piątek, 5 listopada 2010

Nierzetelnośc naukowa w Polsce

Nierzetelnośc naukowa w Polsce
Wygrzebek z dzisiejszej Gazety:

"Polskie uczelnie chcą skończyć z plagiatami. Rektorzy i naukowcy po raz pierwszy przyznają, że to problem, i otwarcie dyskutują o patologiach w polskiej nauce. O naruszeniu praw autorskich, a w szczególności uzyskiwaniu awansu naukowego w oparciu o cudze dokonania dyskutowano przez dwa dni w Bydgoszczy. Doświadczeniami dzielili się rektorzy, prorektorzy, dziekani i naukowcy, ale też rzecznicy dyscyplinarni i członkowie komisji dyscyplinarnych z kilku uczelni."

Całość na: http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,8615050,Uczelnie_nie_chca_sie_dluzej_wstydzic.html

PS. popatrzcie, kto przewodniczył obradom ;)

Pozdr,

Krysia

17 komentarzy:

  1. Obradom przewodniczył filozof i bioetyk prof. Jan Hartman z Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie.

    Pamiętamy tego pana z wątku "Czyżby czyżyk".
    Dokąd to zmierza?

    Problem plagiatów istnieje od kiedy istnieje nauka. Zależność jest następująca: wraz ze wzrostem nieróbstwa wzrasta liczba plagiatów, r=0.99, p<0.01.

    Poważniejszym problemem jest plagiatowanie grantów. Kilku moich kolegów miało taki problem. Piszą grant, nie dostają go (projekt udupiony), w kolejnym konkursie przechodzi projekt prawie identyczny, ale autorstwa kogo innego (może potencjalnego byłego recenzenta).

    Dlatego między innymi postulowałem o jawność recenzentów.

    Pozdr,

    Michał

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej, najbardziej rozbawil mnie fragment z tego artykulu:... "Doświadczeniami dzielili się rektorzy, prorektorzy, dziekani i naukowcy"... No tak, mysle ze miedzy naukowcami i reszta moze byc troche różnicy hehe ;)
    Pozdrawiam
    PSkorka

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja niezamiennie dziwie się, że na studiach (nie mówiąc już o studiach doktoranckich) nie mówi się o problemie absolutnie nic. W czasie moich studiów jedyna dygresja (i takwydelikacona przez ubranie jej w popperyzm i to jak to nauka bronisię przed odrzucaniem H0 dopóki jest szansa że odrzucić jej się nie da) była na kursie ekologii i to nieźle zawoalowana. Studentów i doktorantów nie uświadamia się ani o skali problemu ani o tym dlaczego to jest problem! A przecież uczciwość naukowa to coś co powinno na starcie już być wpajane (od etapu "sciągania" na egzaminach po kupowanie pracek i rozprawek). Zmienia się to ale cholerrrnie powoli...

    OdpowiedzUsuń
  4. Szymon, niestety to prawda. Ale czego się spodziewać, skoro ogrom prac magisterskich jest robionych na "odwal" i są to prace bardzo słabe. Spotkałem się już z pracami typu copy/paste z Wikipedii i tym podobnych źródeł. Świadczyć to może źle o promotorach tego typu prac, którzy biorą sobie cholera wie ilu magistrantów by nabić braki w godzinach, a później tego już nie kontrolują, nie są w stanie nad tym chaosem zapanować.

    MS

    OdpowiedzUsuń
  5. Inna sprawa, że student powinien podchodzić do swojej pracy solidnie, bez oszustw. Niestety duża część studentów studiuje to lub owo z bliżej nie określonych pobudek. Kończą jeden kierunek, a później zaczynają kolejny... ale po co? Nie wiem?
    Gdy miałem zajęcia z I rokiem, często ich pytałem dlaczego wybrali ten kierunek studiów - 90% odpowiedzi to NIE WIEM.
    Taki stan trwa często przez całe studia i kończy się właśnie takimi pracami gdzie znaleźć czasem można dużą dozę nieuczciwości.

    MS

    OdpowiedzUsuń
  6. Nawiązując do promotorów: podobno rekordzista (z resztą z Poznania, he, he) miał równolegle ponad 300 (słownie: trzystu) magistrantów i licencjuszy do ogarnięcia... Przecież to jest oficjalne psucie nauki i oszustwo, i to jeszcze za pieniądze, które promotor bierze. Przydałby się przepisy regulujące tę kwestię bo przeginają ostro...

    żmihor

    OdpowiedzUsuń
  7. Ale faktycznie Szymek, zwróciłeś uwagę na ciekawy problem: o ile pamiętam to nikt mi nigdy nie mówił nic o plagiatach, przeklejaniu prac itp...

    OdpowiedzUsuń
  8. Czesc,
    a ja pamietam konferencje ornitologiczną (chyba Slupsk 1997), gdzie był poster pod wiele mowiącym tytulem "Jak szybko pisac prace naukowe" (lub podobnie, autor(zy) mogą mnie poprawic). Pokazane były dwie prace: pierwsza bez nazwisk autorow (żeby nie bylo wstydu) i druga, podpisana. Kolorami pokazano treści identyczne lub bardzo podobne w obu pracach. W zasadzie większe rożnice byly tylko w cześci Wyniki... (jeśli dobrze pamietam, bylo to w końcu kilkanascie lat temu:-)
    tak wiec problem pojawil sie juz wcześniej, przed era przepisywania z wikipedii i co najważniejsze - jak tylko było coś wiadomo o takim przypadku - było - przynajmniej u nas - rozpowszechniane.

    procz tego na studiach pamietam jedne zajecia terenowe, na ktorych nagle byl szkolny "apel" i gadka o fałszowaniu wynikow i uczciwosci naukowej. wiekszosc nie wiedziala o co chodzi i do kogo ta ostra mowa, dopiero potem wydalo sie, ze pewne osoby podobno nie poszly na nocny obchod, dane wymysliły i oddaly karte obserwacji jak gdyby nigdy nic. Czyli kadra jak cos wie, albo nie ma zbyt duzo prac do czytanie to wiele wylapie.. Inna sprawa, ze na takim seiminarium magisterskim mozna byloby zawsze cos rzucic na ten temat. Moze zreszta czasem tak bywa..

