czwartek, 4 grudnia 2014

"Czas na dyskusję nad przyszłością PAN"

Jak relacjonuje Polskieradio.pl, podczas wręczania nagród FNP miała miejsce następująca wypowiedź Minister Nauki, prof. Leny Kolarskiej-Bobińskiej:
"... ogłaszam dyskusję nad przyszłością Polskiej Akademii Nauk za rozpoczętą [...]. Czasy prikazów i ukazów już minęły. Czas jest na dyskusję nad przyszłością PAN"

cały materiał tu 

nie do końca rozumiem w jaki sposób Minister nawiązała do przedmówcy (szczegóły w linku), ale mniejsza o to - wykorzystam tę wypowiedź jako pretekst i przyłączę się do pytania o przyszłość PAN. Chciałbym zadać proste pytanie: 
Czy jest sens dalszego utrzymywania PAN w obecnej postaci?

Najpierw diagnoza: pogląd zdecydowanej większości pracowników PAN, których mam przyjemność znać, na stan nauki eko-ewo w jednostkach Akademii jest negatywny. Problemów jest bardzo wiele, ale wymieniając najważniejsze trzeba wspomnieć o niskich lub skrajnie niskich zarobkach pracowników, przekładających się na niską motywację i zaangażowanie oraz słabej organizacji pracy. Większość ludzi, których znam ma dość tego stanu, a ci którzy naprawdę chcą coś robić, mają dość podwójnie. 
 A teraz konkrety - moim zdaniem są dwa rozsądne wyjścia:
1. Likwidacja  
 Likwidacja wcale nie jest nierealna i z gruntu zła, uważam, że nic wielkiego by się nie stało. W wielu krajach nie ma AN, tylko uczelnie, a nauka stoi na znacznie wyższym poziomie. Zakładam, że połączenie PAN z uczelniami nie oznacza likwidacji majątku (budynków, sprzętu) ani zasobów ludzkich - to wszystko po prostu będzie funkcjonowało pod innym szyldem. Być może koncepcja naukowca odciętego od studentów, skupionego tylko na nauce, w sytuacji permanentnego niedofinansowania, jest po prostu błędna i nie może działać? A może taka transformacja pozwoli na zmniejszenie kosztów zarządzania i usprawni system?

2. Radykalna reforma
 Jestem przekonany, że stopniowe zmiany zachodzące obecnie w PAN, mają tempo zbyt wolne by zdążyć przed kolejnym zlodowaceniem. Wybaczcie ironię ale po 25 latach wolności, niedawnych reform, nowego sposobu finansowania, nowej oceny parametrycznej, naukowiec pracujący w PAN musi nadal pisemnie uzasadnić chęć użycia państwowej lornetki poza budynkiem, a doktorant musi przynieść z domu krzesło, jeśli chce przy biurku siedzieć, a nie stać (obie historie, niestety, prawdziwe! znam ich więcej...). Obecnie nie ma żadnych zmian, są jedynie ruchy Browna, a w połączeniu z narastającą biurokracją (ustawa o zamówieniach) diagnoza jest mało optymistyczna: stan ciężki, stabilny. Potrzeba reform typu granat, a nie stopniowych przekształceń punktu regulaminu dotyczącego... Mamy dookoła różne dobre wzorce, dlaczego chcemy je wprowadzać w tempie jednego paragrafu na dekadę? Dlaczego nie żal nam czasu na te powolne zmiany? Świetnym przykładem niechęci do reform, choć w mniejszej skali, jest historia CBE - przecież tam siedzieli ludzie publikujący w Evolution i Ecol Appl, ale do końca nie dało się zreformować wewnętrznych przepisów i ostatecznie całość zlikwidowano.

Nie wiem które wyjście jest lepsze, nie mam wystarczających informacji by w tej sprawie coś sugerować (chociaż jestem ekologiem i wierzę w dobór, który sam zweryfikuje zasadność istnienia PAN na drodze konkurencji z uczelniami). Natomiast obecnie realizowany jest trzeci scenariusz, moim zdaniem najgorszy: czekanie! Jestem przekonany, że likwidacja jest zdecydowanie lepszym rozwiązaniem niż trzymanie pod kroplówką i respiratorem pacjenta w stanie śmierci klinicznej kolejne długie lata. Dlaczego? Dlatego, że wiele zdolnych osób, zamiast działać, zajmuje się obecnie survivalem, czyli próbą zamknięcia bilansu kalorycznego i opłacenia rachunków za 1500-1800zł na rękę, próbą ratowania instytutu w sytuacji permanentnego deficytu instytutowego budżetu itp. Kolejne młode pokolenie jest wciągane w tę pułapkę, mamione wizjami i często zdolni ludzie, wcale nierzadko wybitni wręcz naukowcy, trwają, licząc, że może będzie lepiej, może reforma coś zmieni, może nowy minister itp. Otóż nic się nie poprawi jeśli nie będzie radykalnych reform strukturalnych, a z kroplówki będzie kapać jak obecnie. Za 20 lat będzie tak samo jak dziś, jeśli nie gorzej. Lepiej zlikwidować w całości ten interes i pozwolić by osoby zdolne wypłynęły na uczelniach, a osoby mniej zdolne poszły do innej pracy. Moim zdaniem potrzebujemy odważnych decyzji i konkretnego kursu, ale nie stójmy w rozkroku. Jeśli są już decyzje o likwidacji PAN, to zróbmy to szybko, ale nie realizujmy scenariusza powolnego odłączenia kroplówki.
michał żmihorski

106 komentarzy:

  1. Wydaje mi się, że pytanie o sens istnienia PAN jest postawione w zupełnie złym kontekście. Można by przewrotnie zapytać: jaki sens jest utrzymywać X uczelni publicznych w Polsce, skoro równie dobrze nauka funkcjonowałaby, gdyby tych uczelni było X-n. Rozpoczynanie dyskusji nad przyszłością jakiejś instytucji (chociażby często wygłaszane głosy różnej maści profesorów o potrzebie likwidacji PANu) wymaga przede wszystkim identyfikacji problemów i twardych danych, a tych jest niewiele. Co zatem wiemy? Otóż wiadomo, że pracownicy jednostek PANowskich zarabiają żenująco mało w porównaniu do kolegów z uniwersytetów (na etatach adiunkta różnice te wahają się w granicach 600-1400 zł). Po drugie, lista pracowników wszystkich instytutów PANowskich jest niewielka i nie stanowi dużego obciążenia dla budżetu. Uniwersytety – owszem. Jest ich więcej i pensje są tam wyższe. No i sprawa najważniejsza, to oczywiście efektywność/efektowność naukowa. Bardzo chciałbym widzieć porównanie średniej liczby publikacji oraz średni ich impakt factor przypadający na pracownika (powinno to wszystko być ważone przez „czynnik motywujący” –pensję) PANu i uniwersytetu, w obrębie podobnych dziedzin. Bez tego wszystkie dyskusje nad przyszłością PAN są czcze. Wydaję mi się, że gdyby takie wskaźniki porównać, to instytuty PAN mogłyby (choć mogę się mylić) wypaść lepiej od wielu jednostek uczelnianych. A zatem być może zamiast zastanawiać się nad przyszłością PANu, lepiej byłoby zlikwidować np. 5 żenujących uczelni publicznych.
    Oczywiście, zarządzanie PANem też wydaje się dalekie od ideału. Ja osobiście nie rozumiem, dlaczego nie można wykorzystać potencjału pracowników naukowych i nie wprowadzić kształcenia studentów i doktorantów, nastawionego na jakość. Przykładowo, można by stworzyć multidyscyplinarne studia dla wybitnych młodych ludzi z indywidualnym tokiem kształcenia, albo elitarne studia doktoranckie, takie – że młody doktor po ich ukończeniu mógłby dorobkiem i wiedzą rywalizować o najlepsze granty europejskie i międzynarodowe staże. Pomysłów pewno znalazłoby się wiele.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tylko z uporem maniaka podniosę jedną kwestię: przy porównywaniu wskaźników pracowników PAN i uczelni, w tym drugim przypadku proszę pomnożyć wszystko przez 3. W warunkach mojego zatrudnienia jest napisane, że pracy naukowej mam poświęcać 30% czasu pracy.
      "jaki sens jest utrzymywać X uczelni publicznych w Polsce, skoro równie dobrze nauka funkcjonowałaby, gdyby tych uczelni było X-n." Prowadzenie badań naukowych nie jest głównym zadaniem uniwersytetów. Uczelnie istnieją po to by kształcić studentów. Ale jak widać nie wszyscy o tym pamiętają.

      Usuń
    2. Okey, zatem przemnóżmy wszystkie wskaźniki przez 3, ale uwzględnijmy w tym wagę w postaci pensji. Dlatego dostajesz wyższe wynagrodzenie, ponieważ kształcisz studentów. Zatem, prosty wzorek do porównań mógłby przyjąć następującą formę: wskaźnik*3*(średnia pensjaPAN/ średnia pensjaUniwerek). Co do roli uniwersytetów to nie mogę się zgodzić, że ich główną rolą jest kształcenie studentów. Jest nią także prowadzenie badań. Tak jest na całym świecie. Inna sprawa, że Polsce nie ma realnego rozdziału na etaty naukowe i dydaktyczne. Poza tym, jakichże studentów kształcą te niektóre marne uczelnie. Co Ci młodzi ludzie umieją po studiach w naukowo marnym uniwersytecie?

      Usuń
    3. "Poza tym, jakichże studentów kształcą te niektóre marne uczelnie. Co Ci młodzi ludzie umieją po studiach w naukowo marnym uniwersytecie?"

      A co to ma wspólnego z likwidacją PANu?

      Usuń
    4. Ano ma, i to dużo. Jednym z najczęściej powtarzanych argumentów za likwidacją PAN, jest to, że instytuty PAN, nie dokładają cegiełek do edukacji studentów. Pytanie jest zatem proste, czy wypuszczać miernoty z dyplomami ze słabych uczelni, czy lepiej ich nie wypuszczać, inwestując więcej w rozwój nauki, na przykład poprzez dofinansowanie jednostek PANowskich?

      Usuń
    5. Nie mam wątpliwości, że każdy nauczyciel akademicki powinien prowadzić badania i publikować. Ale skoro moje obowiązki służbowe to w 60% dydaktyka, skoro moja pensja zależy przede wszystkim od ilości studentów a nie kategorii naukowej, to moim głównym zadaniem a co za tym idzie zadaniem uniwersytetu jest kształcenie.

      Usuń
    6. O tym głównym zadaniu zresztą nam regularnie przypominają. Proponuję byś "skorka" wymyślił inny przelicznik - uwzględniający 100% czasu na naukę w PAN i 30-40% czasu na naukę na Uniwersytecie. Wyższa pensja z powodu dodatkowych obowiązków nie oznacza na Uniwersytecie 90 godzinnego tygodnia pracy by wcześniejszy przelicznik mógłby być słuszny. PAN z założenia powinien być dla najwybitniejszych i powinno się tu przeprowadzić selekcję podwyższając pensję do takiej jak na Uniwersytecie. W końcu mamy rozwijać się w oparciu o wiedzę. Nie widzę też problemu by PANowcy zaangażowali się w edukację choćby poprzez swoje podręczniki.

      Usuń
    7. Jest jeszcze jedna sprawa, o której pracownicy uniwerków nie mówią głośno - jest nią tania siła robocza w postaci studentów. Jeżeli ktoś ma poukładane pod głową, to potrafi dobrze pokierować swoimi studentami tak, aby przynajmniej zebrali wartościowy materiał. Pracowałem zarówno na uniwerkach jak i w PANie, i w tym ostatnim takiej pomocy bardzo brakuje. Więc to biadolenie na dydaktykę, studentów i brak czasu na naukę, jest lekką hipokryzją :)

      Usuń
    8. Chyba człowieku jednak nie. U mnie takie praktyki się gani. Poza tym obecny poziom studentów w wyniku polityki pro jakościowej niestety jest tak niski na wielu kierunkach, że głupcem trzeba być by jakieś badania im powierzać. Nierzetelność i obiboctwo. Poza tym czas jaki mają na wykonanie swoich inż. (do mgr np u mnie mają dostęp tylko samodzielni) niestety nie pozwala na to by byli uczestnikami konkretnych badań. Za to w PAN macie sporo technicznych tylko się ich boicie i nie ma im kto kota pogonić. Ta kariera na Uniwersytecie to jak dawno była?

