piątek, 18 maja 2018

Kolejny "sukces" polskiej nauki - czy idziemy w dobrym kierunku?

Nic nie mam do Częstochowy, dobrze, że lokalne ośrodki naukowe się rozwijają, ale czy tendencja, by powstawały kolejne lokalne uniwersytety w średnich i małych miejscowościach, jest naprawdę dobra dla rozwoju nauki? W komunikacie MNiSW czytamy:

To dobra wiadomość dla środowiska akademickiego - Akademia im. Jana Długosza w Częstochowie zmieni nazwę na Uniwersytet Humanistyczno-Przyrodniczy im. Jana Długosza.
 
Naprawdę nie mam nic przeciwko, by każda, nawet najmniejsza, miejscowość mogła potencjalnie mieć uniwersytet (jestem zwolennikiem wolności i konkurencji) ale czy promowanie jednostek słabych i przeciętnych (nie bardzo złych, ale też raczej niezbyt dobrych) rzeczywiście pomaga polskiej nauce, czy przeciwnie?

W ogłoszeniu o nowym uniwersytecie czytamy, że jego pracownicy "biorą udział konkursach NCN" a "Wszystkie wydziały posiadają kategorię naukową B". 

No świetnie...
Uważam, że problemem nauki w PL jest przede wszystkim ogromny udział słabych naukowców i słabych jednostek. Musimy pracować nad podnoszeniem poprzeczki i bezwzględnie odrzucać tych, którzy nie dadzą rady jej przeskoczyć. Potrzebujemy pilnie nauczyć się komunikowania ludziom w nauce: "masz za mały dorobek, nie będziesz profesorem" i podobnie. Bez złośliwości, personalnych podtekstów, tylko tak zwyczajnie, na chłodno.

cały komunikat:

Michał Żmihorski

66 komentarzy:

  1. Jest na te problemy proste, ale radykalne rozwiązanie praktykowane przez Polaków i Polki od wielu pokoleń...wyjazd za granicę na zawsze. I to radzę się śpieszyć, policjanci już odwiedzają konferencje naukowe, co prawda o Marksie, ale wiadomo to czy na celowniku nie jest Darwin?

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie tylko w Polsce ale w ogóle na Ziemi jest ogromny odsetek słabych naukowców. Przełomowych odkryć, zmieniających nasze spojrzenie na świat materialny dokonuje może 1 na milion. Reszta to w większości drobni dziobacze, których "odkrycia" nigdy nie zostaną odkryte.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałeś raczej powiedzieć, iż w świecie nauki występują jednostki wybitne, których jest niewiele, a dominują rzemieślnicy: bardzo dobrzy, dobrzy, dostateczni.

      Usuń
    2. Rzeczywiście, świat jest zdominowany przez naukowych rzemieślników, a w Polsce szczególnie, ale może właśnie dlatego powinni się łączyć w większe jendostki/instytuty, aby przekraczać bariery intelektualne. Selekcja zawsze powinna być silna, aby to nie wyglądało jak budowa polskich dróg, lub czegokolwiek - jeden pracuje, a reszta januszy się przygląda.

      Usuń
    3. z tymi drogami to nie trafiłeś, chyba nie jechałeś naszymi szosami jakieś 15-20 lat temu...

      Usuń
  3. W malych, prowincjonalnych miastach potrzeba lokalnych autorytetow rozumiejacych specyfike regionu. Ludzie z duzym dorobkiem miedzynarodowym do niczego nie sa tam potrzebni. A ze miasta staja sie coraz wieksze, to i jest coraz wieksze zapotrzebowanie na lokalne uczelnie. Boze, jakie elementarne rzeczy trzeba pisac.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za dużo wypiłeś kolego. Takich bredni to nawet na onecie nie piszą.

      Usuń
  4. Dobrze jest. Kolejny uniwersytet przymiotnikowy w regionie nam się przyda.

    OdpowiedzUsuń
  5. Te powyższe wpisy lokalnych "intelektualistów", piejących za potrzebą regionalnych uniwersytetów, pokazują, że Polska jest w poważnym kryzysie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. my się już staczamy, no chyba że ktoś lubi autorytaryzm...

