piątek, 8 lipca 2016

Doktorat w Kamerunie (ver.2)

Poszukuję doktoranta !

Temat projektu: Rozpoznawanie indywidualne i podsłuchiwanie interakcji socjalnych u duetującego gatunku ptaka tropikalnego

Uwaga, ogłoszenie ponowne.
Termin nadsyłania zgłoszeń: 05.09.2016 godz. 23:59

Obiekt badań: dzierzyk żółtobrzuchy Laniarius atroflavus

Teren badań: Kamerun (Bamenda Highlands) i dla części laboratoryjnej Poznań (Zakład Ekologii Behawioralnej, Wydział Biologii UAM).

Podstawowym celem będzie eksperymentalne sprawdzenie czy i na podstawie jakich charakterystyk głosów samce i samice dzierzyków żółtobrzuchych potrafią się rozpoznawać indywidualnie. Analiza zebranego już materiału (posiadamy dużo nagrań i wykonano trzy wstępne eksperymenty terenowe) będzie punktem wyjścia do dalszych badań eksperymentalnych nad rolą głosów w utrzymywaniu więzi partnerskich i wspólnej obronie terytorium. Dokładny temat doktoratu zostanie ustalony po skompletowaniu całego zespołu badawczego.

Ryc. 1. Dzierzyk żółtobrzuchy (Fot. Paweł Podkowa)

Finansowanie: grant NCN OPUS 9 na pokrycie całości kosztów badań, w tym stypendium doktoranckie w wysokości 3 000 zł miesięcznie przez pierwsze 3 lata, następnie możliwość uzyskania stypendium UAM na 4-ym roku studiów doktoranckich (podstawowe stypendium jest niższe ale jest możliwość uzyskania tzw. dodatków projakościowych; zakładam też, że na czwartym roku doktorant uzyska już grant typu Preludium na jakiś poboczny temat związany z doktoratem).

Ryc. 2. Przykładowy sonogram z duetami dwóch różnych par.

Jak aplikować ?
Najpierw proszę napisać do mnie emaila przysyłając CV, list motywacyjny i, jeśli jest taka możliwość, to można poprosić kogoś o przesłanie bezpośrednio do mnie listu rekomendacyjnego. Osobą polecającą może być opiekun pracy magisterskiej bądź inna osoba, która np. ze względu na prowadzone pod jej opieką badania jest w stanie napisać o Tobie coś sensownego jako o potencjalnym doktorancie. Laurki nie są mile widziane, raczej opinia o tym co potrafisz i jakie masz predyspozycje w kontekście niniejszego projektu.

Po drugie, w odpowiednim momencie trzeba będzie przystąpić do otwartego konkursu na Wydziale Biologii UAM, złożyć stosowne dokumenty (o szczegółach będę informował bezpośrednio zainteresowanych).

Bardzo zależy mi na wybraniu osoby, która rzeczywiście będzie miała najlepsze predyspozycje do wykonania projektu!

Ryc. 3. Przykładowe środowisko życia dzierzyków (Fot. T. Osiejuk)

Wymagania podstawowe
- Tytuł magistra biologii, ekologii bądź dziedzin pokrewnych.
- Znajomość języka angielskiego umożliwiająca porozumiewanie się i pisanie artykułów naukowych.
- Doświadczenie terenowe w pracy z ptakami, rozpoznawanie, wyszukiwanie gniazd, łapanie, pomiary, pobieranie krwi, obrączkowanie itp. (im większe tym lepiej).
- Praca w projekcie w wymiarze pełnoetatowym, wymagane zaangażowanie na poziomie minimum 8h/dziennie w Polsce, w Kamerunie prace terenowe trwają zwykle od ok 5:30 do 10-11, następnie od 16 do 18:30. W czasie „wolnym” jest zawsze mnóstwo rzeczy do zrobienia w obozie.
- Zamieszkanie na czas trwania projektu w Poznaniu.
- Corocznie ok. 2 miesiące pracy terenowej w Afryce (ciężki teren, góry); wymagane dobre zdrowie i kondycja fizyczna, konieczność wykonania niezbędnych szczepień do końca września b.r., a na miejscu brania leków przeciw malarii o, często, silnych działaniach ubocznych zarówno psychicznych jak i fizycznych.
- Wszystkożerność (w warunkach obozowych nie ma  miejsca na diety jakiegokolwiek rodzaju).