      Usuń
    9. Przepraszam - powinno może być Człowieku. Wszak chodzi o konkretną osobę.

      Usuń
    10. No cóż Anonimowy Człowieku, pracujesz zatem na jakimś zaścianku. Wykazujesz również typową dla wielu pracowników naukowych pogardliwą postawę wobec młodych ludzi. Osobiście mam generalnie dobre doświadczenia w kierowaniu pracami studentów. Jeśli nie potrafisz poprowadzić studenta i wynaleźć w nim wartościowych cech, to przede wszystkim powinieneś może zastanowić się nad sensem swojej wątpliwej "kariery" na uniwersytecie?

      Usuń
    11. Nie pracowałem nigdy na uniwerku, ale w PAN mi bardzo brakuje właśnie osób do pomocy. W zasadzie raz miałem sensowną studentkę na jakieś praktyki kilkutygodniowe, i zrobiliśmy z tego papier do Oikosa... Więc zastanawiam się cały czas, czy ten koszt dydaktyki jednak się nie zwraca w postaci współpracy ze strony magistrantów, licencjuszy itp.

      Usuń
    12. Koledzy z PAN-u, macie trochę racji. Przy rozsądnej polityce personalnej można stworzyć niezłe zespoły z pomocą magistrantów i doktorantów. Sam z tego korzystam i wychodzimy na plus (niestety, musimy się też użerać z częścią studentów z "przydziału"). Ale to chyba jest argument za zamianą pracy z PAN-u na uniwersytet.
      Czy jesteś w stanie powiedzieć, Michale, ilu jest obecnie pracowników nienaukowych na Wilczej w proporcji do naukowych? Swojego czasu jak byłem w waszej radzie naukowej to mnie przerażała ta ogromna liczba dziwnych etatów, na które szły przecież też spore pieniądze. Czy coś się zmieniło?
      CKM

      Usuń
    13. Drodzy koledzy z PAN-u. Żyjecie w świecie pozbawionym Krajowych Ram Kwalifikacji, sylabusów, efektów kształcenia i wszechpotężnej Polskiej Komisji Akredytacyjnej. Od której ocen można odwołać się do ... Polskiej Komisji Akredytacyjnej. Nie widzicie, że w zdecydowanej większości w ostatnim czasie poziom studentów bardzo się obniżył. Nie są w stanie napisać porządnej pracy pisemnej, a nie którzy mają problemy z wygłoszeniem poprawnej stylistycznie dłuższej wypowiedzi. A zatem nim pozazdrościcie Nam pomocy studentów porządnie się zastanówcie. W sytuacji gdy trzeba po 5 razy poprawiać ten sam rozdział pracy magisterskiej, po raz 5 pozwalać studentów poprawiać zaliczenie ... ogrom czasu jaki trzeba na to poświęcić sprawia, że na naukę często czasu już nie starcz.

      Usuń
    14. dziwne, że niektórym mimo to jakoś starcza... proponuję prześledzić na ISI takie nazwiska pracowników uczelnianych jak Skórka albo Tryjanowski...

      Usuń
    15. Tak się przypadkiem składa że od tygodnia pracuję w PAN jako pracownik techniczny, na zastępstwo chorej osoby. Nie wiem jak sytuacja wygląda na innych wydziałach, ale na Chemii Organicznej brak finansowania jest problemem podstawowym. Próbowałem początkowo dostać się na IChO na staż, ale w każdej z 20 pracowni odpowiedź była taka sama - bardzo chętnie byśmy wzięli bo potrzebna jest pomoc, ale nie mamy finansowania/grant się nam kończy/nie mamy grantu. Nagrodzony w tym roku Grela podczas wykładu w instytucie narzekał że nie było pieniędzy na zatrzymanie w kraju kilku świetnych wypromowanych doktorów z zagranicy.
      To w sumie paradoks, bo stażysta jest chyba tańszy niż pracownik pełnowymiarowy.

      Zakład w którym pracuję w zasadzie mógłby należeć do lepiej finansowanych, bo zajmuje się badaniami próbek na zlecenie i zarabia, a tymczasem cóż... zastępując pracownika o stażu kilkuletnim dostaję 1600. Połowa pracowników zakładu bierze dodatkowo udział w jakiś grantach i jakoś im idzie. Gdyby nie granty to nikt by tam nie pracował.

      Usuń
    16. Kuba, jasne, to jest na pewno problem - nie twierdzę, że sprawy finansowe nie są hamulcem. Ale zwróć uwagę, że to nie koniecznie świadczy o tym, że problemem jest niskie finansowanie całego systemu. Raczej dystrybucja jest problemem. Dziś prof Żylicz o tym mówił nawet - po prostu Ty pracując, konkurujesz o pensję z kimś kto jest zatrudniony w Twojej lub innej jednostce, a kto nie robi absolutnie nic. Po prostu setki/tysiące ludzi na pełnych etatach naukowych, nie robią nic naukowego. Latami. Pobaw się jak masz czas i prześledź dorobek pracowników z różnych jednostek, będziesz miał lepszy obraz całej sytuacji i zobaczysz gdzie jest problem. Po prostu Polskiej Nauki nie stać na to, by dawać zasiłki bezrobotnym w wysokości 2000zł/mc - to nie ten fundusz!

      Usuń
  2. Niestety, z punktu widzenia pracownika PAN w pełni zgadzam się z Michałem: PAN zdycha i to jest bardzo długa i bolesna agonia. Twierdzę jednak, że to co się aktualnie dzieje z PAN, jest przemyślane: podjęcie decyzji o likwidacji/przekształceniach byłoby politycznie śliskie, zaraz rozpoczęłaby się dyskusja etc. Lepiej odciąć finansowanie i poczekać trochę, aż samo padnie. Największy żal mam do Prezydium PAN i jego milczenia w tej sytacji, ale wiadomo: rząd się sam wyżywi. Twierdzę, że proces upadku PAN jest nieodwracalny i zaczął się już kilka lat temu, najlepsi pracownicy zaczynają przechodzić na uczelnie, a Dyrektorzy nie mają ani pomysłu, ani pieniędzy, żeby cokolwiek zmienić. CBE padło, Instytut Parazytologii jest już w zasadzie trupem (wystarczy zerknąć na średnią wieku zatrudnionych), sądzę, że w najbliższym czasie problemy będzie miał MiIZ, podobnie jak wiele innych. Sądzę, że za kilka lat na placu boju zostanie tylko Nencki i kilka najlepszych. Patrząc na to wszystko, kilka tygodni temu zacząłem się rozglądać za jakąś inną robotą...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety jest w tym dużo prawdy. Całe prezydium PAN i rady naukowe większości instytutów przypominają szpital geriatryczny. Ci ludzie po prostu liczą na to, że umrą wcześniej niż ta instytucja. Pomysłu na zmianę w PANie mieć nie potrzeba. Wystarczy, żeby realizowane były szczytne cele zapisanie w statucie tej instytucji... ale do tego potrzeba wysokich standardów naukowych i, niestety, kasy.

      Usuń
    2. Do osoby z 01:03 - późno się za to PAN/Pani zabrał. Sporo osób z PAN już dawno pracuje na dwa, trzy fronty. Stąd może są to słabe jednostki. Natomiast przy tych zarobkach wcale tych wieloetatowców nie obwiniam ani nie oceniam - życiowa konieczność.

      Usuń
    3. Być może za późno, ale mi akurat zależy na pracy naukowej z całym dobrodziejstwem inwentarza z tego wynikającym. Akurat moja dyscyplina naukowa może być uprawiana jedynie w placówkach naukowych (lub naukowo-dydaktycznych) i nie da się tutaj być amatorem tak jak np. w ornitologii, ,gdzie tzw. naukę można robić przy okazji prowadzenia własnej firmy zajmującej się ekspertyzami ekologicznymi. Z drugiej strony, szlag mnie trafia, kiedy widzę ludzi traktujących PAN (lub uczelnię) wyłącznie jako dawcę afiliacji, toneru i do drukarek i papieru, skupiających się wyłącznie na robieniu ekspertyz i trzepaniu na tym kasy. Rozmawiając z taki ludźmi, mam często problem z kim rozmawiam: czy z naukowcem, czy z prywatnym przedsiębiorcą, czy może z inwestorem...Znam ludzie w PAN, którzy od 7-8 lat nie zrobili NIC naukowo, a włos im z głowy nie spadł. To jest głównie grzech ornitologów, za który beknie prędzej czy później cała działka. Co światlejsi, już zaczynają widzieć problem, tylko nie bezpośrednio zainteresowani. Dyrekcja oczywiście tego nie dostrzega, albo nie chce tego widzieć. Ja osobiście uważam takich ludzi za darmozjadów: dajcie mi ich pieniądze, a ja zrobię za to 3 razy więcej, niż robię do tej pory...Pod tym względem całkowicie zgadzam się z Michałem.

      Usuń
  3. Instytucje PAN-u tradycyjnie mają wyższy poziom naukowy niż uczelnie. Wynika to z uwarunkowań historycznych. W Związku Radzieckim podjęto decyzję, że wybitni uczeni mogą podróżować za granicę, ale nie mogą stykać się z młodzieżą. Tak powstała akademia nauk. Model ten następnie skopiowano w innych krajach. Ale obecnie PAN ma też dużo wyższy poziom naukowy niż uczelnie, bo wymaga się od niego więcej. Instytuty muszą mieć kategorie A, lub A+, uczelnie przeważnie mają kategorie B lub C.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zdążyłem się przekonać w moim krótkim życiu, że w naszym kraju każda kolejna reforma jest gorsza od poprzedniej. Odnoszę wrażenie, że na odpowiedzialnych stanowiskach że nie ma kompetentnych osób. Zresztą, pracownik administracyjny nie ponosi odpowiedzialności za popełnione błędy... Jestem przeciwnikiem teorii spiskowych, ale coraz częściej dochodzę do wniosku, że osoby, które powinny sprawiać, aby w Polsce żyło się lepiej robią wszystko aby siać zamęt i niszczyć to co jeszcze choć trochę działa. Obawiam się, że reformowanie czy likwidacja PAN też wyjdzie gorzej, niż byśmy sobie tego życzyli. Zastanawiam się czemu jesteście za likwidacją a nie za znaczącym zwiększeniem finansowania? Jeśli zlikwidują PAN czy uniwersytety to na pewno obetną też finansowanie dla "nowego tworu"...o ile takowy powstanie? Dla czego nasz kraj nie inwestuje w rozwój nauki np. poprzez godziwe wynagrodzenie dla naukowca czy przyzwoite pieniądze na zatrudnianie młodych zdolnych i chcących coś zrobić ludzi? Michał jest za wyścigiem szczurów, ale czy prawdziwą i kompleksową naukę można wykonywać na akord? Czy to jedyne prawidłowe podejście? Daliśmy się wkręcić w wyścigi szczurów i zbieramy tego pokłosie. Zamiast zjednoczyć się i protestować przeciwko kolejnym - bezsensownym zmianom nie odzywamy się tylko z pochyloną głową piszemy kolejną publikację albo projekt, który i tak pewnie zostanie odrzucony, bo ... np. zabrakło przecinka...
    Naukowiec powoli zamienia się w pracownika administracyjnego. Co chwila każą nam wypełniać kolejne papierki i udowadniać, że nic nie ukradliśmy i że wypełniamy 120% normy...;/ Dla czego pracą naukowca kierują osoby, które nie mają pojęcia o nauce? Dla czego o rozwoju nauki chcą decydować osoby w rządzie, które nie maja o tym pojęcia i starają się jak mogą przykryć dziurę budżetową? Rząd jak i cała administracja państwowa jest po to, żeby służyć narodowi i podejmować decyzje, które będą korzystne dla całego narodu. Ciągłe obniżanie poziomu w szkołach i likwidacja kolejnych instytucji naukowych to tzw. "niedźwiedzia przysługa". Głupim narodem lepiej się steruje - ta prawda jest znana od dawna...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gorzki ten post, ale jakże prawdziwy...