      Usuń
  6. Rozne rzeczy zyczeniowe mozecie sobie wypisywac. A uniwersytet powstal, bo bylo na niego zapotrzebowanie "lokalne". I tyle w temacie. Klotnie z palantami oderwanymi od rzeczywisctosci mnie nie interesja. Mozecie mnie teraz skrytykowac, ile chcecie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taa zapotrzebowanie.... przygłup pewnie znalazł pracę na tym tzw. uniwersytecie i teraz stroszy grzebień jak wiejski kogut o poranku.

      Usuń
    2. a propos "lokalności, premier Polski właśnie powiedział, że Zachód nie rozumie Europy Wschodniej. Ten sam deseń co Anonimowy z 9:54, co tam jakaś "elita" od hirsza i impaktów może wiedzieć o doniosłości Uniwersytetu w Częstochowie.

      Usuń
    3. Od kiedy wskaźnik Hirscha lub impakt decyduje o przynależności do intelektualnej elity? Coś ci się pomieszało kolego.

      Usuń
    4. W Polsce nie ma intelektualnych elit, a na pewno nie zaliczają się do niej wypowiadający powyżej anonimowi (nie wyłączając swojej osoby). Poza tym słowo elita sugeruje coś bardzo negatywnego. Lepiej, żebyśmy mieli w kraju bardzo dobrych naukowców, a nie jakieś elity.

      Usuń
    5. elita w cudzysłowie, rozumiecie ironię?

      Usuń
    6. "Lepiej, żebyśmy mieli w kraju bardzo dobrych naukowców, a nie jakieś elity." Nie do konca tak jest. Kazdy wiekszy kraj potrzebuje wlasnych elit intelektualnych . A naukowcow (czyli specjalistow), podobnie jak sportowcow, mozna kupic na wolnym rynku. Na Zachodzie sa w ogolnosci najlepsi naukowcy, gdyz Zachod dobrze placi i w praktyce moze sobie sciagnac kogo chce spoza Zachodu. Ale to nie znaczy, ze elity intelektualne z Zachodu sa madrzejsze niz nasze. Co wiecej, czesto analizy zachodnie dotyczace "calosci rzeczy" sa po prostu okropnie naiwne. Elit nie stanowia wprawdzie ludzie ze stopniami i tytulami naukowymi, ale uczelnie jednak sa/powinny byc kuznia elit. Czyli te sprawy sa powiazane.

      Usuń
    7. Proszę pamiętać, że słowo "elita" ma w języku polskim w większości pozytywny wydźwięk. To obecnie rządzący wmówili Polakom, między innymi anonimowemu 7:42, że elita to synonim wszystkiego co najgorsze. O ironio, nawet komunistom się nie udało tak zohydzić słowa "elity" (np. sanacyjne).

      Usuń
    8. W każdym cywilizowanym, rozwiniętym kraju istnieją elity, które skupiają wybitne jednostki m.in. naukowców także. Ani w Polsce, ani w Europie dane środowisko akademickie nie jest jednolitą bryłą, gdyż występują tam naukowcy wybitni, którzy zazwyczaj są członkami narodowych, międzynarodowych akademii nauk, a także pozostała rzesza rzemieślników: bardzo dobrych, dobrych, dostatecznych. Oczywiście jednostki wybitne stanowią mniejszość na tle akademickiego rzemiosła. Anonimowi z g. 07:42 i g. 09:22., obydwaj nie rozumieją tego zagadnienia.

      Usuń
    9. Anonim 20:17 tez zupelnie nie rozumie zagadnienia, o ktorym pisze. Ale nie ma to wiekszego znaczenia, gdyz nie on dzieli pieniadze publiczne. Nawet w warunkach demokracji sa tzw. ludzie wazni i tzw. leszcze. Ale wypowiadac moze sie oczywiscie kazdy.

      Usuń
    10. > anonim z g. 21:02.,

      Ponownie piszesz nie na temat kolego.

      Usuń
    11. Uwagi dyscyplinujace uznaje wylacznie od Administratora bloga.

      Usuń
  7. Słowa "uniwersytet", "akademia", "profesor" już dawno w Polsce (i nie tylko) znaczą mniej więcej tyle, co "skok na kasę". Adios pomidores...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nauka i kasa...niezły ubaw :-)

      Usuń
    2. W Trzeciej Rzeczypospolitej Polskiej nauka jest finansowana na poziomie 0,44 % PKB wraz z funduszami strukturalnymi UE włącznie, co wedle danych OECD daje nam 35 miejsce w Europie, więc o jakim skoku na kasę mówisz człowieku?

