niedziela, 29 kwietnia 2018

Koszt publikacji i cytacji - porównanie prof. Karpińskiego

Ciekawa analiza przedstawiona przez prof. Karpińskiego na jego facebookowym profilu. Diagnoza odnośnie kryzysu nauki też trochę daje do myślenia. Dostałem zgodę na zamieszczenie tego tekstu tutaj:

Profesor Stanisław Karpiński pisze:
Ósmego maja mamy zaplanowane spotkanie z Prezydentem Panem Dudą i Wicepremierem Panem Gowinem w sprawie ostatnich uwag NRR i prezydenckiego zespołu ds. Ustawy 2.0, którego jestem członkiem. Będzie to ostatni czas na wprowadzenie korekt do projektu Ustawy 2.0. Mam mieszaną ocenę co do zapisów nowej Ustawy 2.0, ale wiem, że nauka polska jest w najpoważniejszym kryzysie, wartości, etosu, uczciwości od czasu "Okrągłego Stołu".

Przeanalizowałem dane statystyczne rankingu krajów ze strony SJR (Scimago Journal). Zaprezentuję autorską porównawczą analizę dla Polski Szwecji, Hiszpanii, USA i Kanady. USA dysponują znacznie większym PNB, potencjałem ludnościowym, i największymi wydatkami na naukę i rozwój. Aby odpowiednio znormalizować i porównać produkcję naukową przeliczyłem ile dany kraj inwestuje rocznie w naukę i rozwój w przeliczeniu na jednego obywatela (per capita) I tak: w Szwecji inwestuje się rocznie na jednego obywatela 1468 USD; w USA 1442,5 USD; w Kanadzie 732,5 USD; w Hiszpanii 413,5 USD; a w Polsce 301 USD. 

Porównałem kilka wskaźników jak: ilość wytworzonych cytowanych dokumentów oraz średnią cytowalność tych dokumentów znormalizowane na jednego obywatela. Czyli dowiemy się o kosztach jakości nauki i rozwoju w danym kraju ponoszonych na jednego obywatela. 

W USA wytworzenie 1 naukowego cytowalnego dokumentu kosztuje obywatela USA ok. 0,00264 USD, w S koszt ten wynosi 0,0446 USD (17 x więcej niż w USA) w CAN 0,00841 (3 x więcej niż w USA) w IBR 0,00531 (2 x więcej niż w USA) i w PL 0,00827 (3 x więcej niż w USA. Czyli koszt wytworzenia 1 naukowego dokumentu ponoszony przez obywatela jest porównywalny w Polsce i Kanadzie jest on o 1/3 wyższy niż w Hiszpanii. 

Teraz porównam koszt średniego cytowania tej publikacji znormalizowany na 1 obywatela. Generalnie cytowania mają duże znaczenie, im bardziej publikacja jest cytowana przez światową społeczność naukową tym bardziej ma ona większe znaczenie. I tak w USA jedno cytowanie znormalizowane na obywatela kosztuje 0,00026 USD, w Szwecji 0,0037 (14 x więcej niż w USA); w Kanadzie 0,00080 (3 x więcej niż w USA); w Hiszpanii 0,00057 (2 x więcej niż w USA) i w Polsce 0,00132 (5 x więcej niż w USA) 

Co mówią nam te dane? Ta sama jakość nauki (jedno cytowanie) kosztuje podatnika najmniej w USA, potem w IBR, CAN i w PL. W S ta jednostka jakości jest najdroższa. To oznacza, że jakość uprawianej nauki w danym kraju nie zależy bezpośrednio od wysokości zainwestowanych pieniędzy w naukę i rozwój (zależy od wiedzy i twórczości naukowców).
Polska pod względem liczby cytowań na jeden dokument jest na 131 miejscu w świecie. Do tego koszt jednego cytowania jest jednym z najdroższych. Wyprzedza nas m. inn. Etiopia, Grenada i Wietnam. S jest na 16, CAN na 33, USA na 39 a IBR na 63. Czyli PL produkuje po dużych kosztach najwięcej naukowego chłamu (śmieciowych publikacji!),
W USA bezwzględny koszt wytworzenia jednego dokumentu to 869000 USD, w PL 319000, w S 432000, w CAN 295000 i w IBR 295000 USD.

Od siebie dodałbym tylko jedną korektę: siłą nabywcza 1USD jest inna w porównywanych krajach. Więc koszt publikacji/cytacji w przypadku Polski jest efektywnie wyższy. 
Michał Żmihorski

98 komentarzy:

  1. Czy zweryfikowales te dane?
    Jeśli w Polsce nakłady na naukę wynoszą 301 USD rocznie, to wychodzilaby po pomnozeniu przez 38 mln obywateli kwota 40 mld PLN. O ile wiem, to jest to około 3 razy mniej.

    OdpowiedzUsuń
  2. Według tego:
    http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C460300%2Cbudzet-w-2018-r-ponad-92-mld-zl-na-nauke-i-ok-165-mld-na-szkolnictwo-wyzsze.html
    nakłady na naukę w Polsce w tym roku są ok. 10 mld PLN, tak więc ta analiza prof. Karpinskiego mija się z faktami.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie podzielam opinii prof. Stanisława Karpińskiego, iż jakość nauki w danym kraju nie zależy bezpośrednio od nakładów na naukę i rozwój, a od wiedzy i twórczości naukowców. Z moich doświadczeń jasno wynika, iż wysokie nakłady na badania naukowe i prace rozwojowe przynoszą wymierne korzyści zarówno nauce, społeczeństwu, gospodarce danego państwa. Ponadto nakłady na polską naukę wynoszą 9,2 mld zł.(0,44% PKB), a na szkolnictwo wyższe 16,5 mld zł.(0,80% PKB). W przypadku finansowania polskiej nauki, to lokujemy się wedle OECD na 35 miejscu w Europie. Także rozważania prof. Karpińskiego rozmijają się z faktami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zastanawiam się, na ile ten niski koszt (cytowalnej publikacji) w USA może wynikać z przyjmowania dużej liczby zagranicznych, bardzo zdolnych i wykształconych zagranicznych doktorantów i postdoków (a zatem pomniejszających koszty wytworzenia pracy)?

      Usuń
    2. Blisko, blisko ... Tzn. prace z USA sa cytowane, gdyz nauka amerykanska ma najwiekszy prestiz na swiecie. Oznacza to nie tyko, ze ich wyniki sa wartosciowe (bo tutaj zawsze mozna sie spierac, ze ktos robi cos precyzyjniej), tylko ze Amerykanie kreuja trendy, ktore wszyscy nasladaja. Pododnie jak Francuzi i Wlosi sa liderami, jesli chodzi o mode ubraniowa i oni pracowali na te swoja pozycje przez dziesiatki lat. P.S. A jak ktos ma prestiz, to przyciaga mlodych i bardzo zdolonych, co umacnia jeszcze jego pozycje. Sumarycznie: przez dlugie lata bedzie u nas podobnie, jak jest teraz.