      Usuń
    2. No to sprawa jest jasna: jeżeli Miłościwie Nam Panująca Pani Ministra mówi o "rozpoczęciu dyskusji" to znaczy, że decyzja została podjęta i PAN jest do ostatecznego odstrzału. Chodzi tylko o odegranie medialnego cyrku...

      Usuń
    3. Dokładnie - wyścig szczurów o okruszki.

      Usuń
    4. To ja odpowiem, dlaczego nie jestem za znacznym zwiększeniem finansowania. Otóż moim zdaniem pieniędzy jest za dużo, a nie za mało! Szokujące? Ależ nie - jeśli można dostać 25000zł rocznie na rękę za to, że się nic (!) nie robi i jeszcze do tego mamy darmowy sprzęt, drukarkę itp., na której możemy wydrukować robiony komercyjnie raport, to znaczy że pieniędzy jest za dużo! Oczywiście, ci co coś robią dostają wyjątkowo nędzną pensję, ale dla leni to są całkiem spore pieniądze. I obecnie wpuszczenie w ten system większej kasy nic nie zmieni. W CBE PAN siedzieli ludzie przez lata dostający pensję, którzy nic nie robili naukowego. Latami! Gdyby ich wszystkich pożegnać, a zaoszczędzone pieniądze rozdzielić między pozostałych proporcjonalnie do pracy, to w MIZ miałbym pensję taką jak tu w Szwecji... Jakieś zastrzeżenia?

      Usuń
    5. No dobrze, tylko że ten problem dotyczy nie tylko PAN, ale uczelni publicznych również (a znam takich pracowników uniwerków, którzy chałturzą jak szaleni). Jest to zatem problem ogólny systemu finansowania nauki w Polsce. Tutaj antidotum też wydaje się bardzo proste - zwiększyć pensje, oraz uzależnić jej wysokość od efektów pracy.

      Usuń
    6. Ja myślę, że koledzy z PAN nie do końca orientują się w systemie finansowania uczelni. Podam to na przykładzie dużego wydziału uniwersytetu z kategorią A (wydziału, który wykorzystuje obecnie istniejące prawo i stara się maksymalnie użyć dane mu instrumenty). Wydział jest finansowany z dwóch źródeł tzw. budżetu i badań statutowych. Budżet praktycznie w całości idzie na pensje nauczycielskie, a nawet (o czym już tu pisałem) nie wystarcza na pokrycie 100% etatów. Z budżetu powinno się też opłacać dydaktykę, ale zwykle na to nie starcza pieniędzy. Badania statutowe to kwoty, które wpływają za wartość parametryczną wydziału czyli głównie punktu za publikacje w ramach 3n (+ kilka innych elementów wpływających na algorytm parametryczny). Wartość punktu przeliczeniowego zależy od uzyskanej kategorii. Jak już tu wielokrotnie wspominano pracownik uniwersytetu jest głównie nauczycielem akademickim i pensję dostaje za działalność dydaktyczną. Wysokość pensji jest ustalana centralnie w postaci widełek na każde stanowisko. Na moim wydziale prawie wszyscy pracownicy maja pensję przy dolnej granicy widełek, bo wydział ma deficyt i musi znajdować dodatkowe kwoty na wypełnienie pensji z innych źródeł. Tak więc przeciętny pracownik uniwersytetu jest nauczycielem z pewnymi obowiązkami naukowymi. Pieniądze statutowe wpływające na wydział (po okrojeniu 44% narzutu na wszelkie cele poza aparaturą i po oddzieleniu tzw. rezerwy dziekańskiej) są dzielone na mniejsze jednostki (instytutu, katedry, pracownie) według prostego algorytmu punktowego. Każda jednostka wykazuje publikacje od 20 punktów (liczonych wg. listy ministerialnej A + monografie) i dostaje pieniądze proporcjonalnie do wypracowanych punktów (zawsze za 4 ostatnie lata). Żadna jednostka nie dostaje więc kasy za nic nierobienie. W obrębie jednostek panują różne zwyczaje. W większości (zwłaszcza środowiskowych) ten sam algorytm dzieli pieniądze bezpośrednio na pracowników (kierownicy tez zachowują nieduże kwoty jako rezerwę). Jakie to wychodzą kwoty, mogę podać średnią z ostatnich lat – za ok. 100 punktów publikacyjnych (5 prac po 20 pkt, 4 po 25 itd.) wychodzi pracownikowi na rękę ok. 10-12000 zł (przy założeniu, że ok 20000 zł poszło na wspólne zakupy aparatury, co się opłaca, bo wraca do jednostki te 44% narzutu rektorskiego). Sami oceńcie czy ta kwota ok. 10 tyś. Rocznie na wszelką działalność naukową jest duża czy mała. Tu koniec cz. 1
      CKM

      Usuń
    7. A tu cz. 2
      Na moim wydziale więc osoba, która nie publikuje w czasopismach indeksowanych za co najmniej 20 pkt. nie otrzymuje ani grosza i nie ma zmiłuj. Jest ona w zasadzie tylko nauczycielem. Co dwa lata jest oceniana przez wydziałową komisje ds. rozwoju kadry i jak nie ma takich publikacji to na 100% dostaje ocenę negatywną. Po dwóch takich ocenach idzie wniosek o zwolnienie. I tu rola wydziału się kończy, bo zwolnić może tylko rektor. Nie jest to łatwe i nam udało się w ostatnich latach pozbyć trzech takich osób. Ale oznacza to też, że będąc zatrudnionym na etacie dydaktyczno-naukowym nie ma się 100% gwarancji stałości pracy (wszyscy młodzi są zatrudniani na etaty czasowe). Powoli wymiera stara kadra o odsetek pracowników mianowanych (a wiec z gwarancją zatrudnienia) cały czas spada). Etatów czysto dydaktycznych jest tylko kilka i też na wymarciu. Jak wspomniałem są też dwa etaty czysto naukowe. Obaj zatrudnieni wyrabiają za swoje publikacje ponad 60 000 zł rocznie, a więc dwa etaty profesora zwyczajnego (tak naprawdę jeden jest na takim etacie, a drugi na etacie adiunkta), przynoszą więc niewielki dochód.
      Podsumowując, jak uczelnia (wydział) chce, to może już przy obecnych instrumentach prowadzić politykę niepłacenia nierobom, chociaż ma mały wpływ na szybką rotację osób, które robią tylko pensum dydaktyczne (nota bene zakupy drukarek, papieru itd u nas też podlegają reglamentacji i osoba, która nic nie robi nie ma szans na otrzymanie komputera czy drukarki). Trzeba też się rozliczać z bilingów telefonicznych, a tylko kierownicy jednostek mają wyjścia na zamiejscowe. Chciałoby się lepiej, ale i tak to wygląda bardziej rozsądnie niż te przykłady, jakie podają tu różne osoby (szkoda, że chociaż nie przybliżają nam jaki to typ uczelni, jakiej kategorii, czy jednostka PAN itp.).
      Przepraszam za długi tekst, ale są to czyste fakty niezbędne do zrozumienia istoty finansowania wydziałów uniwersyteckich.
      CKM

      Usuń
    8. Przepraszam za parę błędów wynikłych z wklejania tekstu, ale chyba całość jest zrozumiała.
      CKM

      Usuń
    9. Piotrek, zgoda - ja od lat powtarzam, ze wysatarczy wprowadzic jedno, magiczne rozwiazanie, kotre wszystko usprawni i mozna je opisac tylko czterema slowami: "Placic ludziom za prace". Nic wiecej nie trzeba, albo niewiele wiecej.
      michal zmihorski

      Usuń
  5. Nie znam obecnych wyników badań porównawczych instytutów PAN i uniwersyteckich pod kątem wskaźników parametrycznych (bo takich badań ostatnio nie robiono), ale widziałem raport sprzed kilkunastu lat, kiedy podjęto pierwszą próbę dyskusji nad stanem PAN-u. W naukach przyrodniczych większość instytutów uniwersyteckich biło na głowę PAN-owskie, z nielicznymi wyjątkami (wspomniany Instytut Nenckiego był jednym z nich). W ostatnim czasie zaczynało się zmieniać na lepsze ale wiem, że wzrost współczynnika efektywności w wielu instytutach był częściowo manipulacją związaną z przesuwaniem niektórych słabych pracowników na etaty niewykazywane jako naukowe (instytut Michała też był wskazywany jako jeden z tych stosujących tą kreatywną księgowość). Myślę, że biorąc pod uwagę iż pracownicy uniwersytetów muszą dzielić obowiązki między naukę i dydaktykę obecnie ciągle instytuty PAN w większości nie wytrzymają porównania z najlepszymi uniwersytetami (bo tylko z tymi można je porównywać, jednostki klasy C na uniwersytetach też są skazane na wymarcie, a poziom finansowania tych z klasy B i A wcale nie jest tak wysoki jak niektórzy myślą uwzględniając fakt, że część pensji to pensja nauczyciela, a finanse statutowe z roku na rok są obniżane). W przypadku fuzji instytutów PAN z uniwersytetami pierwszą decyzją uniwersytetów byłoby pozbycie się tej rzeszy dziwnych etatów PAN-owskich przechowujących osoby o innym typie zatrudnienia niż naukowo-dydaktyczny. Algorytm proporcji pracowników uwzględnionych w 3n do etatów innego typu bardzo drastycznie wpływa na współczynnik efektywności, więc uczelnie tną takie etaty bez litości (np. moja jednostka typu katedra ma na spółkę z drugą jednostką 1.5 etatu pracownika technicznego na 11 etatów naukowo-dydaktycznych + 1 etat naukowo-badawczy + 14 doktorantów). Zwracam uwagę, że na uniwersytetach są też etaty czysto naukowe. Na moim wydziale są w tej chwili dwa takie etaty, opłacane z działalności statutowej, a nie z Ministerstwa Edukacji. Są to osoby, które z powodów zdrowotnych nie mogą prowadzić zajęć dydaktycznych, ale w rankingu naukowym znajdują się w pierwszej 10-ce (na ponad 100 etatów naukowo-dydaktycznych).
    Główny problemem jaki widzę to ten, że w przypadku fuzji PAN i uniwersytetów w wielu jednostkach zabraknie w obliczu niżu demograficznego pensum dydaktycznego dl a wszystkich. Wyjściem byłoby zwolnienie najsłabszych w rankingu osób z obu stron, ale przepisy kodeksu pracy (ustawy o najwyższym priorytecie zaraz po konstytucji) pewnie uniemożliwią takie drastyczne cięcie. Pozostawienie części pracowników na etatach bez dydaktyki nie da tym osobom satysfakcji z wyraźnego wzrostu płac, bo te etaty są niżej opłacane i pozbawione części ulgi podatkowej (a więc o kilkaset złotych niższe).
    Do tego dojdą, oczywiście, problemy psychologiczne, trudności z wdrażaniem się pracowników PAN do intensywnej pracy dydaktycznej, adaptacja w zespoły badawcze itd. Osobiście uważam jednak, podobnie jak Michał, że szybka likwidacja instytutów PAN, z umożliwieniem przejścia najlepszych pracowników do pracy w uniwersytetach jest lepszym wyjściem niż ta powolna agonia. Uniwersytety powinny jednak wykorzystać ten moment do pozbycia się największych nierobów otwierając konkursy, w których wielu przesiedleńców z PAN wyeliminowała by słabeuszy z uniwersytetów.
    CKM

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Uniwersytety powinny jednak wykorzystać ten moment do pozbycia się największych nierobów otwierając konkursy, w których wielu przesiedleńców z PAN wyeliminowała by słabeuszy z uniwersytetów."