      Usuń
    3. Do An. 20:26 i 20:40. Po pierwsze, "uniwersytet humanistyczno-przyrodniczy" ma tyle wspólnego z nauką, co wyścigi go-kartów z Formułą I. Tworzenie takich bytów ma na celu marketing polegający na nabieraniu kandydatów na studia na dobrze kojarzącą się nazwę. Taki byt dostaje dotację "na studenta" (aktualnie optimum to 13 studiujących na 1 nauczyciela). Pracuje w takim "bycie" zwanym uniwersytetem. Po zmianie nazwy (jeszcze przed zniżką demograficzną) zaczęły walić tłumy głównie "z regionu". Otwarto nowe kierunki studiów o nazwach nie do zapamiętania. Kasa zaczęła płynąć szerokim korytem, ale cóż, po paru latach, ktoś nierozważny zaczął śledzić tzw. losy absolwentów, no i nadmuchany balon "uniwersytetu" mocno zflaczał. Mamy więc tego typu "skok na kasę". No chyba anonimy nie sądzą, że nagle pod wpływem zmiany nazwy objawi się w tej szkole grono geniuszy z starających się o granty JCR?

      Usuń
    4. Do An. 21:45.

      Wiesz, taki "skok na kasę" to praktycznie dotyczy wszystkich uczelni wyższych w kraju. Wszyscy liczą na dotację na studenta, bo poważnych badań naukowych przecież się nie realizuje na naszych uczelniach. Natomiast w przypadku grantów ERC to obok dobrego pomysłu, to też trzeba mieć dużo samozaparcia, aby przedrzeć się przez ich biurokrację.

      Usuń
    5. An. 21:45. Własnie tak jest. No więc dlaczego żałować Częstochowie tego "skoku", skoro wykonały go wcześniej Białystok, Zielona Góra, Opole, Olsztyn itd. A dla wielu wydziałów "wielkich " uniwersytetów i politechnik, liczba studentów to "oczko w głowie" (a nie żadne tam granty, gdyż to pensum daje zatrudnienie). ERC i jego biurokracja jest przecież passe. Wszak mamy teraz chrystianizować Europę, a nie "bawić się" w naukę.

      Usuń
    6. do anonima 21:45, mylisz, jak i wielu tutaj piszących, edukację z nauką. W Polsce idzie dużo (nie wiem czy za dużo) kasy na naukę (Uniwersytety) i bardzo mało na naukę (PAN-y).

      Usuń
    7. Uczelnie moga byc dobre, zle, a nawet bardzo zle (w PL sa glownie te ostatnie dwie grupy). Ale uczelnie jako takie sa potrzebne gospodarce. A PAN-y nikomu nie sa potrzebne (poza kadra, ktora tam pracuje). Wiec jakakolwiek ocena PAN-ow i podzial na dobre czy zle jednostki nie ma sensu. To jest ta rzecz, ktorej sporo osob zwiazanych Z PAN-ami nie chce zrozumiec (i dotyczy to takze osob ktore tam trafily czesto przez zwykly przypdadek). Nie bedzie kasy dla PAN-ow, bo nikt przy zdrowych zmyslach nie rozdaje pieniedzy bez sensu.

      Usuń
    8. Do An. 22:33.

      Jest tak, jak napisałeś, bo czy to regionalne uczelnie wyższe, czy te "wielkie" w sensie ogólnopolskim, to wszyscy liczą pogłowie studenckie. Przecież ich pensum to dydaktyka, a po granty sięgną do NCBiR, NCN lub NPRH itp. Tak jest łatwiej i przyjemniej po prostu, a badań poważnych, jak nie było na naszych uczelniach, tak i nie ma po dziś dzień. To dotyczy i tych niby wielkich, i tych małych też. Wszyscy o tym wiedzą, ale najważniejsze jest dobre samopoczucie i tyle.

      Usuń
    9. do anonima 23:08,

      Badania naukowe w Polsce prowadzą uczelnie wyższe, branżowe instytuty badawcze, instytuty naukowe Polskiej Akademii Nauk, archiwa, biblioteki, muzea i niektóre oddziały zakładów opieki zdrowotnej. Oczywiście badania tam realizowane są różnorodne i nie są względem siebie równoważne. Jednak póki co, to instytuty naukowe PAN stanowią po dziś dzień najnowocześniejszą i najlepszą sieć placówek badawczych w Polsce. Także dokąd będzie istniało centrum badawcze PAN, a na pewno będzie istniało przez najbliższe 5-6 lat, to kasa nań będzie anonimie, co jest zrozumiałe. A później zobaczymy.

