niedziela, 8 lutego 2015

Harvard tańszy niż UW?


Niewiele można na ten temat przeczytać online (więcej w wersji papierowej) ale główne stwierdzenie płynące z tych kilku linijek jest absolutnie szokujące: jeśli pochodzisz z uboższej rodziny i nie masz forsy, to zamiast na "bezpłatny" UW lepiej idź na Harvard University...

Całość:
http://biznes.newsweek.pl/najlepsze-amerykanskie-uczelnie-sa-tansze-niz-uw,artykuly,356774,1.html#fp=nw

Fragment:
"najlepsze amerykańskie uczelnie są tańsze niż Uniwersytet Warszawski. Jeden z naszych podopiecznych pochodzi z bardzo skromnej rodziny. Studiuje na Harvardzie, a jego rodziców kosztuje to mniej, niż gdyby poszedł na Uniwersytet Rzeszowski. Dlaczego? Bo nie muszą mu wysyłać ani centa na studia, prawdopodobnie to on im jeszcze pomaga. Bo jeśli Harvard College przyjmuje kogoś na studia, daje mu pełne stypendium, proponuje pożyczki, które spłaca się dopiero po skończeniu nauki i znalezieniu pracy."

I jeszcze fragment z Harvard Club of Poland dot. finansów:
"Otrzymanie stypendium socjalnego na pokrycie kosztów studiowania jest w Stanach łatwiejsze, niż może się wydawać. Najlepsze uniwersytety amerykańskie mają bardzo duże zasoby finansowe i wielu sponsorów, dzięki czemu oferują stypendia odpowiednie dla potrzeb kandydata, nawet jeżeli nie jest on obywatelem Stanów Zjednoczonych. Pełne koszty studiowania (nauka, wyżywienie, utrzymanie, podróż, podręczniki) to - w przypadku Ivy League - nawet ponad 50 tysięcy dolarów na rok. Jednak dzięki stypendiom przyznawanym przez uczelnię, można tę sumę zredukować nawet do zera. [...] Na Harvardzie student, którego rodzina nie zarabia rocznie więcej niż 60 tysięcy dolarów, otrzymuje pełne bezzwrotne stypendium socjalne: nic nie płaci za naukę, akademik ani wyżywienie, uzyskuje też fundusze na zakup książek lub innych rzeczy osobistych, a nawet zwrot kosztów podróży."

więcej na stronie HCofP: http://www.harvardclubofpoland.org/applyto.html


Nie wiem czy to prawda, ale jeśli Harvard jest tańszy niż Uniwersytet Rzeszowski, to powiedzcie, jakim cudem w tym kraju mamy stworzyć naukę na poziomie? Jeśli Barack Obama i Geogre Bush (absolwenci HU) płacili mniej za swoje studia niż student z Podkarpacia, to coś chyba jest nie tak... Moim zdaniem nie uciekniemy od problemu prywatyzacji szkolnictwa wyższego, jeśli na serio coś ma się zmienić na lepsze. Zarówno jeśli chodzi o ekonomię, jak i poziom merytoryczny.


Harvard Uniwersity jest uczelnią prywatną, obecnie nr 1 na Liście Szanghajskiej:
http://www.shanghairanking.com/

15 komentarzy:

  1. Słowa kluczowe: "student, którego rodzina nie zarabia więcej niż 60 tys. $". Ani Obama, ani tym bardziej Bush pod to nie podpadają. Powiedziawszy szczerze podejrzewam, że zbiór takich studentów jest bardzo mało liczny. Te uniwersytety bardzo chętnie przyjmują _wybitnie_zdolnych_ studentów i płacą im również dzięki temu, że przyjmują na studia _wybitnie_bogatych_ niezbyt zdolnych studentów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no dobrze, ale jeśli bardziej zamożny student zapłaci za swoją edukację, to chyba nie będziemy płakać? Zawsze był płacz, że to najbiedniejszych nie będzie stać... A za to "dostajemy" uniwerek najlepszy na świecie! Nie warto?

