wtorek, 13 października 2015

Program rozwoju szkolnictwa wyższego i nauki, 2015-2030

Michał Ciach zwrócił mi uwagę, że na stronach MNiSW ukazał się taki dokument: "Program rozwoju szkolnictwa wyższego i nauki, 2015-2030". Całość tutaj. We wstępie do tego dokumentu czytamy:

Program rozwoju szkolnictwa wyższego i nauki jest odpowiedzią na wyzwania społeczne, gospodarcze i  cywilizacyjne, przed jakimi stoi Polska. Stanowi również kolejny etap reformowania szkolnictwa wyższego i nauki w naszym kraju.
 
i dalej:
 
Niniejszy program wyznacza cele rozwoju szkolnictwa wyższego i nauki w Polsce w latach 2015 – 2030, a także proponuje konkretne działania. Wiele z nakreślonych w tym dokumencie zadań jest kontynuacją i rozwinięciem działań i strategii już realizowanych w Ministerstwie. 

Niestety nie miałem jeszcze przyjemności zapoznać się dokładniej z tym opracowaniem - liczę na to, że ktoś przeczyta i skomentuje (podobno jest tam trochę rozsądnych postulatów). Niezależnie jednak od konkretnych celów rozwoju nauki na kolejne 15 lat zapisanych w tym dokumencie, zastanawiam się dlaczego Ministerstwo ma w ogóle wyznaczać jakieś cele rozwoju nauki... Urzędnicy tworzą bezautorski dokument, w którym wskazują jaką kadrę mają zatrudniać uczelnie albo jaki profil uczelni ma się szczególnie rozwijać. Przepraszam, ale jakie kompetencje mają anonimowi autorzy tego opracowania, by sięgać tak daleko w przyszłość i wyznaczać cele rozwoju nauki, wskazywać konkretne rozwiązania i pisać co należy robić? Widziałbym sytuację zupełnie odwrotnie - to urzędnicy z ministerstwa powinni pytać naukowców i wykładowców jakie są konkretne rozwiązania których brakuje, jakie środowisko akademickie ma cele naukowe i jakimi drogami chciałoby je realizować, które kierunki zamierza rozwijać i jakich specjalistów zatrudniać. Obecnie sprawa jest chyba nieco postawiona na głowie - krok dalej jest rozesłanie przez ministerstwo tematów badawczych poszczególnym pracownikom... Poprawcie mnie proszę jeśli się mylę.

Inna sprawa, że poziom ogólności tych zapisów jest tak znaczny, że dokument ten - jak wiele podobnych, powstających co jakiś czas - jest w zasadzie zupełnie nieprzydatny.  Nie mam zupełnie pomysłu, co może wynikać z takiego zdania:

Warto też pamiętać o bezpośredniej ścieżce do doktoratu po studiach I stopnia dla najlepszych studentów.

Ja proponuję - ponieważ warto pamiętać o tej ścieżce - żeby każdy z czytelników tego bloga przepisał to zdanie 100 razy w zeszycie... I z takim zadaniem domowym Was zostawiam ;-)

Michał Żmihorski

38 komentarzy:

  1. Drogi Autorze bloga. Znamienny komentarz. Dokument (wbrew alfabetowi) na pierwszym miejscu wymienia SZKOLNICTWO WYZSZE a dopiero na drugim miejscu nauke zas w komentarzu ZERO odniesienia do podstawowej misji i raison d'etre kazdej uczelni czyli KSZTALCENIA studentow.
    Dla mnie jest oczywista oczywistoscia iz glowna przyczyna zapasci polskiej nauki, a w szerszym kontekscie ogolnej kondycji polskiego spoleczenstwa, jest ZANIEDBANIE przez srodowiska akademickie podstawowej misji i glownego powodu ich istnienia czyli misji edukacyjnej . Gloszone haslo (jeszcze w czasach komunistycznych), ze "student na uczelni przeszkadza" akademikom jest jeszcze bardziej eksponowane i ostatnie "reformy" systemowe tylko pogorszyly sytuacja.
    Gwozdziem do trumny bedzie uznanie, ze kaleka na wskros "ocena" parametryczna jest podstawa do oceny excellence dydaktycznej i wysokosci dotacji. Tymczasem od lata tego roku Brytyjczycy rozpoczeli prace nad ustaleniem zasad i wdrozeniem Teaching excellence framework, bo edukacja uniwersytecja w UK to nie tylko podstawa rozwoju panstwa, ale rowniez zrodlo olbrzymich dochodow. Tymczasem w RP mamy KEJN, PAKe sprawdzajaca minima kadrowe, bezholowie "demokracji" akademickiej (jego nalpeszym przykladem jest NIEWDROZENIE systemu bolonskiego - to co mamy to sztuczny podzial 3+2 zachowujacy status quo wczesniejszego podzialu pensum dydaktycznego przelozonego na etaty) i dyskusje o uniwersytecie potiomkinowskim obiecujacym innowacje (Rzepa Uniwerytet Potiomkinowski obiecuje innowacje Jerzy Marcinkowski, Kamil Kulesza 18-04-2008). A mamy karierowiczow z artykulu Bachmanna (GW Szkoły wyższe w oparach absurdu - Klaus Bachmann 2009-10-20).

    Zejdzmy drodzy pretendenci do Nobla na ziemie. Stwierdzenie, ze naukowiec ma prawo robic co chce i jak chce za pieniadze podatnika nie ma zadnego uzasadnienia jezeli nie wywiaxzuje sie z podstawowych swoich obowiazkow pracowniczych. Dla osob zatrudnionych na chcociazby czesciowym etacie dydaktycznym jest to nowoczesne ksztalcenie mlodziezy wg aktualnego stanu wiedzy swiatrowej, metodyki na miare XXI wieku i przede wdszystkim w optymalny sposob wykorzystujace mozliwosci intelektualne studentow zgodniue z kryteriami naboru ustalonymi przez dana uczelnie.

    Spoleczenstu nic po ordynatorze, uznanym w swiecie naukowcu i bardzo dobrym lekarzu, jezeli na jego oddziale umieraja starsi ludzie bo pielegniarki nie potrafia dopelnic tak postawowwych obowiazkow jak kontrola plynow u pacjenta poddanego odwadnianiu. Przesadzone? Nie. Po prostu samo zycie i prawdziwa historia.

    Drodzy Akademicy. Przestancie w koncu traktowac swoje etaty uczelniane jako pretekst do realizowania swoich pasji naukowych (wersja optymistyczna) lub ZUSu (wersja pesymistyczna) i zajmijcie sie praca u podstaw bo polskiemu spoleczenstwu i przyszlosci naszego kraju jest ona bardziej potrzebna niz kolejna przyczynkowa praca.

    Nauka polska i tak nie stanie na nogi bez solidnych podstaw - Edukacji na najwyzszym poziomie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma możliwości tworzenia edukacji na najwyższym poziomie, jeśli nie będziemy mieli naukowców na najwyższym światowym poziomie. Jak ktoś ma nauczyć studenta nowej wiedzy, skoro sam stosuje przestarzałe metody, rozwiązuje banalne problemy i publikuje w zeszytach medycznych uniwersytetu X. Anglicy mogą sobie pozwolić na szukanie nowych rozwiązań w kształceniu, bo nikt tam nie zatrudnia na uczelniach głupków (po kądzieli), a wszystko odbywa się na drodze konkursu.Ta zależność jest tak prosta, że aż niezrozumiałe jest to ciągłe stękanie nad podnoszeniem jakości kształcenia, w oderwaniu od naukowej doskonałości.