    No i ostatnia impresja - kiedys prowadzilem prace mgr studenta zaocznego; gosc byl OK, opracowany material wygladal dosc solidnie (tyle, ze opisowo i prawie zupelnie bez statystyki:-), ale to niestety specyfika kierunku i uczelni) i wspomnialem mu o tym, zeby nie probowal takich rzeczy jak przepisywanie, czy kupowanie gotowej pracy. Zreszta pozyczylem mu (niestety na wieczne nieoddanie) ksiazke Weinera, zeby mial podstawy teoretyczne pisania:-) I tu mnie zaskoczyl, bo stwierdzil, ze na pewno nie bedzie kupowal, bo to on sam pisze innym, gl. humanistom za peniadze. Moja wina, bo nie bardzo potrafilem mu cos wiecej powiedziec procz sztampy, ze nie powineien tego robic, bo uczciwosc itd.. Faktem jest, ze nie bardzo umial pisać naukowo, bo nad pierwsza wersją musialem sporo posiedziec...Ale moze humanistom to sie podobało:-)

    pozdrowienia
    TM

    OdpowiedzUsuń
  9. Tak sobie myślałem odnośnie dożywotnich tytułów naukowych. Jakby tak wprowadzić degradację za plagiatorstwo lub opieprzanie się na stanowiskach. Nie ma bardziej odczuwalnej kary niż minus na koncie bankowym.

    Nieuczciwość naukowa nie dotyczy tylko plagiatów lub podkradania pomysłów. Mam tutaj na myśli ogólne nieróbstwo vel zbijanie bąków. W pełni rozumiem frustrację ludzi którzy są na tych samych stanowiskach i robią kawał roboty, a inni w tym czasie nie robią od dawna nic. To takie pachnące minionym systemem - czy się stoi, czy się leży tyle samo się należy. TRZEBA ROZBIĆ TEN BETON by budować lepiej.

    Pozdr,

    MS

    OdpowiedzUsuń
  10. Degradacja za plagiatorstwo zakładam, że funkcjonuje, no bo jak ktoś przepisał doktorat od kolegi to chyba go traci po wykryciu plagiatu??? Nie mówcie, że jest inaczej ?!?! :o((

    OdpowiedzUsuń
  11. No właśnie nie jestem pewien. Na przykład ten profesor z Akademii Medycznej z Wrocławia, co to jest jej rektorem, myślicie, że przestanie być profesorem? Tak na marginesie, niezły skandal by głowa uniwerku robiła takie wałki.

    MS

    OdpowiedzUsuń
  12. Kiedyś na takim kursie "Bioethics" robiłem rodzaj prezentacji o oszustwie w nauce no i przejrzałem kilka polskich i światowych kazusów. Wygląda to tak, że tytuł się traci wokoło 30% przypadków, w pozostałych (najczęściej gdy chodzi o prof.) jakoś to wsiąka i się rozmywa - i problem znika a tytuł zostaje...

    OdpowiedzUsuń
  13. I tak to karwa jest.
    Jak to śpiewał Kazik: "Polska, mieszkam w Polsce!"

    nic dodać nic ująć...(?)

    MS

    OdpowiedzUsuń
  14. nie tylko u nas tak jest...
    jest calkiem sporo literatury o tym, jak sobie czasopisma radza (albo nie radza) z plagiatami itp.
    http://im1.biz/albums/userpics/10001/V5_I2_A7_Glory.pdf

    Retraction occurs inevitably in scientific publication. However, does the publication
    of retraction notice really eradicate the continuous citation of the retracted papers?
    This citation analysis reveals some significant “citation glories” for the flawed
    papers published in the high-impact journals even after the publication of
    retractions.

    i inne ciekawe:
    http://www.annals.org/content/144/8/609.full
    http://journals.lww.com/anesthesiology/Fulltext/2009/05000/Data_Fabrication_and_Article_Retraction__How_Not.2.aspx

    OdpowiedzUsuń
  15. Jak widać nie tylko słabym trafiają się plagiaty i oszustwa naukowe.

    Marc Hauser z Harvard University też zalicza jazdę po bandzie.

    http://supermozg.gazeta.pl/supermozg/1,91626,8671279,Wyniki_z_sufitu__Czy_Marc_Hauser_wiedzial__co_robi_.html


    MS

    OdpowiedzUsuń
  16. wiesz Michał, tam w grę wchodzi już naprawdę duża kasa. Przypomnij sobie jak przeliczyłem pensję z artykułu o konkurencji w nauce w USA: profesor ok 40 000 zł/mc. W sumie to marne zarobki w naszej nauce w pewnym sensie chronią nas przed cwaniakami, bo ci wiedzą że tu raczej się kokosów nie dorobią. Gdyby w Polsce na stanowisku profesora czy kierownika zakładu było 40 tys. do wzięcia to wole nie myśleć co by się działo w sprawie plagiatów...
    pozdr

    OdpowiedzUsuń