piątek, 23 października 2015

Stypendium Doktorskie w Laboratorium Ewolucji i Ekologii w Mieście, CeNT UW




PhD position in Wild Urban Evolutionary Ecology

A PhD position is available to work in the Wild Urban Evolution and Ecology Lab led by Marta Szulkin at the Centre of New Technologies (CeNT), University of Warsaw (Poland) for a period of 4 years. The position is part of a 5-year grant from the Polish National Science Centre (NCN) entitled: “Ecological genetics of the great tit in a new, long-term population study set along an urbanization gradient”. CeNT is a new research institute of the University of Warsaw. Both Polish and English are working languages in the group. 

 Background. Urban areas are predicted to expand 12-fold between 2000 and 2050, yet knowledge on the evolutionary ecology of free-living animals in urban environments is scarce. To understand the footprint of cities on the phenotype and genotype of wild birds, we will be starting a large-scale, long-term study of urban great tits Parus major in the city of Warsaw (Poland).



Job description. The PhD candidate will actively participate in fieldwork and in collecting phenotypic and genetic data. He or she will be interacting with the PI, the postdoctoral fellow, collaborators in Poland and worldwide, and attend relevant workshops and conferences. It is expected that the candidate will learn a large ecological genetics skill set that will allow him/her to infer the evolutionary ecology and / or population genomics of urban great tits. Salary: Monthly scholarship of 3000 PLN not subject to income tax, awarded for 4 years.

Job requirements. We seek motivated candidates with an MSc degree, a strong interest in evolutionary ecology and a good command of English. Desirable skills include experience in: ecological (avian) fieldwork, programming in R, population genetics, molecular lab, bird ringing.

How to apply. The candidate will start on the 4th of January 2016. For candidates in their final year of MSc studies: there is a possibility of PhD deferral until October 2016 and work in the project as field assistant during the 2016 field season (April-June). Your application should include (in PDF format): a cover letter, C.V. (including, if applicable, your research experience, conference attendance, publication list, contact information for two referees and academic transcripts. Please send your applications to marta.szulkin@cent.uw.edu.pl no later than the 23rd of November 2015 with the term “PhD position” as email subject line. Selected candidates will be asked for reference letters; top candidates will be invited for live interviews or via Skype.

The position is also detailed at http://www.cent.uw.edu.pl/pl/node/2813
 

wtorek, 13 października 2015

Zmarł Profesor Roman Andrzejewski

Z pewnym opóźnieniem zamieszczam tę smutną wiadomość.
Dostałem od Wioletty Wawer poniższą grafikę.


Program rozwoju szkolnictwa wyższego i nauki, 2015-2030

Michał Ciach zwrócił mi uwagę, że na stronach MNiSW ukazał się taki dokument: "Program rozwoju szkolnictwa wyższego i nauki, 2015-2030". Całość tutaj. We wstępie do tego dokumentu czytamy:

Program rozwoju szkolnictwa wyższego i nauki jest odpowiedzią na wyzwania społeczne, gospodarcze i  cywilizacyjne, przed jakimi stoi Polska. Stanowi również kolejny etap reformowania szkolnictwa wyższego i nauki w naszym kraju.
 
i dalej:
 
Niniejszy program wyznacza cele rozwoju szkolnictwa wyższego i nauki w Polsce w latach 2015 – 2030, a także proponuje konkretne działania. Wiele z nakreślonych w tym dokumencie zadań jest kontynuacją i rozwinięciem działań i strategii już realizowanych w Ministerstwie. 