      Usuń
    2. Excellence naukowa nie jest ani warunkiem koniecznym ani wystarczajacym dla jakosci ksztalcenia.
      Mam przeprowadzic dowod nie wprost wiazac swietne wyniki wysp excellence matematycznych na kilku polskich uniwersytetach z jakoscia nauczania matematyki w szkolach czy chociazby poprawnoscia tematow maturalnych w ostatnich latach? Polecam ostatni raport IBE

      Usuń
    3. I jeszcze jedno. Nalezy rozrozniac posiadanie wiedzy, umiejetnosci jej wykorzystania i przekazania innym od tworzenie NOWEJ WIEDZY,
      Nieszczesciem polskich akademikow jest przede wszystkim BRAK wiedzy do przy obecnym systemie rzeczywiscie skutkuje powszechna produkcja makulatury w miejsce wasnego doksztalcania sie.

      Usuń
    4. Moim zdaniem naukowa doskonałość jest warunkiem koniecznym, ale rzeczywiście niewystarczającym do kształtowania jakości kształcenia.
      Z drugiej strony nie wyobrażam sobie jak można podnosić jakość kształcenia bez podnoszenia naukowej. W ten sposób łatwo zboczyć w absurd, gdzie osoby, które nie wiedzą jak ta naukowa doskonałość funkcjonuje, kształci ludzi w sposób, który uniemożliwia im osiągnięcie czy nawet zrozumienie naukowej doskonałości. A przecież naukowa doskonałość, to nie tylko publikacje. Jest to przecież cały skomplikowany i rygorystyczny mechanizm wypracowywany przez akademików przez setki pokoleń. Wiem, że w Polsce doskonałość naukowa jest niestety przez środowisko ignorowana i takie posty jak tego anonima z 01:05 są moim zdaniem bardzo groźne w swoim przesłaniu.

      Usuń
    5. Prosze nie wypaczac sensu moich slow. Moj post jest rzeczywiscie grozny dla dosc waskiego grona akademikow, ktorzy pod sztandarem waznosci "nauki" ciagna zupelnie niezle profity finansowe z obecnej sytuacji, ktore tylko powiekszaja demoralizacje spolecznosci i obracaja sie przeciwko z gruntu slusznemu, aczkolwiek na wskros w tym kraju patologicznie realizowanemu (zwlaszcza w wykonaniu NCBiR lub wielograntowosci) systemowi grantowemu finansowania badan.
      W jednym sie zgadzamy doskonalosci naukowej nie mierzy sie kudrykami, bobikami czy SIFami - rowniez publikowanie w Nature/Science nie jest jej synonimem.

      I prosze mi nie machac argumentami o domniemanej doskonalosci naukowej gdy tymczasem na polskich uczelniach panuje zbyt powszechne NIEUCTWO - z proznego i Salomon nie naleje. Uczy Marcin Marcina.
      Anonim z 1:05

      Usuń
  2. Anonim 1:05 pisze o rzeczach waznych, a nawet bardzo waznych. Ale na razie nie ma na to szans. Obecnie sa dwie silne grupy akademikow: (1) leciwi profesorowie (i ich wierni poddani) majacy mentalnosc z xix w. i nachetniej piszacy po polsku, gdyz innej nauki nie znaja, (2) przebojowe "pawie" pieszczace sie wlasnym spisem publikacji, oczywiscie po angielsku. Ci pierwsi ucza tego, co umieja (czyli przekazuja wiedze tak z lat piecdziesiatych, moze szescdziesiatych xx w.). A ci drudzy za nic maja fakt, ze nauka powinna sluzyc przede wszystkim lokalnym podatnikom, ktorzy wykladaja na nia kase, a nie osiaganiu indywidualnej przyjemnosci przez wybrane jednostki (przyjemnosci sa wazne w zyciu kazdego czlowieka, ale jednak bawic powinno sie za wlasne pieniadze). Ale poniewaz obie wspomniane grupy sa silne liczbnie (no i przekonane do wlasnych racji), to nic szybko sie nie zmieni. Pewna nadzieja jest ruchach spolecznych. Ale KKHP, to na razie zwolennicy "starszawych" profesorow. Co Obywateli Nauki, tu jest jednak duzo lepiej. Jest tam juz sporo osob "ogarniajacych calosc problemu". Ale wg mnie "mina lata" zanim te osoby beda mogly cos zrobic realnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To skrajnie uproszczona i niezgodna z prawdą wizja. Różnorodność postaw i jakość naukowa i dydaktyczna "akademików" jest bardzo zróżnicowana. Na każdym większym wydziale znajdą się osoby o znakomitym dorobku naukowym będący doskonałymi dydaktykami jak i kompletne miernoty w obu aktywnościach.Są też doskonali naukowcy o niskich walorach dydaktycznych oraz osoby z małym dorobkiem ale bardzo dobre dydaktycznie (i wcale to nie znaczy, że muszą wykładać przestarzałą wiedzę). Istnieje też duży rozsiew między oczekiwaniami dydaktycznymi studentów i wykładowców (nie zawsze wysoka jakość merytoryczna wykładu pokrywa się z oczekiwaniami studentów). Często można usłyszeć, że wykład jest za trudny, a najlepiej są oceniani ci, co pokazują dużo obrazków, przekazują mało treści i dobrze oceniają na egzaminach i kolokwiach.