      Usuń
    3. Amerykanie dzięki gigantycznym funduszom państwowym, prywatnym z udziałem kręgów przemysłowych, gospodarczych, wojskowych stworzyli doskonałą infrastrukturę naukowo - badawczą dla utalentowanych naukowców globu. To zaowocowało słynnym drenażem mózgów m.in. z Europy. Szacuje się, iż w USA pracuje 500 tys. naukowców z zewnątrz, którzy popychają naukę i gospodarkę USA do przodu. Przewaga konkurencyjna USA nastąpiła dzięki olbrzymim funduszom zainwestowanym w naukę i infrastrukturze. Natomiast polska nauka z finansowaniem na poziomie 0,44 % PKB pozostanie na peryferiach cywilizowanego, rozwiniętego świata. Dziś niedoścignionym wzorem mogą być dla nas Czechy, które przeznaczają ponad 1,5 % PKB na naukę, i z każdym rokiem dystans między nami jest coraz większy. Nie warto wspominać o potęgach naukowych w Europie takich jak Niemcy, Francja lub Wielka Brytania.

      Usuń
  4. Jeszcze jedna sprawa. Jak w ewaluacji jednostek naukowych będzie większa waga cytowan, to spółdzielnie cytowań będą rosły jak grzyby po deszczu.
    Generalnie to nie widzę jakiegokolwiek narzędzia, żeby w krótkim czasie dokonać jakichś wielkich zmian w polskiej nauce. Ustawa 2.0 poza wprowadzeniem zamieszania nic nie polepszy. Zresztą żadna ustawa, 3.0, 4.0, itd. niewiele może, bo z kur pracujących na uczelniach i w instytutach orłów się nie zrobi. Sam Karpiński też żadnym orłem nie jest, jeśli porównamy jego osiągnięcia z topowymi naukowcami drugorzednych uniwersytetów światowych. Moim zdaniem od pewnego czasu małymi krokami polska nauka idzie do przodu i moim zdaniem jej stan obecny jest przyzwoity. Oczywiście biorąc pod uwagę jej budżet.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nauka nie może opierać się tylko na cytowaniach, bo inaczej mamy do czynienia z patologią. Nauka winna koncentrować się na trudnych, złożonych problemach cywilizacyjnych, ale aby podejmować, realizować tego typu badania, to potrzebny jest odpowiedni budżet. Koło się zamyka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a znamy jakieś publikacje rozwiązujące "trudne problemy cywilizacyjne" które nie są dobrze cytowane?

      Usuń
    2. Indeks cytowań nie może być celem, zadaniem nauki, a jedynie pokłosiem, echem jej ustaleń, prac. Cytowania dla cytowań są patologią i nie generują postępu, rozwoju nauki.

      Usuń
    3. Wyliczenia prof. Karpińskiego to klasyczna manipulacja mająca uzasadnić z góry przyjętą tezę. Przeliczanie nakładów na liczbę ludności nie ma żadnego uzasadnienia teoretycznego. Powinno się te nakłady przeliczać na liczbę osób czynnie wpływających na wyprodukowane publikacje, żeby otrzymać koszt jednostkowy nauki na osobę i dopiero potem przeliczać to na efektywność parametryczną. Chętnie bym zobaczył takie wyniki, choć pewnie trudno by było uzyskać dane o liczbie osób faktycznie pracujących w nauce w poszczególnych krajach (ale może się mylę). A już manipulowanie danymi wejściowymi, co pokazują wpisy powyżej, pozostawia duży niesmak co do intencji tej rzekomej "analizy".

      Usuń
    4. Mnie zastanawia też problem, nazwijmy go "autokorelacji przestrzennej" lub "domowego podwórka". Czy jeśli przeprowadzić analizę analogiczną jak ta prof. Karpińskiego, ale wykluczyć cytowania z danego kraju (a zatem patrzymy na cytowalność na świecie, poza danym krajem), to czy dalej ten koszt wytworzenia "cytowalnego dokumentu" byłby wyższy w PL, niż w porównywanych krajach?

      Usuń
    5. Z tego co jest tu:
      http://www.scimagojr.com/countryrank.php
      wynika, że self-citations w USA to aż ok. 46% a w PL ok. 25%. Tylko nie wiem, co w tym zestawieniu oznaczają te self-citations.

      Poza tym jak liczyć cytowania zespołów wieloautorskich oraz jak oddzielić rzeczywiste cytowania pochodzące ze spółdzielni cytowań?

      Takie analizy nie dają obiektywnej oceny, bo jest wiele czynników zakłócających.

      Usuń
  6. Niech prof. Karpiński się nie martwi, dzięki "500+" Polacy ochoczo przystąpią do rozrodu, w wyniku tego wzrośnie nie tylko liczba ludności, ale również rentowność polskiej nauki :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. 1 cytowanie w USA kosztuje 31000 zł, i około 89000 zł w Polsce, mam 256 cytowań, należy mi się od polskiego podatnika: 22 miliony złotych, 500 tysięcy złotych rocznie przez 40 lat pracy. Gwarantuję, że jeśli za 1 cytowanie polski naukowiec dostawałby 10000 zł, to koszt 1 cytowania w Polsce spadłby do 15000 zł - o połowę mniej niż w USA

    OdpowiedzUsuń
  8. Pan Profesor Karpiński to megaloman, z wieeeelkim przerostem ego. Wg Web of Science Jego indeks H wynosi 40 a nie 50 (a tak 10 sobie dodał, ma gest), co tak przy okazji jest raczej średnim wynikiem na tak "potencjalnie znanego" naukowca. Ponadto liczba cytowań 400 rocznie to dla osoby po 50, jest wartością raczej przeciętną. Świetni naukowcy do których Pan Profesor Karpiński chciałby być zaliczany mają po 1000-2000 (i więcej) cytowań rocznie. Biorąc pod uwagę, że większość dojrzałego naukowego życia spędził w Szwecji gdzie miał świetne warunki do rozwoju, należy uznać, że jest to przeciętny naukowiec. Wystarczy za przykład dać prof. Bujnickiego i Garsteckiego, których roczna liczba cytowań przekracza znacznie osiągnięcia Pana Profesora Karpińskiego.
    Jak prof. Karpiński jest taki świetny, to dlaczego, nie ma jeszcze grantu ERC?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że nie ma sensu pastwić się nad prof. Karpińskim, bo obiektywnie patrząc, jego dorobek jest bardzo dobry. Ponadto, takie analizy są potrzebne, bo wyzwalają dyskusję. Z perspektywy analizy prof Karpinskiego, można powiedzieć, że jedną z możliwych ścieżek zwiększania potencjału polskiej nauki jest ściąganie zdolnych zagranicznych doktorantów i postdoków (jeśli chcemy iść ścieżką analogiczną do USA). Innymi słowy, nakłady na naukę powinny się zwiększyć, ale głównie po to, aby drenować intelektualnie inne kraje.

      Usuń
    2. Według mnie nikt się nie pastwi nad prof. Karpińskim. Istnieją wybitni polscy naukowcy z uznanym dorobkiem badawczym w kraju i zagranicą, a także rzesze rzemieślników: bardzo dobrych, dobrych, dostatecznych. Moim zdaniem prof. Karpiński jest dobrym rzemieślnikiem. Natomiast ciekawi mnie skąd weźmiesz fundusze na przysłowiowy drenaż mózgów, jak napisałeś powyżej?