Niestety nie miałem jeszcze przyjemności zapoznać się dokładniej z tym opracowaniem - liczę na to, że ktoś przeczyta i skomentuje (podobno jest tam trochę rozsądnych postulatów). Niezależnie jednak od konkretnych celów rozwoju nauki na kolejne 15 lat zapisanych w tym dokumencie, zastanawiam się dlaczego Ministerstwo ma w ogóle wyznaczać jakieś cele rozwoju nauki... Urzędnicy tworzą bezautorski dokument, w którym wskazują jaką kadrę mają zatrudniać uczelnie albo jaki profil uczelni ma się szczególnie rozwijać. Przepraszam, ale jakie kompetencje mają anonimowi autorzy tego opracowania, by sięgać tak daleko w przyszłość i wyznaczać cele rozwoju nauki, wskazywać konkretne rozwiązania i pisać co należy robić? Widziałbym sytuację zupełnie odwrotnie - to urzędnicy z ministerstwa powinni pytać naukowców i wykładowców jakie są konkretne rozwiązania których brakuje, jakie środowisko akademickie ma cele naukowe i jakimi drogami chciałoby je realizować, które kierunki zamierza rozwijać i jakich specjalistów zatrudniać. Obecnie sprawa jest chyba nieco postawiona na głowie - krok dalej jest rozesłanie przez ministerstwo tematów badawczych poszczególnym pracownikom... Poprawcie mnie proszę jeśli się mylę.

Inna sprawa, że poziom ogólności tych zapisów jest tak znaczny, że dokument ten - jak wiele podobnych, powstających co jakiś czas - jest w zasadzie zupełnie nieprzydatny.  Nie mam zupełnie pomysłu, co może wynikać z takiego zdania:

Warto też pamiętać o bezpośredniej ścieżce do doktoratu po studiach I stopnia dla najlepszych studentów.

Ja proponuję - ponieważ warto pamiętać o tej ścieżce - żeby każdy z czytelników tego bloga przepisał to zdanie 100 razy w zeszycie... I z takim zadaniem domowym Was zostawiam ;-)

Michał Żmihorski

poniedziałek, 12 października 2015

Seminaria Biologii Lasu we Wrocławiu 2015/2016



   

 

 

2015
15 X – Rafał Ruta (Wrocław) – Chrząszcze jako wskaźniki naturalności lasów
26 XI – Anna Orczewska (Katowice) – „Dynamiczny las" – jaki będzie za sto lat?
10 XII – Dorota Dobrowolska (Sękocin) – Sukcesja naturalna na wiatrołomach w Puszczy Piskiej.
2016
14 I – Tomasz Jaworski (Sękocin) – Rozkładające się drewno i grzyby nadrzewne jako siedliska życia motyli
25 II – Dries Kuijper (Białowieża) – Landscape of fear in Europe: wolves and humans shaping ungulate top-down effects
10 III – Bartłomiej Woźniak (Warszawa) – Wpływ czynników środowiskowych na dynamikę populacji myszołowa na terenie Lasów Sobiborskich
Seminaria Biologii Lasu to otwarte, środowiskowe spotkania naukowe organizowane przez Pracownię Biologii Lasu Uniwersytetu Wrocławskiego. W okresie jesienno-zimowym spotykamy się w czwartkowe popołudnia, by zapoznawać się z wynikami najnowszych, często jeszcze nieopublikowanych, badań.
Seminaria odbywają się we Wrocławiu, w Dużej Sali Wykładowej, ul. Sienkiewicza 21 (Muzeum Przyrodnicze). Początek - godzina 17:00.

Serdecznie zapraszamy
Tomasz Wesołowski, Grzegorz Neubauer

wtorek, 6 października 2015

Wrocławskie Seminaria Ornitologiczne

Wrocławskie Seminaria Ornitologiczne
2015/2016



2015
19 XI
Procesy synurbizacji ptaków wodnych na przykładzie łyski Fulica atra – Piotr Minias (Łódź),

3 XII
Współczesna rewolucja w systematyce ptaków – Tadeusz Stawarczyk (Wrocław),


17 XII
Czy łatwo być królewskim ptakiem? Strategie życiowe łabędzia niemego – Radosław Włodarczyk (Łódź),


2016
7 I
Policzyć niepoliczalne: metody oceny liczebności ptaków na dużych obszarach – Grzegorz Neubauer (Wrocław),