      Dobre, dawno nie słyszałem tak dobrego żartu. W jakim Ty świecie Kolego żyjesz? Jakie zwalnianie nierobów? Jakie konkursy? Czy Ty na pewno pracujesz na polskiej uczelni ??

      Usuń
    2. Żyję w świecie, gdzie takie rzeczy już się robi. Może na twojej zapyziałej uczelni nie ma tej odwagi, ale nasz wydział właśnie się rozstał z trzema zasiedziałymi pracownikami bez wyników, a na kilku konkursach nie przyjęliśmy żadnego kandydata, bo nie spełniali pożądanych warunków. I to jest w tej chwili poważny problem, bo otwieramy miejsca pracy, a nie mamy dobrych kandydatów. Praca na uczelni nie jest już taka atrakcyjna. Kiepskie płace, czasowe kontrakty i ostra konkurencja nie zachęca.
      CKM

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    4. "wzrost współczynnika efektywności w wielu instytutach był częściowo manipulacją związaną z przesuwaniem niektórych słabych pracowników na etaty niewykazywane jako naukowe".

      gdy np. przesuniesz 20 osób na stanowiska nie wykazywane jako naukowe - i np. zostawisz dalszych 20 jako naukowych to i tak dostaniesz kasę tylko na tych 20 naukowych. A utrzymać za to musisz 40 osób. Tak jak rozumiem działa liczba B+R w dotacji statutowej.
      Gdzie tu więc manipulacja?. Efektywność liczona jest dla tych 20 osób naukowych i pieniądze też przychodzą na te 20 osób. Jeśliby liczyć efektywność dla 40 osób to i pieniędzy należałoby oczekiwać na taką liczbę osób. Ocena efektywności jest więc po prostu sprzęgnięta z przyznawana kasą. Szczególnie, że ostatnia ocena parametryczna liczona była za lata wstecz - czyli właśnie na podstawie przyznawanej kasy na konkretną liczbę zgłoszonych wcześniej pracowników naukowych.
      Słyszałem przykład w drugą stronę - jeden z wydziałów wykazywał wielu pracowników naukowych, żeby dostawać więcej kasy co rok, ale parametryczna ich załatwiła i zostawiła z kat b/c.

      "..instytut Michała też był wskazywany jako jeden z tych stosujących tą kreatywną księgowość"

      wobec powyższego nie rozumiem więc co tu jest rozumiane jako kreatywna księgowość, oraz jak i przez kogo oraz komu "wskazywane".. Chętnie bym się dowiedział czegoś więcej.
      pozdr.
      TDM

      Usuń
    5. Bardzo to jest proste. Jak wykazujesz 100 punktów na 40 osób to efektywność jest 100/40, jak na 20 to jest 100/20, a więc współczynnik efektywności jest dwukrotnie wyższy. Zmniejszanie mianownika wpływa na wysokość współczynnika efektywności. Oczywiście, algorytm jest bardziej skomplikowany, bo uwzględnia też stosunek liczby pracowników naukowych do technicznych (dlatego uniwerki tak tną technicznych), ale nie jest to aż tak niekorzystne jak zwiększanie mianownika przy liczbie etatów naukowych. Instytut PAN może zwiększyć liczbę etatów tzw. kuratorów (na uniwersytecie takie etaty nie istnieją), którzy w tej nomenklaturze nie wchodzą do mianownika jako naukowi. A więc tak kombinując zwiększamy dotację statutową i chociaż nadal z niej utrzymujemy tą samą liczbę etatów to bezwzględna kwota jest wyższa.

      Usuń
    6. może czegoś nie rozumiem - wykazujesz publikacje i punkty na 3N pracowników wykazywanych jako B+R, czyli efektywność bierzesz na wykazanych wcześniej naukowych na ktorych dostałeś kasę..
      czyli nie ma tej efektywnosci 100/40 lub 100/20. Zawsze jest 20, bo pozostale prace ponad 3 N sie nie liczą.. Wykazałeś mało naukowych - dostałeś mało kasy - ale wtedy liczba publikacji ocenianych jest mniejsza - coś za coś - większa kasa na starcie - to potem więcej publikacji.. Tyle, że ten system w ocenie parametryczej srednio działał bo np. nam nie zaliczyl kilku 40 punktowych prac., a wpisac trzeba bylo wszystkie..
      Ewentualną różnicę w efektywności może robić jakość tych prac zaliczanych do 3N, ale jak pamiętam na osoby nie wykazywane jako B+R (te z B+R sa wykazywane z nazwiska) mozesz mieć zaliczone raptem do 20% publikacji.
      wiec dalej nie rozumiem jak można tymi osobami zwiększyć dotację statutową.. Ale chetnie drąże temat, bo może czegoś nie wiem i źle robię i może można jakoś tę większą kasę statutową zdobyć. TDM

      Usuń
    7. Rzeczywiście się nie rozumiemy. Nie idzie o uzyskiwanie kwot statutowych z roku na rok, tylko podwyższenie wskaźnika efektywności przy ocenie parametrycznej wpływającej na uzyskanie kategorii, bo im wyższa kategoria tym większa kwota jednostkowa za punkt przeliczeniowy. Jeżeli zmniejszasz mianownik, to wtedy do licznika wchodzi mniejsza liczba prac z 3n, ale zwiększa się średnia punktów za pracę. Dlaczego uważasz, że te 20% to ma mały wpływ, na moim wydziale to w tych 20% były wyłącznie prace z czasopism indeksowanych (nasi doktoranci potrafią opublikować sporo dobrych prac), czego nie można powiedzieć o etatowych pracownikach z końca rankingu i to oni powodują, że do 3n weszło też jeszcze kilka prac poniżej 15 punktów. Gdybyśmy mogli te osoby nie uwzględniać w mianowniku, to średnia efektywność by się zwiększyła. Na szczęście i tak udało się wejść do kategorii A (poprzednio byliśmy w B) więc raczej widać progres.

      Usuń
    8. Ok, zaczynam rozumieć. choć też chyba nie do końca - bo jak rozumiem chodzi Ci o to, że to te inne osoby niż corocznie zgłąszane do B+R miałyby robić dodatkowe lepsze prace wchodzące do 3N publikacji, i dobrze byloby się pozbyć tych co publikują słabo, co zmnijszy mianownik. (szczególnie to ostatnie to racja, ale niezwiązana z dyskusją). Pamiętaj jednak, że parametryczna jest robiona po 4 latach - i wcześniej przez te lata dostajesz kase na te konkretne osoby - tj liczbe osob, więc wiesz na czym stoisz, możesz robić działania personalne, oceny wewnętrzne itd..
      Twierdzenie, że u nas byla "twórcza księgowosc"nie ma więc racji bytu. Po prostu wg moich wyliczeń do 3N weszły nam prace do 30 p, a nie liczonych prac za 25, 20 i 15p było tyle, że spokojnie można byłoby do N włączyć najróżniejszych technicznych z ewentualną niewielką stratą punktowa w grupie I. Tyle, że takie osoby nie były wykazywane wcześniej, i nie dostawaliśmy na te osoby kasy statutowej przez 4 lata, a liczby z wniosków statutowych i oceny parametrycznej musialy się zgadzać..
      I stąd nam te 20% myśle, że niewiele robilo.. raczej dostaliśmy od systemu liczącego, bo prace wieloautorskie za 50p efektywnie dawały 25p. - to wolałbym, że ich nie liczono, a w zamian policzono te za 30 p. - bo kilku takich nam nie zaliczono, bo juz przekroczyliśmy wtedy liczbę 3N.

      "i to oni powodują, że do 3n weszło też jeszcze kilka prac poniżej 15 punktów. Gdybyśmy mogli te osoby nie uwzględniać w mianowniku, to średnia efektywność by się zwiększyła".

      czyli raczej widziałbym to tak, że po prostu u Was są osoby które warto "zmusić" do roboty, szczególnie, że na nich dostawaliście kasę statutową, a nie twierdzić, że inne instytuty stosują "kreatywną księgowość" - bo nie wykazywały osób na które przez 4 lata nie dostawały kasy.
      pozdr T.

      Usuń
    9. Teraz też zaczynam to rozumieć. A odnośnie "kreatywnej księgowości" to był chyba niezrozumiały skrót myślowy. Mnie szło o to, że W PAN-ie można osoby słabo publikujące upychać na różnych etatach pozanaukowych, a w uniwersytetach jest to praktycznie niemożliwe, a nawet niebezpieczne. Naukowego to można oceniać przez komisje d/s rozwoju kadry naukowej i po dwóch negatywnych ocenach zwolnić, a pozbyć się technicznego to jest prawie niemożliwe chyba, że on się sam mocno podłoży dyscyplinarnie.
      PAN ma w ogóle inną specyfikę, bo statutowe w dużej mierze pracują też na etaty, a na uniwersytetach to jest margines, a 98% etatów to etaty nauczycielskie. Niestety budżet tych etatów często też nie wystarcza w 100% na pensje (istnieje coś takiego jak etat przeliczeniowy, który nie jest tożsamy z fizycznym, długo by o tym pisać), dlatego są tak wysokie narzuty kosztów ogólnych z centrali, z których potem pokrywa się częściowo deficyty (u nas rektor na wejściu bierze 44% statutowych, tylko zakupy aparaturowe nie są obciążone tym narzutem).
      Czyli na końcu jest ten podstawowy wniosek - za mało kasy na naukę i szkolnictwo wyższe.
      Warto jeszcze wspomnieć (bo chyba nie wszyscy się w tym orientują), że zwolnienie osoby nie generuje wcale dużo wyższych pieniędzy dla jednostki. Jeżeli zwolnimy go przed końcem roku to ta oszczędność pracuje tylko do kalendarzowego końca roku, a w następnym oszczędza się tylko do 30% kosztów etatu. Na dodatek ta oszczędność idzie do centrali, a dziekani czy dyrektorzy instytutów i tak potem muszą żebrać u rektora. To nie zachęca do ostrych decyzji kadrowych.

      Usuń
  6. Ani likwidacja ani ostra reforma proponowane przez Michała nie rozwiążą problemu polskiej nauki - problem leży w jej finansowaniu. Jednostki naukowe ciągle nie potrafią związać końca z końcem, bo budżet im na to nie pozwala (większość). Trzymają starszych pracowników naukowych, którzy już mają swoje tytuły naukowe i wypracowaną pozycję (za tym idzie finansowanie z ministerstwa), a brakuje pieniędzy na zatrudnianie osób chętnych do pracy (młodych). Doktoranci pracują (prawie) za darmo a po zakończeniu doktoratu maja marne szanse na zatrudnienie (brak finansów na zatrudnianie). Projekty badawcze zazwyczaj są okrojone do granic możliwości, bo inaczej istnieje ryzyko, że zostaną odrzucone - powoduje to znikome wynagrodzenie dla wykonawców i niewielki dodatek dla instytutów (mała motywacja). Tutaj nie potrzebna jest reforma instytucji zajmujących się nauką ale reforma finansowania nauki w Polsce. Łatwiej jednak powiedzieć że instytuty pracują niewydajnie niż przyznać się, że nakłady na naukę są zbyt niskie aby można było spełnić wymagania stawiane przez rozporządzenia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. http://www.naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,402969,poslowie-za-zmianami-w-finansowaniu-nauki.html

      Usuń
    2. Na razie PAN przerasta uczelnie. Tylko 7% kadry pracuje w PAN, ale kategorie A+ uzyskały 3 Instytuty PAN (Instytut Biochemii i Biofizyki Polskiej Akademii Nauk, Miedzynarodowy Instytut Biologii Molekularnej i Komórkowej i Instytut Rozrodu Zwierząt i Badań Żywności Polskiej Akademii Nauki) i zaledwie 2 jednostki uniwersteckie i 2 akademie medyczne.

