebischera czyli Rolex Learning Center? Zresztą Aebischer w tym roku odchodzi, jego zastępcą zapewne będzie obecny szef NSFu(?)

      @Anonimowy 29 lipca 2016 22:45
      "A tacy co sami wyjechali sa niczyimi." No właśnie. Ostatnia nowelizacja art.115 PSW przywraca im miejsce w szeregu jak by próbowali z kimś lokalnie zrobić coś dobrego. Teraz CK musi wyrazić na to zgodę. Zapis 1b i tak był kulawy. Teraz tylko hab. lub namaszczenie CK. Spróbuj mieć swoje zdanie....

      Usuń
    8. Nie dziwota ,ze minister Gowin się znudził. Zmiany kazdego systemu / lub utrzymanie status quo przeprowadzają wiceministrowie i lobbysci skupieni wokół nich. I w koncu lobbysci skupieni wobec jednego z recenzentów doktoratu Marka Goliszewskiego oraz profesora z historii ,"co demokratycznej opozycji przez wiele lat robił i listy z Kuroniem do Partii pisał" przy dużym wsparciu Gaz Wyb. przyblokowali reformy Kudryckiej

      Usuń
  11. Cały system trudno jest zmienić - to plątanina powiązań, interesów, utartych zwyczajów itd. To byłby ogrom pracy, chyba że przyjmujemy wariant radykalny - zostawiamy tylko tych, którzy naprawdę nadają się do pracy naukowo-dydaktycznej, czyli pewnie nie więcej niż 30% zatrudnionych. Ale to jest mało realne, przede wszystkim ze względu na koszty społeczne. Skoro kogoś przez lata utwierdzano, że jest w pełni uprawnionym naukowcem, awansując i przyznając kolejne skróty przed nazwiskiem, to byłoby co najmniej nieeleganckie tak po prostu mu podziękować za współpracę. Dla niektórych te skróty przed nazwiskiem to naprawdę wyznacznik walorów intelektualnych i wskaźnik społecznego awansu. Nie można tak nagle zmieniać reguł gry, skoro nie mamy żadnego kataklizmu, wojny, katastrofy.
    Jednak źle by było, gdyby w naszym kraju dalej marnowały się talenty. Moim zadaniem system trzeba zmieniać punktowo - umożliwiać rozwój, tym którzy chcą się rozwijać. Niedopuszczalne jest, aby osoby o zdrowym podejściu do pracy naukowej były hamowane i tłamszone przez patologiczne układy. Państwo powinno inwestować w dobrze funkcjonujące uczelnie czy inne jednostki, które powinny funkcjonować na odrębnych zasadach prawnych, w tym również w zakresie prawa pracy (np. rzeczywiste konkursy na stanowiska, kontrakty terminowe itd). Być może powołanie uczelni badawczych będzie krokiem w dobrym kierunku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tomek, w momencie gdy stopniowo się zadłużasz a Twój domowy budżet jest wciąż deficytowy, przychodzi moment, gdy rano puka do drzwi komornik. Nikt nie będzie Cię stopniowo oswajał z myślą, że jesteś bankrutem, byś uniknął nieprzyjemnego wstrząsu. System nauki w PL jest w bardzo podobnej sytuacji: bez przerwy osobom niekompetentnym przyznawane są stopnie, tytuły i granty, każdego dnia. Te osoby potem wdrażają swój wypaczone spojrzenie na naukę ucząc młodych i ta patologia się dziedziczy. To trwa latami i się wciąż - takie mam wrażenie - pogłębia, bo dochodzą do tego coraz nowe absurdy administracyjno-legislacyjne. Zgadzam się z Tobą, że radykalna reforma jest mało realna, ale nie wierzę, że istnieje inna droga. Ten system obecny jest świetnie przystosowany do przetrzymywania różnych łagodnych reform właśnie, by po kilku latach się okazało, że wprawdzie była reforma ale nadal jest jak było. Nie wierzę, by małymi krokami można było dokonać zmiany na serio.

      Pełna zgoda co do tego, że najgorsze jest marnowanie talentów. To jest coś co mnie wkurza najbardziej, dlatego m.in. powstał ten poradnik dla doktorantów. No ale te zmiany punktowe, o których piszesz, mają bardzo ograniczone oddziaływanie, gdy całe jednostki są źle zarządzane, a osoby bardzo słabe nadal robią habilitacje i doktoraty.

      Usuń
    2. Panie Michale,
      "Ten system obecny jest świetnie przystosowany do przetrzymywania różnych łagodnych reform właśnie" - dobrze diagnozujesz symptomy a nie rzeczywiste przyczyny, jak mniemam. Moim bowiem zdaniem system jest skonstruowany tak, by nawet największy kretyn na stanowisku kierowniczym tego systemu nie rozwalił. Dzięki temu do zarządzania milionowym, czy wręcz miliardowym majątkiem nie potrzeba żadnej wiedzy w zakresie zarządzania. To, jak niekompetencja w zarządzaniu przenosi się na poziom naukowy jest tylko naturalną konsekwencją fundamentalnego założenia systemu: każda habilitacja to glejt na nieomylność naukową, doskonałość dydaktyczną i MBA w zarządzaniu instytutami, wydziałami i uczelniami.

      Usuń
    3. Powołanie uczelni badawczych nie rozwiąże problemu, tylko zabetonuje obecną patologię. Cały system został skonstruowany w taki sposób, żeby strumień pieniędzy szedł głównie tam, gdzie te uczelnie badawcze mają powstać. Bo gdzie mają powstać, to wiadomo od dawna. I władze tych uczelni, od lat mające wpływ na kształt przepisów czy organizację systemu grantowego, dbały o to, żeby zyskać przewagę nad resztą jednostek. Za dwa-trzy lata i przy obecnym przepływie kasy, będzie można nawet z czystym sumieniem powiedzieć, że te konkretne uczelnie są najlepsze, więc teraz będą "flagowe". Nikt u władzy nie zastanowi się jednak, dlaczego są najlepsze.

      Usuń
    4. Podzielam opinię z 8:18. Perspektywa powołania tych flagowych, badawczych uczelni pojawiała się już w pierwszych projektach nowego systemu finansowania i wychodziła z tych samych źródeł, a więc będzie jeszcze węższe kanalizowanie strumienia pieniędzy do tych samych grup badawczych. I wcale by to nie oznaczało jakiejś rewolucji zatrudnienia w tych uczelniach. Tej się nie da zrobić przy obecnym systemie prawnym (ustawa zasadnicza + kodeks pracy + ustawy o szkolnictwie wyższym i nauce). Nie widzę jakoś, aby na tych uczelniach prowadzono rewolucyjną politykę kadrową (sam pracuję na uniwersytecie z pierwszej piątki). Bardziej bym widział wspieranie tych grup badawczych ze wszystkich uczelni, które wykazują ponad przeciętny dorobek, a więc sterowane dotacje statutowe z pominięciem podziału statutu wewnątrz uczelni. Rektorzy i tak zawłaszczają sporą część tych finansów w ramach narzutów, ale w takim przypadku dostali by swoją dolę więc nie było by obawy, że uczelnia źle na tym wyjdzie. Oczywiście, głównym problemem byłoby ustalenie granicy tej ponad przeciętności. Musiała by to być jakaś wypadkowa parametryczności i efektywności (żeby np. jedna, wysoko aktywna i parametrycznie sprawna osoba nie ciągnęła za sobą ogona nierobów).

      Usuń
  12. Zdzislaw M. Szulc28 lipca 2016 14:51

    Gdy "gospodarz" zabiera sie za gruntowne sprzatanie "chlewow", wpierw wyprowadza z nich na zewnatrz...swinie", po to, aby mu w tej koniecznej czynnosci nie przeszkadzaly! Jak na razie, polskie srodowisko naukowo-badawcze jest "czyszczone" wyrywkowo wylacznie przez organy scigania panstwa /CBA! "Zdzichu..przeciez jest dobrze", a to ,ze od czasu do czasu, trafi sie wsrod nas jeden utytulowany oszust lub zlodziej, to jest bardzo, naprawde bardzo, rzadki...przypadek..!? Zauwazmy, ze te “przypadki” potwierdzaja tu znana prawidlowosc, ze "ryba" zawsze psuje sie ..od "glowy." Pytanie: Jakie sa przyczyny tego,ze miernota,pozorant,oszust lub zlodziej moze bezkarnie brylowc w pierwszej linii danego srodowiska/spolecznosci..? Chocby te, zobrazowane w tym slynnym filmowym skeczu (= https://www.youtube.com/watch?v=2zJFhdZ6Ox4), czy tez inne..?

    OdpowiedzUsuń
  13. A dlaczego nikt nie chce zastosować mojego systemu. 20% z uczelni najgorszych, najmniej i najsłabiej publikujących zwalniamy (bez względu na to czy to są profesorowie, czy doktorzy), na ich miejsce przyjmujemy 20% młodych ludzi, których przydzielamy do 20% najlepszych. Historię powtarzamy po np. 3 latach i następnych 3 latach. System szkolnictwa nie zawali się, bo luka po zwolnionych będzie ciągle stopniowo wypełniana. Może nawet Ci ze środka wezmą się do roboty, bo nie będą chcieli być w tych 20% najgorszych.
    Problem w tym, że w tych 20% najgorszych, zwykle jest rektor, dziekan, prodziekani, członkowie senatu uczelnianego, itd. Więc oni nigdy na to nie pójdą, taką działania muszą być wyznaczone od góry, przez ministerstwo.
    Panie Gowin, jak Pan to czytasz (w co wątpie, bo sprawy nauki ma Pan głeboko w d..., ale może), proszę zastosować ten system, a przejdzie Pan do historii jako ten co uzdrowił naukę w Polsce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimie, ja jestem za, od dawna nawołuję do zwalniania miernot i likwidowania słabych jednostek. Należałoby jedynie zadbać o to, by 20% z jednej jednostki nie było lepsze niż 80% (=niezwalniani) z innej. Ale to techniczny problem - generalnie tak, to jest dobry kierunek!

      Mam jednak do Ciebie prośbę o kulturalne słownictwo, bo Ty jesteś anonimowy, a potem ja to biorę na klatę. Dzięki.

      Usuń
    2. Szanowny Panie,
      Propozycja brzmi rozsądnie, ale proszę się zastanowić nad konsekwencjami. Naprawdę myślicie, że na pierwszy ogień pójdą stare dziadki? Nie, ta rotacja obejmie głównie młodych, przyjętych do roboty za miskę ryżu 3 lata wcześniej. I w ten sposób Anonimowy odkrył zachodni model rotacji na stanowisku postdoka, który wynika m.in. z inflacji doktoratów i konieczności sprawdzenia kwalifikacji, w tym głównie samodzielności kandydata na naukowca w warunkach bojowych.

      Usuń
  14. No dobra, a co powiecie o robieniu okropnej wiochy przez FNP (ponizej). Rzecz dotyczy programu HOMING. Po prostu w Polsce jest taka tradycja, ze jak sie opanowalo teren, to sie robi co sie chce.
    === 2.Uprawnieni do aplikowania o subsydium są młodzi doktorzy - do czterech lat po doktoracie, którzy spędzili co najmniej dziewięć miesięcy na stażu zagranicznym. Wyjątek w postaci skrócenia niezbędnego czasu pobytu za granicą do sześciu miesięcy został ustanowiony dla absolwentów Instytutu Nauk o Człowieku w Wiedniu.===

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje się, że FNP mocno ostatnimi laty straciła wizerunkowo. Dziwne konkursy, zakrapiane spotkania stypendystów, granty przyznawane we własnym gronie itp. No ale to jest tylko fundacja, więc w sumie nie ma co się czepiać.

      Usuń
  15. nie chcę omawiać konkretnego przypadku, bo go nie znam, ale mam wrażenie, że w polskiej rzeczywistości problemem jest łączenie decyzji zawodowych z prywatnymi kontaktami. Jeśli kogoś lubię, to recenzuję jego grant/publikację/habilitację pozytywnie. Jeśli nie lubię, to zawsze jestem negatywny. I odwrotnie: jeśli ktoś oceni negatywnie mój grant/dorobek/wniosek habilitacyjny, to staje się moim wrogiem i zaczynam go zwalczać. Nie ma u nas takiego zimnego podejścia jakie poznałem w Szwecji. Powtarzam, że nie znam konkretnej sprawy ani człowieka, ale być może komisja padła ofiarą zbyt bliskich relacji z ocenianym? Nie wiem, warto o tym pomyśleć...

    OdpowiedzUsuń
  16. Chcieliśmy mieć wykształcone społeczeństwo, przyjmujemy na studia wszystkich i przepychamy (prawie)wszystkich, a potem dziwimy się, że poziom prac magisterskich oraz absolwentów jest często żenujący.
    Ktoś wymyślił, że opłaca się (finansowo dla jednostki +dla awansów) mieć studia doktoranckie. Wszyscy, którzy mogą, takowe tworzą, ich poziom jest - hmmm - różny. I dziwimy się, że poziom doktoratów jest różny.
    A teraz dziwimy się, że poziom habilitacji jest różny (chociaż chyba zawsze były "dziwne" przypadki). Może należy się cieszyć, że habilitacja na UJ, UAM, UW czy UWr coś więcej znaczy? I tego się trzymać? Bo można sobie wyobrazić, że na jakimś blogu doktorzy Oksfordu, Stanforda i Harvardu żalą się, że oni mają doktorat, i w Polsce, na jakimś "nieznanym nikomu" Uniwersytecie Warszawskim też dają doktoraty. A tak jak (w większości) doktorzy UW nie są konkurencją dla doktorów z Harwardu, tak habilitowani z małych uniwersytetów w Polsce (w większości) nie są konkurencją dla habilitowanych z UJ, UAM czy UW. Fakt, problemem jest zajmowanie etatów. Ale tutaj rozwiązaniem są uczciwe konkursy, uczciwa ocena pracowników (profesorów także) itp. O czym już było dużo na tym blogu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozwolę się tu z przedmówcą nie zgodzić, ponieważ w świetle prawa tu obowiązującego , będący tu przedmiotem debaty dr habili. J. W. z wydziału Biologii i Biotechnologii UMCS pomimo tak żenującego dorobku naukowego będzie posiadał te same , podkreślam te same prawa jak ludzie z 'dobrymi habilitacjami z UW, UJ itd. Zapewne jego doktorant, a niewątpliwie taki się pojawi niechybnie pójdzie w ślady mistrza. W ekologii kręgowców z takim curiosum naturae nie zetknąłem się od dawna. Słyszałem i widziałem takie historie z innych pól (botanicy,rolnicy, entomolodzy) , ale na tym polu to mój pierwszy taki record

      Usuń
    2. Nie przesadzałbym z tymi "dobrymi habilitacjami z UJ i UW". Przykład z "wielkiego" UJ, moim zdaniem znacznie gorsze habilitacje od p. Zduniaka, nad którym się tu pastwicie:

      https://www.scopus.com/authid/detail.uri?authorId=8905333200

      albo

      https://www.scopus.com/authid/detail.uri?authorId=6507022083

      Usuń
    3. Ależ nikt tu się nie pastwi nad Panem Zduniakiem, wszyscy wskazuje że jego osiągnięcia były o niebo większe od ornitologa/ekologa ? z UMCS p. Jarosława Wiącka. I że w sumie to jest dobrym badaczem

      Usuń
  17. Nie jestem pewien, czy na UAM habilitacja coś więcej znaczy. Poziom średnio może i jest wyższy, aczkolwiek zdarzają się takie kwiatki:
    http://www.ck.gov.pl/images/PDF/Awanse/ZduniakPiotr/
    polecam dokładne prześledzenie tych dokumentów. Dwóch recenzentów spoza jednostki habilitanta jednoznacznie negatywnie oceniło wniosek o hab., trzeci recenzent (z jednostki habilitanta) dał recenzję pozytywną, na komisji przepchnęli i jest hab.
    To nie pierwszy (i pewnie nie ostatni) przykład habilitacji na WB UAM, która w ogóle nie powinna mieć miejsca.
    Dla mających nadmiar wolnego czasu: http://biologia.amu.edu.pl/page.php?id=nauka_habilitacje&ip=zawiadomienia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Inny przykład "wybitnego" habilitanta z UAM w Poznaniu: http://www.ck.gov.pl/images/PDF/Awanse/BakowskiMarek/Autoreferat.pdf

      Sprawdźcie sobie w Scopusie ile ten człowiek narobił prac przez ostatnie 50 lat.

      Usuń
    2. sorry, ale przykład Piotrka Zduniaka (znam osobiście, więc mogę być nieobiektywny) właśnie pokazuje, jak skandalicznie przebiegać może postępowanie habilitacyjne. Bardzo przepraszam, ale jeśli recenzują wniosek o habilitację ludzie, których naukowy dorobek jest ułamkiem dorobku habilitanta, to jest to po prostu cholerny skandal i trzeba to jasno napisać. To jest właśnie esencja choroby, która toczy naukę w Polsce.

      Usuń
    3. Wg. Scopus:
      Habilitant - 53 prace (tylko prześledźcie sobie gdzie te prace lądują, poza ostatnimi 'karmnikowymi', gdzie ekipą dowodzi ktoś zupełnie inny), 229 cytacji, h = 8. Po odrzuceniu autocytacji: 177 cytacji, h = 7

      Recenzent 1 (PB) - tu rzeczywiście kiepsko, nie ma nawet sensu podawać liczb, bo wstyd.

      Recenzent 2 (WM) - 65 prac, 346 cytacji, h = 9. Po odrzuceniu autocytacji: 298 cytacji, h = 8

      Recenzent 3 (TO) - 60 prac, 533 cytacje, h = 12. Po odrzuceniu autocytacji: 366 cytacji, h = 10

      OK, pierwszy z recenzentów wypada nader słabo. Niemniej, dwaj kolejni już nie, stąd stwierdzenie, że " recenzują wniosek o habilitację ludzie, których naukowy dorobek jest ułamkiem dorobku habilitanta" jest raczej nieuprawnione (ale niewątpliwie R1 nie powinien się w tym gronie znaleźć).

      Również zaklinanie rzeczywistości Anonima z 2 sierpnia 2016 14:45 (komentarz poniżej) w stylu "znajduję go jako prelegenta na imprezach zagranicznych" na nic się zda - na jakich imprezach zagranicznych? Bo chyba nie konferencjach międzynarodowych.
      Hasła typu "rozpoznawalność międzynarodowa" są wręcz jak mantra powtarzane w przewodach habilitacyjnych, tutaj Szanowny Anonim również słowa te przywołuje - przy czym w odniesieniu do osoby, której 'dzieło habilitacyjne' było do tej pory cytowane bodajże ~30 razy, z czego większość to autocytacje (a prace te były publikowane 2008-2012). Biorąc pod uwagę obecność habilitanta na jednej albo dwóch konf. międzynarodowych, co ta "rozpoznawalność międzynarodowa" tak właściwie znaczy?
      W 100% zgoda, że na tle pana JW z UMCS, pan PZ wypada bardzo dobrze, chyba nikt przy zdrowych zmysłach nie ma co do tego wątpliwości. Pytanie jest jednak inne: czy wypada wystarczająco dobrze na hab.? Wątpię. Ale najwyraźniej obydwaj panowie spełniają wymagania ustawowe.

      Krótki search na stronie WB UAM podrzuconej przez kogoś powyżej i dwóch kolejnych asów:
      http://www.ck.gov.pl/images/PDF/Awanse/BernardRafal/
      http://www.ck.gov.pl/images/PDF/Awanse/SzymkowiakPawel/

      Moim zdaniem błędnie identyfikujesz tą 'esencję choroby, która toczy naukę w Polsce' Michale. Jest to raczej przepychanie słabych doktoratów, słabych habilitacji, słabych profesur. A jak recenzja jest negatywna, to tym gorzej dla recenzenta. Tylko nie rozumiem po co później lamenty tzw. 'środowiska naukowego' tu na blogu, w prasie, Internecie, że w PL to tak kiepsko z nauką. Przecież ci młodzi doktorzy, 'samodzielni', profesorowie, nie biorą się z kosmosu - te stopnie i tytuły dają im inni naukowcy, którzy mają możliwość powiedzenia "nie", a jednak tego nie robią.

      Usuń
    4. Anonimie, prezentujesz wprost mistrzostwo w odwracaniu kota ogonem i zamydlaniu rzeczywistości. Pisałem, że " recenzują wniosek o habilitację ludzie, których naukowy dorobek jest ułamkiem dorobku habilitanta", co z resztą sam przytoczyłeś. Po czym z grona trzech recenzentów "wyjmujesz" tego, do którego odnosił się mój tekst, po czym piszesz, że moje twierdzenie jest "raczej nieuprawnione". Mógłbyś pracować w radiu Erewań: nie mercedesy a rowery, i nie rozdają a kradną - z tymi zastrzeżeniami powiedziałeś czystą prawdę...