      Usuń
    3. Takich funduszy oczywiście nie ma. Ale można pofantazjować, że jakimś cudem pozwalniani zostaną pracowici inaczej i zwiększą się nakłady na naukę, np. do poziomu 1% dochodu narodowego. Na co te pieniądze miałyby pójść? No bo chyba nie na zwiększanie uposażeń, bo to raczej nie sprawi, że wszyscy staną się bardziej kreatywni?

      Usuń
    4. OK., ale nic nie wskazuje na to, aby ci pracowici inaczej mocą przyszłej ustawy 2.0 zostali zwolnieni z pracy. Zresztą ta ustawa nadal będzie promowała dydaktykę kosztem badań naukowych. O wzroście wydatków rzędu 1% PKB na naukę do 2020 r. także możemy zapomnieć. Kręcimy się w kółko, a Europa i świat nam odjeżdżają. Sytuacja jest beznadziejna.

      Usuń
    5. Niezbyt optymistyczna to konkluzja na majówkę, ale w dużej mierze prawdziwa. Nauka polska przypomina muchę pływającą w gęstej zupie.

      Usuń
    6. To, co mnie boli najbardziej, to instrumentalne, lekceważące traktowanie problemów polskiej nauki przez decydentów. W ten sposób daleko nie zajdziemy, a czas stracony dziś może być nie do odrobienia już jutro. Trwa wyścig cywilizacyjny pomiędzy potęgami naukowymi globu, i kto w odpowiednim czasie włączy się do niego, ten ma szanse zaistnieć, a pozostali pozostaną na dworcu.

      Usuń
    7. To jest sytuacja troche bardziej skomplikowana. Srodowisko akademickie przestalo byc srodowiskiem ludzi przyzwoitych. Najpierw przekrety z dyplomami niby-uczelni, a potem przekrety z instytucja niby-narodowa, czyli z NCN, gdzie celem swoistej gry towarzyskiej stalo sie zdobywanie cytowan. Trudno sie dziwic decydentom, ze nie spiesza sie ze wzrostem nakladow. "Szemranemu" towarzystwu nie daje sie pieniedzy, jesli to nie jest absolutnie konieczne (i to nawet jesli samemu ma sie cos za uszami).

      Usuń
    8. Zgodzę się z twierdzeniem, że środowisko naukowe jest dalekie od moralnego ideału. Wydaje mi się jednak, że NCN jest jedyną sensowna instytucją, jaką udało się (jakimś dziwnym cudem) stworzyć w tej szarej polskiej rzeczywistości w ostatnich kilkunastu latach. Na pewno jej celem nie jest zdobywanie cytowań. Wydaje mi się, że funkcjonuje ona znacznie lepiej niż MNiSW. Powiem szczerze, pomysł, że NCN jest spółdzielnią cytowań jest nowatorski :-). Nie posądzałbym jednak decydentów o tak górnolotne motywacje braku finansowania nauki. Moim skromnym zdaniem, decydenci po prostu nie widzą sensu wspierania nauki, bo sami z nauki niewiele korzystają, albo nie zdają sobie z tego zupełnie sprawy, a tym samym nie widzą sensu w całej tej "zabawie".

      Usuń
    9. OK. polskie środowisko akademickie nie jest święte, ale nigdy w przeszłości, także nim nie było. Patologie akademickie niejednokrotnie mają podłoże systemowe. Niby uczelnie wyższe z niby dyplomami były powiązane z zapotrzebowaniem społeczeństwa na niby wykształcenie wyższe, a gdzie było wówczas polskie państwo? Na wakacjach? Następnie zagadnienie cytowań, które dla samych cytowań i zdobywania punktów z natury rzeczy jest patologiczne. Jednak dziś dąży się do tego, aby dany dorobek badawczy zważyć, policzyć, uszeregować w tabelkach biurokratów, ale to nie jest merytoryczna, rzeczowa ocena dorobku naukowca.

      Usuń
    10. Panstwo polskie dodawalo orzelka na tych niby dyplomach. Wiec kompromitacja jest totalna. A NCN zamiast byc krakowsko-warszwaskim centrum nazywa sie centrum narodowym. Aha, MIBiK zaczyna sie od slow "miedzynarodowy instytut". To sa przyklady najbardziej elementarnego braku przyzwoitosci. "Cwaniactwo" stalo tak powszechne, ze nikogo juz nie dziwi. Tak wiec ja nie jestem zaskoczony, ze nikt normalny nie chce zwiekszyc nakladow. I tyle. Ale mozna oczywiscie probowac robic agitacje, moze jacys naiwni sa jeszcze w rzadzie.

      Usuń
    11. Uwzględniając najnowsze prognozy ekonomiczne dla Polski, Europy lub świata, to w drugiej połowie 2019 r. rozpocznie się początek długofalowego spowolnienia gospodarczego, a to oznacza mniej środków w budżecie, czyli wzrostu funduszy na polską naukę i tak nie będzie. Pozostaniemy na poziomie 0,44 % PKB - 35 miejsce w Europie. Sytuację trochę ratują fundusze strukturalne UE, wliczane do budżetu polskiej nauki, bo inaczej byłoby totalne dziadostwo finansowe.

      Usuń
    12. Tak półżartem, a półserio to ci naukowcy, a którzy tak ekscytują, podniecają się swoim indeksem Hirscha rzędu 40 lub 50, to winni być murowanymi kandydatami do Nagrody Nobla. Tylko, co faktycznie stoi za tymi uciułanymi punkcikami?

      Usuń
    13. A co stoi za tymi naukowcami, którzy punkcików nie uciułali? Nieróbstwo? Beztalencie? Jeszcze nie słyszałem, żeby uznano jakiegoś współczesnego naukowca za wybitnego tylko z powodu gadania.