      Usuń
    2. do Anonimowy 3:49. Piszemy o dwoch roznych rzeczach. To o czym Pan/Pani pisze dotyczy zycia uczelnianego/instytutowego na codzien. A ja napisalem o sytuacji w centralnych cialach decyzyjnych. Tam sa praktycznie przedstawiciele tylko dwoch grup: "starszawych" profesorow" i "przebojowych pawi". To co wychodzi w postaci rozporzadzen, zalecen itp. to wynik przeciagania liny pomiedzy tymi grupami. Przy czym obie grupy walcza tylko o swoje wlasne intresy. Nie obowiazuje zadne szersze widzenie spraw, gdyz za kazda osoba, wybrana do jakiegos ciala stoi zawsze jakas instytucja, ktora te osobe wprowadzila i ktora oczekuje dzialania w interesie tej instytucji. Nie ma czasu i miejsca na myslenie calosciowe typu "dla dobra Kraju". Czasem zdarza sie, ze trafiaja sie ludzie sensowni w szerszym rozumieniu (np. E.Kulczycki). Ale to sa bardzo wyjatkowe sytuacje. Np. na dzien dzisiejszy Obywatele Nauki nie sa zapraszani do rozmow o pieniedzach. Bo o prawdziwych pieniedzach rozmawiaja tylko ludzie w 100 procentach przewidywalni.

      Usuń
    3. O'k, tylko przeciętnego pracownika bardziej interesuje to co na dole niż te przepychanki na górze. Już kiedyś pisałem, że największe durnoty powstają raczej na poziomie uczelni (nie jestem młodzieniaszkiem i miałem okazję zajmować też kierownicze stanowiska). Zwykle, zarządzenia przychodzące z góry mają jakiś poziom ogólności i treścią wypełniają je organy statutowe uczelni, a w nich osoby "ogarniające całość problemu" stanowią mniejszość nie przekładającą się na wyniki głosowań. Czasem odnoszę wrażenie, że te narzekania na system u góry stanowią dobry parawan dla przykrywania głupot, które tworzą się na dole.
      A tak z innej beczki. Przed rekrutacją w obecnym roku chodziły złowieszcze proroctwa jak niż demograficzny wpłynie na samopoczucie wydziałów. Tymczasem na moim uniwersytecie (czołówka krajowa) na ponownie utworzonym kierunku biologia ogólna (postanowiliśmy odejść od wąskich specjalności zawodowych i powrócić do dawnej, szeroko rozumianej biologii) zgłosiła się rekordowa liczba chętnych i większość jednostek ma nadgodziny w pensum. Chyba młodzież lepiej wyczuwa co tak naprawdę bardziej się opłaca w wykształceniu, wiedza ogólna czy enigmatyczny zawód, po którym trudno znaleźć pracę. Jak podał niedawny raport dotyczący bezrobocia, najmniejszy procent bezrobotnych wyszedł wśród absolwentów filozofii.

