piątek, 11 stycznia 2019

A dlaczego nie robi tego sekretarka?

To co sam powtarzam, i często jestem za to atakowany: nie jest kluczowy brak forsy lecz mentalność i organizacja. Kilka minut, ale warto, a jeśli nie macie aż tyle, to chociaż pierwsze dwie:

 

Michał Żmihorski

31 komentarzy:

  1. Mamy coraz słabsze uczelnie wyższe, jak i coraz gorsze kadry akademickie, które je systematycznie zasilają. Ponadto dydaktyka na przestrzeni ostatnich 30 lat podupadła i poziom realizowanych badań naukowych także. Wszystko to ma charakter powierzchowny i przyczynkarski. Dochodzi do tego bardzo niski stopień umiędzynarodowienia polskich uczelni itd. Ustawa 2.0 niewiele zmieni w rzeczonej sprawie. W sumie przeznaczamy na szkolnictwo wyższe aż 17 mld zł. rocznie, czyli tzw. unijną średnią, to nie jest mało, a efektów po prostu nie ma. Dobrze, że autor nadmienił o ubiegłorocznym raporcie NIK poświęconym uczelniom wyższym, gdyż jest to ważna lektura.

    OdpowiedzUsuń
  2. to równie prawdziwe co stwierdzenia: dlaczego Polska nie jest imperium światowym - wszystko przez mentalność; dlaczego polscy piłkarze nie zdobywają MŚ - wszystko przez mentalność; Mentalność jest chyba najmniejszym problemem; żeby cokolwiek zdobyć należy mieć kasę i zasoby, w przypadku uniwersytetów należy mieć furę pieniędzy oraz dobrze wykształconych uczonych. W Polsce nie ma kasy i dobrych uczonych też mało (jeśli są to zmieniają branże na lepiej płatną bądź na uniwersytety lepiej płacące - zachodnie). Stąd też jedyna rada "reformatorów" w Polsce to mentalność (tak poza wszystkim to chyba od kilku tysięcy lat nikt skutecznie i w krótkim okresie czasu nie zmienił ludzkiej mentalności). Co do sekretarek na uniwersytetach to selekcja jest negatywna ponieważ pensje są niskie, popatrzcie ile zarabia asystentka w NBP i wtedy to można wymagać :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie o to chodzi. Zwolnić najsłabszych i uzyskane środki przeznaczyć na dobre wypłaty dla mniejszej liczby profesjonalistów. A nie, tak jak teraz, marnować pieniądze na zatrudnianie tych, którzy sobie życiowo nie poradzili, bo tylko tacy będą pracować za gówniane pensje. Mniej ludzi, za lepsze pieniądze, ale muszą to być ludzie pracujący dobrze. Nauka jest pracą zespołową i działa tak dobrze, jak dobre są najsłabsze ogniwa zespołu.

      Usuń
    2. Tych dobrych jest 10% - 15% góra, i gdybyś zwolnił pozostałych to zaorałbyś tych, którzy się ostali i pogrzebałbyś praktycznie wszystkie uczelnie wyższe w kraju na amen. Problemem są coraz gorzej merytorycznie przygotowane do wykonywanej pracy, a systematycznie napływające do uczelni młode kadry akademickie. To jest katastrofa, bo właśnie te kadry będą decydowały niebawem o przyszłości polskich uczelni wyższych w świecie.

      Usuń
    3. Anonimowy12 stycznia 2019 11:41, wystarczy zwolnić 10-15% tych z samego dołu, a już byłaby dramatyczna poprawa sytuacji, zapewniam Cię!

      Usuń
    4. OK. I do tego nalezaloby zlikwidowac instytuty PAN-owskie, gdyz one nie pelnia dzisiaj zadnej roli spolecznej, czyli nie ma z nich zadnego pozytku dla podatnika. Czyli zwolnienie 10-15 % slabeuszy z uczelni i likwidacja PAN-ow. Zgadzam sie, ze wtedy byloby duzo lepiej.