      Usuń
  2. Może i zbiór takich studentów jest mało liczny, ale i wybitni studenci nie zdarzają się tak często. A Harvard jest szczególnie wyczulony na "wyłapywanie" bardzo zdolnych młodych ludzi i promowanie ich. Znam osobę z Uniwersytetu Wrocławskiego, biologa, który jeszcze jako magistrant uzyskał wsparcie Fundacji Ernsta Mayra Uniwersytetu Harvardzkiego dla swojej pracy magisterskiej. Potem poszło już gładko, studia doktoranckie na jednym z czołowych uniwersytetów w USA (i bezzwrotne roczne czesne 30 tyś. $ oraz stypendium + pół etatu w laboratorium), a teraz ta osoba przebiera w postdocach.
    Tak więc nawet będąc polskim studentem możecie startować na Harvardzie do grantów z fundacji tego uniwersytetu. Trzeba tylko mieć się czymś pochwalić (aha i jeszcze jedna ważna informacja, kiedy ta osoba startowała do grantu na Harvardzie nie miała jeszcze żadnej publikacji z listy filadelfijskiej tylko projekt, który merytorycznie spodobał się recenzentom).

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam wrażenie, że pan z Harvard Club of Poland uprawia coś, co Anglosasi nazywają "cherry picking". Wybiera sobie starannie przykłady, aby pasowały mu do tezy.
    To są wciąż bardzo drogie studia, ale horrendalne czesne (nie wiem czy wpadnięcie w taki dług jest warte tego dyplomu) pokrywa uczelniana fundacja. W żadem sposób Harvard nie jest alternatywą dla UW, UJ, UAM czy UWr. To loteria dla wybranych.
    Czy komuś, kto chce pracować w Polsce opłaca się kończyć Harvard? Moim zdaniem mniej niż komuś, kto chce potem żyć w USA. Topowe prywatne amerykańskie uniwerki to jest również rodzaj elitarnego klubu. Płacąc czesne, jego połowę dajemy na dobrą edukację, a drugą połowę aby dołączyć do tego klubu. Siła oddziaływania jego prestiżu nie jest już tak mocna poza Ameryką (członkom HCP oczywiście zależy, żeby była, stąd ten wywiad).

    OdpowiedzUsuń
  4. To ciekawa wizja dla Polaków, którzy chcieliby się tam dostać. Ale sami wiecie, że trzeba mieć wybitne osiągnięcia. Poza tym, tak jak napisał Piotr - najlepszą opcją po ukończeniu takich studiów byłaby praca w USA, a nie każdy chciałby tam mieszkać.

    OdpowiedzUsuń
  5. Chciałem sprostować dwie błędne informacje, które pojawiły się w wypowiedzi pana Piotra. Pierwszą jest błędna informacja, że czesne Harvardu jest bardzo drogie. Harvard ( i inne czołowe amerykańskie uniwersytety) pokrywają większość czesnego studentom, którzy pochodzą z ubogich rodzin. Wiem, że kilka lat temu próg ubóstwa został zmieniony i jeżeli posiadam aktualne informacje jest to dochód mniejszy niż 60 000 USD na rodzinę. W dodatku Harvard daje możliwość odpracowania pozostałem części kosztu studiów. Tak więc w rzeczywistości studia na Harvardzie są bezpłatne. Druga błędna informacja to sugestia, że absolwenci Harvardu nie mają dobrych perspektyw zatrudnienia w Polsce. Tak nie jest. Studia na Harvardzie (MIT, Princeton itp.) to atrakcyjna propozycja dla wybitnie uzdolnionych dzieci, także dzieci z niezbyt zamożnych rodzin. Z drugiej strony jest to propozycja bardzo elitarna i większość naszych studentów nie może ukończyć Harvardu (np. z powodu bariery językowej). Pozdrawiam. Szymon Kaczanowski

    OdpowiedzUsuń
  6. Chciałbym sprostować jedna błędna informacje, która pojawiła się w wypowiedzi Pana Szymona. Studia na Harvardzie mogą być bezpłatne, ale dla osoby z amerykańskim paszportem. Osoba z zagranicy może ubiegać się o dotację z różnego rodzaju fundacji, ale sama uczelnia nie pokryje kosztów Polaka z Polski, choćby był nie wiem jak biedny. Pieniądze z fundacji są natomiast rozdawane na drodze konkursowej dla określonej grupy osób np. dla brazylijskich Indianek itp. Jeśli jest konkurs o bardziej uniwersalnych kryteriach to rywalizacja jest ogromna - kilkadziesiąt osób które i same wcześniej przeszły spora autoselekcje w miejscach z których pochodzą. Tak więc zejdźmy na ziemię.