      Usuń
    3. Czytając kolejne dyskusje na tym forum coraz bardziej rozumiem dlaczego władza ma Was jajogłowych w coraz większej pogardzie. Każda zdrowo myśląca grupa zawodowa (górnicy, pielęgniarki, nauczyciele) nie pozwoliłaby sobie na ciągłe obcinanie sobie kasy, a Was zakompleksieńców stać tylko na pogaduchy, kto robi więcej punkcików i czyj instytucik jest bardziej prestiżowy.

      Usuń
  7. W znanym mi instytucie PAN pensja asystenta z mgr jest o 400zł brutto wyższa niż na sąsiednim uniwersytecie...Poziom kształcenia doktoranta tez jest w PAN o niebo wyższy.

    OdpowiedzUsuń
  8. "Żyję w świecie, gdzie takie rzeczy już się robi. Może na twojej zapyziałej uczelni nie ma tej odwagi, ale nasz wydział właśnie się rozstał z trzema zasiedziałymi pracownikami bez wyników, a na kilku konkursach nie przyjęliśmy żadnego kandydata, bo nie spełniali pożądanych warunków. I to jest w tej chwili poważny problem, bo otwieramy miejsca pracy, a nie mamy dobrych kandydatów. Praca na uczelni nie jest już taka atrakcyjna. Kiepskie płace, czasowe kontrakty i ostra konkurencja nie zachęca."

    Ilekroć czytam ogłoszenia na asystenta na uczelni to krew mnie zalewa. Najlepiej żeby gimnazjalista miał już publikacje na liście filadelfijskiej. Trudno znaleźć ogłoszenie na asystenta z mgr, wszędzie doktorat i stos publikacji. Prosta zasada - jest praca sa publikacje. Zaczynam pracę na uczelni i zaczynam prace nad pierwszą publikacją. Są studia doktoranckie bez lub z marnym stypendium i koniecznością pracy poza zawodem to niech w wymaganiach będzie tylko tytuł mgr. Zresztą nauka i osiągnięcia naukowe to nie tylko publikacje. Publikuje to Stephen King i Katarzyna Grochola. Oni mają poczytne publikacje... Typowe dla Polski - nic nie dajemy, a z góry oczekujemy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż, takie czasy. Edukacja bardzo się wydłuża, dlatego większość uniwersytetów zatrudnia na stanowisku asystenta tylko osoby ze stopniem doktora. Studia doktoranckie to dobry okres, żeby sprawdzić przydatność kandydata do pracy naukowej. Na moim wydziale nawet przy otwarciu przewodu doktorskiego trzeba już się wykazać opublikowaną pracą, najlepiej w czasopiśmie indeksowanym, choć nie jest to obowiązkowe. Najlepsi doktoranci mogą się pochwalić naprawdę dobrymi publikacjami, ale nawet oni nie palą się do pracy na uczelni, tylko szukają postdoców w innych krajach, albo idą do biznesu (np. do firm zajmujących się monitoringiem środowiska). System jest tak mocno konkurencyjny, że zatrudnianie w ciemno (nad czym tak płaczesz) jest ryzykowny.
      CKM

      Usuń
    2. Do Anonima powyżej (przy okazji: używajcie proszę jakichś inicjałów chociaż albo pseudonimów, jak robi to CKM):
      odpowiedz proszę, dlaczego wymaganie publikacji jest złe? Gdyby nie było ludzi z publikacjami to nikt by nie ustawiał takich wymagań, nie sądzisz? Dla mnie to normalne, że na stanowisko naukowe jest wymagana lista publikacji.

      Usuń
    3. Bardzo często pada tu słowo zaścianek lub czyjaś anonimowa uczelnia jest nazywana zapyziałą. Trochę to śmieszne jak się spojrzy na rankingi światowe. Właściwie wszystkie uczelnie i jednostki są zapyziałe i zaściankowe więc nie ma się co puszyć. Prawdopodobieństwo, że kierujący te słowa pochodzi z wybitnej, światowej jednostki naukowej jest raczej mniejsze niż z w/w kategorii. To tak na marginesie. Pewnie wypowiada się tu sporo ornitologów a Ci z racji przystawania z ptakami pewnie puszenie piórek mają w naturze :-) Może było by interesująca zestawienie ile bitów informacji jest wklepywana na czcze gadanie o polityce a ile gdy pada zapytanie o jakąś profesjonalną poradę jaką kiedyś np. Michał próbował uzyskać. O wpływ tych dyskusji na codzienność to nie ma co pytać bo i tak pewnie jest żaden. Niektórzy mają "odwagę" wypisywać różne rzeczy na forum - powiedzcie to swoim pryncypałom ... .

      Usuń
  9. Nikt nie wspomniał nt. premii za publikacje. Wiem, że dyrektorzy niektórych instytutów PAN takie wypłacają. W ten sposób produktywni naukowcy podwajają swoje roczne wynagrodzenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to prawda, i wygląda to następująco: ktoś kto nie robi nic przez cały rok (przychodzi i ogląda filmy, pije kawę) dostaje powiedzmy 1 pensję, ten kto zasuwa naprawdę ostro i ma 10 papierów filadelfijskich ma 1.25 pensji. Tyle, że ten co nie robi nic, może sobie dorwać jakąś prostą chałturę i te 0.25 lekką ręką dorobić. Powiem więcej, na rocznym projekcie wiatrakowym może dorobić nie 0.25, ale nawet do 1.50 pensji bazowej. Więc z ekonomicznego punktu widzenia trzeba być zupełnym frajerem by harować jak osioł by dostać to dodatkowe 0.25 pensji.

      Usuń
    2. To prawda, za zlecenia monitoringowe zarabia się więcej niż na pensji profesorskiej. Tylko z tego wniosku co ma niby wyniknąć Michale. Z jednej strony mówisz, że nie warto dawać więcej kasy dla nauki, a z drugiej wytykasz, że inni próbują dorobić na boku. A na uniwersytetach takie premie za publikacje nie istnieją i jest jedna pensja dla tego z pierwszego jak i ostatniego miejsca w rankingu. Sam wyżej wspomniałeś, że dla pewnych osób nie ma żadnych przeszkód w uprawianiu nauki, bo jak ktoś ma pasję badawczą to w sumie nie zwraca uwagi na inne uwarunkowania. Jeżeli kasa będzie głównym kryterium zatrudnienia, to źle to rokuje nauce. W Polsce problemem jest i za mało pieniędzy w nauce (w tym i na pensje) i brak instrumentów właściwej rotacji kadrą.
      CKM

      Usuń
    3. Ma wynikać z tego jeden kluczowy wniosek: że problemem jest dystrybucja środków, a nie ich niedobór. Dlaczego ktoś kto nic nie robi, dostaje od Państwa Polskiego 25 000 zł rocznie + różne darmowe dobra jak komputer, możliwość korzystania z telefonu, internetu, ciepły pokój, drukarkę, obsługę poczty, zwroty delegacyjne, wczasy pod gruszą itp. Dopóki nie uporamy się z tym problemem (=nie wywalimy leni na zieloną trawkę) pompowanie kasy w ten system nic nie da!
      Na Uniwersytetach też istnieją różne premie za publikacje, (na uW to są chyba nagrody rektora, przynajmniej były), a poza tym nagrody za granty, które z kolei u mnie w PAN nie istnieją...

      Usuń
    4. Z tymi nagrodami to przesada, u nas nagrodę naukową rektora dostają tylko dwie pierwsze osoby z listy rankingowej plus jedna lub dwie nagrody zespołowe. Lepiej niż nic, ale to mała zachęta. Za granty nie ma nagród, sam grant z wysokim honorarium jest nagrodą.
      Jak wspomniałem już wyżej, ministerstwo nie zachęca do zwalniania nierobów. Gdyby oszczędności z tych zwolnień zostawały w kasie uczelni to może by to zachęcało do ostrzejszych decyzji ale, niestety, budżety się zerują po każdym roku. Zwalniasz, to w następnym roku wykazujesz mniej zatrudnionych, a w konsekwencji dostajesz mniej pieniędzy. Ministerstwo się cieszy, bo to ono zrobiło oszczędności, a nie uczelnia dla której zostaje figa.
      CKM

      Usuń
  10. Panie Michale, bardzo mądrze Pan tutaj pisze. Te jest w 100% identyfikacja problemu. Jednak coś ciekawszego. U nas na uczelni jest osoba, która dostała negatywną opinię komisji, osoba opublikowała jedną pracę z IF przez 4 lata, jednak jest bardzo dobrze umocowana na uniwersytecie (dawny szef - prawdopodobnie jakaś rodzina). Poza negatywną oceną dziekan był za zwolnieniem, jednak osoba się odwołała i komisja senacka uznała, że jednak nie należy go zwalniać. Jako nieoficjalny argument podawano, że przecież w poprzedniej ocenie był dobrze oceniony a miał dużo gorszy dorobek, to teraz jak ma 1 publikacje z IF 1, to jakim cudem jest gorzej oceniony. Wiec osoba sobie wygodnie siedzi na uczelni, robi lewą kasę i jest zadowolona.
    Tak więc Michale, nawet jakbyśmy mieli osoby, które chcą coś zrobić, przewietrzyć i usunąć nierobów to nie są w stanie, bo nadal są bariery, które na to nie pozwolą.

    OdpowiedzUsuń
  11. Miało być o reformie PAN, a wychodzi na to, że trzeba zreformować cały system.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No bo jak zwykle podczas procedowania ustaw jeszcze za Kudryckiej polerowano tak długo aż zostały tylko pozory. Wpierw wszyscy gadali o usunięciu habilitacji a koniec końców wyszło jak wyszło. Wprowadzono mnóstwo zmian odnośnie finansowania, ale koniec końców ograniczono się do mieszania - nic nie dodano i nic nie odjęto. To takie typowe polskie pozoranctwo; wszyscy wiedzą co trzeba zmienić, ale właśnie z tego powodu nikt niczego nie zmienia, ponieważ zbyt wielu by na tym straciło. Mówi się o zwalnianiu i wszyscy są za, bo na etapie intencji wszyscy są anonimowi i nikogo to osobiście nie dotyka. A gdy już dochodzi do zmian i kogoś trzeba zwolnic to: a pana Józka zwolnić, ee, przecież on ma 10 lat do emerytury / przecież to taki spoko koleś itp. itd. zawsze tak sami. W ostatecznym rozrachunku wszystko staje się fikcją - jak się przepchnie jedna habilitacje to powstaje precedens, jak się jednego nieroba nie zwolni to jak zwolnic innych. Ta samowładcza jest zmorą i mrzonki, że system wyczyści się sam od środka..., tutaj potrzebny jest silny środek przeczyszczający i to podany przymusowo.