      Usuń
    5. @ anonim 12:50

      Z punktu widzenia podatnika, to nie dostrzegam żadnego pożytku z polskich uczelni wyższych dziś. Koszt ich utrzymania stanowi 17 mld zł. rocznie (podobny poziom finansowania do nakładów na szkolnictwo wyższe w RFN), a praktycznie ani nie edukują młodzieży na przyzwoitym poziomie, ani nie prowadzą wyprzedzających, interdyscyplinarnych i twórczych poznawczo badań naukowych. Dlatego jaką role społeczną pełnią dziś uczelnie wyższe w Pomrocznej? Próba zrzucenia własnej nieudolności i braku umiejętności, sukcesów zawodowych np. na instytuty naukowe PAN nic nie da.

      Usuń
    6. OK, to jest opinia An 13:22, ze polskie uczelnie sa niepotrzebne i, idac dalej tokiem tego myslenia, tez chyba nalezaloby je zlikwidowac. My na tym forum tylko prezentujemy wlasne opinie, a decyzje podejmuja inni. Dlatego ja nie widze powodu do wchodzenia w dyskusje z An 13:22. Natomiast uwazazm, ze dobrze jest, ze tutaj kazdy moze zaprezentowac swoj punkt widzenia, nawet jesli jest on bardzo osobliwy.

      Usuń
    7. @ anonim 13:32

      Nie musisz wchodzić w dyskusje, to jest zrozumiałe, jak i fakt, że każdy może zaprezentować swoją opinie na tym blogu, ale ty anonimie uprawiasz demagogię i nic poza tym.

      Usuń
  3. U nas na Wydziale Chemii UMCS jest gość, który przez 20 lat pracy opublikował 3 prace indeksowane (i to nie w Nature czy Science). Nie ma żadnych patentów ani współpracy z przemysłem. O czym wy mówicie. Jak chcieli go zwolnić kilka lat temu, to jego "opiekun" powiedział, że jak to jest możliwe że dostał negatywną ocenę obecnie, jeżeli z poprzedniej oceny miał ocenę pozytywną a nie opublikował nic a obecnie ma jedną publikację i negatywną. I nie został zwolniony. Gość przed kolejną oceną uciekł na zwolnienie, po powrocie nie został poddany ocenie przez kolejne 3 lata.
    I tacy właśnie stanowią 10-15%, których należałoby natychmiast zwolnić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nalezaloby. Ale taki gosc zaswsze powie, ze robi dydaktyke wiec jest jakos tam uzyteczny, za to w PL sa instytuty PAN-owskie, z ktorych w ogole nie pozytku, czyli ze one generuja znacznie wieksze straty dla kraju. Jesli calosc logiki nie zostanie wyprostowana (tj. jesli nie zostana zlikwidowane te instytuty), to nie da sie przekonac indywidualnych ludzi, ze sa niefektywni. Jesli gosc teraz zostanie zwolniony, to powie, ze w PL wszyscy kradna, ale on mial pecha i dal sie zlapac.

      Usuń
  4. Widzę, że komuś ten PAN bardzo przeszkadza, ale bez tych instytutów mielibyśmy połowę mniej realnego dorobku naukowego. W kwestii uczelni już widzieliśmy ostatnio mapkę, teraz można jeszcze rozmontować PAN, żeby pracownicy uczelni nie mieli kompleksów.

    Znam sytuację z obydwu obozów (uczelnie i instytuty PAN).

    Nie jest dla nikogo tajemnicą, że na uczelniach średni dorobek pracowników jest słabszy niż w PAN, bo jest dydaktyka itd. To jest zrozumiałe. Ale coś trzeba zrobić z całą masą nauczycieli akademickich, którzy przez większość kariery wyłudzają bezczelnie pieniądze podatników, siedząc na stanowiskach naukowo-dydaktycznych, chociaż nic nie publikują albo publikują na miernym poziomie.

