poniedziałek, 9 grudnia 2013

Higgs vs. System


Wielu znajomych wrzuca to na facebooka, więc wrzucam i ja wraz z moją, chyba nieco inną od moich kolegów, interpretacją. Ale po kolei.

Tegoroczny noblista z fizyki, Peter Higgs, narzeka bardzo na obecny system produkowania publikacji i mówi m.in.: "Today I wouldn't get an academic job. It's as simple as that. I don't think I would be regarded as productive enough". Cały tekst w The Guardian tu:

Wiele osób komentuje te wypowiedzi w takim tonie: mamy beznadziejny system, po co te publikacje, punkty, impakty, przecież sam noblista wam mówi, że jego badania nie byłyby możliwe, gdyby nasz system, funkcjonował w roku 1964. Częściowo oczywiście trzeba przyznać rację tej krytyce i dobrze jest kiedy wszelkie przegięcia są wyciągane na światło dzienne, a niesprawność systemu jasno pokazana celem jego weryfikacji. Ale taka interpretacja jest dość naiwna i ma kilka słabych punktów:

1. Żeby wiarygodnie porównać sprawność systemu kiedyś i dziś powinniśmy wiedzieć ilu innych "Higgsów" nie odkryło swojego "bozonu" ponieważ system panujący w roku 1964 ich blokował. Wiemy, że obecnie Higgs nie miałby szans, ale czy wiemy ilu geniuszy nie miało szansy w roku 1964? Oczywiście nie! W roku 1964 także obowiązywał jakiś system, który filtrował "kandydatów na noblistę" i część z nich odrzucał. To, że Higgs nie miałby szans dziś nie jest wcale dowodem, że kiedyś było lepiej.

2. Pytanie bardziej ogólne - czy nauczeni przykładem Higgsa, powinniśmy rezygnować ze stosowanych obecnie kryteriów oceniania i filtrowania naukowców (np. publikacje) by przypadkiem nie zastopować kariery współczesnego Higgsa, który jest dziś dopiero studentem/doktorantem? Da ktoś gwarancję, że taki ruch nie przyniesie nam więcej szkody niż pożytku? Pomyślcie koleżanki i koledzy co się stanie w wyniku takiego "uwolnienia" - ocalimy "Higgsa" ale przy okazji wpuścimy tych odrobinę mniej zdolnych... Idźmy dalej - powołującym się na przykład Higgsa warto przypomnieć, że autorzy tekstu opisują go jako człowieka, który "never sent an email, browsed the internet or even made a mobile phone call". Widać więc, że poszukiwania potencjalnego noblisty powinny zatoczyć szerszy krąg - ciekaw jestem jaka lekcja dla konstruowania systemu idealnego płynie z faktu, że noblista nie korzysta z internetu?

3. Pokrzepieni wsparciem noblisty widzimy już w wyobraźni świat idealny, w którym nie ma punktów, sprawozdań, dorobku, ocen, każdy pracuje jak i ile chce, powstają jak grzyby po deszczu nowe odkrycia, przełomowe badania... To oczywista utopia, jakiś system filtracji musimy mieć z tego prostego powodu, że zasobów jest zdecydowanie za mało, by obdarować nimi wszystkich chętnych do robienia nauki (choćby skromnym wynagrodzeniem, o odczynnikach i komputerze nie wspominając). Więc panie i panowie krytykanci, stawiam pytanie - co proponujecie? Według jakiego klucza chcecie rozdawać środki - mam nadzieję, że nie każdemu według potrzeb?!

Na zakończenie - nie ma systemu idealnego i jestem pewien, że w Polsce każdego roku z nauki rezygnuje człowiek, o potencjale równym noblistom, a kilkunastu kolejnych w ogóle do nauki nie przystępuje, bo od wczesnej młodości pracują przy wyrębie lasu albo na poczcie...

michał żmihorski

15 komentarzy:

  1. Michale, parafrazując klasyka napiszę tak „są w Twojej wypowiedzi argumenty nowe i argumenty słuszne, ale te słuszne nie są nowe, a te nowe nie są słuszne”. Od siebie dodam, że jest też w tym trochę demagogii. Przede wszystkim trzeba się zdecydować, czemu ten system ma służyć – promocji najzdolniejszych uczonych czy podziałowi kasy. Cały czas na swoim blogu próbujesz przedstawiać system jako spełniający oba cele, a krytykujący (w tym ja) uważają, że to niekoniecznie są cele paralelne. Ciekawe, że najwięcej wątpliwości wysuwają raczej osoby, które kariery naukowe mają już za sobą i patrzą z pewnej perspektywy swych losów w nauce (tak jak Higgs czy u nas np. prof. Wróblewski), a największymi zwolennikami systemów parametrycznych są „młode tygrysy”. Historia nauki pokazuje, że nie ma prostej zależności między strumieniami pieniędzy płynącymi do nauki, a wielkością odkryć naukowych. Wielkie odkrycia były w znacznie większym stopniu efektem pracy genialnych umysłów niż wielkich pieniędzy. Owszem, były też odkrycia dokonywane przez duże, mocno finansowane laboratoria, ale zawsze w nich był ktoś kto produkował pomysły. Kiedyś w nauce uważano (prof. Higgs jest reprezentantem tego pokolenia), że powinna być wolność wyboru pracy, nauka nie powinna być sterowana (również przez politykę finansową), a spory nadmiar mało intersujących produkcji był naturalny. Można to porównać do mechanizmów ewolucji – im więcej zmienności tym większe szanse na nowe linie rozwojowe, im wcześniej zaczynamy się specjalizować tym szybciej może dojść do ślepej drogi ewolucyjnej. Prof. Higgs za główny czynnik selekcyjny uważa merytoryczną dyskusję i płynące z niej wnioski kanalizujące dalsze falsyfikujące badania. Pieniądze i te wszystkie stojące za nimi parametry uważa za szkodliwe, bo mogące przypadkowo wyeliminować z gry „piękny umysł”, niekoniecznie nastawiony na produkowanie bieżących parametrów. Ja podzielam jego obawy. Sam też już nie muszę w tym wyścigu szczurów brać udziału, ale przyglądam się młodym uczonym jak oni funkcjonują, jakie mają priorytety i jak się ustawiają w strategiach badawczych aby wykorzystać system. I widzę, że gro ich energii idzie na utrzymanie się w systemie i produkowanie punktów, a praktycznie zanika tzw. życie umysłowe i konfrontacja poglądów (np. całkowicie zanikły konwersatoria naukowe), a np. udział w konferencjach sprowadza się do zbierania punkcików pod przyszłe stypendia i konkursy i mało kogo interesuje co też będzie prezentowane, raczej liczy się forma. No i wszystko podporządkowane pod nerwowe szukanie kasy i hołubieni są ci, którym udaję się tę kasę zdobyć. System promuje krótkoterminowe sukcesy, więc mało kogo obchodzi co z tego będzie za kilka lat, co się w nauce utrwali i będzie rzeczywistym dorobkiem naukowym. Można sobie wyobrazić sytuacje, że ktoś będzie produkował wysoko parametryczne błędy i przez wiele lat funkcjonował jako ulubieniec systemu, a w zasadzie prawie nic nie wniesie do trwałego gmachu nauki. Obserwuję stosowanie technik molekularnych w filogenetyce i widzę jak prawie cały dorobek ostatniego 20-lecia idzie teraz do kosza wskutek używania nie sprawdzonych metod (bo na falsyfikacje nie było czasu, bo trzeba było produkować kolejne punkty) i ile milionów dolarów poszło w błoto (bo wiara, że system parametryczny jest finansowo bardziej efektywny jest złudą, w nim też się marnuje ogromne pieniądze). No, ale my dziadkowie to tylko zrzędzimy, blokujemy kariery młodym, nie dopuszczamy ich do korytka. Przecież stetryczały noblista też może się mylić.
    LB

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się z Panem, że podział kasy i promowanie najzdolniejszych to trochę inne cele.

    Ja generalnie podzielam wątpliwości Higgsa, stawiam jednak na chłodno pytanie jaka nauka z nich płynie dla nas? Co konkretnie powinniśmy zrobić?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak zawsze uważam, że największym problemem jest brak realnej rotacji kadrą. I od tego należałoby zacząć. W tej chwili niby są kontrakty, ale nie ma ustalonych zasad warunków rotacji. Każdego można wybronić, a bo to świetny dydaktyk, a to matka dzieciom, a to ma pod górkę do szkoły itd. Tu system musi być sztywny i jasny, nie sprawdziłeś się to do widzenia. Żadnej uznaniowości, żadnych opinii tylko sztywne, jasno określone zasady. Żadnego przenoszenia na inne stanowiska (dydaktyczne, techniczne, posadki w dziekanatach itp.). No i nie będzie tego gdakania, że profesura mnie blokuje, tylko karty na stół i sprawdzamy. Ale do tego potrzebna jest odwaga polityczna, a tej jak zwykle u nas zabraknie.

      Usuń
    2. anonimie, pięknie to ująłeś - tak, zdecydowanie zgadzam się z Tobą!