21 I
Znaczenie genów MHC w doborze płciowym u trzcinniczka Acrocephalus scirpaceus – Lucyna Hałupka (Wrocław),


3 III
Czynniki wpływające na sukces reprodukcyjny całego życia w miejskiej populacji kosa – Dariusz Wysocki (Szczecin),


17 III
Śpiew ptaków jako bioindykator zmian w krajobrazie – Paweł Szymański (Poznań),




       Seminaria odbywać się będą w czwartki, o godz. 17oo
w DSW UWr  przy ul. Sienkiewicza 21
Serdecznie zapraszam
                                                                   Andrzej Dyrcz  

piątek, 18 września 2015

Dlaczego nie może być lepiej

Spróbuję ująć rzecz przenośnią: znacie program Google Earth? Można tam śledzić szczegóły budowy morfologicznej i sposoby użytkowania gruntów, widać rzeki, domy, drzewa. Ale śledząc te detale nigdy nie zrozumiemy procesów zachodzących w skali makro. Musimy więc użyć opcji "Zoom out", dzięki której możliwe jest spojrzenie całościowe, z dużej wysokości, a tym samym dostrzeżenie procesów, wzorców i zjawisk, których nie widać z poziomu ziemi, a które jednak determinują wszystko co zachodzi lokalnie. 

To samo dotyczy nauki w Polsce. Na wielu forach, blogach, w komentarzach do prasowych artykułów, na konferencjach, w grupach takich jak Obywatele Nauki, Rada Młodych Naukowców, Akademia Młodych Uczonych PAN, czy Komitet Kryzysowy Humanistyki Polskiej - tysiące ludzi diagnozuje problemy i wynajduje możliwe rozwiązania. Ale wszystko to wyłącznie w skali mikro (czy obcięcie o 10% punktacji za artykuł to dobry pomysł) lub tylko nieco większej (Rada NCN postuluje by pomóc doktorantom). Tymczasem nikt nie wspomina o generalnych procesach i zjawiskach, które mają największy wpływ na naukę w Polsce. Stąd moja prośba o "Zoom Out" i spojrzenie możliwie szerokie. A obraz z wysokości wygląda następująco:

Całe szkolnictwo wyższe i nauka nie są zawieszone w próżni, tylko w ekonomiczno-prawnych strukturach zwanych państwem. W Polsce dominuje nauka państwowa, więc uniwersytety, PAN, instytuty badawcze są podłączone do kroplówki o nazwie "budżet państwa". Tym samym kondycja budżetu jest najważniejszym czynnikiem determinującym kondycję nauki. Natomiast jeśli gospodarka jest w złym stanie, to choćbyśmy mieli samych noblistów na uczelniach i Papieża Franciszka w MNISW, ten system nie pociągnie dłużej niż miesiąc (do najbliższej wypłaty). Dodatni bilans budżetu jest warunkiem sine qua non funkcjonowania nauki, jakiegokolwiek rozwoju naukowego i dobrobytu naukowców. Bez pieniędzy nawet najznakomitszy profesor po sześciu godzinach robi się głodny i zatrudnia się przy odśnieżaniu parkingu, nie trzeba tego chyba dalej udowadniać.

Tymczasem kondycja budżetu jest zła. Budżet na 2016 zakłada, że 56 miliardów zł (=dwukrotność całego budżetu na naukę) pokrywamy z wysoko oprocentowanej pożyczki. By zrozumieć ile to jest: Polska przez cały rok 2016 bierze "chwilówkę" w tempie 1700zł/sekundę (albo: równowartość gruntów ornych w kwadracie o boku 165km). I to tylko w roku 2016, a przez ostatnie lata sytuacja była identyczna. A co robimy jak trzeba spłacić część pożyczki (obligacje kończące się akurat w danym roku)? Rolujemy dług, czyli spłacamy dług długiem, bo przecież nie ma żadnej nadwyżki budżetowej od wielu lat. Dotacje UE, z których się cieszymy, nie rozwiązują problemu, bo po pierwsze są dość małe (na mieszkańca ok. 90 zł/miesiąc), po drugie wymagają sporego wkładu własnego (uczestnictwo w kosztach + składka członkowska), więc de facto powiększają zadłużenie, bo tego wkładu nie mamy (więc znowu pożyczamy). W efekcie mamy gigantyczny dług, a jego obsługa (spłata części długu + odsetki w danym roku: ok. 40mld/rok=280mld zł/7 lat) pochłania wszystkie dotacje Unijne razem wzięte (430mld-130mld składka-20mld koszty obsługi=280mld zł/7 lat). Nie wspominam już o samym długu, który stale rośnie i wynosi (w zależności od tego, czy uwzględnia zobowiązania emerytalne) 1-3 biliony zł. Przypomnę, że obligacje skarbu państwa są opatrzone adnotacją: "Rzeczpospolita Polska gwarantuje wykup obligacji wraz z odsetkami całym swoim majątkiem". Chyba żaden inny kraj w Europie (poza Grecją kilka lat temu i Słowacją od wprowadzenia Euro) nie ma takiej struktury budżetu - wykresy dla porównania, można to sprawdzić szczegółowo tu:
(z prawej strony trzeba wybrać Rząd --> Bilans budżetu)

