czwartek, 6 grudnia 2018

Staż podoktorski do realizacji projektu NCN Sonata Bis


Poszukujemy osoby, która będzie zatrudniona w realizacji projektu NCN Sonata Bis 4  pt. „Wpływ interakcji między informacją socjalną oraz strukturą krajobrazu na zachowania i rozmieszczenie zwierząt”.

Opis problemu badawczego i cele:

Wzorce rozmieszczenia i liczebności wielu organizmów zwierzęcych są najczęściej tłumaczone jako wynik selektywnego wyboru siedliska w oparciu o jego fizyczne i strukturalne atrybuty. Jednakże występowanie gatunku w danym siedlisku może być zależnie nie tylko od jego cech strukturalnych, ale również od interakcji z osobnikami tego samego lub innego gatunku. Ponieważ samo środowisko jest często bardzo zmienne, zwierzęta mogą podwyższać swoje dostosowanie kierując się przy wyborze siedliska różnoraką informacją socjalną i publiczną, niesioną przez inne osobniki lub inne gatunki. Informację taką stanowić może sama obecność osobników, ich zachowania lub nawet ślady ich obecności. Niemniej, bardzo niewiele wiadomo, jak informacja socjalna kształtuje różne procesy ekologiczne. Informacja socjalna może pochodzić z różnych źródeł, które mogą osłabiać albo wzmacniać jej wartość. Ponadto, wartość informacji może zależeć od stopnia heterogeniczności siedlisk, która jest jedną z podstawowych cech środowiska.
             Celem projektu jest poznanie relatywnych efektów zróżnicowanej informacji socjalnej i publicznej, heterogeniczności środowiska i interakcji między tymi dwoma zjawiskami w kształtowaniu rozmieszczenia organizmów (ptaków) oraz ich liczebności.

Wymagania:

1. Tytuł doktora biologii lub ekologii,
2. Całkowite poświęcenie się pracy w projekcie,
3. Doskonała zdolność identyfikacji europejskich ptaków w terenie, wiedza o ich biologii oraz doświadczenie w pracy terenowej,
4. Znajomość technik GIS,
5. Znajomość metod statystycznych,
6. Udokumentowany dorobek naukowy (wykaz publikacji z tzw. listy filadelfijskiej),
7. Bardzo silna motywacja do pracy i rozwoju naukowego,
8. Bardzo dobra znajomość języka angielskiego,
9. Prawo jazdy kat. B.

Opis zadań:

- prowadzenie eksperymentalnych badań wielkoskalowych na temat wpływu informacji socjalnej oraz publicznej na rozmieszenie europejskich ptaków w środowisku,
- prowadzenie eksperymentalnych badań na temat wpływu heterogeniczności środowiska na wykorzystanie informacji socjalnej oraz publicznej przez organizmy,
- uczestniczenie w nadzorowaniu pracy doktorantów.

Warunki zatrudnienia:


Wynagrodzenie w formie etatu finansowanego z projektu  NCN (5000 zł/miesiąc brutto = ok. 3000 zł/miesiąc netto). Okres zatrudnienia: 23.5 miesiąca. Zatrudnienie początkowo na okres próbny (3 miesięcy). Początek zatrudnienia: 15 styczeń 2019.


Dodatkowe informacje:


Informacji udziela kierownik projektu: dr hab. Piotr Skórka (https://www.researchgate.net/profile/Piotr_Skorka)
Instytut Ochrony Przyrody PAN w Krakowie, e-mail: pskorka@iop.krakow.pl

Konkurs na charakter otwarty. Procedura rekrutacji zostanie przeprowadzona zgodnie z regulaminem NCN.
 
Wymagane dokumenty:

- list motywacyjny
- opis dotychczasowych osiągnięć naukowych (łącznie z listą publikacji) oraz zainteresowań
- życiorys
- kopia dyplomu doktorskiego
- list polecający (opcjonalnie).

Termin składania ofert: 05 styczeń 2019

71 komentarzy:

  1. Niby naukowiec a idiota
    http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C32043%2Cwiceminister-nauki-nie-ma-obaw-ze-uczelnie-beda-zwalniac-sieroty-po
    To już na prawdę trzeba być ograniczonym umysłowo, żeby wierzyć w to, że uczelnie nie zaczną zwalniać ludzi, którzy nie przynoszą im "full" pieniędzy. Wystarczy, że ktoś inny zacznie prowadzić ten przedmiot i dana osoba nie będzie już potrzebna.
    Przepraszam za słownictwo, ale jak ktoś uważa mnie za durnia to trudno na coś takiego nie zareagować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, wiceminister jest co najmniej naiwny. Ale czego oczekiwać po pracowniku podrzędnego uniwersytetu....

      Usuń
  2. "całkowite poświęcenie się pracy w projekcie", :) takie korpo tylko mniej płacą?

    OdpowiedzUsuń
  3. Jest to niestety maksymalna kwota, jaką można było przewidzieć na to stanowisko w projekcie w chwili składnia projektu (2014 rok). W jednostce są jednak liczne dodatki w postaci bardzo dobrych premii za dobre publikacje naukowe.

    OdpowiedzUsuń
  4. By the way, polecam kliknięcie na link w "opisie zadań" - najfajniejsze filmy na tym profilu YouTube to moim zdaniem "kózki" i "osadnik". Sympatyczne :) EG

    OdpowiedzUsuń
  5. 3000 na reke to jest i tak wiecej niz srednia pensja adjunkta w instytutach biologicznych PAN. Premie za publikacje w IOP mamy chyba jedne z najwyzszych - po kilka tysięcy za 1 dobra publikacje. Jesli ktos publikuje, nie ma powodu narzekac na kase. Dodatkowo bardzo dobre spotkania naukowe, w zespole robi sie wiele innowacyjnych badan, coraz to nowych tematow i rozwoj naukowy jest bardzo duzy. Piotrek wspolpracuje z prof Williamem Sutherlandem, ludzie z naszego zakladu tez np z prof. Johannesem Knopsem (USA), prof. Kerrie Wilson (Australia), prof Hugh Possinghamem (Australia). Pracy w Piotrka projekcie jest duzo ale tez mozna sie wiele nauczyc, a po skonczeniu grantu - skladac wlasne projekty. W naszym zespole poki co dostawalnosc grantow jest ok 80%. Mysle ze "calkowite poswiecenie sie pracy w projekcie", zamiast skladania wlasnych w miedzyczasie i angazowania sie w projekty innych osob jest bardzo fair... i pracodawca ma prawo tego oczekiwac.
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tylko z premii za publikacje nie ma odpisu do emerytury. Na razie to może wyglądać i znośnie, ale po latach ta osoba obudzi się z ręką w nocniku. A to "całkowite poświecenie się pracy w projekcie" brzmi jak groźba, że jak ktoś będzie chciał jeszcze dorobić na boku to wyleci. Nie winię kierownika projektu, że ma tylko takie możliwości, ale zastanawiam się jak długo to bazowanie na niewolniczej mentalności narodu będzie jeszcze funkcjonować.