      Podtrzymuję oczywiście swoją wypowiedź, bo jest prawdziwa i każdy kto umie obsługiwać kalkulator to przyzna - to że człowiek z dorobkiem magistranta/doktoranta ma w ogóle habilitację już jest skandalem. A to że ma profesurę jest podwójnym. A to że recenzuje habilitację kogoś, kto ma od niego wielokrotnie większy dorobek (jakiegokolwiek wskaźnika byśmy nie użyli), jest esencją degeneracji polskiej nauki.

      Oczywiście przepychanie słabych doktoratów i habilitacji jest fatalne w skutkach, o tym wielokrotnie tu pisałem i się z tym zgadzam (nie mówię o przypadkach które tu omawiacie, tylko ogólnie). Sam znam skandaliczne przypadki habilitacji ludzi już nawet nie tylko bez dorobku, lecz nawet średnio sprawnych pod względem umysłowym. Ale ryba psuje się od głowy - gdy recenzenci są niekompetentni trudno spodziewać się czegoś dobrego po procesie recenzji.

      Usuń
    5. Przepraszam za "wtręt". A ale bazując na dotychczasowym skumulowanym kapitale: kto wypromuje lepszych doktorantów pan Wiącek z UMCS, czy Pan Zduniak UAM ?. Moim zdaniem miałkość naukowa pierwszego z panów jest zatrważająca , co nie rokuje dobrze uczniowi tego mistrza. Swoją drogą- UMCS powołał chyba wewnętrzną komisje habilitacyjną by odsiewała plewy ?- nie wiem tego? . Wiem że niektórzy tak czynią.

      Usuń
  18. Z pełnym szacunkiem do wypowiedzi przedmówcy, ale pana Zduniaka, poza rozprawą/ osiągnięciem znajduje w: grantach, znajduje jako recenzenta czasopism i stażystę , znajduje jako prelegenta na imprezach zagranicznych. Ma rownież dobry dorobek . Czyli jest rozpoznawalny międzynarodowo. Proszę te rzeczy pokazać dla dyskutowanego tu pana Wiącka z UMCS. Przecież scholar google o nim prawie milczy. Ci dwaj emeryci którzy swoje najlepsze lata badawcze mieli w latach 70' nie powinni występować jako recenzenci dla pana Zduniaka . Tak jak jakiś entomolog nie powinien recenzować de-facto ornitologicznej habilitacji pana Wiącka.

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja rozumiem, że Ci starszy profesorowie często są kiepscy naukowo. Ale mnie zastanawia, jak to się dzieje, że teraz profesorami tytularnymi w tym kraju zostają osoby z 30 publikacjami i ledwie 300 cytacjami (e.g. przytoczony tutaj profesor ornitolog z gdańska, czy entomolog z poznania)

    OdpowiedzUsuń
  20. Dla mnie, natomiast szokujące że rada wydziału do ekologicznej/ornitologicznej habilitacji p. Jarosława Wiącka wyznaczyła entomologa , co prawda profesora belwederskiego , ale entomologa od wąskiej grupy owadów- to jest ciekawe. Instynkt stadny wydziału ?. Nieformalne relacje tych dwu dżentelmenów?. Co ciekawe również członkiem komisji z ramienia wydziału był podwładny rzeczonego profesora entomologi . Ciekawe?

    OdpowiedzUsuń
  21. Jeden z anonimowych dyskutantów podnosi słusznie sprawę obecnosci entomologa (full profesora) Bernarda Stańca ( kierownika Katedry Zoologii UMCS) jako recenzenta ornitologicznej habilitacji pana Jarosława Wiącka. No to jest juz b. duze nadużycie. Jednak , co by nie mówić pana Zduniaka do cechu dopuszczali jednak ornitolodzy. I takiego recenzenta dopusciła CK , a postawiła w roli członka prof. Mariusza Cichonia, który raczej nie pusciłby moim zdaniem takiego chłamu. Poprostu bibliometria habilitanta jest przerazająca. Jak na 15 lat pracy , a być może i wiecej to zatrważajce osiągi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na tym polega władza - że mogą wybrać kolegę-entomologa, lub kogoś mniej przychylnego. Nie ma kryteriów, nie ma uzasadnienia wyboru, nie ma żadnych konkretów i jasnych reguł, progowych wartości, dorobek się nie liczy. Na tym polega ten układ trzymający władzę w nauce już od 70 lat...

      Usuń
    2. Z wpisów wynika, że większość komentujących nie orientuje się w trybie wyboru członków komisji. Akurat wybór jednego z członków (recenzenta lub zwykłego członka) spoza ścisłej specjalności ocenianego jest powszechny. Chodzi o to, żeby spojrzeć na ocenianego okiem z szerszej perspektywy np. zoologa lub botanika, ale nie ze ścisłej specjalności habilitanta. To nie jest głupie, bo specjalizacje mogą tworzyć swoje koterie. Nie znaczy to, że dobrą praktyką jest wybranie kolegi z wydziału.
      Podane tu przykłady rzekomo kiepskich habilitacji są częściowo chybione i wynikają z przyjęcia bazy Scopus jako jedynej objawionej. W niektórych specjalnościach np. taksonomii ta baza jest bezwartościowa i wartość dorobku parametrycznego np. podanego wyżej habilitanta P. Szymkowiaka jest w tej bazie bardzo zaniżona. W zoologii i botanice systematycznej recenzenci na ogół traktują ten wymóg podawania danych parametrycznych z przymrużeniem oka, skupiając się na wartości merytorycznej dorobku.
      Nie ulega wątpliwości, że ta fala słabszych habilitacji (chociaż w mojej opinii ze dwie podane powyżej to są naprawdę bardzo słabe, a pozostałe w stanach raczej średnio niskich) to efekt rzutu na taśmę kandydatów zagrożonych rotacjami na uczelniach. Osobiście uważam, że lepszym wyjściem byłoby zamrożenie tych osób na etatach adiunktów niż dawanie uprawnień samodzielnego pracownika, bo oni będą teraz wchodzić do puli recenzentów z wszystkimi tego konsekwencjami.
      A tak na koniec, sama idea habilitacji to straszny przeżytek, o czym tu też wielokrotnie dyskutowano. Powyższa dyskusja mnie tylko utwierdza, że to jeden z najgłupszych i najsłabszych elementów struktury nauki w Polsce. Ale dla wielu wygodny i jestem pewien, że spora część tych oburzonych z powyższej dyskusji jak zdobędzie te szlify to też będzie się puszyć i wchodzić w układy.

      Usuń
    3. pozwolę sobie nie zgodzić się z częścią Twojej wypowiedzi anonimie:
      1. racja że bezstronny człowiek spoza dziedziny w komisji to dobry pomysł, ale człowiek z tego samego wydziału własnie nie spełnia raczej tego kryterium.
      2. Z Twojej wypowiedzi "wymóg podawania danych parametrycznych z przymrużeniem oka, skupiając się na wartości merytorycznej dorobku" można błędnie wywnioskować, że dane parametryczne, takie jak cytowania lub jakość czasopism, nie mówią o wartości merytorycznej dorobku i że lepiej zrobi to grupa recenzentów (dodam złośliwie: szczególnie tych bez dorobku i z kręgu najbliższych znajomych samego habilitanta...). Sorry, ale to są bajki - znasz naprawdę dobrego naukowca, który ma słaby rekord parametryczny? Proszę o nazwisko.
      3. Ok, habilitacja może jest przeżytkiem, tu się zgadzam, ale mogłaby być również - gdyby mądrze i uczciwie ją prowadzić - dobrym narzędziem do oczyszczania kadr z leni i nieuków, do podnoszenia jakości nauki i ogólnego poziomu, do uczciwej hierarchizacji naukowców itp. Niestety nie jest, ale nie w samej idei habilitacji jest problem, lecz w skorumpowanych i nieudolnych ludziach, którzy nią sterują. Nie sądzisz, że likwidacja hab niewiele zmieni? Powiedziałbym nawet, że pogorszy sprawę

      Usuń
    4. Ciepło, ciepło… Nareszcie w dyskusji pojawił się wątek, który nieśmiało dotyka istoty problemu, a mianowicie jak wyjść z zaklętego kręgu narzuconego nauce w Polsce w czasach stalinizmu, czyli Centralnej Komisji i jej prerogatyw. Czy nie widzicie, że to (czyli trzymanie na smyczy i w izolacji od świata poprzez archaiczny system gry w stopnie i tytuły) jest źródło i tych opisywanych problemów i słabej pozycji polskich uczelni i polskiej nauki? Pomyślmy, wyobraźmy sobie, jak John Lennon bez polityki i religii świat, naukę w Polsce bez systemu awansowego CK. Wyrzucamy do kosza historii habilitacje i tytuły profesorskie, a przyjmujemy podwyższone kryteria otrzymywania stopnia doktora (nie potrzeba do tego osobnej instytucji) . Całą tytułomanię prowadzą uczelnie (i instytuty PAN) i w ten sposób dbają o markę swoją i swoich badaczy. W końcu na Zachodzie prestiż mają tytuły nadane przez uczelnie typu Harvard, Oxford, Lund itd., a nie przez gremia państwowe o niejasnym trybie wyboru członków. Założę się, że UJ, czy UW w rankingach nie lokowały by się na tak zawstydzających pozycjach jak obecnie (do 500-setki dołączyłyby inne uczelnie), nauka Polska wzbogacałaby się o zespoły tworzone przez obcokrajowców lub rodaków wracających z zagranicy (odpadłby sztywny gorset hierarchii administracyjnej i tzw. „uprawnień”). Do tworzenia zespołów naukowych (a nie stanowisk – synekur) w oparciu o przejrzyste procedury konkursowe (napisane przez światłych urzędników ministerstwa, he, he…), wystarczyłyby kryteria jakości naukowej (IF, cytowania), pracy zespołowej i organizacyjnej, a nie to, czy ktoś zrobił habilitację, czy CK nadała tytuł. Znamy wszyscy liczne przykłady nierówności kryteriów awansowych, takich jak w dyskusji powyżej. Trudne do wyobrażenia marzenia, takie jak byłego Beatelsa? Pewnie trudne, ale też nikt w przeszłości nie miał takich warunków i argumentów do przeprowadzenia radykalnych zmian w nauce w Polsce jak pokolenie dzisiejszych 40-50-letnich badaczy zdobywających międzynarodowe granty i publikujących na europejskim i światowym poziomie. Chyba, że… zaczęli już się w tym systemie „urządzać” i tylko grać na pokaz w powtarzane co jakiś czas rytualne narzekania „na naukę polską”.
      PS. Rozbawił mnie Redaktor Prowadzący który, mimo klarownego przykładu, stwierdził, ze „likwidacja habilitacji niewiele zmieni”. Warto zauważyć, że „skorumpowanych i nieudolnych ludzi” tworzy jednak ten system i pozwala im działać.

      Usuń
    5. Anonim " ciepło , ciepło" wskazuje diagnozę jak uleczyć chorobę systemową której objawem jest miedzy innymi habilitacja pana Wiącka z UMCS. Ale by to uczynić musi się znaleźć ( trzeba znaleźć) lobby które to przeprowadzi . A takie lobby będzie się zmagać z ' habilitowanymi i belwederskimi' , którzy są po obu stronach obecnego podziału politycznego w PL. PO 8 lat znosiła habilitacje i jak się to skończyło to przypadek p. Jarosława Wiącka doskonale to pokazuje. PIS - w programie zapisał że jest za habilitacją i kolokwium habilitacyjnym . Więc kto - może Kukiz dobrze zaszczepiony tym pomysłem. Rewolucji dokonują tylko ci w których interesie to leży. Tam jest sporo doktorów , na czele z marszałkiem Tyszką

      Usuń
    6. Wg mnie jesli zniosa hab. to wprowadzone zostana progi punktowe dla mlodych na etaty naukowe. Jednolite w calej Polsce, tak jak z matura. System centralny zawsze jest toporny i zawsze trudniej w nim ruszyc starych graczy. Ale na taki jestesmy skazani. Gdyz w PL mamy jeszcze gorszy system prywatny (tym roznimy sie od US). Gosciom od osmiorniczek z PO, to w ogole nie przeszkadzalo. A potem zrobili jeszcze skok na fundusze. Ech. Nikomu juz nie wierze. No moze z wyjatkiem Bienkowskiej, ona przynajmniej mowila szczerze, zeby na nic nie liczyc.

      Usuń
    7. Rządzący coraz bardziej sobie zdają sprawę z tej degrengolady ponieważ widzą wskaźniki np. innowacyjności kraju i liczą stracone pieniądze na udział np. w programie Horizon 2020. To bardzo szkodzi wizerunkowi Polski suwerennej i ich wyobrażeniom o rozwoju i podskakiwaniu w UE. Niestety, narazie Min. Gowin jest zbyt ciamciarowaty, albo znajduje sie pod wpływem lobby profesorskiego (do którego przecież aspirował), a rząd zajmuje się z pasją "zarządzaniem konfliktem", a nie unowocześnianiem Państwa. Myślę jednak, że moment krytyczny jest blisko i trzeba się do niego przygotować (projektami organizacji nauki zbliżonymi do rozwiązań anglosaskich), aby znów nie dać się zrobić w balona przez układ CK i trzymających kasę postmarcowych (w kolejnym pokoleniu) kacyków nauki.

      Usuń
    8. Szanse na zmiany sa bardzo niewielkie. PiS jest popierany przez AKO, a to grupa takich "profosorow nie z tej epoki". A w samym srodowisku akademickim nie ma tej chwili sensownej grupy reformatorskiej. Srodowisko FNP-owskie skompromitowalo sie skokami na kase i nikt normalny nie uwierzy ludziom, ktorzy nie tak dawno dorwali sie do pieniedzy w NCN. Beda rozne przymiarki do zmian, ale prawdopodobnie na przymiarkach sie skonczy. .

      Usuń
    9. do anonima od "ciepło, ciepło", którego rozbawiłem - jestem za zniesieniem habilitacji, ale nie liczyłbym na magiczną skuteczność takiej zmiany. Po prostu osoba X która dziś robi habilitację mając fatalny dorobek, w takim systemie bez habilitacji, o którym piszesz, po prostu by jej nie robiła. I jaka to różnica, czy pracujący na uczelni naukowiec o kompromitującym dorobku ma na tabliczce na drzwiach "hab", czy też nie ma? Problemem jest że taka osoba w ogóle funkcjonuje w nauce i zaczyna rozdawać karty, a nie jaki ma stopień/tytuł. Ale zgoda co do tego, że lepiej się pozbyć tego filtra z niejasnymi kryteriami koleżeńsko-układowymi.

      Usuń
    10. Nie chodzi o "magiczną skuteczność" zniesienia hab./prof., ale właśnie o wypracowanie efektywnego filtru dopuszczajacego ludzi do "koryta władzy" w nauce. Jeśli stosować kryteria obiektywne (np. zmienić system punktacji z bardziej towarzyskiego na bardziej eksponujacy samodzielność myślenia, koncepcyjność) i wcześniej podwyższyc poprzeczkę dla doktora, to taki system z automatu ograniczyłby znacznie koteryjne układy tytularno-awansowe typu "grupy przyjaciół" i pchanie do góry dyspozycyjnych miernot. Odejdźmy w końcu od nieefektywnego modelu hierarchicznego (służacego kontroli, a nie twórczości naukowej) o korzeniach prusko-carsko-komunistycznych. Naprawdę są ciekawsze lektury do odreagowywania stosunków w pracy niż w kółko "Rewizor" Gogola.

      Usuń
    11. Pełna zgoda, jestem całkowicie ZA, ale co to ma wspólnego z habilitacją?? Zgadzam się, należy "zmienić system punktacji", "podwyższyc poprzeczkę dla doktora" - ale przecież możemy to zrobić już dziś, niezależnie od istnienia habilitacji. Samo usunięcie habilitacji nie załatwi w najmniejszym stopniu tych słusznych postulatów. Wyjaśnij proszę, na czym polega zaleta systemu bez hab?

      Usuń
    12. Jestem inna osoba, ale wtrace swoje zdanie. Podwyzszenie progow punktowych dla doktora to niezbyt dobry pomysl. Jesli temat jest juz ustawiony przez promotora to punkty zdobywa sie latwo, ale calkiem nowy temat zawsze idzie na poczatku opornie. Ale w dluzszej perspektywie takie sa lepsze. Prog mozna wiec ustalic przy przyjmowaniu na etat niby-staly, zakladajac, ze czlowiek moze nastukac punktow w ramach doktoratu i na postdocach. Natomast zgadzam sie, ze nadmiar kontroli osob juz przyjetych na stale wcale nie sprzyja ich kreatywnosci. I pomijajac wszystko inne, strzelanie punktow w ogole nie jest potrzebne gospodarce. Skutecznosc srodowiska naukowego jako calosci mozna lepiej mierzyc liczbami nowych startupow. A na dzien dzisiejszy takie dzialania sa w ogole poza systemem. Nie ma na to czasu (i checi) - stare chlopy strzelaja sobie tylko punkty, jak dzieci piatki w dziennikczku szkolnym (jako narod jestesmy wciaz troche infatylni, nie ma sie tutaj co oszukiwac).

      Usuń
    13. Przecierz sam Kolego o tym napisałeś. Cytuje:"Ale zgoda co do tego, że lepiej się pozbyć tego filtra z niejasnymi kryteriami koleżeńsko-układowymi." Ten filtr, a własciwie durszlak o dowolnie wybieranych wielkościach oczek, pozwala na funkcjonowanie (i rządzenie) osobom, które z tego dziurawego sita korzystają, mimo, ze tak jak pokazuje wałkowany przykład, bardziej precyzyjny fitr by je odsiał. Więc, po co wydawanie pieniedzy publicznych na ta nieefektywną zabawę w hab./prof. i instytucję, która ten durszlak trzyma, epatując staroświecką terminologią, która zresztą w odbiorze społecznym straci na znaczeniu, a w relacjach międzynarodowych (np. w programach UE) jest ignorowana.

      Usuń
    14. Dla czego zniesienie habilitacji naprawi system ? Ponieważ socjologicznie rzecz analizując ( kłania się tu cała teoria mikrostruktur oraz teoria patronażu) nasz system habilitacyjny niczym się w zakresie rekrutacji, narzędzi oraz sposobów replikacji nie różni od typowego da wiezień (cwele, gity) , "fali" z wojska w okresie PRL ( koty, wicki, dziadki) i opiera się na tym że może funkcjonować dzięki jego hermetyczności i takiej samej strategi kooptacji nowych alumnów . Likwidacja habilitacji pozbawi go nowych miernych adeptów takich jak wymieniony tu pan Wiącek z Wydziału Biologii UMCS a także zwiększy jego transparentność. Ktoś po wie co za analogie ? . Odpowiem jak najbardziej prawdziwe, tylko na radach wydziałów robi się to trzymając się użytego tu już porównania "z
      użyciem ładnych dobranych indywidualnie z dobrej skóry lakierek a wiezieniach z użyciem śmierdzących z daleka gumofilców" . Ale mechanizmy są te same.

      Usuń
    15. Nie wiem ale dla mnie totalnie niezrozumiała jest chęć zniesienia habilitacji. Czy Wy sobie zdajecie sprawę co by się działo.
      Jest taki Pan Wiącek, który powziął jakiś wysiłek i wymęczył to coś. Ktoś zauważył, że jest to mierne i jest szansa, że habilitacja zostanie uwalona. W sytuacji gdyby nie było habilitacji Pan Wiącek i inni mu podobni dostali by od razu stanowisko profesora bez żadnej dyskusji. Ale wyobraźcie sobie ile jest takich panów Wiącków, którzy nie przygotowują habilitacji bo im się nie chce lub nie mają dorobku. W sytuacji gdyby habilitacja została zniesiona natychmiast objęli by stanowiska profesorów na uczelniach. A tak przynajmniej jest bariera dla już tych najgorszych i najbardziej leniwych. Sam znam kilka takich przypadków, że osoby zostaną zwolnione bo nie zrobią habilitacji ale nie dlatego, że ktoś się na nich uwzią ale dlatego, że po prostu są leniwe. Przesiedziały 20 lat na uczelni i są nie do ruszenia, ale niestety dla nich jest rotacja i dzięki niej w końcu będą musiały się z uczelnią pożegnać, zwalniając miejsce dla młodych i pracowitych. Gdyby nie było habilitacji/rotacji siedzieli by dalej nic nie robiąc.
      Nie rozumiem też tego krzyku, że zrobienie habilitacji to jakiś problem. Jak dobrze pracujesz, przygotowujesz cykl prac i "bum masz habilitację". Ja osobiście nie odczułem jakiegoś obciążenia przez habilitację. Oczywiście zajmą trochę czasu dodatkowe zajęcia (przygotowanie dokumentów, itd.) ale to już nie jest jakiś wielki problem.
      Wymogi habilitacji powinny być tylko jasno ustawione. IF 100-200 w zależności od nauk i H>10-15 lub liczba cytować >500-1000. Jak jest ktoś dobry i jest przeciwny tłuczeniu publikacji na punkty to zrobi 4 prace w Science lub Nature, jak będą przełomowe to będą cytowane i ma habilitacje.
      I przestańcie bredzić o tym, że punkty są złe. Punkty zdobywa się przy okazji, rozwiązuje się jakiś problem i publikuje wyniki. Podajcie nazwisko choć jednego bardzo dobrego naukowca, który ma kiepski dorobek a jest uznany na świecie.