    Tak samo pod znakiem zapytania jest sens tworzenia i utrzymywania niskopłatnych stanowisk w PAN, na których siedzą słabi naukowcy, którzy może i są lepsi od dołów na uczelniach, ale nadal nie pracują na poziomie naukowca na pełen etat. Instytuty PAN powinny być elitą...

    Obydwa środowiska są zepsute przez dotychczasowe systemy oceny jednostek naukowych. Już widzę, jaka będzie komedia, żeby jednak nie wprowadzać systemu oceny pracowników z osobna, bo na dzień dzisiejszy prawie nikt nie wypełni swoich slotów publikacyjnych. Jak się okaże, że "gwiazdy" bez regularnego dorobku jednak ciążą swoim pracodawcom. Mogłoby być zapisane ustawowo, że taka relatywnie słaba ocena pracownika jest dla jego "kariery" żółtą kartką, ale to by oznaczało konieczność symbolicznej rotacji kadry w nauce. Nie do pomyślenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jestem za rozmontowaniem PAN-u dla samego rozmontowania. Tam pracuje sporo swietnych ludzi, ktorych mozna byloby wykorzystac do postawienia calego systemu na nogi. Ale na chwile obecna PAN to zrodlo patologii, takiego istnienia bez sensu i plaskiego kombinowania. Z takimi nastepstwami, jak bardzo slabe pensje mlodych pracownikow. Nikt normalny w jakimkolwiek rzadzie nie zgodzi sie na wieksze podwyzki "bez celu", w dodatku dla dyzurnych kombinatorow.

      Wcale nie jest prawda , ze "nie jest dla nikogo tajemnicą, że na uczelniach średni dorobek pracowników jest słabszy niż w PAN, bo jest dydaktyka itd." Wg obecnych koncepcji, pracownicy zarowno uczelni, jak tez PAN-u maja przedstawic do oceny po cztery sloty. Jesli przyjmiemy, ze dydaktyka zajmuje 50%, czasu, to mamy tutaj jawny przekret na niekorzysc uczelni. A jeden duzy przekret rodzi zawsze lawine malych przekretow, gdyz ludzie przestaja miec skrupuly. Rozumowanie jest proste: "oni moga kombinowac, to ja tez moge".

      Usuń
    2. Dawno nie czytałem takich bredni na temat PAN, jak u an. 16:16 i 19:27. To jest pisk anonimowych frustratów. Pocieszające jest to, iż w sprawie przyszłości PAN anonimowi goje nie mają nic do powiedzenia. Zabawne jest też to, że są tego zupełnie nieświadomi, więc piszczą dalej.

      Usuń
    3. Podtrzymuje moja opinie, nawet jesli ona nie jest/bedzie brana pod uwage przez obecne ciala decyzyjne.

      Usuń
    4. Twoja opinia, jak wielu innych anonimowych frustratów pozostanie w wirtualnej przestrzeni, gdzie też jest jej miejsce. A w sprawie przyszłości PAN to obecna struktura zostanie zachowana z wprowadzeniem nowych elementów zarządczych, jak w MPG w RFN.

      Usuń
    5. W kazdym razie dziekuje Anonimowemu 13.01, 00:32, ze wskazal Czytelnikom tego Forum moje komentarze 12.01, 16:16 i 12.01, 19:27. Obawialem sie troche, ze moga pozostac niezauwazone. A tu taka mila niespodzianka. Dzieki.

      Usuń
  5. W mojej uczelnianej jednostce połowa młodych doktorów dorabia na etacie ucząc w liceach. Natomiast duża część profesury od nie wiadomo kiedy nie zdobyła żadnego grantu. Niby wszyscy widzą problem ale nic z tym nie robią...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma żadnego problemu mój drogi. Tak właśnie funkcjonują nasze uczelnie zwane wyższymi. Natomiast zachowana jest pewna prawidłowość, a mianowicie im większe są dotacje publiczne dla uczelni, to coraz gorsze są ich wyniki. Z toczącej się tutaj dyskusji wynika, że jakiś lew, leniwiec stoi naszym uniwerkom wiecznie na drodze, albo najlepiej znaleźć jakiegoś kozła ofiarnego.