      Usuń
    2. 1. premie traktowane se jak pensja wg prawa i jak najbardziej sa wliczane do emerytury i innych skladek. Dlatego np brutto premie masz np 5 tysiecy za 1 publikacje, ale na reke widzisz z tego 3200zl - po odjeciu wszystkich skladek.
      https://porady.pracuj.pl/z-zycia-pracownika/premie-pieniezne-jak-sa-opodatkowane/
      2. jesli cenisz sobie "wyzsza" emeryture za XX lat niz rozwoj naukowy, ktory jest jak inwestycja, ktorej skutkiem jest zarabianie coraz wiecej (nikt nikomu nie broni zalozyc lokaty pt "emerytura") to ok, kazdy ma swoja strategie i ja tego nie krytykuje.
      3. PAN wg definicji formalnie jest korporacja uczonych;)
      4. Od kilku lat naukowcy na etatach musza miec zgode pracodawcy na podjecie dodatkowego zatrudnienia i to zdaje sie reguluje jakas ustawa lub rozporzadzenie.
      Bedac zatrudnionym z projektu, o ile ktos zrealizuje zadania, pewnie nikt nikomu nie broni pracowac w wolnym czasie nad innymi rzeczami. Ale nie powinno być tak, ze Piotrek placi a ktos zamiast pracowac dla niego, np realizuje jeszcze grant dla bylego promotora/szefa i tu zapewne chodzi o efektywnosc.
      Zreszta, kazdy post doc ma inne reguly, Piotrek ma akurat takie wymagania i za taka prace chce zatrudnic na etat.

      Usuń
  6. Nie bulwersuj się drogi Anonimie, że stawiam jasne wymagania (nie są one większe, od tych, które sam sobie stawiam). Ja też osobiście zastanawiam się, kiedy mentalność narodu się zmieni i praca będzie traktowana jako wartość sama w sobie. Zresztą, zawsze można porozmawiać i podpytać, jestem plastyczny w kwestiach wizji pracy w projekcie. Natomiast, żeby sprawa była jasna, ja nie wtykam nosa, co kto robi po godzinach pracy i czy ktoś wtedy dorabia, czy też zajmuje się pielęgnacją ogródka, mnie nie interesuje.
    Pozdrowienia
    Piotrek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z całym szacunkiem kol. Piotrze ale teza, że "praca będzie traktowana jako wartość sama w sobie" jest absurdalna. Znaczy się, że niewolnicy w dawnych czasach byli dowartościowani tym, że pracowali za strawę i miejsce do spania. Mam już swoje lata i ta teza trąci mi trochę komuną. Wtedy też nam wmawiano, że przede wszystkich powinniśmy mieć pracę (podobno nie było bezrobocia), a kwestia zarobku to była sprawa wstydliwa (ale bonzowie partyjni sobie nie żałowali).
      Sam byłem niedawno w takiej samej sytuacji, że mogłem dać mojemu podopiecznemu też tylko ok. 3000 na rękę. Uważałem to za żenujące i na boku starałem się pomóc mu znaleźć coś lepszego, kosztem mojego projektu. Udało się zdobyć skutecznie postdoca w USA i ani przez chwilę nie żałowałem, że tracę bardzo dobrego współpracownika. Na szczęście projekt mam szansę dokończyć dokończyć sam.

      Usuń
    2. No cóż, różnimy się zatem podstawowej kwestii podejścia do pracy. W odróżnieniu jednak od niewolnictwa, nikogo nie zmuszam do aplikowania do pracy w projekcie. Co zaś do komuny, to spotykam ją na co dzień, w instytucie. W zasadzie ja również mógłbym dołączyć do licznych kolegów narzekających na żenująco niskie zarobki (bo są niskie) i nie wysilać się zbytnio, ewentualnie palić fajki i błąkać się od pokoju do pokoju, zabijając czas. Rzeczywiście, ta praca będzie miała trochę wspólnego z "komuną" ;-)

      Usuń
    3. Wg mnie Anonimowy podnosi sluszne racje, sle trudno, aby kol.skorka w tej sprawie cos mogl realnie zrobic (moze co najwyzej zrzec sie grantu, ale to raczej nie jest dobre rozwiazanie). Natmiast ja pragne zasygnalizowac inna rzecz. W ocenie jednostek naukowych, ktora ostatnio przeprowadzono, zwyczajnie utajniono dane. Tzn. sa oceny od A+ do C, ale dane pochodzace od jednostek nie zostaly upublicznione. I chociaz min. Gowin zapowiadal, ze konczymy z komuna, to wyszlo jak zawsze. Dostep pelnych danych obrazujacych dzialanie instytucji publicznych posiadalo tylko bardzo waskie grono wtajemniczonych. A w zgloszonych papierach podobno calkiem kreatywna ksiegowosc uprawiano. Byc moze to jest ta rzecz, od ktorej nalezaloby zaczac zmieniac system.

      Usuń
  7. powialo komuna tak ze lo:)
    ciekawe w takim razie co szanowni Anomimowi powiedzieliby na taki opis i stosunek do pracy w nauce:
    W Cambridge (mam tylko info o Instytucie Zoologii, lab prof Sutherlanda) tylko ok 2% post docow i ok 20% doktorantow ma placone przez uniwersytet/szefa/promotora. Pozostali sa na wlasnych stypendiach rzadowych, swoich wlasnych grantach itd. Dokladnie tak samo jest na University of Queensland, z ta lekka roznica, ze tutaj sie placi za doktorat ze swojej kieszeni. Dziesiatki tys $ na rok + oplata za recenzentow. Mamy ok 20% post docow na etatach platnych z uniwersytetu, reszta jest na swoich wlasnych grantach i stypendiach. Wspominalam o oplacie za biurko w Cambridge?:). W 2014 to bylo 5GBP za dzien, ktore cale szczescie mi zniesli. Kazdy godzi sie z mysla ze pierwsze staze i post doki sa malo platne i na nich raczej do fortuny sie nie dochodzi no chyba ze ma sie Marie Cure. Na nich chodzi o to, zeby sie rozwinac, zlapac kontakty, nie trafic na kiepskiego szefa/szefowa ktory zablokuje dalszy rozwój lub nawet uwsteczni.
    Ktos powie gdzie IOP a gdzie Cambridge i ze tam to sobie moga tak robic. No wiec Piotrek placi - tylko 500 zl mniej niz wynosi srednia krajowa (W grudniu 2018 r. średnia krajowa podawana przez GUS wyniosła 4973 zł brutto, czyli ok. 3530 zł netto, na reke). No i Piotrek ma wspolprace z Cambridge wlasnie (patrz publikacje z Sutherlandem)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W USA doktorant ma przeciętnie 42 000 $ rocznie, na postdocu średnio 55 000 $. Źródła tych pieniędzy są różne, ale płaca gwarantowana. W mniejszym uniwersytecie stanowym (poza dużymi ośrodkami typu San Francisco, Cambridge czy Boston) są to kwoty pozwalające całkiem nieźle żyć, w tych drogich ośrodkach trzeba dorabiać (ale można to robić pracą naukową lub dydaktyczną). Na assistant professor w stanowych uniwersytetach poza tymi centrami ma się już 72000-85000 $, w uniwersytetach z ligi bluszczowej od 110 do 190 000 $. Ale, nawiązując do pytania P. Magdaleny, liczba źródeł, z których można otrzymać stypendium na doktorat lub postdoca jest wielokrotnie wyższa niż w Polsce i zdolny student szybko takie źródło finansowania znajdzie. W Polsce stypendia doktoranckie nie pozwalają na normalne życie, a postdoki takie jak te, które oferuje kol. Piotr są jak widać. A uzyskanie własnego grantu czy stypendium ma w Polsce tak niskie szanse, że trudno to porównywać do sytuacji w Anglii czy USA (Australii nie znam od tej strony). Jako osoba zaczynająca studia doktoranckie w Polsce i która przeszła wszystkie szczeble zatrudnienia w USA od doktoranta (+ dodatkowe pół etatu) do stanowiska profesora w stanowym uniwersytecie daję Pani Magdaleno gwarancję, że było mi znacznie łatwiej przeżyć z oferowanych w USA płac niż w Polsce za 3000 zł miesięcznie. Miało na to wpływ oczywiście więcej czynników niż sama wysokość płacy, a i satysfakcja w pracy w tamtejszych laboratoriach czy możliwość dalszej kariery nieporównywalne z tą w Polsce.