      Usuń
  12. Szanowni Dyskutanci, ja się w zasadzie zgadzam z wieloma argumentami, ale problem rzeczywiście nie dotyczy PANu, ale całego systemu. Z mojego punktu widzenia PAN (jako federacja instytutów, nie jako klub uczonych) powinien zostać zlikwidowany, tylko że przy obecnym poziomie finansowania nauki to i tak nic to nie rozwiąże. Zacząć należałoby od tego, że przyzwoicie płacimy uczonym i wymagamy rezultatów. Ten prosty mechanizm powinien zasadniczo uzdrowić system - z jedną wszakże poprawką: rezultaty to zarówno osiągnięcia naukowe (publikacje, patenty etc), jak i dydaktyczne. Jeżeli stworzymy mechanizm konkurencyjny, w którym konkretna pozycja będzie obsadzana na bazie rzeczywistego konkursu, co ma sens tylko wtedy, kiedy oferowane warunki skłonią do zgłaszania się ludzi o odpowiednio wysokich kwalifikacjach i imponującym CV, system powinien działać. Teraz mamy sytuację, w której oferujemy żałosne warunki pracy i dziwimy się, że nobliści nie walą drzwiami i oknami, a światowe rezultaty mamy uzyskiwać za żałośnie niskie pieniądze z trzeciego świata. Już kiedyś zadawałem to pytanie - czy ktoś zbadał naszą efektywność w odniesieniu do poziomu finansowania? Zaryzykuję twierdzenie, że w takiej kategorii mieścimy się w pierwszej 10 (no może 20) światowej...
    MZ

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, zbadano tę zależność między efektywnością, a poziomem finansowania (nie robili tego Polacy, to były globalne badania). Wprawdzie bazą było PKB i procent na badania, ale to jest miarodajne. Na krzywej zależności między PKB, a globalnym i-H Polska wypadła na prostej obrazującej średnią światową tzn. oczekiwany rezultat idealnie był proporcjonalny do nakładów i np. wypadliśmy lepiej od Japonii, która miała wynik wyraźnie poniżej tej linii (tzn. przy znacznie wyższych nakładach na badania wyraźnie niższy rezultat). Z naszym PKB zajmujemy 30 pozycję w świecie i średni i-H nauki polskiej plasuje nas w większości dziedzin koło 30 miejsca. W ogóle, wbrew temu co tutaj różni hejterzy wypisują Polska z tymi niskimi nakładami plasuje się w efektach lepiej niż wiele podobnych krajów, choć oczywiście jest to druga liga, bo do pierwszej 10-ki wyraźnie nam brakuje. Ale za nami tez jest sporo krajów, również europejskich. Te dane przybliżała swojego czasu Polityka, można więc w archiwach tygodnika je poszukać. Podzielam zdanie MZ co do kierunku zmian, tylko jak i kto w praktyce miałby to zrobić.
      CKM

      Usuń
    2. Zgoda, dodajcie jeszcze, że poza marchewką potrzebny jest skuteczny kij i będziemy w domu. Tylko, że to jest truizm, który znają wszyscy, łącznie z rządzącymi i o dziwo jakoś nikt się nie kwapi żeby wprowadzić. Państwo powinno także obniżać podatki, żeby zbierać ich więcej, ale ja już widzę oczami wyobraźni jak rząd obniża podatki.

      Usuń
    3. Wg rankingów jest jeszcze lepiej niż podaje CKM, więc co do naszej przeciętnej wydajności, nie powinniśmy mieć kompleksów:
      - 22 miejsce na świecie pod względem PKB (wg http://pl.wikipedia.org/wiki/Lista_pa%C5%84stw_%C5%9Bwiata_wed%C5%82ug_PKB_nominalnego )
      - 19 miejsce wg rankingu naukowym wg wszystkich dziedzin razem wziętych http://www.scimagojr.com/countryrank.php

      Ale są pewnie różne metody liczenia PKB i robienia rankingów.

      Z drugiej strony nakłady na naukę są w Polsce tragicznie niskie na tle innych krajów UE - http://smarterpoland.pl/index.php/2014/11/wydatki-na-badania-i-rozwoj-w-polsce/

      Np., niecały 1% w Polsce przy prawie 3% w Słowenii. Mimo rządowej propagandy "gospodarki opartej na wiedzy" jesteśmy w ogonie Europy.

      Co do konieczności kija - pełna zgoda, problem w tym żeby ten kij sprawiedliwie dotyczył zarówno młodych, jak i starych. Obecnie młodzi już i tak żyją w ciągłym stresie za g******e pieniądze, a wielu nic nie robiących "samodzielnych" siedzi na ciepłych etatach. Nie rozumiem dlaczego ja mam się ciągle starać, a emerytowany "belwederski" w mojej instytucji bierze pensję + emeryturę za nic-nierobienie.

      Usuń
    4. Widzę, że od ostatniego mojego wejścia na SJR zanotowaliśmy nieznaczny wzrost notowań. Ale uściślijmy, 19 miejsce mamy pod względem liczby publikacji, 24 pod względem cytowalności i i-H. Co jakiś czas ktoś na tym blogu pisze, że Czesi biją nas na głowę. Więc sprawdzam: liczba publikacji oczywiście mniejsza, bo mniejszy kraj, ale pod względem liczby cytacji i i-H na 34 i 33 miejscu, a więc 10 i 9 pozycji za nami.
      CKM

      Usuń
    5. Tytułem uzupełnienia, i-H na poziomie kraju odzwierciedla w zasadzie wyłącznie pozycję medycyny i fizyki (ewentualnie jeszcze chemii). Mają one b. wiele cytowań/artykuł + b. wysoki odsetek niedawnych prac w literaturze, stąd kompletnie dominują i-H. Jak ranking oparty na dwóch dyscyplinach odzwierciedla pozycję całej nauki - można dyskutować, tak jak i o przydatności H i cytowalności do takich rankingów...

      Usuń
    6. W SJR możesz sobie wyselekcjonować dziedziny z nauk przyrodniczych i praktycznie w każdej znajdujemy się w drugiej dziesiątce, zarówno pod względem liczby cytacji jaki i i-H, a w chemii nasz i-H stawia nas też na 23 pozycji, w medycynie na 22. Z tego wynika, że wcale te dwie dziedziny jakoś bardzo nie ciągną całej pozycji rankingowej do góry. Po prostu to miejsce w drugiej dziesiątce wynika z takiego a nie innego stanu nauki w Polsce. Nie są to wcale bardzo złe wyniki w przeliczeniu na nakłady na naukę i jest to niezły punkt startowy do poprawy sytuacji. Czy wzrost nakładów polepszy ten stan? Jak się tego nie zrobi to się nigdy nie dowiemy.
      CKM

      Usuń
    7. W ekologii w czwartej dziesiątce wg H:-/

      Usuń
    8. Czyli generalnie dno. Skoro mamy się podniecać, że jesteśmy na jakimś 20tym miejscu, to równie dobrze możemy zacząć kopać rowy. Niewielka różnica.

      Usuń
    9. Hejterom to zawsze źle, jakbym słuchał pewnych polityków, dla których Polska to tylko zgliszcza. Ciekawe, że ten hejter nie zauważył, że ekologia pojawia się w dwóch rubrykach, również w dziale "Ecology, Evolution, Behaviour and Systematics" i tam jest na 29 miejscu. Dlatego radzę tym kolegom aby się zwolnili z pracy i poszli rzeczywiście kopać te rowy. Po co mają się frustrować.

      Usuń
    10. A Ty pewnie jesteś tym starym leśnym dziadem, który nie chce zmian i popada w samouwielbienie, że raz na kilka lat opublikuje coś w Polish Journal of Ecology.... gratulacje.

      Usuń
    11. Człowieku zamiast tutaj marudzić i tracić czas, to pisz te genialne prace do Nature czy Science i podnoś średni i-H dla Polski. Polska nauka czeka na takich geniuszy jak ty. A jak ci się tak bardzo nie podoba w naszym kraju to wyjedź. Harvard, Oxford czy Cambridge czekają z otwartymi ramionami na Ciebie. Szkoda żebyś się marnował w Polsce. Dziś świat jest otwarty i możesz szukać swojej szansy w którymś z krajów pierwszej piątki w klasyfikacji SJR. Stać cię na to, jesteś taki wspaniały.

      Usuń
    12. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    13. nie tylko nasza nauka, ale wręcz cała światowa czeka na takich geniuszy jak ten z 12.58...

      Usuń
    14. No dobrze, ale proszę merytorycznie. Nie wiem czy dobrym wskaźnikiem jest % PKB na naukę, jeśli znaczna część tych środków jest zwyczajnie marnowana. Nadal upieram się, że nie ilość środków jest ważna, lecz ich dystrybucja i wykorzystanie. Z tego względu nie bardzo umiem zinterpretować te wskaźniki i rankingi

      Usuń
    15. Więc do modelu możesz wrzucić 2 zmienną, choć tak jak Ty nie wiem jak ona miałaby wyglądać, ale nie da się zaprzeczyć, że suma wkładu państwa będzie miała znaczenie istotne, jeśli nie najważniejsze.

      Usuń
    16. Michał, ale co z tego, że jest marnowana? Wszędzie, gdzie jest coś finansowane z publicznych pieniędzy, część jest marnowana, i Polska nie jest wyjątkiem w tej dziedzinie. Cytowane wcześniej badania pokazują, że jesteśmy dokładnie tam, gdzie powinniśmy być, biorąc pod uwagę nakłady na naukę. Sama selekcja pracowników da niewiele bez wzrostu nakładów, bo nawet najlepszy fachowiec bez pieniędzy daleko nie ujedzie. W "idealnym" scenariuszu - gdzie zwalniamy miernoty i zatrudniamy fachowców z całego świata - ale nie zwiększamy nakładów, ci fachowcy konkurują o te same marne środki. I część z nich zostaje bez pieniędzy, i publikuje słabo lub wcale. Potrzebne są obie te rzeczy - selekcja ludzi i zwiększenie nakładów.
      Łukasz

      Usuń
    17. Dyskusje na takim poziomie ogólności mają to do siebie, że jest dużo wylewania żali, a mało konkretów. Te rankingi SJR to jednak konkret i pokazują nam miejsce w szeregu. Dyskutując o poprawie sytuacji możemy przyjąć dwa punkty widzenia:
      1 – co można zmienić już w istniejącej sytuacji prawno-organizacyjnej. Na przykładzie mojego wydziału pokazałem, że już przy obecnych przepisach istnieje sporo możliwości reformowania sytuacji, odcinania nierobów od kasy i próbowania rugowania miernot. Idzie to z trudem i wolno, ale przy porozumieniu większości można wiele dobrego zrobić. Mam więc do tych marudzących hejterów radę: róbcie szybkie awanse, przejmujcie grupy decyzyjne i zmieniajcie system od wewnątrz, nikt za was tego nie zrobi.
      2 – co jest zależne od „wielkiej” polityki. Tub sprawa trudniejsza, ścierają się siły polityczne, grupy nacisku, lobbingi środowiskowe itd. Podzielam opinię wielu kolegów, że na tym poziomie największym problemem są niskie nakłady na naukę w stosunku do PKB. Nie jesteśmy aż tak biednym krajem, żeby przeznaczać tak małe pieniądze na te sferę. Jeżeli stać nas na utrzymywanie pracowników kościoła, dopłacanie do rolników, utrzymywanie dużych, uprzywilejowanych grup pracowniczych i wielkiego parlamentu, to stać także na podwyższenie kwot na naukę (ale komu zabrać to już jest wielka polityka). Nie namawiam dobrych uczonych do pójścia w politykę, tacy zresztą zwykle się tam nie pchają. Ale zadziwiający jest brak wspólnego frontu w tej walce. Wykrwawiamy się we wzajemnych sporach, a nie jesteśmy w stanie stworzyć dobrego frontu lobbinngowego. Politycy to zręcznie wykorzystują. W ostatniej reformie to co im najlepiej wyszło, to generalne skłócenie środowiska.
      Michale, może kiedyś zostaniesz szefem dużej jednostki naukowej. Zobaczysz jak punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
      CKM

      Usuń
    18. Łukasz,
      zgoda, ale zwróć uwagę, że możemy zwolnić "miernoty" i nie zmieniać finansowania w ogóle. Czyli mówię o sytuacji, w której jednostka nadal dostaje te same pieniądze ale pracowników do wynagrodzenia ma mniej. Wtedy z chwilą wysłania "aktywnych inaczej" na zieloną trawkę drastycznie poprawiasz sytuację przy tych samych sumarycznych wydatkach. Więc wcale nie trzeba większej kasy, tylko reformy. Pytanie główne więc brzmi: jak to zrobić?
      Pełna zgoda co do tego że środki publiczne w PAN się marnują, na nieprawdopodobną skalę. I to jest znowu argument by nie zwiększać środków na PAN tylko go reformować, szukać możliwości zwolnień ludzi praktycznie niepracujących. Moim zdaniem zwiększenie finansowania nic nie da i powinno przyjść w drugiej kolejności. Obecnie w ten system może wsiąknąć miliard albo bilion, a po pewnym czasie znowu się okaże, że nie mam papieru do drukarki i muszę ukraść kilka kartek z sąsiedniej pracowni. By ująć rzecz przenośnią: jeśli chcesz napełnić dziurawe wiadro wodą, to bez uszczelnienia efekt będzie zawsze ten sam... Więc zacznijmy gadać o poważnych reformach, zamiast narzekać na fundusze, bo problemu finansowe są efektem a nie przyczyną.
      pozdrowienia,

      Usuń
    19. CKM, zgadzam się z Tobą w obu punktach. Nie widzę sprzeczności w naszych podejściach - właśnie wspominam o reformach wewnętrznych i cały ten post jest o tym, co można zrobić bez wchodzenia w wielką politykę i drastycznego zwiększenia finansowania nauki. Jesteśmy moim zdaniem zgodni, co do głównych wniosków, uważasz inaczej? Oczywiście w różnych jednostkach podejście, realia i możliwości są różne, ale chcemy iść w podobnym kierunku.