Więc sama obsługa długu kosztuje nas co roku znacznie więcej niż te wszystkie śmieszne pieniądze na naukę - budżety NCNu czy PANu wyglądają w zestawieniu ze spłacanymi co roku odsetkami tak (powierzchnia kwadratu odpowiada kwotom):

Nie jestem ekonomistą - jeśli robię gdzieś błąd w tych wyliczeniach lub ich interpretacji, to wskażcie proszę gdzie. Moim zdaniem jesteśmy (PL) w złym stanie finansowym i przez to sytuacja nauki z definicji nie może się poprawić.

I teraz z tej makro-perspektywy oceńmy postulaty różnych grup i organizacji, o konieczności dofinansowania nauki: stypendiów doktoranckich, grantów, upadającej humanistyki, wydawnictw, muzeów, podniesienie wydatków na naukę do 2% PKB i wielu innych. Możemy głośno krzycząc wyrwać chwilowo część forsy przeznaczonej na pielęgniarki albo emerytury, ale pomyślcie, czy ten zabieg długoterminowo generuje jakikolwiek dobrobyt? Przypomnijcie sobie Pakt dla Nauki wręczany marszałek Kidawie-Błońskiej, w nadziei, że sypną forsą i humaniści zaczną dobrze zarabiać. Przypomnijmy sobie wszystkie nasze, artykułowane lub nie, oczekiwania i nadzieje, że może w przyszłym roku będzie lepiej.  Ludzie, zrozumcie wreszcie: żadnej dodatkowej forsy nie ma i nie będzie, a w kolejnych latach zabiorą jeszcze to, co mamy obecnie!  
Mam nadzieję, że się głęboko mylę...

michał żmihorski

I Nagroda im. Marcina Antczaka przyznana!

Po raz pierwszy przyznano nagrodę imienia Marcina Antczaka. Tegorocznym laureatem jest dr Piotr Minias z Uniwersytetu Łódzkiego. Z uroczystością wręczenia Nagrody połączona będzie ciekawa sesja ornitologiczna 3 października w Poznaniu. Więcej szczegółów na załączonych plakatach i pod tym adresem






michał żmihorski

sobota, 12 września 2015

Parametryzacja w modelach liniowych - alternatywa dla B i Bety?

Update:
przykład pokazujący, że przeliczenie parametru B dla całego range nie zmniejsza wiarygodności tego parametru, a jedynie ułatwia jego interpretację (pomińmy bezsensowny intercept...):
Wykres 1: las w ha i standardowy parametr B (wzrostu wielkości lasu o 1ha daje o 0.0933 jarząbka więcej)

Wykres 2: to samo, ale parametr B przemnożony przez range (wzrostu wielkości lasu od najmniejszego do największego na danym terenie daje o 9.33 jarząbków więcej)
Wykres 3: las w kilometrach kwadratowych, standardowy parametr B (dla wzrostu wielkości lasu o 1km2 mamy o 9.33 jarząbków więcej)