      Usuń
  3. Bardzo ciekawa dyskusja się tu rozwinęła!

    Z mojej perspektywy:
    1) Na studiach 1. stopnia korelacja między tzw. doskonałością naukową a przydatnością dydaktyczną jest w naszych warunkach bliska zeru lub wręcz ujemna. Co innego studia magisterskie i - zwłaszcza - doktoranckie. Tam doskonałość (czy choćby "przyzwoitość") naukowa jest warunkiem koniecznym robienia dobrej dydaktyki.
    2) Polska cierpi na dramatyczny "dryf akademicki": uczeni uzasadniają rację swojego bytu hipotetyczną możliwością odkrycia czegoś wielkiego (skoro koledzy w USA czy Holandii coś ważnego odkrywają), jednak w rzeczywistości cała para idzie w gwizdek, czyli makulaturę. Bo polska nauka jest ksobna, nastawiona na zaspokajanie własnych potrzeb. A o potrzeby innych niech się martwią.... inni! Główną potrzebą polskich uczonych są zaś stopnie i tytuły naukowe. Czyli makulatura, której NIKT NIE CZYTA. Polski uczony potrafi mówić DAJ, ale ma kłopoty z określeniem, co sam może dać w zamian, a co byłoby przydatne swojemu mecenasowi. A potem płacze, że mało zarabia.
    3) Jedyne, co w takim kraju jak nasz ma sens, to dobrze kształcić młodzież; i być może mieć jeszcze nadzieję, że pojawi się przemysł lub administracja rządowa/regionalna, której nasza praca, wiedza, doświadczenie do czegoś się przydadzą.
    4) Doskonałość naukowa w naszych warunkach to zasłona dymna, przykrywka dla hodowania indywidualnych egoizmów. Cały system awansów nastawiony jest na pompowanie tych egoizmów nawet w ludziach, którzy z natury mają bardziej społecznikowski charakter.
    5) Konsekwencją traktowania nauki jako zbioru prywatnych folwarków "wielkich naukowców" jest brak zainteresowania nauką ze strony środowiska, ze strony ludzi, wśród których żyjemy, a stąd tylko krok do finansowania na poziomie kroplówki.
    6) Nie ma z tego łatwego wyjścia, bo problem leży głęboko w nas, w naszej mentalności.
    7) Powtórzę: doskonałość naukowa nie może być celem, lecz środkiem musi być do osiągnięcia ważniejszego celu, jakim jest cywilizacyjny awans Polski. Przykład trzech krajów, Izraela, Tajwanu i Korei Pd. dowodzi, że jak się chce, to można, warunkiem jest jednak światła, długofalowa polityka państwa. Gdyby naukę w Izraelu oprzeć na stopniach i tytułach, a cel wyznaczyć w publikacjach, to tamtego kraju już by dawno nie było. I to nie profesura wymyśliła Iron-Dome, Merkavy, czy rakiety do polskich czołgów, tylko ludzie, których ta profesura wykształciła. Dlatego tak ważna jest edukacja wyższa.
    8) Bynajmniej nie postuluję, by zastąpić naukowców dydaktykami, tylko by całości naszych działań nadać sensowny, przemyślany kierunek.