      Natomiast co do punktu 1 - kolega podrzucił mi dziś cytat, spróbuję zrobić z tego oddzielny wpis, ale wrzucę kawałek: "Prof. Kleiber chce też podnieść (z 70 - do co najmniej 75 lat) wiek osób mogących zasiadać w radach kuratorów. "Osoby takie są najbardziej predysponowane do roli nadzorczej, do oceny działania instytutów. Są ciągle w pełni kompetentne i chętne do pracy""
      Więc możliwość zajmowania kierowniczych stanowisk przez ludzi młodych raczej się właśnie pogorszyła...

      Usuń
  13. Prezes PAN: jesteśmy otwarci na rozmowy o zmianach w akademii:
    http://www.naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,403008,prezes-pan-jestesmy-otwarci-na-rozmowy-o-zmianach-w-akademii.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To pojechał sobie Pan Prezes. A dlaczego do 75 roku życia, a nie do 90?

      Usuń
  14. Obecny system nie jest idealny, ale trzeba pamiętać, że jest stanowi jakiś kompromis (być może nieoptymalny) różnych sił (wymogów ministerstwa, praw pracowniczych, potrzeby kształcenia studentów, konieczności konkurowania z rozwiniętymi gospodarkami itd.). Posługując się przykładem Michała: jeśli ktoś ma do wyboru zarobić 1,5 pensji robiąc ekspertyzy lub 0,25 pensji poświęcając ten czas na pracę naukową i wybiera to drugie, to wniosek jest prosty: (1) osoba ta uznała, że korzyść osobista płynąca z pracy naukowej będzie większa niż korzyść wynikająca z posiadania większych środków finansowych lub (2) osoba ta nie była pewna, która z decyzji będzie lepsza, ale jakąś decyzję musiała podjąć. W drugim przypadku powstaje niebezpieczne zjawisko psychologiczne zwane dysonansem wewnętrznym. Oczywiście można próbować je zredukować z pomocą trenera lub samemu poprzez próbę zaakceptowania faktu, że w złożonej rzeczywistości, w której żyjemy, nie możemy oczekiwać, by środowisko było idealnie dostosowane do naszych potrzeb (doskonały odwrotny darwinizm).
    Zgadzam się z Michałem, że wiele środków przeznaczanych na naukę i szkolnictwo wyższe jest marnowanych. Ale to w dużej mierze zależy od poczucia indywidualnej odpowiedzialności oraz od przyzwolenia środowiska na taki stan rzeczy. Rząd ma raczej umiarkowaną chęć i możliwości by wnikać w detale systemu. Kontrola nadzorcza oczywiście jest potrzebna, ale nie załatwi wszystkich problemów.
    Jeśli chodzi o zmianę systemu, to ze względu na koszty ludzkie (a co za tym idzie - polityczne) nie spodziewałbym się radykalnych ruchów ze strony władz państwowych, chyba że nagła konieczność do tego zmusi. Oddolne zmiany też są mało prawdopodobne, bo środowisko jest niespójne, tresowane od wczesnych lat szkolnych do konkurowania. Poza tym oznaczałoby to nieuchronny kanibalizm, po którym część z ocalałych nie odzyskałaby już poczucia stabilizacji i zaufania do współpracowników.
    Przy tym stanie rzeczy problemem jest marnowanie talentów, bez których polski system nauki będzie tylko atrapą. Moim zdaniem rozwiązaniem mogłoby być zbudowanie od podstaw alternatywnego systemu - tzn. zasilanego specjalnie dedykowanym strumieniem pieniędzy i funkcjonującego na odrębnych zasadach. Mogłoby być to coś w rodzaju PANbis, ze stawkami minimalnych wynagrodzeń dużo wyższymi niż w obecnie funkcjonujących placówkach i realnymi konkursami na stanowiska przeprowadzanymi przez niezależne komisje. Należało by też stworzyć możliwość konkurowania o wspólne zasoby finansowe między PANbis a starym systemem. Zakładając, że konkurencja opierałaby się na kryteriach jakości pracy naukowej, PANbis stopniowo by się rozrastał zagarniając coraz większą pulę środków wspólnych, zjadając przy tym stary system. Czyli że PANbis trawiłby istniejące instytucje, asymilował z nich to, co najlepsze i usuwał poza system to, co szkodliwe lub zbędne. Inwestowanie w stary system stwarza ryzyko, że pieniądze będą umożliwiały utrwalanie a nawet rozwój jego niewydolnych składników.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tomek, na szybko: z wieloma sprawami bym dyskutował (np.: dzięki Bogu, że rząd ma raczej umiarkowaną możliwość wnikania w detale, dzięki temu tylko jeszcze żyjemy, a nie mimo tego, jak zdajesz się sugerować) ale bardzo ciekawy pomysł z PANbis! Chodzi, jak rozumiem, o następującą ideę: nie reformujmy tego co jest, bo się nie da, tylko stwórzmy coś lepszego i pozwólmy staremu systemowi cichutko umrzeć. Taki scenariusz faktycznie może być jedynym rozsądnym, wobec zakonserwowanego żelbetu obecnego układu. Warto to przemyśleć.
      Ale pytanie do Ciebie: czy nie sądzisz, że to nowe ciało powinno być maksymalnie dalekie - organizacyjnie przynajmniej - od obecnego PAN? Inaczej PAN bis zaraz się przekształci w PAN prim, zaraz powstanie w nim to wszystko, co tak bardzo nam przeszkadza, cała biurokracja, majestatyczna otoczka kosztownych przecinaczy wstęg itp. Właśnie PANbis, w ogóle nie powinien być PAN, tylko oddolną inicjatywą niezależnych naukowców, chcących robić naukę. Co więcej, uważam, że ten nowy PANbis pieniądze sam by sobie wyszarpał na "wolnym rynku" konkurencji o granty, gdyby tylko takie wolnorynkowe zasady mu stworzyć. Nie potrzebuje specjalnie oddzielnego strumienia (z tym na pewno byłyby kłopoty). Przecież gdyby powstała choć jedna eksperymentalna jednostka PANbis, bez tych wszystkich narośli w postaci bezproduktywnych konsumentów kawy surfujących całymi dniami na facebooku, to od razu by wyszła na mocną pozycję. Co o tym sądzisz?

      Usuń
  15. Wydaje mi się, że bez specjalnych środków trudno byłoby takiej instytucji zbudować początkową przewagę konkurencyjną. Zgadzam się, że powinno to być coś jak najbardziej odrębnego od obecnych struktur. Jeśli PANbis rozwijałby się zbyt szybko i pochłaniał inne instytucje w dużych kawałkach (tzn.z zachowaniem ich organizacji wewnętrznej) to oczywiście istniałoby ryzyko rozmycia się idei stworzenia nowej jakości.
    Też uważam, że coś takiego powinno być oddolną inicjatywą ludzi, którzy wierzą, że mają jakiś wpływ na rzeczywistość społeczną. Nie ma co się spodziewać, że zrobią to za naukowców politycy, bo problemy nauki nie są priorytetowe dla żadnej z liczących się partii. Myślę, że warto działać, nawet jeśli skutek będzie niewielki. Ważne aby był pozytywny.

    OdpowiedzUsuń
  16. Akademia Nauk w swej pierwotnej formie miała być tylko korporacją najwybitniejszych uczonych. Obecny kształt zawdzięcza Sowietom, którzy po II WŚ próbowali narzucić Polsce swój system organizacji nauki - instytuty PAN uprawiające naukę i uniwersytety kształcące studentów. Wobec dużego sprzeciwu kadry nie udało się tego wprowadzić i powstał ten dualizm istniejący do dziś, że naukę uprawia się i w instytutach PAN i na uczelniach. Osobiście uważam, że Tomasz ma wiele racji mówiąc o dużym ryzyku takiej powolnej rekonstrukcji. Nie wierzę w naturalny mechanizm takich działań, za dużo cwaniaków widziałem w swoim życiu i za dobrze znam ludzką naturę. Ideałem byłby powrót do idei PAN jako korporacji uczonych (a za zostanie członkiem PAN istotny dodatek do pensji przy ostrych kryteriach merytorycznych oceny). Natomiast instytuty bym zlikwidował, bo w obecnym stanie nie mają one zdolności samoorganizacji i reformy (mam przykre doświadczenia z udziału w radzie naukowej instytutu Michała). Czy uczelnie by wchłonęły najlepszych pracowników instytutów? Gdyby część kosztów utrzymania PAN przekazać uczelniom pewnie by na to poszły, nawet tworząc etaty czysto naukowe. Wpływ najlepszych naukowców na algorytmy parametryczne jest bardzo duży i warto ich zatrudniać.
    CKM

    OdpowiedzUsuń
  17. Z punktu widzenia budżetu państwa likwidacja, czy też utrzymanie PAN-ów nie ma żadnego znaczenia ponieważ (w zasadzie) to utrzymanie nic nie kosztuje (mała liczba pracowników z najniższymi uposażeniami, "obsługa" socjalna bezrobotnych pracowników PAN pewnie kosztowałaby więcej). Jedyną przyczynę powracania tego pomysłu widzę w chęci naukowców uniwersyteckich pozbycia się konkurencji o granty....
    Jeśli likwidujemy najsłabsze naukowo jednostki PAN to też tzw.Uniwersytety z Kielc, Szczecina, Zielonej Góry, Opola itd. Pomijając brak jakiejkolwiek nauki na tego typu uczelniach to równie marny jest tam poziom kształcenia (to coś na kształt oszustwa na masową skalę, wykształcenie tam zdobyte nic nie daje).
    Reasumując, nie widzę żadnego powodu, dlaczego mamy traktować PAN-y i Uczelnie inaczej (oprócz tego, że w przypadku uczelni stosujemy dodatkowo kryterium jakości kształcenia...to tez da się zrobić)! Likwidujmy najsłabszych a nie, ideologicznie, jednostki PAN.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolego, niewiele rozumiesz z powyższej dyskusji. Jaka konkurencja o granty. To nie zależy od miejsca w jakim pracujesz. Cały czas zastanawiamy się jak przy likwidacji zagospodarować najlepszych badaczy z pożytkiem dla nich i dla uniwersytetów, a nie żeby ich wyrzucać na bruk. Na uczelniach (przynajmniej tych z górnej półki) nie ma takiej liczby dziwnych etatów jak w PAN-ie, które nie wiadomo czemu służą, a efektywność zatrudnienia jest wielokrotnie wyższa (tzn. liczba etatów naukowych do pozostałych). Coś mi się zdaje, że pracowników PAN przeraża, że oprócz pracy naukowej musieli by prowadzić zajęcia, a to rzeczywiście jest stresujące. Co do tzw. uniwersytetów zgoda. Ale to politycy zrobili z AR-ów, studiów pedagogicznych itd. uniwersytety żeby dowartościować niektóre regiony czy politycznych baronów, a część badaczy korzystała z udogodnień socjalnych jakie oferowały te nowe jednostki (mieszkania, wyższe pensje, stanowiska kierownicze). To był właśnie efekt pauperyzacji środowiska. Skoro w dużym mieście profesora nie było stać na kupno mieszkania to dawał się skusić ofertami w tych nowych "uniwersytetach". One sobie mogą funkcjonować jako wyższe szkoły zawodowe. W USA jest mnóstwo takich koledżów o beznadziejnym poziomie i nikomu nie przychodzi do głowy by je likwidować, bo każda szkoła jest lepsza niż jej całkowity brak. Tylko one się zwykle finansują z funduszy regionalnych i czesnego, a nie budżetu centralnego. Ten nasz konstytucyjny zapis o bezpłatnym wyższym szkolnictwie jest też jedną z przyczyn mizerii nauki i szkolnictwa wyższego.
      CKM