      Usuń
  8. szanowny Anonimowy, tylko ze w USA, UK i Australii o takie stypendia ubiegaja sie SETKI osob na jedno miejsce i z calego swiata. Ok 150 osob z Azji, reszta to osoby z krajow anglosaskich i Zachodniej Europy. Wszyscy ze swietnym dorobkiem. Znajac juz nieco od podszewki proces ubiegania sie w Australii, na 1 ogloszenie o post docu w dobrym labie zglasza sie miedzy 300-500 kandydatow. O stypendium DECRA czy Marie Curie w EU jest podobnie. W Australii pierwsze post doki sa platne ok 4.5 tys AUD na miesiac minus podatki co daje ok 4 tys, stypendium doktoranckie to 2.5 tys/miesiac, ktore pozwala na wynajem pokoju, dojazd i jedzenie. Zaden samochod, podroze itd. Kazdy dokonuje swoich wyborow. Na uniwersytecie Nebrasca Lincoln w USA pensja post doca (pierwszy post doc w karierze) to 3500 tys na miesiac wiec nie 110-190 tys $. Nie mam danych z innych uni w USA.

    Zreszta ja troche nie rozumiem jaki jest konstruktywny sens w Pana/Pani krytyce. Jakie sa mozliwe, dostepne rozwiazania na chwile obecna wg Pana? Mamy w Polsce zajac sie hodowla owiec zamiast nauka, bo hodowla jest bardziej dochodowa a pensje sa niskie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszę się nie zacietrzewiać, mój wpis nie tyle był krytyczny co informacyjny (a te 110-190 tys $ to wyraźnie piszę ma profesor na uniwersytetach z topu, a nie postdoc). A sens tej wypowiedzi jest taki, że w Polsce miałem takie wynagrodzenie, że bez pomocy rodziny (i mieszkania przy mamie) nie byłbym w stanie wyżyć ze stypendium doktorskiego. A w USA za to stypendium (nie za wysokie) wynajmowałem z dwoma kolegami domek, stać mnie było na kupno używanego samochodu, i na zwiedzanie USA (kocham góry). Poza tym w moim labie dbano, żeby student i postdoc nie harował od świtu do nocy (zdarzało się to tylko tuż przy finiszu doktoratu lub dużego projektu), szef zalecał relaks w czasie wolnym, w weekendy nie chodziło się do labu tylko jeździło w góry, raz w tygodniu w piątek wspólnie z szefem biesiadowało się w knajpce na kampusie (ale zwykle dyskutując o swojej pracy na zasadzie co kilka głów to nie jedna). Nigdy nie gadało się o tym kto ile punktów wyprodukował, tylko co fajnego udało mu się odkryć i jakie postępy zrobiło. A taki anonimowy blog gdzie hejtuje się pracowników naukowych byłby w USA niemożliwy, bo komórki prawne uniwersytetu chronią swoich pracowników przed hejtową krytyką (i Michał miałby problemy prawne), choć dyskusje naukowe potrafią być zażarte. Dlatego sam pisze jako anonim dopóki na tym blogu nie będzie zasady obowiązkowej rejestracji swoich danych (wtedy chetnie się ujawnię).
      Na pewno nie wrócę do Polski, a tenure na uniwersytecie skłoni mnie do wystąpienia o obywatelstwo amerykańskie, tak jak to zrobiło kilku moich kolegów po fachu, którzy tu mieszkają. Ale korzeni się nie wypieram choć rzeczywiście może lepiej teraz w Polsce hodować owce niż zajmować się nauką. Cieszę się, że z mojego uniwersytetu w Polsce mamy tutaj świeżego postdoca i ta nasza polonijna grupka się powiększa. Bo jedyne co mogę jeszcze potwierdzić to fakt, że ciągle wykształcenie undergraduade i nieco mniej graduate w Polsce jest wyższe niż w US, ale czy to się utrzyma?

      Usuń
    2. Ja sie nie zatcietrzewiam tylko lubie dyskutowac o konkretach. Ile osob znajdzie prace w nauce za granica w dobrym labie? Latwo jest krytykowac i mowic ze wszystko jest zle, ale ja sie pytam o konkretne rozwiazania ktore moze Pan zaproponowac. Na pewno jest Pan swietnym promotorem, skoro postaral sie Pan o prace w USA dla swojego bylego doktoranta, ale nie kazdy ma takie mozliwosci. W dodatku - nadal zostal Panu etat z projektu, na ktorym ktos mial zarabiac 3000 na reke. Komus musi Pan tyle placic. Acha, blog nie jest anonimowy i nie sluzy do hejtowania, chociaz z przykroscia patrze i przecieram oczy widzac niektore posty. Zawsze mozna sie podpisac... Ja mam odwage sie podpisywac pod moimi postami, Pan tez moglby sie podpisac:)

      Usuń
    3. Podpiszę się jak będą się wszyscy podpisywać. Śledzę ten blog od czasu do czasu (ostatnio rzadziej), ale dobrze pamiętam jak kilkakrotnie obrzydliwie hejtowano na nim naprawdę dobrych polskich badaczy, do których pewnie wszyscy ci hejtujacy nigdy się nie zbliżą w dorobku. To prawda, że trudno jest zdobyć postdoca czy nawet dostać się na studia doktoranckie w US cz Wielkiej Brytanii, ale tak się ciekawie składa, że ostatnio trzykrotnie udało się to studentom z labu jednego z tych mocno hejtowanych kolegów, którzy podobno nie zajmują się poważną nauką w rozumieniu hejterów żmudnie zbierających punkty.
      Nie zamierzam już niczego proponować, udzielałem się bardzo w organizacji nauki w Polsce w przeszłości i mam jak najgorsze doświadczenia. Uważam ten system za niereformowalny (ale bym się ucieszył, gdyby to się okazało nieprawdą).

      Usuń
    4. Bardzo sie ciesze ze dostali sie tam gdzie chcieli. Nie sledze bloga zazwyczaj, wiec nie jestem na czasie wiec tak z ciekawosci - ktory lab wg hejterow nie zajmuje sie powazna nauka?

      Usuń
    5. Proszę poczytać całkiem świeżą dyskusję na tym blogu:

      środa, 31 października 2018
      Dziedziny, dyscypliny, czasopisma - wstępna lista

      Usuń
    6. To chyba ten kolega co pojechał do USA dzięki znajomościom swojego tatusia, profesora z Wrocławia.

      Usuń
    7. Kurcze, nie wiedziałem, że nasza mafia jest tak silna i może po znajomości załatwiać lukratywne stanowiska w USA. Ależ oni musza być skorumpowani i drżeć przed tym capo di tutti capi z Polski.

      Usuń
    8. To nie są żadne lukratywne stanowiska, ale skojarz fakty: taksonomia, Wrocław, Arizona St. Univ.