    3.14

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W pelni sie z tym zgadzam - tylko uwaga do pkt 1.
      Na wiekszosci polskich uczelni podzial na studia pierwszego stopnia i drugiego jest tylko formalny w sensie czasookresu. Zaryzykuje stwierdzenie, ze w niewielu osrodkach istnieja prawdziwe studia magisterskie. Innymi slowy NIGDY nie wdrozono na polskich uczelniach ducha procesu bolonskiego.
      Jeszcze raz pozwole sobie w tym miejscu podkreslic, ze w wiekszosci przypadkow podzial na studia dwustopniowe odbyl sie przy jak najmniejszym naruszeniu "lupow" godzinowo-etatowych z programow jednolitych studiow. Studia drugiego stopnia sa w dalszym ciagu studiami masowymi, studenci nie realizuja zadnych projektow badawczych wraz ze swoimi promotorami. Zapisy po ostatniej nowelizacji sa w dalszym ciagu martwe i takimi pozostana.
      Na obecnym etapie "rozwojowo-mentalnosciowym" kadry i systemowym (algorytmy finansowania i polityka zatrudniania) polskie uczelnie nie sa nawet zdolne do ustalenia kryteriow naboru tak by roczniki studentow byly o zblizonych mozliwosciach intelektualnych pozwalajacych realizowac zalozone programy dydaktyczne. Gdzie tutaj miejsce na dyskusje o "doskonalosci naukowej" jak nie mamy wypelnionych warunkow koniecznych ani dla rozwoju naukowego studentow na studiach magisterskich ani efektywnej dydaktyki masowej na studiach pierwszego stopnia.
      Recepty typu wprowadzic egzaminy wstepne czy powrot (fikcyjny) do studiow piecioletnich obrazuja tylko stan umyslowy i mozliwosci intelektualne gremiow je proponujacych. To tez jest posrednio odpowiedz dlaczego jest tak jak jest a nie inaczej w polskim szkolnictwie wyzszym.
      Anonim 1:05

      Usuń
    2. Kadra uczelni jest niechętna zmianom w programach nauczania, bo postrzega dydaktykę jako stratę czasu i zło konieczne. Utwierdza w tym przekonaniu system awansów na uczelni, zależny od dorobku naukowego (przede wszystkim wg kryterium ilościowego). Z kolei stopnie i tytuły naukowe nie korelują w dostatecznym stopniu ani z doskonałością naukową ani z dydaktyczną. Wg mnie najlepszym rozwiązaniem byłaby likwidacja stopnia dr. hab. i tytułu profesora, bo są biurokratyczną barierą przez otwarciem uczelni na profesjonalistów. Hierarchia tzw. awansów naukowych, odziedziczona po PRL-u, nie przystaje do wymogów współczesnego świata. Konieczność zatrudniania określonej liczby profesorów nie przeszkadza w erozji poziomu nauczania uczelni ani nie gwarantuje jej przyzwoitego poziomu naukowego. Widać zatem, że minima kadrowe są zbędne, bo nie spełniają swojego zadania. Przeciwnie - utrudniają dostęp do zawodu nauczyciela akademickiego osobom, które mają odpowiednie do tego kwalifikacje, lecz nie odbyły czasochłonnego rytuału awansów naukowych.

      Usuń
  4. Przekażcie tą informację znajomym. Bardzo smutne. Dlaczego nie udostępnia się jawnych publicznych informacji, do których każdy obywatel ma prawo dostępu ???

    Jerzy Bielec
    "Właśnie Narodowe Centrum Nauki w Krakowie wniosło o NSA o kasację wygranej przeze mnie sprawy w kwestii udostępnienia informacji publicznej o miejscach zatrudnienia recenzentów i przyznających granty, twierdząc, że kontrolę nad tym sprawują "koordynatorzy", którzy jednak te informacje niszczą, a ogólnie to NCN nie jest w stanie przedstawić dokumentów, które potwierdzałyby, że trzyma się własnych procedur, bo to byłoby dla nich rzekomo zbyt pracochłonne. Zatem wnosi o nieudostępnianie tych informacji:
    http://orzeczenia.nsa.gov.pl/doc/86B284B641

    Wniosek o te informacje wysłałem rok temu, dwukrotnie mi odmówiono, sąd przyznał rację, a NCN nadal zabiega o to, by wyroku nie zrealizować."

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to poczeka Pan jeszcze ze 2-3 lata. Uporu życzę :-)

      Usuń
    2. Nie spodziewałem się, ze będą tak kręcić. Chyba jednak trafił pan w ich czuły punkt. Ciekawe...

      Usuń
    3. tak, to jest faktycznie zastanawiające - czyli NCN jak rozumiem nie realizuje wyroku sądu?