      Usuń
    16. Człowieku , wymienionego pana Wiącka zrobiono już habilitowanym , choć jego dorobek jest równy a nawet gorszy niektórym doktorantom i o to tu trwa dyskusja. Dlaczego system który ma być sitem puszcza ludzi ze skandalicznym dorobkiem jak ten człowiek z UMCS. "Znajoma moich znajomych" jest z Lublina z tego wydziału, co prawda jest fachowcem od czego innego , ale coś się oni od niej dowiedzą i zapytają o tego orła polskiej ekologii ptasiej, bo to jakiś cyrk jest. Nikt niczego nie wie o człowieku , z żadnych konferencji nikt go nie kojarzy a tu bum - członek szlachty akademickiej.

      Usuń
    17. Dlatego nie pracuje w Polsce

      Usuń
    18. "Nie wiem ale dla mnie totalnie niezrozumiała jest chęć zniesienia habilitacji. Czy Wy sobie zdajecie sprawę co by się działo"

      Nic by się nie działo. A tak naprawdę pisząc o tym nonsensie (An. z 16:32) użyłem skrótu myślowego bo wiadomo, że nie wystarczy samo zniesienie habilitacji. Byłoby ono częścią właściwej reformy, w sumie tylko parę rozsądnych ruchów: bezwzględna rotacja (nie uznaniowa) oparta na wypracowanych progach parametrycznych dla każdej dziedziny (uwzględniająca np. średnią ważoną IF w dziedzinie i jakieś minimum punktowe wynikające z systemu ministerialnego; na moim wydziale te minimum wcale nie jest tak łatwo uzyskać, chociaż próg nie jest wcale wysoki) i stałe zatrudnienie tylko dla profesury tytularnej z nowego naboru (ustawy podstawowe i tak nie pozwolą na rotację już zatrudnionych na mianowanie, prawo nie może działać wstecz, to zdobycz każdego cywilizowanego kraju i trzeba będzie trochę poczekać na wymarcie tych pokoleń ze starego nadania). Proces byłby długi, ale nigdzie nie dokonywano reformy nauki w rewolucyjnym tempie (chyba, że w dyktaturach, ale chyba nie o to chodzi). Ale i tak wszystko będzie bez sensu, jeżeli udział w finansowaniu nauki z PKB będzie na obecnym poziomie. Te niskie nakłady generują patologie w równym stopniu jak sam system awansowy. Dobry uczony musi być też doceniony finansowo, a dziś grupy cwaniaków monopolizują skromne finanse w rzekomo otwartym, sprawiedliwym i przejrzystym systemie grantowym.

      Usuń
    19. Niestety te progi dla kazdej grupy + zwolnienia to nie jest dobra propozycja. Celem staje sie zdobywanie punktow. Ja wiem tak jest prosciej, ale swiat Zachodu tak nie funkcjonuje. Owszem stosuje sie progi, ale tylko dla swiezo pzyjmowanych (indeks H wprowadzono, gdy okazalo sie, ze na dobrych uczelniach bywa po stu chetnych do etatu i podan nie da sie szybko przerobic recznie). Ale dla osoby, ktora moze prowadzic doktoraty, punkty de facto zdobywaja juz doktoranci. Czyli gosc musi przyciagac doktorantow, a nie zdobywac punkty. A w dobrych laboratoriach badawczych (typu Nasa) ludzie maja pracowac nad projektami stregicznymi dla US. I kropka. Zdobywanie punktow w dobrych grupach nie jest celem, jest produktem ubocznym. Nie kopiujmy z Zachodu celow wtornych, nawet jesli to na pierwszy rzut wyglada logicznie.

      Usuń
    20. Przepraszam a gdzie jest w Polsce ośrodek pokroju NASA gdzie pracuje się nad projektami. Jest kilka Instytutów, w której większość kadry jest zatrudniona po znajomościach a praca głownie polega na piciu kawy bo nie mają pieniędzy. Do NASA nie biorą półgłówków. Jak już Cię zaprosili do NASA to znaczy że jesteś super! W Polsce taki przychodzi do pracy, pije kawę, idzie porozmawiać z kolegami, później wyskakuje na miasto po dziecko lub załatwić jaką sprawę w urzędzie, zbliża się 14 to już szkoda coś zaczynać i idzie do domu o 14:15. Ewentualnie ma zajęcia to wpadnie, odbębni i dalej robi to samo.
      Tak pracuje 80% naukowców w Polsce. Jedynym sposobem, żeby się tego barachła pozbyć są punkty w prawdziwych czasopismach (IF>3). Czasopism z IF < 3 nikt poważny nie czyta, bo tam publikowane jest samo barachło. Nie mówiąc już o tych <1. Zaraz odezwą się ornitolodzy, że u nich maks to 1.5 i to jest swietne czasopismo. ok a Nature ? Można też robić współprace z innymi i publikować badania interdyscyplinarne lepiej niż za 1 pkt.
      Jak osiągniemy poziom publikacyjnych Niemiec czy Francji, możemy sobie pozwolić na finansowanie zabawy przez najlepszych naukowców, podkreślam najlepszych. Do tego czasu, Polski nie stać na finansowanie "naukowców", których obraz przedstawiłem powyżej. Jak władza tego nie zrozumie i nie zastosuje mojego systemu z odrzutem 20% najsłabszych co dwa lata, nic z tego nie wyjdzie.
      Nie powinno być żadnych konsultacji społecznych, po prostu trzeba wprowadzić przepis. Oceny pracownicze co dwa lata i 20%, najsłabszych z grupy profesorów, dr hab., dr, wysyłamy na zieloną trawkę. Z każdej grupy, bo jak tu ktoś wspomniał leniwe profesorki, dobiorą się do adiunktów, którzy w większości przypadków więcej robią niż większość profesorów. Oczywiście na miejsce 20% zwolnionych przyjmujemy absolwentów /maksymalnie 2 lata po studiach/. Wtedy zabezpieczymy się przed rotacjami po znajomościach. Nowo-przyjęci oczywiście są przydzielani do 20% najlepszych.

      Usuń
    21. Taki system jest na zachodzie i w Azji. Nikt nie trzyma tam nierobów. Musisz albo publikować, albo zdobywać granty albo pracować wcześniej dla NASA, albo wszystkie trzy rzeczy. Po kilku latach jak nie masz efektów jesteś wyrzucany. A nie te śmieszne konkursy pracownicze w Polsce co dwa lata (a teraz nie wiem dlaczego zmienione co cztery lata). Gdzie człowiek z dorobkiem 15 publikacji przez 10 lat, dostaje dobrą ocenę. Jeśli komisja jest skłonna pozbyć się "naukowca" bo np. ma 1 publikację na 3 lata (no i to już jest wstyd), to Rada głosuje za tym, żeby go nie wyrzucać.
      Oczywiście są na zachodzie uczelnie, w których zatrudniani są tacy mierni pracownicy ale ich zadaniem jest uczyć. Są to słabe uczelnie o których nikt nigdy nie słyszał i "uczeni" z tych uczelni nie liczą się wcale, nie mają oni szans na granty, a uczelnie utrzymują się z czesnego.
      U nas na szczęście zaczyna się już taka tendencja, że pracodawcy patrzą na uczelnie z której pochodzi absolwent, i wiedzą że duża państwowa uczelnia lepiej kształci niż jakaś wyższa szkoła malowania paznokci. Niestety nie jest jeszcze tak z grantami. Ciągle granty dostają ludzie z jakiś śmiesznych uczelni typu Politechnika Radomska, Uniwersytet Świętokrzyski czy Częstochowski.

      Usuń
    22. Wystarczy tylko zrobic jakis sensowny centralny prog dla nowo przyjmowanych (np. H=4, IF=30)i wszyscy ci habilitowani po znajomosci nie znajda chetnego do doktoratu. Co wiecej nie bedzie mozna zatrudnic tak po prostu swojego. Wg mnie tak jak w wojsku nalezy wprowadzic sensowny prog sprawnosci na poczatku (ale to nie oznacza, ze potem wszyscy maja tylko biegac). Tak przy okazji, zdarza sie ze niektorzy choruja, panie czasem rodza dzieci itp. Nie mozna wszystkiego robic w zyciu "na tempo". Ale co do progu obciecia na poczatku to mi sie ta koncepcja podoba (nie od mnie to tutaj wyszlo). PS Z opisem funkcjonowania srodowiska (kawa w roli glownej) niestety sie zgadzam. Ale paradokslanie to wlasnie takie instytytu naukowe, ktore nie wiadomo czemu sluza, opanowaly swego czasu NCN (przy kawie wiele rzeczy mozna zalatwic, nawet punkty, jak trzeba).

      Usuń
    23. Z przeglądu głosów w tej dyskusji wynika kilka ciekawych wniosków. Większa część dyskutujacych jest juz wręcz "genetycznie" uwarunkowana systemem hierarchicznym w nauce. To jest dla nich tak oczywiste jak to, ze słońce wschodzi każdego dnia. Są też zamordystyczne kwiatki jak selekcja typu "20% won" lub narzekanie, że granty dostają jakieś "śmieszne" uczelnie. To myślenie typowe dla wyrobników nauki, a nie dla naukowców z przekonania, dla których krytyczna postawa wobec rzeczywistosci jest mottem życiowym. Na tym tle jak perełka wypada głos o socjologii systemu awansu w nauce polskiej przyrównany do hierarchicznych układów podkultur w wojsku i więziennictwie. I to jest sedno sprawy. Odziedziczony po quasi niewolniczych systemach autokratycznych caratu i komunizmu system hierarchicznej drogi awansu w warunkach wolnego rynku idei i badań jest po prostu nieefektywny ekonomicznie i poznawczo, jak niewolnicza praca czarnoskórych na plantacji bawełny. Obrońcom habilitacji, profesur belwederskich i CK proponuje zbudowanie prostego algorytmu efektywnosci naukowej w warunkach 3 stopni awansowych (dr, hab. prof.) i w warunkach jednego (dr). Ekonomistom proponuje obliczenie ile budzet nauki zaoszczędzi na braku instytucji CK i przepriowadzaniu procedur hab. i prof. W końcu, jesli jesteśmy naukowcami, posługujmy się racjonalnym myśleniem, a nie tkwijmy w mitologicznych strukturach, którymi zająć powinna się socjologia, a nawet etnografia.

      Usuń
    24. Człowieku Ty chyba żyjesz w epoce kamienia łupanego, gdzie mołpolud konstruował coś co pomogło mu żyć i nie był zależny od nikogo. Cały świat jest zbudowany tak, że jest nauczyciel, który ma swoich uczniów, którzy zależni są od niego. Oni na niego robią ale on dzieli się swoją wiedzą, którą osiągną ciężką pracą.
      Jak ty byś chciał, żeby każdy kto uważa że ma świetny pomysł powinien dostawać pieniądze i pracować nad tym całe życie bez jakiejkolwiek weryfikacji? Wiem dla nie których pasożytów byłby to układ wręcz fenomenalny.

      Usuń
    25. Im struktura społeczna bardzie spetryfikowanej hierarchii, tym większa rola relacji nieformalnych w procesie awansu i tym większa rytualizacja procesu przejścia alumnów z jednej do drugiej kasty. Ty większa rola mandarynów / gerontów w nim. Co ważne ci geronci pozostają bardzo często nie są dziekanami, rektorami. Ale tworzą nieformalny ośrodek dyspozycji oraz ośrodek sterowania informacyjnego [wiedzą o czym czego inni nie wiedzą, znają kogoś go inni nie znają, mają dostęp do zasobu do informacyjnego lub materialnego którego inni nie mają] na wydziale. Często osrodek jest jednoosobowy. Proszę zobaczyć zjawisko z kościoła . Każdy osobisty sekretarz papieża zostaje kardynałem. To zasada, tak jak u nas w nauce . Kazdy człowiek "mocnego człowieka z wydziału " robi habilitacje. Taki człowiek jest jadrem sieci uzależnień o rożnym kolorze często rodzinnym. Jeden z kolegów z przywoływanego tu UMCS , ale nie chodzi tu o wydział dyskutowanego tu wybitnego habilitanta "od ptaków przy drodze" mówił mi że na jednym z wydziale rządzą 4 rodziny, w tym jedna białoruska i jedna ukraińska. Czy to możliwe - tak to na wschodzie wszytko możliwe. Nawet w wojsku jest kadencyjność na stanowiskach dowódczych a u nas nie , wiec ten networking działa. System można jedynie zreformować poprzez udrożnień kanałów informacji o nim ( głasnosnost' i transparentność procedur) . Betonowa profesura niczego się nie boi tak jak tego" ze coś się rozniesie"

      Usuń
    26. Do An. 21:44. Mylisz naturalny układ mistrz-uczeń (działa chyba we wszystkich grupach zawodowych) z hierarchicznym układem biurokratycznym, którego "zalety" opisał post wyżej. Rozumiem, że tak trudno sobie wyobrazić kierownika zespołu badawczego wybranego na podstawie realnego dorobku i pomysłu, a nie posiadania litanii strótów przed nazwiskiem. Połączenia neuronów szaleją, prawda Człowieku?

      Usuń
    27. Mnie tez bardzo podobala sie analiza socjologiczna
      srodowiska akademickiego i te trafne porownania.

      Ale przejscie na podsawie tej analizy do "lepszej
      praktyki" takie proste nie jest.

      (1) Po pierwsze, prawdopodobnie, takie hierarchiczne
      struktury w duzym stopniu sa zgodne z natura. Pojecie
      samiec alfa odnosi sie do wielu gatunkow. Lub mowiac
      inaczej, w przyrodzie raczej nie ma demokracji. Oczywiscie
      mozemy przyjac, ze ludzie to gatunek wyskorozwiniety,
      wiec pewne rzeczy mozna ucywilizowac. Ale pamietajmy,
      ze sa pewne granice. W historii wiele razy tak bylo,
      ze grupy barbarzyncow podbijaly kraje o znacznie wyzszej
      kulturze, gdyz te ostatnie przesadzily z propagowaniem
      dobrobutu dla wszystkich, czyli efektywnie nie bylo
      chetnych do ewentualnej walki.

      (2) OK, ale zalozmy, ze polskie srodowisko akademickie
      faktycznie jest na poziomie bardzo zlym i sporo mozna
      poprawic idc w kierunku uproszczenia systemu hierarchii.
      Tylko kto ma to zrobic? Obie glowne partie polityczne
      sa dokladnie na takim poziomie, jak srodowisko akademickie,
      PiS ostatnio znaczaco ocieplil swoj wizerunek. Ale i tak, gdyby
      wprowadzono tam zwyczaj calowania w reke czlonow Biura
      politycznego przez zwyklych czlonkow, to byloby to dosc naturalne dla tej partii. A PO? Goscie w markowych garniturach, jedzace wyszakane potrawy. Super. Do czasu, gdy nie trzeba czegos powiedziec. Wtedy okazuje sie, ze rodzaj gangsterow w bialych rekawiczach. Gorzej, gdy odszedl ich szef, nie moga sie
      pozbierac, gdyz oni przyzwyczajeni byli glownie do
      posluszenstwa a nie do podejmowania decyzji.

      Podsumowuajac, uwazam, ze nie ma szans na szybki skok
      cywilizacyjny. Odejscie od zachowan opartych na samej biologii,
      na rzecz "zachowan wyzszych", ale jednoczesnie sprawdzajacych
      sie w prakytyce niestety wymaga sporo czasu.

      Usuń
  22. Jeśli ten bezstronny recenzent z innego poletka miał już oceniać ornitologiczną habilitacje pana Jarosława Wiącka z UMCS to dlaczego czyni to full profesor entomologii z tego samego budynku. Nikt mi nie powie że ci dwaj dżentelmeni się nie znają i nie są na ty. A może chodzi oto ,że za lat kilka p. prof. entomologii zapuka do drzwi dr hab J Wiącka z UMCS z prośba ," wicie rozumiecie" marzy mi się stołek dziekański , "wicie rozumicie" każdy głos na wagę złota. Rada Wydziału Biologii i Biotechnologii UMCS mogła przepchać 'swojego' miernego ale wiernego z użyciem ładnych dobranych indywidualnie z dobrej skóry lakierek , nie robiąc to śmierdzącymi z daleka gumofilcami.

    OdpowiedzUsuń
  23. Zabawne te dyskusje. Stawiamy wymagania jakby to miały być igrzyska olimpijskie, ale startują w nich głównie paraolimpijczycy. Część cwanych dorwała się do kasy, pozostali tańczą menueta. No ale płace w nauce są dobrane do poziomu większości, więc ta większość dowartościowuje się w rozbudowanym systemie hierarchicznym. Żadna władza nie zmieni systemu bo w sejmie aż roi się od profesorków, którzy gdyby się partii noga podwinęła gdzieś muszą wrócić i doczekać spokojnej emerytury. Dziś jest nawet gorzej niż przed laty, bo nie ma już żadnych wartości poza kasą. A jakość studentów i doktorantów tak niska, że poziom doktoratów i habilitacji będzie jeszcze się obniżać.

    OdpowiedzUsuń
  24. Z jednej strony dobrze, że w ogóle rozmawia się o takich sprawach. Niemniej jak silni możemy być, żeby móc cokolwiek zmienić/zmieniać w tak hermetycznych układach. Moja uwaga jest następująca co ogólnego niesmaku, ja też jestem entomologiem i zgodziłbym się recenzować pracę jakąkolwiek, która w jakiś sposób jest związana z owadami. W przypadku ornitologii jest kilku wybitnych osób w naszym kraju, które zajmują się dietą ptaków, m.in. w kontekście owadów jako pokarmu. Drodzy przedmówcy chyba nie urodziliście się wczoraj, żeby nie wiedzieć, że habilitacja nie polega w polskim szkolnictwie na osiągnięciu pewnego stopnia zaawansowania bycia naukowcem w tej czy innej dziedzinie, a na byciu układu. Znam wiele przypadków z Warszawy, gdzie osoby, które zrobiły habilitację nie powinny nigdy uzyskać stopnia dr lub niekiedy nawet mgr, a teraz mają profesurę uczelnianą lub jak zmieścili się w czasie starych zasad cieszę się tytułem profesora prezydenckiego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Osiągniecie pana Wiącka z UMCS było poświęcone, z tego co widzę, oddziaływaniu hałasu drogowego na ptaki, to też rola recenzenta w postaci profesora Bernarda Stańca zajmującego ,jak czytam , opisem morfologii poczwarek Staphylinidae jest w tym przewodzie co najmniej zastanawiające. W Polsce - już jak miał wystąpić jakiś wiarygodny recenzent to powinien być to bioakustyk od kręgowców. Biorąc pod uwagę dorobek habilitanta i zerową rozpoznawalność miedzynarodową ( makabryczna cytowalnosc). Używając słów jednego z moich ostaniach licencjuszy powiem wprost " Coś mi tu wali na odległość od tej habilitacji" .

      Usuń
  25. Jestem bardzo zdziwiony głosami oburzonych, większość wpisów pod powyższym postem, na temat stanu nauki w Polsce (ponoć beznadziejny). Moje zdziwienie wynika z prostego faktu: jak można mieć mocarstwowe oczekiwania (nauka w Polsce na poziomie Niemiec bądź Wielkiej Brytanii) wiedząc, że na naukę w wysoko rozwiniętych krajach wydawana jest suma pieniędzy o rzędy wielkości większa niż w Polsce (Mercedes daje na rozwój i innowacje więcej kasy niż Polski podatnik na naukę). Od zawsze nauka była "zabawą" dla najbogatszych organizacji i społeczeństw, Polska jest co najwyżej przeciętnie bogatym krajem ze społeczeństwem, które nigdy w swojej historii nie ceniło nauki. Myślę, że dobrze byłoby dla wszystkich porzucić te mrzonki (w każdym Instytucie pełno ludzi publikujących w Nature) i realnie popatrzeć na to, co naukowcy w Polsce mogą zrobić za obecne finansowanie. Według mnie osiągają prawie 100% (marna kasa na naukę i przeciętne publikacje). To 100% dotyczy zwłaszcza PAN-ów (zajęcie dla bogatych bądź pasjonatów, system podobny do nauki z XVIII wieku), a i na uczelniach ludzie mają kasę z bycia nauczycielem, a nie naukowcem. Nie jestem za wpompowaniem dodatkowych pieniędzy w naukę w Polsce ponieważ nasze środowisko nie jest zdolne tych środków w sposób racjonalny i efektywny spożytkować. Sugeruję natomiast wszystkim "reformatorom" robienie tego co lubią bez oglądania się na innych oraz mało sympatycznego wywlekaniu ludzi po nazwisku pod publiczny pręgierz. Jeśli sądzicie, że ze środków desygnowanych na naukę (nie na edukację!) przez podatników w Polsce oraz ze środowiskiem naukowców przez dziesiątki (a może setki) lat poddawanych negatywnej selekcji (w zasadzie naukowcami w Polsce zostają "świry") można "zrobić" dobrą naukę to jest to równie rozsądne oczekiwanie, że Polska stanie się mocarstwem dzięki dronom (panowie Maciarewicz oraz Morawiecki). Może moje poglądy są defetystyczne, ale uważam, że należy mierzyć siły na zamiary, a nie bujać w obłokach. Ja bym to wszystko zostawił tak jak jest bo gorzej może być i...robił swoje (nie oglądając na gościa z sąsiedniego pokoju, który w ciągu 30 lat opublikował jeden artykuł), a gdy ktoś wyrośnie ponad przeciętność to i tak wyjedzie na zachód, bo tam musi być cywilizacja :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Primo - każdy kto składa papiery do CK wie ze te papiery zawisną w necie więc ' nie ma tu wywlekania ludzi po nazwisku' -nikt habilitantowi z UMCS nie kazał na siłę składać papierów do CK i tym samym oddać si e osądowi innych w tej czy innej formie. Secundo tak jak napisałem 'Betonowa profesura boi się że się coś rozniesie" .Tercio -gratuluje kolegi.

