sobota, 5 stycznia 2019

Top universities

Wpadłem na to przypadkowo, więc tak noworocznie, bez żadnego trybu...
Michał Żmihorski


38 komentarzy:

  1. W ciągu najbliższych 10-11 lat sytuacja w szkolnictwie wyższym w kraju nie ulegnie większej zmianie na lepsze. Oby się tylko nie pogorszyło.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czekam na tumanistów... a przepraszam, humanistów (nie zamierzona pomyłka), którzy będą tu smarować wywody o tym, że rankingi nic nie znaczą, co najwyżej tradycja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A czym się mogą poszczycić reprezentanci nauk internacjonalnych w kraju? Nie słyszałem o ich sukcesach, które na dłużej zagościłyby w mojej pamięci. Natomiast mapka powyżej obnaża polskie szkolnictwo wyższe ogółem.

      Usuń
  3. a co sądzić o tym? Z jednej strony humanistyka faktycznie nie może bazować wyłącznie na liście filadelfijskiej, jednak odbieram tę wypowiedź trochę jak "dajcie nam forsę, a my już sami będziemy decydować co i jak mamy robić"

    https://wpolityce.pl/polityka/428324-prof-nowak-nie-chcialbym-zeby-pis-zlikwidowal-humanistyke

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się w całej rozciągłości z wypowiedzią prof. Andrzeja Nowaka. Swoją drogą, to nie znam takiego kraju w Europie, gdzie dane MNiSW ustala wykaz wydawnictw dla monografii i czasopism z nauk H-S. Przypomina, to próbę centralistycznego zarządzania nauką.

      Usuń
    2. No jakieś gendery i feministki są lepsze od Polskiej Humanistyki... ; )

      "Rozporządzenie przewiduje, że 200 punktów będzie otrzymywała publikacja, która ukaże się w jednym z czasopism znajdujących się na tzw. liście filadelfijskiej. Czasopism polonistycznych jest na tej liście jak na lekarstwo. Są natomiast inne, takie jak „Gender, Place & Culture: A Journal of Feminist Geography”, albo “Hypatia. A Journal of Feminist Philosophy”
      (...)
      "A za publikację w „tradycyjnym”, polskim czasopiśmie polonistycznym spoza listy filadelfijskiej – tylko 20. Nie rozumiem dlaczego polscy naukowcy mają otrzymywać dziesięciokrotnie mniej punktów za publikację w czasopismach, w których są najwyższe standardy dotyczące polonistyki niż za opublikowanie tekstu w periodyku zachodnim, w którym nie istnieje nawet blade pojęcie o polskiej literaturze, ani o jej historii."

      Skoro Pan Profesor tego nie rozumie to jest to dowód dlaczego Polska Humanistyka jest taka jaka jest...

      Usuń
  4. "Nie rozumiem dlaczego polscy naukowcy mają otrzymywać dziesięciokrotnie mniej punktów za publikację w czasopismach, w których są najwyższe standardy dotyczące polonistyki niż za opublikowanie tekstu w periodyku zachodnim...bla bla bla".

    Ponieważ polscy naukowcy robią i piszą bla bla bla...

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie ma ani jednej uczelni wyższej z Pomrocznej. Fiu, fiu, fiu... może Gowinowa konstytucja dla nauki coś dopomoże.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ponoć cała nadzieja tkwi w federacjach uczelni wyższych, jak rzekł pan dr. Piotr Dardziński dziś. Tym samym za kilka lat sytuacja poprawi się, to wszystko dzięki ustawie 2.0. Musimy uwierzyć w moc tej ustawy. Przecież to konstytucja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie glosy faktycznie sie slyszy, ze calosc wysilkow organizacyjnych Ministerstwa bedzie skoncentrowana na laczeniu uczelni i ponoc wtedy mamy szanse na dwie uczelnie w drugiej setce (inna sprawa, czy w podobny sposob da sie zalatwic sprawe zdobywania grantow UE, mapka w tym przypadku wyglada prawie identycznie, ale na razie to sprawa drugorzedna). Oczywiscie, jesli dwie polskie federacje pojawia sie w drugiej setce, to Gowin odtrabi sukces. Malowanie trawy zawsze swietnie nam wychodzilo. Bedzie dobrze :-))

      Usuń
    2. Racja, ale zanim federacja np. UW - WUM wejdzie do tej drugiej setki najlepszych uczelni świata, to też upłynie kilka lat. Wbrew pozorom awans federacji dwóch uczelni w rankingach akademickich wymaga jednak czasu. Niemniej będzie to przypominało malowanie trawy. Moim zdaniem ważniejsze są granty UE, a czas działa tutaj na naszą niekorzyść.