      Usuń
    9. Anonimie z 20:33
      Ja nie muszę nic kojarzyć. Znam się z MLB od studiów i wiem, że on zrobił szybką karierę w US dzięki sobie, a nie jakiemuś obrzydliwie przez ciebie insynuowanemu nepotyzmowi. Jego kariera jest naszpikowana takimi osiągnięciami jak dwukrotnie stypendium Fundacji E. Mayra Universytetu Harvardzkiego (pierwszy raz jeszcze jako student UWr), stypendium National Geographic na badania na Madagaskarze, wybitny doktorat na Uniwersytecie Kalifornijskim, postdoc na Rochester University (to tzw. młoda liga bluszczowa i z tego uniwersytetu cały lab przeniósł się do Arizona St. Univ.). Z tego co wiem to ostatnio wygrał konkurs na kontrakt profesorski z klauzulą tenure w jednym ze stanowych uniwersytetów. Jego dorobek możesz bezboleśnie obejrzeć na ResearchGate (choć może ciebie to zaboli bo u nas mało kto w tak młodym wieku może się pochwalić takim dorobkiem). Ja miałem przyjemność robić specjalizację w labie jego ojca (który od kilku lat jest już zupełnie niezaangażowany w pracę administracyjną i dydaktyczną na uczelni i pracuje na specjalnym etacie naukowym w domowym laboratorium), ale też miałem zajęcia z jego mamą, świetnym ornitologiem i jedyne co może on zawdzięczać swoim rodzicom to bardzo dobre geny.

      Usuń
    10. Nie wiem o kim mowa ale to bzdura z tymi genami. Prawda jest taka, że jeżeli opiekuje się Tobą ktoś kto wskaże Ci właściwą ścieżkę, a Ty jeszcze coś od siebie dasz to już masz sukces, a jak dasz coś więcej niż średnią to sukces do kwadratu. Ojciec/mama (domyślam się) pomógł mu napisać pierwszy wniosek o stypendium, wskazał kierunek a chłopak go posłuchał i się zaangażował. I tu nie chodzi tylko, że to był ojciec/mama ale opiekun. Jeżeli się na takiego trafi (opiekuna) to jest połowa sukcesu. Ja od samego początku mówię swoim doktorantom, żeby spieprzali z tego poj...banego kraju, i nie marnowali młodości na użeranie się z administracją, zawistnymi kolegami, itd.

      Może mi ktoś napisać o kogo chodzi, bo go tak wychwalacie a sam bym chciał sprawdzić jakie są te wspaniałe osiągnięcia.

      Usuń
  9. Wydaje sie, ze tutaj w dwoch miejscach porownuje sie rzeczy nieporownywalne. (1) Po pierwsze kraje: USA i Polske. USA ma wciaz ok. dwa razy wyzszy realny dochod na glowe i tego nie da sie przeskoczyc. Przez najblizsze 10 lat dalej tak bedzie. Czyli tam gdzie w USA mowimy o domku, to w Polsce nalezy mowic i niewielkim mieszkaniu itd. (2) Porownywane sa tutaj uczelnie amerykanskie z polskimi instytutami badawczymi. Jesli mowa o zwrocie w strone systemu amerykanskiego, to nalezaloby porownywac polskie instytuty z amerykanskimi laboratoriami rzadowymi. Roznica jest spora, gdyz w tych ostatnich nie ma wlasnych studiow doktoranckich, stopni typu dr hab., prof belw. i samej nauki dla nauki. Sa dzialania w obszarach strategicznych dla USA. W Polsce sa sobie w instytutach poletka feudalne. Z takim skutkiem, ze nikt normalny spoza tych instytutow nie zgodzi sie w zwiekszanie dla nich nakladow bez wzgledu na opcje polityczna. Czyli w opinii spolecznej te 3000 PLN to nawet za duzo. Oczywiscie nie jest to wina Zmihroskiego, Skorki itd., oni po prostu musza dzwigac ciezary, ktore im najbardziej uprzywilejowana "starszyzna" plemienna dorzucila. Nalezaloby zmienic prezesa glownego dlatego, ze jest nijaki. Ale on akurat powtornie wygral, i to wlasnie dlatego, ze jest nijaki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ anonim 12:02

      Kolego, a cóż to za porównania czynisz np. krajowe instytuty naukowe, a amerykańskie laboratoria rządowe? W III RP do dziś nie zdefiniowano gospodarki narodowej, czyli nie wiemy o jakie dziedziny wiedzy mamy oprzeć nasz rozwój, i co mamy ostatecznie finansować. Ponadto zlikwidowaliśmy w drodze transformacji ustrojowej w całości lub prawie w całości ponad 20 sektorów gospodarki. Nie mamy już dziś w większości ani przemysłów wysokich technologii, ani innych gałęzi przemysłu wraz z centrami wdrożeniowymi. W USA laboratoria rządowe otrzymują zamówienia, zlecenia od amerykańskiego przemysłu, amerykańskich agencji, instytucji, a także od US.Army. Mówiąc krótko to zupełnie odmienne podmioty, które są nieporównywalne z krajowymi instytutami naukowymi, bo zwyczajnie być nie mogą. O różnicy w budżetach obydwu, odmiennych podmiotów w ogóle nie warto wspominać.

      Usuń
    2. Wiedzialem, ze Kolega sie odezwie. Udanych Swiat chcialem zyczyc. P.S. A z tym postem 21:32, to akurat w duzym stopniu sie zgadzam. Pozdrawiam.

      Usuń
  10. Czytam powyższą dyskusję i przecieram oczy ze zdumienia. Jak 10 lat temu zaczynałam doktorat bez stypendium, to robienie doktoratu bez finansowania dotyczyło większości doktorantów, a pytanie o finansowanie uznawano za gafę. Nikt przez cały doktorat nigdy nie spytał mnie czy mam jakieś minimum socjalne i było to normą. Mimo tego obroniłam go pracując zawodowo i było ok. Dyskusje o porządnym wynagradzaniu doktorantów i post-doków zaczęły się dopiero w ostatnich latach. Aplikując o swój własny grant również musiałam wytłumaczyć się dlaczego nie zaplanowałam większego niż średnia krajowa wynagrodzenia dla mojego studenta, chociaż ja będąc studentem mogłam liczyć co najwyżej na 500 zł stypendium naukowego i socjalnego, a mój student nie będzie miał zbyt wielu obowiązków. Może za to wiele skorzystać dla swojego przyszłego zawodu. W związku z powyższym dyskusja pod ogłoszeniem mnie dziwi. Myślę, że większość osób w wieku 35-45 lat, która szuka pracowników chciałaby ich dobrze wynagrodzić. Ale my z przedziału 35-45 jednocześnie do wielu rzeczy dochodziliśmy za darmo albo za symboliczne pieniądze. Gdyby mnie ktoś teraz lub kilka lat temu zaproponował 3000 zł/ mies. w jednym z najlepszych polskich zespołów naukowych, byłabym w pełni usatysfakcjonowana. Nie wiem jakie wydatki mają osoby, które wydają więcej pieniędzy miesięcznie. Większość moich kolegów i koleżanek zarabia znacznie mniej i nie narzeka. Nikt nikogo nie zmusza do wykonywania zawodu biologa, do którego potrzebna jest pasja nadająca tej pracy wartość samą w sobie. Jak ktoś stracił tę pasję i już kieruje się w życiu tylko zarobkami, to niech nie zniechęca to poszerzania horyzontów innych osób. Kasa nie jest jedynym celem w pracy i w rozwoju. Nie dajmy się zwariować. EG