      Usuń
    2. "oraz mało sympatycznego wywlekaniu ludzi po nazwisku pod publiczny pręgierz" Czyli co ? estetyką w etykę uderzamy. To jest oburzające że głosy stające w imię prawdy przedstawia się jako "mało sympatyczne". Czy to moja wina , czy tez innych dyskutantów ,że jeden z doktorów z UMCS z Wydziału Biologii mając zastraszająco mały dorobek , przyłożył je do oceny . Skoro tu użyto estetyki by uderzać w etykę to może przypomnę że jedną z prymarnych kategorii dla estetyki jest pojęcie wstydu. I warto tu je przywołać. Bo jak znam życie z takimi parametrami wielu doktorów to wstydziło by się występować do CK o wyższy stopień . Ale coś mi podpowiada ,ze temu panu badaczowi ptaków przy drodze towarzyszył całe życie duży tupet . Wsparty ręką kogoś ważnego , być może gdzieś się zapisał, gdzie nie każdy się może zapisać - trudno to wyczuć. Ale prawa psychologii są nieubłagane. To że mając tam cienkie CV naukowe -zdecydował się startować w tych zawodach to poza dużym tupetem , musiało być coś jeszcze. Podsumowując - brakuje wstydu w naszym środowisku i to jest nieeleganckie. Mówienie prawdy zawsze jest piękne . "Bo tylko prawda jest ciekawa"

      Usuń
    3. Ja po prostu myślę, że to wywlekanie skończyłoby się, gdyby obsmarowani tu ludzie wnieśli sprawę o zniesławienie. Złożyli zgodnie z prawem wniosek o nadanie tytułu i zgodnie z prawem dostali tytuł. Koniec i kropka. Jeśli kogoś można "wziąć za fraki" to jedynie recenzentów.

      Usuń
    4. Idąc tym tokiem rozumowania proponuję oskarżać o zniesławienie każdorazowo recenzenta, który pisze nam negatywną recenzję naszej publikacji lub grantu - skończyłoby się wywlekanie słabszych stron naszej twórczości i od tej pory każda praca byłaby akceptowana...
      A poważniej - po to właśnie te wnioski są jawne, żeby można było o nich dyskutować, bo na tym właśnie polega nauka, że recenzujemy się nawzajem, oceniamy krytycznie swoją pracę. Jedynie ocena formalnych recenzentów jest wiążąca, ale całość procesu jest publicznie dostępna, po to są właśnie publiczne obrony i każdy na obronę może przyjść i przedstawić swoją krytyczną ocenę. Nie można na tym blogu nikogo obrażać i w takich sytuacjach interweniuję (jeśli nie przegapię, bo nie wszystko czytam) ale można pisać, że ktoś ma słaby dorobek.

      Usuń
    5. Hola hola. Nikt nikogo nie 'zniesławia' ani nie 'obsmarowuje' nkogo i nikt nie ma takich intencji.Dyskutanci wskazują jedynie na bardzo niski stan dotychczasowych dokonań naukowych osób . Czy zaprzeczysz temu anonimie z 8.47 . Nikt nie użył słów obraźliwych nikt nikomu nie przypisał czynów natury kryminalnej . A to ze zwrócono uwagę na to ,że to wstyd , to chyba dobrze .Bo ja i wielu innych bym się naprawdę wstydził wystąpić o stopień z takim dorobkiem. Wszystkie wypowiedziane słowa znajdują poparcie w ogólnie dostępnych źródłach. Widzę że powstaje akademicka Policja Myśli.

      Usuń
    6. Ja jednak będę bronił owego ornitologa. Pomyślcie jak on ma się czuć po tej połajance, np. spotykając swoich kolegów po fachu na konferencji po tym jak większość Was wskazała na niego jako na symbol zgnilizny polskiej nauki, a jego samego jako miernotę i nieudacznika, który nie powinien nawet zrobić doktoratu. Być może ów ornitolog nie spotkał życzliwych kolegów, którzy poradziliby mu, że jest za słaby na habilitację oraz recenzentów którzy uwaliliby wniosek. Niestety nie trafił, czy to jego wina? Każdy (prawie) może złożyć wniosek o habilitację i nie ma ktoś taki obowiązku zgadywać, czy zasłużył na habilitację, czy też nie. Od tego jest CK. Ja posunę się nawet dalej i uznam owego ornitologa za ofiarę systemu! Piszcie o durnym CK, a nie posługujcie się atakami personalnymi. Człowieka można zniszczyć łatwo zwłaszcza w imię "wielkich" spraw (np. afera Dreyfusa, afera mięsna). Myślę, że powinniśmy tego unikać, zmieniajmy system, ale nie po trupach. Oczywiście można przytaczać przypadek owego ornitologa, ale robić to po prostu z większą empatią. Pamiętajmy, że wszyscy wymienieni uzyskali habilitację w ramach, z tego co wiem, prawidłowo przeprowadzonych przewodów więc nie ma powodu w ich stronę kierować dymiącego colta...to nie oni są winni!

      Usuń
    7. Podkreślę po raz kolejny, po przejrzeniu wszystkich wątków dyskusji na temat habilitacji p. dr hab Jarosława Wiącka z UMCS. W tej debacie: nikt nikogo nie niszczył, nikt nikogo nie obrażał, nikt nikogo nie atakował. Dyskutanci wskazali na podstawie dostępnych w internecie źródeł ,jedynie na obiektywne fakty: bardzo skromnego dorobku naukowego ( 13 prac na Scopus z wysokim udziałem short communication), niskiej rozpoznawalności naukowej aplikanta( sympozja międzynarodowe z tylko posterami, zastraszając niska cytowalności), braku zaangażowania w projekty. Ze swej strony dorzucę inny aspekt rozpoznawalności - brak roli recenzenta/członka rad redakcyjnych zagranicznych czasopism - to przy trałowaniu netu wychodzi bardzo wyraźnie. Wskazano na fakt obecności recenzenta entomologa , profesora z tego samego wydziału w ornitologicznej habilitacji. Podkreślono ze osiągniecie jest złożone w części z prac dobrych w części prac bardzo z miernych . Dyskutanci nie odnosili eis do cech charakteru aplikanta i lub innych przymiotów psyche lub somy rzeczonego , również nie wypowiadali się co do w sposób ogólnie przyjęty za obraźliwy. Przedmiotem dociekań dyskutantów była jedynie aktywność aplikanta po doktoracie .Nikt nie używał argumentu at persona. Dlatego pytam gdzie tu 'niszczenie człowieka" i "ataki personalne".
      PS.
      1) Swoją drogą porównywanie tego przypadku z naszego grajdołka ze sprawą gdzie ludzie przypłacili życiem ( afera mięsna) czy sprawą , Drefusa jest to najmniej zaskakujące i oderwane od realiów przegięcie. Chyba to trochę inny kaliber.
      2) Nie uważam by rzeczony badacz był ofiarą systemu - wprost przeciwnie rzeczony badacz wykorzystał jego słabość - relatywizm ocen -dla realizacji celu. Takie rzeczy się zdarzają gdzie brak silnie sparametryzowanych form oceny aplikantów.

      Usuń
    8. Sprawa taka oczywista nie jest i ja radze administatorowi bloga usunac w ciagu kilku dni wszystkie wpisy anonimow przywolujace konkretnea osobe. Otoz, jesli osoba formalnie nie zlamala prawa, a staje sie obiektem wieloktrotnych wpisow negatywnych, to mozna to podciagac jako mobbing internetowy. Dlatego wiekszosc administratorow stosuje zasade, ze w takich przypadkach nie pozostawia wpisow anonimowych, gdyz w przypadku mobbingu cala wina spada wlasnie wylacznie na nich, tj. administratorow, za to, ze nie zareagowali. Czym inna jest jednak szybka wymiana uwag, a czym innym pozostawianie na trwale kilku negatywnych komentarzy o jednej wybranej osobie. To nie jest moja sprawa, p.Michal zrobi jak bedzie uwazal. Ale przestrzegam, przed "wlasna interpretacja" prawa.

      Usuń
    9. Proponuje usunąć również negatywne recenzje ze strony CK. Będzie tak miło, sympatycznie, pozytywnie - wszyscy będą wybitni. Żałosne są te komentarze 'zatroskanych', nawołujace do cenzury komentarzy. Powinno być dokładnie odwrotnie - wszelkie przypadki przepychania doktoratow/habilitacji o tragicznym poziomie powinny być jak najszerzej rozpowszechniane, może wtedy np. recenzent zastanowi się nad tym, co w swojej recenzji umieszcza.

      Usuń
    10. Jak odnotowuje się przypadki nieetycznego prowadzenia się naukowców, to piętnuje się ich wszystkich publicznie. Zatem, jeśli ktoś robi słabą habilitację - również należy o tym mówić głośno, aby oczyścić środowisko z plew. Powinno się za to piętnować zarówno habilitantów (że nagle chcą utrzymać etat, bo im się pali grunt pod nogami), ale również wszystkich recenzentów (profesorów tytularnych, np. prof. Cichoń, czy prof. Tryjanowski), którzy głosowali za przejęciem tak słabych habilitacji, jak przykładowo "dzieło" p. Wiącka.

      Usuń
    11. Nie chce nikogo bronić, ale o ile recenzje są publicznie dostępne, o tyle kto jak głosował na komisji juz nie. W przypadku recenzentów można się tego domyślać, biorąc pod uwagę treść recenzji, ale głos pozostałych osób jest nieznany. Przynajmniej teoretycznie, bo poczta pantoflowa takie rzeczy raczej szybko się roznosza.

      Usuń
    12. też mam wrażenie, że o sposobie głosowania poszczególnych osób nic nie wiemy i wyciąganie wniosków na ten temat z ostatecznego wyniku tego głosowania jest bez sensu.

      Usuń
    13. To prawda , ta słaba ornitologiczna habilitacja z wydziału biologii UMCS mogła przejść poprzez głosy członków komisji z własnej rady wydziału oraz 1 recenzenta -niekoniecznie profesora tytularnego. Z czasem się okaże jak CK wywiesi wyniki. Na tym etapie trudno to rozstrzygać. I trzeba tu nie dywagować. Zresztą zdecydowana większość dyskutantów w swoich wypowiedziach nie na ten aspekt zagadnienia kladzie nacisk.

      Usuń
    14. Dlaczego Państwo tak się ekscytują tym przypadkiem habilitacji. Nieświadomie czujecie, że to system szwankuje (ustawa o st. i tyt. i CK), a nie habilitowany, RW i recenzenci. Przecierz CK nie powiekszyła dorobku delikwenta i umiesciła go na Olimpie Nauki (jesli odczarujemy pojęcia stopnia i tytułu), a tylko nadała uprawnienia. Wystarczy zmienić ustawę i CK (najlepiej zrezygnować z tego post-carsko-komunistycznego ciała) w kierunku nadawania uprawnień (zasiadanie w..., tworzenie zespołu itp.) za realny dorobek, a nie za opinie środowiskowe pochodzące prawdopodobnie z tzw. spółdzielni, czy grupy wzajemnie adorujacych się "przyjaciół". Władza ustawodawcza może załatwić to w pare miesiecy, a okres przejsciowy potrwać kilka lat. No, ale chyba warto? Bez tych zmian nauka w Polsce staje się kosztownym "piątym kołem u wozu" procesów modernizacji Państwa, a skansenem nie zbudujemy jej pozycji miedzynarodowej. To o tych zmianach powinna sie toczyć dyskusja, inaczej kręcimy sie w kółko. Na poczatku dyskusji było "ciepło, ciepło", ale teraz widzę, że jest "zimniej, zimniej".

      Usuń
    15. Mysle, ze sprawa nieco wymknela sie spod kontroli administratora blogu, tzn. nie do konca zdaje on sobie sprawe ze swoich dzialan. Zamieszczanie krytycznych komentarzy dotyczacych konkretnych osob nigdy takie proste nie jest (i stad biora sie np. takie sformulowania: Jaroslaw W., syn bylego prezydenta). Odwolywanie sie do intuicji wlasnej, czy innych komentatorow dobrym pomyslem nie jest. Byc moze warto, aby administrator "zasiegnal jezyka" u osob bardziej doswiadczonych (redaktorzy Obywateli Nauki, Marek Wronski, Emanuel Kulczycki itd.), w jaki sposob dyskusje w ogole moga byc prowadzone. W kazdym razie, ja znam ludzi, ktorzy dosc naiwnie wzieli udzial w takich analizach internetowych, a potem przez jakis czas, srednio raz na miesiac, byli wzywani do prokratury w celu skladania wyjasnien. W kazdym razie od osob, ktore chca cos zmieniac mozna/nalezy oczekiwac pewnego profesjonalizmu w dzialaniach, a nie takiej spontanicznosci, ze "jak kogos nie lubie, to po kryjomu pluje mu do zupy".

      Usuń
    16. Anonimowemu z 12:02 marzy się zamordyzm naukowy. Była (w sumie dalej jest) pewna partia, która bardzo nerwowo reagowała na wszelkiego rodzaju krytykę, przecieki, czy nagrania z restauracji suto zastawionymi ośmiorniczkami; nawet do tego stopnia, że wprowadziła takie zmiany w prawie, że nagrania przestępstwa mogą nie być dowodem. Te wszystkie afery były zapewne jednym z powodów, dlaczego ta partia przegrała w ostatnich wyborach parlamentarnych. Teraz ów Anonimowy, próbuje nam wmówić, że nic się nie stało, a Pan Żmihorski jest fu i be, ponieważ pozwala przedstawiać prawdę i opinie o polskiej nauce i osobach, które ją tworzą. Z całym szacunkiem, ale takie strachy na lachy to są dobre dla dzieci. Może właśnie takie głośne i bolesne diagnozy będą jakimś bodźcem do zmian dobrym kierunku. Mam również nadzieję, że Administrator bloga nie ugnie się pod tymi marnymi próbami nacisku na jego osobę.

      Usuń
  26. Ostatnio na Uniwersytecie Przyrodniczym w Poznaniu, w Instytucie kierowanym przez prof. Tryjanowskiego, wspomnianego przy okazji p.Wiącka, zostały przepchnięte jeszcze gorsze habilitacje. Proszę zobaczyć jakie kwiaty polskiej nauki rosną w Poznaniu: http://www.zoologia.up.poznan.pl/pl/fliszkiewicz
    http://www.zoologia.up.poznan.pl/pl/dr-in%C5%BC-jan-mazurkiewicz-%E2%80%93-kierownik-zak%C5%82adu
    http://www.zoologia.up.poznan.pl/pl/dr-marcin-komosa

    Kompletna beznadzieja. I tak jest na każdym polskim uniwersytecie.

    OdpowiedzUsuń
  27. Proszę, dajcie spokój z wywlekaniem ludzi po nazwisku, to przypomina lincz. Pamiętajmy, że zawsze może tu zrobić wpis gość z Uniwersytetu Oksfordzkiego i orzec, że w Polsce żaden z naukowców nie zasłużył na habilitację...nawet anonim z 07:52.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlaczego nie wywlekać? Właśnie należy głośno o takich rzeczach mówić i pokazywać. Mamy udawać, że jest fajnie? Klepać się po ramieniu, że będzie OK? Przecież (polska) nauka to nie jest bezcielesny twór, tylko tworzą ją ludzie. Jeśli takie osoby zdobywają tytuł naukowy, przez najbliższe kilkanaście lat będą zapychać etaty, które mógłby być przeznaczone dla zdolniejszych i bardziej pracowitych, to musi się o tym mówić. Ci habilitanci będą teraz produkować niewiele od siebie lepszych doktorów i magistrantów, którzy będą się chcieli w przyszłości nazywać "specjalistami". Właśnie chodzi o to, żeby było boleśnie, bo przynajmniej niewielkiej garstce osób ze tego bagienka naukowego zależy, żeby w Polsce była kiedyś uczelnia pokroju Oksfordu.

      Usuń
    2. I tu jest właśnie błąd rozumowania, od setek lat ludzie z różnych zakątków świata zamiast budować u siebie uniwersytet pokroju Oksfordu po prostu jadą do oryginału (tak jest szybciej, taniej?). A taki twór w Polsce pewnie skończyłby jak finlandzka Nokia. Do oksfordu trzeba dwojga, kupę kasy oraz olbrzymi (gromadzony setkami lat) kapitał ludzki. My nie mamy nic z tego...sorry.

      Usuń
    3. "będą zapychać etaty, które mógłby być przeznaczone dla zdolniejszych i bardziej pracowitych, to musi się o tym mówić"

      O ile zgadzam się z opinią, że należy głośno i po nazwisku oceniać (system jest otwarty), to opinia o rzekomym zapychaniu etatów jest mocno naciągana. Na moim wydziale (pierwsza piątka uniwersytetów) nawet w dobrych katedrach i zakładach znalezienie dobrego kandydata na etat z otwartego konkursu graniczy z cudem. Były konkursy (w ekologii) gdzie przez dwa lata nie zgłosił się żaden kandydat i w końcu przyjmowana takich sobie (śledząc ich postępy utwierdzam się, że nie był to dobry wybór). Były też takie konkursy, gdzie komisja odrzucała wszystkich potencjalnych kandydatów po rozmowach konkursowych, gdyż ich poziom był żenujący. Moja katedra (jedna z dwóch najlepszych w rankingu wydziałowym) już drugi rok z rzędu nie przyjmie żadnego kandydata na studia doktoranckie, gdyż jakościowa "podaż" chętnych jest poniżej krytyki. Komu więc blokują te etaty ci słabi nowo wypromowani samodzielni? Na razie wygląda, że jeszcze gorszym od siebie. Problem polega na tym, że jak się jednak raz na jakiś czas zdarzy jakiś samorodny diament, to właśnie wtedy brakuje wolnych miejsc. Ale ten problem wynika z braku rotacji i dożywotniego przywiązywania etatów do jednostek strukturalnych (zakładów, katedr) no bo pensum, obowiązki dydaktyczne itd.

      Usuń
    4. Anonimowy7 sierpnia 2016 09:05. Wydaje się zatem, że sytuacja w twoim miejscu pracy jest wyjątkowa, bo u nas na wydziale, i w kilku, które znam, nie ma etatów. Napisz jaki to wydział, to już jutro sam wyślę do Was kilku bardzo zdolnych ludzi na studia doktoranckie i ze dwóch dobrych adiunktów.

      Usuń
    5. Te ostatnie głosy przemawiają dobitnie za zniesieniem tego cyrku jakim jest CK z jej "wszczęciem procedur" habilitacji i prof. belwederskiego. Kazda uczelnia z uprawnieniami akad. i PAN powinni sie zabawiać w hierarchie i tytułomanie, na własną odpowiedzialność weryfikowaną angażowaniem się w projekty badawcze, szczególnie międzynarodowe. Stopnie, tytuły, a nawet punkty nie zdobywają pieniędzy na naukę pochodzacych z przemysłu i innej komercji. Ktos wyżej porównał budżet na naukę Mercedesa z budżetem naszego MNiSW. A czy Mercedes zna taki wspaniały instrument finasowania nauki jak "badania statutowe"? Jezeli by znał założę się, ze Niemcy jedźili by dziś samochodami typu trabant i wartburg. Jeszcze raz powtórzę. Trzymanie układu CK + finansowanie nic nierobienia rozkłada nie tylko naukę w Polsce ale jest poważnym czynnikiem regresu cywilizacyjnego kraju. Nieprawda jest, że zmiany w Polskiej nauce sa niewykonalne. Tak twierdzą beneficjenci tego systemu. Wzory jak osiagnąć efektywnośc w nauce i innowacjach proporcjonalne do poziomu kraju sa dostepne np. w prawodawstwie państw anglosaskich, ale tez w innych mniejszych, biedniejszych krajach, które Polskę dawno wyprzedziły np. we wskaźniku innowacyjnosci, czy udziale w programach międzynarodowych. Trzeba tylko zamienić sponsora nauki w Polsce z MNiSW (wraz z CK) na podmioty gospodarcze kierujace się rachunkiem ekonomicznym oraz wspomniane programy (np. Horizon 2020), a kilka lat nie będzie podobnych dyskusji o "nauce w Polsce", bowiem będą realne, a nie fikcyjne (typu habilitacje, czy punktacje itp) problemy do rozwiązania.
      Pozdrawiam "ciepło, ciepło"

      Usuń
    6. Typowa populistyczna wypowiedź, wprowadźmy prawo anglosaskie i będzie raj...co za bzdura. Zapominasz o wielu uwarunkowania, pierwsze z brzegu...czy w Polsce są olbrzymie koncerny, które wyłożą miliardy euro na badaniach...raczej nie...drugie, czy goście z krajów anglosaskich dopuszczą naukowców z Polski do środków pochodzących z "ich" krajowych przemysłów...raczej nie...morał jest taki, że i tak musimy bazować na kasie, którą wyprodukuje nasz kraj, a tych jest mało i koło się zamyka...jak słyszę takie bzdurne recepty o wprowadzeniu prawa z USA to nóż mi się otwiera w kieszeni...proponuję rozdać, wzorem USA, naukowcom karabiny maszynowe i w ten sposób przeprowadzać obrony doktoratów bądź habilitacji...