      Usuń
    3. Podobno na druga setka maja szanse, od zaraz, uczelnie krakowskie i warszawskie (po wchlonieciu dodatkowo niektorych instytutow panowskich). Oczywiscie bedzie opor, bo ranga pojedycznych rektorow spada. Ale np. Poznan moze pokazac jak to sie robi i przescignac (na chwile) Krakow i Warszawe, ktore moga sie wtedy zebrac lokalnie, zeby przescignac Poznan. Oczywiscie, to spekulacje, ale dobrze pasujace do naszej narodowej mentalnosci. W kazdym razie takie spekulacje ostatnio "chodza po srodowisku".

      Usuń
    4. Federacje uczelni mają szanse przebicia się w świecie, ale na awans od zaraz do drugiej setki, szybko bym nie liczył. Natomiast federacje uczelni wyższych i wybranych instytutów PAN są możliwe, choć nie będzie to przysłowiowe wchłonięcie jednych przez drugich, bo obydwie strony zachowałyby osobowość prawną i autonomię. W tym sensie taka federacja miałaby dość luźną strukturę. Podobnie rzecz wyglądałaby z instytutami badawczymi.

      Usuń
    5. Symulacje robione w ministerstwie pokazują, że po komasacji uczelni z czterech miast (Warszawa, Kraków, Poznań, Wrocław) jest możliwe wprowadzenie 4 takich mega-uniwersytetów do drugiej-trzeciej setki w rankingu od razu. W gruncie rzeczy byłby to powrót do przeszłości, bo w czasach tuż po wojnie, to właśnie takie uniwersytety funkcjonowały, a dopiero później doszło do rozdrabniania. Ale myślę, że jest to możliwe tylko odgórnie, droga ustawową, bo na dogadanie się środowiskowe trudno liczyć. We Wrocławiu już po kilku spotkaniach w sprawie fuzji tak się rektorzy i pełnomocnicy pożarli, że idea z głów wyparowała.

      Usuń
    6. Rektorzy pożarli się, bo gro utraciłoby szereg przywilejów. Kiepsko to wygląda na naszym polskim podwórku. Każdy rektor, uniwersytet pilnuje własnego siedzenia, a MNiSW pozostaną jedynie symulacje i awantura w tle.

      Usuń
    7. Z tej dyskusji widac, ze temat symulacji jest znany, jak tez problem z dogadaniem sie rektorow. Ale wystarczy, ze jednoz miast sie wylamie i zrobi federacje, zeby innych ustawic w sytuacji przymusowej. A Ministerstwo ma marchewke finansowa, aby rzeczy szly w takim kierunku. Dlatego wiele wskazuje na to, ze to bedzie nasz "kierunek rozwoju", lub inaczej, trzymanie sie tego w czym jestesmy od zawsze dobrzy, czyli malowania trawy.

      Usuń
  7. [AHumb]
    1) Rozdział dydaktyki od nauki.
    2) Rozdział nauki od biurokracji.
    3) Jednostki flagowe, a nie "lepszym ciut więcej, ale generalnie po równo".
    4) Finansowanie projektów, które potencjalnie przyniosą wartościowe wyniki, a nie takich, które na 100% się udadzą (looking at you, NCN).
    5) Czystki kadrowe. Przy czym słabi naukowcy będący dobrymi dydaktykami mogliby spokojnie się realizować w ramach punktu 1.
    6) Szkolenia z zarządzania zespołami/kompetencji miękkich.

    OdpowiedzUsuń
  8. do [AHumb] i punktu 5.
    U nas na Wydziale zrobili tak, że tych co mają problemy ze zrobieniem habilitacji lub będą wchodzili do n0 przenoszą na starszych wykładowców lub upychają w innych miejscach na Wydziale Chemii UMCS. Pani Dziekan robi to po cichu, tak żeby nikt nie wiedział. A na 20 przeniesionych z 2 wywalą, żeby pokazać że coś robią. Oczywiście Ci przeniesieni zabierają godziny, tak więc nie ma szans na zatrudnianie młodych/nowych pracowników i degradacja wydziału przez prywatę jednej osoby pogłębia się.
    O czym my mówimy. Jeżeli od górnie nie zostaną wprowadzone odpowiednie uregulowania bazujące na metrycznych wskaźnikach, nie mamy co liczyć, że sytuacja się poprawi.