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mądra wypowiedź. Podpisują się pod nią. Szczególnie podoba mi się stwierdzenie "Ale my z przedziału 35-45 jednocześnie do wielu rzeczy dochodziliśmy za darmo albo za symboliczne pieniądze". Moje pierwsze wynagrodzenie jako asystenta było 680 PLN (koledzy w branży informatycznej zarabiali wtedy po 3 tys.). A ostatnio usłyszałem, że mój niezbyt rozgarnięty były doktorant, stwierdził, że On nie wróci do nauki bo chce zarabiać prawdziwe pieniądze (aktualnie jest na bezrobociu). Dla mnie liczyła się (i nadal liczy) nauka, chęć poznawania, odkrywania ... dla nich teraz liczy się kasa i dlatego w czarnych barwach widzę przyszłość nauki polskiej, choć zdarzają się oczywiście wyjątki.
      Ktoś kiedyś mądry powiedział, rób to co jest Twoją pasją i rób to z pasją a pieniądze same przyjdą ... u mnie się to sprawdziło.

      Usuń
    2. korpo korpo nierówne, nawet w obrębie jednego departamentu w ramach jednego korpo mogą być różne standardy. Powodem d*pianości danej pracy w dużej mierze jest czynnik ludzki, zwłaszcza te osobniki tuż "powyżej" nas - czy to korpo czy PAN

      Usuń
    3. Czy to, że do tej pory ludzie się poświęcali dla pasji i robili za darmo, a wszyscy mieli w poważaniu, czy mają za co żyć, jest argumentem za tym, żeby ten stan utrzymać, bo przecież "ja tak miałem i dało radę"?
      Czy to, że obecna stagnacja i poczucie "niedasię" nie wynika z tego, że w nauce zostały właśnie jednostki, które od początku się zgadzały na brak wynagrodzeń/stypendiow/przyzwoitych warunków, będąc jeszcze wdzięcznymi, że się mogą afiliować, że są z Prestiżowej Tylko w PL Jednostki(R)?
      Owszem, to wspaniała metoda odsiewania ludzi "z prawdziwą pasją", którzy robią naukę nie dla kasy. Ale dziwnym zbiegiem okoliczności który Siłacz da radę, to ucieka tam, gdzie jednak da się tę naukę robić godniej.

      Usuń
  11. Porównywanie Polski do USA i narzekanie w tym kontekście na niskie zarobki jest po prostu głupie. Idąc tym tropem, możemy krytykować każdego przedsiębiorcę w PL za to, że płaci kilkukrotnie mniej niż w USA. A porównujemy dwie różne rzeczywistości.

    Propozycja stanowiska w komentowanym grancie jest całkiem spoko. Lab jest jednym z lepszych w PL, szef i współpracownicy doświadczeni w zdobywaniu grantów, prowadzą współpracę z badaczami za granicą. To świetny start dla młodych ludzi. Normalne jest, że jak ktoś się postara i sprawdzi, to z pewnością perspektywy będzie miał coraz lepsze, łącznie z dobrą pomocą przy pisaniu własnego grantu z lepiej opłaconym stanowiskiem.

    Nie ma też co narzekać na warunki w PL. Dzisiaj z grantach NCN pensje dla osób zatrudnionych na pełen etat i deklarujących pełne zaangażowanie w projekcie są naprawdę dobre. Można uprawiać dobrą naukę i żyć na naprawdę dobrym poziomie. Ale tego się nie osiągnie wiecznie narzekając.

    OdpowiedzUsuń
  12. Przeczytałem komentarze tutaj i boję się faktycznie o przyszłość polskiej nauki. Nie dość, że ministerstwo ją skutecznie zwalcza, to widzę środowisko też. Część ludzi ma podejście, że im było ciężko, to następnym też ma być ciężko. Albo uważają 3000 na rękę za świetną pensję.

    Może naswietlę problem z trochę innej strony. U nas w instytucie mamy problem z odpływem adiunktów, nawet tych zatrudniony na maksymalnej pensji NCN, czyli jakieś 6500 netto. Po prostu, korpo bez problemu płaci takiemu specjaliście ponad 2 razy więcej na początek. W ostatnim czasie projekty w korpo też stały się całkiem ciekawe w naszej branży. Ciężko kogokolwiek utrzymać nie mogąc tak naprawdę nic zaoferować. A sama pasją nie wystarcza. Skutecznie ja zabija sytuacja, gdy twoi znajomi zarabiają więcej, żyją lepiej i w pracy aż tyle nie siedzą i mają wolne wieczory i weekendy.

    I co się dzieje w takiej sytuacji? U nas w tej chwili odchodza ci, ktorzy są średni i trochę lepsi. Zostają najsłabsi i Ci najlepsi, bo mają stypendium ministra. Jak się skończą stypendia to pewnie też uciekną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co za brednie opowiadasz. W korpo wolne wieczory i weekendy, chyba w twoich snach i w dolinie krzemowej.

      Usuń
    2. A jakieś merytoryczne argumenty? Znam sporo ludzi z korpo, widzę jak sytuacja wygląda. Chore praktyki widziałem tylko w gamedev.

      Za to w nauce jest jak jest z tym czasem pracy.

      Usuń
  13. Ale tutaj niektórych boli że młodzi mają szansę pracować w dobrym zespole. Ja z perspektywy osoby która niedawno obroniła doktorat wiem jak trudno jest się załapać na pracę na uczelni mając rodzinę i dzieci. Jak komuś wynagrodzenie i warunki pracy pasują to niech aplikuje a malkontenci niech zamilkną. Tak jak Magdalena Lenda napisała, to i tak dobre wynagrodzenie na start jak na _POLSKIE_ warunki w instytutach PANowskich. Na uniwersytetach asystent z doktoratem dostaje na start wg. nowej ustawy ~2300 zł na rękę, adiunkt ~3300. Nie każdy ma możliwość zarabiać 100 tysięcy dolarów rocznie na Amerykańskiej uczelni i nie każdy jest od razu profesorem z 30 letnim stażem pracy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz kolego nieaktualne dane, asystent na uczelni może mieć do 6120 brutto, a adiunkt do 9550, w tych uczelniach co znam na początek dają w połowie tych stawek, a więc ok. 2500 na rękę asystent i ok. 4000 adiunkt + 1% dodatku za każdy przepracowany rok + 13 pensja. U nas jak ktoś miał dobre publikacje w czasie studiów to od razu był zatrudniany na st. adiunkta, a asystentury nie trwały dłużej niż 1 rok. Jest to wyraźnie wyżej niż w PAN-ie, ale na uniwersytecie nie ma premii za publikacje, można się co najwyżej załapać na nagrodę naukową, która potrafi być dość wysoka ale dostaje ją tylko kilka osób rocznie.

      Usuń
    2. Jest koledzy jeszcze lepiej, wg niedawno podpisanego rozporządzenia min. Gowina stawki minimalne na uniwersytetach wynoszą:
      asystent - 3205 zł, adiunkt 4680, prof. nadzw. 5320, prof. zwycz. 6410

      pozostaje 1% za każdy przepracowany rok, ale tylko do 20 lat pracy i 13 pensja

      Usuń
    3. Dodam jeszcze, że spadły odpisy podatkowe dla pracowników uczelni, bo w tej chwili cała działalność pracownika uznana jest za pracę twórczą, na rękę w stosunku do kwoty brutto będzie więc procentowo wyraźnie więcej.