      Usuń
    4. A mnie to wcale nie dziwi. Jestem bardziej niż pewien, że po ujawnieniu dokumentów cała "transparentność" NCN okazałaby się picem na wodę i fotomontażem i dopiero rozszedłby się po okolicy smród dawno gnijącego trupa. Ciekawe jakiej ekwilibrystyki intelektualnej i chwytów erytrystycznych użyłby np. tak aktywny tutaj swego czasu prof. Karoński, aby wytłumaczyć nam, że to dla naszego dobra instytucja państwowa nie respektuje prawomocnych wyroków sądów. Jak pracując w PAN muszę archiwizować całą moją korespondencję ze sprzątaczką, bo pilnuje tego 20 różnych punktów regulaminów, a NCN nie archiwizuje kwitów dokumentujących rozdawanie milionów? Zaiste, ciekawe...

      Usuń
  5. Czy ktoś zna bardziej "nietypowe" (delikatnie mówiąc) tłumaczenie publicznej agencji, która rozdaje publiczne pieniądze podatnika, że te informacje sa "niszczone" ????

    OdpowiedzUsuń
  6. Ludzie, a jakim kraju my żyjemy ??? Odmowa dostępu do informacji publicznej to poważna sprawa i nie mogła by się zdarzyć w normalnie funkcjonującym systemie !

    OdpowiedzUsuń
  7. Szok. Przeczytajcie komentarz na blogu habilitant2012 !:

    "Dostałem ostatnio sporo listów, za wszystkie dziękuję. Te, które mogę, będę systematycznie opisywał na blogu. List, o którym chcę napisać tym razem (znów bez szczegółów, które w dużej mierze znam), to list od osoby, która 'zasiada'. Mój korespondent(tka) jest członkiem kilku ważnych (prominentnych?) komisji, które podejmują decyzje w sprawach finansowania akademickiego.
    To, co przeczytałem w liście, jednak mnie zaskoczyło. Naiwnie łudziłem się, że gdy wchodzą w grę pieniądze, decydenci starają się podejmować decyzje na podstawie 'faktów', a zatem jakości dokumentów, dorobku, znaczenia itd.itp. Niestety, mój korespondent(tka) rozwiewa jakiekolwiek wątpliwości. Decyzje podejmowane są wyłącznie na podstawie bliższych czy dalszych związków beneficjenta decyzji z podejmującymi ją. Dzisiaj wybieramy moje(go/ą), jutro twoje(go/ą). Członkowie komisji uprawiają mniej lub bardziej widoczny handel wymienny. I tak to kręcą się koła finansowania nauki polskiej.
    Porzućcie wszelką nadzieję, wy którzy wchodzicie".

    http://habilitant2012.blox.pl/2015/10/Elita.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a czyj to blog? Czy przypadkiem nie jednego z namiętnych dyskutantów na tym blogu?

      Usuń
    2. Słuchajcie, zgodnie z wypowiedziami na blogu habilitant2012 sprzed kilku miesięcy takie osoby, które zasiadają w komisjach decydujących np. o środkach publicznych, pełnią funkcję funkcjonariuszy publicznych i w przypadku jakiejkolwiek "korupcji" (niekoniecznie finansowej) ponoszą konsekwencje prawne jak każdy urzędnik.

      Usuń
  8. Nowa ustawa zmieniająca ocenę parametryczną w nadzwyczajnie szybkim trybie uchwalona ! Teraz w punktacji będą się liczyły wy monografie i publikacje lokalne w wydawnictwie uczelnianym. Tak daliśmy się "wystrychnąć na dudka". Bardzo smutne. Piękne słowa o umiędzynarodowieniu to mit.

    OdpowiedzUsuń
  9. Artykuł - Gazeta Wyborcza Poznań:

    "Prezesem fundacji do lutego tego roku był Roman Dworzyński, menedżer zatrudniony przez uczelnię. Nie chce rozmawiać z "Wyborczą". Twierdzi, że na bankructwie zaważyła zła koniunktura na rynku. O fundacji nie chce też rozmawiać prof. Edmund Grześkowiak, prorektor, który zasiadał w radzie fundacji (tłumaczy się brakiem czasu).