      Usuń
    14. Problem jest w tym, że dzisiaj oczekuje się natychmiastowych "sukcesów". Te oceny parametryczne dają taką namiastkę sportowej rywalizacji w świetle fleszów. Ala nauka, od zawsze, oceniana była z perspektywy czasu. Rzadko które osiągnięcie było doceniane natychmiast (np. jak teoria doboru naturalnego Darwina), zwykle docenianie przychodziło po długim czasie (np. teoria dryfu kontynentalnego czy teoria Czerwonej Królowej). Dlatego nagrody Nobla dostają najczęściej osoby stojące nad grobem, kiedy ich odkrycia uległy wielokrotnej falsyfikacji. Jest prawie pewne, że bardzo wielu punktowych liderów z dzisiejszych czasów nie przetrwa w nauce dłużej, a ich dorobek pójdzie w zapomnienie lub wręcz do kosza. Ale jest też pewne, że ci z punktami z tyłu peletonu tym bardziej nie przejdą do historii nauki.
      Nie da się stworzyć systemu produkującego geniuszy, bo oni rodzą się losowo, w niewielkim procencie i w dużej mierze zawdzięczają to dobrym genom. Można jednak stworzyć system, który ułatwia wyłapywanie takich talentów i ich promowanie. System parametryczny tylko w małej części temu służy, bardziej powstał jako system kontroli ze strony ciał administrujących nauką, rozdającym kasę itd. W krajach wiodących w nauce, takich jak USA czy Wielka Brytania, system jest bardziej nastawiony na merytoryczna ocenę, a część parametryczna jest dodatkowa, dlatego tam łatwiej robią kariery osoby zdolne z natury (chętnie wyłapywane przez tamte kraje w ramach drenażu mózgów m. in. dzięki godziwej zapłacie i hojnemu finansowaniu badań).
      W Polsce powstał trochę wynaturzony system hybrydowy, gdyż zarówno nadmierny nacisk na parametryzację ocen jak i feudalne zastałości strukturalne z przeszłości nie dały celu jaki próbowano osiągnąć. Choć jako osoba biorąca udział w początkowej fazie reformy nauki mam wątpliwości , czy w ogóle taki cel istniał, może poza samym tylko początkiem. Potem było już jak zwykle, czyli skok na kasę grup, które dorwały się do decydowani o końcowym kształcie zmian.
      Ustawa 2.0 nie rozwiązuje istotnych problemów, ma swoje pozytywy i negatywy jak każda poprzednia. Głos prof. Karpińskiego bardziej widzę jako niepokój tych, co są beneficjentami obecnych przepisów niż troskę o dobro polskiej nauki (reprezentuje on dział nauki, który najbardziej skorzystał na poprzednich przepisach). Kasy jest mało, a grozi, że zostanie ona mniej skoncentrowana niż dotychczas. Cała ta Jego analiza to sprytna manipulacja parametrami do analizy, która tak naprawdę nic nie pokazują (poza tym, żeby jeszcze bardziej skanalizować kasę na wybrańców, najlepiej parametrycznych).

      Usuń
    15. > anonim z g. 08:31.,

      Punkciki nie są miarą geniuszu i nigdy niebyły.

      Usuń
    16. Rzecz w tym, że geniuszy bez punktów mamy całe masy na polskich uniwersytetach. Lubują się w piciu kawek bądź herbatek, spacerowaniu po korytarzach i czasami żywych dyskusjach, głównie o polityce i znienawidzonych kolegach z sąsiednich zakładów. Tak, polski podatnik musi łożyć na takie osoby, bo cóż byśmy zrobili bez owych geniuszy. Ileż to wspaniałych wykładów oni dają, ileż zapładniają umysłów (bądź studentek). Toż to cała nasza nauka zależy od tych geniuszy nierozpoznanych i tak bardzo niedocenianych. Na dodatek teraz są krytykowani przez tych nędznych wyrobników, "punktatorów", którym w głowie tylko praca i pisanie naukowych manuskryptów.
      Niebyły geniusz.

      Usuń
    17. Wybitnego naukowca rozpoznaje się po nazwisku, po opublikowanych monografiach, publikacjach, które poszerzyły dotychczasowe granice ludzkiego poznania, a tym samym zasadniczo wzbogaciły skarbnicę wiedzy ludzkiej, ale nie po cytowaniach lub indeksie Hirscha. W krajach wysokorozwiniętych owe punkty niewiele ważą, znaczą.

      Usuń
    18. dobrze, ale poproszę o przykład "Wybitnego naukowca który opublikował monografie, publikacje, które poszerzyły dotychczasowe granice ludzkiego poznania, a tym samym zasadniczo wzbogaciły skarbnicę wiedzy ludzkiej" - który nie ma wysokiego Hirscha i cytowań.

      Usuń
    19. Zdzislaw M. Szulc2 maja 2018 17:25

      Tak na... marginesie."Lista STU" -dla jednych zle, dla drugich bardzo dobrze:https://www.wum.edu.pl/2018-04-23-nowy-ranking-stu-naukowcy-wum-o-najwiekszym-dorobku-publikacyjnym-w-latach-2015-2017 Przyklad z w/w Listy: https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/?term=P%C5%82oski%20R%5BAuthor%5D&cauthor=true&cauthor_uid=29198826

      Usuń
    20. W takiej dziedzinie jak Matematyka to w zasadzie chleb powszedni. Laureaci Medalu Fieldsa często mają H poniżej 10, zwłaszcza w momencie otrzymywania tego "matematycznego Nobla". Inny dobry przykład to Peter Higgs. Wprawdzie cytowania jego 3 kluczowych prac mają się dobrze (zwłaszcza od czasu, gdy dostał Nobla), ale h=9 wciąż.

      Usuń
    21. do Michala Zmihorskiego: matematyk George Green. Nalezy przeczytac zyciorys w anglojezycznej Wikipedii. Samouk, wydal monografie prywatnie. Za zycia malo znany, obecnie uwazany za jednego z najwiekszych matematykow.

      "In 1828, Green published An Essay on the Application of Mathematical Analysis to the Theories of Electricity and Magnetism, which is the essay he is most famous for today. It was published privately at the author's expense, because he thought it would be presumptuous for a person like himself, with no formal education in mathematics, to submit the paper to an established journal. When Green published his Essay, it was sold on a subscription basis to 51 people, most of whom were friends and probably could not understand it."
      ...
      "Green's work was not well known in the mathematical community during his lifetime. Besides Green himself, the first mathematician to quote his 1828 work was the Briton Robert Murphy (1806–1843) in his 1833 work. In 1845, four years after Green's death, Green's work was rediscovered by the young William Thomson (then aged 21), later known as Lord Kelvin, who popularised it for future mathematicians."

      Usuń
    22. Pojęcie wysoki czy niski i-H jest relatywne i zależy od impaktowalności danej dziedziny czy specjalności w nauce, a w niektórych przypadkach od popularności danej specjalności. W biologii molekularnej i-H 20 to przeciętny wynik, a w taksonomii i-H 10 to bardzo wysoki wskaźnik (choć tu jest on silnie zależny od tego jak wielu specjalistów od danej grupy zwierząt czy roślin pracuje w danym momencie na świecie). Dla samej nauki ważniejsze jest utrzymywanie się cytowalności konkretnej pracy w długim okresie czasu (bo to świadczy o jej ważności na długą metę), a nie duży i-H ale skomasowany dla konkretnej publikacji w krótkim okresie czasu (bo to może być efekt działania spółdzielni cytowań, zjawisko ostatnio dość powszechne w tzw. szybkich dziedzinach wysoko impaktowalnych). Dlatego używanie samego i-H do chwalenia się swoimi osiągnięciami bez kontekstu czasowego dla najważniejszych publikacji jest mało miarodajne dla określenia danego badacza jako wybitnego (jeżeli uznajemy, że wybitne osiągnięcie to takie, które na trwałe zapisało się w nauce, było przełomowe lub na długi czas stało się bazą dla dalszych badań w danej dziedzinie).

      Usuń
    23. Do anonima z g. 21:09.,

      Dziękuję za ładny post i przedstawione objaśnienia. Tego mi brakowało. Jeszcze raz dziękuję.

      Usuń
    24. do Anonimowy2 maja 2018 17:42
      Ok, dziękuję, jednak przywoływanie przykładu sprzed niemal 200 lat sugeruje, że takie przypadki praktycznie nie istnieją. Arystoteles też miał pewnie niewiele dobrze cytowanych publikacji na Scopusie, bo wtedy nie było Scopusa... Serio, wydaje mi się, że takie przypadki nie istnieją - nie da się mieć dużego wpływu na naukę i nie być cytowanym.