      Usuń
    4. Polecam kolego przeczytać jeszcze raz mój post. Napisałem wyraźnie "na start", co minimalnie wynosi netto ~2300 zł na rękę dla asystenta. A ta kwota została obliczona na podstawie nowych gowinowskich stawek które przytoczyłeś. A kwoty które podałeś "asystent 6120 brutto, a adiunkt do 9550" owszem można uzyskać, mając ile lat stażu? Nikt takich wypłat na start raczej nie da...

      Usuń
    5. Już Wam napłacą i nawalą pieniędzy, szykujcie się. MNiSW ćwierka jedno, a MF ćwierka drugie. Polska dziś nie ma za bardzo pieniędzy na cokolwiek, a szczególnie na wzrost wynagrodzeń akademików. Mamy wydatki na zbrojenia, gdzie za dwa zestawy PATRIOT PAC-3+ trzeba było wyłożyć bagatela 18,7 mld zł., a co z kolejnymi zakupami? Skąd wziąć przysłowiową kapuchę na wszystko? A i w ramach umowy konkordatowej odpalamy Watykanowi i jego ekspozyturom nad Wisłą 19 mld zł. rocznie z budżetu państwa. Trzeba zacisnąć pasa, a na polskich uczelniach wyższych pozostanie biednie. Taki to kraj Moi drodzy.

      Usuń
    6. Anonimie z 00:39
      Nowe stawki będą obowiązywać dopiero od 1 stycznia 2019, a jak napisałem na moim wydziale nowo zatrudnieni asystenci i adiunkci mają więcej na starcie wg starych stawek niż to co ty podajesz (być może na twojej uczelni dają tak mało). Z kwoty minimalnej na każdym stanowisku wynika, że od stycznia tym bardziej będzie to więcej na starcie niż te kwoty co podajesz (jako kierownik jednostki znam listy płac wszystkich swoich pracowników). Kwota netto to ok. 75% kwoty brutto, co daje asystentowi na minimalnym ok. 3500 zł.

      Usuń
    7. Sorry, oczywiście asystentowi na minimalnym daje 2500 zł, a nie 3500; to adiunkt może liczyć na 3500.

      Usuń
    8. No widzisz, a na moim wydziale nowo zatrudnieni otrzymują minimum i z tego co widzę po znajomych z innych jednostek nie jest to odosobniony przypadek.

      Usuń
  14. Patrząc na to wszystko, to jestem naprawdę zadowolony, że kilka lat temu odszedłem z tzw. nauki. Miałem dosyć głodowych wynagrodzeń przy wymaganiach jak na uniwersytetach z ligi bluszczowej. Jako doktorant i adiunkt przeżyłem kilka reform z których nic nie wynikało, tzn. nie przynosiły pracownikom żadnej poprawy pod względem wynagrodzeń i warunków pracy. Straciłem po prostu wiarę, że cokolwiek może się zmienić na lepsze. Zadbałem o siebie i swoją rodzinę i zmnieniłem pracę na inną: pracuję teraz może tyle samo, ale za zdecydowanie większe pieniądze, moje szefostwo szanuje mnie i moje umiejętności i nie zawala mnie bezsensowną robotą, tak jak na Uniwersytecie (któregoś roku pisałem trzy wersje tego samego dokumentu w odstępie tygodnia, bo rektorat co rusz zmieniał zasady i wzory formularzy). Decyzję pomogły mi podjąć kontakty z moimi znajomymi z politechnik, którzy kończąc edukację na inż, mając około 30 lat, zarabiali po 10-15 tys. zł w Polsce, podczas gdy ja z dr wyciągałem 3 tys. - miałem dosyć tej nędzy i upokorzenia.
    Co najciekawsze, na moje miejsce na Uniwerku miały przyjść stada młodych, lepiej wykształconych i bardziej zdeterminowanych (słowa z pożegnalnego speechu mojego szefa). No cóż, dopiero przy trzecim konkursie udało się kogoś znaleźć, nie sądzę aby był lepszy ode mnie i wytrzymał tylko rok. Pamiętajcie, co mawiał batiuszka Marks: "Byt kształtuje świadomość". Za takie pieniądze i przy takich wymaganiach nie spodziewajcie się fajerwerków. Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się w pełni z wypowiedzią anonima. Kraje, które przeznaczają odpowiednie fundusze na rozwój nauki, a tym samym doceniają jej rolę, to z reguły mają wymierne efekty. Niestety we współczesnej Polsce nauka ma niewielkie znaczenie, co przekłada się na jej finansowanie 0,4 % PKB, bez komentarza.

      Usuń
    2. tak, pieniądze są za małe, ale nie jest to wina % PKB, lecz trzymania dziesiątek tysięcy darmozjadów lub wręcz zwykłych imbecyli na etatach naukowych. Dziś wrzucałem na fb przykład profesora, który cytując wikipedię i Maxa Kolonko udowodnił, że antropogeniczne CO2 nie wpływa na klimat... i takich profesorów mamy tysiące, a doktorów jeszcze więcej. Każdy ma pokój, pensję, komputer - to są ogromne pieniądze co roku. Nie ma co liczyć że % PKB podskoczy, bo cały nasz budżet jest deficytowy, bierzemy kredyt przez okrągły rok w tempie 1300 zł/sekundę (40 mld rocznie), więc skąd chcesz nagle wyczarować dodatkowe środki? Patrzmy proszę na te sprawy realistycznie

      Usuń
    3. Problem cwaniaków, darmozjadów itp. w nauce, to nie jest przypadek wyłącznie polski. Oni występują wszędzie, bez względu na model, system organizacji nauki. Nie zmienia to faktu, że nauka we współczesnej Polsce traktowana jest, jak niepotrzebny dodatek do życia. Tym samym systematyczne ograniczanie przez ostatnie 30 lat nakładów na naukę w kraju, nie jest receptą na sukces, fajerwerki czy cywilizacyjny postęp. A co do dodatkowych środków, to można np. zerwać konkordat, a wówczas w budżecie RP znajdziesz dodatkowe 19 mld zł. rocznie. Jednak to wymaga całkowitej wymiany polskiej klasy politycznej, która nieprzerwanie rządzi po 1989 r. Może tego dożyjemy?

      Usuń
    4. Przede wszystkim to nalezaloby wymienic kadre zarzadzajaca nauka polska (ot chocby zmienic obecnego prezesa czegos tam). Tym ludziom nigdy nie brakowalo pieniedzy, a jak zaczelo brakowac to powstaly niepubliczne szkoly wyzsze, gdzie liczyly sie glownie posiadane tytuly. Ten festiwal fikcji trwal calymi latami i dlatego zaden normalny minister nie zwiekszy nakladow na nauke. Sytuacja jest oczywiscie patologiczna, ale w duzym stopniu na wlasne zyczenie/prosbe srodowiska naukowego.

      Usuń
    5. Od kiedy, to minister nauki decyduje o wysokości nakładów na naukę? Nie dostrzegam też żadnego związku pomiędzy systematycznym zmniejszaniem nakładów na naukę we współczesnej Polsce po 1989 r., a kadrami zarządczymi. Natomiast dostrzegam brak polityki naukowej państwa na przestrzeni ostatnich 30 lat, co nie najlepiej świadczy o polskiej klasie politycznej ogółem.