    Konsolidacja to malowanie trawy, każda uczelnia mogłaby awansować w ciągu 5 lat, gdyby usunięto z nich nierobów, otworzono się rzeczywiście na świat i zaczęto robić prawdziwe konkursy. A profesorowie oczywiście - Ci niewydajni - wykopani by zostali z uczelni na zbity ryj. Obecnie na uczelniach porobiono setki słabych habilitowanych, co będzie prowadziło do dalszego obniżania jakości nauki i obym sie mylił, a zresztą mam to gdzieś, zgodnie z pierwszym wpisem - na pewno się pogorszy. Tylko jak jest 0 w pierwszej 500-tce to, to już bardziej nie możemy spaść ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Konsolidacja uczelni nic nie da, ani symulacje przeprowadzane przez MNiSW, gdyż Gowin po symulacji z 2018 r. był przekonany, że UW wejdzie do trzeciej setki uczelni w rankingu ARWU, a jednak tak się nie stało. Mamy coraz słabsze kadry akademickie i uczelnie także, a pieniędzy na zatrudnienie konkurencyjnych profesorów ze świata nie ma. Pozostało malowanie trawy i majaki o potędze.

      Usuń
    2. Proponuję zapoznać się z programem NAWA Polskie Powroty. Celem programu jest umożliwienie naukowcom powracającym z zagranicy założenia grup badawczych w Polsce, na przyzwoitych warunkach finansowych, i - domyślnie - rozkręcenia badań na światowym poziomie. Jako jeden z dwudziestu paru tegorocznych laureatów, bardzo sobie inicjatywę chwalę - choć wyobrażam sobie, że to kropla w morzu potrzeb. Ale pieniądze to jedno, a możliwości ich wydawania w logiczny sposób to drugie. Dowiedziałem się właśnie, że z przyznanych środków nie będzie można sfinansować np. kosztów podróży na rozmowę kwalifikacyjną w sprawie dużego grantu badawczego.

      Usuń
    3. Panie Piotrze, to wkrótce Pan się dowie, że nie można sfinansować miliona innych rzeczy z którymi nie miałby Pan problemów za granicą. Polska jest strasznym krajem do robienia badań a niedorozwoje z administracji zrobią wszystko żeby jeszcze bardziej to utrudnić.
      Musi Pan kombinować, czyli trzeba powiedzieć, ze jedzie Pan na konsultacje naukowego do kogoś gdzie odbywa się to spotkanie (domyślam się do Brukseli) i wtedy to przejdzie. W tym chorym kraju nie da się zrobić nic normalnie.
      Idea NAWY jest świetna, ale z tym powinny iść inne globalne zmiany, a przede wszystkim zmiana mentalności administracji, że nie są do tego aby nas kontrolować ale żeby znaleźć rozwiązanie i ułatwić nam życie. Po drugie, po tych kilku latach finansowania, zderzy się Pan z polską rzeczywistością. Dla ludzi których Pan przyjął w ramach grantu, nie będzie etatów, mimo, że publikują 2x lepiej niż większość etatowców, itd.
      Po co Pan wracał ???? (pytanie retoryczne).

      Usuń
    4. Panie Piotrze, fajnie, że Pan wrócił do kraju i to się ceni, ale NAWA nie odnowi oblicza tej ziemi. Niech Pan się zapozna z raportem NIK z 2018 r., a dotyczącym szkolnictwa wyższego w RP, gdzie jest mowa m.in. o coraz gorzej przygotowanych merytorycznie kadrach akademickich, które systematycznie napływają do polskich uczelni itd.

      Usuń
    5. Trudno aby coraz lepsze kadry dopływały skoro tak mało do tej pory płacono pracownikom nauki, zwłaszcza tym młodym. Teraz trochę drgnęło, od 1 stycznia każdy dostał ok. 1000 zł podwyżki netto więc może i motywacja będzie większa. Żaden rząd do tej pory nie zaoferował tak wysokiej podwyżki.

      Ale to biadolenie na tym blogu jest nieznośne. Przypomina mi to atmosferę w naszej katedrze. Przychodzą młodzi "uczeni" z rana do pracy, zaparzają kawkę i przez dwie lub trzy godziny biadolą jak to jest nieznośnie pracować na uczelni. Nie mają żadnego pomysłu na pracę naukową, nie chce im się pisać projektów o granty itd. I tu na blogu to samo, nic się nie da, nic się nie uda, stara śpiewka o jakiejś profesurze blokującej postęp i tak w kółko.
      Akurat jako pełnomocnik do spraw fuzji uczelni w dużych ośrodkach z ramienia mojej uczelni miałem wgląd w symulacje i wbrew temu co pisze anonim z 9:45 te duże ośrodki miałyby szansę na wskoczenie do rankingu. I akurat parametry naukowe nie wyglądają w tych symulacjach najgorzej. Decydują kwestie rozdrobnienia strukturalnego, słaba polityka wobec absolwentów, słabe umiędzynarodowienie oferty itp.