      Usuń
    7. dobrym przykładem jest Korea Południowe, tam chyba najpierw pojawiły się prężne korporacje (Samsung, Hyundai, itp), a później mądrze się to przełożyło na rozwój tamtejszych uniwersytetów. Najlepiej porównywać strumień kasy (publicznej i prywatnej) jak idzie na szeroko rozumianą naukę, a później śnic plany jacy to my będziemy wielcy i wspaniali...cytując klasyka: kasa, misiu, kasa...

      Usuń
    8. Do an. 10:29. O widzę, że zdenerwowałem gościa. Czytaj ze zrosumieniem. Pisałem o wzorach, a nie owprowadzaniu prawa USA. W Polsce sa firmy z zapleczem badawczym, a wspólnych projektów z Funduszy Europejskich jest coraz wiecej. Wspomniana Korea Pd. tez kiedys była przeciętnie rozwinietym krajem rolniczym, a wielkie koncerny nie powstają bez zaplecza badawczego (przy współczesnym rozwoju technologii jest to niemozliwe). Porównaj wskaźniki innoiwacyjności Polski i Hiszpanii, Grecji, Słowenii, czy Estonii. Trzeba Polskę zmieniać w tyn kierunku, a nie siedzieć w ciepełku pieniedzy podatnika RP. Prawda, że w nim jest wygodnie? Czasem tylko na propozycje zmian trzeba wyzwac kogos od populisty i przekręcić wypowiedź ad absurdum. Pewnie to łatwiejsze niż pisanie projektów na linii nauka-przemysł lub do Programów Ramowych?

      Usuń
    9. Anonimowy z 11:40. Wizja słuszna, ale z kategorii mrzonki. Pierwszym warunkiem, który musiałby nastąpić, to zmiany sposobu rządzenia krajem. Jeśli państwo funkcjonuje w oparciu o poglądy religijne, osobiste przeświadczenia (np. minister Szyszko) lub światopogląd, a nie w oparciu o naukowe dowody i racjonalnie przesłanki, to nigdy nie nastąpi przesunięcie nauki w kierunku gospodarki. W obecnej sytuacji wszystko sprzyja pisaniu doktoratów nikomu nie potrzebnych np. z teologii, tudzież robieniu habilitacji z humanistyki. Prawda jest taka, że światli naukowcy powinni czynnie włączać się w życie polityczne, ale jak mają to zrobić, kiedy środowisko jest przepełnione głupcami, nieukami lub demagogami (kilku profesorów tytularnych zaistniało w polityce, niestety obnażając przy okazji zupełną miernotę nauki polskiej).

      Usuń
    10. Do 12:47 od 11:40. To nie mrzonka tylko jedyn z ważnych scenariuszy, który uchroni ten kraj od popadnięcia w formę neokolonializmu z "chłopcami z Chicago" z jednej i z rosyjskimi agentami wpływu, z drugiej strony oraz kultem profesora belwederskiego wyhodowanego na "badaniach statutowych" i nieznanego w literaturze światowej (a ludowi dać Króla Chrystusa i "religię smoleńską", żeby zająć czymś emocje i umysły). Eh, chyba mnie trochę poniosło, sorry.

      Usuń
  28. Nawet jeśli tacy "wybitni habilitanci" nie zapychają etatów, to będą produkować słabych magistrantów, a co gorsza doktorów, dokładając swoje cegiełki do ogólnej naukowej degrengolady. I to jest przerażające.

    OdpowiedzUsuń
  29. Jeszcze co do wywlekania ludzi po nazwisku - zgadzam się z przedmówcą, który pisał o estetyce i etyce. Określenie "wywlekać" sugeruje że wyciąga się siłą kogoś ukrytego i stawia, wbrew jego woli, przed publiczną oceną. Tymczasem jest dokładnie odwrotnie: ktoś sam wdrapuje się na scenę (motywowany przeświadczeniem o własnej wielkości lub zagrożeniem utraty pracy - nieważne), po czym krzyczy z niej: zobaczcie, to ja i moje dokonania, żądam za nie nagrody w postaci nadania stopnia naukowego. Nikt tu nikogo nie "wywleka", a cała dyskusja która ma tu miejsce bazuje na ogólnodostępnych danych (dorobku, protokołach z komisji itp).

    OdpowiedzUsuń
  30. To przeciwstawianie estetyki etyce jest bardzo typowe właśnie w mikrostrukturach hermetycznych i zhierarchizowanych. Gdy ciągle postępuje się nie właściwie ( podle) , a szczególnie to czynią mandaryni systemu - to nie można powołać się na etyką ( dysonans poznawczy u przyjmującego komunikat) . To trzeba mu powiedzieć że ujawniając prawdę "zrobił komuś świństwo". Czyli wykorzystać estetykę do walki z etyką . To przeciwstawianie estetyki etyce jest zresztą bardzo szerokim narzędziem socjotechnicznym naszego środowiska.

    OdpowiedzUsuń
  31. Niestety nie ma możliwości, żeby cokolwiek poprawić w systemie, jaki mamy w Polsce. To jest sytuacja zero/jeden. Krokiem do przodu byłoby tylko zupełne zniesienie habilitacji i konkursowe stanowiska profesorskie, inaczej nie ma sensu w ogóle o tym dyskutować. Wszelkie próby poprawiania na siłę aktualnego stanu nauki dotkną nie tych ludzi, których powinny dotknąć. Skandaliczne habilitacje odbywały się od zawsze, podobnie nadawano jeszcze bardziej skandaliczne profesury. Tylko teraz łatwiej jest się o tym dowiedzieć. Każdy może sprawdzić w scopusie / web of knowledge, co kto tak naprawdę opublikował.

    Jest presja zmian, więc w niektórych przypadkach wymagania środowiska rosną niezwykle efektownie. Weźmy temat nowej profesury. Nikomu zupełnie nie przeszkadza, że większość aktualnych profesorów tych wymagań nigdy nie spełnianiała i nie spełni. Tymczasem oni przekonują, że bez kierowania międzynarodowym grantem itp. itd. nie powinno się być profesorem. Oni oceniają podania grantowe, rozdają nagrody i stanowiska. Ich nic już nie ruszy.

    A można iść dalej i zapytać o samodzielnych, którzy bywają wybitnie nieefektywni naukowo, ale też są nie do ruszenia, bo kodeks pracy nie pozwala ich zwalniać. Już w wielu jednostkach mamy odwróconą piramidę naukową, czyli więcej profesorów niż doktorów. Już mamy sytuację, że znalezienie dobrego doktora do pracy w grancie często graniczy z cudem. Za kilka lat okaże się, że polską naukę stanowią już wyłącznie profesorowie (zwyczajni i nadzwyczajni). Reszta śmiertelników się wykruszy, bo będzie zbyt słaba, żeby sprostać wymaganiom ludzi, którzy sami są nie do ruszenia, albo w ramach cięcia kosztów nie przedłuży im się czasowych umów o pracę.

    Każdy ma tylko dwie opcje - albo wyjechać, albo zostać. Mają one swoje wady i zalety. Możliwości pośredniej, czyli poprawienia aktualnej sytuacji na miejscu nie ma i nie będzie. Środowisko nie chce i nie będzie chciało zmian. Wydaje się, że nawet zaczną się zmiany uwsteczniające - np. już są głosy, że punktoza zostanie wkrótce zarzucona na rzecz oceny eksperckiej. Wrócimy do czasów, gdy liczyła się jedynie ocena wystawiana przez kolegów. Ale to już temat na inną okazję...

    OdpowiedzUsuń
  32. Mysle, ze sytuacja jest troche bardziej zlozona, tzn. prawdopodobnie najblizszy rok pokaze, czy srodowiskiem akademickim (i artystycznym) zainteresuje sie wladza (czyli sponsor). Ale po kolei. Uczeni i artysci sa obecni w zyciu spoleczenstw od co najmniej dwoch-trzech tysiecy lat. Po prostu ludzie tego typu byli potrzebni wladcom (np. do przewidywania terminow siewow, czy tez do organizowania hucznych uroczystsci po zwycieskich bitwach). Uczeni i artysci od zawsze byli ludzmi na uslugach wladcow (tzn. nigdy nie byli tak do konca niezalezni w tym co mogli robic). Ale byli zazwyczaj dobrze wynagradzani i mieli prawo do pewnych dziwactw. Tak bylo tez w XX w. zarowno na Zachodzie (demokratycznym) czy na Wschodzie (komunistycznym). Jednak po upadku komunizmu, przynajmnie w Polsce, uczonych zostawiono samych sobie (artystow w duzym stoniu tez). W nukach humanistycznych i ekonomicznym nie chciano korzystac z uslug "starych komuchow", a w naukach scislych z uslug gosci, co nie potrafia zrobic sprawnego samochodu. O ile na poczatku bylo to zrozumiale i wydawalo sie stanem przejsciowym, to po jakim czasie przyjeto, ze jest to stan nautralny. Koncepcje spoleczne (czesto delikatnie mowiac dosc dziwaczne) importowano glownie zza zachodniej granicy. A elektroniczne i mechaniczne cacka glownie z Azji itd. Z tym, ze tak na dlusza mete nie da sie funkcjonowac (tzn. bez popadania w koloniaizm). Pytanie: czy po 27 latach (sic!) nastapi odwrocenie tego trendu. Mysle, ze to sie wyjasni w ciagu roku, gora dwoch. A punktoza, to rodzaj produktu zastepczego, ktory naukowcy polscy zaczeli propagowac, w czasach gdy sa kompletnie nikomu nie potrzebni(jest to rodzaj produktu, wylacznie dla podrzymania wlasnej sprawnosci, ale sprzedac "poza srodowisko" tego sie nijak nie da).

    OdpowiedzUsuń
  33. Jestem w stanie zrozumieć, że jedne formy oceny naukowców będą lepsze, a inne gorsze. I wprowadzenie ich byłoby dobry rozwiązaniem (rotacja, poluzowanie kodeksu pracy, żeby łatwiej wyrzucać pasożytów itp.). Nie wydaje mi się jednak, żeby wprowadzenie ich pozwoliło diametralnie zmienić oblicze polskiej nauki. Wynika to z tego, że polskiej nauce brakuje świeżej krwi. Państwa, które są w czołówce światowej nauki korzystają z zasobów ludzkich całego świata. A Polska? Tylko z części swojej populacji, ponieważ Zachód nas intelektualnie kolonizuje (oferując pracę naukowcom) oraz wygrywa w walce o diamenty z innych, biedniejszych od Polski państw.

    Wynika to z dwóch rzeczy. Po pierwsze, pensja jest śmieszna (prosiłbym, żeby nie pisać "ja pracowałem za miskę ryżu" z całym szacunkiem - nikogo to dzisiaj nie interesuje. Fajnie, że tak robiłeś/robiłaś, ale to historie dla wnuków ;)), jeśli porówna się ją z zarobkami na Zachodzie. Ludzie wolą pracować na przeciętnych uniwersytetach w Belgii, Niemczech czy USA niż na najlepszych polskich uczelniach. Wystarczy popatrzeć na przekrój narodowościowy UJ czy UW. Dzięki FNP czy NCN trochę się to zmieniło na plus, ale generalnie słabo to wygląda. Nie jest to problem tylko nauki, ale generalnie wszystkich gałęzi gospodarki.

    Z drugiej strony mamy kwestie sprzętu, która jest paradoksalna. Ostatnio słyszałem kilka takich samych historii. Instytuty pokupowały trochę fajnego sprzętu, ale... stoi, bo nie mają u siebie gości, którzy ogarnialiby go i umieli przetwarzać dane. Nikomu nie chciało się uczyć, bo nie ma z tego dodatkowych pieniędzy.
    Jest też druga strona medalu. Mój dobry kumpel robił doktorat w Polsce, a później wyjechał na postdoca na Zachód (genetyka eksperymentalna itp. sprawy). I jak przyjechał do Polski i gadaliśmy, to wcale nie mówił o tym, że zarabia więcej, bmw, dupeczki i te sprawy. Mówił o pipetach. Nie uwierzył, że na Zachodzie nie musiał czyścić końcówek do pipet i później nakładać, tylko miał cały czas nowe. Stwierdził, że oszczędzał dziennie z godziny czasu. LOL. No i oprócz tego miał dostęp do takiego sprzętu, że swoją pracę doktorską skończyłby w 2, a nie 4 lata.


    Generalnie wszystko rozkłada się o hajs. Po pierwsze, hajs jest źle rozkładany. Czasem coś się kupuje (bo trzeba piniądze wydać!) i ten sprzęt leży potem, bo nie ma specjalistów, którzy by go ogarniali, a nie ma ich, bo płaci się za mało dolarów, żeby zachęcić ich do pracy za stawkę mniejszą niż dostawałem pracując w Niemczech na magazynie. LOL. A jednak nie każdy jest w stanie ogarnąć wszystkie te bioinformatyczne metody, szczególnie jeśli całe życie łapał myszy i publikował w Przeglądzie Pipdówki Dolnej. No a z drugiej strony brakuje hajsu jak są odpowiedni ludzie. Takie polskie śmieszki.

    Bez dużego wkładu pieniędzy w naukę - nic się nie zmieni. A te wszystkie zmiany będą wyglądały jak w polskiej piłce nożnej. Srają, zmieniają układy polskiej ligi itp. a polskie kluby jak grają, tak grały. Dlaczego? Bo hajs wpakowany w piłkę nożna na Zachodzie jest ogromny.

    "Sos potrzebny jest nam żeby się rozwijać zapewnić lepszą przyszłość działać nie przemijać. Klatka, ławka znam ten standard bar mleczny tylko szaleńcy mogą niech cieć go polepszyć. Otwórz oczy?"

    OdpowiedzUsuń
  34. Szanowni Dyskutanci,
    pojawiły się (jak zwykle przy ostrych wymianach zdań i trudnych tematach) postulaty kasowania części komentarzy, z kolei inni piszą, że taka dyskusja jest cenna i potrzebna. Odniosę się krótko do głównych wątków budzących kontrowersje:

    1. Przejrzałem je na szybko i uważam, że komentarze nie obrażają personalnie nikogo. Są to komentarze krytycznie oceniające dorobek niektórych osób wymienianych po nazwisku, ale na tym polega nauka, że oceniamy pracę konkretnego człowieka, a nie bliżej niezidentyfikowanego bytu. Naukę robią konkretni ludzie i to praca konkretnych ludzi podlega weryfikacji, falsyfikacji, ocenie, itp. Uważam, że pisanie, że np. Żmihorski ma słaby dorobek, napisał słabą pracę, lub nie spełnił wymogów do otrzymania stopnia/tytułu, nie jest obraźliwe, nieetyczne, ani nie jest "wywlekaniem". Jednak bardzo proszę by taka ewentualna krytyka była wyłącznie merytoryczna, a nie personalno-emocjonalna.

    2. Przestrzegam też przed wyciąganiem następujących wniosków: jeśli Żmihorski recenzował/zasiadał w komisji habilitacyjnej, i ta habilitacja przeszła, to znaczy że firmuje swoim nazwiskiem i popiera tę habilitację i samego habilitanta. Jedna z wymienionych tu osób pisała mi trochę o tych komisjach i wydaje się, że wpływ członka takiej komisji na przebieg samej habilitacji jest bardzo niewielki, a sam znam podobne przypadki, tu niewymienione. Więc nie ma co wyciągać zbyt daleko idących wniosków odnośnie recenzentów/członków komisji hab.

    3. Jeśli ktoś poczuje się urażony komentarzem lub postem na blogu, proszę o maila (jest dostępny na grafice na górze bloga) - wtedy będę niezwłocznie interweniował, rozpatrując każdy przypadek (co nie znaczy, że z automatu usuwam komentarze - po prostu niezwłocznie sprawdzę, o co chodzi). Ale nie dostałem żadnych sygnałów, że tak może być, więc nie usuwam żadnych komentarzy.

    4. Cała dyskusja o habilitacji poszła trochę w stronę recenzowania poszczególnych osób, a wolałbym żebyśmy raczej rozmawiali o systemie, jak go zmienić, jakie rozwiązania powinny być wprowadzane, itp. Warto również popatrzeć na sprawę z innej strony: czy fakt, że osoba ze słabym dorobkiem robi habilitację świadczy źle o tej osobie, czy też o kryteriach habilitacji w PL? Czy fakt, że słabą pracę zaakceptują nam w dobrym czasopiśmie jest miarą naszej nieudolności, czy odwrotnie? Do przemyślenia, te sprawy nie zawsze są czarno-białe: znam przypadki robienia habilitacji przez ostatnie miernoty, ale z drugiej strony zwróćcie proszę uwagę, że nie ma żadnych twardych kryteriów ani dokonania naukowego, ani dorobku naukowego.

    OdpowiedzUsuń
  35. Wypowiedz "An. 9 sierpnia 2016 15:12" jest calosciowo dosc ciekawa. Niestety zawiera tez bardzo kontrowersyjna teze "Dzięki FNP czy NCN trochę się to zmieniło na plus, ale generalnie słabo to wygląda". Niestety, nawet jesli ta teza zostala doczepiona do komentarza tylko przypadkowo, to i tak nie mozna jej tak po prostu przepuscic. Otoz, z dzialaniami FNP I NCN wiele osob wiazalo naprawde spore nadzieje, a skonczylo sie na kolejnym skoku na kase. Zabrano malym nieudacznikom (malo wydajnym samodzielnym), a przekazano duzym nieudacznikom (instytutom badawczym, ktore nie wiadomo po co sa i ktore kosztuja podanikow miliardy). Zlajano indywidualne lenistwo, ale do rangi cnoty podniesiono zbiorowa glupote.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze byłoby powyższy Anonimowy, żebyś również uzasadniał swoje opinie o FNP i NCN jakimś konkretami. Póki co, jedynie miotasz łajnem niczym rozrzutnik na zaoranym polu.

      Usuń
    2. Na poziomie rozrzutnikow nie wchodze w dyskusje. A opinie wyrazam, gdyz czytaja je rozni ludzie, takze z okolic MNiSW. Jak ktorys z nich bedzie chcial poszukac danych, to sam znajdzie

      Usuń
    3. Nikt, powtarzam nikt z moich znajomych naukowców (najlepsze zespoły w Polsce, doktoraty konczone z kilkoma pracami o IF 4-10, staze naukowe i wspolprace z najlepszymi na swiecie) nie potrafi przecenic wkladu jaki miala FNP w rozwoj nauki w Polsce.
      Przy relatywnie niewielkich funduszach wlasnych uruchomili krytyczny moim zdaniem program TEAM, ktory nie tylko pomogl wypromowac wiele zdolnych osob, ale takze ustanowil pewne cywilizacyjne normy w projektach (magistrant zarabial 1000zl/mc, doktorant 3000 + ZUS). Wiekszosc z moich znajomych bylo laureatami programu START, ktory niesamowicie pomagal przetrwac najtrudniejszy okres przed uzyskaniem niezaleznosci naukowej. Programy typu Homing z kolei sprowadzily wielu mlodych/wahajacych sie czy wracac do PL, ktorzy sa juz niezalezni i maja wlasne zespoly. Niesamowicie mnie cieszy, ze do 2020 roku wszystkie ww. programy beda kontynuowane.

      Anonim z 19:35 widzi skok na kase ? Czyja kase ? Moze z przydzialu Ci sie nalezalo ?

      Usuń
    4. Widze skok na kase. Trudno. Jakos nie slyszalem, aby w wyniku tych wspanialych programow ludzie potem zdobywali jeden za drugim granty unijne. Podobno to bylo raczej tak, ze jak ktos wszedl do ukladu, to mogl bardziej liczyc na kolejne granty. Ale moze faktycznie ja, no i chyba inni dyskutanci, czegos nie wiemy. Jak byly jakies sukcesy to moze warto je pokazac. Chetnie zobacze jakies liczby, ze wyniku dzialan FNP i NCN, jest lepiej niz bylo z nauka polska.