Na czym polega wada parametru z modelu 2? Nie widzę tu wad innych niż dla "zwykłych" parametrów, a ma trochę zalet - patrz lista poniżej, ale przypomnę: B*range jest zawsze ten sam dla różnych jednostek predyktora (ha,km2,akr,mila morska) i jest wyrażony w jednostkach zmiennej zależnej, więc ułatwia interpretację (tu: w jarząbkach). Beta (policzona funkcją "lm.beta" z pakietu "QuantPsyc") wynosi: 0.9505 (niezależnie czy używamy ha czy km2) ale przyznam, że nie jest łatwa w interpretacji (poza tym wymaga normalności predyktora). A dziewięć jarząbków, to jest jakiś konkret :-)

I jeszcze cytat ze StackExchange, akurat znalazłem:
...the idea that standardizing independent variables makes it easier to compare the effects of one variable to another. This advantage is, in my opinion, somewhat illusory, since it depends on the range of data in your sample. Although it's a matter of some contention, I am generally against standardizing variables. Variables themselves are, in my view, easier to interpret than standard deviations of variables - we often have an intuitive sense about variables themselves.
 

Problem roboczy, niezbyt dobrze przemyślany:
parametry modeli liniowych są najczęściej prezentowane jako zmiana wartości zmiennej zależnej w reakcji na wzrost wartości danego predyktora o jedną jednostkę (standardowy output z Ra, SPSSa itp). Problem z interpretacją takiej tabeli polega na tym, że różne predyktory są wyrażane w różnych jednostkach (np. powierzchnia lasu i temperatura), co nie jest zbyt odkrywcze, oraz na tym, że różne predyktory mają różną "rozpiętość". 

Przykład: sprawdzamy wpływ powierzchni lasu i liczby strumieni na obecność jarząbka. Powierzchnię lasu mamy w hektarach, a liczba strumieni opisuje po prostu ile ich jest w danym lesie (wbrew pozorom te zmienne nie są mocno skorelowane). Z tym, że powierzchnia waha się od 5 do 150, a liczba strumieni od 0 do 5 (wartości zmyślone). Z modelu otrzymamy info jak rośnie szansa stwierdzenia gatunku wraz ze wzrostem pow lasu o 1 hektar i wzrostem liczby strumieni o 1 strumień. I tu moja wątpliwość: czy nie jest bardziej informatywne przedstawienie wzrostu szansy stwierdzenia gatunku wraz ze wzrostem powierzchni lasu o 145ha, zamiast o 1ha (a liczby strumieni o 5, zamiast 1)? Czyli dla pełnego zakresu zmienności danego predyktora, a nie o jedną jego jednostkę. A nawet jeśli takie przedstawienie parametrów nie jest substytutem tradycyjnego, to może warto je prezentować równolegle do niego?

Jakie są zalety takiej metody:
* możemy bezpośrednio porównać znaczenie predyktorów wyrażonych w różnych jednostkach i w tych samych jednostkach (być może nawet mówić o istotności różnic, na podstawie 95%CI - muszę o tym pomyśleć),
* mamy lepszą informację jak ważny jest faktycznie dany predyktor w rzeczywistości, bo pokazujemy jego potencjalny sumaryczny wpływ dla całej rozpiętości wielkości lasów, która faktycznie ma miejsce w danym krajobrazie.

Zrobiłem takie przeliczenie kiedyś w pracy o jarząbku właśnie, w publikacji z Łukaszem Kajtochem, bo wydawało mi się to rozsądne. Wygląda to tak (ostatnia kolumna, czyli B*range):
Nadal wydaje mi się to rozsądne ale bardzo możliwe, że popełniam błąd w rozumowaniu? Beta nadaje się do porównywania predyktorów ale same jej wartości są chyba mniej informatywne niż wartości B (ile nam mówi SD średniej powierzchni lasu?). A może istnieje jakaś oczywista alternatywa, której nie znam, lub nie kojarzę z tym problemem?
Będę wdzięczny za komentarz,

michał żmihorski


piątek, 11 września 2015

Podział punktów za publikacje

Update:
tak wygląda publikacja w Science, powstała w wyniku pracy międzynarodowego zespołu fizyków/astronomów... I jak dzielimy tu punkty?