      Usuń
    10. Jako anonimowy z g. 23:18.

      Przepraszam czytelników za użyte niefortunne sformułowanie " pogłowie studenckie". Miałem na myśli rzesze studenckie.

      Usuń
    11. do An 23:34. Gosciu, nie chrzan.

      Usuń
    12. Do an. 00:57.

      Daruj sobie taki wywód człowieku.

      Usuń
    13. Anonimowy z 21 maja z g. 23:08.,

      Twierdzi, iż uczelnie jako takie są potrzebne gospodarce. Naprawdę? A cóż takiego owe uczelnie mają do zaproponowania polskim firmom, przedsiębiorstwom? Uczelnie wyższe są liderem w kraju, a jeśli chodzi o liczbę zgłoszonych, zarejestrowanych patentów, ale jeżeli chodzi o wskaźnik ich wdrożeń do gospodarki, to jest on niewielki, bo na poziomie niecałych 3%. Zapewne jakość tychże patentów pozostawia wiele do życzenia. Najlepsze wyniki wdrożeniowe do gospodarki narodowej posiadały i posiadają nadal branżowe instytuty badawcze - dawne jednostki badawczo - rozwojowe. Część z nich w liczbie 38 znajdzie się w sieci badawczej Łukasiewicz. W tej sieci nie ma ani jednej uczelni wyższej, więc nie czaruj kolego o jakiejkolwiek potrzebie. Topienie prawie 17 mld zł. rocznie w krajowe uczelnie wyższe nie przynosi wymiernych korzyści gospodarce narodowej.

      Usuń
    14. Sieć badawcza Łukasiewicz. Genialna kwintesencja polskiej nałki.
      Ostatnio wyczytane dlaczego w świecie tak mało słychać o Łukasiewiczu jako wynalazcy. Gdy na terenach Galicji wprowadzano jego lampę naftową to na ulicach Paryża instalowano już lampy... elektryczne.

      Kapitalna analogia dla współczesnych czasów...

      Natomiast Łukasiewicz miał niewątpliwe zasługi dla polskiego wydobycia i przetwórstwa ropy na podkarpaciu...

      Usuń
    15. Na stronie internetowej Uniwersyteckiego Ośrodka Transferu Technologii, największej polskiej uczelni wyższej UW ruszyła internetowa giełda wybranych wynalazków z ostatnich kilku lat. Nie ma tego może zbyt wiele, ale każdy może znaleźć coś miłego dla siebie.

      Usuń
  8. "nie przynosi wymiernych korzyści gospodarce narodowej"

    No właśnie, bo są wymierne i niewymierne korzyści dla gospodarki. I nieraz trudno ocenić, które z nich są w danej chwili ważniejsze. Przodujące ekonomicznie kraje azjatyckie miały na początku bardzo wymierne sukcesy i korzyści gospodarcze i bardzo niski poziom nauki i edukacji. W pewnym momencie okazało się, że dalszy wzrost nie jest możliwy bez inwestycji w edukację i naukę na swoim terenie. Taka Malezja w czasach kryzysu dokonała wydawało by się idiotyczny ruch, wyraźnie podniosła nakłady na edukację i naukę kosztem dopłacania do upadających sektorów gospodarczych. I nagle okazało się, że wskaźniki kryzysu miała najniższe w regionie i najszybciej zaczęła znowu intensywny wzrost. Ostatnio taką drogę wybiera Tajlandia. U nas jak dochodzą do władzy liberałowie czy narodowi socjaliści, to pierwsze co robią to obniżają realne nakłady na edukacje i naukę i forsują raczej wspomaganie bezpośrednie sektorów gospodarczych i zwykle to kończy się jeszcze głębszym kryzysem (ale też większą kasą dla tych nielicznych krezusów kumulujących kapitał). Uczelnie w Polsce, przynajmniej te z czołówki polskiego rankingu, mają i tak zdumiewającą efektywność jeżeli chodzi o stosunek nakładów do efektów (wszystkie rankingi światowe, wbrew narzekaczom z tego blogu, to pokazują). Efektywność jednostek PAN-owskich też się poprawiła, ale kosztem niewolniczego wykorzystywania młodych pracowników nauki. Wysokość płac w PAN-ie dla młodych to skandal. Biorąc jednak pod uwagę czas jaki mogą poświęcić na czystą pracę naukową pracownicy PAN i uczelni, to ten wskaźnik efektywności dla PAN-u ciągle jeszcze jest mało przekonujący.
    A co do nowego uniwersytetu. Jeżeli wejdzie nowa ustawa to nie wiem, czy uda mu się utrzymać nazwę uniwersytet (w ustawie są zapisane wysokie progi). Wygląda na to, że doły polityczne są święcie przekonane iż sejm odrzuci tę ustawę i każda gmina będzie jednak mogła tworzyć swoje uniwersytety.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niewolnicza praca to jest na uniwersytetach. Drhabowie "rypią" swoimi doktorantami cała dydaktykę i badania (6 dni w tygodniu po 12 godzin). Ci drhabowie dolicza sobie do pensum magistrantów (którymi opiekują się doktoranci) i doktorantów (którzy opiekują się sami sobą), prowadzenie bezwartościowych seminariów, ewentualnie mają przez jeden semestr jakieś nudne wykłady. I to jest ta efektywność i dobre obyczaje na uniwersytetach?