      Usuń
  6. To, że doktorant sobie co nieco by w szkole dorobił, to by nawet nie było złe. Pod warunkiem, że to nie jest jakieś znaczne obciążenie i człowiek ma taką pasję i chęć uczenia dzieci. Dla uczniów to też by mogło być korzystne. Natomiast, to że trzyma się "profesorów" bez bieżącego dorobku to oczywiście złe. Co do samych grantów to moim zdaniem sprawa osobista. Jak ktoś jest biologiem teoretycznym i publikuje zajebiste prace w Nature bez żadnych finansów... to po co mu granty :) Taki żarcik, ale ważny o tyle że oceniać powinniśmy wyniki prace a nie uzyskiwanie grantów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, powinniśmy oceniać wyniki prac, a nie same granty dla grantów, ale jak wygląda nauka uprawiana na uczelniach? Dominuje przyczynkarstwo i powierzchowność niestety.

      Usuń
    2. Anonimie z 12:58
      "Dominuje przyczynkarstwo i powierzchowność niestety" - piszesz to w swoim imieniu oceniając swój dorobek? W takim razie gratuluję szczerości. Ja nie wiem co dominuje, na moim wydziale jest mniej więcej rozkład normalny. 1/3 publikuje bardzo dobrze i to zarówno parametrycznie jak i merytorycznie, 1/3 średnio, ale też w większości nie jest to przyczynkarstwo, 1/3 publikuje słabo, a 10 % (należących do tej grupy, ale jest 10& z całości) bardzo słabo. Te 10% uważam, że powinno być zwolnionych bez żadnej litości. Gdyby w Polsce dominowało przyczynkarstwo i powierzchowność to w światowych rankingach naukowych nie plasowali byśmy się w okolicach ok. 30 miejsca (większość dziedzin przyrodniczych właśnie tak się plasuje, niektóre trochę wyżej, inne trochę niżej). Bycie w 1/3 ze szczytu rankingu nie może pochodzić tylko z przyczynkarstwa i powierzchowności.
      Pytanie, czy gdyby zwolniono u nas do 1/3 tych najgorszych w rankingach uczelnianych, to nasza pozycja by wyraźnie wzrosła?. Uważam, że niekoniecznie bo wtedy progiem byłyby inne czynniki, takie jak generalne nakłady na naukę czy systemy awansowe nie zawsze i bezwzględnie promujące najlepszych. Często tu się przywołuje prywatne uczelnie z topu światowego i że do nich powinniśmy się porównywać. Ale taka jedna uczelnia ma budżet większy niż całe nakłady na polską naukę rocznie. I gdyby nawet te oszczędności ze zwolnienia 1/3 słabeuszy przeznaczyć na resztę (a w naszym systemie nigdy tak się nie dzieje, zwolnienie etatu oznacza zawsze utratę pieniędzy za ten etat) to i tak będzie daleko do tych finansowych liderów. Spora zresztą część z nakładów idzie u nas na biurokrację, również tych różnych NCN-ów, komisji wyliczających punkty itd.
      W poprzednim wątku zwrócono uwagę, że nawet w USA można robić świetne kariery za stosunkowo niewielkie pieniądze, ale rzecz nie jest w samym finansowaniu, a w należytej selekcji kandydatów do nauki. Z własnego doświadczenia wiem, że w USA poziom studentów do magisterki jest bardzo niski, nawet chyba niższy niż w Polsce, ale już od selekcji na studia doktoranckie, po konkursy na postdoki i profesury uczelniane zaczyna się w porównaniu z Polska inny kosmos. Jak widać nawet nasi bardzo zdolni koledzy wracają stamtąd, bo u nas łatwiej zdobyć dużego granta na dobry pomysł niż w USA.