      Co do matematyków i fizyków - przecież nikt nie porównuje dziedzin, więc te przykłady są nietrafione. Mówimy o relatywnie wysokim/niskim Hirschu W OBRĘBIE danej dziedziny.

      Usuń
    25. Przyklad byl sprzed 200 lat, gdyz dotyczyl osoby bardzo wybitnej, a praktycznie nierozpoznanej za zycia. Dawanie przykladow sprzed 20 lat nie ma sensu, gdyz trudno po tak krotkim czasie ocenic wybitnosc, zarowno tych cytowanych, jak tez niecytowanych.

      Co do twierdzenia, ze nie porownuje sie dziedzin, to mocno sie Pan myli. Jesli ktos zajmuje sie fizyka matematyczna, to w niektorych dzialach cytowania sa bardzo slabe, ale jesli ktos zajmuje sie fizyka teoretyczna, to np. w fizyce czastek ementarnych moze liczyc na mnostwo cytowan, gdyz tam powstaja prace, gdzie autorow jest kilkuset. Wiec w sumie pomiedzy pokrewnymi dziedzinami moze byc przepasc, co oczywiscie otwiera pole do manipulacj: ktos zajmuje sie jednym, a cytowania nabija "obok".

      Ale OK, nie sadze, aby Pan sie dal przekonac, jest Pan z tych co wiedza "lepiej" i zdania raczej nie zmieniaja. Napisalem wiec ten komentarz raczej dla innych, zeby ostatecznie ktos takie osoby jak Pan przeglosowal. Bo zyjemy w czasach demokracji i racje ma ten, kto ma wiecej zwolennikow (a nie cytowan). I tyle.

      Usuń
    26. Anonimowi powyżej pisali na temat świetnych, ale słabo cytowanych naukowców. Argument ten można również odwrócić:

      1. Jest wiele prac, które są dobrze cytowane, a niewiele wnoszą do nauki – albo też zupełnie nic. Do tej kategorii należy część przeglądówek oraz prace, których wyniki okazały się niemożliwe do powtórzenia (John R. Zaller nazywa to wysokim „citation/scrutiny ratio”: zob. „The Nature and Origins of Mass Opinion”).

      2. Jest wielu naukowców, którzy są dobrze cytowani, a niewiele wnoszą do nauki - albo też zupełnie nic. Jedną z najlepszych metod na dużo cytowań jest publikować jak najwięcej i jak najszybciej, nie przejmując się za bardzo jakością – ilość i tak przełoży się na cytowania, a te na indeks H (który jest ściśle skorelowany z ½ pierwiastka liczby cytowań). Do tego w każdej takiej publikacji można zacytować kilka swoich poprzednich… i tak dalej. Można też publikować chwytliwe, ale słabo poparte dowodami tezy. Np. taki Brian Wansink ma ponad 25 000 cytowań i H=76, lecz wszystko wskazuje na to, że jego wkład w psychologię to głównie „junk science” i wygenerowanie mnóstwa ślepych tropów.

      Podsumowując, związek pomiędzy jakością nauki oraz liczbą cytowań jest słaby, a liczba cytowań to w najlepszym razie kiepska miara poszczególnych naukowców. Z drugiej strony, zupełnie innym jest użycie liczby cytowań do oceny poszczególnych naukowców, a czym innym użycie tej miary w analizach np. na szczeblu państw – akurat z tą częścią analizy prof. Karpińskiego nie mam problemu.

      Tasan

      Usuń
    27. Oj widzę tutaj całą gromadę "zdolnych inaczej", z małymi H... ale z wielkim ego.
      Od razu do zwolnienia, od razu. Wasze wypocone teksty cą tyle warte, co cały wasz mizerny dorobek. Większy z Was byłby pożytek, gdybyście siedzieli na kasie w Biedronce.

      Usuń
    28. @ anonim z g. 23:44.,

      Zbierasz punkty? To zbieraj. Szczęść Boże na drogę.

      Usuń
    29. Wydaje mi się, że dużo więcej wnoszą do nauki naukowców którzy są dobrze cytowani, niż Ci którzy są są słabo cytowani. Głupia ta dyskusja a argumenty wnoszone przez zwolenników miernoty są bez sensu. Jedyne co potrafią to odnosić się do XIX albo początku XX wieku. Wtedy przepływ informacji był inny. Tak więc potrzeba było wiele czasu żeby zweryfikować jakiś eksperyment. Obecnie, kiedy publikacja jest zaakceptowana po 1-2 miesiącach, zostaje opublikowana niemal na drugi dzień po akceptacji, a dostęp do niej uzyskuje cały świat. Do weryfikacji może dojść w ciągu kilku godzin.
      Ludzie, żyjecie w XIX w. A takich geniuszy, "co dłubią" przez całe życie są na polskich uczelniach tysiące. Mimo wszystko jakbym miał wybrać kogoś kto coś nauce da, wolałbym wybrać losowo tego z H100 niż tego z H2. Jasne w grupie osób z H2 pewnie na 1 mln znajdzie się ktoś dobry, w grupie z H100 myślę, że tych dobrych jest o wiele więcej.
      Na zakończenie miałem nadzieję, że Ustawa 2.0 coś zmieni i z uczelni w końcu polecą niż wieczni geniusze "ze swoimi odkryciami, które zostaną doceniona za 100 lat", ale niestety wszystko wskazuje na to, że ustawa ich umocni, dzięki czepu okopią sie na swoich pozycjach na długi czas blokując dostęp do nauki młodym i zdolnym.

      Usuń
    30. do An 23:56. Synek, jak bedziesz mial kase i sam bedziesz za swoje zatrudnial kogo chcesz, to sobie bedziesz wybieral tych z H100. A teraz to spac lulu, bo Dobranocka juz byla.

      Usuń
    31. "Mimo wszystko jakbym miał wybrać kogoś kto coś nauce da, wolałbym wybrać losowo tego z H100 niż tego z H2"

      Niekoniecznie, bo ci z H100 są zwykle na końcu kariery, a ci z H2 są zwykle doktorantami (oczywiście zdolnymi i blokowanymi). Zresztą tak jak pisałem w poście powyżej nie chodzi o wybieranie losowo z dużej próby, ale ocenianie konkretnych osób: np. Nowak ma H=10, a Kowalski ma H=15, więc Kowalski jest 1.5 razy lepszym naukowcem, niż Nowak.

      Tasan

      Usuń
    32. A dlaczego zakładasz, że H2 jest doktorantem? Większość polskich profesorów ma H2. Średnia profesur belwederskich to chyba H3 lub H4? Bardzo często doktoranci obecnie mają wyższe H niż profesorowie. Moi doktoranci mają H8-10 po 5 latach od rozpoczęcia kariery naukowej. Logiczne, że porównujemy ludzi w tym samym wieku.
      Nie mówimy również o sytuacji H10 i H15, mówimy o sytuacji H5 i H50.

      Usuń
    33. I co robisz dalej z tymi doktorantami H8-10? Sa ci potrzebni, bo ktos musi "robic" przy grantach. A potem o ile dobrze rozumiem, to panstwo polskie Twoim zdaniem powinno ich zatrudnic. I niewazne, ze akurat tego rodzaju specjalisci sa niepotrzebni w PL. Przykro mi, ale jak sie produkuje "dzieci" to trzeba im zapewnic utrzymanie. Nie licz na to, ze uciekniesz od tego problemu.