      Usuń
    6. "...co nie najlepiej świadczy o polskiej klasie politycznej ogółem". Tak tylko, ze to nie polska klasa polityczna ma problem, tylko polscy naukowcy. Mozna oczywiscie (bylo) pisac listy do sw.Mikolaja, zeby ktos inny ten problem rozwiazal.

      Usuń
    7. moje doświadczenia ze Szwecji (4,5 roku) mówią co innego: takich darmozjadów tam raczej nie ma, przede wszystkim dlatego, że system zatrudniania jest inny (konkursy, ale prawdziwe) i etaty terminowe. Na serio, nie wyobrażam sobie by na SLU siedział ktoś na etacie bezterminowym, kto nie umie znaleźć pulpitu na własnym komputerze, a takie przypadki znam z PANu...

      Usuń
    8. @ anonim 12:53

      Polscy naukowcy nie mają problemu, bo z biedy wyrośli, i w biedzie tkwią po dziś dzień. Decydentom jest to na rękę, gdyż budżet nie jest z gumy, a poza tym musimy garbować na różnych cwaniaków tego świata. Taki los głupiego Jasia, co wiecznie wody życia szuka.

      Usuń
    9. @ Michał Żmihorski,

      Jest Pan pewny, czy raczej pewny, że w Królestwie Szwecji nie ma darmozjadów naukowych? Ja podtrzymuje swoją wypowiedź powyżej, iż występują oni wszędzie, bez względu na model, system organizacji nauki danego kraju. Na ile dobrze pamiętam, to Szwecja przeznacza 3% PKB na naukę, a tym samym zarobki szwedzkich akademików są konkurencyjne finansowo w grupie państw wysokorozwiniętych, w przeciwieństwie do polskich. Niemniej ani autentyczne konkursy, ani etaty terminowe nie wyeliminowały różnych cwaniaków, darmozjadów z tamtejszego systemu nauki. Oni zawsze znajdą nisze egzystencjalną w każdym modelu, systemie nauki.

      Usuń
    10. Miałem okazję wizytować dwie instytucje naukowe w Szwecji (jedną typu muzealnego, a więc odpowiednik naszych instytucji PAN-owskich i jedną uniwersytecką), może nie tak długo jak Michał, ale wystarczająco żeby zapoznać się z systemem zatrudniania i dorobkiem pracujących tam badaczy. Nie spotkałem tam zupełnych darmozjadów (których znam ze swojej uczelni i paru instytutów PAN), ale też było tam sporo ludzi o dorobku, który i u nas uchodził by za przeciętny. Dowiedziałem się też, że tam podobnie trudno jest zwolnić pracownika jak u nas (nota bene w jednej z tych instytucji szefem związku zawodowego był Polak ze starej emigracji i od niego się dowiedziałem jak skomplikowana jest procedura zwolnienia badacza). Od kolegi z USA (który sie tu kiedyś wypowiadał) wiem, że w USA, szczególnie na uniwersytetach stanowych, jest sporo pracowników o przeciętnym dorobku. Trochę więc Michał przegina w opiniach (w swoim stylu zresztą, jako wyznawca neoliberalnej polityki).
      Powtórzę to co kiedyś już pisałem na tym blogu - jest wiele patologii i rzeczy do poprawy w strukturze polskiej nauki, ale pod względem efektywności w nauce (biorąc stosunek nakładów do efektów) jesteśmy paradoksalnie w czołówce. I może to uspakaja zarówno polityków opcji neoliberalnych jak i socjo-narodowych, że nie ma potrzeby więcej inwestować w naukę.
      p.s. jestem oczywiście za zwalnianiem darmozjadów, normalnymi konkursami itd., ale nie uważam, że tylko to wyraźnie polepszy stan nauki w Polsce.

      Usuń
    11. Podobno: "Polscy naukowcy nie mają problemu". Gdyby tak bylo, to nie byloby tej dyskusji tutaj. Natomiast jest faktem, ze Polscy naukowcy nie maja pomyslu, jak poradzic sobie z wlasnymi feudalami na gorze, ktorym to feudalom jest po prostu dobrze i ktorzy w zwiazku z tym nic nie chca zmieniac. Prezes czegos-tam zostal niedawno powtornie prezesem czegos-tam, gdyz jest kompletnie bez wyrazu. I to byla jego glowna zaleta.

      Usuń
    12. @ anonim 15:18

      Bredzisz od rzeczy człowieku. Polscy naukowcy winni zajmować się przede wszystkim pracą naukową, a nie walką z rzekomymi feudałami na górze. A jak komuś coś uwiera, to niech zmieni miejsce pracy. Kraj, Europa, świat stoją otworem dla polskich orłów.

      Usuń
    13. An 15:30 Ciekawy wpis, wiele mowiacy o Autorze. Wystarczylo dotknac sprawy nowego-starego prezesa czegos-tam. No i tacy ludzie podobno zajmuja sie w PL nauka. No coz, jacy ludzie nauki, taka nauka w PL.

      Usuń
    14. Zajmij się lepiej pracą naukową lub zmień robotę, a nie pouczaj innych. Z reguły anonimowi frustraci głosu w sprawie organizacji nauki w PL nie mają. Amen.

      Usuń
    15. Ale Ci sie zrobil nagle Gosciu bol dupy. Wystarczylo tylko zakwestionowac funkcjonowanie poletek feudalnych. Byc moze warto pomyslec o jakis czopkach, podobno dzialaja najszybciej.

      Usuń
    16. Nic nie znaczysz, ani nie warzysz w przestrzeni akademickiej. Dlatego pozostała ci jedynie wirtualna przestrzeń. Typowe dla anonimowych frustratów.

      Usuń
    17. Z zasady nie polemizuje z takimi wpisami i tym razem tez nie bede. Swoje komentarze adresuje do ludzi, ktorzy szukaja pomyslow na zmiany. Dla pozostalych moge byc nawet "niedorozwiniety". I niech tak pozostanie.

      Usuń
    18. Kolejny akt rozpaczy?

      Usuń
    19. Panowie, trzymajmy poziom - może być ostro, ale też uprzejmie

      Usuń
    20. Spoko, p.Michale. Czasem ludzie reaguja nerwowo, gdy cos idzie nie po ich mysli. Ale przynajmniej wiadomo co sadza i co beda torpedowac. Tak naprawde, to ludzie w 95% graja o "swoje", a te pozostale, moze gora 5%, to szlachetna walka "dla ogolu". Pozostanmy optymistami i cieszmy sie z tych 5%. Tak czy inaczej, pozdrowienia w Nowym Roku dla Pana i innych Dyskutantow.

      Usuń
  15. @ Anonimowy2 stycznia 2019 14:55
    Nie, jest znacznie prościej zwolnić pracownika niż u nas, z tego powodu że zdecydowana większość jest zatrudniona (nawet jeśli bezterminowo) z konkretnego projektu i jak się kończy kasa to wylatują.

    Po drugie, bardzo trudno jest dostać etat bezterminowy, bez własnego grantu to jest praktycznie niewykonalne. Po 4 latach mojego pobytu w SVE skończyła się możliwość przedłużania mojego stanowiska (najpierw jako Postdoc, potem jako researcher, za każdym razem przedłużana tylko na rok) i musiałem zostać zwolniony, mimo nie najgorszego dorobku w ciągu ostatnich kilku lat. Takie są przepisy, SLU mnie nie zatrudni bez grantu, nie ma zlituj. A u nas? Pani "Basia" dostaje bezterminową umowę praktycznie po roku z hakiem i wegetuje do emerytury - takich sytuacji tam naprawdę nie ma.