      Usuń
    5. Anonimie, nie masz nawet pojęcia bladego o czym mówisz. Rzucasz oskarżenia o skok na kasę, a nie otarłeś się nawet o prawdziwa naukę, która uwierz mi, można robić w Polsce. Wejdź z laski swojej na strony labow Bujnickiego, Nowotnego, Dziembowskiego, Gołąba lub wpisz sobie w google i zobacz ile tam sie dzieje za fundusze Europejskie. Grant bastion 5 mln. Eur, STREAM, Twinning, ERC x 3, STRATEGMED itd. Do tego OCZYWIŚCIE grant za grantem z NCN, bo niby dlaczego nie aplikować o kasę, skoro spełnia się kwalifikacje ?

      Byl kiedyś taki pomysł, totalna komuna mentalna, żeby tym co już dostawali nie pozwolić dalej aplikować, czyli nie wg zasług, tylko po równo. To jest własnie skok na kasę, ale skok miernot.

      Co do poprzednich kilku uwag odnośnie poziomu osób tutaj wypowiadających się. Wstyd mi, ze to to śmie nazywać się "środowiskiem naukowym". Totalna zawiść, brak dumy z sukcesów innych osób, ciągłe obwinianie wszystkich dookoła za nieprzyznane granty. Poziom Onetu.

      Usuń
    6. Wejdz sobie gosciu na strony funduszy europejskich i zobacz jak wyglada pozycja Polski. Czy dzialania FNP I NCN przynosly jakies zmiany, czy byc moze jest jeszcze gorzej niz bylo kiedys? Poza tym, gdzie sa startup-y z polskich instytutow? Chcialbym kiedys zobaczyc, ze FNP i NCN spowodowal jakies pozytywne zmiany dla podatnika wykladajacego kase. Na razie tego nie widze. Przykro mi. Opuszczam na razie te dyskusje.

      Usuń
    7. Byłoby skandaliczne, gdyby grupy kanalizujące finanse nie odnosiły sukcesów. To byłby dodatkowy skandal. Nie zawsze wygląda tak różowo. Na moim wydziale przedstawiano ostatnio wpływ grantów NCN na dorobek i okazało się, że wszystkie zespoły korzystające z grantów w ostatnich trzech latach wykazały spadek produktywności naukowej. Natomiast w pierwszej dziesiątce rankingu publikacyjnego (za publikacje od 20 pkt wzwyż) aż 6 osób, w tym 3 w pierwszej piątce, to byli przedstawiciele zespołów w ogóle nie finansowanych z grantów. Reprezentują one dział biologii, któremu NCN odmówił prawa do finansowania poprzez granty (argumenty tych reprezentujących NCN można znaleźć w archiwum tego blogu). Zastanawiam się, czy gdyby te osoby dostały granty też by zaczęły być mniej produktywne.
      Byłem w komisjach grantowych KBN i uważam, że przedstawianie tego ciała jak źródła wszelkiego zła w przeszłości to propaganda siana przez obecnych beneficjentów z NCN-u. Były złe strony, ale równie złe lub nawet gorsze ma obecny system np. wtedy łatwiej było się odwoływać od decyzji i bardziej przejrzysty był system wyboru recenzentów (oni zawsze byli wąskim gardłem systemu i obecnie też tak jest).
      Zauważam, że pewnym grupom udało się osiągnąć sukces w nowym systemie. Zwłaszcza tym, którym się udała monopolizacja zasobów. Jednak co roku sprawdzam kondycję polskiej nauki, zwłaszcza działów biologicznych i nie widzę abyśmy poprawili swoją pozycję. Poszczególne działy tkwią w tych samych miejscach co 15, 10 i 5 lat temu, również w czasach wszechwładzy KBN. Może to efekt Czerowonej Królowej i inni biegną równie szybko. Dlatego nie ma powodu do hurra optymizmu.

      Usuń
    8. Jeszcze do An. z 20:58. Wymienił Pan kilka projektów z Programów Ramowych UE i nawet 3 X ERC. Nie wiem skąd ten optymizm. Przecież Polska (Nauka Polska) ma jedną z najgorszych aktywności w tych programach w Europie. Info na stronach Krajowego Punktu Kontaktowego. Np. grantów ERC - 23 przez 10 lat trwania programu (kraje zach. - kilkaset, Wegry ok. 50). Polski podatnik opłaca udział w tych Programach, a Polski Zadowolony z Siebie Naukowiec (Pan jest "klinicznym" przypadkiem) ściaga tylko 30-40 %. Straty budzetu (a zyski innych krajów) idą w kilkaset mln Euro od 2004. W Horizon 2020 jest jeszcze gorzej na półmetku. Byłem na konferencji z notablami z rządu, na której Min. Gowin grzmiał i zapowiedział "radykalne zmiany w finansowaniu nauki". Ale oczywiscie grunt to dobre samopoczucie oparte na wzajemnej adoracji w środowiskowym grajdołku.
      "ciepło, ciepło" pozdrawiam wszystkich dyskutantów, a szczególnie Redaktora Prowadzacego

      Usuń
    9. zwróćcie uwagę na jedną rzecz - gdy mówi się o sukcesach Polski na arenie nauki, to wymienia się zawsze tych samych kilka nazwisk w stylu "weź zobacz Bujnickiego". No dobrze, pytanie tylko czy top 0,01% jest dobrym odzwierciedleniem stanu nauki w kraju. Te wymieniane jednym tchem laby są bardzo mocno finansowane, kosztem obcinania dotacji na dziesiątki innych, więc trudno żeby nie miały dobrego sprzętu i dobrej nauki. Są w nich oczywiście ludzie bardzo zdolni i pracowici (nie przemawia przeze mnie zawiść, tylko próbuję na chłodno do tego podejść) ale jednak korzystają z góry forsy, czyli z warunków dla naszego kraju totalnie niereprezentatywnych. Dla diagnozowania stanu całości i uogólnień bardziej interesowałaby mnie mediana lub poszczególne kwartyle, czyli przeciętny polski naukowiec - jak sobie radzi, co pisze, ile ma grantów i czy po przejściu z modelu KBN na NCN jest mu lepiej/gorzej, rozwija się szybciej, itp. Moje obserwacje ze Szwecji wskazują na duże różnice właśnie w przeciętnym poziomie - tam każdy lab, każda grupa, mają dobre prace i robią ambitną naukę. U nas najlepsi są faktycznie na poziomie zachodniej Europy, ale reszta nie ma kasy na papier do drukarki i pisze notatki do Zeszytów Naukowych... To jest chyba główny problem.

      Usuń
    10. I tu Michale trafiasz w istotę tych wszystkich sporów. Nie jest przecież tajemnicą, że obecny system bardzo dowartościował finansowo biologię molekularną (te przykłady wiodących labów to pokazują). W tym dziale ładnie zaprocentował efekt toczącej się kuli śniegowej. Problem w tym, że odbyło się to częściowo kosztem innych działów biologii, w których też miewamy badaczy mocno znaczących na arenie międzynarodowej. Przykład taskonomii tak flekowanej przez obecny system jest najbardziej rażący, żaden inny dział nie ma tak wielu cytowanych autorów polskich w światowych podręcznikach, a także autorów rozdziałów i redaktorów w tych podręcznikach (wystarczy sięgnąć po ostatnie tomy Handbook of Zoology aby się o tym przekonać). A jest to dział stosunkowo mało kapitałochłonny. I żeby nie było, że uprawiam autopromocję, sam jestem z innej działki, ale kibicuję moim kolegom z wydziału bo to oni w znacznej mierze sprawiają, że jesteśmy w kategorii A (już wyżej ktoś ewidentnie z mojego wydziału podał jak wysoko w rankingu znajdują się te osoby). Z tego co wiem oni też mocno korzystają z finansów Unii Europejskiej (np. programy Synthesis), ale zdobywają je na własną rękę, całkowicie poza polskim systemem, co potem, niestety, nie przekłada się na dodatkowe punkty w ocenie parametrycznej wydziałów bo nasz system nie przewidział, że można korzystać z grantów europejskich innymi ścieżkami. Jakoś w KBN-nie, przy całych słabościach tej instytucji, nie było tak wyraźnego flekowania pewnych działów biologii i tak mocno popieranych innych. I proszę nie wciskać, że taka polityka przy krótkiej kołdrze, bo system tworzyły konkretne osoby z nauki (znane z nazwiska) i tworzyły go w znacznym stopniu pod siebie, co tak wielu teraz dostrzega i krytykuje.
      A do kolegi przewrażliwionego na krytykę. Ja osobiście bardzo się cieszę z sukcesów naukowych każdego rodaka, również biologa molekularnego. Ale nie lubię jak wciska się kit, że krytykują tylko miernoty. Czasem niemoc wobec niesprawiedliwego systemu może też rodzić emocjonalne reakcje.

      Usuń
    11. Michał ma rację. I jest to problem, o którym pisałem (9 sierpnia 2016 15:12). Brak kapuchy to podstawowy problem. I ciężko będzie go rozwiązać, bawiąc się w tworzenie nowych systemów rozdawnictwa pieniędzy itp. bez ogromnych zmian w finansowaniu nauki.

      Oczywiście istnieje taka opcja, że nasze najlepsze zespoły,(te mocno finansowane), trzymające poziom zachodni(jak bujnicki lab itp.) biorą nieproporcjonalnie dużo pieniędzy w stosunku do prowadzonych badań. Ok, istnieje taka opcja i można by ją sprawdzić porównując je z zespołami z Zachodu o podobnym poziomie. Wydaje mi się jednak, że to raczej mało prawdopodobne (dane chciałbym zobaczyć). Przypuszczam, że ich finansowanie jest na podobnym poziomie. Jeśli tak, to nie ma najmniejszych szans, żeby Polska (jako całość) doskoczyła do poziomu Zachodu. Wydaje mi się, że maks co można osiągnąć - przy super-duper-mega wydajnym finansowaniu, - kilka dodatkowych zespołów, a inni dalej nie będą mieli pieniędzy na zeszyty.

      Pieniędzy jest zwyczajnie za mało. Raczej nie ma opcji, żeby ten strumień kapuchy zwiększyć z budżetu o tyle, żeby każdy miał pieniędzy pod dostatkiem. W wyniku tego światowej sławy robakolodzy nie dostaną pieniędzy, bo na topie jest biologia molekularna. Zostaje kilka opcji. Można usunąć część szkolnictwa wyższego, a hajs przeznaczyć dla reszty(ja byłby za tym; i tak mamy za dużo studentów i słabych naukowców). Druga opcja zachęcić najlepszych polskich naukowców, żeby starali się o erc i tym podobne granty. Nie wiem jak, a jest to problem. Ostatnio ziomeczek (dobrze publikuje) powiedział mi, że woli NCN, bo mniejsza konkurencja. I trzecia opcja - może przedsiębiorcy zaczną pakować jakiś hajs w naukę? W U.S.A to normalka. Kulczyki mogliby zacząć spłacać dług, w końcu dorobili się na sprzedaży majątku państwowego (sic!).


      Będę się podpisywał teraz,
      Jasiek listonosz

      Usuń
    12. "Kapucha" była i jest do wzięcia np. z Horizon 2020 i ERC. Narazie jest tak, ze poprzez niewykorzystywanie grantów programów ramowych, to "Polska Nauka" "wisi" budzetowi Państwa kilkaset mln Euro. Domaganie się w tej sytuacji zwiększenia strumienia "kapuchy" (Państwo nie daje, to może Kulczyk da - czyż to nie szczyt postawy roszczeniowej godnej homo sovieticus?), to wyraz najdelikatniej mówiąć zdemoralizowania. To efekt utrzymującego się od komuny priorytetu "zdobywania stopni i tytułów" nad zdobywaniem pieniędzy na badania z bardziej wymagajacych źródeł np. Programów ramowych UE. Zimno...zimno...

      Usuń
    13. michał żmihorski13 sierpnia 2016 08:55 - bardzo celne uwagi!!! To, co u nas mamy, ja porównuję do systemu firm polonijnych w późnym PRL-u lub wiosek potiomkinowskich: wybrane, uprzywilejowane wyspy doskonałości i bardzo szara przeciętność wokół.

      A teraz o kapuście. Czy jej jest naprawdę za mało? Przypominam, że w poprzedniej perspektywie finansowej z samej UE w naukę poszło ok. 27 mld złotych. Jeśli poszło w betony lub upadłe serwisy internetowe a nie w naukę, to winę ponosimy my a nie Kudrycka, bo to my pisaliśmy i realizowaliśmy te projekty. Wg statystyk pieniędzy *publicznych* jest mniej więcej w sam raz. Pieniądze prywatne i tak szłyby na badania stosowane realizowane w firmach - czyli mamony na badania podstawowe jako procent PKB jest mniej więcej tyle, co trzeba. Najwyraźniej te środki są wydawane nieefektywnie - te 27 miliardów nie przyczyniły się do skokowego wzrostu znaczenia polskiej nauki w świecie ani innowacyjności kraju. Co gorsza, laby pobudowane, ale nie ma kasy na ich funkcjonowanie... Niezłym przykładem jest wrocławski EIT+ - inwestycja za 700 mln zł, a spodziewanych efektów nie widać. Może chcielibyśmy za wiele i za szybko? Ale jak nie chcieć wiele i szybko, jeśli ten ich ultranowoczesny sprzęt tak szybko się starzeje?

      Usuń
    14. Do anonima z 8:17

      Wymieniłem laby, które dostały w sumie kilkanaście grantów z UE, bo to one są podawane na forum jako przykładu "skoku na kasę". Od nich proszę łaskawie się odczepić, bo osiągnęły poziom całkowicie zachodnioeuropejski.

      Moja wypowiedź to nie wrażliwość na krytykę, tylko uświadomienie forumowej większości, że nakłady za biologię molekularną/medyczną versus biologię ewolucyjną/taksonomię zawsze będą wynosiły minimum 9:1 jeśli nie więcej. Nigdy nie było i raczej nie będzie inaczej i nawet jeśli mamy w kraju uznane autorytety w taksonomii (nie wiem tego, ale wierzę, że tak jest) to one nie zajmują się poznaniem mechanizmów chorób nowotworowych, cukrzycy, alzheimera itd. czyli spraw zupełnie priorytetowych dla współczesnego człowieka. Tak często krytykowany współczynnik IF, też to odzwierciedla. Pisma w biol. mol. o IF 6-10 to raczej średnia, a można publikować znacznie wyżej co podkreśla ilu ludzi siedzi w tej działce, ergo, jak istotna jest ona dla większości świata naukowego.

      Ale nie o tym. Moim zdaniem, celem nadrzędnym NCN oraz FNP powinno być wypromowanie 20-30 wybitnych zespołów naukowych i zapewnienie im w miarę komfortowej egzystencji. Nie zgadzam się ze stwierdzeniami, że czyjś lab dostał 2 razy OPUS i raz TEAM to teraz dajmy spróbować innym. Przecież oni właśnie trzy razy odpadli w konkurencji z tymi labami, więc dlaczego za czwartym razem się nad nimi litować ? Najlepszy będzie wygrywał zawsze i tak ma być. Poza tym laby "kanalizujące kasę" przez ostatnie powiedzmy 12 lat (od 2004 roku) wypromowały w sumie setki doktorów zajmujących niezależne pozycje, robiących staże zagraniczne, przechodzących do firm. Tego nie ma w żadnym ujęciu zysków z pozyskanych pieniędzy.

      Zupełnie inna rozmowa to zwiększenie ŚREDNIEGO poziomu wszystkich jednostek naukowych. Moim zdaniem radykalne rozwiązania są jedynie słuszne. Po pierwsze co 5 lat ewaluacja i zamykanie 20% najgorszych wydziałów. Za zaoszczędzoną kasę opłacanie ETATÓW naukowych i naukowo-dydaktycznych na 20% najlepszych. Po 4-5 takich rundach środowisko powinno w miarę sprawnie się oczyścić.

      Do dwóch komentarzy powyżej: ja również mam wrażenie, że od kilku lat współczynnik pieniądze na naukę/succes rate w NCN/możliwości przerobowe polskich zespołów naukowych jest w optimum. Dodawanie kasy to jak ktoś ładnie sparafrazował "słodzenie herbaty bez mieszania".

      Anonim z 20:58

      Usuń
    15. Anonim z 20:58,
      Co 5 lat zamykanie 20% najgorszych wydziałów? A kolega widział, żeby taki McDonald zamykał co 5 lat 20% swoich najmniej dochodowych barów? A chyba jest różnica między McDonaldem a wydziałem uczelni lub instytutem badawczym? Różnica choćby w inwestycjach aparaturowych i w tzw. kapitał ludzki?

      Prędzej zgodziłbym się na zarząd komisaryczny - to mógłby być bat, ale obawiam się, że te zarządy szybko odkryłyby, że z g. bata nie ukręcisz. To g. dla jednych to denne kadry, ale dla innych - brak pieniędzy na badania. To jest przecież ciekawa sprawa: jeśli w jakiejś jednostce poziom badań odstaje od przeciętnej, państwo usiłuje podnieść poziom tych badań, obcinając fundusze na badania (poprzez przeniesienie do kategorii C). Dziecko w przedszkolu by się zorientowało, że nie tędy droga.

      Usuń
    16. McDonalds to zabawa za prywatne pieniądze Franczyzobiorcy i nic mi do tego jak prosperuje konkretny punkt usługowy.

      Co innego nauka/szkolnictwo wyższe, które działa za moje pieniądze, a dodatkowo z racji wykonywanego zawodu wiem jak wygląda od środka. Powtórzę gdyby nie dotarło:
      20% najgorszych wydziałów jest do wywalenia na zbity pysk i zamknięcia od jutra. Kolejne 20% za 4-5 lat itd. Oczywiście wsparte finansowo najlepsze wydziały będą poszukiwały pracowników naukowych i część z rozbitków się załapie do pracy, miejmy nadzieje pod lepszym zarządzaniem tych top20%. Czy to jest takie trudne do zrozumienia ? Jak sam mówisz, z g. bata nie ukręcisz, a płacisz w podatkach krocie za profesorów nierobów.

      Usuń
    17. To brzmi nawet fajnie, chociaż bruralnie. Ale jakie kryteria tego "wywalania na pysk" drogi Panie? Może stopnie i tytuły? Może spódzielnie publikacyjno-cytacyjne? Łatwo sie klepie uproszczenia. Nie lepiej: masz projekty zarabiasz przyzwoicie, nie masz to zadawalasz sie dydaktyką (jak masz studentów) za stawkę godzinową, która negocjujesz. Jest tylko jeden stopień (doktora) dajacy podstawowe uprawnienia (start w konkursach, prowadzenie wykładów). Nie ma CK i jej systemu jako wylegarni srodowiskowych układów, jako naukowiec działasz podobnie jak przedsiebiorca: oferujesz swoje umiejetności i startujesz o granty (analogicznie jak w przetargach). To rynek i konkursy odsieją 15, 20, czy moze 50%. Oczywiscie ten pomysł zakłada klarowny i uczciwy system w agencjach rozdajacych granty. Są wzory do przypatrzenia sie im, choc ideału pewnie nie ma.

      Usuń
    18. Przecież nikt nie mówi o przychodzeniu pod wydział z bandą dresów ;) Twoja sugestia o odsiewaniu przez konkursy to krok w dobrą stronę, ale istnieją wydziały o tak zahibernowanych potrzebach życiowych, że żyją na statucie od pierwszego do pierwszego, robią dydaktykę i nawet nie myślą o niczym więcej. Ja na przykład byłem uczony Immunologii przez ludzi, którzy ostatnią aktualizację slajdów robili w późnych latach 80'. Okazało się po kilku latach że Immunologia będzie najważniejsza częścią teoretyczną mojego doktoratu i miałem spore problemy z nadrobieniem 30 lat materiału. Takim ludziom mówię po prostu WON. Zajecia z Immunologii na poziomie 2 roku studiów w zaktualizowanej formie przeprowadzi dobrze przeszkolony asystent lub doktorant w ramach pensum (wiem co mówię).
      Są sposoby tylko woli brak.

      Usuń
    19. Ci ludzie od immunologii (pewnie prof., dr hab.) byli (i tacy nie znikli) z systemu realizowanego przez CK (powtarzam do znudzenia: systemu carsko-komunistycznego), w którym nie chodziło o ciagłe doskonalenie i aktualizacje wiedzy, ale o obsadzanie stanowisk "swoimi". Ten system w Polsce wolnej pozostał i ciagnie cywilizycyjnie w dół.