      Usuń
    34. Do anonimowego z 01:12. Jeżeli dany wskaźnik pozwala rozróżnić tylko pomiędzy skrajnościami ("nie mówimy o sytuacji h10 i h15 tylko h5 i h50"), to czy na pewno jest dobrym wskaźnikiem?

      Tasan

      Usuń
    35. Do Anonimowego z 1:36. No niestety idą pracować do Biedronki, bo "geniusze" co robią badania, które zostaną docenione za 200 lat zajmują etaty.

      Usuń
    36. Jak zwykle na tym blogu, gdy zaczyna brakować argumentów to dyskusja schodzi na szczeniackie pyskówki. Jak się podaje uogólniające wnioski, to ja proszę o dane na których je oparto (np. te, że: "Większość polskich profesorów ma H2"). Już parę osób na tym blogu kilkakrotnie pisało, że w dobrych jednostkach w czołówce rankingów zdecydowanie przewodzą osoby z tytułami lub co najmniej habilitowani (na moim wydziale też tak jest, chodzi o rankingi oparte o te ukochane punkty, i-Hy, impacty). Mamy też kilku świetnych doktorantów, ale dominują jednak słabi i to w każdej grupie specjalności (wydział jest wielki i ma szeroki przegląd biologii, od molekularnej do środowiskowej). Jest rzeczywiście problem z zatrudnieniem tych najlepszych doktorantów po studiach, ale zwykle nie z powodu blokowania etatów przez leniwą profesurę, ale sztywnych uwarunkowań polityki etatowej związanej z systemem (pensum, minima kadrowe itd., większość piszących tu pyskaczy pewnie nawet nie wie o co chodzi). Oczywiście, zawsze można sprowadzić biologię tylko do badań molekularnych i eksperymentalnych, bo w tych grupach jest nadprodukcja dobrych punktowo doktorantów (tych, co właśnie robią przy grantach i przez spółdzielnie współautorskie szybko nabijają te punkty), ale uniwersytet to jednak musi mieć szeroki wachlarz specjalności, inaczej przestanie być uniwersytetem, tylko szkołą zawodową.
      Liczyliśmy, że ustawa 2.0 uelastyczni te blokujące systemowe przepisy, ale na razie to wygląda słabo.
      A tak a propos, o ile dobrze pamiętam to na tym bloku parokrotnie się skarżono, że na konkursy rozpisywane w ostatnich latach zgłasza się bardzo mało kandydatów, lub wręcz latami nie ma żadnego chętnego. Gdzie więc ci blokowani geniusze doktoranci są, że nie śledzą ofert pracy. A może warunki pracy w nauce (zwłaszcza pensje) nie zachęcają do karier naukowych. Mój bardzo dobry doktorant nie może być zatrudniony na naszym wydziale z powodu barier o jakich pisze powyżej. Zgłosił się na konkurs w jednym z instytutów PAN-owskich, wygrał w cuglach i zaproponowano mu etat adiunkta z 1500 zł na rękę. I dalej koledzy Żmihorski i Karpiński uważacie, że Polska za dużo kasy przeznacza na naukę?

      Usuń
    37. Na konferencji Narodowego Kongresu Nauki, było wystąpienie prof. Duszyńskiego, który podał dane statystyczne jaki był średni H dla nowych "profesurów". Jeżeli popatrzy się na CK jest podobnie.

      Usuń
    38. I z tego wystąpienia wyciągnąłeś wniosek, że większość ma H2. Gratuluję znajomości matematyki.

      Usuń
    39. Duszynski zgrywa sie na czlowieka swiatlego, ale w kwestii PAN-u nie ma nawet sladu sensownego pomyslu. Wiec szuka winnych gdzie indziej. Na dzien dzisiejszy, marzenie, ze wszyscy mlodzi, zdolni znajda stala prace w srodowisku akademickim jest nierealistyczne. Moze jeden na pieciu wypromowanych doktorow znajdzie. Podobnie jest na Zachodzie. Tylko, ze u nich ci pozostali doktorzy znajduja prace w firmach R&D. A u nas pozostaje tylko Biedronka. Caly schemat promowania doktorow jest zly. Nie mamy zaplecza, czyli infrastuktury badawczej i bardzo duza czesc ludzi zostaje na lodzie. Ale wciskanie ludziom kitu, ze gdyby zwolnic tych z H=2 to problem bylby rozwiazany, to tak naprawde oglupianie mlodych ludzi. Nie ma takiej mozliwosci, aby z dnia na dzien zwolnic ludzi, ktorzy sa ustawieni w swoim srodowisku. Kazdy normalny dorosly czlowiek to wie. Podobnie jak wie, ze jestesmy naukowo trzecim swiatem i nie mozna bezposrednio przenosic wzorocw z Zachodu, gdyz wpuszcza sie w ten sposob swoich wlasnych ludzi w maliny. Oczywiscie, jak ktos chce, to moze wierzyc w teorie Duszynskiego i jemu podobnych, ale przebudzenie z reka w nocniku gwarantowane (ja takie rzeczy w przeszlosci niestety przerabialem).

      Usuń
    40. Anonim z g. 19:18.,

      Twój komentarz powyżej, nie jest świadectwem człowieka światłego. Wizjonerów i uzdrowicieli polskiego szkolnictwa wyższego i polskiej nauki nad Wisłą mamy dostatek. Co jeden to mądrzejszy, tylko jak ten kraj wygląda? Gdzie dwóch Polaków tam trzy opinie lub cztery czasem.

      Usuń
    41. do Anonimowy3 maja 2018 19:18 Kiedyś panowała taka opinia, że słońce sie kręci wokół Ziemi", wielu pewnie uważało że może jest inaczej ale ... przecież to jest niemożliwe żeby to zmienić w mentalności ludzkiej, więc sobie tak trwali "bo przecież to jest niemożliwe", dopiero jeden odważny się znalazł i to zrobił. Świat zachodni pokazuje, że można i przez takie barłożenie jak anonimowego wszystkim się wydaje że nie można. Przykładem jest Politechnika w Lozannie, wypieprzyli leniuchów i nieroboów, mimo olbrzymiego sprzeciwu, a następnie zatrudnili młodych/średnio młodych/starych ale bardzo dobrych. W ciągu 10 lat z słabej szkoły wyższej zrobili jedną z najlepszych. W USA tak też tworzą ze słabych wydziałów dobre wydziały. Wyyyyypieeeprzają nierobów i leniów! Ja jak zacząłem pracować, też wiele razy słyszałem od starych pracowników "tego się nie da", "tak zawsze było", itd. Musiałem pokazać, że się da i można. Oczywiście dużo czasu na to zmarnowałem, łatwiej by było wy... lenia i zatrudnić kogoś młodego i nowego. Do tej pory gdy chcę coś wprowadzić to słysze że się nie da od tych starych pracowników. Wszystko można zmienić i wszystko można poprawić, ale trzeba mieć jaja. Oczywiście szybciej można byłoby to zrobić, gdyby łatwiej można było wyrzucić to barachło, które nazywam "niedasię".
      Ale nie przez takich jak Anonimowy3 maja 2018 19:18 jest to w tym kraju nie możliwe, bo przecież należy do "niedasię", czyli jest potencjalnie na liście do wy...