    Po trzecie, jakość konkursów - mnie pytano kogo z Polski poleciłbym do komisji konkursowej! Rozumiecie? Komponują członków komisji konkursowej oceniającej kandydatów na stanowisko profesora z zagranicznych naukowców! Cała procedura trwała naprawdę długo, chyba rok, ale wybrali gościa, który jest rzeczywiście dobry.

    Sorry, ale pisanie, że wszędzie są darmozjady świadczy faktycznie o braku znajomości rzeczy. Faktycznie poziom przeciętnego naukowca wcale nie odbiega od naszego średniego-lepszego, ale powiedzmy pierwszy kwartyl to jest dramatyczna różnica.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisałem o trudnościach w zwolnieniu pracowników na etatach bezterminowych, a nie kontraktowych. Kontraktowego to i w Polsce w tej chwili można równie łatwo zwolnić jak w Szwecji. Kompletnie się kol. Michale nie orientujesz w obecnych przepisach dotyczących zatrudniania pracowników. Tylko pracownicy na tzw. mianowaniu mają praktyczne dożywocie na etacie, każdy inny na etacie bezterminowym może być legalnie zwolniony po spełnieniu określonych procedur (moja koleżanka w zeszłym roku zwolniła bez problemu dwóch pracowników w swojej jednostce gdyż uznała, że nie rokują na przyszłość). Młodego pracownika na pierwszym kontrakcie po doktoracie (czyli coś jak twój postdoc w Szwecji) można już zwolnic bez żadnych powodów po zakończeniu kontraktu. Wszystko zależy od szefa i jego stanowczości w podejmowaniu decyzji. Jak się dorobisz kierowniczego stanowiska (po habilitacji może staniesz przed taka szansą) to może będziesz miał taką moc sprawczą. Prawda, że dzisiaj wielu szefów nie korzysta z możliwości jakie mają, decyzje personalne są zawsze najtrudniejsze.

      Natomiast masz rację w kwestii jakości konkursów (większość to ustawki, na moim wydziale też) i jakości pierwszego kwartyla. Ale pomyśl, jak ściągnąć do tego pierwszego kwartyla wybitnego badacza płacąc mu to co w Polsce.

      Usuń
    2. tak, rozumiem, ja też pisałem o bezterminowych - tam w Szwecji jest jakiś dziwny system, że nawet ludzie na kontraktach bezterminowych mają bardzo niepewny ten kontrakt, nie tak jak u nas. Więc umowa bezterminowa niewiele znaczy bo finansowanie jest trochę niezależne od tej umowy, a finansowanie nigdy nie jest bezterminowe - tak mi tłumaczyli Szwedzi dlaczego nie ma co się cieszyć z "bezterminowych" umów (permanent position). Co do umów kontraktowych, to oczywiście podobnie u nas jak i u nich, zwolnić każdego łatwo. I dobrze.

      Pełna zgoda co do problemu z zatrudnieniem wybitnego badacza płacąc mu tyle co w PL. Tego nie kwestionuje. Zwracam jedynie uwagę, że może łatwiej, szybciej (a z pewnością zdrowiej) byłoby przesunąć pieniądze z pierwszego na trzeci kwartyl, zamiast dopominać się o dosypywanie pieniędzy na naukę w ogóle (słynne % PKB). Tzn można się dopominać, jak ktoś ma takie hobby, ale przesuwajmy też między kwartylami.

      Usuń
  16. Witam,
    Szczęśliwego nowego roku dla wszystkich.

    Jak zwykle przy dyskusji o pieniądzach emocje. A ja chciałbym rozmawiać o konkretach a nie o emocjach. Dlatego marzą mi się dwie rzeczy:

    1.Raport/analiza zestawiająca zarobki pracowników szeroko pojętej nauki (doktorantów, postdoców i profesorów) w różnych krajach - powiedzmy zawężone do krajów UE - oraz formy zatrudnienia (stypendia, kontrakty czasowe, stale pozycje etc.). Oczywiście oprócz podania samych zarobków ważne by było podać jakie są obciążenie podatkowe oraz porównać zarobki ze wskaźnikami gospodarczymi krajów PPP, PKB, ze średnią, minimalna pensją itp. Taka konkretna analiza.
    Jeżeli ktoś wie coś o takim raporcie to proszę o link. Jeśli ktoś ma umiejętności i możliwości stworzyć cos takiego to zachęcam (ale to potężna robota dla firm analitycznych lub agend UE).

    Taki raport pozwoliłby na konkretne określenie ile nam brakuje do średniej europejskiej i do krajów starej UE. Bo to ze brakuje to zdaję sobie sprawę, pytanie ile. To byłby dokument, który można by pokazywać decydentom.

    2. Jednocześnie chciałbym zobaczyć zestawienie (ale to już totalna utopia) zarobków w polskiej nauce w poszczególnych instytucjach. Wszystkich dochodów czyli podstawowej, dodatków stażowych i funkcyjnych, nadgodzin, 13 pensja, wakacyjne, karpiowe, nagrody oraz umów z grantów, prac zleconych itp. - wypłacanych przez daną instytucje naukową (bez zarobków poza uczelnią, no bo i jak?). Fajnie by było żeby każdy uniwersytet czy instytut wykazywał takie zestawienie raz do roku (oczywiście pracownicy byli by ukryci za numerami/kodem tak by ich nie można było zidentyfikować bo RODO, awantura w domu i zły wzrok sąsiada i kolegi ;).
    To zestawienie byłoby pomocne bo my lubimy mówić jak mało zarabiamy, jak niska jest pensja podstawowa. Zapominamy często o dodatkach.
    Pokazało by również zróżnicowanie wśród pracowników (jedni mają tylko pensje podstawową, a inni mnóstwo dodatków – często zasłużonych).

    Miało być krótko, a jak zwykle wyszło przydługawo.
    Pozdrawiam
    Krzysztof Kowalski (KK)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo ciekawa uwaga 2., bo sytuacja wynagrodzeń w nauce czasem przypomina mi osławioną biedę w oświacie, gdzie średnie przychody nauczyciela od lat przekraczają 5 tys. brutto, ale nikt nie jest w stanie dociec, jak ci złośliwi statystycy to policzyli. A w nauce mamy wielokrotnie wyższe nierówności płacowe...

      Co do uwagi 1., moim zdaniem zarobki przeciętnych naukowców (postdoców/adiunktów) względem średniej krajowej są zbliżone na całym świecie. W bogatych krajach wszyscy pracownicy mogą kupić zdecydowanie więcej za swoje pensje w porównaniu z nami i dlatego czujemy się słabo opłacani.

      Nawiązując jeszcze do wcześniejszej dyskusji - za naszą zachodnią granicą (Niemcy, Francja, Anglia) też jest masa naukowców, którzy nie są ani wybitni, ani pracowici. Natomiast faktem jest, że mediana wydajności pracy naukowej jest tam znacznie wyższa niż u nas, czyli najlepsi i średni pracują/publikują lepiej. U nas wystarczyłoby urealnić groźbę zwalniania ludzi, którym od dłuższego czasu nic się nie udaje i nagle średnia wydajność naszej pracy byłaby zdecydowanie wyższa.

      Usuń