    OdpowiedzUsuń
  7. Z tym Harvardem dla studentów jest jak z Harvardem dla naukowców. Każdy polski naukowiec może zostać profesorem na Harvardzie :-) Już się przeprowadzam hehe

    OdpowiedzUsuń

  8. >> Pierwszą jest błędna informacja, że czesne Harvardu jest bardzo drogie.
    No nie wiem... na ich stronach napisane jest, że to przeszło 40 tys. USD samego czesnego za rok akademicki. To jest dużo. Nawet jak na USA.
    http://www.gsas.harvard.edu/prospective_students/costs_tuition_and_fees.php
    http://www.gse.harvard.edu/financialaid/tuition
    Dla porównania państwowe (stanowe, całkiem niezłe) Penn State ma czesne zwykle o połowę mniejsze:
    http://tuition.psu.edu/tuitiondynamic/rates.aspx?location=up
    Jak wysłałem link do tego artykułu z Newsweeka koledze, który od paru lat mieszka i robi doktorat w USA, to się zaśmiał...
    To JEST oferta dla wybranych i mówić inaczej, to jak mówić, że w PL doktoranci mają się dobrze, bo jest przecież program "Diamentowy Grant". Szarak z ulicy, amerykański czy zagraniczny, musi słono zapłacić. Żeby mieć Harvard za darmo trzeba być bardzo zdolnym i mieć jakieś osiągnięcia oraz jednocześnie być biednym - to nie jest częste połączenie...

    >> Druga błędna informacja to sugestia, że absolwenci Harvardu nie mają dobrych perspektyw zatrudnienia w Polsce.
    Nie chodzi o to, że nie mają dobrych, ale nie mają TAK dobrych jakby mieli w USA. Nie znam absolwentów Harvardu, ale znam polskich absolwentów Univ. of Cambridge czy Oxford - na polskich pracodawcach te dyplomy nie robią większego wrażenia. Na "naukowych" pracodawcach również (tu liczą się publikacje). Dla polskich pracodawców prywatnych liczą się głównie koszty pracy, a minimalna stopa wzrotu dla kogoś, kto Harvard skończył za swoje pieniądze (lub pożyczył) nie pozwala mu/jej zejść poniżej pewnego pułapu. Praca może jest, ale jest je raczej mało...

    OdpowiedzUsuń
  9. Artykuł zabrzmiał, jakby Harvard (czy w ogóle Ivy League) była alternatywą dla studiów w Polsce. Dla wybranych... tak. A tak w ogóle - nie.

    OdpowiedzUsuń
  10. W ogóle odnoszę wrażenie, że dla osób wypowiadających się tutaj Harvard to jakaś marna szkoła, po której ciężko będzie znaleźć pracę w Biedronce, nie mówiąc o tak wspaniałej instytucji jak PAN czy na przykład Uniwersytet Rzeszowski. Co gorsze, na Harvardzie nie chcą dawać studiować za darmo każdemu, tylko tym zdolnym i biednym - to gdzie tu sprawiedliwość, jeśli bogaci i leniwi muszą płacić za to, że jedni z najlepszych naukowców świata przez pięć lat będą ich uczyć? Przecież to powinno być za darmo i dla każdego...

    Generalizując wnioski z powyższej krytyki odnoszę wrażenie, że naszym (=naukowców w PL) problemem nie jest obiektywny brak możliwości dorównania najlepszym, lecz kłopot ze zrozumieniem naszego miejsca w szeregu. Jeśli Harvard określamy jako "loterię" i kwestionujemy czy opłaca nam się kończyć tego typu szkołę, to nie jest dobrze... Wiadomo, że bardziej opłaca się zostać liderem "samoobrony" albo związkowcem OPZZ...