      Usuń
    6. Kontrolerzy NIK zwrócili uwagę na coraz gorzej przygotowane do pracy pod względem merytorycznym kadry akademickie, które systematycznie napływają do uczelni wyższych. Nie ma to nic wspólnego z wynagrodzeniem, uposażeniem, ale z coraz niższym poziomem edukacji na wszystkich szczeblach w RP(destrukcyjne, wieczne reformy dla reform).
      W sprawie międzynarodowych rankingów akademickich, to polskie uczelnie wyższe samodzielnie, jak i w drodze federacji stanowią bardzo słabe ogniwa. Próba łączenia kilku szkół wyższych w jeden sztuczny, federacyjny twór na dłuższą metę nie przyniesie wymiernych korzyści żadnej ze stron, ani nie poprawi opinii o polskich uczelniach wyższych w międzynarodowym środowisku akademickim.

      Usuń
    7. Do zawodu nauczyciela akademickiego od dawna jest negatywna selekcja. Nie wystarczy geniuszy i hobbystów, żeby zasilać kadry uczelni. Zwłaszcza, że geniusze i hobbyści raczej wolą wyjechać jak najdalej od Polski.

      Tak jak Anonimowy8 stycznia 2019 20:04 uważam, że łączenie słabych organizacyjnie jednostek w większe pseudotwory nie ma zupełnie sensu. Zamiast się zastanawiać, jak poprawić wydajność, my idziemy na ilość. Czyli chcemy dalej płacić całym pokoleniom "ważnych naukowców" bez dorobku. Nawet niż demograficzny nie będzie nam w tym przeszkadzał. W końcu władzę mają humaniści...

      Usuń
  9. Wracam do Krakowa w czerwcu, po jedenastu latach pracy naukowej w Anglii, Stanach i Szwecji. Powody? Wierzę, że łatwiej będzie pozyskać środki na rozkręcenie bardzo ambitnego projektu od polskiego NCN niż np. od amerykańskiego NSF. Wiem, że będę pracował na dobrych warunkach i w dobrej atmosferze, i że będę mógł liczyć na wsparcie kolegów. Wiem, że są w Polsce młodzi naukowcy i studenci z dużym potencjałem, myślę że będę miał dla nich atrakcyjną ofertę, i będę próbował do nich dotrzeć, także przez ten blog :)
    Natomiast na pewno starcie z biurokracją będzie... interesującym doświadczeniem. Zakupy tego co potrzebuję i kiedy potrzebuję przy użyciu labowej karty kredytowej pozostaną miłym wspomnieniem, tak jak rozliczenie dwumiesięcznej zagranicznej ekspedycji poprzez wręczenie teczki pełnej wielowalutowych kwitków nieocenionej Rochelle z administracji. Ale wszak wszyscy chcemy żeby tak właśnie wyglądały procedury? I niejeden z nas jest gotów o to walczyć?
    Rzeczywistość pewnie zweryfikuje wyobrażenia. Ale przelot na rozmowę kwalifikacyjną o grant opłaciłem sobie przed chwilą sam, i nie mam wątpliwości że to dobra inwestycja.

    OdpowiedzUsuń
  10. Panu Piotrowi Lukasikowi gratuluje otrzymania nagrody z NAWY. Gratuluje na serio bez podtekstow, gdyz zaraz NAWE skrytukuje. O pieniadze jak jest okazja to trzeba walczyc i je zdobywac.

    Dlaczego NAWA mi sie nie podoba? Bo paradoksalnie pokazuje jakim jestesmy zasciankiem. W "normalnych" krajach, sa po prostu otwarte konkursy na stanowiska akademickie. I na najlepsze uczelnie bierze sie po prostu najlepszych. U nas w zasadzie nie do pomyslenia jest, aby wygral ktos z zewnatrz (wyjatki sie zdarzaja, sam zreszta kiedys takim bylem). Ale standardowo "miejsca" trzyma sie dla swoich, najlepiej swoich wychowankow. Czyli NAWA jest po to, aby umozliwiac powroty ludziom dobrym, ktorych inaczej byc nie moze. Ale faktycznie NAWA nie naprawia systemu, tylko lagodzi bledy, ktore sa w systemie. Takie leczenie objawowe, a nie przyczynowe.