Na blogu Emanuela Kulczyckiego ciekawe informacje odnośnie najnowszego projektu algorytmu dzielącego punkty:

http://ekulczycki.pl/warsztat_badacza/podzial-punktow-za-publikacje-ostateczny-projekt/


piątek, 4 września 2015

Adiunkt i asystent - Uniwersytet Przyrodniczy w Poznaniu

Otwarte konkursy na dwa stanowiska - adiunkta i asystenta - na Uniwersytecie Przyrodniczym w Poznaniu, w Zakładzie Zoologii kierowanym przez prof. Tryjanowskiego

deadline na składanie dokumentów 14 września, praca od października!
A tutaj jeszcze link do strony zakładu:

michał żmihorski

niedziela, 9 sierpnia 2015

Eksperymentalna uczelnia flagowa

W środowisku akademickim jest wiele pomysłów na to, jak poprawić jakość polskiego szkolnictwa wyższego i poziom nauki. Reformy w tej branży to na pewno setki problemów i pułapek: konserwatywna kadra profesorska, układy koleżeństwie i grupy wzajemnego wsparcia, zbędne etaty, tytułomania, brak motywacji do podnoszenia jakości pracy dydaktycznej, roszczenia płacowe, nieprzejrzystość postępowań awansowych, ustawiane konkursy itd. To praca dla dużego zespołu, wysoko zmotywowanych, kompetentnych i pracowitych ludzi. Na razie nie zanosi się, by takowy miał się cudownie wyłonić z chaosu. Zamiast więc reformować szkolnictwo wyższe razem z całym jego balastem, warto skoncentrować się na wybranych jego obszarach. Dobrym pomysłem są uczelnie flagowe. Panowie profesorowie z dużych uczelni przekonali władze państwowe, że to ich ośrodki powinny być flagowe. Zapomnieli tylko powiedzieć reszcie społeczeństwa, co zaoferują w zamian za większe finansowanie. Uważam, że z dowolnej średniej wielkości uczelni w kraju można w ciągu kilku lat stworzyć liczącą się w skali międzynarodowej jednostkę. Wystarczy tylko lokalne wdrożenie kilku pomysłów, które w skali kraju, głównie ze względu na opór środowiska, niechybnie zakończyłyby się porażką.

1. Jawność postępowania w konkursach na stanowiska, standaryzacja wymagań wobec kandydatów, udział z głosem doradczym w komisjach konkursowych ekspertów spoza uczelni (w tym zza granicy), możliwość zaskarżenia wyniku konkursu.
2. Obiektywna ocena okresowa pracowników z udziałem ekspertów spoza uczelni.
3. Ustalanie wysokości wynagrodzenia wg wykonywanych funkcji i zadań, a nie ze względu na stopień/tytuł naukowy.
4. Zwolnienie “uczelni flagowej” z obowiązku posiadania minimum kadrowego. Dawałoby to większą elastyczność w polityce kadrowej.
5. Profesjonalne zarządzanie - ograniczenie znaczenia wybieralnych ciał kolegialnych do roli doradczej, powoływanie rektora w drodze konkursu.
6. Wprowadzenie przyzwoitych progów punktowych dla kandydatów na studia.
7. Odpowiednia liczba etatów dydaktycznych (bez obowiązków naukowych).
8. Ocena wykładowców nie tylko na bieżąco przez studentów, ale również przez absolwentów.
9. Ocena doświadczonych pracowników wg sukcesów ich wychowanków (motywacja do ich promowania i umożliwiania samodzielnej pracy naukowej, jak również do zabiegania o najlepszych kandydatów).
10. Szkolenia, wykłady i warsztaty dla pracowników w celu podnoszenia ich kwalifikacji dydaktycznych.
11. Nieskrępowana tytułami i stopniami naukowymi możliwość zatrudniania praktyków na stanowiskach dydaktycznych.
12. Brak sztywnej struktury organizacyjnej z podziałem na zakłady i katedry, a przez to możliwość łatwego tworzenia nowych zespołów badawczych i specjalności naukowych oraz wygaszania innych.
 