      Usuń
    20. Wydziały i instytuty są w Polsce publiczne, czyli państwowe. To państwo odpowiada za jakość prowadzonej w niej dydaktyki i badań naukowych. Jeżeli gdzieś badania są denne, to rozwiązaniem nie jest zamknięcie takiego wydziału/instytutu, tylko zmiana sposobu zarządzania i - tak byłoby w normalnych biznesach - czasowe dosypanie (a nie odebranie!) pieniędzy na restrukturyzację! Gdyby nauką i szkolnictwem wyższym w Polsce zajmowałyby się wyłącznie instytucje niepubliczne, to oczywiście 20% z nich można by zamknąć od razu, a następne 20% za 5 lat - nie ma problemu! Ale tak nie jest! W szczególności to państwo a nie studenci w postaci czesnego płaci za dydaktykę. Nie można więc przejmować w Polsce tylko niektórych, wybranych mechanizmów z USA, pozostając ślepym na inne. Chcecie grantów - OK. To w USA działa. Ale w USA nie ma ustawowych gwarancji płac w sektorze nauki ani nawet federalnego odpowiednika ministerstwa nauki. Dość normalny jest zwyczaj niepłacenia pensji w okresie wakacyjnym. Zakaz wieloetatowości i nawet pobierania *dodatkowych* wynagrodzeń z grantów (poza sezonem wakacyjnym). Studia oczywiście płatne. Zarząd profesjonalny. Wysoki odsetek tzw. umów śmieciowych. Tego chcecie? To bierzcie cały pakiet, a nie wybrane elementy, które akurat dziś wam pasują.

      Usuń
    21. Do zk. W USA są też "State universities", bo w USA państwo to stan i mają one charakter publiczny. To na marginesie. Warto jednak się przypatrzeć mechanizmom projakosciowym w nauce na Zachodzie, gdzie np. instytucje podobne do CK to żadkość, a tytułomanią zabawiają się uniwersytety na własną odpowiedzialność. Jakoś ten "straszny" system nie zraża tysięcy naukowców o ubieganie się o pracę na uniwersytetach amerykańskich i zachodnich. Sprowadzanie chęci skorzystania ze wzorów krajów o lepszym poziomie nauki do "bierzcie wszystko, albo nic" pokazuje tylko nerwowość na myśl, co to by było bez naszych adoracyjnych środowiskowych układów i tematów statutowych (czy się stoi, czy...).

      Usuń
    22. Gwoli ścisłości "State universities" nigdzie nie są publiczne. Mają sporo autonomii w kwestii edukacyjnej, ale finansowane są też poprzez czesne, prywatny sponsoring i ewentualnie częściowo z budżetów stanowych (są stany, które są zainteresowane utrzymaniem swojego uniwersytetu czy collegu). W tych uniwersytetach stanowych inaczej są też ustawione priorytety w stosunku do pracowników niż w tych uniwersytetach z topu amerykańskiego. Przy konkursach o pracę często w takim stanowym uniwersytecie daje się pierwszeństwo wartości dydaktycznej niż parametrycznej wartości naukowej kandydata. W komisji konkursowej są przedstawiciele studentów i doktorantów i mają znaczący głos w ocenie przy przyjęciu do pracy. Jest wiele mitów opowiadanych w Polsce na temat systemu funkcjonowania uniwersytetów amerykańskich, bo zwykle wszyscy piszą o tych uczelniach typu Harvard czy MIT, a jednak większość uniwersytetów to "stanówki" lub college, których system funkcjonowania bardzo przypomina funkcjonowanie naszych uniwersytetów. Nie ma tytułomanii, ale jest wyraźnie zauważalna hierarchia, są też bardzo zbiurokratyzowane. Mają jednak przyjaźniejsze dziekanaty i wsparcie administracji uniwersyteckiej, dlatego rozliczanie delegacji i zakupy nie są tak dramatyczne jak u nas. Ale na rozliczenie każdego dolara patrzą bardzo ostro.
      Piszę to ze znajomości funkcjonowania Uniwersytetu Kalifornijskiego, który i tak jest w topie amerykańskim, a są tam stanowe uniwersytety na dużo niższym poziomie. Stopień dofinansowania nawet tych słabszych jest jednak wielokrotnie wyższy niż naszych "topowych" uniwerków typu UJ, rotacja kadrą jest uważana za coś naturalnego, ale i tak całkiem spory odsetek pracowników ma często odnawiane etaty (tych spoza tenure, czyli odpowiednika naszych profesorów mianowanych z dożywotnim zatrudnieniem), szczególnie dobrzy nauczyciele akademiccy z wysokimi ocenami od studentów (nawet lekko przymykając oczy na nie najbradziej wystrzałowy dorobek naukowy). I na koniec, ocena parametryczna naszego dorobku naukowego jest istotna, ale nie na pierwszym miejscu. Nie porównujemy się pomiędzy dziedzinami biologii, tylko wewnątrz specjalności (porównywanie bezwzględne IF jest wręcz zakazane, żeby nie rodzic konfliktów między "branżowych" i nie napędzać korupcji). Bardzo się liczy odbiór publiczny naszych wyników. Jeżeli jakaś praca zostanie zauważona w powszechnych publikatorach to bez względu w czym była opublikowana jest powodem do dumy, a delikwent pokazywany jako wzór.
      Uważam, że polskie uniwersytety powinny raczej iść drogą właśnie takich stanowych uczelni amerykańskich, a nie porównywać się do Harvarda (który ma budżet wielokrotnie większy niż wszystkie polskie uczelnie razem wzięte). Przy dobrej woli politycznej byłoby to możliwe, ale właśnie w tę wolę nie wierzę. Dlatego raczej zachęcam młodych zdolnych z Polski do kontynuowania karier poza heimatem bo straciłem wiarę, że coś w tym grajdole się zmieni.

      Usuń
    23. "The Ohio State University, ... is a public research university in Columbus, Ohio."(Wikipedia). Ale, zgoda, że to zaangazowanie publiczne jest mniejsze w USA niz w PL. Dzięki za ciekawe rozwinęcie tematu. A poza tym... więcej optymizmu.

      Usuń
    24. No, znowu mam dostep do internetu to pare rzeczy podsumuje.
      Otoz mozna sie zgodzic z opinia, ze pieniadze sa kluczowe dla
      rozwoju nauki i bez wiekszych pieniedzy niewiele sie w PL poprawi. Ale...

      Dlaczego politycy nie chca zwiekszyc puli? Otoz maja
      podejrzenia (sluszne), ze te pieniadze pojda na tzw. zwykly
      "rozkurz" i wiekszych efektow nie bedzie. No i zdaje sie, ze
      z dotyczasowymi uwagami zgadzaja sie prawie wszyscy dyskutanci na tym forum. Ale chyba nie ma zgody na temat tego, co stanowi "czynnik blokady".

      Dyskutanci Gazety Prawnej (to od tego zaczela sie wymiana komentarz tutaj) sugerowali (moze za wyjatkiem prof. L.Pacholskiego, ktory ma w ogolnosci bardzo dobre wyczucie realiow), ze Polska ma klopot ze stara, utytulowana kadra, ktora zwyczajnie nic nie robi.

      Natomiast na tym forum pojawily sie inne glosy. Mianowicie,
      ze glowne problemy powoduja dzis zorganizowane grupy takich niby-profesjonalistow,ktore zawlaszczyly instytucje grantowe. Powtwierdzily to zreszta wypowiedzi "ekspertow" z okolic FNP i NCN, ze tak wlasnie jest, ale ze jest to jedyny sluszny kiernek dla Polski, i ze w zasadzie polskie odkurzacze maja moc silnikow prawie taka, jak amerykanskie rakiety kosmiczne, wiec wszystko jest OK.

      Tak wiec, moim zdaniem, obecnie utytulowane osoby o mentalnosci
      feudalno-komunistycznej odpowiadaja za gora 25 procent problemow. Znacznie wiecej problemow niestety generuja "niby profesjonalisci" (faktycznie swietnie radzacy sobie z generowaniem IF i H), ktorzy efektywnie pracuja tylko dla wlasnego dobra i ktorzy przechwytuja w tej chwili wiekszosc srodkow grantowych (czesto w postaci jednoczesnych kilku grantow). Niestety taka forma wydawania pieniedzy publicznych
      jest zwyklym marnotrastwem.: nie ma zachety do aplikowania o granty UE (sa trudne w zdobywaniu, a jeszcze trudniejsze w rozliczaniu praktycznym), nie ma tez zachety do tworzenia inicjatyw o charakterze rynkowym (typu startupy). A troche slabsi sa po prostu w ogole wypychani gry. Bez zmiany regul nie ruszymy. I tyle.

      I niech bedzie, ze mam taki nick:
      "miernota, (bardzo źle) wychowana na prowincji angielskiej"

      Usuń
    25. Z wypowiedzi "miernoty" powyżej można skonkludować, że faktycznie naukowe miernoty chcą zrobić skok na kasę.

      Usuń
    26. Jesli to ktos chce wskazywac na moje wypowiedzi to prosze o odwolywanie sie do "miernoty, (bardzo źle) wychowanej na prowincji angielskiej".

      Usuń
    27. Do An. z 18:40. Masz na myśli skok, ale na jaką kasę? Na krajową państwa na dorobku z niewielkim budzetem (PL)? I co, "miernoty" mają zabrać ją "geniuszom"? Narazie, skoki "geniuszy" na rzeczywiście prawdziwe pieniądze na naukę specjalnie im nie wychodzą. Przypominam: Polska ("geniusze") odzyskuje tylko 30-40% wkładu do programów ramowych UE, a udział "geniuszy" w grantach ERC jest zawstydzający (23 na 10 lat). Więc, o jaką kasę koledze chodzi z tym skokiem?

      Usuń
    28. Problem ze zdobywaniem funduszy z programów ramowych UE nie leży tylko w intelekcie polskich naukowców, ale w dużej mierze w jakości (w zasadzie braku) obsługi administracyjnej tych projektów. Już widzę minę pani Joasi, czy Basi z księgowości próbujących konstruować budżet projektu. I odwieczne, "drogi Panie, tak nie da się, tak nie można, tak przepisy nie pozwalają...". Plus audyty, plus kontrole itd, itp. Polskie uczelnie nie są przygotowane na coś takiego. Polski naukowiec musi walczyć o rozliczenie delegacji, a co dopiero mówić o rozliczaniu projektów z UE.

      Usuń
    29. To typowe wytłumaczenie, ale nieprawdziwe. Ilośc kasy wydana na szkolenia obługi projektów, róznych Krajowych i regionalnych Punktów Kontaktowych oraz pań Joasi i Basi na uczelniach i instytutach jest ogromna. Serwis KPK oferuje przewodniki metodyczne po programach UE oraz "dnie informacyjne" itp, itd. Jest kilka (za mało0 uczelni i instytutów, które sobie z tym radzą. Problem moze nie lezy w intelekcie, ale w lenistwie i kalkulacji, że łatwiej (poprzez przerózne układy) skoczyć na kasę krajową niż walczyć w miedzynarodowym towarzystwie. A zawsze można znaleźć wytłumaczenie jak wyżej. Powyższa wypowiedź, jak wiele na tym blogu odsłania makabryczną roszczeniową mentalnośc polskiego naukowca, który nie przerobił jeszcze lekcji odpowiedzialnosci finansowej (ach te kontrole, audyty) i konkurencyjności. Nie dziwi więc kolejny spadek UJ i UW w najnowszym rankingu szanghajskim uniwersytetów (do 5. setki): http://www.shanghairanking.com/ARWU2016.html

      Usuń
    30. Zadam proste pytanie: jak grupa profesora X, chociażby najlepsza w Polsce ma aplikować o grant z UE, skoro Pani Basia lub Joasia ani be ani me po angielsku ? Jest kilku zapaleńców, którzy zrobili to (napisali wszystkie części aplikacji) osobiście, ale to są te 23 granty na 10 lat. O fundusze z UE, nawet stypendia podoktorskie Marii Curie wnioski składa jednostka zatrudniająca, a nie sam naukowiec. Skoro brak u nas uczelnianych biur grantowych z ogarniętymi ludźmi to jak ma się cokolwiek zmienić ?

      "Łatwość" aplikowania o kasę z NCN czy FNP wcale nie polega na tym, ze kolega koledze jak to insynuują forumowe "miernoty", tylko dlatego, ze po kilku latach w tym systemie wszyscy, łącznie z Paniami Basią i Joasią znają potrzebne dokumenty, załączniki, czas na zebranie podpisow i jadac na w miarę ogarniętym pomyślę naukowym można aplikować niemal co rok, zatrudniać postdokow, doktorantów itd. Tak to działa tez na mitycznym zachodzie, składa się granty na nieopublikowane wyniki, które już są, żeby nie było problemu z rozliczeniem, a na zakładkę robi się bardziej ryzykowne rzeczy.
      Rozliczenie grantu tez jest po polsku, wiec działy Nauki poszczególnych jednostek nie marudzą. Taka prawda, nie ma w tym żadnego spisku.

      Usuń
    31. Przeczytałem... i oczom nie wierzę. Mamy w Polsce ok. 20 "zapaleńców", którzy sami "napisali wszystkie części aplikacji"!!!. To prawdziwy wyczyn na Nobla. Teraz winne sa "jednostki", które nie składają wniosków do UE (Rektorzy?, Senaty? Basie, Joasie? mają pisać aplikacje i składać wnioski?), tak jakby do UE Polska weszła wczoraj. Powtarzam, jest ponad setka wyszkolonych urzędników od programów unijnych w sieci Punktów kontaktowych (też na prowincji). Trzeba tylko do nich dotrzeć, a pomogą. Wszystko jest pozatym napisane w przewodnikach na stronach Cordis (tylko po angielsku). Ten system zdobywania grantów w NCN, który Pan opisał dołuje polską naukę, pozbawia współpracy międzynarodowej i wpływa na niskie wskaźniki innowacyjności. Jest tez przyczyną strat finansowych Państwa (odzysk tylko 1/3 kasy włozonej do Programów ramowych). Nasuwa się tylko jedno okreslenie: Skansen.

      Usuń
    32. A ja niestety wierze oczom. Tylko uwazam, ze to nawet nie skansen tylko regularny szpital wariatow. I dlatego napisalem pare dni temu: "Otoz, z dzialaniami FNP I NCN wiele osob wiazalo naprawde spore nadzieje, a skonczylo sie na kolejnym skoku na kase. Zabrano malym nieudacznikom (malo wydajnym samodzielnym), a przekazano duzym nieudacznikom (instytutom badawczym, ktore nie wiadomo po co sa i ktore kosztuja podanikow miliardy). Zlajano indywidualne lenistwo, ale do rangi cnoty podniesiono zbiorowa glupote." Natomiast dla An.16 sierpnia 2016 21:38, wszystko jest w zasadzie OK. I dlatego jesli bedzie okazja, to towarzszystwo tych niby-profesjonalistow nalezy rozgonic. Mam swiadomosc, ze to proste nie bedzie. Ale w kazdym razie dobrze jest od czasu do czasu ustalic na czym naprawde stoimy.

      Usuń
    33. Anonimowy16 sierpnia 2016 22:10. Co Ty bredzisz?? Byłeś kiedyś w tzw. Punkcie Kontatkowym?? Przecież tam pracują ludzie, którzy mają sukces w zdobywaniu funduszy = 0. Korzystałeś kiedyś z ich doradztwa ??? Te ich sugestie są tak tanie, jak woda "Oasis" z Biedronki. Kompletne nieporozumienie. Niestety, prawda jest taka, że w Polsce naukowiec jest pozostawiony sam sobie podczas starania się o fundusze z UE. Punkty kontaktowe mogłyby śmiało zniknąć, bo są taką samą czarną dziurą, jak urzędy pracy.

      Usuń
    34. I jeszcze dodam, że aplikacja o średni grant unijny typu regpot to około 500 stron, w domyśle do wypełnienia przez uczelnianą biurokrację, a nie profesora, który ma wykłady, prowadzi kilku postdoków, doktorantów itd.
      Widzę, że powyżsi komentatorzy chcieliby udowodnić jak w teorii łatwo jest zdobyć kasę unijną co ma niby podważyć autorytet tych, którzy ją zdobyli ? Mega pokrętna logika.
      Anonim z 22:28, chcesz "rozgonić to towarzystwo" ? Może napisz z sukcesem wniosek o ERC ? Tam przecież nie ma kolesi z NCN, oh wait...

      Usuń
    35. Uwlaszczenie sie na pieniadzach publicznych, zamiast zorganizowania dzialajacych struktur, jest delikatnie mowiac niezbyt trafnym rozwiazaniem. Ale dobrze, ze zostalo to wszystko w koncu przedstawione od podszewki. Bo tutaj przez pewien czas probowano sugerowac, ze nasz glowny problem to maloprudktywni ludzie z malych uczelni. A tu prosze, nawet najlepsze grupy nie bardzo sa w stanie aplikowac o granty europejskie, bo wypelnianie papierow i ewentualne audyty przerastaja zdolnosci organizacyjne tych grup. Podsumowujac, tak czy inaczej, dobrze jest wiedziec na czym sie stoi.

      Usuń
    36. ^^ Możesz żyć tym złudzeniem do końca świata i jeden dzień dłużej. Biedni mało produktywni z małych uczelni, teraz mogą spać spokojnie w przeświadczeniu dobrze wykonanego obowiązku. Rozwikłali zagadkę. Uwłaszczyli się w tej Warszawie i koniec, nie trzeba już nikomu nic udowadniać, bo wszystko rozstrzyga się na salonach.
      Człowieku, na serio to piszesz ?
      Będziesz bredził o najsprawiedliwszych systemach i sprawnie działających strukturach czy weźmiesz się do roboty ? Ludzie, którzy przyjechali w 2010 roku do pustych ścian, którym w bagażniku samochodu woziłem plastiki, bo nie mieli w instytucie nawet ogarniętych procedur zamówień po 5 latach mają po kilka prezentacji ustnych na największej konferencji międzynarodowej o nowotworach i publikacje z zespołu powstałego po programie TEAM na poziomie IF >10, granty z NCBiR, wsparcie firm biotechnologicznych, zatrudnienia nowych ludzi itd...

      Wyjaśnij mi jedna z drugą "miernoto" czego Ci potrzeba do osiągnięcia sukcesu ? Grantu z NCN lub FNP ? Jak go dostaniesz to będziesz wiedział jak wydać te pieniądze na sensowne eksperymenty i zatrudnienie ludzi ? Dlaczego jak nie było jeszcze NCN nie potrafiłeś zbudować sobie pozycji, przecież wtedy wszystko było cacy ?

      Czuję się czasem na tym forum jak w dyskusji z przeciwnikami szczepionek. Tłumaczysz, że dokonał się postęp, że skutki uboczne są tak jak w każdej terapii to ci technik gastronomii będzie tłumaczył, że spiseg i naukowcy wszyscy przekupieni przez koncerny...

      Psy szczekają, a karawana jedzie dalej.

      Usuń
    37. To nie karawana, tylko kilka - kilkanaście objuczonych wielbłądów. A szczekające i przeszkadzajace psy, to nieefektywny, obciążony awansową biurokracją i dziedziczonymi układami system. Albo w kraju powstaną efektywne zasady konkurencji (odsiewania "miernot") i zachęt aplikowania po granty unijne, tworzenia start-upów nauka/biznes, albo nadal Polska będzie "szukała dna" w statystykach udziału w projektach i innowacyjnosci. Trochę polemiki z postami wyżej. W grantach UE jest duża róznorodność, akurat program Regpot jest rzeczywiscie "kobyłą" biurokratyczna, ale znam instytut PAN, który sobie z tym poradził. Typowe research grant mają ograniczenia jesli chodzi o ilosc tekstu, czy stron, i naprawde nie trzeba angażować róznych Baś, Joaś aby wypełnić aplikację. Punkty Kontaktowe nie pomogą w pisaniu projektu, są natomiast przydatne do szukania partnerów, a także w sprawach finansowych zawiłości. Rzeczywiscie ich struktura jest zbyt rozdęta i mozna tu poczynić znaczne oszczędności. W skali interesów Państwa (budżetu, udziału finansowego w programach UE), bez ruszenia "szeroką ławą" po pieniądze unijne Polska pozostanie naukowym i innowacyjnym zaściankiem z deficytem kilkuset mln Euro w kolejnych 7-latkach (chociaż, z wysepkami sukcesu, które bedzie można używać do polemiki, jak w poście wyżej). Recepta? Stosowana przez niektóre kraje (np. Hiszpania, Włochy): obciąć, albo radykalnie zredukowac finansowanie krajowe. Ale by się działo!

      Usuń
    38. do "niby-profesjonalisty" (An. 17 sierpnia 2016 03:55)

      Idzmy po kolei.

      (1) NCN czy KBN? KBN byl zly i ukladowy i dlatego
      wielu ludzi poparlo tworzenie NCN, myslac (naiwnie),
      ze dojdzie do zresetowania systemu. Nic takiego nie
      nastapilo. NCN od razu zostal przejety przez swietnie
      zorganizowane grupki, chwalace sie nawzajem.