Ryc. 4. Przykładowe środowisko życia dzierzyków. (Fot. T. Osiejuk)

Dodatkowe cechy, które mogą okazać się ważne podczas rekrutacji
- Sprawność w przygotowywaniu publikacji naukowych udokumentowana posiadaniem już własnych prac.
- Dobra znajomość metod statystycznych, w szczególności mile widziana umiejętność używania pakietów R, MatLab, jak również innych zaawansowanych programów ułatwiających obróbkę danych (część laboratoryjna projektu będzie się wiązała z koniecznością analizy bardzo dużych ilości pomiarów sygnałów akustycznych i zachowania ptaków)
- wszelkie umiejętności „survivalowe”, gotowanie (szczególnie na ognisku), dźwiganie wody ze strumyka i drewna na ognisko, wykonywanie drobnych napraw itp.

Czego będzie się można nauczyć i jakie zdobyć doświadczenia
- Obsługa sprzętu do nagrywania sygnałów dźwiękowych.
- Projektowanie i przeprowadzanie eksperymentów z playbackiem sygnałów dźwiękowych w bardzo różnych, zaawansowanych konfiguracjach.
- Programowania automatycznych rekorderów firmy Wildlife
Acoustics.
- Analizy sygnałów dźwiękowych w profesjonalnych programach bioakustycznych takich jak Avisoft SASLab Pro, Raven Pro, XBAT, Syrinx itp.
- Praca w unikalnym miejscu, będzie na pewno cennym doświadczeniem. Badania prowadzone są na granicy jednego z ostatnich większych fragmentów górskiego lasu deszczowego w Bamenda Highlands w Kamerunie. Mamy tam stację terenową położoną na wysokości 2150 m n.p.m. w odległości ok. 7 km w poziomie i 1 km w pionie od najbliższej wioski. Żyje tam około 30 endemicznych gatunków ptaków, i zobaczenie czegoś ciekawego wymaga jedynie wyjścia ze śpiwora. Najbliższe pary dzierzyków mają terytoria na terenie obozu i jest to tam gatunek liczny, większość prac eksperymentalnych będzie prowadzona w promieniu 2 km od obozu.
- Możliwość poznania Kamerunu od podszewki. Mamy bardzo dobre relacje z miejscową ludnością, regularnie odwiedzamy miejscowy targ, zatrudniamy tragarzy, współpracujemy z miejscowym uniwersytetem, jak czas pozwoli to po zakończeniu badań odwiedzamy inne ciekawe przyrodniczo miejsca, żeby zdobyć nowe doświadczenia. Badania w Kamerunie prowadzimy już od 10-u lat i mamy zgraną ekipę o dużym doświadczeniu. Między innymi przeszliśmy śmiało przez wszelkie wersje biegunki, malarię w odmianie „mózgowej”, wnieśliśmy dwie żywe kury w celach konsumpcyjnych na wysokość ponad 2 tys. metrów… no jest o czym opowiadać. Pisząc w skrócie, praca w Kamerunie albo Cię całkowicie pochłonie i wciągnie, albo sponiewiera. Innej opcji w zasadzie nie ma.
- W trakcie pracy będzie można poznać na miejscu ekipę biologów z Czech i ich kooperantów, którzy zajmują się badaniem zapylaczy (nektarniki, pszczoły itd.) i preferowanych przez nie roślin, można się będzie nauczyć rozpoznawania wielu różnych taksonów, poza ptakami. Na miejscu będzie też kolega Michał Budka prowadzący równolegle projekt nad duetami u chwastówki ubogiej.

Kontakt
Tomasz Osiejuk
Email: osiejuk@amu.edu.pl
Więcej o zakładzie: www.behaecol.amu.edu.pl

            

16 komentarzy:

  1. Co to już się porobiło. Gdy ja chciałem robić doktorat, to ze świeczką można było szukać ofert. Trzeba się było nieźle nagimnastykować by się gdziekolwiek załapać. Źle się dzieje...