      Usuń
    2. Kompletną iluzją jest zakładanie, że dobrzy naukowcy ze zlikwidowanych PAN-ów znajdą zatrudnienie na uczelniach. Gdzie widzisz "Kolego" te etaty...patrzę, patrzę, patrzę....nie widzę :-(

      Usuń
    3. A dlaczego tak uważasz. Jeżeli za takim pracownikiem szły by pieniądze na etat to nie widzę problemu. Pisałem wyżej, że na kilka konkursów jakie otworzyliśmy ostatnio nie zgłosił się żaden przyzwoity kandydat i zamknęliśmy konkursy. A dobrego kandydata byśmy wzięli. Nie doceniasz zmian jakie zachodzą w tej chwili na uczelniach, zwłaszcza tych z górnej półki. Parę lat temu zatrudniliśmy osobę, która porzuciła PAN, kontrakty zagraniczne i pracę w biologii molekularnej (z bardzo dobrym dorobkiem) na rzecz biologii i jest to dziś numer 1 na naszej liście rankingowej (druga osoba na tej liście, też bardzo dobra, miała w zeszłym roku o połowę mniej punktów za publikacje niż ten nr 1). Nie boimy się żadnej konkurencji, umiemy liczyć i wiemy jaka jest wartość takich osób.
      CKM

      Usuń
    4. Pewnie oferowaliście pensję 1500 zł, więc nie zgłosił się nikt sensowny.... Te wspomniane etaty na uczelniach to kompletna bzdura. W ponoć jednym z najlepszych instytucji biologicznych na uniwersytecie z południa kraju większość konkursów odbywa się z namaszczenia, głównie w wyniku pokrewieństwa genetycznego lub z powodu innych ścisłych zależności biologicznych. Tak jak któryś z poprzedników napisał: najpierw trzeba zdiagnozować problem, bo być może PAN nie jest problemem, ale słabe uczelnie publiczne i to one powinny być zamknięte/reformowane. Lepiej zatem skupić się na pokazaniu słabych punktów PANu, w porównaniu do uniwersytetów i wtedy dopiero zastanawiać się czy w tym PANie "grzebać", czy też w całym systemie nauki.

      Usuń
    5. Jeszcze raz podkreślę, że według mnie nie ma problemu PAN-u bo koszt utrzymania tych placówek jest znikomy (pewnie łącznie tyle co ćwiartka UJ lub UW).

      Usuń
    6. Gdzieś coś zasłyszał, czegoś nie doczytał itd. Takie pensje to może w PAN-ie płacą. Na uczelniach nie ma już dawno takich płac dla naukowych. Najprościej to posłużyć się plotką, użyć mocnego słowa, paru komunałów o ustawianych konkursach i zadowolonym pójść spać.

      Usuń
  18. A ja sądzę, że przyszłość PAN wyjaśni się sama, w ciągu najbliższych dwóch-trzech lat - to już się dzieje, i to od dawna, ale w ciągu ostatniego pół roku trend jest bardzo wyraźny. Wszyscy najlepsi (za wyjątkiem grupy prof. dr hab), aby zbilansować budżet i mieć jakiekolwiek perspektywy rozwoju po prostu przejdą na uczelnie, a zostaną tylko ci, których nikt nie chce (tzn. do niczego się nie nadają)+Prezydium, upajające się swoją wielkością na 20 kwadratowych funkcyjnych gabinetów oraz wszechwiedne rady kuratorów, wypełniające sumiennie swoje obowiązki do 95 roku życia (od 80-tki każdemu będzie przysługiwał służbowy respirator).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sam nie nadajesz się do niczego innego, jak do pisania czczych komentarzy.

      Usuń
  19. Tutaj informacja wyjaśniająca jak funkcjonuje PAN i czym głównie zajmuje się "góra":
    www.bankier.pl/wiadomosc/Akademie-Nauk-trawi-kryzys-3252848.html

    OdpowiedzUsuń
  20. Jezu... czy ten starzec nie może w końcu usiąść w fotelu, napić się whisky i pozwolić działaś komuś z wizją? Przecież ten człowiek PANowi nic nie pomógł, tylko ciągnie tę instytucję w otchłań niebytu.

    OdpowiedzUsuń
  21. Szanowni Dyskutanci, z lekkim rozbawieniem czytam te rewolucyjne pomysły o PANbis etc. snute zwykle przez ludzi z pewnością inteligentnych, ale kompletnie nieobeznanych z działalnością takich instytucji jak instytuty PAN czy uniwersytety (przypomina to zresztą dyskusje o KBN sprzed paru lat - powstał NCN i co, dalej raczej się nie poprawiło, co widać z tego choćby blogu). Jak słusznie zaproponował/ła CKM któryś z Was powinien szybko zająć jakąś ważną pozycję w swojej instytucji i z zainteresowaniem obserwowałbym (1) ile czasu pozostało mu na uprawianie nauki, (2) jak zmienia się jego zdanie w kwestii większej dotacji dzielonej na mniejszą liczbę efektywniejszych osób. Otóż obie kwestie są absolutnie polityczne! Algorytm finansowy jest dziełem ministerstwa i tylko politycy mogą go zmienić. To samo odnosi się do kwestii sprawozdawczości, różnych kretyńskich przepisów i biurokracji, którą obrosła nauka, i które to procesy finansowane są właśnie z naukowych budżetów (vide wielkie piony księgowe, administracyjne i czort wie jakie we wszystkich instytucjach naukowych, a byłbym zapomniał - najważniejsze piony ds zamówień publicznych). Już wielokrotnie tutaj pisano, ale widać nie dość dosadnie, więc powtórzę: finansowanie bazowe jest zależne od liczby etatów i nie wpływa na nie zasadniczo efekt pracy, jeżeli zwolnimy ludzi (nie ma znaczenia czy leni, czy geniuszy), finansowanie spada w następnym roku finansowym. Proste? Żeby to zmienić, nie wystarczy dobra wola dyrektorów, rektorów i innych szefów, którzy często bardzo by chcieli zmiany. Sądzę, że postulowany wyżej PANbis w obecnie obowiązujących przepisach szybko stałby się tak samo obrośnięty administracją, jak każda inna instytucja naukowa. Nota bene, już dzisiaj jest możliwość uprawiania niezależnej nauki - każdy przecież może napisać grant jako osoba fizyczna i afiliować się z nim w dowolnej instytucji. Znam wiele labów czekających na takich freelancerów (np CeNT UW), gotowych otworzyć swe podwoje na takich co przyniosą gotówkę. Jakoś chętnych nie widać, bo tutaj jest właśnie problem z pieniędzmi - mój postulat zwiększenia finansowania nauki, wyrażony wyżej nie dotyczy bowiem finansowania podstawowego tylko konkursów grantowych. Jeżeli rozwiązano by PAN, a zaoszczędzone środki (pewnie mizerne w skali budżetu państwa) przeznaczyć na granty? Najlepsi skutecznie by o nie zawalczyli i afiliowali się na uniwersytetach, słabi musieliby poszukać szczęścia gdzie indziej... Z uniwersytetami, nawet słabymi, sprawa ma się nieco inaczej. Jeżeli uznamy, że wyższe wykształcenie jest luksusem, który nie powinien być powszechny (ja tak uważam), to spokojnie można z budżetu finansować tylko duże badawcze uniwersytetu, a resztę rozwiązać, albo sprzedać. Do tego jednak potrzeba wielkiej debaty publicznej i poważnych zmian ustrojowych (łącznie ze zmianą konstytucji), których politycy ze wszech stron boją się jak ognia...
    MZ

    OdpowiedzUsuń
  22. Myślę, że jesteś jeszcze bardziej naiwny od przedmówców. Naprawdę wierzysz, że te pieniądze z potencjalnej likwidacji PAN poszłyby na naukę?? Przecież to jest tylko pobożne życzenie. One pójdą na inne cele (chociażby obronność) i większych funduszach na granty będziesz sobie mógł pomarzyć.
    Ja nie rozumiem, dlaczego upieracie się na tym, aby likwidować PAN. Co Was takiego w nim gryzie?

    OdpowiedzUsuń
  23. Ależ ja w nic nie wierzę, to tylko taka gdybologia...
    MZ

    OdpowiedzUsuń
  24. Czytajac dyskusje na PAN bis: czy nikt nie słyszał o Miedzynarodowym Instytucie biologii molekularnej i komórkowej w warszawie? który działa wlasnie na takiech zasadach i jest na 1 miescu we wszytkich rankingach? I sprawa o ktorej pisze MZ: CENT, JCET czy centru nowych technologii we Wroclawiu? czy nie czekaja z otwartymi rekami na talenty? czy wreszcie aplikowanie o granty jako osoby bez zatrudnienia i wykonywanie ich tam gdzie chcecie? Co Was trzyma w tym PANie? nie ma jak sobie ponarzekać... A moze tez chcecie sobie siedziec spokojnie do emerytury?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niech tylko otworzą Centrum Biologii Ewolucyjnej i Ekologii - zaraz się przeniosę :-)

      Usuń
    2. Jak otworzą takie centrum, to 99 % etatów jakimś cudem będzie już obsadzona ;) Będą wolne co najwyżej etaty sprzątacza ;)

      Usuń
  25. a jacy ONI?
    i skoro tak Wam źle to grant i nowa posadka w lepszej jednostce... (na 3 lata) a może jednak ponarzekajmy a ONI, wiadomo i tak zrobią to co chcą... może tez napiszą publikacje i dostaną granty lub wystartują z inną inicjatywą dopiero będzie narzekania no i wielkie wykrywanie spisków i rzecznik, zamykanie forum itd. itp... zresztą autor ostatniego komentarza już wykrył spisek w nowo nieotwartym centrum... szkoda zaglądać na ten blog

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naukowcu, nie frustruj się, skoro postawiłeś diagnozę ("szkoda zaglądać na ten blog") to wniosek może być tylko jeden: nie zaglądaj i wykorzystaj ten czas na pisanie publikacji, np. do Science

      Usuń
  26. http://www.aktualnosci.pan.pl/index.php/77-uncategorised/1863-polskiej-akademii-nauk-nie-trawi-kryzys

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z punktu widzenia szeregowego pracownika PAN (adiunkt z kilkuletnim stażem), to Prezydium wraz z Rzecznikiem muszą mieć dostęp do naprawdę niezłego towaru. Ciekawe czy mogą dać namiary na dilera, bo po EtOH (dowolnej barwy i stężenia, w dawkach ad libitum) tak się odjechać nie da. Wiem, bo próbowałem...

      Usuń