      (2) Z tego co gosciu piszesz jestes naukowo faktycznie
      dosc niezly. Ale w wielu kwestiach ocierasz sie
      o szalenstwo (nalezy czytac od swietnosci do wygrzanego
      dolka w areszcie sleczym niekoniecznie musi byc bardzo
      daleko), Dlatego sprobuje wskazac miejsza, gdzie przekraczasz (niepotrzebnie) granice ryzyka.

      i) W nauce tak jak w sporcie, jesli ktos zaczyna byc dobry, to ludzie tylko pzez chwile bija mu brawo. A juz za chwile oczekuja czegos wiecej. Pilka nozna. W naszych warunkach gdzies w okolicy czerwca jakas druzyna zdobywa mistrzostwo Polski (najczesciej jest to Legia, Wisla lub Lech). Jest radosc i feta, trenera nosza na ramionach. Ale gdzies w okolicach wrzesnia ten sam trener czesto wylatuje z hukiem. Za co? Bo znowu druzyna odpadla z eliminacji do Ligi Mistrzow (taki typowy obrazek z ostatnich 15 lat), przegrywajac np. z druzyna cypryjska. Co z tego wynika? Jesli ktos jest dobry, ma grupe, bierze pieniadze np. z Maestro, to nie ma przepros. Albo pokazuje start-upy i granty UE, albo ludzie beda mu sie rzucac do oczu. warto o tym pamietac i zawczasu znalezc jakas nowa Beatke, co zna angielski.

      ii) W dzisiejszych czasach nikt kto funkcjonuje w przestrzeni
      publicznej nie pozwala sobie na arogancje wobec rozmowcow.
      Piosenkarze, aktorzy przymilaja sie jak moga do fanow (nie
      umiejacych spiewac, czesto z przytepionem sluchem). Ale
      bez kasy fanow, nie ma artystow. Tak wiec jesli ktos bierze
      duze pieniadze z kasy podatnikow nawet nie powinien snic
      o obrazaniu miernot z H=1. Mozna byc bardzo waznym, miec
      super waznych znajomych i z dnia na dzien przestac funkcjonowac, jesli tej zasady sie przestrzega. Przyklad: Radzio Sikorski, calkiem niezly polityk, ale "ego" spowodowalo, ze jest na kompletnym aucie.

      iii) "Psy szczekaja a karawana jedzie dalej"- to tylko pobozne
      zyczenie. Osoby publiczne sa obserwowane nie tyle przez pieski, co przez piranie. A co potrafia te niepozorne rybki, to chyba nikomu wyjasniac nie trzeba.

      I tyle.

      "miernota, (bardzo źle) wychowana na prowincji angielskiej"

      Usuń
    39. Droga "miernoto, (bardzo źle) wychowana na prowincji angielskiej",

      Czy możesz sprecyzować, za co grozi mi ewentualnie dołek w areszcie ? Chciałbym poznać Twój tok myślenia :)

      Ad i)
      Wlasciwie nie napisales nic z czym moglbym sie nie zgodzic. Jasne ze wymagania rosna w miare wzrostu poziomu, a nasze laby wobec europejskiej Ligi Mistrzow sa tak jak napisales Legia, co najwyzej (btw. jedno z najtrafniejszych porownan Ci sie udalo). Pytanie, czy chcemy doinwestowac "Legie", znana marke, ktora byc moze ma nieprawidlowe regulacje wewnetrzne (brak inwestycji w "lepszych pilkarzy zza granicy" czyli nowe kadry, sprzedawanie dobrych graczy co sezon do Europejskich klubow), czy probujemy wypromowac "Termalice Bruk-Bet Nieciecza", bo oni jeszcze nie mieli szansy, wiec w sumie co szkodzi sprobowac ?

      Otoz ja uwazam, ze kase trzeba ladowac w mniej wiecej 20-30 klubowa, ekstraklase, bo znajac kilka takich "klubow" czyli labow, wiem, ze z poziomem prac IF ~10 utkneli oni w maksimum przerobu, przy danych funduszach. To nie jest zart co powiem, ale w niektorych z tych labow jeszcze 10 lat temu wszyscy sie schodzili popatrzec jak ktos puszczal Western blotting, studenci pracowali dniami i nocami za darmoche i sama radoche, finansowanie zaczelo sie na dobre w 2008 roku, przyszlo pare grantow na aparature, kilka osob wrocilo z wiedza jak to wykorzystac do maksimum i ruszyly prace. Teraz osiagnelismy sredni-dobry poziom europejski i naprawde bez gruntownych zmian w strukturze prawno-biurokratycznej dalej nie pojdziemy. Nie wyobrazam sobie na przyklad zatrudnienia kogos zza granicy, nawet jesli ta osoba by chciala. Nie ma na calej uczelni kogokolwiek, kto pomoglby tej osobie wynajac mieszkanie, ogarnac ubezpieczenia itd. poza mna i moimi kolegami. Tak sie nie pracuje na "zachodzie". Tamtejsza Pani Jessica, albo Helga to ogarnia.

      Co do startupow, przejrzyj prosze dossier profesorow: Golaba, Jazdzewskiego, Garsteckiego, Bujnickiego itd. I zobacz strony firm, ktore zalozyli. Mozes sie milo rozczarowac.

      Ad ii)
      Nie jestem (a przynajmniej staram sie nie byc) arogancki wobec "miernot", ale wybacz, jesli ktos z HI=1 poucza jak ma dzialac lab profesora o HI=40-50 to cos mi nie gra.

      Caly czas podkreslam, w polskiej nauce zle sie dzieje, ale krytykowanie tych najlepszych, ze nie sa tak dobrzy jak Europejska Liga Mistrzow, przez kogos kto nie wyszedl z okregowki bardzo mnie razi. Nie popadam w samouwielbienie, bo marzy mi sie przeskok do ligi IF 10-20, ale to jeszcze troche czasu minie.

      PS. A Radzio Sikorski to nie wyklada czasem na Harvardzie ?? :P

      Usuń
    40. Kibicuję polskiej nauce i cieszy mnie każdy sukces, bez względu na dyscyplinę, ale w biologii szczególnie. Koledzy reprezentujący biologię molekularną czy biomedycynę uważają się w tej dyskusji za wybrańców (oczekują podziału kasy 9:1) i wyrażają się z wyższością o innych („być może robakolodzy też coś znaczą w światowej nauce” czy coś w tym stylu). Ale proszę kolegów między podziałem 9:1 a 9:0 jest ogromna różnica. Dajcie tym innym szansę. Wasz sukces jest w części efektem systemu, który sami stworzyliście (uczestniczyłem w początkowej fazie jego tworzenia i wiem co piszę). Na pewno spora część waszych sukcesów to też bazująca na tym ponad przeciętnym finansowaniu organizacja i dobór ludzi. Tylko na razie wasz sukces to tylko sukces parametryczny, który napędza system i przedłuża wasze ponad przeciętne finansowanie. Jak się to przełoży na realny sukces w nauce (np. w wielkich odkryciach w badaniach nad rakiem itp.) to dopiero czas pokaże. Zapewne część dyskutantów zna ostatnią publikację w PNAS dotyczącą badań nad aktywnością mózgu, która prawdopodobnie spowoduje wyrzucenie do kosza tysięcy prac z neurobiologii. Takie koszty tzw. „nowoczesnej nauki”, a ten dział obracał też ogromną kasą. Dlaczego o tym wspominam. Otóż na moim wydziale jest gość, który zaczynał bardzo efektowną karierę w badaniach molekularnych nad rakiem, pracował parę lat w bardzo znanym ośrodku w Japonii (a w Polsce w Pani-ie) i miał jak na nasze warunki dobry dorobek w tej dziedzinie (pewnie go znacie). I nagle rzucił w cholerę tę dobrze się zapowiadającą karierę i został robakologiem. Pracuje tylko za pieniądze statutowe, publikuje rocznie 15-20 prac w topowych czasopismach ze swojej działki (to nie pomyłka, tyle rocznie), jest na naszej liście rankingowej na pierwszym miejscu o dwie długości przed innymi. Widać, że jak ktoś jest dobry to zmiana specjalizacji mu nie straszna.
      Ale konkluzja. Dlaczego on porzucił te objecujące badania nad rakiem? Bo powiedział, że szlag go trafiał jak wiele pieniędzy jest marnowanych na bezużyteczne badania z wyłączeniem mózgu. Jak pod płaszczykiem modnych badań nad rakiem przewala się ogromne pieniądze na projekty, które na pewno nie prowadzą do rozwiązywania problemów związanych z rakiem, tylko napędzają kolejną kasę. I fortuna się toczy. Nie wiem czy jego dorobek molekularny wytrzyma próbę czasu. Ale to co on robi teraz w robakologii na pewno stawia go w rzędzie wybitnych znawców przedmiotu. Jest już jednym z najbardziej rozpoznawalnych polskich entomologów, o czym mogłem się przekonać jeżdżąc po świecie i wysłuchując pochwał na jego cześć. Ale w systemie 9:0 u nas nie ma szans na finansowanie, a już słyszałem taki komentarz z ust jednego z naszych aroganckich molekularnych, że po co mu granty skoro i bez nich wykonuje taką pracę, widać nie potrzebuje żadnej kasy. Wiem, że szuka pracy poza Polską.

      Usuń
    41. A ja "molekularny" pracuje poza Polską i robi mi się słabo na myśl o powrocie do naszego grajdołka. To co widzisz to możliwość wyjazdu wybitnego entomologa, to czego nie widzisz, to dziesiątki ludzi po doktoracie, którzy na stale uciekli z tego bagna, w którym ludzie chcą równać w dol.

      Usuń
    42. "to czego nie widzisz, to dziesiątki ludzi po doktoracie, którzy na stale uciekli z tego bagna"

      Świetnie to widzę, sam wysłałem paru wychowanków z radą aby nigdy tu nie wracali. I robią niezłe kariery, co mnie bardzo cieszy, bo dla mnie nauka nie jest kwestią granic i nacjonalizmów.

      Usuń
    43. ^^ Good Job !!

      Usuń
    44. Najbardziej spodobał mi się wpis anonimowego: "Uważam, że polskie uniwersytety powinny raczej iść drogą właśnie takich stanowych uczelni amerykańskich, a nie porównywać się do Harvarda". Nic dodać nic ująć. Najpierw zbudujmy solidną dydaktykę, potem myślmy o pierwszych setkach.

      Jeśli chodzi o podział funduszy 9:1 czy 9:0, to najlepszym miernikiem byłyby potrzeby firm farmaceutycznych czy nawet tych od proszków do prania, tylko że takich krajowych u nas nie ma, więc dyskusja jest jałowa.

      W Polsce dorobiliśmy się systemu, w którym nagradza się tych, którzy najsprawniej drenują budżet. To drenowanie, godne najbardziej tłustych banksterów, trwa już ładnych kilka lat, a efektów dla polskiej nauki nie widać żadnych. Ani pozytywnych, ani negatywnych. Widziałem nie jedno Maestro czy Team, nie widzę jednak żadnej korzyści któregokolwiek z ich uczestników - poza szefem. Moim zdaniem - nie tędy droga.

      A dlaczego nie odzyskujemy składki w UE? A ile dobry naukowiec, mający pod sobą kilku naukowców i kilkoro doktorantów, zarobi na grantach UE, a ile na NCN czy NCBiR? Gdzie się bardziej napracuje? Przestańcie płacić w polskich grantach, zmieńcie siatki płac, zacznijcie wymagać czegoś poza profesurą od szefów zakładów. Przestańcie płacić za sam fakt posiadania stopnia czy tytułu. Efekty same przyjdą, choć czekać na nie będzie gdzieś tak z pół pokolenia.

      Usuń
    45. "to czego nie widzisz, to dziesiątki ludzi po doktoracie, którzy na stale uciekli z tego bagna"

      Problem jest głębszy. Od lat doktorów produkujemy znacznie więcej, niż tego wymagają potrzeby uczelni. Jeśli byłaby dla nich praca w Polsce, nie byłoby mowy o "bagnie", ci młodzi ludzie po rękach by nas całowali za swoje wykształcenie. Ze względu na liczbę promowanych doktorów, ta praca musi się znajdować poza uczelniami, w biznesie. I tu jest pies pogrzebany, że tego biznesu tu, na miejscu nie ma. I my na uczelniach nic na to nie poradzimy.

      Usuń
    46. do An. 17 sierpnia 2016 17:20

      Pare rzeczy moge dopowiedziec, a pare rozwniac.

      Problem wygrzanego dolka w areszcie. Paradaksalnie lepsi maja tam wieksze szanse trafic niz gorsi. Z dwoch powodow. W Polsce nie ma mozliwosci byc sprawnym i nie interpretowac niektorych przepisow na swoja korzysc. W pewnym momencie, zwlaszcza, gdy ktos jest kims waznym i ma wplywowych przyjaciol, zaczyna to miec zbyt dowolna forme i to potencjalnie rodzi klopoty. A druga przyczyna jest taka, ze w Polsce od zawsze byl zwyczaj lekcewazenia opinii otoczenia, przez kogos kto "aktualnie ma sie dobrze". Za komuny, gdy ostatnie zdanie nalezalo do lokalnego sekretarza partii, wystarczylo miec jego poparcie i bylo OK. Ale w warunkach demokracji rzeczy sa bardziej skomplikowane. Dlatego na Zachodzie, wazni ludzie sa mili dla wszystkich (nawet dla tych z H=1). Robia oczywiscie po swojemu, ale kazdemu dziekuja za
      wyrazanie opinii. Wg mnie to jedna z glownych ronic cywilizacyjnych, ale oczywiscie moge sie mylic.

      Wrocmy do pilki noznej. Kogo wspomagac Legie Warszawa, czy Bruk Nieciecze (grajaca na stadionie w szczerym polu).Wg mnie, obie te druzyny nie potrzebuja wsparcia z pienedzy
      publicznych. Legia w koncu w tym roku chyba wejdzie do Ligi Mistrzow (mieli szczescie w losowaniu, ale podobno szczescie sprzyja lepszym, wiec nie ma co sie czepiac). A Liga Mistrzow
      to spore miliony gotowki. Zas Bruk Nieciecza, jak kazda druzyna Extraklasy ma sporo sponsorow, a w ich przypadku, dochodzi jeszcze swoista egzotyka, ktora przyciaga zainteresowanie, wiec pewnie z finansami sobie poradza. Pieniadze publiczne powinny miec charakter pieniedzy na rozruch biznesu. Wiec jak tu ktos sugerowal, wbrew pozorom sa bardziej potrzebne druzynom "upadlym" niz najlepszym. Chociaz oczywiscie bez luksusow.

      Co grantami UE? Oczywiscie to jest biurokratyczny koszmar. Ale stosujac odpowiednie motywacje mozna wiele rzeczy usprawnic. Mozna bylo byc moze wprowadzic zasade, ze za grantem ramowym niemal z urzedu idzie indywidualny grant typu Maestro (itp.) Wtedy byc moze by sie oplacalo. A ja mam takie wrazenie, ze granty Maestro wprowadzono po to, aby nie trzeba bylo w ogole aplikowac do UE. Czasem te granty (Maestro) trafialy do zupelnych emerytow naukowych. W efekcie, jesli spojrzec na rankingi szanghajskie, to bylo slabo, a jest jeszcze gorzej. Wg mnie obecny system grantowy powinien byc zmodyfikowany.

      "miernota, (bardzo źle) wychowana na prowincji angielskiej"

      Usuń
  36. Z cały szacunkiem, ale MNiSW to jest dopiero nieopisana sterta gn... Już widzę, jakim panaceum na polską naukę są wszystkie te ministerialne komisje, zainteresowane głównie zjadaniem paluszków i popijaniem kawki. Ludzie opamiętajcie się. Naprawdę nie rozumiecie, jak wielkim skokiem cywilizacyjnym było stworzenie NCN? Może nie funkcjonuje ta instytucja w 100% idealnie, ale jej powołanie to był przeskok jakościowy, niczym lot na księżyc. Chcecie, żeby MNiSW zainteresowało się NCN? Chcecie, żeby wróciły czasu KBN? No to wrócą czasy, że granty będą dostawały takie osoby, jak przywoływany tutaj wcześniej pewien habilitant z Lublina. Forum Pana Żmihorskiego jest otwarte dla wszystkich, nawet dla kompletnych głupców, ale lektura tego bloga prowadzi do niezmiernie przykrej diagnozy, że środowisko naukowe w Polsce, jest zdominowane przez osoby chore psychiczne lub kompletnie zbaraniałe. No bo jak można stawiać takie tez jak, te napisane przez Anonimowego z 19:35. Na koniec dodam tylko, że pracowałem zarówno dla MNiSW i NCN, i mam bardzo dobre porównanie sposobu i procedur pracy tych instytucji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam sie z twierdzeniem, ze forum Pana Zmihorskiego jest otwarte "nawet dla kompletnych glupcow". A z innymi tezami sie nie zgadzam. I tyle.

      Usuń
    2. Anonimie z 00:27 - no dobrze, ale taka krytyczna opinia o NCN na blogu może też wskazywać na pewne niedociągnięcia w tej instytucji, nie sądzisz? Obecnie zdajesz się prezentować postawę: ci co NCN krytykują są głupi; a skąd wiadomo, że są głupi? Bo krytykują NCN.
      Nie ma co się okopywać na swoich pozycjach (to chyba atrybut polskości), lecz trzeba rozmawiać, bo chyba obu stronom zależy, by NCN działało dobrze.

      Usuń
    3. Kompletna zgoda z anonimem z 00:27 (kurde, Panie Michale, ile razy mozna prosic o jakis system loginów?, dyskutowanie w ten sposob jest bardzo meczace)

      System rozstrzygania grantow przez NCN, a to co bylo w MNiSW to jak niebo a ziemia. Wiadomo, ze zdarzaja sie jakies tarcia, bledy, ale z perspektywy mojego doswiadczenia w aplikowaniu do MNiSW (5 razy) i NCN (2 razy, plus kilka razy wspolpracownicy), nikt nie chce nawet myslec o powrocie do MNiSW...

      Usuń
    4. dobra, tak, zgoda - ale krytykujący NCN (jak sądzę) nie głosują za powrotem do MNiSW/KBN, lecz po prostu postulują pewne ulepszenia/poprawki/zmiany w NCN.

      Usuń
  37. P.Michale wyjezdzam z samego rana na kilka dni i nie bede mogl w najblizszym czasie brac udzialu w dyskusji (ja jestem Anonimowy 12 sierpnia 2016 01:07). Informuje o tym Pana, gdyz bezposrednie porozumiewanie sie ekspertami z okolic FNP i NCN nie jest proste (i np. wskazana jest techniczna wiedza o rozrzutnikach, ktorej nie posiadam). Ale musze przyznac, ze udalo sie Panu postawic na nogi calkiem ciekawe forum. Czyli moze cos jednak uda sie zmienic. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki i czekamy na szybki powrót do nas :-)

      Usuń
    2. "ja jestem Anonimowy 12 sierpnia 2016 01:07" zabrzmiało jak z opowiadania Lema, gdzie w jakimś wirze grawitacyjnym pilot Ijon Tichy sklonował się na poniedziałkowego, wtorkowego, dwóch piątkowych etc. :-)

      Usuń
  38. We wrześniu warsztaty dotyczące grantów ERC, bierzmy się do roboty:

    http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,410896,wrzesniowe-warsztaty-dla-naukowcow-aplikujacych-o-granty-erc.html

    J.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I kolejny grant ERC dla UW:
      http://www.uw.edu.pl/trzynasty-grant-erc-dla-uw/

      Usuń
    2. I dla SGGW :)
      http://media.sggw.pl/pr/324721/1-4-mln-euro-na-walke-z-rakiem-dla-naukowca-z-sggw?rss=true

      Usuń
    3. I dla instytutu Mossakowskiego PAN :)

      Usuń
    4. chyba raczej Nenckiego, a nie Mossakowskiego

      Usuń
  39. Kolejny mądry chce naprawiać naukę w Polsce:
    http://www.rp.pl/artykul/1134895-Stanislaw-Karpinski--Polska-nauka-na-emeryturze.html#ap-5
    Pewnie zbliża się termin rozdzielania grantów (np. agenty badawcze FNP) i ten Pan zawsze się wtedy uaktywnia i jakimś cudem dostaje. Dziwne tylko, że krytkuje reformy jak był wiceministrem u minister Kudryckiej, a teraz ma bliskie kontakty z ministrem Gowinem. Dziwny człowiek. Ale może to tak trzeba, jak się chce dostać grant.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Autor tego artukulu w Rzepie to niewatpliwie dosc ciekawa postac, i mam wrazenie, ze od czasu do czasu bierze udzial w dyskusjach na tym forum.

      Usuń
  40. w tym antyludzkim panstwie27 sierpnia 2016 14:42

    artykuł z 2014 roku, więc to chyba nie ma związku nowym rozdaniem grantów w FNP

    swoją drogą jest tam dużo racji - prof. Karpiński to dość specyficzna i impulsywna postać, ale trzeba mu przyznać, że prezentuje bardzo wysoki poziom naukowy

    u Kudryckiej wiceminstrem był raptem 3 miesiące, a z Gowinem raczej dobych kontaktów nie ma po tym co o nim pisał:
    http://natemat.pl/96503,byly-lider-polski-razem-w-wielkopolsce-gowin-jest-czlowiekiem-bez-honoru-i-politycznym-kretaczem


    OdpowiedzUsuń