Taką uczelnię mogliby szybko zasiedlić wybitni naukowcy i dydaktycy z całego kraju. Jednak byłby to spory problem dla pozostałych uczelni, gdyby okazało się, że bez wielkich pieniędzy da się jednak coś zrobić.

Może coś jeszcze warto dorzucić do listy pomysłów?


Tomasz Włodarczyk

wtorek, 4 sierpnia 2015

Impakt oczekiwany vs zrealizowany

Przy okazji o dyskusji nad habilitacją i CK zastanawiam się sporo nad kwestią oceny dorobku, bo mam wrażenie, że coraz bardziej odchodzimy od sedna sprawy. Całkiem często pojawiają się prace w dobrych czasopismach, które są słabo cytowane, a równocześnie trafiają się prace w czasopismach z niższej półki, które pod względem cytowań radzą sobie zaskakująco dobrze (oczywiście uwzględniając rok publikacji). Które z nich mają większą wartość naukową i jak powinniśmy je oceniać? Zastanówcie się nad pytaniem, na które mi trudno odpowiedzieć: jaką pracę wolałbym mieć w swoim dorobku: z dobrego czasopisma ale niecytowaną, czy ze słabszego, ale z wieloma cytacjami? Czteroletnia praca w Auk z 0 cytacjami, czy publikacja w Ornis Fennica cytowana 25 razy? Powiecie, że jednak Auk? No dobrze, a OF cytowana 70 razy??

Skupiając się na jakości czasopisma (a więc de facto jego IF w danej kategorii tematycznej, bo na tym bazuje ranking ISI i MNiSW) przy równoczesnym ignorowaniu cytowań danej pracy, dochodzimy do paradoksalnej sytuacji, w której wskaźnik wpływu (IF) staje się ważniejszy niż sam wpływ (I). Ujmując rzecz przenośnią: stosujemy odpowiedzialność zbiorową i karzemy wybitnego uczonego, za to że pracuje w słabej jednostce (albo dobrego ucznia, za to że chodził do słabej szkoły). Przecież ta hipotetyczna praca z Ornis Fennica ma znacznie większy "impact" od tej z Auka, a IF tych czasopism jedynie obrazuje oczekiwania względem impaktu, które w odniesieniu do tych dwóch prac okazują się całkowicie mylące. Praca w Auk, której nikt nigdzie nie zacytuje praktycznie nie istnieje (i jest dowodem, że nawet najlepsi redaktorzy się mylą), a autor zamiast robić badania, mógłby spędzić ten czas przed telewizorem i nic by się nie zmieniło. Możemy oczywiście zarzucać wspomnianemu uczonemu, że powinien był się przenieść do lepszej jednostki, ale nie umniejsza to jego dokonań. Odwrotnie - gdyby pracował w jednostce dobrej, miałby jeszcze lepsze rezultaty, tak jak cytowany maszynopis - gdyby był opublikowany w Auk, byłby prawdopodobnie cytowany jeszcze częściej. 

Przykład ekstremalny: praca o ROC z czasopisma Radiology (IF=6.8) cytowana jest 8658 razy. Rozsądnie jest ją oceniać po impakcie czasopisma?

To rozumowanie prowadzi do wniosku, że w ocenie pracy naukowca tylko cytowania są ważne i nic innego się nie liczy. Jedynie one odzwierciedlają prawdziwy (=zrealizowany) wpływ naszej pracy na naukę, a wszystko pozostałe (jakość czasopism, częstotliwość publikowania itp.) to wyłącznie narzędzia, na których nie warto się skupiać. Jest to logiczny wniosek z zaakceptowania, że nie ma wartościowej publikacji bez cytowań i odwrotnie. 
Dostrzegacie gdzieś błąd w moim rozumowaniu??

michał żmihorski

PS pisząc o cytowaniach, raczej nie mam na myśli tych w stylu: "jak mylnie twierdzi Żmihorski (2010)..." ;-)