poniedziałek, 10 października 2011

Diagnoza mobilności instytucjonalnej i geograficznej osób ze stopniem doktora w Polsce w roku 2009

Jakiś czas temu przypadkowo trafiłem na dość interesujący raport dotyczący mobilności doktorów w Polsce.
Szukałem na blogu i szukałem - ale nie zauważyłem, żeby pojawiło się to wcześniej. Jeśli info o tym raporcie już było - dajcie znać, post będzie do skasowania ;)


Na początek krótka notatka:

"Najistotniejszym wnioskiem z analiz przeprowadzonych na potrzeby raportu Diagnoza mobilności instytucjonalnej i geograficznej osób ze stopniem doktora, opracowanego przez Dominika Batorskiego, Michała Bojanowskiego i Dominikę Czerniawską we współpracy z Maciejem Ostaszewskim i Jackiem Szejdą (ICM oraz OPI, 2009) jest bardzo niski poziom mobilności międzyinstytucjonalnej rozumianej jako zmiana miejsca pracy. Skala zatrudniania pracowników naukowych w miejscu, w którym uzyskali stopień doktora, jest bardzo wysoki – zdecydowanie wyższy niż w innych krajach europejskich. Natomiast zmiana instytucji po uzyskaniu stopnia doktora jest prawie zawsze związana z przenosinami do biznesu lub administracji, a także z przejściem do mniejszych uczelni, nie-posiadających uprawnień do nadawania stopni i koncentrujących się na dydaktyce. Szczególnie wysoki poziom wsobności zatrudnienia jest w uczelniach największych i najważniejszych, aż 85-95% ich pracowników to osoby, które otrzymały doktorat na tej samej uczelni.

Zmiana miejsca zatrudnienia po uzyskaniu doktoratu wiąże się ze statystycznie większą liczbą publikacji książkowych, a przede wszystkim z około dwukrotnie większą liczbą zgłaszanych wniosków patentowych, stwierdza raport. Brak mobilności instytucjonalnej nie sprzyja rozwojowi kontaktów naukowych, które są podstawą w rozwoju zawodowym, mobilności terytorialnej i współpracy pomiędzy zespołami badawczymi."

(źródło: http://tnij.org/mnisw-raport)

I link do pdf'a:
http://tnij.org/raportdoktorzy



Pozdr,
Jakub Szymkowiak

3 komentarze:

  1. ok, mobilność jest niska, bo warunków do zmiany miejsca pracy, czy chociaż zatrudnienia na krótki okres w innej jednostce raczej nie ma... Jest obecnie w PL jakiś program post-doców w obrębie kraju?
    A druga sprawa to sztuczne wymuszanie tej mobilności: przepis o zakazie zatrudnienia doktoranta po obronie w miejscu gdzie robił doktorat jest moim zdaniem bez sensu - bardzo mobilizujące dla kierownika zakładu, który wie, że to, czego nauczy doktoranta, będzie potem przynosiło korzyść konkurencji...

    michał żmihorski

    OdpowiedzUsuń
  2. W ogóle bezmyślne kopiowanie Hamerykańskich rozwiązań jest bez sensu. W Ameryce takie czynniki jak mobilność ewoluowały przez setki lat (nie w celu zwiększania mobilności ale wydajności), nikt ich odgórnie nie narzucał. Z tego postu wynika natomiast, że poprzez promowanie mobilności (czyt. administracyjne obostrzenia dla młodych), powinniśmy zwiększyć wydajność naszych naukowców. Autor nie wziął jednak pod uwagę (i ja bym skłaniał się ku tej ewentualności), że mobilni są zwykle ci bardziej ambitni i przeciętnie lepsi od 'osiadłych' (?). Takiemu mniej zależny na ciepłej posadce a bardziej na pracy i wynikach. Moim zdaniem większość tez co do czynników wpływających na wydajność naukowców, jest od dupy-strony :-) Promujmy wydajność i wolną konkurencję a nie mobilność.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zgadzam się w dużej mierze z przedmówcą: krok dalej będzie rozporządzenie Ministra o obowiązku spędzenia co najmniej 8 godzin na dobę przed włączonym komputerem, celem zwiększenia wydajności pracowników naukowych... Od tej strony nic nie zdziałamy, szczególnie w kraju gdzie omijanie przepisów i łamanie nakazów jest sportem narodowym :o) W naszej działce trzeba działać jak dobór naturalny, czyli promować wydajnych (kasa+stanowiska), a rozwiązania techniczne (mobilność, czas spędzany przed komputerem itp.) przyjdą same i lepiej, żeby MNISW trzymało się od nich z daleka.
    michał żmihorski

    OdpowiedzUsuń