    W kazdym razie p.Piotrowi zycze dobrze, ale prosze poczytac sobie co dzieje sie z klubem Wisla krakow (zreszta w Legii bywaja podobne historie). Polacy przede wszystkim mentalnie nie dorastaja do Ligii Mistrzow. I to "niedorastanie" rozciaga sie na wiele obszarow zycia. Prosze sie przygotowac na totalny kabaret. Wowczas, byc moze sytuacja w PL pozytwnie Pana zaskoczy.

    OdpowiedzUsuń
  11. Zasada jest prosta:

    - jak ci płacą 10 tys. miesięcznie i rozliczają z roboty, to siedzisz na tyłku, robisz swoje najlepiej, jak tylko umiesz i kombinujesz, jak utrzymać dobre miejsce pracy, nawet jak utrudnia ci życie administracja;

    - jak ci płacą 5 tys miesięcznie i umiarkowanie rozliczają za robotę, to do sprawy można podejść dwojako: niektórym to wystarcza na to, aby skupić się na robocie, z umiarem dorabiając na boku na tyle, aby nie odbiło się to na pracy naukowej. Ci, którzy z uporem przeginają i są nieefektywni w pracy naukowej, po prostu się dziękuje;


    - jak ci płacą 2,5 tys. zł miesięcznie (sytuacja z wielu jednostek PAN) i masz do utrzymania rodzinę, to traktujesz swoją robotę jako płatnika składek ZUS i bazujesz na chałturach przez co nie masz czasu na pracę naukową, którą i tak się bardzo nie przejmujesz, bo wiesz że niemal od zaraz dostaniesz lepiej płatną pracę jako wykładowca dolnych półek w Lidlu. Dyrekcja jest wyrozumiała, bo wie, że z czegoś musisz żyć, a na Twoje miejsce przy takiej pensji nie znajdzie nikogo innego. Granica między byciem pasionatem a byciem frajerem jest bardzo cienka i dzisiaj za łatwo się ją przekracza, zaś w systemie myślenia naszych rządzicieli (Constitutio Gówniana) bycie pasionatem jest równoznaczne z byciem frajerem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wpis anonimowego z 7:39 jest najlepsza puentą tych wszystkich dyskusji o zarobkach i jakości pracy na uczelniach (a zwłaszcza w instytutach PAN). Reszta to pochodna tych zależności. Weźmy np. konkursy na stanowiska młodych pracowników. Jako członek komisji d/s zatrudnienia i jakości mam okazję obserwować nowych kandydatów. Poziom większości jest porażający. Co najgorsze, to część z tych kandydatów jest zatrudniana z powodu konieczności obsługi dydaktyki. Niby na kontrakty okresowe, ale przy braku kandydatów (mamy konkursy nieobsadzone od 3 lat) szybko mija czas kontraktu, a po dwóch czasowych trzeba już kandydata zatrudnić na czas nieokreślony, a z takiego etatu zwolnienie jest trudniejsze.

      Usuń
    2. A kto powiedział, że szczególnie młodzi naukowcy winni zarabiać dużo? Poziom młodych kadr akademickich na uczelniach wyższych w RP pikuje w dół, co obnażył ubiegłoroczny raport NIK. O jakości dydaktyki i badań naukowych prowadzonych w polskich uczelniach wyższych świadczy ich pozycja w międzynarodowych rankingach akademickich np. THEWUR, ARWU, SIR. Coś jest delikatnie mówiąc nie halo, a wszyscy tylko kasa, kasa, kasa, kasa.

      Usuń
  12. Wysokość wynagrodzeń jest bardzo ważna. Ale powiedziałbym, że pieniądze rzadko były głównym argumentem za rozpoczynaniem kariery naukowej w dziedzinie ekologii i ewolucji, czy to w Polsce, czy za granicą. Chciałbym usłyszeć, jak to wygląda z perspektywy obecnych studentów, doktorantów czy młodych doktorów.

    Jeśli za samo przychodzenie do pracy płacą tak mało że nie da się za to utrzymać rodziny, to logicznym się wydaje że trzeba albo 1) zmienić pracę, albo też 2) zainwestować czas i energię w to, by poprawić jej warunki. To nie jest łatwe i nie musi się udać: z tego właśnie powodu spora część moich amerykańskich kolegów odeszła od nauki. Ale odsetek składanych wniosków o granty które uzyskują finansowanie z NCN jest kilkakrotnie wyższy niż w wypadku amerykańskiego NSF (https://debblog.nsfbio.com/tag/funding-rate/ [zielona linia na wykresie]). Czy na pewno chcielibyście się z nimi zamienić?