      Usuń
    3. > anonim 14:23

      Anonimie powyżej napisałem wyraźnie, że na uczelniach wyższych w PL w obszarze badań dominuje przyczynkarstwo i powierzchowność niestety, co jest faktem bezspornym. Wycieczki personalne zostawmy tutaj na boku. Po pierwsze, to badania naukowe w PL prowadzą: uczelnie wyższe, instytuty badawcze i instytuty PAN, czyli na dorobek polskiej nauki ogółem i 32 miejsce w świecie pracuje całe środowisko akademickie PL, a nie jedynie uczelnie wyższe, pomimo że dysponują największym potencjałem badawczym. Ponadto twój wydział nie jest i nie może być reprezentacyjny dla pozostałych 780 wydziałów w skali kraju, co jest zrozumiałe. Po drugie, w świetle międzynarodowych rankingów akademickich np. THEWUR, ARWU, SIR, to dorobek badawczy naszych uczelni wyższych podlega ocenie, i z reguły klasyfikowany jest jako przyczynkarski. To zagadnienie poruszało niejednokrotnie MNiSW, więc nie jestem osamotniony w swojej opinii mój drogi. Dlatego nie mieszajmy pozycji polskiej nauki ogółem w świecie z klasyfikacją krajowych uczelni w międzynarodowych rankingach akademickich, bo to są dwie różne rzeczy.

      Usuń
  7. Zdzislaw M. Szulc14 stycznia 2019 21:04

    W charakterze uzupelnienia i wskazania na jeden z istotnych powodow dlaczego w/w uniwersytety badawcze (= ich organizacja/zarzadzanie/poziom efektywnosc/wyniki) roznia sie zasadniczo od krajowych,przytocze ten popularny w otwartych mediach (FB/TT/blogs) zwrot: "Pity to hear that you often apply fictional solutions for non-fictional problem.(.)"!?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panie Zdziśku,

      We współczesnej Polsce nie ma uniwersytetów/uczelni badawczych, a jedynie istnieją uczelnie akademickie. Można powiedzieć, że uczelnie badawcze występują najczęściej w społeczeństwach zamożnych i w krajach wysokorozwiniętych, choć też nie jest to regułą. Pan pracuje np. w MUSC, który jest przeciętnym amerykańskim uniwersytetem. Także dziękujemy Panu jako dobremu wujkowi zza Oceanu za ciekawe spostrzeżenia.

      Usuń
  8. krotko odniose sie do glownego tematu - tego co powinna robic administracja itd, perspektywa z mojego postdoca. Na Queensland University to jest absolutnie nie do pomyslenia zeby administracja odsylala z jakims papierkiem do dyrekcji. Tutaj kazdy szanuje swoj czas a juz w szczegolnosci czas dyrektorki (prof. Kerrie Wilson) ktora bedac naukowcem pelni tak powazna funkcje - "dla dobra" nas wszystkich. Kazdy o nia dba i stara sie nie przeszkadzac, nie zawracac glowy pierdolami, ktore przy odrobinie dobrej woli i wysilku, mozemy zalatwic sami z administracja. Panie z ksiegowosci, sekretarki i asystentki sa bardzo kompetentne, kontaktuja sie z nami tylko w ostatecznosci, co powoduje wlasnie to, ze nikt nie lata do dyrektorki co 5 minut tylko dlatego, ze ktos z administracji nie moze poradzic sobie np z rozliczeniem delegacji, faktury itd i chce zrzucic to na dyrekcje. To dlatego tutaj Kerrie jest dyrektorka, wczesniej byl Possingham i - jednoczesnie moga byc swietnymi naukowcami, promotorami, maja czas na nauke.
    Dopiero tutaj zrozumialam jak bardzo wazne jest szanowanie wlasnego i czyjegos czasu.
    W Polsce niestety jest nieco inaczej :(