    OdpowiedzUsuń
  11. Jeżeli to jest aluzja do mnie to trochę pudło... III st. studiów robiłem w UK w uczelni o znakomitej reputacji w mojej branży. Choć na tym etapie studiów mniejsze znaczenie ma prestiż całej uczelni, a bardziej liczy się w czyim zespole się pracuje.
    Przypominam, że pytanie to "czy Harvard jest tańszy niż UW?" No więc jak ma się szansę za darmochę, to czemu nie! Brałbym w ciemno. Ale za 40 tys. USD/rok z własnej kiesy? Zamiast Porsche wolę mieć Mercedesa i trochę kasy w kieszeni. Poza tym, ciągnąc metaforę, jak cieszyć się z jazdy Porsche po Polskich drogach? (tak wiem, są autostrady, ale z jazdy po autostradzie w brew pozorom aż takiej frajdy nie ma...).
    Z "światowej klasy naukowcami" (biologami) doświadczenie moje jest takie, że często nie są to "światowej klasy dydaktycy". Z resztą cała ta "prestiżowość" jako koncept jest trochę przereklamowana... Nie sądzę, żeby Harvard był 2x lepszy we wszystkim niż np. państwowe Penn State czy Rutgers Univ. Na pewno jest 2x droższy...

    OdpowiedzUsuń
  12. Podkreślę, że alternatywą jaką kreślę nie jest lepiej UW niż Harvard, ale czy lepiej wydać 40k$ na edukację czy 20k$. A mając trochę otrzaskania z uczelniami w UK i liznąwszy paru na Wschodnim Wybrzeżu USA powiem, że w dziedzinach takich jak matematyka, fizyka, biologia, chemia to pierwszy etap (darmowy) studiów na UW (pewnie też na UJ czy UAM) to nie jest zły pomysł. Doktorat w Polsce jawi mi i dziś, jak jawił się 6 lat temu, jako zły wybór.

    OdpowiedzUsuń
  13. >> Z "światowej klasy naukowcami" (biologami) doświadczenie moje jest takie, że często nie są to "światowej klasy dydaktycy" <<

    Jeżeli chodzi o Harvard. to jest w tym sporo racji. Na Harvardzie w jednostkach biologicznych podstawą zatrudnienia jest dorobek publikacyjny (bez publikacji w Nature czy Science nie ma się szans), bo to ta grupa ekstra-klasowych uczelni, która preferuje dorobek przed zdolnościami dydaktycznymi. Stąd prestiż tej uczelni w większej mierze bierze się z wysycenia laureatami Nobla czy publikacjami z absolutnego topu niż z jakiś szczególnych walorów dydaktycznych. Na innych uczelniach w USA, często też wcale nietanich z naszego punktu widzenia (czesne 20-30 tyś. $), przy zatrudnieniu walory dydaktyczne mogą być preferowane przed dorobkiem naukowym. Tak jest np. na Uniwersytecie Kalifornijskim w Davis, który ma kilka jednostek biologicznych z 1 miejsca w rankingu amerykańskim. Z tego (dydaktycznego) powodu, te jednostki są marzeniem dla studentów z wielu krajów. Ta uczelnia też może najlepszym studentom refundować czesne, ale dostać się na nią jest bardzo trudno np. na studia doktoranckie potrafi zgłaszać się 600 kandydatów z całego świata na jedno miejsce. Ale rodowici amerykanie studenci są mniejszością w tych jednostkach, wiec warto próbować.

    OdpowiedzUsuń
  14. Natomiast w Szwecji bywa tak, że najlepszym wykładawcą jest gość, który nie robi nauki. Po prostu ma dar do dydaktyki i temu się poświęca. Na zakończenie każdego kursu studenci oceniają wykładowców i wtedy okazuje się, że najlepsi są ci, co mają dobre podejście, a ci, z najwyższym dorobkiem naukowym. Oj żeby u nas też tak było...

    OdpowiedzUsuń