    Zgadzam się z przedmówcą, że program NAWA Polskie Powroty ani nie rozwiązuje problemów polskiej nauki, ani dobrze o niej nie świadczy. Ale myślę, że jest to krok w dobrą stronę stronę. Który, mam nadzieję, pomoże zebrać krytyczną masę naukowców do walki z różnymi administracyjnymi absurdami, zarówno na poziomie jednostek, jak i całego systemu. Jestem w kontakcie z innymi osobami zainteresowanymi powrotem w ramach kolejnej edycji programu NAWA. Chętnie się też podzielę doświadczeniami (na priv) z innymi potencjalnie zainteresowanymi czytelnikami tego bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawa wypowiedź w stosunku do komentarzy pewnego taksonoma z USA, o wrocławskich korzeniach, który to bajki opowiadał jak to prosto jest zdobyć kasę na badania na amerykańskich uczelniach i jak dobrze tam ponoć płacą.

      Usuń
    2. Żadnych bajek nie opowiadał i na pewno nie twierdził, że tam jest prosto zdobyć granty. Ale liczba źródeł finansowania projektów w USA jest dużo większa niż w Polsce (a dla taksonomów w porównaniu z Polską to szczególnie), a jak ktoś jest wybitny to widać i w USA bez problemu finansowanie znajdzie (z tego co wiem to on z amerykańskiego NFS też co najmniej dwukrotnie granty miał). A co do zarobków to wypowiadał się tu już inny gość z USA i każdy może porównać jak tam jest i jak u nas,. No cóż, anonimowego z 16:25 zazdrość bierze, ale to takie typowe dla Polaka (zwłaszcza "prawdziwego").

      Usuń
    3. Gwoli ścisłości nasz rodak z USA tylko raz zdobył grant z NFS. Ale żeby uzmysłowić jakie źródła finansowania miał w swoim krótkim okresie pracy w USA (zanim został profesorem w jednym z uniwersytetów stanowych) to finansowany był przez:

      Standard Research Grant from Mazamas
      Microsoft Azure Research Award from Microsoft
      Grant from National Science Foundation
      Henry A. Jastro Awards from the Dept. of Entomology, UC Davis
      Young Explorers Grant from National Geographic Society
      Ernst Mayr Travel Grants from Harvard University

      To wszystko w okresie 9 lat pobytu w USA. Pozostawiam wam ocenę, czy opowiadał bajki.

      Te informacje znalazłem sam w internecie, wystarczyło wpisać nazwisko. Kwoty nie były porażające (też można je znaleźć w internecie) ale to pokazuje, jak w normalnym kraju można uzyskać wysoką efektywność naukową nawet przy umiarkowanym finansowaniu. Moi koledzy z wydziału dysponują o wiele większymi grantami z NCN-u, ale niekoniecznie robią tak błyskotliwe kariery.

      Zaczynam rozumieć więc kol. Piotra Łukasika, że wraca do kraju bo ma tu szansę na wyższe finansowanie. Nota bene sprawdziłem w internecie, że obaj panowie to prawie rówieśnicy, z podobnymi życiorysami i dorobkiem (i mrówkami w tle). Można się więc cieszyć, że mamy takich świetnych młodych badaczy w biologii.

      Usuń
    4. Ktoś napisze to nazwisko, czy ciągle będziecie o jakimś mitologicznym gościu gadać???

      Usuń
    5. Anonimie z 20:41
      A na co ci nazwisko. Chodzi o funkcjonowanie nauki u nas i w innych krajach, a nie konkretną osobę. Dwóch młodych ludzi zrobiło świetne kariery poza Polską, jeden wraca do kraju, drugi dostał interesującą propozycję stabilizacji w USA. Mam nadzieję, że kol. Łukasik odniesie sukces również w Polsce, zbuduje porządny zespół i przełamie tę atmosferę niemocy (chociaż obaj panowie pokazali, że i z Polski można startować po sukcesy za granicą, chociaż dla mnie w nauce nie ma takich granic).

      Usuń
    6. Dzięki wszystkim za miłe słowa! Pozdrawiam!

      Usuń
    7. Jest taki nietoperz, co w borach żyje.

      Usuń