    OdpowiedzUsuń
  9. Właściwie o uczelniach wyższych w ogóle nie warto wspominać. Niektórzy uczeni przez pewien czas patrzyli z nadzieją na wdrożoną ustawę 2.0, ale model kariery akademickiej utrzymano, bo habilitacja choć nieobowiązkowa pozostała, a bez niej ani róż np. brak możliwości promowania doktorów, brak możliwości ubiegania się o tytuł profesora, czyli niemożność awansowania w sensie zawodowym, społecznym i finansowym. CK co prawda zakończy żywot 31.12.2020 r., ale niebawem narodzi się RDN jako jej następczyni. Ponadto przez najbliższe kilkanaście lat nakłady na szkolnictwo wyższe i naukę zasadniczo nie wzrosną, a niewykluczone że zostaną jeszcze ograniczone z różnych względów społeczno-politycznych np. globalny kryzys finansowy itp. Natomiast bez pieniędzy jakakolwiek mobilność akademicka czy możliwość pozyskania wybitnych naukowców ze świata pozostanie jedynie fikcją. Tym samym niewiele się zmieni w najbliższych latach.

    OdpowiedzUsuń
  10. Gdyby połączyć UW z WUM, taka jednostka natychmiast awansowałaby w rankingu szanghajskim. Nie kiwając palcem w bucie. Gdyby sztucznie podzielić UW na uczelnie-wydziały, żaden nie znalazłby się w tym rankingu, nawet w poczekalni. Jednym z głównych problemów polskich uczelni jest odziedziczona po PRL struktura sektora, z rozdrobnionymi szkołami zawodowymi (ekonomiczne, AWF-y, medyczne, etc.) i z uniwersytetami "bezprzymiotnikowymi" wykastrowanymi z nauk technicznych, medycznych, weterynarii.

    Jest więc możliwe, że rankingi odzwierciedlają nie tylko poziom nauki, ale i właśnie wewnętrzną strukturę czy inne czynniki "pozamerytoryczne". Te rankingi sa przecież ustawione tak, by a szczycie znaleźli się ci, co do których spodziewamy się, że tam się znajdą. To, że UW znajduje się w innej lidze niż Harward, a UO w innej niż UW wiemy przecież i bez rankingów. Niemniej, z pozycji w rankingach w żadnym wypadku nie wynika, że polskie uczelnie uczą gorzej, poniżej europejskiej średniej; nie wynika też, że "mediana" poziomu uprawianej w nich nauki różni się od "mediany" uniwersytetów europeskich.

    Na poziom naszych uczelni cała Polska zapracowała sobie przez ostatnie co najmniej 50 lat i nie ma co zwalać winy czy wypinać w dumie piersi tylko naukowców.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie rozumiesz podstawowych zagadnień. Połączenie UW i WUM zapewne zapewni takiemu tworowi federacyjnemu awans w międzynarodowych rankingach akademickich, ale na czas określony. Taki federacyjny twór nie poprawi jakości dydaktyki tam uprawianej, ani badań naukowych także. Rankingi akademickie, choć różnią się stosowaną metodologią oceny uczelni wyższych, to nolens volens stanowią wytyczną dla przyszłych studentów globu, i międzynarodowych korporacji i koncernów również. A wedle tychże rankingów polskie uczelnie wyższe są prowincjonalne w skali Europy i globu. Można powiedzieć, że znajdują się głęboko w cywilizacyjnej pupie świata, bez cienia jakiejkolwiek przesady. Zaklinanie rzeczywistości nic tutaj nie da. Nikt też nie stygmatyzuje za ten stan rzeczy wyłącznie akademików. Jesteśmy tu, gdzie jest nasze miejsce po prostu.

      Usuń
    2. Czy Kolega, który rozumie podstawowe zagadnienia, zadał sobie trud zaznajomienia się z zasadami budowania tych rankingów?

      Usuń
    3. Szanowny Kolego, nie znam wszystkich zasad stosowanych w konstrukcji międzynarodowych rankingów akademickich, ale czy to ma w ogóle tutaj znaczenie? Możemy wejść w buty np. pana wicepremiera Jarosława Gowina, który całkiem niedawno plótł, że owe rankingi są nie do szacowane. Oczywiście z naszej perspektywy. Najlepiej jakby to urzędnicy MNiSW na zasadzie symulacji je opracowali.

      Usuń