    OdpowiedzUsuń
  2. Od jakiegoś czasu nawet wymieniamy komentarze między kilkoma osobami poszukującymi doktorantów (i nie tylko) do ciekawych projektów środowiskowych realizowanych w super miejscach, z grantami, stypendiami... i to jest jakaś porażka. Do mnie zgłosiło się co prawda kilka osób z różnych miejsc w Polsce, ale niestety nie było osoby spełniającej nawet te podstawowe wymagania. Teraz szukam już głównie za granicą, choć 3 tys. stypendium brutto dla kogoś, kto ma przyjechać skądś, wynająć pokój czy mieszkanie i przeżyć, to nie za dużo. Taki trochę zamknięty krąg :( Choć liczę jeszcze, że ktoś może się obronił z małym poślizgiem i na wrzesień z papierami się wyrobi, albo jakieś kraje ościenne o zbliżonych dochodach co w Polsce.

    Pozdrawiam,
    Tomek Osiejuk

    OdpowiedzUsuń
  3. też jestem bardzo zdziwiony, że nie masz kilkunastu-kilkudziesięciu kandydatów. Jak ja robiłem doktorat to stypendium na pierwszym roku miałem 0zł, a na kolejnych ok 1000-1100zł. I cieszyłem się, że mam miejsce i że mogę działać. Dopiero pisałem swój grant, z którego kupiłem swój komputer, innego nie było. A tu jest kasa trzykrotnie większa, ciekawy temat, gotowy projekt, i nie ma chętnych??? Na serio niedługo piramida wieku w ekologii w PL zacznie przypominać tę dla wymierających gatunków... Co się dzieje, skąd się bierze ten problem??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pytanie brzmi: czy rzeczywiście kasy jest trzy razy więcej? Mam poważne wątpliwości, czy to jest kwota "na rękę". Może się okazać, że zostanie połowa tego. Moje wrażenie z ostatnich lat jest w ogóle takie, że nędzne pieniądze do zdobycia na pierwszym roku doktoratu skutecznie zniechęcają większość sensownych kandydatów. Skoro mogą z miejsca zarobić więcej w innej pracy, to dlaczego mają przychodzić do nas?

      Usuń
    2. nie wiem czy masz rację. Choć oczywiście finanse są ważne, to mam wątpliwości, czy sensowny kandydat się zniechęci nędznymi pieniędzmi (chociaż 3000zł to całkiem niezłe pieniądze). I co, pójdzie studiować bankowość?? Może w takim razie nie był tak zdeterminowany/zainteresowany nauką?

      Usuń
    3. Wiesz, nauka nauką, misja misją, a jeść też trzeba, i gdzieś mieszkać. Patrząc szerzej: stypendium doktoranckie to w tej chwili pewnie jakieś 1400 PLN? Oczywiście, przy odrobinie szczęścia można się załapać na jakąś projakościówkę, ale na 1. roku to nie takie proste. Spróbuj utrzymać się za takie pieniądze w dużym mieście. Szczerze mówiąc, tak jak kiedyś zagryzłem zęby i ten doktorat zrobiłem pomimo nędznych finansów, tak nie wiem, czy bym się zdecydował na coś takiego teraz.

      Usuń
    4. jasne, daleki jestem od zamiatania pod dywan problemów bytowych doktorantów, wielokrotnie o tym na blogu pisałem (w moim poradniku również). Ale patrząc obiektywnie 3000zł to nie jest zła propozycja, mediana pensji w PL wynosi mniej, więc jeśli mówimy o pozycji wyjściowej, to jest to całkiem wysokie wynagrodzenie. Zwróć tez uwagę, że po kilku latach pracy w biedronce jako magazynier nie rozwiniesz się tak bardzo jak po 4 latach doktoratu, więc jest to w pewnym sensie inwestycja w siebie - pieniądze nie są duże ale przyrost umiejętności i kwalifikacji szybki.

      Usuń
    5. To jest bardzo ważne, co napisałeś powyżej. Niestety, wielu młodych ludzi (zwłaszcza kobiet) nie rozumie na czym polega inwestycja rozciągnięta w czasie. Chcą już, teraz, zaraz, nawet bez specjalnych umiejętności. Po części wynika to z błędnego przekonania, że studia robią z nich "specjalistów".