      Usuń
    2. Od razu widać, że nie pracujesz na żadnym uniwersytecie (i chyba, poza studiami, nigdy nie pracowałeś). Nie ma sensu polemizować z kimś takim. Ja akurat mam za sobą i ładnych parę lat zasiadania w radzie naukowej instytutu PAN-owskiego (rzekomo wiodącego w naszej dziedzinie, choć w dorobku naukowym to jednostki uniwersyteckie biją go na głowę) i byłem tym "drhabem", a obecnie nawet nieco wyżej i napiszę tylko - pleciesz bzdury (choć nie wykluczam, że takie mało etyczne zachowania na uczelniach z dalszych lig się zdarzają).

      Usuń
    3. czym bardziej wiodący uniwersytet tym bardziej niewolnicze relacje, ktoś na sukces musi wyrobić...

      Usuń
    4. Anonim z g. 07:44.,

      Po pierwsze, nakłady na naukę stanowią 0,44 % PKB wraz z funduszami strukturalnymi UE włącznie, co daje 9,2 mld zł. Po drugie, nakłady na szkolnictwo wyższe stanowią 0,80 % PKB, co daje 16,5 mld zł. Po trzecie, polska nauka wedle prestiżowej bazy Scopus zajmuje 19 miejsce w skali globu, bez podziału na dyscypliny, specjalności naukowe. Po czwarte, polskie szkolnictwo wyższe ogółem zajmuje 35 miejsce w świecie. Po piąte, stosunek nakładów na szkolnictwo wyższe do efektów pracy jest porażający. Po szóste, we wszystkich czołowych, międzynarodowych rankingach akademickich, to niby najlepsze polskie uczelnie wyższe lokują się dopiero w piątej lub szóstej setce globu. Tutaj godny polecenia jest ranking SIR, który wprowadza odrębne klasyfikacje dla państwowych instytucji naukowych, i dla uczelni wyższych. I tak PAN w gronie tychże państwowych instytucji naukowych zajmuje 237 miejsce, a czołowe polskie uczelnie wyższe w grupie uczelni wyższych świata lokują się następująco: UJ - 422 miejsce, UW - 503, PW - 505, PŚ - 518, PWr - 519, AGH - 530 itd. Po siódme, uwzględniając nakłady na centrum badawcze PAN, które wynoszą 520 mln zł., w stosunku do efektywności pracy przy 2 - 2,5 krotnie niższych zarobkach pracowników PAN względem uczelnianych, to różnica jest ogromna.

      Usuń
    5. do An. 12:47 Synek jak Ty okropnie przynudzasz. Ja rozumiem, ze ktos zlecil Ci oobrone interesow PAN-u na tym forum. OK, w sumie adwokata mozna wynajac sobie do wszystkiego. Ale ten styl, niczym z ulotki reklamowej kremu do nawilzania stop jest nie do zniesienia.

      Usuń
    6. Anonim z g. 13:15.,

      Naucz się najpierw dobrych manier, a dopiero potem zabieraj głos w rzeczowej dyskusji na tym forum. Nie jestem adwokatem Polskiej Akademii Nauk, ale nie trawię taniej, tandetnej propagandy uczelnianej rodem z Polski Ludowej.

      Usuń
    7. do An. 13:24
      O wlasnie wez sobie sam te swoje rady do serca. Swietnie to ujales.