    Informacji udziela jedynie przewodniczący rady, prof. dr hab. Maciej Zabel, kierownik Katedry i Zakładu Histologii i Embriologii na poznańskim Uniwersytecie Medycznym. Zastrzega, że rada nigdy nie zajmowała się polityką finansową, poza zlecaniem corocznych audytów. - A z audytów i sprawozdań przeprowadzonych w 2012 i 2013 nie wynikało nic niepokojącego. Dopiero pod koniec 2014 roku prezes Dworzyński przekazał nam informacje, że na polski rynek weszli Koreańczycy i nasze implanty przestały się sprzedawać - tłumaczy".

    Cały tekst: http://poznan.wyborcza.pl/poznan/1,36037,18999865,miala-byc-zyla-zlota-upadek-fabryki-implantow-uniwersytetu.html#ixzz3pTZCyQ94

    Czy Pan Profesor jest przewodniczącym KEJN ?

    OdpowiedzUsuń
  10. Trzeba sie gosciowi lepiej przyjrzec. Moze jest tez troche lysy, a moze nosi staromodna marynarke. To tez moga byc jakies wazne argumenty w tej walce o to, aby sprawy toczyly sie tak, jak trzeba.

    OdpowiedzUsuń
  11. Czy wieloetatowość jak powyżej jest w całkowicie zgodna z przepisami ustawy o szkolnictwie wyższym ?

    OdpowiedzUsuń
  12. No Panie Gospodarzu (czyli Panie Michale Ż.) cos ostatnio malo tutaj sie dzieje. Czyli nastal jakby czas merytorycznych dyskusji, ktore zazwyczaj sa okropnie nudne i koncza sie tym, ze uczestnicy ucinaja sobie w miedzyczasie drzemke.
    z_a

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to prawda, postaram się nadrobić zaległości - ale gdybyście mieli jakieś ciekawe informacje to podrzućcie namiary

      Usuń
  13. Niedługo powinna zostać opublikowana nowa lista czasopism z przydzielonymi punktami. Podobno zagranie bez IF mają być za piątaka :-) Z pewnością wtedy dyskusja się ożywi.

    OdpowiedzUsuń
  14. Powyżej chodziło mi o zagraniczne.

    OdpowiedzUsuń
  15. no ale Kulczycki pisał że ostatecznie nie ma podziału punktów za publikacje - coś wiecie czy to prawda? Nie miałem czasu żeby to sprawdzić

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tekście projektu dostępnym w internecie (a jest to podobno już ostateczna wersja) rzeczywiście całkowicie wycofano się z dzielenia punktów. Tu link do rozporządzenia w PDF:

      http://legislacja.rcl.gov.pl/docs//506/12274051/12296987/dokument190657.pdf

      Usuń
    2. niezależnie od treści, to jeśli rządowe centrum legislacji wrzuca pdf-a w takiej formie, to na serio mamy poważny kryzys w kraju...

      Usuń
    3. wygląda jak wygląda :-), ale po raz pierwszy jest to chyba ogólnie dostępne. Jedno pytanie. Dlaczego jest napisane, że rozporządzenie wchodzi z dniem 1 stycznia 2017 roku?

      Usuń
    4. nie mam pojęcia - ale chodźmy z tą dyskusją do nowego posta, ok? :-)

      Usuń
    5. "Dlaczego jest napisane, że rozporządzenie wchodzi z dniem 1 stycznia 2017 roku?"

      Bo następna waloryzacja jednostek będzie robiona w 2017 roku.

      Usuń
  16. Bardzo dobrze, że usunięto absurdalne zapisy o podziale punktów !. Wniosek jest jednoznaczny, ktoś powinien ponieść poważne konsekwencje ze to, że zmarnowano pieniądze podatnika i za to, że próbowano wprowadzić te szkodliwe dla nauki przepisy.

    OdpowiedzUsuń