      Usuń
    3. Ten anonim to też LB, po prostu zapomniałem się podpisać.

      Usuń
  3. Pytanie, czy ci co tworzą system mają takie dylematy. Bo ja po różnych dyskusjach na tym blogu (np. pamiętna dyskusja z prof. Koteją, który na koniec skwitował wszystko, że świat nie musi być sprawiedliwy) mam wątpliwości czy te argumenty w ogóle są brane pod uwagę. Widzę lobby, które będzie bronić systemu jak niepodległości.
    LB

    OdpowiedzUsuń
  4. "Obserwuję stosowanie technik molekularnych w filogenetyce i widzę jak prawie cały dorobek ostatniego 20-lecia idzie teraz do kosza wskutek używania nie sprawdzonych metod "

    ?!?!?

    OdpowiedzUsuń
  5. I jeszcze moje 3 grosze.

    Chciałem zauważyć, że prof. Higgs miałby się świetnie na naszych uniwersytetach. W ciągu 30 lat pracy naukowej od 1964 opublikował ok. 10 artykułów. Jak to się ma do naszego rodzimego podwórka? Niedawno miałem w rękach raport dziekana z działalności dla celów oceny parametrycznej (dostaliśmy A+). Na nieco ponad 200 pracowników naukowo-dydaktycznych, 70 nie opublikowało nic w latach 2009-2012. Kolejna 1/3 miała osiągnięcia porównywalne z prof. HIggsem (1-2 artykuły), a dopiero ostatnie 50-60 osób publikuje w miarę regularnie.

    W tej sytuacji mówienie o problemie, o którym mówi prof. Higgs (nadmierne przywiązanie do wskaźników "naukometrycznych") i wskazywanie na "lobby" zbieraczy punktów wydaje mi się po prostu śmieszne.

    Prof. Higgs być może po opublikowaniu artykułu o Bozonie był przydatny na swoim wydziale, a może nie był (nie wiem). Ale na pewno nie przyłożył się już potem do światowej nauki. I ja nie widzę w tym nic złego - Uniwersytet w Edynburgu powinien mieć prawo do zatrudniania go. Natomiast jeśli ktoś myśli, że 1/3 pracowników naukowo dydaktycznych na wiodącej uczelni, którzy nie publikują w ogóle czeka na Nobla i tylko lobby "punktowców" im przeszkadza to gratuluję trzeźwego osądu sytuacji i życzę pomyślości w poszukiwaniu polskiej drogi do konkurencyjnej nauki...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, że te 70 osób jest przydatnych na twoim wydziale, że reszta nie widzi w tym problemu, może oni za nich robią dydaktykę, zajmują się sprawami technicznymi i dlatego ta 1/3 (rozumiem, że do nich należysz) tak świetnie pracuje, że wprowadziła jednostkę do kat. A+. No bo tylko w ten sposób można wytłumaczyć tak wielki sukces twojej jednostki, że przy 2/3 nierobów udało się uzyskać tę kategorię. A może jednak system promuje ten dział nauki, który uprawiasz. Bo my mamy na wydziale też 1/3 nierobów, do 3n weszły tylko prace indeksowane przez Thomsona, a jesteśmy "tylko" w kategorii A. Podzielam wpis anonimowego z 23:45, główną chorobą naszej nauki jest niemożność rotacji kadrą, ale nie pochwalam systemu wyraźnie preferującego określone działy nauki (wszyscy widzą kto w biologii załapał się na A+). Albo prawdziwa konkurencyjność, albo polityczne sterowanie.