      Usuń
    42. do An. 19:53. A to juz male zmartwienie. Napisalem, jak widze problem. Moze komus to pomoze, moze nie. Ale zeby mi szczegolnie zalezalo na oklaskach i opinii bycia czlowiekiem swiatlym? Kiedys oczywiscie tak bylo (chyba kazdy ma taki okres w zyciu), ale juz z tego wyroslem. Nie kreuje sie na autorytet, ani autorytetow nie potrzebuje. Jak ktos chce, to moze mnie uwazac za glupka.

      Usuń
    43. do An. 20:21. Tak jest, wy...l ich wszytkich i zdobadz tylul superp..ala. Zawsze jest dobrze miec jakis niebanalny cel w zyciu.

      Usuń
    44. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    45. do An. 20:25.,

      Nie uważam cię za głupka. W kwestii autorytetów w nauce, to albo posiada się mandat, uznanie środowiska za dorobek badawczy, działalność organizacyjną na polu nauki, albo zwyczajnie takiego mandatu nie posiada się. To tyle.

      Usuń
    46. Anonimowy3 maja 2018 20:34: No niestety tak jest jak fundamenty są złe, to nie stawiasz nowego domu tylko budujesz fundamenty od nowa. Więc musisz te stare, uszkodzone... wypie.... Niestety w Polsce ciągle panuje opinia że na tych starych i uszkodzonych da się coś zrobić, ale niestety nie da się. Dlatego uważam, że Polska nauka nie powinna dostawać więcej pieniędzy, bo to wyrzucanie pieniędzy w błoto.

      Usuń
    47. do An. 20:35. Z tym sie akurat moge sie zgodzic. Tylko warto tez pamietac, ze naukowcy sami sie nie utrzymuja, tylko korzystaja z pieniedzy publicznych (przynajmniej w Polsce). Wiec opinia panow typu Duszynski w zadnym wypadku nie jest ostateczna. On sobie cos tam moze uwazac, ale pieniadze daje kto inny.

      Usuń
    48. Dygresja na temat wspomnianego tutaj prof. Duszyńskiego. Niby dorobek ma, niby ładnie gada. A w rzeczywistości to stary, mały, złośliwy s....n, który spycha cały PAN na dno.

      Usuń
    49. Do An. 20:48.,

      Wycieczki personalne zostawmy na boku, ale w tym przypadku to jest wybitny polski naukowiec z uznanym dorobkiem badawczym w kraju i zagranicą, a czego wyrazem jest członkostwo z wyboru prof. Duszyńskiego w Polskiej Akademii Nauk, Chińskiej Akademii Nauk, Akademii Europejskiej, więc jest to wielka capacitas. Nie ma tutaj nic na niby anonimie. W kwestii przyszłości centrum badawczego PAN, to są trzy propozycje reformatorskie. Jedna z nich zostanie wdrożona w połowie 2020 r.

      Usuń
    50. do An. 21:01. Zadna z podanych cech nie potwierdza, ze Duszynski jest w stanie zreformowac PAN. Duszynski jest niezlym naukowcem i to wszystko. Jako organizator jest nijaki, podobnie zreszta jak jego poprzednik Kleiber. Jesli PAN mialby sluzyc podatnikowi, to najlepiej byloby, aby reforme przeprowadzili dobrzy menadzerowie, najlepiej z tytulem magistra. Warto przypomniec, ze zwierznikiem sil zbrojnych w PL nie moze byc general. Gdyby tak bylo to zaliczonoby nas do grona panstw totalitarnych. W kazdym razie Duszynski nie po to zostal wybrany, aby cokolwiek zmienial w funkcjonowaniu PAN-u. I jak przystalo na swiatlego wodza, stara sie przylozyc uczelniom prowincjonalnym, bo komus musi.

      Usuń
    51. Do An. 01:51.,

      Istnieją trzy projekty reformy PAN: klasyczny uniwersytet badawczy PAN, współpraca horyzontalna z uczelniami wyższymi, ewaluacja organizacyjno - strukturalno - prawna na wzór Towarzystwa Maxa Plancka. Reforma powinna się rozpocząć w połowie 2020 r.

      Usuń
    52. Ciekawe ktory wariant zostal przygotowany w konsultacji z nienaukowcami, tylko np. z centrami biznesu lub wojskiem.

      Usuń
    53. Czy przypadkiem to nie menedżerowie z tytułem magistra lub licencjata reformują krajowe uczelnie wyższe? Jeżeli tak, to sukces mamy murowany.

      Usuń
    54. Do An. 02:28.,

      Z centrami biznesu lub wojskiem konsultuje się sieć badawcza Łukasiewicz. Coś ci się pomerdało.

      Usuń
    55. Rozumiem , czyli sa trzy warianty reformy PAN-u, identyczne merytorycznie, ale pod roznymi nazwami. Fajna sztuczka, warto podchwycic.

      Usuń
    56. Do An. 02:35.,

      Naprawdę? Takich rewelacji dawno nie słyszałem. Poprawił mi anonim humor.

      Usuń
    57. Ciesze sie, ze tak sie stalo.

      Usuń
    58. Ja też się ciesze.

      Usuń
    59. A propos wspomnianych tu menedżerów, to trzeba uważnie obserwować ich reformowanie szkolnictwa wyższego, bo powietrze ulatuje z kół tejże ustawy 2.0.

      Usuń
  9. Ostatnio u Obywateli Nauki pojawil sie taki wpis:

    "Sukces biologów z Polski.
    http://www.naukaonline.pl/…/4621-2-5-miliona-euro-dla-mibmik"

    A w odwolaniu jest taki tekst:
    "2,5 miliona euro dla MIBMiK - Naukaonline.pl
    2018-04-26 2,5 mln euro zdobył Międzynarodowy Instytut Biologii Molekularnej i Komórkowej w Warszawie w programie ERA Chairs Horyzont2020 na realizacj.."

    Super, ale ostatnie zdanie w odwolaniu brzmi:
    " W obecnej edycji programu ERA Chairs poza polskim instytutem wyróżnione zostały także ośrodki z Czech, Słowenii, Cypru, Litwy, Estonii, Słowacji, Portugalii i Luksemburga."

    No, i wszystko jasne, w ktorej lidze gramy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Finansując polską naukę na poziomie 0,44% PKB chcesz grać w lidze z Niemcami, Francją, Wielką Brytanią? Ponadto nauka w Czechach jest na zdecydowanie wyższym poziomie niż we współczesnej Polsce. Także, to też nie ta liga.

      Usuń
    2. Napisalem tylko jakiego rodzaju sukcesy odnosi MIBMiK. A w sumie trudno powiedziec co chce.

      Usuń
    3. A czy nie jest to sukces? Niewiele w Polsce mamy instytutów naukowych tej klasy, co MIBMiK.

      Usuń
    4. No powiedzmy, ze to jest taki "sukces inaczej".