      Usuń
  4. Czasy niestety się zmieniają. Też zaczynałem doktorat jako woluntariusz czyli bez kasy, pamiętam taki moment w życiu na pierwszym roku tych studiów, kiedy wraz z małżonką (wówczas studentką jeszcze) cały nasz majątek wynosił mniej więcej tyle ile przeciętny obiad w restauracji, ale takiej pospolitej. Nie było lekko.
    Co prawda nie jest dziś tak, że nie mamy naprawdę super studentów, ale pojawiają się dość losowo, od czasu do czasu i nie zawsze wtedy kiedy potrzebujesz. Teraz np. mam spokojnie osoby, które z pocałowaniem w rękę bym wziął na doktoranta, ale jak na złość wszyscy mają jeszcze rok studiów przed sobą (niektórzy już byli z nami w Kamerunie). To co na pewno widać, to odpływ najlepszych ludzi na kierunki "molekularne", biochemię, bioinformatykę, klasyczną biologię molekularną. Prowadząc kiedyś zajęcia z ekologii z takimi kierunkami było mi z reguły dużo łatwiej niż ze studentami z biologii środowiskowej. Mimo, że ich to teoretycznie nie interesowało, to z nimi można było o wszystkim podyskutować, natomiast grupy z biologii środowiskowej czy ochrony środowiska (szczególnie), często były grupami - jak to mówimy - warzywnymi. Mógłbyś na wykładzie zrobić performance pokazując na czym polega zjawisko kopulacji pozapartnerskiej, a oni i tak pod blatem sprawdzaliby coś na telefonie i nawet na Ciebie nie spojrzeli. W pewnym stopniu mogłoby to pewnie wynikać z mojego wyglądu i przynależności do mniej atrakcyjnej płci :) Ale tak naprawdę często jest. Mam wrażenie, że część ludzi wybiera środowiskowe studia bo lubią zwierzątka, tudzież roślinki, nie jedzą mięsa i myślą, że ekolog zasadniczo brzydzi się używaniem statystyki i w ogóle bardziej zaawansowanych metod jakichkolwiek. Trzeba się po prostu przykuć do drzewa w okolicy jakiejś budowy itp.
    Nie chcę tu absolutnie kogokolwiek obrażać, wiem że zawsze trafiają się bardzo sensowne osoby, ale przeciętnie niestety widać jakiś regres i trudno ocenić, że wszystko jest ok, jeśli przeciętnie jest ewidentnie gorzej.
    ALE, żeby nie było tak pesymistycznie. Jak się trafią fajne młode osoby w zakładzie, które są w stanie przyciągnąć tych dobrych studentów, to wszystko zaczyna się jakoś kulać. Także jest nadzieja.

    Pozdr,
    Tomek Osiejuk

    OdpowiedzUsuń
  5. Moim zdaniem został zepsuty system edukacji - zaczynając od przedszkola - i mamy tego efekty. Nagle młodzież przeciętnie głupsza nie jest. Poza tym to co pisałem wcześniej kiedyś tam. Jak się dostaje granta to się powinno być gotowym do jego zrealizowania a nie zaczynać od naboru pracowników.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć,

      No i ile z pierwszym stwierdzeniem to się zgadzam, i co znam zarówno z autopsji, przez własne dzieci ale i doświadczenie rodziny, gdzie prawie wszyscy byli nauczycielami.
      Natomiast co do naboru pracowników to już nie. Na całym świecie właśnie tak jest , że kierownik zespołu zdobywa grant a potem dobiera, przynajmniej część, ludzi. I właśnie dokładnie tak jest w tym przypadku. Mamy ekipę, know-how, serie eksperymentów rekonesansowych. Chodzi dokładnie o to, żeby ten doktorant to był ktoś świeży z zewnątrz, kto się u nas czegoś nauczy a przy okazji też coś nowego przyniesie, będzie miał odmienne doświadczenie. A plan B oczywiście też jest, zawsze można napisać aneks i zamiast doktoranta zatrudnić dodatkowego post-doca czy dwóch magistrantów.