      Usuń
    2. Może mój poprzedni wpis był zbyt chaotyczny, więc streszczę jeszcze raz swoje 3 grosze:
      - W Polsce, prof. Higgs byłby w górnej połowie jeśli chodzi o "produktywność" mierzoną punktami niezależnie od dziedziny (niezaleznie od dziedziny: ja jestem matematykiem, ale jak widzę u bIologów jest podobnie), więc najwyraźniej nie cierpimy w Polsce na "nadmierne" przywiązanie do naukometrycznych wskaznikow, wręcz przeciwnie - jak ktoś u nas ma etat, to już może nic nie pisać i nic się nie stanie.
      - Uważam, że Uniwersytety powinny mieć prawo do zatrudniania ludzi wg swojego uznania (np. prof. Higgs'a) ale to nie może oznaczać, że wydział ma połowę pracowników, którzy nic nie piszą i wszyscy uważają, że jest w porządku. Większość ludzi (oprócz łatwych do określenia osób produktywnych na innym polu - popularyzatorów, dydaktyków itp.), którzy są nieproduktywni naukowo, powinno zająć się tym co ich interesuje a nie zajmowac etaty na uczelni. I to nie jest tak, że wydziały nie wiedzą kto jest nieproduktywny. Natomiast bez przejścia na czasowe kontrakty nikt nie podejmie decyzji o zwolnieniu kolegi/koleżanki z powodu braku produktywnosci...
      - Co chwila podnoszone krzyki o "lobby" "punktowcow" czy "tygrysow" swiadcza o tym, że wiele osób nie rozgląda się poza Polskie poletko. W Polsce w najlepszych jednostkach 1/3 osób nic nie robi naukowo. W słabszych jednostkach prawie nikt nie publikuje w rozsądnych czasopismach. I nie ma żadnego lobby tylko roznąca niewielka grupa osób, które próbują coś w Polsce ruszyć w stronę konkurencyjnej nauki. Bo to nie jest tak, że te osoby nieproduktywne nie mogłyby nic zrobić. Mogłyby, ale nie ma żadnej zewnętrznej presji, aby tak zrobiły.

      Usuń
    3. Co do tej presji i rotacji kadrą to się w zupełności zgadzam. Mnie tylko interesuje jak można było uzyskać kategorię A+ przy 1/3 kompletnych i kolejnej 1/3 prawie nierobów. Przecież oni wchodzą do algorytmu i powinni w znacznym stopniu obniżać efekt końcowy. Chyba, że jesteś z PAN-u to wtedy rozumiem, bo znam metody jak się podkręca algorytm w tych jednostkach. Tak jak to komentował wyżej LB, problemem w uniwersytetach jest brak instrumentów do skutecznej polityki kadrowej, ale często też i odwagi gremiów kierowniczych do podejmowania takich decyzji personalnych. W biologii system parametryczny wyraźnie preferuje biologię molekularną i eksperymentalną i krzyk idzie o to, że system nie uwzględnia różnic w indeksowalności różnych dziedzin. Z tego co wiem to LB sam wprowadzał parametryczność kiedy kierował instytutem na długo zanim powstał taki system na poziomie ministerialnym, ale też skarżył się w jednej z dyskusji, że nie miał instrumentów prawnych do dobrej rotacji kadrą i to go w dużej mierze zniechęciło do dalszej aktywności administracyjnej. Nam udało się zwolnić w ostatnich latach z tej puli 1/3 nierobów (to ponad 40 etatów) tylko 3 osoby, po blisko 3-letnich procedurach, procesach sądowych itd. więc wiem, w czym jest problem.

      Usuń
    4. Co do kategorii A+, to w matematyce łatwiej jest mieć też osoby super-produktywne i mniej osób potrzeba do zrobienia artykulu. Mamy kilka osób z grantami ERC i kilka innych produktywnych grup i dajemy radę, ale to tylko świadczy o braku konkurencji...
      A co do zwalniania, to ja nie jestem tu optymistą. nie spodziewam się (ani nawet nie postuluję) żeby kogoś już zatrudnionego na etacie zwolnili. Ale wiem, że jeśli władze dziekańskie będą miały nad sobą biczyk w postaci oceny parametrycznej, to się zastanowią zanim zatrudnią kogoś na etat, a jak juz zatrudnia, to czasowy i beda rozliczac (nie koniecznie z punktow ministerialnych, ale z produktywnosci owszem).

      Usuń
  6. "system parametryczny wyraźnie preferuje biologię molekularną i eksperymentalną"

    Nic bardziej mylnego - system punktacji za publikacje jest tak skonstruowany, żeby wyrównywać szanse między dziedzinami.

    OdpowiedzUsuń
  7. I dlatego w kategorii A+ są głównie wydziały molekularne bo reszta biologów to cieniasy.
    A w tabelach Thomsona w "jednorodnych" dziedzinach też pełna demokracja. Ot przykład Tabeli Entomologia; 10 pierwszych tytułów i jakie działy biologii dominują:

    ANNU REV ENTOMOL
    INSECT BIOCHEM MOLEC
    INSECT MOL BIOL
    SYST ENTOMOL
    PEST MANAG SCI
    ARTHROPOD STRUCT DEV
    J INSECT PHYSIOL
    ADV INSECT PHYSIOL
    ARTHROPOD SYST PHYLO
    BIOCONTROL

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, wy ekolodzy kłócicie się tutaj o miskę mleka, a biolodzy molekularni piją razem wódkę i zastanawiają się jak przywłaszczyć sobie całą dojną krowę.

      Usuń