      "Naucz się najpierw dobrych manier, a dopiero potem zabieraj głos w rzeczowej dyskusji na tym forum. Nie jestem adwokatem Polskiej Akademii Nauk, ale nie trawię taniej, tandetnej propagandy uczelnianej rodem z Polski Ludowej."

      Usuń
    8. Anonimie z 12:47 - jak tak czerpiesz garściami z rocznika statystycznego to podaj nam informację ile zł średnio z funduszy na naukę przypada na jednego pracownika naukowego w PAN-ie i na uczelni. Podawanie globalnych kwot jest bez sensu, bo na uczelniach pracuje znacznie więcej ludzi niż w instytutach PAN. Poza tym odlicz z kwoty przeznaczonej na uczelnie 70%, które idą na etaty nauczycielskie. W PAN dotacja w całości idzie na naukę tzn. i na etaty naukowe i na badania; na uczelniach dotacja ministerialna z Min. Edukacji to 70% jest etat nauczyciela, a tylko 30% idzie na aktywność naukową - co wyraźnie widać w podpisywanym co roku oświadczeniu do wyliczania podatku; reszta nakładów na naukę na uczelniach to dotacja statutowa już z Min. Nauki; są i granty, ale po te startują na tych samych prawach pracownicy PAN i uczelni.
      Dopiero jak będziemy mieli te dane, to sobie będziemy mogli porównywać efektywność w obu grupach. Na razie ani Ty ani twoi krytycy obracają się w nic nie mówiącej magmie.
      A co do stosunków panujących w obu typach instytucji, to ja uciekałem z PAN-u na uczelnię właśnie z powodu niesłychanego feudalizmu i poniżania młodych (zwłaszcza płacą) i nieprzejrzystych kwestii podziału finansów (od zawsze w PAN najważniejsze było duo dyrektor instytutu i główny księgowy, którzy dbali aby nikt niepowołany nie miał informacji o sposobie dzielenia kasy). Teraz na uczelni wiem przynajmniej co sam zarobiłem (z publikacji), jest klarowny i jasny podział dotacji, siatka płac sztywna i nie ma tak dużych rozbieżności między płacą bossów i młodszego towarzystwa. Walczę o granty jak każdy i czasem przegrywam, ale tez i wygrywam (ale trudno, współczynnik sukcesu jest bardzo niski). Ze studentami i doktorantami mamy dobrze pracujący team (mam już wspólne publikacje w czasopismach Z ISI z obiema grupami). W sąsiednich katedrach i zespołach też jest raczej spokój i współpraca. Czy tworzymy wielką naukę? Pewnie nie, jesteśmy wyrobnikami jak 95% badaczy na całym świecie, ale w swojej działce się liczymy choć dysponujemy kwotami na naukę mniejszymi o 80% niż nasi koledzy z zagranicznych jednostek, z którymi współpracujemy.

      Usuń
    9. a kiedy pracowałeś w PAN-ie? 50 lat temu? Nie wiem czy wiesz, ale sporo się zmieniło...

      Usuń
    10. Nie tak dawno i dalej mam tam kolegów, więc jestem na bieżąco informowany. Wiem, że zaszły pewne zmiany na lepsze, ale dalej praca w PAN dla młodego pracownika jest upokarzająca. Ostatnio, mój doktorant wygrał konkurs na stanowisko adiunkta w jednym z instytutów i zaproponowano mu na rękę 1700 zł. Komentarz zbędny.

      Usuń
    11. Anonim z g. 16:18.,

      Twój post przypomina swoisty groch z kapustą, ale odniosę się do kilku kwestii, gdzie dysponuje określoną wiedzą. W centrum badawczym PAN zatrudnionych jest 3740 pracowników naukowych, to o ponad 100 osób mniej niż zatrudnia sam UJ w Krakowie. Dotacja dla centrum badawczego PAN wynosi, jak wspomniałem powyżej 520 mln zł. Te fundusze przeznaczone są m.in. na działalność statutową, etaty naukowe. Dochodzą fundusze pozyskane z grantów krajowych, zagranicznych i programów, projektów międzynarodowych. Dlatego trudno mi pokusić się o dokładne wyliczenia, ale nie zmienia to faktu, iż ta niewielka, wyselekcjonowana kadra badawcza z centrum badań PAN publikuje bardzo dobre prace naukowe, zazwyczaj interdyscyplinarne i multidyscyplinarne, co jest rzadkością w jednostkach organizacyjnych szkół wyższych. W sensie tej klasy produktywności naukowej, to centrum badawcze PAN jest liderem badań naukowych podstawowych w kraju.