      Pozdr,
      TO

      Usuń
  6. Piotrek Tryjanowski powiedział (gadaliśmy o tym niedawno) ciekawą rzecz - być może fakt, że ten projekt jest zaplanowany od początku do końca (wszystko przemyślane, przygotowane i podane doktorantowi na tacy) trochę odstrasza bardziej ambitne osoby? Ciekawa uwaga - w sumie wolność wyboru tematyki też jest ważna, dla mnie bardzo (sam wymyśliłem sobie temat doktoratu), więc może coś w tym jest? Oczywiście system finansowania wymusza takie właśnie rozwiązania (doktorat jest częścią grantu) ale może warto pomyśleć o większej swobodzie i zostawieniu doktorantowi nieco miejsca na własne podejście do tematu? Nie wiem, nie mam doświadczenia, ale rzucam temat.

    OdpowiedzUsuń
  7. W projekcie będzie sporo miejsca na rozwinięcie badań, sporo zależy od tego co wyjdzie a co nie. Mimo tego sporo rzeczy już zrobiłem, to najciekawsze mam nadzieję przed nami. Właśnie jeszcze z wspomnianym Piotrkiem kombinujemy nad lokalną kukułką.

    Pozdr,
    TO

    OdpowiedzUsuń
  8. Mnie się wydaje (choć może źle :) ), że tu nie tyle problemem jest stypendium - 3000 to bardzo ładna kwota na doktoranta, nawet jeśli "na rękę" zostanie 2000 zł. Tylko wymogi "pełnoetatowe" i "wyjazd w teren". Mało który doktorant z mojej branży wśród znajomych (diagniostyka/medycyna) siedzi dłużej niż 6h w ciągu dnia (a i to często z urazą, że "musi" być fizycznie w pracy). Może kwestia specyfiki pracy, ale wymagania podstawowe (!) wyglądają na wyśrubowane i raczej dla typowego pasjonata. Ja co prawa odpadam w przebiegach (nie tylko w związku z dyplomem, ale i ze względu na wyszukaną dietę), ale na wstępie odrzuca mnie potrzeba szczepień i brania leków. Warunki terenowe pominę - ja raczej nie przepadam za bliskim obcowaniem z komarami i spaniem pod namiotem. Nie wygodniej wyjechać na kilka godzin do lasu 50 km od miasta, tam zrobić badania, opublikować >jakoś to będzie<, ponarzekać jakie niskie stypendium daje uczelnia, obronić się i już? Możliwe, że trochę przerysowałam, ale prawdziwych pasjonatów nauki, przynajmniej wśród moich znajomych, jest jak na lekarstwo. Doktorat ma być dodatkowymi literkami przed nazwiskiem na tabliczce/wizytówce. Co ma za znaczenie czy będzie robiony w pocie czoła w Kamerunie czy na wróblach z bloku z naprzeciwka? Tym bardziej, że szansa na zostanie później na uczelni graniczy z cudem i tak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Metis, dla części osób te warunki są nie do przejścia, racja. Ale dla większości biologów środowiskowych wyjazd w teren jest atutem, nie minusem. Szczepienia, komary, noszenie wody... No sorry, nie mówimy o wyrobieniu sobie karty bibliotecznej w dzielnicowej wypożyczalni, tylko o napisaniu doktoratu, a więc czymś dużym i poważnym. Trzeba więc się trochę natrudzić, poświęcić swój czas, wysilić, znieść niedogodności życia w stacji terenowej - mnie się wydaje, że nie jest to nic strasznego.

      Usuń
  9. Witam, żeby sprawa miała finał to pozwolę sobie dopisać jeszcze jeden komentarz. Po ponownym rozpisaniu konkursu i posłaniu go wszędzie gdzie się dało, dostałem znacznie więcej zgłoszeń, w tym sporo dobrych. Ostatecznie wybrałem dziewczynę z UK po University of Exeter, które nie dość że ma już bioakustyczny "background" to jeszcze realizowała projekty w Afryce. Więc można powiedzieć, cytując polski kultowy film "trafiła w sedno tarczy". A za chwilę będziemy szukać kolejnego doktoranta lub dwóch do projektu realizowanego częściowo w Polsce, USA i Kamerunie. Stosowne ogłoszenie wyślemy również na blog.
    Pozdrawiam,
    Tomek Osiejuk

    OdpowiedzUsuń