      Usuń
    5. Ja bym sobie przede wszystkim życzył takich zarobków jak MIBMiK. To instytut pokazowy, stworzony do pokazywania za granicą. Coś jak uniwersytet Nazarbajeva w Almatach.

      Usuń
    6. > anonim z g. 00:42.,

      Na razie niewiele wydziałów biologicznych z publicznych szkół wyższych może mu dorównać. Nie spinaj się kolego.

      Usuń
    7. Uwierzylbym w reforme, gdy takie instytuty zniknely, czyli, gdyby zostaly wchloniete przez uczelnie. Tam jest wszystko na pokaz, lacznie z nazwa (ponoc to instytut miedzynarodowy). Ale nie ludzmy sie, ten instytut przetrwa i dalej bedzie symbolem naszego polskiego "udawania". Tacy wlasnie jestesmy, i od tego nie uciekniemy.

      Usuń
    8. Polskie uczelnie wyższe ogółem są prowincjonalne względem Europy i globu. Dydaktyka jest masowa i na bardzo niskim poziomie, i tutaj w najbliższej dekadzie większych zmian nie będzie na lepsze. Badania naukowe realizowane w jednostkach organizacyjnych/wydziałach publicznych szkół wyższych zazwyczaj mają charakter przyczynkarski. Natomiast brakuje realizacji badań naukowych interdyscyplinarnych, multidyscyplinarnych itp. Generalnie polskie szkolnictwo wyższe jest słabe pomimo, iż pochłania 16,5 mld zł. rocznie. Potwierdzają to międzynarodowe rankingi szkół wyższych, gdzie najlepsze niby polskie uczelnie lokują się dopiero w piątej lub szóstej setce. Szkoda gadać.

      Usuń
    9. Uczelnie sa jakie sa, ale mimo to sluza spoleczenstwu i gospodarce, czyli jest sens wydawac na nie pieniadze publiczne, Natomiast instytuty badawcze nie sluza nikomu poza tamtejsza kadra i jest to przyklad marnowania pieniedzy podatnika. Ale oczywiscie przedstawicie tych instytutow beda uprawiali dalej propagande i oczywiscie, ze znajda wplywowych adwokatow, zeby nic sie nie zmienilo. To wlasnie tak dziala od xxx lat. Walka z patologiami to w duzym stopniu syzyfowa praca.

      Usuń
    10. Powtarzam jeszcze raz, iż polskie uczelnie wyższe są bardzo słabe, co potwierdzają fakty. W kwestii służby społeczeństwu, to jedyny pożytek jest z nich taki, iż edukują jakoś studentów. Oczywiście można zadać sobie tutaj pewne pytania np. Dla kogo kształcimy polską młodzież? I ile to kosztuje polskie państwo rocznie? Ponadto w kwestii służby gospodarce, to mam poważne wątpliwości, gdyż spośród szerokiej rzeszy patentów tychże uczelni jedynie ok. 3 % podlega wdrożeniom, co świadczy raczej o niskiej ich jakości. Także można powiedzieć, iż wydawanie 16,5 mld zł. rocznie na szkolnictwo wyższe jest marnotrawstwem publicznych funduszy, gdyż obydwie misje uczelni zawodzą, kuleją pomimo wzrostu nakładów nań poczynionych. Mówiąc o patologiach, to póki co zdecydowana większość afer (ponad 90%), a ujawnionych opinii publicznej na przestrzeni ostatnich 30 lat ma właśnie rodowód uczelniany kolego.

      Usuń
    11. A ja bede obstawal za wersja, ze instytuty badawcze (w tym MIBMiK) nalezy zliwidowac, gdyz nie ma z nich jakiekolwiek pozytku. Ale poniewz panstwo polskie caly czas jest traktowane jak dojna krowa (takie podejscie bylo za PO i jest wciaz aktualne za czasow "dobrej zmiany") to na razie bedzie jak bylo. Czyli kompletnie nijako. I z mojej strony to wszystko.

      Usuń
    12. Wszystko, czyli nic mądrego kolega nie wydusił z siebie.

      Usuń
    13. Trudno powiedziec, czy moje komentarze byly madre, czy nie. W najmniejszym stopniu nie staralem sie przekonac osob takich jak An. 15:37, gdyz to niemozliwe. An. 15:37 jest tutaj, aby "z urzedu" bronic PAN-u i przywolywac rozne, czesto bardzo absurdalne, argumenty. Ale pieniadze dzieli kto inny i byc moze dzieki takim glosom, jak moj, dotrze kiedys do tych osob dzielacych pieniadze, ze instytuty badawcze takie MIBMiK do niczego nie sa nam potrzebne i trzeba je zlikwidowac.

      Usuń
    14. > anonim z g. 15:15, 15:49.,

      Z tej strony anonim z g. 14:28. Akurat głos anonima w sprawie pozauniwersyteckich instytutów badawczych jak MIBMiK jest nieznaczący. Przypomina raczej szczekanie pieska preriowego na głuchych stepach. W kwestii instytutów naukowych PAN, to 50% plus jeden z 69 istniejących dziś stanowi lokomotywę, która popycha polską naukę do przodu, a w przypadku 781 jednostek organizacyjnych/wydziałów polskich szkół wyższych podlegających procesowi kategoryzacji KEJN, to jedynie kilka wydziałów z tychże 781 uczestniczy w procesie rozwoju polskiej nauki z instytutami naukowymi PAN, a pozostali to wielcy nieobecni, więc śmiało można stwierdzić, iż większość tychże wydziałów jest nieprzydatna z naukowego punktu widzenia. Dodam tylko, iż nie bronię z urzędu Polskiej Akademii Nauk, a jedynie potwierdzam prowincjonalność i miałkość naukową polskiego szkolnictwa wyższego.

      Usuń
    15. No i niech przy tej opinii An. 19:17 sobie pozostanie.

      Usuń
    16. Ano pozostanę.

      Usuń
    17. Kołdra finansowa w przypadku szkolnictwa wyższego i nauki w Polsce jest bardzo krótka. W przypadku szkół wyższych, to brakuje wykwalifikowanych kadr badawczych, unikatowej aparatury naukowej, a przede wszystkim zrealizowanych tysięcy badań naukowych, które mogłyby stanowić novum w nauce. Dlatego upłynie jeszcze wiele wody w Wiśle, a zanim narodzą się pierwsze polskie uczelnie badawcze. Jeżeli w ogóle się narodzą.

      Usuń
  10. Hm ... A co z tymi naukawcami, którzy w imię Boga Hirsha i cytowań fałszują wyniki ??? Ilu jest i ma się dobrze ??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja, Ci co nie publikują to nic nie fałszują...no chyba żeby uznać za fałszowanie udawanie pracy...

      Usuń
    2. Znasz takich, bo ja nie znam?

      Usuń
    3. Tych co fałszują, że pracują - znam setki. To jest dopiero przykład "scientific misconduct" na wielką skalę.

      Usuń
    4. Obijać się też trzeba umieć niejako z klasą. W wielu sektorach ludzie udają, że intensywnie pracują. Pod względem roboczogodzin jesteśmy liderami w Europie, ale w kontekście efektywności, wydajności tejże pracy zajmujemy dopiero 35 miejsce na kontynencie. Jesteśmy mistrzami improwizacji.

      Usuń