      W kwestii stosunków w pracy w obydwu sektorach, to wypowiadał się nie będę, bo takowa opinia byłaby wielce subiektywna. Zagadnienie feudalizmu czy poniżania młodych, nie jest domeną określonego pionu polskiej nauki. Instytuty naukowe PAN cieszą się autonomią, samorządnością w sferze organizacji badań naukowych. Podlegają regularnym kontrolom państwowych instytucji, zespołów, komisji, a także audytom wewnętrznym i zewnętrznym. Instytut, to nie tylko dyrektor, wicedyrektor, główny księgowy/a, ale i rada naukowa, zespoły badawcze itd. Twoje stwierdzenie o nieprzejrzystym podziale finansów, to według mnie pomówienie ścigane z mocy prawa. Inne kwestie pominę, gdyż są mało istotne.

      Usuń
    12. Drogi anonimie z 20:34. Twój wpis definitywnie mnie przekonuje, że jesteś dyżurnym obrońcą z urzędu interesów PAN na tym blogu. A to straszenie konsekwencjami prawnymi to klasyka działania PAN-u. Podam dwa przykłady:

      1. Kolega z rady naukowej jednego z instytutów PAN (delegat z uczelni) zapytał na jednym z posiedzeń czy rada mogłaby mieć wgląd w finanse instytutu. Wrócił do uczelni i za parę tygodni dostał list z podziękowaniami za dotychczasową pracę w radzie (i oczywiście z pożegnaniem dalszej pracy w tejże radzie naukowej, choć kadencja upływała mu za kilka miesięcy);
      2. Drugi kolega, redaktor przeglądowego czasopisma dostał do działu korespondencji list od jednego z uczestników opracowania pewnego dzieła podsumowującego rozmieszczenie pewnej grupy zwierząt w Polsce. Chodziło o to, że redaktorami dzieła było dwóch pracowników PAN-u, ale dane do atlasu dostarczała duża grupa obserwatorów terenowych. Ten współpracownik poddał pod dyskusję problem, czy osoby dostarczające dane nie mogły by się znaleźć na okładce jako współautorzy (inaczej cytowanymi autorami dzieła byliby tylko obaj redaktorzy z PAN-u). Redaktor czasopisma wysłał do redaktorów tego opracowania prośbę, aby wzięli udział w dyskusji do tego listu, przedstawiając swoje argumenty za taką formą prezentacji autorstwa. Zamiast listu otrzymał ostrzeżenie z kancelarii prawnej, że w przypadku opublikowania tego listu współpracownika dzieła zostanie skierowany pozew do redaktora tego przeglądowego czasopisma za naruszenie dóbr osobistych redaktorów z PAN-u itd. itd.
      Przyparty do muru etatowy obrońca zamiast podejmować merytoryczną dyskusję straszy mnie konsekwencjami prawnymi. I uważa takie rzeczy jak głodowe pensje w PAN dla młodych pracowników jako kwestie nieistotne. Gratuluję dobrego samopoczucia.

      Usuń
    13. Anonim z g. 21:57.,

      Nie jestem dyżurnym obrońcą z urzędu interesów Polskiej Akademii Nauk na tym blogu, gdyż Akademia ma własną kancelarie prawną. Natomiast każdy człowiek odpowiada za swoje słowa i czyny w świetle obowiązującego prawa RP. Nie uważam się też za przypartego do muru, a wręcz przeciwnie. Natomiast instytuty naukowe PAN posiadają osobowość prawną, autonomię organizacyjną itp. Ich ustrój nie jest tożsamy z jednostkami organizacyjnymi szkół wyższych. To tyle.

      Usuń
    14. Anonim z g. 21:57.,

      I jeszcze jedno. W moim poście z g. 20:34. nigdzie nie napisałem, iż niskie pensje młodych pracowników w PAN, to kwestia nieistotna. Za nieistotne uznałem twoje rozważania o pracy na uczelni wyższej, więc nie wkładaj mi do ust słów, których nie wypowiedziałem.

      Usuń
    15. do An. 02:27. Gosciu, nidgy nie analizowales dzialalnosci PAN-u, tylko zachwycales sie zawsze jego unikalnymi strukturami (PRL-owskimi zreszta) i rzekomymi wynikami. OK, jestes ich adwokatem, niech tak bedzie (w cywilizowanym swiecie kazdy ma prawo miec adwokata), ale nie pretenduj do roli obiektywnego analityka, bo to jest juz wkurzajace.

      Usuń
    16. Do Anonima z g. 11:46.,

      Anonimie ty na pewno nie jesteś obiektywnym analitykiem na tym forum. A twoje niby analizy są czymś naznaczone. Posty niech ocenią sami czytelnicy tego forum.

      Usuń
    17. Slusznie, tylko ja nigdy nie pretendowalem do bycia obiektywnym analitykiem.

      Usuń
  9. Zdzislaw M. Szulc22 maja 2018 22:54

    Tak, to prawda..."inny" swiat:https://wiadomosci.wp.pl/burza-w-instytucie-chemii-fizycznej-pan-dyrekcja-lamala-ustawe-kominowa-6027677675766401a

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I co wynika z tego artykułu po trzech latach od jego opublikowania? Ktoś naruszył prawo? Toczy się jakieś postępowanie?

      Usuń
  10. Problemy z ustawą kominową wynikają raczej nie z tego, że osoby odpowiedzialne w instytutach zarabiają tak dużo, że przekraczają zapisy ustawy - jak najczęściej mogłoby się wydawać - tylko z restrykcyjnych zapisów tejże ustawy. Np. zgodnie z ustawą dyrektorzy i ich zastępcy nie mogą otrzymać nagród za publikacje, jakie są przyznawane w danym instytucie, lub wynagrodzenia z grantu. I to jest najczęściej tym 'naruszeniem' ustawy. Co ciekawe, pod ustawę kominową nie podlegają uczelnie.

    OdpowiedzUsuń
  11. Powiedzcie tym głupkom z Niemiec, że niepotrzebnie zakładali instytuty i uczelnie w miastach poniżej kilkuset tysięcy mieszkańców. Powinni zamknąć ośrodki w Münster, Tübingen, Heildelbergu itd. Nie wiedzieli, że nauki nie da się prowadzić poza wielkimi miastami, ale na szczęście zaraz im powiecie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dodać należy również Freising - 45 tyś. ludności :-)

      Usuń
    2. No chyba rzecz nie w tym, że uniwersytet ma być powołany w małej czy średniej miejscowości, tylko w jego jakości. W USA też istnieje wiele uniwersytetów w małych miejscowościach. Tak naprawdę to uniwersytety były pierwsze, a potem wokół nich rosły te miasteczka nastawione na obsługę uniwersytetu. Uniwersytet z wszystkimi wydziałami najwyżej w kategorii B to żadna chluba.

      Usuń
    3. Tak samo jak nie w tym rzecz, żeby uniwersytety były wyłącznie w dużych miastach...

      Usuń
    4. Chyba znowu w życiu nam nie wyszło. Wedle najnowszej edycji rankingu Times Higher Education spośród 1000 najlepszych uczelni świata z 77 krajów, polskie uczelnie zajęły bardzo odległe miejsca. Do kryteriów oceny zaliczono: jakość kształcenia, poziom badań naukowych tam realizowanych, indeks cytowań.
      Uniwersytet Warszawski 501-600, Uniwersytet Jagielloński 601-800, Uniwersytet im. Adama Mickiewicza 601-800, Politechnika Warszawska 601-800, Akademia Górniczo-Hutnicza im. Stanisława Staszica 601-800 itd.

      Usuń
    5. ale jak to, tytuły przed nazwiskiem już się nie mieszczą na drzwiach, a tu znowu porażka?

      Usuń
    6. W ostatnim 30-leciu współczesnej Polski popełniono szereg błędów, które dziś wydają owoce. Wysoki wskaźnik skolaryzacji po 1989 r. przy oszczędnościach poczynionych w rozwoju kadr akademickich, badawczych. Ograniczony rozwój badań naukowych, prac rozwojowych na uczelniach wyższych. Masowość studiów wyższych, obniżenie poprzeczki kandydatom do stopni naukowych i tytułu naukowego, masowy rozrost niepublicznych uczelni wyższych itd. Masowość zdominowała rynek edukacyjny w Polsce. Nawet teraz przy projekcie ustawy 2.0 wskaźniki jakościowe gdzieś giną w trakcie różnorodnych poprawek.

      Usuń